Czego szukasz

Potrzeba matką wynalazku, czyli od potrzeby do biznesu

Największe wynalazki powstają z potrzeby, to jasne, a kiedy jest się mamą, takie pomysły rodzą się często wraz z dziećmi 😉 Jak tak Kamila Zagórowska, która stworzyła CoverOver („scyzoryk wśród kocyków”), kiedy jej córeczka za nic na świecie nie chciała siedzieć w wózku przykryta. [Skąd my to znamy?!] Pomysł tak spodobał się innym mamom, że po prostu musiała założyć firmę! W rozmowie z nami, Kamila opowiada o początkach firmy, prototypach i ulepszeniach, no i o tym, jak to jest być przedsiębiorczą mamą czwórki dzieci.

  • Redakcja portalu Mamo Pracuj - 15/01/2017
Kamila Zagórkowska, pomysłodaczyni CoverOver z dziećmi

Kamilo, piszesz sama o sobie, że jesteś matką czwórki dzieci i jednego wynalazku 😉 Proszę, powiedz jak Ty sobie dzielisz dobę aby „ogarnąć” i dzieci i wynalazek, sklep on-line? W jakim wieku masz dzieci?

Nie wiem, jak to wszystko godzę.  Może to jakiś dar? Talent? Zawsze byłam osobą dobrze zorganizowaną i potrafiącą wycisnąć z dostępnego mi czasu jak najwięcej, więc to jakoś przychodzi samo. Bardzo mi pomaga mąż Maciej, działamy cały czas razem.

Dzieci mamy w dość zróżnicowany wieku. Mamy jakby dwie pary dzieci, bo starsi chłopcy są już dość samodzielni – w wieku 15 i 12 lat, a młodsze szkraby to dziewczynka lat 6 i synek 4 latka, więc jeszcze dość mocno angażujący. W początkowej fazie działalności, kiedy powstawał produkt pracowałam w domu w tzw. wolnych chwilach zajmując się jednocześnie dziećmi. Bo to w końcu właśnie moje młodsze dzieci były najbardziej zaangażowane w powstanie tego produktu i to na nich doskonaliłam wynalazek. W sposób naturalny były częścią mojej pracy nad nim. Ale od niedawna wynajęłam biuro, bo potrzebowałam już więcej przestrzeni do pracy i oddzielenie jej od życia domowego.

Czyli hasło, że „potrzeba matką wynalazku” u Ciebie sprawdziło się idealnie! Opowiesz nam jak to się zaczęło?

Zaczęło się we wrześniu 2012 roku. Starsi synowie byli już w szkole, ponadto mieli zajęcia pozalekcyjne i dużo przemieszczałam się z dwuletnią wtedy córeczką w wózku, aby być tam, gdzie akurat byłam potrzebna. Ponadto spodziewałam się kolejnego potomka i córcia  doprowadzała mnie do rozpaczy wykopując lub wyrzucając kocyk z wózka, kiedy próbowałam ją chronić przed chłodem i wiatrem. We wrześniu pogoda jest na tyle zmienna, że różnica 10-15 stopni w ciągu dnia zdarzała się dość często. W południe w słońcu bywało 20 stopni, a kiedy po szkole szłam odebrać syna z zajęć i zaprowadzić  na następne, z  których odbierałam go o zmroku, bywało, że było tylko 9 stopni i wiał wiatr. Musiałam więc zawsze mieć przy sobie kocyk, aby rozgrzanej zabawą na huśtawkach córki nie wystawiać  na przewianie. No i niestety kucanie albo schylanie się co kilkadziesiąt metrów w zaawansowanej ciąży, by wyciągać spod kół ubłocony kocyk doprowadziło mnie do szału. Twórczego jak się okazało.

Świetne określenie „twórczy szał”! I tak właśnie powstał Twój „wynalazek”, czyli?

Niespadający kocyk do wózka czyli coverover. Najpierw powstało coś co przypomina poncho. Uszyłam taki koc, który zakłada się przez głowę! Dzięki temu nie ma szansy, żeby dziecko go z siebie zrzuciło. A jednocześnie nie krępuje malucha, może sobie machać rączkami i nóżkami ile chce, a i tak mam pewność, że dziecka nie przewieje. Koc-poncho ma otwory „na plecach”( na pasy od wózka) i suwaki z przodu i po bokach. Dzięki temu mogłam dowolnie regulować dostęp chłodnego powietrza z każdej strony a wręcz całkiem odkryć dziecko i zwinąć przednią część za oparciem spacerówki, jak robiło się za gorąco. Wtedy zostawała pod plecami tylko część okrycia przylegająca do siedziska. Buciki, które często były ubłocone, bo to jesień, mogłam zostawić na wierzchu.  Oczywiście było to uszyte bardzo amatorsko i „pijanym ściegiem”, ale spełniało swoje zadanie perfekcyjnie.

Bardzo chciałam Cię o to zapytać; jak to było: od pomysłu do produktu, a potem sklepu internetowego?

Kiedy z moim – nazwijmy umownie – prototypem pojawiłam się w parku, byłam ogromnie zaskoczona tym, że jedna pani natychmiast poprosiła mnie, bym dla jej synka uszyła takie samo, bo ona też ma ten sam problem, czyli synka wiercipiętę, który niczym nie daje się okryć. W pierwszym momencie odparłam: „Ale przecież ja nie umiem szyć, to się przecież nie nadaje do sprzedaży!”, ale pierwsza klientka nalegała i w końcu zgodziłam się znaleźć osobę, która to uszyje porządnie. Podzieliłam się wrażeniami z tego spotkania z mężem i to on zasugerował mi, że chyba odkryłam jakąś niszę i że skoro tego nigdzie wcześniej nie było, to może warto o tym pomyśleć poważniej. A wiem, że nie było, bo zanim zabrałam się do szycia przez pięć dni „przekopałam” cały Internet w poszukiwaniu czegoś, co spełniałoby moje oczekiwania i nie znalazłam.

Wkrótce okazało się, że z kilku stron – zupełnie niezależnych od siebie – słyszałam zachęty, by mój wynalazek opatentować. Zrobiłam to – bo w sumie dlaczego by nie? Skoro to jest coś, czego nie było, to warto ten pomysł sobie zastrzec. I był to właściwie pierwszy  krok, by poważnie podejść do sprawy. Skoro już w to zainwestowałam sporo czasu i pieniędzy, to nie powinnam z tego rezygnować. Potem urodził się najmłodszy syneczek, więc zajmując się nim niewiele miałam czasu na pracę „pracę”, ale karmienie piersią daje dużo czasu na myślenie.  Zupełnie nie wiedziałam, jak zabrać się za ten biznes. Zainwestowałam trochę w pierwsze modele na bazie prototypu, ale szybko okazało się, że nie są zbyt dobrze przemyślane i zbyt miałam niewielki.

Czyli pierwszy spadek energii zaliczony, dobrze to znam. Co było dalej?

Z pomocą przyszła mi moja dobra koleżanka Daria Foroncewicz, która wiele lat pracowała w agencjach reklamowych i brandingowych i to ona mi uświadomiła różnicę pomiędzy pomysłem a produktem. Poświęciła mi bardzo dużo czasu, za co jestem jej bardzo wdzięczna. Dzięki wiedzy, którą ze mną się dzieliła i zadaniom, które mi dawała do wykonania, pomysł po woli stawał się produktem. Dużo dały mi też spotkania i warsztaty organizowane przez Klub Przedsiębiorczych Mam, gdzie zaczęłam bywać dość regularnie, bo tam dostawałam wiedzę biznesową i wsparcie, a także mogłam konfrontować moje przeczucia i plany działania z innymi osobami. Do udoskonalenia produktu bardzo przyczyniły się własne doświadczenia, nasz styl życia i oczywiście moje własne dzieci, bo to na nich bezpośrednio okrycie było testowane i udoskonalane.

A kolejne zastosowania wymyślałaś, czy może znów „potrzeba”?

Zdecydowanie potrzeba (śmiech). Mimo czwórki dzieci, jesteśmy dość aktywni; lubimy wyjazdy, ale pakowanie wielu tzw. niezbędnych rzeczy dla dzieci też poniekąd przyczyniło się do udoskonalenia wynalazku. Chciałam mieć jedną rzecz, a nie cztery, którą mogę zawsze okryć dziecko jak zaistnieje taka potrzeba. Okrycie uszyte do wózka bardzo szybko okazało się przydatne na sanki. Po szaleństwach na śniegu wygodnie mogłam córkę okryć tak, by jej nie przewiało w bezruchu, kiedy wracałyśmy do domu. Potem latem okazało się, że mogę też okryć córkę w foteliku rowerowym, w którym permanentnie zasypiała po 10 minutach jazdy, a nie chcieliśmy rezygnować z naszych ulubionych wycieczek.

Latem to właśnie potrzeba okrywania dzieci w fotelikach rowerowych wysunęła się na pierwsze miejsce i wymagała dalszych udoskonaleń produktu: przede wszystkim nieprzemakalności i kaptura. W międzyczasie najmłodszy szkrab urósł na tyle, że mógł przesiąść się już do spacerówki-parasolki (uwielbiam te modele) i wtedy konieczna okazała się ochrona nóżek przed podwiewaniem. I tak krok po kroku wynalazek nabierał kształtów, które sprawiły, że stał się najbardziej uniwersalnym i wielofunkcyjnym okryciem dla dzieci.  Równolegle postępowały prace nad nazwą produktu i stroną internetową, w założeniach mającą pełnić również rolę sklepu on-line. Stronę i sklep wciąż zmieniamy, korygujemy, poprawiamy. To jest ciągła praca.

Myślisz może o jakiś kolejnych produktach? Coś ci chodzi po głowie? Jeśli oczywiście chcesz na takie pytanie odpowiedzieć 😉

Głowę mam pełną następnych produktów. Opatentowany wzór użytkowy daje bardzo szerokie pole do realizacji głównego zamysłu w różnych formach i przez to pozwala tworzyć różne produkty. Wzór użytkowy to kategoria bardzo ogólna, coś jak określenie „spodnie” – każdy wie, co to są spodnie, ale wariantów czyli modeli tego wzoru użytkowego są pewnie setki tysięcy.

Dziękuję Kamilo, za inspirującą opowieść. No ale to jeszcze nie koniec, bo mamy dla Czytelniczek niespodziankę. Co to będzie?

Zapraszam mamy do zapoznania się z naszym produktem i wzięcia udziału w konkursie na facebookowym profilu Mamo Pracuj > , w którym do wygrania jest właśnie ochraniacz idealny na sanki!  

A dodatkowo zapraszam na zakupy z rabatem 15% na zakup okrycia na hasło „mamopracuj” (aktywne do końca stycznia). Tak więc zapraszam do zabawy! 

Dziękuję Ci rozmowę i mocno trzymam kciuki za kolejne wynalazki!

Dziękuję!

Rozmawiała: Agnieszka Czmyr-Kaczanowska

Zdjęcia: archiwum domowe Kamili Zagórowskiej

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redakcja portalu Mamo Pracuj
Podyskutuj

Jak wzmocnić poczucie własnej wartości? 10 ćwiczeń, abyś nabrała wiatru w żagle!

Dziś parę słów o poczuciu własnej wartości. Pamiętasz o nim? Wiem, kwarantanna nieźle daje Ci w kość. Nie tylko fizycznie, ale też psychicznie. Jeśli jesteś perfekcjonistką, to pewnie trudno Ci zaakceptować, że nie robisz wszystkiego tak, jak zawsze i nie zmienia tego świadomość, że trudno być na pięciu frontach naraz…
  • Natalia Gozdowska - 02/04/2020
młoda uśmiechnięta kobieta stoi z kubkiem w dłoniach oparta o okno

Dochodzi niepewność, związana z tym, co zastaniesz po powrocie do “normalności”. Jak będzie wyglądać Twoja kariera, życie zawodowe? Czy Twoja pozycja się nie zmieni? Jak będziesz postrzegać siebie, jako matkę i żonę po tym wyjątkowym czasie?

Jedno jest pewne – niezależnie od okoliczności zewnętrznych, wiele zależy od Ciebie i Twojego poczucia własnej wartości. Dlatego warto o nie zadbać!

Jak wzmocnić poczucie własnej wartości?

Poniżej znajdziesz kilka sposobów na to, by wzmocnić swoją wewnętrzną siłę i motywację do rozwoju. Zachęcam Cię do regularnych ćwiczeń. To będzie też świetna okazja do znalezienia przestrzeni tylko dla siebie.

1. Zacznij prowadzić dziennik, w którym codziennie docenisz siebie

Pod koniec dnia napisz, co Ci się dzisiaj udało, z czego jesteś dumna. To mogą być małe rzeczy, nawet zwykłe – jak znalezienie w domowo-zawodowym chaosie 15 minut na wesołą zabawę z dzieckiem, podczas której jesteś dla niego na 100%.

2. Zrób listę 100 rzeczy, które w sobie lubisz i za co się doceniasz

Nie zatrzymuj się po 30-40 pomysłach. Impas, który się pojawia, jest naturalny. Jak go przełamiesz, zaczniesz pobudzać swój umysł do kreatywnego myślenia. Twoja perspektywa zacznie się poszerzać a może nawet zmieniać.

3. Zamknij oczy i spróbuj wyobrazić sobie siebie – taką, jaką jesteś, z dobrymi i złymi cechami

Pomyśl o sobie jak o dziecku, które trzeba przytulić i docenić. Zastanów się, jak mogłabyś się nim zająć, czego ono potrzebuje, co możesz mu dać. Następnie zastanów się, co w tym momencie czujesz w swoim ciele. Czy coś się zmieniło od początku tego ćwiczenia? Gdzie czujesz ból, napięcie…

Potem przenieś się myślami w swoje ulubione miejsce – nad morze, do ogrodu, do ulubionej restauracji… gdzie tylko zamarzysz. Pobądź tam chwilę. Posłuchaj co dzieje się w tym miejscu, jakie zapachy czujesz, czy słyszysz jakieś głosy? Co Cię uspokaja, a co może Ci przeszkadzać. Wróć do swojego ciała i znowu uważnie się mu przyjrzyj – czy Twoja głowa jest lekka, czy ciężka? Czy czujesz się zrelaksowana? Czy wcześniejsze napięcia zniknęły? Pobądź ze sobą, przytul się ponownie. 🙂 Wróć powoli do rzeczywistości.

4. Zrób wizualną notatkę wszystkiego, co jest pozytywne w Twoim życiu

To może być jeden rysunek albo wiele ikonek połączonych w grafikę. Pobaw się tym obrazem, postaraj się, by był kolorowy, radosny. Niech będzie dla Ciebie pewnego rodzaju mapą, która będzie Ci pomagać w chwilach kryzysu.

Przeczytaj także: 7 kroków do zbudowania pewności siebie!

5. Wyobraź sobie siebie jako najbardziej pewną i przebojową osobę, jaką możesz być

Być może w Twoim otoczeniu jest ktoś, kto może Cię zainspirować, na kim możesz się wzorować? Ułóż w głowie historię – w jakich okolicznościach mogłabyś się tak zachować? Jak się wtedy poruszasz, jak mówisz? Czy wyglądasz atrakcyjnie? Wyobraź sobie, że podejmujesz odważne decyzje i nie boisz się wyzwań. Poczuj w sobie tę siłę i pobądź z nią chwilę.

6. Zrób coś co odkładasz od tygodni

Chciałaś napisać artykuł, ale zawsze brakowało Ci czasu? Myślałaś o założeniu swojej strony internetowej? Napisaniu ciekawej oferty? A może nigdy nie mogłaś zabrać się za porządki w swojej szafie? Nie myśl o przeszkodach, po prostu znajdź na to czas. To jest ten moment! Zobaczysz, taki mały sukces zmotywuje Cię do kolejnych działań.

7. Ćwicz tzw. “pozycje mocy”

Znajdź 3 minuty w trakcie dnia, kiedy staniesz mocno na nogach, dbając o stabilizację ciała i prosty kręgosłup. Połóż ręce na biodrach.

Gdy poruszasz się, zwróć uwagę na swoje ciało – staraj się chodzić pewnie, z wyprostowanymi plecami. Takie postawy zwiększają pewność siebie.
Regularne powtarzanie “pozycji pomocy” sprawia, że system nerwowy je zapamiętuje – z czasem staną się Twoim nawykiem.

8. Zwróć uwagę na to, jakich słów używasz na co dzień

Pewne zwroty są toksyczne, blokują naszą radość życia, inicjatywę i motywację, sprawiają, że budujemy pewien, niekoniecznie pożądany, obraz świata. Unikaj słów: wina, obowiązek, niemożliwe, nigdy, problem. Zamiast mówić “spróbuję” – mów “zrobię”. Zamiast “muszę” – “chcę”. “Błąd” może być “doświadczeniem” a “porażka” – “lekcją.”

9. Nie czekaj na innych, żeby podjęli za Ciebie ważne decyzje

Albo pokierowali Twoim losem. Zainicjuj nowe rozwiązania w pracy, w domu. Nie wahaj się dzielić swoimi pomysłami. To Ci doda pewności siebie, szczególnie jeśli weźmiesz odpowiedzialność za rezultat (jakikolwiek by był). Nie uzależniaj swojego poczucia pewności siebie od opinii innych.

10. Zdefiniuj swój cel lub cele na najbliższe 6 miesięcy

Co jest dla Ciebie najważniejsze? Co chcesz zmienić? Czym się zająć? Następnie zaplanuj swój pierwszy krok – spisz “kontrakt” z samą sobą, w którym zapiszesz, kiedy i co konkretnie zrobisz. 🙂

Powodzenia!

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Natalia Gozdowska
Zawodowo zajmuje się rozwojem, coachingiem, projektami HR, kulturą organizacyjną i budowaniem marki pracodawcy. Prywatnie mama dwóch wrażliwców, zakochana żona, pasjonatka reportaży, teatru tańca i psychologii. Pisze, fotografuje i wspiera tych, którzy tego potrzebują :)

Gdzie kupić tanią elektronikę?

Urządzenia elektroniczne otaczają nas na każdym kroku. I nie chodzi już tylko o komputer i telefon, ale też o smartwatche, smartbandy, elektryczne hulajnogi, kamery, drony i inne gadżety. Miłośnicy nowinek technologicznych mogą dziś wybierać spośród szerokiej oferty różnych marek i producentów. Dla wielu z nich najważniejszym kryterium jest jakość idąca w parze z atrakcyjną ceną. Gdzie kupić tanią elektronikę? Czy niska cena oznacza sprzęt gorszej jakości? Serdecznie zapraszamy do sprawdzenia!
  • Alicja Zielińska - 02/04/2020
komputer stacjonarny

Duże sieci handlowe

W dużych sieciach handlowych znajdziesz szeroką ofertę elektroniki. Półki sklepowe wręcz uginają się od najnowszych modeli różnych producentów. Kupując sprzęt w markecie możesz mieć pewność, że otrzymasz produkt w oryginalnym opakowaniu, pachnący świeżością, z ubezpieczeniem i gwarancją. Największą wadą takich zakupów jest oczywiście cena.

Za dobrej jakości sprzęt od znanego producenta trzeba zapłacić nawet kilka tysięcy złotych. Duże sieci handlowe często organizują atrakcyjne wyprzedaże, kuszą obniżkami i kuponami rabatowymi. Takie zakupy należy jednak robić z rozwagą. Sklepy stosują różne chwyty marketingowe, a żółta kartka z dużym napisem “promocja” może oznaczać sprzęt przeceniony jedynie o kilka lub kilkanaście złotych.

Aukcje internetowe

Na aukcjach internetowych możesz znaleźć zarówno nową, jak i używaną elektronikę. Robiąc zakupy w Internecie zawsze należy dokładnie czytać opisy produktów oraz opinie innych użytkowników o danym sprzedawcy. Ryzyko kupienia nic nie wartego bubla jest więc bardzo niskie. Jeśli masz jakieś wątpliwości, nie wahaj się i pytaj! Uczciwy sprzedawca na pewno nie będzie miał nic do ukrycia i odpowie na wszystkie Twoje pytania. A przy okazji zawsze możesz negocjować cenę.

Sklepy ze sprzętem poleasingowym

Jeśli nie chcesz inwestować w nową elektronikę kosmicznych pieniędzy, a nie za bardzo ufasz prywatnym sprzedawcom w Internecie, polecamy opcję pośrednią. Bardzo popularne w ostatnim czasie stały się sklepy ze sprzętem poleasingowym, jak np. Laurem.pl. Takie sklepy mają w swojej ofercie elektronikę w bardzo dobrym stanie, atrakcyjnej cenie, z dodatkowymi akcesoriami i gwarancją.

Zakupów możesz dokonać przez Internet lub w stacjonarnym punkcie sprzedaży. Znajdziesz tam elektronikę od najpopularniejszych producentów i spotkasz profesjonalnych doradców, którzy pomogą w doborze sprzętu. To oczywiście plus dla tych, którzy wolą osobistą rozmowę z osobą kompetentną w danej dziedzinie – w tym wypadku sprzętu elektronicznego.

Materiał powstał we współpracy z partnerem portalu.

Zdjęcie: partnera portalu.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Alicja Zielińska
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail