Czego szukasz

Możemy nażywać się każdego dnia – mówi z Marta Iwanowska-Polkowska

Marta Iwanowska-Polkowska – coachyca, trenerka, z wykształcenia psycholożka napisała książkę dla każdej z nas – choć może być też wsparciem dla mężczyzn. – „nażyć się” powstała, byś mogła po nią sięgnąć, gdy poczujesz, że życie zaczyna Cię przerastać, i dasz sobie zgodę na to, że potrzebujesz wsparcia. Ta książka jest odpowiedzią na myśl: „Chcę od życia czegoś większego, czegoś lepszego. A nie wiem, jak po to sięgnąć” – mówi Marta. Zapraszamy do przeczytania rozmowy!

rozmowa z Martą Iwanowską-Polkowską
Spis treści: ukryj

Dziewiątego marca miała premierę twoja książka pt. „nażyć się”. Komu mogłabym ją podarować?

Kobietom, które czują zagubienie w przeżywaniu różnych, często trudnych emocji. Tych emocji, które są pochodną życia, tak po prostu, i tych odczuwanych zwłaszcza teraz, w związku z bieżącą sytuacją w Ukrainie. Okładka może sugerować, że książka jest o czymś radosnym, pozytywnym; jest bardzo kolorowa, kojarzy się z energią i siłą.

Piszę w niej jednak o tym, że droga do radości, energii i siły często prowadzi przez przeżywanie tego, co trudne, i nie pomija konieczności upartego szukania dla siebie miejsca, spokojnej przestrzeni właśnie w takiej rzeczywistości, jaka ona jest. Wbrew pozorom ta książka może też być wsparciem dla mężczyzn, którzy również czują teraz bardzo dużo zagubienia, smutku, strachu. Mężczyźni też mogą chcieć się nażyć, piszę o tym we wstępie.

Możemy się nią wszyscy dzisiaj wspierać. Czym chciałaś się w niej podzielić, kiedy zasiadałaś do pisania?

Pisałam ją głównie dla kobiet, które na co dzień biorą bardzo dużo na siebie, są zaangażowane w swoje życie, życie swoich bliskich. Często pracują, są bardzo aktywne zawodowo, ale gdzieś pod warstwą różnych zadań i obowiązków przeżywają emocje, są pełne zagubienia i wątpliwości, bo muszą mierzyć się z czymś trudnym. Czasem z chorobą bliskich, może z jakimiś wyzwaniami związanymi z dziećmi. W ich zadaniowych życiach brakuje miejsca na przyznanie się: „Jest mi ciężko, jest mi trudno, marzę o czymś innym, tęsknię za czymś innym”.

Pracuję właśnie z takimi kobietami – z jednej strony bardzo aktywnymi, bardzo sprawczymi, „ogarniającymi życie”, ale też niosącymi jakąś historię. Spotykam je na warsztatach, na sesjach coachingowych, ale nie każda kobieta przecież ma taką możliwość. Właśnie dla tych kobiet pisałam. By każda z nas mogła po tę książkę sięgnąć, gdy poczuje, że życie zaczyna ją przerastać, i da sobie zgodę na to, że potrzebuje wsparcia. Ta książka jest odpowiedzią na myśl: „Chcę od życia czegoś większego, czegoś lepszego. A nie wiem, jak po to sięgnąć”. To była moja główna intencja przy pisaniu. Ale pisałam ją też dla siebie samej sprzed lat. Dla tej Marty, która kiedyś nie wiedziała, jak poradzić sobie ze stratą rodziców czy wyzwaniami, jakie fundowało mi macierzyństwo.

#nażyćsię Marta Iwanowska - Polkowska

Czyli z pomocą książki tak naprawdę zapraszasz do rozmowy ze sobą?

Tak. Jak czytam tę książkę, to sama „słyszę” ją jako rozmowę. Opowiadam w niej sporo o sobie i o swoich doświadczeniach, dzielę się też teoriami psychologicznymi. Opowiadam też o kobietach, z którymi pracowałam, choć oczywiście z zachowaniem zasad poufności i anonimowości. Wszystko po to, żeby pokazać czytelniczce: „Nie jesteś sama. To, że jest ci trudno, nie oznacza, że jesteś mała, słaba, niedoskonała, tylko prawdopodobnie mierzysz się z czymś trudnym. Z czym możesz sobie poradzić”.

Zaciekawił mnie też sam tytuł. Skąd się wzięła zbitka tych słów?

Te słowa pojawiły się, kiedy zaczęłam tracić nadzieję na to, że będę miała dobre życie. Myślałam, że ono będzie już „tylko i jedynie” ciągiem kolejnych, nawarstwiających się obowiązków, zadań i wyzwań ponad siły. Pewnego dnia przy lekturze książki „Po” autorstwa Rachel Cusk poczułam, że tego nie chcę, że chcę się nażyć, że chcę coś zrobić dla siebie. Kiedyś, prowadząc bloga, puściłam te słowa w świat, spodobały się innym. #nażyćsię stało się dla mnie nadrzędną wartością w życiu, może intencją, ale też często liną, której się trzymałam, kiedy było mi bardzo ciężko. Poczułam, że ja po prostu tego chcę. Chcę się nażywać i spróbować żyć tak, żeby nażywanie się było możliwe. „Nie wiem, jak to zrobię, ale będę próbować”. To zdanie powtarzam sobie teraz i powtarzałam wielokrotnie przez ostatnich parę lat.

Kiedy czytałam twoją książkę, to dla mnie twoje „nażyć się” mocno rezonowało z uważnością. Tak naprawdę to wszystko o czym piszesz mamy w zasięgu ręki, widzimy, czasem robimy, bo chcemy być dobre dla siebie. Tylko tego nie zauważamy, nie doceniamy, działamy z poczuciem winy.

Poczucie winy jest bardzo bliską, bardzo łatwo dostępną emocją i łatwo jest je w nas, kobietach, wzbudzić. Jedną z nadrzędnych tez mojej książki jest to, że my możemy się nażywać każdego dnia, nawet w bardzo trudnych okolicznościach możemy zaprosić albo często wtłoczyć, wepchnąć, wcisnąć do swojego dnia jedną rzecz, którą zrobimy z intencją zadbania o siebie i o to, co jest dla nas ważne. W książce pojawia się takie pytanie: „Jeżeli miałabym dziś umrzeć, to czy to jest taki dzień, który chciałabym zapamiętać?”. Wiem, że to pytanie nabiera teraz w kontekście wojny innego, znacznie mocniejszego znaczenia, ale z drugiej strony myślę, że tym bardziej nowe okoliczności powinny nas zapraszać do tego, żebyśmy codziennie zadawały sobie pytania: Czy ja bym chciała ten dzień zapamiętać? Czy ja ten dzień przeżyłam z sensem? Czy ja ten dzień przeżyłam zgodnie z wartościami, które są dla mnie ważne?

#nażyćsię jest zauważaniem drobnych elementów życia takich jak na przykład pożegnanie z dzieckiem pod szkołą. Możemy pod szkołę podjechać w milczeniu albo z rozmową. Możemy na do widzenia powiedzieć: „Kocham cię! Dobrego dnia, synku. Widzimy się o piętnastej” i zrobić to z uważnością, żeby dziecko poczuło się ważne i żebym ja też poczuła, że żyję w tej chwili zgodnie z tym, co dla mnie ważne. #nażyćsię jest de facto zaproszeniem do tego, żebyśmy świadomie i uważnie przeżywały takie chwile w ciągu dnia. Aby się nażywać, nie musimy jechać na Bali – to tytuł jednego z rozdziału w książce. #nażyćsię to są te proste chwile, kiedy robimy coś z miłością i uważnością dla siebie i dla osób, które są dla nas ważne.

To takie zaproszenie do niebycia gościem w swoim życiu. Ja widzę to w taki sposób, że my, kobiety, tak funkcjonujemy, jakbyśmy były tu na chwilę, ale cała reszta jest zaopiekowana tak na sto procent. A my tak tu przysiądziemy, jak gość we własnym życiu.

W dodatku gość, którego nie traktujemy zbyt dobrze. Innych gości witamy zawsze z serdecznością, pieczemy ciasto, zapraszamy na kawę, rozkładamy obrus. A trudno jest nam podejść tak do siebie. Często jesteśmy jak Kopciuszek, który ma o wszystkich zadbać i robić to w szarej, zniszczonej sukience, w dziurawych butach i tylko przycupnąwszy gdzieś tam w kąciku, na krawędzi krzesełka, bo nie może wejść dumnie na salony. Chciałabym, żebyśmy siebie traktowały jak bardzo ważnych, wyczekiwanych gości w naszym życiu, żebyśmy dla siebie samych rozkładały biały obrus, piekły ciasto i pozwalały sobie wygodnie usiąść na fotelu. Żebyśmy siebie traktowały przynajmniej tak dobrze, jak traktujemy innych. Niekoniecznie lepiej, przynajmniej tak samo dobrze.

Marta Iwanowska - Polkowska
Marta Iwanowska – Polkowska

Tak sobie myślę, że kobiecie, która jest w takim pędzie i siebie nie zauważa, trudno wszystko obrócić o sto osiemdziesiąt stopni. Jak zacząć? Co znaleźć, czego się chwycić na początku?

Drobnych rzeczy. Tak jak piszę w tej książce – „małe jest piękne”. Nie oczekujmy od siebie, że każdą chwilę od świtu do nocy przeżyjemy, nażywając się. Ale załóżmy sobie jedną rzecz, którą robimy dla siebie codziennie. Taką, która pozwala nam wyrazić wobec siebie szacunek, uznanie i docenienie. Może to być właśnie wypicie herbaty w filiżance po babci, może to być kwadrans z książką, może to być spacer, może to być pobycie w ciszy. Dla wielu kobiet to jest ważne: pobyć samej ze sobą, czy w domu, czy na spacerze, czy w samochodzie.

Ale też wielokrotnie podkreślam, że na naszym #nażyćsię ostatecznie skorzystają inni. Jak ty, droga kobieto, się nażyjesz, to skorzystają na tym twoje dzieci, twój mąż, partner czy partnerka, twoi współpracownicy, twoi rodzice. Jak ty się nażyjesz, będziesz bardziej żywa. Jak będziesz bardziej żywa, będziesz miała lepszy dostęp do siebie i swoich zasobów i będziesz mogła też z radością zaopiekować się innymi. My tak bardzo dbamy o innych, zapominając o sobie, o swoich zasobach, że w pewnym momencie opiekujemy się innymi z zaciśniętymi zębami, z grymasem wzdychając: „No dobrze, zrobię to dla ciebie”. A przecież nie chcemy traktować innych z grymasem frustracji, cedzić słów przez zęby z pretensją, że coś znów musimy.

Często powtarzamy sobie, że nigdy nie ma dobrego momentu na tę zmianę. Czekamy na tę chwilę, ale jak nadchodzi to i tak nie ruszamy z miejsca.

Tak, często czekamy, dumamy i zakładamy, że na #nażyćsię muszą się stworzyć specjalne warunki. Dzieci muszą urosnąć albo przestać chorować; musimy odkopać się z zadań zawodowych; pandemia musi minąć. Wiele osób przez ostatnie dwa lata tkwiło w takim przekonaniu i czekaniu. Ale nawet jak pojawi się przestrzeń na zmiany, to ona może za chwilę się zamknąć. Ja to nazywam „wiatrem do portu”, czyli takim zbiegiem okoliczności, który ma powstrzymać nas od zmian i zawrócić z podróży marzeń. Dlatego w książce dużo piszę o akceptacji, o tym, by żyć najlepiej, jak potrafimy w tych warunkach i w tych okolicznościach, które mamy. Nawet gdy wiatr do portu nie przestaje wiać.

Piszesz też o bezwarunkowej miłości, o historii swojego Ojca i swojej, o tym, jak trudno jest nam tę bezwarunkową miłość sobie dawać, jeżeli jej same nie dostałyśmy. Jak to jednak robić?

Miłość warunkowa to miłość, która polega na tym, że jesteśmy kochane, wyłącznie jeśli spełniamy pewne warunki, posiadamy pewne cechy, a za inne – dla nas ważne – jesteśmy krytykowane. W moim przypadku takimi cechami były wrażliwość, emocjonalność i empatyczność. Zawsze z tej perspektywy patrzyłam na świat, czułam za dużo i jeszcze to wyrażałam. Jednocześnie nie czułam nigdy akceptacji Ojca dla cech, które były i są we mnie dominujące. Miałam poczucie, że szukał we mnie czegoś innego niż to, co mnie definiowało i definiuje. Myślę, że pokolenie naszych rodziców często nie potrafiło nas inaczej kochać. Nie szukam więc w nim winy. Wręcz jako rodzic rozumiem, jak miłość bezwarunkowa mogła być dla niego trudna.

Zanim zrobiłam z mojej empatii zawód, przecież jestem psycholożką, to przeszłam bardzo długą drogę zauważania, że te cechy, choć nie były akceptowane i rozumiane przez pewne osoby, to są moją siłą, mogą służyć mnie i innym. Chciałabym zaprosić czytelniczki do takiego zauważenia, że ze swoich cech możemy zrobić piękny użytek, nie musimy z nimi walczyć, nie musimy do nich podchodzić krytycznie. Naszym zadaniem jest próba uwolnienia się od myślenia, że „muszę być jakaś, by być kochaną, lubianą, akceptowaną”. Będąc taka, jaka jestem, jestem po prostu wspaniała, cudowna, wyjątkowa i niezwykle przydatna światu, ale też samej sobie. Co z tego, że ktoś kiedyś tego nie doceniał, a ja tym brakiem docenienia przesiąkłam jako mała dziewczynka. Dziś mogę zacząć doceniać siebie, szanować siebie, uznawać siebie taką, jaką jestem. Wiem, że jest to trudne, ale warto ten trud podjąć.

Jak czytałam listę pomysłów na nażywanie się, to sobie pomyślałam, że robię z niej wiele rzeczy, ale nigdy nie myślałam, że to może być moim #nażyćsię. Bardzo ważne jest to zauważenie i takie czasem sekundowe zatrzymanie się nad tym.

Piszę sporo o tym, że jesteśmy nauczone, że wartością jest to, co robimy w pracy, co jest mierzalne Excelem, co jest konkretne, czym możemy się pochwalić innym. No przecież nie będę się chwalić innym, że czule żegnam mojego młodszego syna pod szkołą. To nie jest miara sukcesu definiująca mnie jako coachycę, ale dla mnie jako Marty to jest coś niezwykle ważnego. To coś, co sprawia, że codziennie, jak to zrobię, pomyślę sobie: „Zadbałam o relację z moim synem”.

#Nażyćsię jest o zauważaniu drobnych rzeczy, robieniu ich świadomie, ale też nadawaniu im wartości. Wśród tych wszystkich ważnych zadań, które realizujemy zawodowo, albo tych codziennych, między myciem podłogi albo wstawieniem obiadu, są też takie czynności, gesty, momenty, które mogą sprawiać naprawdę dziką radość, i poczucie bycia spójną ze sobą, ważną dla siebie i innych. Czas nauczyć się je zauważać.

Dzisiaj wszyscy mierzymy się z lękiem i twoja książka może pokazać, jak w tym wszystkim, co nas otacza, znaleźć momenty dla siebie. Jak wzmacniać siebie i nie zapominać o sobie. Jak możemy się dzisiaj sobą zaopiekować? Co możemy dzisiaj zrobić dla siebie w takim trudnym czasie?

Ja bym zaczęła od pytania, co jest dla mnie teraz, jako człowieka, naprawdę ważne? Jakie wartości? Jeżeli dla mnie ważna jest rodzina, to co mogę zrobić dla mojej rodziny w tym trudnym czasie? Jeżeli dla mnie jest ważne pomaganie, to jak mogę pomagać innym? Jeżeli ważne jest dla mnie zdrowie, to co mogę zrobić, żeby o nie zadbać? Nasze życie to nie jest tylko jedna wartość. Jeżeli opieramy je tylko na jednej wartości, na przykład „pomoc”, to rzucamy się do pomocy innym. To jest piękne, to niesie dobro, ale jednocześnie musimy pamiętać, że nie będziemy pomagać dłużej, jeśli nie zadbamy o siebie, swoje zdrowie, swój dobrostan psychiczny, czy wspomnianą rodzinę. Pamiętajmy, że nasze życie opiera się na kilku filarach, nie na jednym.

Nasze osobiste fundamenty są bardziej złożone niż tylko jedna wartość. W tym trudnym momencie dajmy sobie prawo do zaopiekowania się różnymi wartościami, które służą nam jako ludziom i służą naszym bliskim, za których też jesteśmy odpowiedzialni. Dziś wokół nas jest bardzo dużo kobiet, które po dwóch latach pandemii czują się „puste”, bardzo zmęczone, czują, że już oddały innym bardzo dużo uwagi, empatii i zaangażowania. Dajmy sobie prawo do wyrozumiałości i zgody na to, że ja mam tyle zasobów, ile mam. „Część muszę zregenerować i tylko częścią będę mogła się podzielić z innymi. Tylko częścią, ale nie całością”. Ta wyrozumiałość dla siebie i swoich zasobów jest bardzo ważna i potrzebna.

Cieszę się, że o tym powiedziałaś, bo mamy za sobą trudne dwa lata i teraz życie na nowo nas sprawdza.

Tak, widziałam ten trud z bliska u wielu kobiet. Potrzebujemy więc dać sobie prawo do tego, że jesteśmy różne i możemy różnie reagować w odpowiedzi na sytuację w Ukrainie. To, że robimy mniej, nie oznacza, że robimy coś gorzej. „Sami jesteśmy kroplą, a razem jesteśmy oceanem” – taki cytat krąży ostatnio w internecie. Więc nawet jeżeli jesteśmy tylko kroplą, to ta kropla i tak ma znaczenie. Tych kilka przelanych złotych czy też po prostu jedna torba zakupów dla rodziny uchodźców mieszkającej u sąsiadów też mają znaczenie. Potrzebujemy też dużo wyrozumiałości. Uznania, że pomaganie na miarę swoich zasobów i dbanie o swoje zasoby nie jest niczym złym. Bo ostatecznie, jeżeli ja zadbam o swoje zasoby, to też ktoś na tym skorzysta. Chociażby moi bliscy. A to też ma znaczenie.

Dziękuję ci za tę rozmowę, sama dużo na niej zyskałam.

Też dziękuję. Uczę się o tej książce rozmawiać teraz w innym kontekście, odnosić ją do aktualnych wydarzeń w Polsce i w Ukrainie. Jednocześnie staram się pamiętać, zauważać, że obok tego, co dzieje się u naszych wschodnich sąsiadów, my nadal pracujemy. Nadal wychowujemy dzieci, a kobiety nadal opiekują się innymi, bliskimi. A do tego wszystkiego, co bywa trudne, doszła jeszcze wojna. Nie jest łatwo to w sobie pomieścić, ale możemy to zrobić, jeżeli zaczniemy siebie zauważać i być dla siebie wyrozumiałe. Dla siebie samych i siebie nawzajem.

Mamo Pracuj objęło książkę „nażyć się” Marty Iwanowskiej – Polkowskiej patronatem.

Zdjęcia: Natalia Łukasiak

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.

Polecane artykuły

oferty
pracy
Sprawdź pełną listę
baza
pracodawców
Pracodawca przyjazny rodzicom
Reklama
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie