Czego szukasz

Klatka zwana supermatka

„Bóg nie może być wszędzie, dlatego wynalazł matkę.” I oto jesteśmy. Supermatki, walczące z siłami ciemności, znaczy się z kolkami, ząbkowaniem, buntem dwulatka. Przywdziewamy kostiumy superpracowników i walka przenosi się na front zawodowy. W chwilach odpoczynku gotujemy (wyśmienicie!) i nastawiamy pranie (zawsze doprane). Obrazek jak z komiksu. Przyjrzyj się sobie, bohaterko!

mama z synkiem na rękach

Supermatka – pejzaż po rewolucji

Rewolucja się dokonała. Kobieta supermatka wyszła z domu do pracy, mężczyzna do domu z pracy wrócił. Stop, poprawka. Kobieta NA TROCHĘ wyszła z domu do pracy, NIEKTÓRZY mężczyźni z pracy do domów wrócili.

Fakt pierwszy: połowa matek wraca do pracy po ukończeniu przez malucha siódmego lub ósmego miesiąca, większość – gdy dziecko kończy rok.*

Fakt drugi: kobiety poświęcają tygodniowo średnio 20 godzin na obowiązki domowe, a mężczyźni średnio 12. Dysproporcja dotyczy również czasu poświęcanemu na opiekę nad dzieckiem i trwa nawet wtedy, gdy oboje rodzice pracują.

Fakt trzeci: z urlopu wychowawczego, przysługującego obojgu rodzicom korzysta ok. 34% kobiet i tylko 2% mężczyzn.

Fakt czwarty i kolejne: żłobków i przedszkoli jest nadal za mało, kobiety zarabiają mniej – a raty kredytów nie maleją.

Ach, gdyby on – mąż, partner, konkubent, zajął się dzieckiem… Nie w trybie przypuszczającym (pomoc doraźna) lub rozkazującym (pomoc wymuszona), lecz w trybie orzekającym: „Dziś ja zostaję z dzieckiem. Miłego dnia w pracy!”. Czyż nie byłoby pięknie?

Spojrzenie zza oceanu i zza miedzy

Zanim odpowiesz, chciałabym opowiedzieć Ci o badaniach przeprowadzonych na uniwersytetach w Austin oraz w Osace. Uczestniczyło w nich 78 par, rodziców dzieci w wieku 8 miesięcy, w których obie osoby pracowały. Szukano związku opieki nad dzieckiem, sprawowanej przez matkę lub ojca, z ich poczuciem własnej wartości. Co ważne, mówiąc o poczuciu wartości pominięto kwestię lubienia siebie; skupiono się na postrzeganiu siebie jako osoby kompetentnej, sprawczej.

I cóż się okazało? Im więcej czasu ojcowie spędzali z dziećmi i byli w tej opiece naprawdę nieźli, tym bardziej obniżało się poczucie autokompetencji u matek! Jeśli mąż sobie nie radził, efektu nie było. Zasada nie działała na mężczyzn, którzy czuli się tak samo kompetentni, niezależnie od tego, ile czasu spędzali z dzieckiem.

Krótko mówiąc: pracujące matki okazały się być złapane w pułapkę oczekiwania, że ‘dobra matka’ (supermatka) najlepiej zajmie się dzieckiem. Nawet jeśli tyra na pełen etat, jej kompetencje oceniane są – przez nią samą! Przez pryzmat ‘prawdziwego macierzyństwa’.

Czyli pięknie nie jest. A czy wiesz, że mężczyźni uważają, że skoro więcej zarabiają to mają prawo się czuć bardziej zmęczeni i mniej angażować się w pracę w domu? Wyobraź sobie, że ten pogląd podzielają kobiety. I to nie w USA czy w Japonii, ale u nas. Przyznaj się sama przed sobą ile razy zdążyłaś nastawić pranie zanim on wszedł do łazienki? Ja wczoraj rano…

Spojrzenie na siebie i przed siebie

Co robić? Fakty są nieciekawe… Tym gorzej dla faktów! Przede wszystkim zapomnijmy o pokusie „wychowania” swojego partnera. Wystarczy, że wychowamy nasze dzieci tak, by ominęły je nasze dylematy. Rozpocznijmy rozmowę dorosłego z dorosłym. Komunikujmy nasze potrzeby i oczekiwania. W rodzinie, ale przede wszystkim w dialogach jakie prowadzimy same ze sobą.

Jakie prawa sobie dajesz? Jakie oczekiwania stawiasz sama przed sobą? Pragniesz równowagi, osławionego „work-life balance”. A czy Ty-supermatka pozwalasz sobie na tę równowagę? Pracodawcy przykręcają śrubę stawiając niedorzeczne wymagania. Ile razy sama sobie przykręciłaś śrubę do granic możliwości? Ile razy poszłaś do pracy chora, ile razy wzięłaś niepłatne nadgodziny? Społeczeństwo oczekuje, że będziesz przysłowiową matką-Polką. Ile razy sama obwiniałaś się o niedoprasowane ubranko czy kupną, a nie własnoręcznie upichconą zupkę?

Stań przed lustrem i powiedz sobie: jestem OK. Nie jestem supermatką. Nie jestem supermenką. Jestem sobą, niepowtarzalną, jedyną sobą. Która ma prawo do zmęczenia, nicnierobienia, paznokci malowania. Do frytek na obiad. Do swoich pasji. Do rzeczy przyjemnych i niepożytecznych.

Ja też staję przed lustrem. Zachęcam do towarzystwa.

*Wszystkie przytoczone dane pochodzą z raportów i badań, m.in. Fundacji św. Mikołaja z 2006 roku, CRZL z 2009 roku oraz Personal Relationships z 2010 roku.

Zdjęcie: Pixabay.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Psycholożka, project managerka, trenerka i coach (twoj-coaching.blogspot.com). Mama 15 - miesięcznego brzdąca, uparcie dążąca do mistrzostwa w godzeniu sfery prywatnej, rodzinnej i zawodowej. W wolnych chwilach ćwiczy jogę i ogląda Formułę 1.
Podyskutuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie