Czego szukasz

Rodzice dzieci z niepełnosprawnością chcą móc pracować, będąc na świadczeniu pielęgnacyjnym

Nela, córka Ewy Kowalskiej urodziła się z rzadką chorobą genetyczną i wymaga stałej opieki. Ewa jest samodzielną mamą i obecnie przebywa na urlopie wychowawczym, który wkrótce dobiegnie końca. Aby nadal opiekować się córką, Ewa będzie musiała przejść na świadczenie pielęgnacyjne, które w Polsce wynosi 1830 zł i musi wystarczyć na wszystko! Pobierając takie świadczenie Ewa nie może posiadać żadnego dochodu. I to właśnie chce zmienić. Dlatego złożyła petycję do MRPiPS. Do końca listopada Ty też możesz ją podpisać!

Ewa Kowalska z córką Nelą

Ewa, jesteś samodzielną mamą niepełnosprawnej córeczki Neli, która urodziła się z rzadką chorobą genetyczną. Jesteś też autorką petycji w imieniu opiekunów i rodziców dzieci z niepełnosprawnością do MRPiPS. Dzisiaj Nela ma 3 latka, ale jeszcze nie siada, nie mówi, nie chodzi. Wiem, że dość długo czekałaś na diagnozę.

Niestety w naszym kraju słabo działa wczesna diagnostyka noworodka. Nie wiem czym jest to spowodowane. Po części pewnie ogólno pojętym systemem, może po części brakiem współpracy na lini lekarz – fizjoterapeuta. Często też rodzina myśli „dziecko ma czas” na to, aby chwycić, usiąść czy dźwignąć główkę. Jeśli widzisz coś niepokojącego nie warto czekać, bo to czas stracony. Nela po urodzeniu wzbudzała niepokój lekarzy, bo miała kilka dysmorfii. Badało ją kilku specjalistów, jednak skupiono się tylko na jednej chorobie, która pasowała im do tych wszystkich zmian, nie wyszli poza schemat. Genetyk w rozpoznaniu napisał wtedy jedynie „zaleca się za rok wizytę kontrolną w poradni genetycznej”. Miał przed sobą dziecko z wadą genetyczną i nie zapaliło mu się czerwone światło. Wyszliśmy ze szpitala ze zdrowym dzieckiem.

Jednak nie dawało mi spokoju to, że ciągle jak nasza pediatra widziała Nelę, czy to na szczepieniu czy chociażby na wizycie tzw. patronażowej mówiła, że coś w Neli jest dziwnego. Zapisałam się wtedy do klinicznego neurologa i on pokierował nas na oddział neurologii. Trafiliśmy tam w 3 miesiącu życia córki, zrobiono eeg, badania metaboliczne, wszystko wychodziło prawidłowo. Zlecono badania genetyczne i wyszliśmy ze szpitala. Znowu z nadzieją, że to jednak zdrowe dziecko. Wynik przyszedł po 4 miesiącach. Zaadresowany na Nelę – 8 miesięczne dziecko dostało tak ważną korespondencję. Wydaje mi się, że to rodzic powinien dostać. A idealnie byłoby, gdyby ktoś osobiście nam to przekazał i wyjaśnił.

Pamiętam jak przeczytałam ten wynik. Nie miałam zielonego pojęcia co to jest i z czym przyjdzie nam się mierzyć. To internet mi wszystko powiedział, nie lekarz. Nie powinno tak być. Rodzic jest pozostawiony sam sobie. Rzadko bywa tak, że jest otoczony opieką i poradą. Nie znam osobiście takiego przypadku. Rodzice sami szukają, czytają. Metodą prób i błędów. A to jest cenny czas dziecka, który się traci. 8 miesięcy to i tak dość szybko. Czasem diagnozy się szuka latami.

Ewa Kowalska

Nela potrzebuje Twojej opieki. Jak wspomniałam wcześniej, jesteś samodzielną mamą i wykorzystałaś już wszystkie przysługujące Ci urlopy, żeby opiekować się córką. Zatem czy teraz pozostaje Ci tylko przejście na świadczenie pielęgnacyjne? Ile dokładnie ono wynosi?

Ta, niestety wykorzystałam już wszystkie możliwości. Urlop macierzyński, wypoczynkowy. Obecnie mam urlop wychowawczy, który jest bezpłatny, co nie ułatwia nam spraw związanych z rehabilitacją, wizytami u specjalistów czy zakupem sprzętu potrzebnego Neli do codziennego funkcjonowania. Dlatego w najbliższym czasie będę musiała przejść na świadczenie pielęgnacyjne. Odwlekam to w czasie, bo wiem, że decyzja zwolnienia się z pracy będzie dla mnie bardzo trudna. W zasadzie od skończenia studiów pracowałam i byłam aktywna zawodowo. Bardzo lubiłam swoją pracę, ludzi, którzy tam pracują. Teraz będę musiała z tego zrezygnować. Nie jest to proste, szczególnie dla osoby, która całe swoje dorosłe życie była niezależna finansowo i aktywna zawodowo. Myślę, że to ciężka decyzja dla większości rodziców, głównie dla mam. Bo to przeważnie one rezygnują z pracy.

Musisz przeorganizować całe swoje życie, wiele poświęcić, wiele zmienić. Robisz to, bo kochasz swoje dziecko i chcesz o nie walczyć, to naturalne. Nie jest to też tak proste jakby mogło się wydawać.

Świadczenie pielęgnacyjne na rok 2020 wynosi dokładnie 1830 zł. Trzeba przyznać, że na tle innych programów socjalnych, jest to najwyższa pomoc finansowa Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. I dobrze, że jest, bo na pewno pomaga wielu rodzicom. Jednak rozwiązania systemowe z nim związane i obostrzenia, które za sobą niesie, powodują wiele sytuacji patowych. Jeśli ma to być jedyne źródło utrzymania, to kwota zasiłku . Niech każdy sobie zada pytanie czy przeżyłby za taką kwotę.

Przeczytaj także: To nie autyzm trzeba leczyć, ale ignorancję na jego temat – mówi Olga Legosz

Żeby otrzymywać świadczenie pielęgnacyjne rodzic niepełnosprawnego dziecka nie może posiadać żadnego dochodu z wykonywanej pracy, określonej umową o pracę, dzieło czy zlecenie. Te zasady są określone szczegółowo przez ustawę. Czyli samodzielna mama, taka jak Ty, musi utrzymać dziecko i siebie ze świadczenia, z tej kwoty, którą podałaś wcześniej? Jesteś w stanie – biorąc pod uwagę chorobę córeczki – godnie żyć za takie pieniądze?

Właśnie to są te patowe sytuacje, o których wspomniałam. Będąc na świadczeniu pielęgnacyjnym nie można podjąć jakiejkolwiek pracy zarobkowej, bo automatycznie tracisz to wsparcie. Niestety to zamyka trochę tego rodzica w domu. Wyklucza go społecznie. Biorąc pod uwagę to, ile kosztuje obecnie życie, czynsz, media, artykuły spożywcze, użytku codziennego, rehabilitacja, wizyty lekarskie, sprzęt rehabilitacyjny, ta kwota staje się bardzo mała.

Koszt fizjoterapii w Warszawie wynosi od 120 zł do 200zł, wózek specjalny (spacerówka) średnio od 7 tysięcy w górę, ortezy od 3 tysięcy w górę. Czasem dzieci przyjmują drogie leki, do tego turnusy wyjazdowe średnio od 4 tysięcy w górę. Bez wiecznych zbiórek, 1% i ludzi o dobrych sercach, którzy Ci pomogą robi się bardzo ciężko.

Wracając do pytania. Nie wyobrażam sobie życia tylko ze świadczenia. Nie mam pojęcia jak my to sobie wszystko poskładamy finansowo. Myśląc o tym czasem wpadam w panikę czy damy radę.

Musimy pamiętać o tym, że nie zawsze jest drugi rodzic, który zarabia wystarczająco. A jeśli jest, to właśnie na niego często spada ciężar wyprostowania słabej sytuacji finansowej rodziny, przez co całe dnie spędza w pracy i tym samym przestaje być wsparciem dla dziecka, bo nie ma na to czasu i siły. Musimy też pamiętać o rodzicach samodzielnie wychowujących dziecko. I tych, którzy nie mają wsparcia od rodziny. To jest wiele indywidualnych sytuacji, które system musi wziąć pod uwagę i znaleźć na to rozwiązania.

O sile państwa świadczy siła najsłabszego obywatela.

Brzmi patetycznie, ale uważam, że to powinna być główna filozofia rządzących. Inaczej nic nie zmienimy.

To, że świadczenie nie jest wystarczające na przeżycie, to nie jest jedyny apel z jakim się zwracasz w petycji do MRPiPS. Jesteś młodą kobietą i nie podejmując żadnego zatrudnienia wypadasz z rynku pracy na wiele lat. W ten sposób można stracić kwalifikacje, czy nawet uprawnienia do wykonywania swojego zawodu. O co konkretnie prosicie? Jakie rozwiązania byłyby najlepsze, kluczowe dla rodziców i opiekunów dzieci niepełnosprawnych?

Kluczowe moim zdaniem jest połączenie formy wsparcia ze strony państwa właśnie w postaci tego świadczenia i pracy jako możliwości dorobienia do świadczenia. Rynek pracy na przestrzeni lat tak się zmienił, że daje nam naprawdę różne możliwości. Rodzic mógłby dorobić sobie poprzez pracę na pół etatu, czy określoną ilość godzin w tygodniu/miesiącu, w formie pracy zdalnej, czy prowadząc chociażby własną działalność. Oczywiście to w przypadku kiedy by miał taką możliwość, nie zaniedbując przy tym dziecka.

Są takie momenty, kiedy dziecko jest na terapii, czy w przedszkolu lub ośrodku. Są wieczory lub weekendy, które możnaby wygospodarować na pracę. Przy dziecku z niepełnosprawnością nie da się wrócić do pracy na cały etat. Przy Neli nie ma takiej opcji, bo kto z nią będzie ćwiczył kiedy mnie nie będzie 10 godzin w ciągu dnia.

Z drugiej strony powrót na pół etatu bez świadczenia także jest problematyczny. Zarobisz połowę pensji, musisz zorganizować opiekę dziecku. Koszty te same, obowiązki w pracy te same, a wynagrodzenie o połowę mniejsze. Więc to też nie jest super rozwiązanie. Natomiast już praca w połączeniu ze świadczeniem, byłaby idealną sytuacją dla rodzica. Świadczenie dawałoby bezpieczeństwo finansowe w razie różnych zdarzeń życiowych, a dodatkowa praca pozwoliłaby dorobić sobie i polepszyć tym samym sytuację finansową rodziny.

Ważne jest też, aby ta zmiana systemu niosła wsparcie dla rodzica, który pracuje i nie pobiera świadczenia. W postaci jakiegoś dodatku, elastycznych godzin pracy i formy pracy chronionej oraz realnego wsparcia opieki wytchnieniowej chociażby. Dostępności żłobków specjalnych, przedszkoli, ośrodków wsparcia. Bo jeśli w ciągu roku, czy dwóch nie uda się takiej mamie powrócić do pracy, to prawdopodobnie nie zrobi już tego nigdy. Tracisz doświadczenie, aktualną wiedzę, kwalifikacje. Nie jest proste odbudować taką wyrwę w życiorysie.

I na koniec trzecie rozwiązanie, dla tych rodziców, którzy ze względu na wymagającą opiekę i chorobę dziecka nie są w stanie wrócić na rynek pracy lub opiekują się już swoim dzieckiem kilkanaście lat i najzwyczajniej w świecie nie mają gdzie wracać. To są długofalowe zmiany wymagające mądrych rozwiązań, bo na razie wszyscy jesteśmy wrzuceni do jednego worka i tak naprawdę to wsparcie nie jest efektywne ani celowe.

Moim zdaniem opiekun, czy to dziecka OzN czy dorosłego, potrzebuje miejsca pracy jako formy wsparcia, rozwoju osobistego, oderwania od choroby. Gwarantowałoby to godną emeryturę, poczucie bezpieczeństwa finansowego, przynależność do społeczeństwa, a co za tym idzie poprawę kondycji psychicznej. Mało tego, pracujący opiekun poprzez pracę i odprowadzane składki/podatki sam wspierałby swój program socjalny.
I co ważne odbiór społeczny też by się zmienił. To nie jest środowisko, które krzyczy daj i chce żyć z socjalu. To środowisko, które chętnie zapracuje na to. Tylko dajmy jako państwo taką możliwość.

Ewa, wiem że lubisz swoją pracę, ale chcesz też móc zapewnić najlepszą opieką swojej córce. Czym zawodowo się zajmowałaś i ile lat pracy masz za sobą?

Jestem specjalistą ds. Funduszy Unijnych. To praca papierkowa i urzędnicza, ale także rozwijająca i ciekawa. Pracowałam zarówno po stronie rozliczania projektów, wdrażania ich, jak i od strony organizowania konkursów. Głównie projekty miękkie, czyli edukacja, szkolenia, kursy, rozwój działalności, tworzenia miejsc pracy.

Pracuję od 2006 roku. Zaraz po studiach krótko pracowałam w Banku przy kredytach firmowych, później trafiłam do instytucji samorządowej zajmującej się funduszami unijnymi. Często wracam do tego wspomnieniami. Czasem sobie myślę, że fajnie by było napić się kawy w pracy z rana, a później usiąść do komputera i po prostu popracować. Może to wydawać się głupie i dziwne dla osób, których nigdy sytuacja życiowa nie zmusiła do rezygnacji z zawodu i „siedzenia w domu”. Ale tak jest.

To nie jest urlop bezpłatny, który sobie ktoś wziął w pracy, aby zwiedzić świat czy odpocząć. To wielka niewiadoma. Ile to potrwa, jak będzie wyglądać za kilka lat, co z moją emerytura, moim życiem. To nie są proste sprawy i to nie jest tak, że: „jestem sobie na socjalu i jest super”.

Przeczytaj także: 5 biznesów, które nie powstałyby, gdyby nie choroba dziecka

Petycję podpisało już ponad 11 tysięcy osób i ta liczba stale rośnie. Założyłaś grupę na FB. Na jakim etapie jesteście? Kto Ci pomaga i na kogo możesz liczyć? Jakie masz plany? To dużo pytań, ale może ktoś z naszych Czytelniczek może tu pomóc?

Petycja dalej jest i można ją podpisywać. Obecnie jest ponad 11 tysięcy podpisów. Najbardziej wzruszają mnie komentarze rodziców w petycji. I kiedy czasem myślę sobie ” i po co to wszystko” to właśnie one dodają mi sił do działania.

Pod koniec roku chcę ją wysłać do Ministerstwa. Troszkę komplikuje to wszystko czas pandemii w jakim się znaleźliśmy, bo nie jest łatwo zorganizować spotkanie, konferencje tak, aby nikogo niepotrzebnie nie narażać. W każdym razie chcę złożyć petycję w Sejmie. Ministerstwo niedawno zapowiedziało, że w przeciągu dwóch lat chcą zmienić istniejący system orzecznictwa i wsparcia socjalnego dla opiekunów OzN. Chciałabym, aby organizowano konsultacje w tej sprawie, tak aby jak najwięcej osób ze środowiska OzN mogło się wypowiedzieć i mieć wpływ na te zmiany, bo tylko w ten sposób mogą być realną pomocą i efektywnym rozwiązaniem.

Zarówno dla Opiekunów dzieci z niepełnosprawnością, młodzieży, ale także osób, które niepełnosprawność dotknęła po 25 roku życia. Aby te zmiany nie były mrzonką, tylko faktycznie zostały zrealizowane. System jest przestarzały i niewydolny.

Na grupie na Fb wyłonił się też problem różnorodnego interpretowania przepisów przez urzędy, szczególnie MOPS-y i GOPS-y. Rodzice nie otrzymują jednolitej odpowiedzi, co mogą a czego nie na świadczeniu. Chcę ten problem zgłosić do Rzecznika Praw Obywatelskich i poprzez interpelację do Ministerstwa.

Myślę też o takim pilotażowym projekcie wsparcia rodziców, którym ma się urodzić lub urodziło dziecko z niepełnosprawnością, na razie w Warszawie. Tak aby nie zostawali ze swoją niewiedzą sami, tak jak kiedyś my z Nelą. W działaniach wspiera mnie bardzo posłanka Monika Rosa, bez niej nie ruszyłabym choćby z interpelacją. To cudowna kobieta pełna zaangażowania. Takich posłów i posłanek nam trzeba.

Mocno kibicuje mi też kandydatka na #RPO Zuzanna Rudzińska Bluszcz, z którą udało mi się spotkać, porozmawiać i poradzić. Pani Katarzyna Wilkołaska – Żuromska pełnomocniczka prezydenta ds. kobiet, która słucha moich pomysłów wsparcia opiekunów OzN z Warszawie, nie zraża się i stara się pomóc jeśli tylko ma możliwość. Pomaga mi też prawnik Piotr Aszkiełowicz, który wrzuca na grupę wskazówki prawne. Wspierają mnie też inne mamy w podobnej sytuacji. Dzięki jednej z nich niedawno mieliśmy wywiad w Tok FM z Anną Gmiterek Zabłocką „Twój problem moja sprawa”.

Ważne, aby społeczeństwo zrozumiało z czym się borykamy i o co nam chodzi. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Jeśli chociaż mała część z tego się zrealizuje, to dla mnie będzie to coś wielkiego. Osobiście raczkuję w działalności społecznej, ale chcę przekuć to co spotkało mnie i moją córeczkę, w coś pożytecznego. Zamienić to w dobrą energię. Mogę się użalać nad swoim losem, ale mogę też coś zmienić.

Przeczytaj także: Mamy, którym nie wolno pracować

O co możemy poprosić Czytelniczki Mamo Pracuj?

Oj to chyba najtrudniejsze pytanie wbrew pozorom. Jeśli Czytelniczki Mamo Pracuj zechcą udostępnić u siebie petycję, to będzie mi bardzo miło. Jeśli ktoś ma, z racji wykonywanego zawodu czy miejsca pracy możliwość, aby wesprzeć moje działania, to też chętnie wysłucham pomysłów, propozycji czy chęci współpracy.

Statystycznie, to głównie mama rezygnuje z pracy, aktywności życiowej i życia sprzed diagnozy, aby być przy chorym dziecku. Dlatego wsparcie innych kobiet, szczególnie w dzisiejszych czasach, jest nieocenione.

Jeśli ktoś chce nas bliżej poznać zapraszam na stronę Moje18q. Świat małej Neli.

Ewa, to na koniec opowiedz jeszcze o Waszej książce „Dzieci z Księżyca„. Jak powstała, o pomyśle na nią i co chcecie z jej pomocą opowiedzieć?

Odkąd urodziła się Nela i zetknęliśmy się z wieloma barierami i absurdami dotyczącymi osób z niepełnosprawnością, chciałam w jakiś sposób zacząć mówić o tym, że ten świat tak naprawdę jest taki sam jak każdy inny i nie należy się go bać. Chciałam, aby ten temat zaczął być poruszany wśród dzieci, aby uczyły się inności, oswajały z nią, aby nie było to wreszcie coś dziwnego. Z drugiej strony takie dzieci jak Nela potrzebują tej akceptacji, opieki i miłości. Chciałam o tym głośno mówić. I właśnie przez bajkową opowieść.

Namówiłam Adriana – tatę Neli, aby napisał taką bajkową opowieść. Pomysł, aby był to Księżyc i wielka przygoda wyszedł bardzo naturalnie w jego głowie, za to ja na początku byłam sceptyczna… Bo jak połączyć niepełnosprawność z Księżycem. Jednak kiedy wysyłał mi kolejne fragmenty bajki, zrozumiałam że to jest to. Nie chcieliśmy pokazać choroby i smutku, tylko pokazać, że te dzieci chcą się śmiać, bawić, marzyć, mieć przyjaciół, fajne przygody. I ta podróż na Księżyc pokazuje to wszystko, chociaż jest to trochę przewrotne. Bo to co dla nas jest normalne, bo mamy dwie ręce, dwie nogi, sprawny umysł, dla tych dzieci było marzeniem, po które musiały wyruszyć aż na tytułowy Księżyc. Czasem więc warto docenić to co mamy i skupić się na wsparciu innych. Po prostu. Wtedy świat będzie ciut lepszy.

To dla nas bardzo osobista i nieoceniona pamiątka. To że się udało ją wydać, też jest wielkim sukcesem. Nie stoi za nami wielkie wydawnictwo. Nie mamy znajomych w mediach, którzy nam to wypromują. Wszystko robimy sami. I gdy osoby, które kupują bajkę, wysyłają nam zdjęcie jak czytają naszą książkę, albo piszą, że bardzo ich wzruszyła, wiemy, że było warto. 🙂


Teraz najbardziej nam zależy na tym, aby bajka trafiała do przedszkoli i szkół. By stała się powodem do dyskusji z dziećmi o tym, czym jest niepełnosprawność. Aby uwrażliwiać je na ten temat i pokazać, że takie dzieci są może mniej sprawne, potrzebują więcej uwagi, ale też chcą być dziećmi w pełnym tego słowa znaczeniu.

A takim drugim prozaicznym powodem są finanse. Nela jako dziecko z niepełnosprawnością nie dostaje wiele od Państwa. Musimy sami sobie radzić i szukać sposobów na zbieranie funduszy. Cały dochód ze sprzedaży bajki przeznaczamy na drogą rehabilitację córeczki.

Planujesz jeszcze jakieś niespodzianki, książki, aktywności?


Ciężko coś planować kiedy cały swój czas przeznaczam na leczenie i rehabilitację. Ale tak! Jeśli ta bajka się przyjmie i będzie się sprzedawać, co jest naszym marzeniem, to Adrian jest na etapie pisania kolejnej części przygód Neli i jej przyjaciół. Także zachęcamy wszystkich do śledzenia strony Dzieci z Księżyca, kto wie może za jakiś czas zaprosimy wszystkich na kolejną bajkową przygodę.

Dziękuję za rozmowę i trzymam kciuki!

Zdjęcia: archiwum prywatne Ewy.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.

Jak zacząć przygodę z planowaniem i skutecznie realizować swoje plany?

Kiedy na świecie pojawia się dziecko wielu rodzicom może wydawać się, że ogarnięcie rzeczywistości nie jest możliwe. Oczywiście, dzieci są różne, ale pewne jest, że trzeba wszystko zorganizować inaczej, od nowa. I chociaż każdy tydzień wymaga modyfikacji nie tylko planów, ale też sposobu planowania, to jestem zdania, że wprowadzenie pewnych zmian i nawyków może usprawnić życie całej rodziny.

Planowanie dla Mam – czy to dla każdej z nas?

Takie pytanie padało często pod postami, kiedy założyłam bloga i social media Mama Manager. Odpowiadam na to zawsze tak samo: nie, planowanie nie jest dla każdej Mamy. Już tłumaczę dlaczego.

Efektywne planowanie jest procesem, który wymaga zaangażowania, wprowadzania zmian, szybkich reakcji i analizy rezultatów. Nie każdy młody rodzic ma na to czas, chęci lub zwyczajnie woli działać idąc na tzw. “żywioł”. I to jest ok, ważne, aby dobrze czuć się w wybranym rozwiązaniu. Jeśli nie chcesz poświęcać czasu na analizę lub zwyczajnie Twoje zadania nie są wymagające i samo planowanie zajmie więcej niż ich realizacja, odpuść.

Które Mamy powinny pomyśleć o planowaniu?

Temat organizacji może być ciekawy na każdym etapie macierzyństwa, a to dlatego, że każdy z nich jest inny i bardzo wymagający. Jeśli czujesz, że ciągle brakuje Ci na coś czasu, nie wyrabiasz się z zadaniami, a o chwili dla siebie możesz tylko pomarzyć, zdecydowanie powinnaś ułatwić sobie życie planując.

Nieważne czy w Twoim przypadku planowanie będzie dotyczyło domowych czynności, planu sprzątania, czy dużych projektów życiowych jak np. powrót do pracy. Wykorzystując metody planowania, będziesz w stanie działać efektywniej i przede wszystkim będziesz w stanie zminimalizować stres.

Co można planować będąc Mamą?

Planować można wiele, od zwykłych i prostych domowych czynności, po bardziej złożone domowe projekty, jak np. wyjazd na wakacje. Planowanie zacznij od zadania sobie pytania: Jaki chcę osiągnąć efekt końcowy?

A co zrobić, żeby mieć więcej czasu dla siebie?

Co więc możemy planować w domu, aby żyło nam się prościej?

  • zadania dnia,
  • budżet domowy,
  • plany posiłków (miesiąc, tydzień, dzień),
  • plany sprzątania,
  • listy zakupów i harmonogram zakupów,
  • randki z partnerem,
  • rutyny,
  • plany wakacji,
  • plany wyjścia do kosmetyczki, fryzjera,
  • plany spotkań ze znajomymi,
  • czas tylko dla siebie,
  • i inne.

Jak możesz planować?

Wybierz dogodną dla siebie formę i okres w jakim chcesz planować. Możesz robić to codziennie, jeden raz w tygodniu czy miesiącu. Zależy od tego co i w jakiej formie planujesz i jak Tobie jest najwygodniej. Poza okresem planowania musisz zdecydować się na formę, są to np.:

  • kalendarz online,
  • planer czasu,
  • bullet journal,
  • kartki “checklisty”,
  • aplikacja np. Trello,
  • kalendarz papierowy,
  • kalendarz czy notatnik w telefonie.

Usystematyzowane planowanie w jednym miejscu pomaga np. kiedy chcesz powrócić do danego zadania, dnia, celu. Dziennie planowanie ułatwi Ci mój autorski Mamuśkowy Planer, czyli planer dzienny dla Mam.

Przeczytaj jeszcze: Brak czasu – czyli brak czego?

Jakie zadania wpisywać?

Tutaj również jest wiele opcji. Na początku mojej przygody z macierzyństwem wpisywałam sobie wszystkie zdania, a były one głównie związane z opieką nad maleństwem. Jednak odznaczanie zrealizowanych czynności dawało mi poczucie chociaż tej minimalnej kontroli i różnorodności.

Były dni, kiedy wstawienie zmywarki czy pralki było dla mnie wyzwaniem niczym zdobycie masywu górskiego. W miarę upływu miesięcy zadania zmieniały się, a moja taktyka wpisywania ich również ulegała modyfikacji.


Realizowanie zadań

Samych sposobów na zarządzania swoimi zadaniami jest przynajmniej kilkadziesiąt. Wybrałam dla Ciebie kilka propozycji.

Priorytety

Zadania wpisuj od ogółu do szczegółu. Kiedy masz więcej czasu i możesz wykonać więcej zadań, nadaj im priorytety i wykonuj te, które dadzą Ci możliwie największe korzyści. Zgodnie z macierzą Eisenhowera zadania dzielimy na:

  • pilne i ważne,
  • pilne i nieważne,
  • niepilne i ważne,
  • niepilne i nieważne.

W oryginale każdy z punktów ma ramy czasowe, jednak na potrzeby planowania zadań rodzica małego dziecka proponuję priorytety własnych zadań nadawać intuicyjnie.

80:20

Zasada Pareto w przypadku zarządzania swoimi zadaniami jest powiązana z nadawaniem priorytetów. Zgodnie z tą zasadą 80% wyniku generuje zaledwie 20% naszych zadań. Jeśli uda Ci się dobrze wybrać te, które dadzą potencjalnie największy efekt, jesteś w stanie osiągnąć dużą część wymarzonego efektu.

Technika Pomodoro

To jedna z nazywanych przeze mnie “kuchennych” metod zarządzania czasem (są jeszcze techniki: Salami i Sera szwajcarskiego). Pomodoro idealnie sprawdza się w życiu młodych rodziców, ponieważ zakłada realizowanie zadań bez przerw w danym czasie.

W oryginale jest to 25 minut pracy na 5 minut przerwy, jednak na nasze potrzeby przyjmijmy, że czasem działania mogą być drzemki dziecka. Jednak ważne, aby w tym czasie faktycznie działać na 100%, nie zapominając o zrobieniu sobie chwili przerwy.

A co z celami?

Możecie zdziwić się, dlaczego nie napisałam w tekście praktycznie nic o celach. O ile jestem wielką fanką definiowana celów, to jednak uważam, że przy planowaniu np. sprzątania czy robienia zakupów, cel jest bardzo oczywisty. Jeśli jednak zadania będą bardziej złożone, a cel inny, jak najbardziej zachęcam do postawienia celów zgodnie z zasadą SMART. O tym, jak Mamy mogą realizować swoje cele pisałam na moim blogu.

Pamiętaj o wnioskach

Bardzo ważne przy planowaniu jest wyciąganie wniosków. To ważne, aby analizować każdy swój dzień i zastanowić się jaki był sukces mojego dnia, a co można zrobić lepiej i efektywniej następnym razem. ZAPISUJ JE 🙂

Wnioski przy swojej liście zadań

Nieważne jak planujesz, ważne, abyś wzięła sprawy w swoje ręce i znalazła sposób na oszczędność czasu, znalezienie chwili dla siebie i wybierała zadania z myślą, o tych przynoszących potencjalnie największe korzyści. Po więcej tekstów dla Mam zapraszam na mojego bloga www.mamamanager.eu Powodzenia!

Artykuł dedykuję młodym stażem rodzicom, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z rodzicielstwem i są na etapie organizowania swojego życia na nowo.

Przeczytaj jeszcze: Jak ogarnąć wiele spraw i zyskać mnóstwo czasu?

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Aktywna Mama, zawodowo managerka projektów marketingowych, założycielka bloga Mama Manager. Pomaga Mamom w efektywniejszym zarządzaniu czasem, aby mogły znaleźć go na wszystko o czym marzą. Odkąd została mamą, codziennie odkrywa życie na nowo :)

10 rzeczy, które warto zrobić z dziećmi w wakacje

Wakacje to dla dzieci zdecydowanie najfajniejszy czas w roku. Bez szkoły, bez odrabiania lekcji i zajęć pozalekcyjnych. Samo to już bywa niezłą atrakcją. :) A jak sprawić, żeby konkretnie TE wakacje Twoje dziecko zapamiętało na długo, a może nawet na zawsze?

1. Wakacyjny pamiętnik

Czy da się zatrzymać czas? Niestety nie. Możemy zachować wspomnienia i zamknąć je w specjalnym miejscu. Jeśli zechcemy w czasie jesiennej pluchy lub długich zimowych wieczorów powrócić do szczęśliwych, beztroskich dni pełnych słońca to wystarczy, że sięgniemy po wakacyjny pamiętnik. Jak go przygotować?

Forma jest tu zupełnie dowolna, wszystko zależy od tego, jakie wydarzenia uznamy za cenne i w jaki sposób będziemy chcieli wspomnienia o nich przechowywać. Może to być zeszyt z notatkami i rysunkami lub album ze zdjęciami i pocztówkami, ale chyba największe pole do popisu daje pudełko/skrzynka z wakacyjnymi skarbami. Umieszczamy w nim i zapiski i fotografie, a poza tym także np. zasuszony kłos zboża zerwany podczas rowerowej wycieczki, woreczek lub buteleczkę z piaskiem z plaży, rysunki z wakacyjnymi motywami, bilety z zoo lub parków rozrywki.

Pamiętnik jest numerem 1 na liście, ponieważ mając świadomość jego tworzenia będziemy bardziej otwarci na zbieranie i tworzenie rzeczy związanych z kolejnymi podpowiedziami.

Przeczytaj także: Gdzie spędzić niezapomniane wakacje w Polsce?

2. Wyjazd nad jezioro, morze lub na basen

Woda to coś, co nieodłącznie kojarzy się z latem. Daje ukojenie w upalne dni, a także mnóstwo radości w czasie zabaw z nią i w niej 🙂 Dlatego myślę, że nikogo nie trzeba namawiać do tego, aby taki wyjazd zorganizować. Lista zabaw i zajęć, które można w takich miejscach przeprowadzić wystarczyłaby pewnie na osobny artykuł, ale jeśli znudzi nam się już moczenie w wodzie to można:

  • zakopywać się nawzajem w piasku („znikające stopy”),
  • robić i „sprzedawać” piaskowe lody,
  • liczyć, ile samolotów przeleci nad nami w ciągu 15 minut,
  • rysować wzorki na skórze kremem do opalania,
  • pisać patykiem po rozmywanym przed wodę piasku,
  • robić „zawody” pływackie, podglądać lub naśladować podwodne stworzenia 🙂

Pamiętajmy o zdjęciach do wakacyjnego albumu. Im bardziej szalone tym lepsze. I zawsze nad wodą stosujmy się do zasad bezpieczeństwa, bezwzględnie!

3. Wycieczka rowerowa

Dostępność sprzętu jest w tej chwili tak duża, że nawet osoby nie posiadające rowerów mogą spokojnie na taką wycieczkę się wybrać. Wypożyczamy lub wyjmujemy z garażu/piwnicy rowery (dla maluchów krzesełka dla dzieci lub przyczepkę rowerową plus obowiązkowo zakładamy im, a najlepiej sobie również, kaski), wyznaczamy trasę lub wybieramy ją spontanicznie i ruszamy w drogę!

Jeśli na naszej trasie nie ma spektakularnych atrakcji, jak np. ruiny zamku czy most nad rzeką, to tworzymy je sami – dzieci równie mocno zainteresuje opowieść o panu leśniczym, który pilnuje porządku w lesie czy o wojskowym samochodzie, który mijał nas przed postojem.

Przeczytaj także: 101 pomysłów na wakacje dla każdego

4. Domowe lody

Czas spędzony na wspólnym przygotowaniu posiłków jest bezcenny w ciągu całego roku, ale chyba nic nie cieszy dzieci tak jak zjedzenie samodzielnie przygotowanych lodów. Wystarczą świeże (ewentualnie mrożone) owoce, w opcji nie-sorbetowej trochę jogurtu lub śmietanki, odrobina miodu lub syropu, mikser lub blender, foremki lub plastikowe kubeczki i voilà!

Gwarantuję, że dzieci szybko upomną się o tę „zabawę”, więc jeśli, droga mamo, nie lubisz spędzać czasu w kuchni, to może lepiej nie proponuj jej wcale 😉

warto robić z dziećmi w wakacje

5. Wycieczka do sadu

Czy miałaś kiedyś okazję odwiedzić sad owocowy w środku lata? Ja, jako dziecko, nie raz – stąd wiem, jaka to frajda. Dojrzałe, soczyste czereśnie i niektóre gatunki jabłek na wyciągnięcie dłoni.. Pycha! Przy okazji można pokazać dzieciom jak owoce się zrywa, zbiera, sortuje i opowiedzieć co się będzie dalej z nimi działo (że pojadą na targ lub do przetwórni i co z nich może powstać). I jeszcze pstryknąć zdjęcie z czereśniowymi „kolczykami” 🙂

6. Piknik

Piknik to must-do każdych wakacji. Można go zorganizować podczas podpowiedzi 2, 3 i 5, a można zrobić z niego osobne, piknikowe święto. Wspólne szykowanie i pakowanie przekąsek w śniadaniowy, szeleszczący papier, przygotowywanie koszyka z talerzykami i sztućcami, wybór miejsca biesiadowania (można zrobić własną mapkę i urządzić poszukiwania) – samo to będzie atrakcją dla dzieci. A potem już tylko rozkładamy koc lub matę i cieszymy się piękną pogodą, smakołykami i swoim towarzystwem.

Przeczytaj także: 20 dni do lata. Jak wejść w kolejną porę roku z lepszym samopoczuciem?

7. Odwiedziny u rodziny lub znajomych

Wakacje to często moment, kiedy mamy odrobinę więcej wolnego czasu lub, kiedy mamy więcej okazji, żeby uciec od codzienności. Jedną z ciekawych opcji będzie na pewno wizyta (może z noclegiem) u dawno niewidzianej (ale tej lubianej) cioci lub naszych znajomych. Nadrobimy w ten sposób zaległości towarzyskie, a przy okazji pokażemy dzieciom trochę inny region, może styl życia lub kulturę. To także okazja do wakacyjnych opowieści i rodzinnych historii, które spisane, urozmaicą nasz kuferek wspomnień.

8. Budowanie statków

Jeśli wakacje to woda, a jeśli woda to… statki! Wymieniam to jako osobny punkt, bo wykonanie skomplikowanego projektu może nam zająć przecież całe lato 🙂 Najpierw trzeba rozrysować i opracować projekt, dobrać materiały (np. z recyklingu) i narzędzia, a potem przystąpić do realizacji.

Statek możemy tworzyć jeden, rozbudowany, wspólnymi siłami lub (zwłaszcza ze starszymi dziećmi to się sprawdzi) każdy swój mniejszy, który weźmie udział w rodzinnym wyścigu. Inspiracji możemy szukać w internecie lub na wycieczkach nad akweny wodne. Nie zapomnijcie nagrać momentu wodowania!

Przeczytaj także: Muzea i centra nauki w Polsce – 10 propozycji na weekend

9. Kolorowe szaleństwa

Lato ma w sobie coś takiego, że zachęca do eksperymentów z kolorami. Pozwólmy dzieciom i sobie na odrobinę szaleństwa i pofarbujmy sobie pasemka lub całe włosy na różowo, fioletowo albo niebiesko. Wybór w drogeriach pod tym względem jest ogromny. Kupmy jasne t-shirty dla całej rodziny i pomalujmy je flamastrami w wakacyjne motywy.

A jeśli włosy i ubrania to za mało, to można też pokusić się o zmywalne tatuaże (do kupienia w sklepach papierniczych lub wykonane własnoręcznie… tradycyjnym długopisem). Zachowajmy tutaj jednak ostrożność z uwagi na możliwe reakcje alergiczne.

10. „Dzień leniwca”

Czy któraś z Was nie ma ochoty czasem robić NIC? Nawet (a zwłaszcza) mając dzieci? No właśnie… Znajdujemy odpowiedni dzień w kalendarzu, planujemy nicnierobienie (w domu lub na wyjeździe, w ogrodzie, gdziekolwiek) i kiedy upragniona data następuje – przystępujemy do realizacji. Wcześniejszy plan był potrzebny choćby po to, żeby:

  • gotowe śniadanie czekało już na nas w lodówce lub w bufecie,
  • każdy miał odpowiednią ilość miejsca do leżenia i odpoczywania (np. leżak, hamak czy kanapę),
  • wiedzieć, gdzie najlepiej zamówić i zjeść obiad (a być może też deser i kolację) i
  • żeby każdy członek rodziny przyszykował sobie zapas książeczek, gier, zabawek, filmów, bajek itd. 🙂

Jako całodobowe leniwce powstrzymujemy się od wszelkich obowiązków i zadań, których nie można byłoby wykonać dzień wcześniej lub dzień później.

Powyższe pomysły to tylko sugestie – możecie je dowolnie urozmaicać i modyfikować. Bawcie się dobrze. 🙂

A jakie są Wasze sprawdzone sposoby na udane wakacje?

Przeczytaj także: Magiczne wakacje w Polsce szlakiem Parków Narodowych

Zdjęcie: 123 rf, Canva

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Spełniona żona i mama dwójki maluchów. Freelancerka z wieloma pasjami, ambitnymi celami i marzeniami. Największe z nich właśnie spełnia budując markę https://oszczedzamczas.pl/
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×