Czego szukasz

Mopy w kąt, mamy do dzieła!

Że życie mamy bywa frustrujące, ale że można z tego wybrnąć… czyli, jak zauważyć, że jest źle i zacząć zmianę? Rozmawiają mama i mama coach, czyli Agnieszka Durska i Joanna Baranowska.

Agnieszka Durska: Asia, jesteś coachem, specjalizujesz się w pracy z młodymi mamami, porozmawiajmy o naszych doświadczeniach w odkrywaniu świata na nowo po urodzeniu dziecka. Mnie dopadł poważny kryzys, z którego teraz powoli się podnoszę. Przestałam wierzyć, że w ogóle jestem czegoś warta. To załamanie wartości… Co to jest?

Joanna Baranowska: Wiesz, mam wrażenie, że wiele mam przechodzi takie przewartościowanie, które objawia się jakiegoś rodzaju kryzysem. Gdy ten pierwszy kurz bitewny trochę opadnie, rozglądamy się wokół i widzimy pobojowisko po tej ogromnej rewolucji, którą spowodowało pojawienie się dziecka. Nie poznajemy tego świata ani siebie. Co to jest, na czym to polega? To kluczowe pytanie – powiedz sama, ja też to miałam, ale powiedz najpierw, jak to było u Ciebie?

AD: To była taka totalna niechęć, do dzieci, do świata. Ogólnie, nie chciało mi się. Wkurzało mnie wszystko, bo myślałam, że jestem kurą domową, a życie toczyło się gdzieś tam, poza mną. Ja zazdrościłam pracującej koleżance tego, że wychodzi do ludzi, zazdrościłam mężowi, że ma kontakt ze światem. A ja się czułam więźniem we własnym domu, przywiązana do mopa i dzieci…

JB: No właśnie, takie uczucie uwięzienia i że nie ma wyjścia. To powoduje myśli, że już dłużej tego nie wytrzymam, ale nie mam siły, aby coś zmienić. To czasem też się objawia taką potrzebą bycia dobrym w czymkolwiek. Ja też miałam takie trudne momenty. Obserwowałam, że skoro ja (nie mój mąż) spędzałam najwięcej czasu z dziećmi, to siłą rzeczy wiedziałam lepiej, jak sobie z nimi poradzić. Więc zaczynałam się zachowywać jak profesjonalistka od przewijania i karmienia. Skoro było to moim życiem i obszarem, w którym codziennie się doskonaliłam, to zaczęłam instruować i się rządzić. Całe szczęście to zauważyłam i powiedziałam STOP. To było takie uczucie zagubienia, chociaż przecież mam dużą samoświadomość ze względu na pracę i wykształcenie, mam swój biznes, który mi daje ogromnie dużo satysfakcji. Zaczynałam zachowywać się, jakby tego wszystkiego nie było, jakbym była jakaś głupia.

AD: No właśnie, bo my mamy NIE JESTEŚMY GŁUPIE… tylko dajemy się włożyć w taki jakiś schemat.

JB: Tak, i jest taki moment, że trzeba przestać złościć się i walczyć z życiem, ze sobą, z mężem, z dziećmi i zmienić cały ten układ. I na tym gruzowisku zbudować coś od początku i w taki sposób, jak naprawdę byśmy tego chciały.

AD: Pytanie jest tylko, jak to poznać, jak poznać ten moment i z niego wyskoczyć?

JB: No właśnie… jak? Jak Ty to zrobiłaś?

AD: Najpierw pogrążyłam się we frustracji, złości i niechęci… to etap pierwszy. Potem było gorzej, jeszcze gorzej, a pod koniec wakacji przyjaciółka, mąż i mama zaczęli namawiać mnie na pisanie bloga. Od dawna piszę, nie wychodzi mi to źle. Przyjaciółka postawiła mnie wręcz pod ścianą, codziennie wysyłając nieznośnie upierdliwe pytania, czy już zaczęłam. I jakoś tak… kilka postów później, przeczytałam felieton Mikołejki, w którym wytyka przywary takich wózkowych mam, to było we wrześniu. Koszmarny, jadowity tekst. Zeźlił mnie strasznie. Pomyślałam sobie, że ludzie mogą mnie, mamę, odbierać tak jak on. Jak kretynkę, która się rozpycha. A ja jestem wykształcona, interesuję się wieloma rzeczami, piszę doktorat. Cholera, nie jestem kretynką! Jestem miłą, kulturalną i niegłupią osobą! Z tej wściekłości, niewiele myśląc, założyłam jednym ruchem społeczność Wózkowe Zołzy na Facebooku.

JB: To świetnie, że to zauważyłaś, to bardzo ważne, żeby doświadczyć tej frustracji i się jej nie poddać, tylko przeciwstawić i powiedzieć, że to nie jest w porządku. Bo to nie jest w porządku, jeśli czujemy się na co dzień źle. Trzeba to głośno powiedzieć, ale bez pretensji do świata, męża, dzieci. Uświadomić sobie, że trzeba zawalczyć o swoje szczęście i swoje życie, i na początku zrobić jakikolwiek krok, aby odzyskać motywację i poczucie siły, że MOŻEMY.

AD: No właśnie, ja założyłam Zołzy. Pomyślałam, że takich jak ja jest cała masa. Fajnych, miłych, młodych kobiet, które są skazane na społeczny niebyt… bo zajmują się dziećmi, bo wypadły z rynku albo to macierzyństwo jest dla nich za małą inspiracją, by coś zmienić, nie wiem. Ale nie są głupie, tylko sfrustrowane. Zniechęcone przez siebie same i społeczne oczekiwania co do ich roli. Chciałam złapać z nimi kontakt i jakoś pociągnąć, zainspirować.

JB: Jest nas mnóstwo. Mam wrażenie, że każda z nas przechodzi przez taki trudny proces. I ma taki trudny moment, z którym sobie lepiej lub gorzej radzi. Czasem umiemy z tego wyskoczyć same, a czasem potrzebujemy wsparcia. Bardzo pomaga, gdy nauczymy się czerpać siłę z siebie i z tego, że jesteśmy mamami.

AD: Tak, a macierzyństwo to ogromna siła.. ja o tym zapomniałam, przyznaję, na moment na szczęście. Przy pierwszym dziecku byłam gotowa wywrócić świat do góry nogami i zdobywać góry – bo wierzyłam w siebie cały czas. Przy drugim synu jakoś dałam się zapędzić w kozi róg, sama się wpędziłam zresztą… i zwątpiłam, że w ogóle potrafię cokolwiek. Przypłaciłam to takim wycofaniem, które trwało może 3 miesiące, ale dla mnie to była jakaś czarna dziura. Potwornie się z tym czułam.

JB: To są też wtedy takie myśli: ja nie nadaję się do niczego i nie potrafię nic innego, na przykład w kontekście pracy.

AD: KOMPLETNA NIEWIARA W SWOJE KOMPETENCJE INTELEKTUALNE i takie myślenie no tak, jestem kurą… zgadza się. A to nie tak!

JB: I mam kurzy móżdżek. I moje klientki są takie zagubione, bo razem z niewiarą we własne kompetencje intelektualne przychodzi NIEWIARA WE WŁASNĄ OCENĘ SYTUACJI I W JEJ SŁUSZNOŚĆ i mówią wtedy: wiesz, w zasadzie wszystko jest ok., dzieci zdrowe, chyba powinnam być szczęśliwa, ale nie jestem. A jest źle i trzeba to zmienić.

AD: Czasem dochodzą też problemy finansowe, bo jednak w dzisiejszym świecie, aby utrzymać rodzinę, potrzebne są dwie pensje.

JB: Nie wiem, czy to lepiej czy gorzej, ale na pewno jest się bardziej zdeterminowanym, aby coś zmienić. Ale od czego zacząć?

AD: Wiesz, mi pomogło wsparcie bliskich i to, że zaczęłam pisać. Też to, że Zołzy zaczęły się rozrastać – że i ja poczułam, że jest nas więcej. Aż zaczął się wokół mnie jakiś ruch. Wysyłałam CV, to nic wprawdzie nie dało, ale jedna mama napisała do mnie, żebym zajęła się copywritingiem, potem znalazły się dla mnie jakieś szkolenia… A teraz znalazło się grono aż 9 takich fajnych kobiet, inteligentnych, mądrych mam, razem tworzymy coś, co mam nadzieję niedługo oczaruje i omami inne takie mamy, kobiety jak my. Ja w każdym razie odzyskałam siłę, chęć do życia, zmian, wierzę w siebie i swoje możliwości. Robię coś, wspólnie z Zołzami, to jest fantastyczne. Znowu mogę czerpać z macierzyństwa tę siłę i dla siebie, i dla dzieci, i dla męża. Jestem na swoim miejscu, a to, że różne bambetle w domu już nie są na miejscu – nieważne.

JB: Ja też się nad tym zastanawiałam. A jak miałam taki czas załamania, zaczęłam szydełkować, potem dopiero pisać artykuły. Byłam wtedy w drugiej ciąży, siedziałam miesiąc z chorym dzieckiem w domu i czułam, że to straszne, że wszystko mnie omija, nie dam rady pracować, realizować się. Dopiero potem odzyskałam siłę, żeby zacząć pisać, a potem znowu szkolić i pracować z klientkami.

AD: Czyli, jaka jest ogólna zasada? Po prostu coś, nieważne… co?

JB: Aby odzyskać motywację i poczucie wartości, trzeba zacząć robić cokolwiek, z własnej nieprzymuszonej woli. To nie może być kolejna rzecz, którą trzeba zrobić. To musi być coś, co robimy same dla siebie. Musimy sobie zarezerwować na to coś czas, na chwilę zapomnieć o mopie. Pozwolić, by podłoga się kleiła, a dzieci pooglądały bajki… Trudno, tu nie chodzi o czystą/brudną podłogę, ale o całe nasze życie i kolejne lata. To jest walka o szczęśliwe życie dla siebie i o to, żeby dzieci miały szczęśliwą mamę.

AD: Czyli, dobra mama to szczęśliwa mama. Mama, która potrafi zadbać o swoje potrzeby i wyrwać się z czegoś, w czym się źle czuje?

JB: Tak, jak najbardziej!

AD: Ale… jak to zrobić?

JB: Pierwszy krok: zauważyć i dać sobie prawo do szczęśliwego życia. Można korzystać z tych wszystkich bezpłatnych opcji dostępnych w Internecie. Ja prowadzę bezpłatne konsultacje. Można!

AD: Musimy o tym więcej porozmawiać, teraz lecimy do dzieci…

Agnieszka Durska – politolog, współzałożycielka społeczności Wózkowe Zołzy na Facebooku, copywriterka i blogerka, pracująca intensywnie nad nowym miejscem w sieci, mama dwóch Godzilli.

Joanna Baranowska – coach, psycholog, od 2006 roku pracuje z klientami, budując pozytywne zmiany w ich życiu. Stworzyła program coachingowy JESTEM ZAWSZE SOBĄ (www.psychoprogresja.pl). Specjalizuje się w pracy z młodymi mamami, które w nawale codziennych obowiązków straciły kontrolę nad własnym życiem. Szczęśliwa mama 2-letniego Antosia i maleńkiej Zuzi.
Zdjęcie: Pixabay

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Podyskutuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie