Czego szukasz

Mamy, którym nie wolno pracować

Czy to możliwe, by w naszym kraju kogokolwiek obowiązywał zakaz pracy? Czy aktywne mamy, szukające możliwe najlepszych sposobów godzenia pracy z obowiązkami rodzinnymi, mogą wyobrazić sobie, że ktoś zabrania im zawodowej samorealizacji, nawet, gdyby miała się ona dokonywać tylko w niewielkim stopniu? W Polsce około 120 tysięcy osób jest w takiej właśnie sytuacji.

  • Dorota Próchniewicz - 17/11/2017
mama z dzieckiem na rękach, stojąca przy oknie

To rodzice dzieci z niepełnosprawnościami, którzy zdecydowali się pobierać świadczenie pielęgnacyjne.

Jest ono rodzajem ekwiwalentu za rezygnację z pracy zawodowej, by sprawować opiekę nad chorym dzieckiem. O uprawnieniach do niego decyduje komisja ds. orzekania o niepełnosprawności, co zostaje zapisane w orzeczeniu o niepełnosprawności. Orzeczenie wystawia się zwykle na kilka lat, co oznacza konieczność ponownego stawania przed komisją.

Świadczenie pielęgnacyjne wynosi obecnie 1406 zł na miesiąc. Ta sama kwota dla każdego. Niezależnie, jaki ma zawód, wykształcenie, doświadczenie, możliwości zarobkowe. Do świadczenia nie można dorobić ani złotówki. A tylko w skrajnych przypadkach opieka zajmuje tyle czasu, że na pracę nie da się wygospodarować 2-3 godzin dziennie lub nawet tygodniowo.

W dzisiejszych czasach praca to nie tylko etat, ale dziesiątki możliwości, by dorywczo zarobkować. Szansę na dorabianie do państwowych świadczeń mają emeryci, renciści, kobiety na urlopach macierzyńskich. Rodzice dzieci z niepełnosprawnościami na świadczeniach pielęgnacyjnych – nie! Często jednak decydują się na tę formę dochodu, bo – przynajmniej na czas trwania orzeczenia – jest on gwarantowany. Mając dziecko z deficytami trudno jest bowiem pracować na cały etat. Państwo niestety nie zapewnia wystarczającej rehabilitacji, zabiegać o nią muszą głównie rodzice. To właśnie pochłania najwięcej czasu (a także środków).

Zdecydowana większość „rodziców świadczeniowych” to kobiety, mamy, które musiały porzucić plany zawodowe, pogodzić się z sytuacją, że dochody rodziny odczuwalnie się zmniejszą.

Anna Słuszkiewicz jest mamą 10-letniego Franka z zespołem Downa. Wraz z rodziną, czyli Frankiem, jego młodszym bratem i ich tatą mieszkają w Pile. Pobiera świadczenie: – Próbowałam pracować na cały etat. Pracowałam jakiś czas, potem musiałam rezygnować, bo Franek dużo chorował. Gdy był w lepszej formie, szukałam kolejnej pracy. Historia powtórzyła się cztery razy.

Anna, której zawodową domeną jest handel międzynarodowy, marketing godziła się na pracę poniżej kwalifikacji, przekwalifikowywała się. Ale w grę wchodzi tylko cały etat. – Praca na cząstkowy po prostu się nie opłaca, opieka do Franka pochłonęłaby większość zarobków. Więc co mi teraz zostaje?

„Rodziny świadczeniowe”

W większości „rodzin świadczeniowych” jeden z małżonków stara się zachować ciągłość zatrudnienia, drugi skupia się na dziecku. Uderza to w kobiety, w ich niezależność, ale też w rodziny. Wystarczy, że zarobkujący małżonek zachoruje, straci źródło utrzymania, druga osoba wypchnięta na całe lata z rynku takiej straty nie nadrobi. Prawo wyrzuca ją całkowicie poza system, nie dopuszczając do żadnych form zarobkowania. Na kolejnej komisji można nie dostać już uprawnień do pobierania świadczenia. Część dzieci się usamodzielnia, nie wszystkie przecież mają znaczne, nieodwracalne zaburzenia. Co wtedy z rodzicem?

Monika Zielińska, mama nastoletniego Janka z zespołem Aspergera, po 7 latach bycia na świadczeniu planuje powrót do pracy.

Gdy rozmawiamy, nie kryje emocji: – Dziś spędziłam ponad godzinę, dzwoniąc do Urzędu Pracy, Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie oraz podobnych instytucji. Pytałam o wsparcie dla rodziców, którzy chcą, a czasem po prostu muszą wrócić na rynek pracy po utracie prawa do świadczenia. Okazuje się, że nikt nas nie wspiera! Są programy unijne dla mam po urlopach macierzyńskich, a nas nie obejmuje żaden „paragraf”, jakbyśmy w ogóle nie istnieli. Musimy się zarejestrować jako bezrobotni bez prawa do zasiłku i szukać sobie pracy. A to nie jest taka sama sytuacja, jak u przeciętnego Kowalskiego.

Monika, decydując się na świadczenie, czyli de facto zajmowanie się Jankiem, sprzedała firmę gastronomiczną. Teraz szuka pracy w branży medycznej. Przekwalifikowała się z własnej inicjatywy. Od lat działa społecznie. Janek, dzięki jej staraniom poczynił postępy, ona próbuje odnaleźć się w nowej sytuacji.

Marta Dziubka, samotna mama 13-letniego Oskara ze sprzężonymi niepełnosprawnościami, z wykształcenia politolog, też jest na świadczeniu.

Podkreśla, że czas poświęcony opiece nad dzieckiem powinien być uznawany za pracę zawodową, wpisywaną do CV. Jej syn jest wciąż diagnozowany pod kątem chorób genetycznych. Miał 6 operacji, związanych z wydłużaniem ręki. Każda z nich odrywała Martę od pracy. – Pracowałam 1,5 roku, a potem znikałam na minimum pół roku, bo Oskar miał kolejną operację. Nie oszukujmy się – po takim czasie nikt na nas w firmie nie czeka. Szukałam więc nowej pracy. To jest życie w ciągłej niepewności, co będzie dalej, nie ma też stabilizacji finansowej.

Marta jako opiekun swego dziecka ma przygotowanie medyczne, potrafi wykonywać skomplikowane opatrunki ortopedyczne. Robiła różne kursy zawodowe, głównie przez internet, by nie wypaść z rynku pracy. Nauczyła się dwóch języków: – Wystarczyło poświęcić godzinę dziennie. Traktowałam to jako odskocznię od codziennych obowiązków.

Wie, że syn wkrótce nie będzie już potrzebował tak intensywnej opieki. Właśnie zaczęła dzienne studia licencjackie na kierunku „stosunki międzynarodowe” na renomowanej niepublicznej uczelni w Dąbrowie Górniczej, gdzie mieszka. Ma dofinansowanie z projektu unijnego, w kolejnych latach liczy na stypendium. – Mam Internet, to z niego korzystam – śmieje się. – Wyszukałam informacje o projekcie.

Ale wspomina też o ogromnym rozczarowaniu – podczas wizyty w uczelnianym Biurze Karier, usłyszała od doradcy, że przez całe życie nic nie robiła… Tak podsumowano fakt, że w żadnej firmie nie pracowała zbyt długo. – To krzywdzące, niesprawiedliwe podejście do nas, matek dzieci chorych, niepełnosprawnych. Musimy o siebie walczyć. Pokazywać ludziom, że żadna z nas nie leży i nie pachnie na koszt państwa.

Centrum „Chcemy całego życia!”

Zawalczyć o prawa rodziców na świadczeniach pielęgnacyjnych, i to na skalę ogólnopolską, postanowiła też Anna Duniewicz. Była opiekunką i główną organizatorką centrum „Chcemy całego życia!”, poświęconego sprawom osób z niepełnosprawnościami i ich rodzin na tegorocznym Kongresie Kobiet w Poznaniu.

Poruszano wiele tematów, odbyło się w sumie kilkanaście spotkań, paneli, warsztatów. – Historia centrum, nasza obecność na Kongresie, zaczęła się od postulatu zniesienia zakazu pracy zarobkowej na świadczeniu – mówi Anna. Ona sama, absolwentka anglistyki na Uniwersytecie Łódzkim, tłumaczka przysięgła, wykładowczyni, niedawno dołączyła do osób pobierających świadczenie. U jej synka, 5-letniego dziś Krzysia, zdiagnozowano autyzm. Krzyś bez niej nie jadł, nie pił, nie korzystał z toalety. W tych warunkach nie dało się utrzymać działalności gospodarczej, którą prowadziła.

Osoby zaangażowane w prace centrum „Chcemy całego życia!” – rodzice, terapeuci, osoby z niepełnosprawnościami, społecznicy – postanowiły działać dalej, jako ruch społeczny pod tą samą nazwą. – Kilka dni po Kongresie napisaliśmy naszą pierwszą petycję, w której domagamy się realizacji wyżej wymienionego postulatu – mówi Anna Duniewicz.

„Za 1406 zł netto miesięcznie rodziców i opiekunów dzieci z niepełnosprawnością zamienia się w niewolników. Za tyle – bo dorobić nie mogą – muszą opłacić rachunki, wyżywić rodzinę, sfinansować terapię, zapewnić sobie i dzieciom minimum godnej egzystencji”

Anna Janiak, mama dorosłego syna z zespołem Aspergera, siostra i opiekunka prawna osoby z porażeniem mózgowym, prowadząca fundację FIONA, liderka spółdzielni socjalnej FURIA, które wspierają osoby z niepełnosprawnościami, podkreśla, że praca to nie tylko kwestia finansowa: – Nie zapominajmy o perspektywie społecznej, etycznej, ludzkiej. „Chcemy całego życia” nie oznacza, że chcemy tylko przeżycia, ale też samorealizacji, odreagowania, zabezpieczenia przed wypaleniem, czerpania z potencjałów, talentów i doświadczenia, jakie mamy.

W krótkim czasie petycję podpisało 10 650 osób.

Czekamy na kolejne podpisy:

naszademokracja.pl/petitions/pozwolcie-nam-pracowac

Wkrótce trafi ona do adresatów – pani Premier i pani Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Podobną inicjatywę podjął też Instytut Spraw Obywatelskich z Łodzi. Sprawa jest więc znacząca.

Informacje o naszym ruchu, o tym, kim jesteśmy oraz listę naszych pozostałych postulatów, można znaleźć tutaj:

chcemycalegozycia.pl
www.facebook.com/ChcemyCalegoZycia
www.niepelnosprawni.pl

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Dorota Próchniewicz
Mama dorosłego Piotra z autyzmem. Z zawodu – dziennikarka, redaktorka, autorka. Z wykształcenia – pedagożka. Brała udział w akcjach społecznych m.in. „Jestem mamą. Nie rehabilitantką. Jestem tatą. Nie terapeutą.”.
Podyskutuj

Programuj z POWERem! Nawet 100% dofinansowania kursu

Ruszyła rekrutacja do projektu, dzięki któremu będziesz mogła otrzymać dofinansowanie na dowolny kurs programowania z możliwością zwrotu nawet 100% jego ceny! Program przeznaczony jest dla osób, nie mających do tej pory styczności z IT, ale chcących się przekwalifikować :) Poznaj szczegóły i programuj z POWERem!
  • Agnieszka Kumorek - 05/12/2018
kobieta z laptopem, programuj z powerem

Od humanisty do programisty 🙂

Zapotrzebowanie na specjalistów IT na świecie ciągle rośnie. Trend ten ma się utrzymywać, i co więcej, dotyczy on także Polski. Tworzy się więc spora luka na rynku pracy w branży, której elastyczność, zarobki i benefity już teraz zachęcają do zmiany zawodu 😉

Jesteś humanistką? Skończyłaś kierunek studiów, który nie ma nic wspólnego z programowaniem? Pracujesz w zawodzie, gdzie niewiele słyszałaś o IT?

Ale…

…myślisz o tym, żeby się przekwalifikować?

Właśnie dla takich osób powstał program – Programuj z POWERem.

Jego celem jest, aby uczestnicy zdobyli kompetencje niezbędne dla programisty.

W czym dokładnie pomoże Ci program Programuj z POWERem?

W ramach programu będziesz mogła otrzymać nieoprocentowaną pożyczkę (nawet 18 000 zł) na dowolny kurs programowania, razem z działaniami mającymi podnieść Twoje kompetencje zawodowe, pomóc pozyskać i/lub zmienić pracę.

Pożyczka będzie udzielana na czas kursu (trwającego maksymalnie 12 miesięcy).

Dodatkowo istnieje możliwość umorzenia spłaty do 100% wartości kursu!

Jakie są warunki przystąpienia do programu?

  • masz minimum średnie wykształcenie,
  • nie posiadasz wykształcenia wyższego informatycznego oraz ukończonego pokrewnego kierunku informatycznego,
  • nie masz doświadczenia w branży związanej z oprogramowaniem i doradztwem IT,
  • ukończyłaś „szkolenie próbne” z zakresu programowania oraz test sprawdzający Twój potencjał na stanowisko programisty.

Co więcej: bez znaczenia jest Twój wiek, wykształcenie (o ile nie jest ono związane z IT) oraz obecny status na rynku pracy.

Programuj z POWERem! 100% dofinansowania!

Jeśli ukończysz szkolenie i w 6 miesięcy znajdziesz pracę (jako programista lub innym zawodzie zbieżnym ze zdobytymi kwalifikacjami) – Twoja pożyczka zostanie umorzona (nawet do 100% jej wartości).

Jakie kursy mogłabyś sfinansować z Programuj z POWERem?

Sprawdź nasze propozycje kursów z Branży IT >>>

Szczegółowe informacje o rekrutacji do programu – znajdziesz TUTAJ 🙂

Powodzenia!

Zdjęcie: Storyblocks.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kumorek
Jestem osobą, która nie potrafi się nudzić. Lubię różnorodność, dlatego skończyłam studia łączące zajęcia humanistyczne, graficzne i informatyczne. Odpoczywam podczas długich spacerów, a znajomi wiedzą, że dobrej herbaty w miłym towarzystwie nigdy nie odmówię.

Po 10 latach bycia w domu wróciłam do pracy – historia Joanny z LennyLamb

"Mam piątkę dzieci i przez 10 lat zajmowałam się dziećmi i domem. Do pracy wróciłam 3 lata temu. Moja szefowa jest człowiekiem, który we mnie wierzył, gdy sama w siebie nie wierzyłam, który dodaje mi sił i wspiera" -mówi Joanna Makowska. Joanna pracuje jako koordynatorka marketingu w LennyLamb, firmie szyjącej chusty i akcesoria do noszenia dzieci, którą założyli młodzi rodzice i która właśnie świętuje swoje 10-lecie. Dowiedz się jak wygląda work-life balance pracowników firmy w praktyce i sprawdź, jak możesz dołączyć do Zespołu LennyLamb.
  • Joanna Gotfryd - 05/12/2018
Joanna Makowska z LennyLamb z synem

Asiu jesteś mamą piątki dzieci i prawie od 3 lat pracujesz w LennyLamb. Czym zajmujesz się na co dzień?

Jestem mamą energicznego 5-latka, zamyślonej 8-latki, buntowniczego 11-latka, twórczej 15-latki i pracowitego maturzysty. W LennyLamb jestem koordynatorem marketingu. Zajmuję się też pracą nad nowymi wzorami.

Wiem, że pracujesz głównie zdalnie – jak Ci się pracuje na odległość? Jak często bywasz w firmie i skąd w ogóle decyzja, żeby pracować zdalnie?

Właściwie nie podjęłam takiej decyzji. Z wykształcenia jestem lekarzem, ale przez 10 lat zajmowałam się dziećmi. W tym czasie pokochałam noszenie dzieci w chustach, zostałam doradcą noszenia dzieci. Właścicielka LennyLamb, Asia Bogdan zaprosiła mnie do współpracy. Mieszkam pod Warszawą, firma ma siedzibę pod Piotrkowem, więc praca zdalna była jedyną opcją. Początkowo jeździłam do firmy raz na dwa tygodnie. Teraz dojeżdżam dwa dni w tygodniu.

Lubię pracować w domu, szczególnie w te dni, gdy wszystkie dzieci są w szkole i przedszkolu. Nie znoszę pracować w domu, gdy są w nim młodsze dzieci, gdy chorują, mają ferie czy wakacje. Jednak elastyczność godzin pracy jest bardzo cenna. Pozwala mi być blisko, odebrać dzieci w razie potrzeby, umówić się na spotkanie z wychowawczynią czy pójść na przedstawienie bez konieczności brania urlopu.

W LennyLamb pracuje sporo mam. W końcu to branża przyjazna dzieciom ☺ Jaka jest atmosfera pracy i czy wspieracie się nawzajem?

Pracuje się u nas przyjemnie i mamy przyjacielskie relacje. Każdy rodzic zdobywa wiedzę i doświadczenia, które mogą komuś pomóc. W LennyLamb dzieci też chorują, mają trudności w przedszkolu czy w szkole, a rodzice mocno przeżywają te kłopoty. Zwykle w pracy są to krótkie rozmowy przy kawie czy śniadaniu, wymiany adresów lekarzy, książek, magicznych sposobów na… wszystko. Więcej czasu na takie rozmowy mamy na różnych wyjazdach firmowych.

A jak przełożeni / firma wspierają Was w godzeniu życia rodzinnego i zawodowego?

Moja szefowa – Asia Bogdan – przeczytaj wywiad z Asią Bogdan i poznaj historię powstania LennyLamb – jest moją dobrą znajomą. Jest człowiekiem, który we mnie wierzył, gdy sama w siebie nie wierzyłam, który dodaje mi sił i wspiera. Przez 10 lat zajmowałam się dziećmi i domem. Połączenie życia rodzinnego i zawodowego, nawet teraz, po prawie 3 latach pracy, to wciąż dla mnie wyzwanie. Szczególne znaczenie ma możliwość pracy zdalnej.

Rozwijam się i awansuję mimo, że w biurze bywam, a nie jestem. Nie mam problemu z przełożeniem dnia, w którym przyjeżdżam do biura. Dla mnie – możliwość i warunki pracy są wsparciem. Budowanie balansu – proporcji dom/praca to moja codzienna wewnętrzna praca.

Moi koledzy i koleżanki z pracy też układają godziny pracy według swoich potrzeb. Mimo, że szwalnia pracuje zasadniczo od 6 do 14, jedna z pracownic ze względu na opiekę nad dziećmi pracuje od 8 do 16.

Generalnie, w firmie zawsze rozmawiasz z człowiekiem, który stara się zrozumieć indywidualną sytuację. Przy takim podejściu wiele da się ustalić.

Masz całkowitą rację i to potwierdzają wyniki naszych badań „O jakiej pracy marzy mama?” z 2015 roku – najważniejsze jest zrozumienie pracodawcy…

Dokładnie, i to bardzo dobrze widać w naszym zespole. Mamy w LennyLamb wracają do pracy po urodzeniu dzieci. Szefowa sprzedaży i działu zakupów ma troje dzieci. Wróciła do pracy dość szybko po urodzeniu dziecka, a synkiem zajął się mąż, który wziął urlop tacierzyński.

Moja koleżanka z działu, koordynatorka marketingu analitycznego wróciła właśnie do pracy po urlopie macierzyńskim. Pracuje teraz 4 dni w tygodniu. Jest to standard w LennyLamb i nie wyobrażam sobie teraz, żeby mogłoby być inaczej.

Porozmawiajmy jeszcze o Waszych produktach – bardzo interesuje mnie proces powstawania i wypuszczania w świat chust i nosideł – czy możesz opowiedzieć jak to wygląda krok po kroku?

Żeby odpowiedzieć na to pytanie muszę rozdzielić je na dwa (śmiech).

Po pierwsze nowe wzory naszych produktów – LennyLamb wypuszcza zwykle dwa nowe wzory tygodniowo i pracujemy nad nimi nieustannie. Mamy w firmie 3 grafików, w tym jeden z nich pracuje nad przekładaniem grafik na język maszyny tkackiej. Najpierw mamy pomysł, inspiracje, następnie prace grafików – od rysunku do gotowego projektu. Ustalamy także kolory – powstają symulacje wersji kolorystycznych. Bierzemy pod uwagę trendy – zarówno mody, jak i sprzedaży.

Po drugie nowy produkt, który jest zwykle odpowiedzią na potrzeby i pytania klientów. Jeśli pojawia się pomysł i uważamy, że taki produkt jest potrzebny, rozpoczynamy pracę. Na początku pracujemy koncepcyjnie. Powstają ankiety. Na ich podstawie projekt i prototyp, a raczej wiele kolejnych prototypów. Zawsze jest to praca kilku osób, a pracami nad nowymi projektami zarządza Kasia Sikorska (współwłaścicielka LennyLamb – przyp. red.)

Gdy jesteśmy zadowoleni z ostatecznej wersji produktu, przeprowadzamy testy z rodzicami pod kontrolą doradców noszenia. Jeśli jest taka potrzeba, wprowadzamy zmiany. Jeszcze tylko testy polskich i międzynarodowych organizacji zajmujących się bezpieczeństwem produktów dla dzieci, praca nad instrukcją – papierową i video, tłumaczeniam, opakowaniem i mamy gotowy produkt służący rodzicom i dzieciom.

A czy pracownicy mogą przyjść z pomysłem na nowy produkt czy wzór? I czy zdarzyło się tak, że uruchomiliście produkcję czegoś, co wymyślił ktoś z pracowników i ten produkt stał się hitem?

Funkcjonuje u nas skrzynka pomysłów i zapraszamy wszystkich pracowników do współtworzenia nowych produktów. Również nasi klienci są nieustannym źródłem nowych pomysłów. To dzięki nim powstały nosidełka WrapTai i LennyUp.

A czy Wasze dzieci jako pierwsze „testują” nowe produkty?

Jeśli tylko są w odpowiednim wieku, to oczywiście tak! Niestety szybko wyrastają z noszenia. LennyLamb ma na szczęście w ofercie także produkty dla starszych dzieci np. odzież i dzieciaki, nawet nastolatki bardzo chętnie testują, a nawet proszą o jeszcze (śmiech).

Zapytam jeszcze o pracę w firmie – kogo poszukujecie do Waszego zespołu i dlaczego warto z Wami pracować?

Nieustannie szukamy w naszej firmie szwaczek! Szyjemy bardzo dużo, różnorodnych produktów. Na pewno w LennyLamb nie ma monotonii! Zapraszamy!

Dziękuję Ci za rozmowę i życzę Wam, z okazji 10 lecia, kolejnych sukcesów!

Jeśli chciałabyś pracować w LennyLamb, firmie, która jest w Bazie Pracodawców Przyjaznych Mamie, to sprawdź szczegóły oferty pracy i wyślij swoje zgłoszenie!

Zdjęcia: własność LennyLamb

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Joanna Gotfryd
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Może Cię zainteresować także:
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail