Czego szukasz

Hypo-mam-dria. Wy też tak macie?

Już widzę jak się któraś przyzna: ja też tak mam. Może raz w roku… najwyżej raz w roku, kiedy wysyłam dziecko na kolonie i jakoś tak mi przez głowę przemknie, że jakby się coś stało… Ale na co dzień, to nie. Nigdy. Przecież nie dałoby się tak żyć!

  • Agnieszka Nietresta-Zatoń - 15/07/2014

Jak dziś pamiętam, kiedy moja znajoma urodziła długo wyczekiwane dziecko. Wszystko poszło jak z płatka, żadnych komplikacji. Już po tygodniu zapytała na portalu społecznościowym, czy ten lęk o dziecko, jakieś ćmienie z tyłu głowy, niczym ćmiący ząb, to takie doraźne jest zjawisko, czy znika po zakończeniu się połogu czy jak… Taaa… odpowiedziałyśmy zgodnym, jak rzadko, chórem, taaa… – przeciwnie wręcz, nie znika, a się nasila. I wy też tak macie, wy też, dopytywała dalej. No, my też.

Katar-sratar

Lęk o dziecko. Jedna z najnieprzyjemniejszych emocji towarzyszących macierzyństwu. Przy pierwszym potomku potrafi paraliżować. Jeszcze człowiek zielony i albo naiwnie wierzy, że wszystko złe go ominie, albo że wszystko złe wydarzy się naraz i ze skutkiem śmiertelnym. Więc katar urasta do rangi osobistego dramatu. Katar niemowlęcy, dodajmy, przypadłość wyjątkowo mobilna: u jednych migruje w dół (oskrzela, płuca), u innych w górę (ucho). Mógłby sobie zalegać in situ, po ludzku: w miejscu (pochodzenia), w nosie, to by go człowiek glutownikiem odkurzaczowym spacyfikował, inhalatorem tłokowym kompresorowym wywabił i po sprawie. Ale nie: katar, zapalenie oskrzeli, zapalenie płuc, powikłania, szpital. Co lęgnie się w głowie matki zakatarzonego niemowlęcia pierworodnego? No… najpierw nic, że niby katar-sratar, a potem wszystko.

A to tylko gluty.
A jeszcze bo nie je. Albo je za dużo.
Bo nie śpi. Śpi niespokojnie. Takie dziwne dźwięki wydaje, kiedy śpi. 
Płacze. Nie płacze. Nie wtedy, kiedy trzeba płacze. Może za cicho płacze… Za głośno wyje.
Co wizyta u pediatry, to wynajdują dziurę w całym: nadwaga, niedowaga, nadmiar, niedomiar. Nie szczepić, bo wątłe; szczepić galopem, cholera u wrót!

Co koleżanka się zjawi, to komentarz. Co teściowa nawiedzi – dobra rada. Co Internet odpalimy – same informacje złowieszcze.

I kiedy już intuicja nasza matczyna zwiedziona, na manowce wyprowadzona, zdrowy rozsądek leży i kwiczy pojawia się on – pryszcz. Jesooo… drugi. I piąty. Teraz to już na pewno koniec! Wszyscy mieli rację: pediatra, koleżanki, teściowa, Internet. Już-po-ptokach… A trzeba było…

Wrrróć!

Tak mi się dobrze pisze, palce same suną po klawiaturze. Śmichy chichy. Może dlatego, że, odpukać, wszyscy zdrowi. 

Napoleon miał rację; trzeba się śmiać, żeby nie płakać. Bo w matczynym lęku o dziecko nie ma nic, ale to nic śmiesznego. Moja jedenastoletnia dziś córka pierwsze siedem lat swojego życia przechorowała. Gdybym miała sobie jakiś kryptonim wybrać szpiegiem zostawszy, postawiłabym na L-4. Od opieki do opieki. 

To wtedy dowiedziałam się o istnieniu wirusów rota, poznałam urok „niepójścia na kolejny antybiotyk”; zorientowałam się, że nocą przychodnie przyszpitalne pełne są takich samych jak ja zlęknionych matek. Żadnej nie było do śmiechu, czasem do śmiechu przez łzy. A były to czasy, kiedy mediów nie zalewały jeszcze w takiej ilości informacje o odmawiających pomocy lekarzach, odsyłających zlęknione matki do innych placówek, bądź zalecający wezwanie taksówki, niehisteryzowanie i w ogóle z czym do gościa…

Młoda poszła do szkoły, chorowanie się skończyło.
A potem urodził się Młody.
W tym roku skończy cztery lata.
Katar miał ze trzy razy. Niemobilny katar. Posiedział z inhalatorową maseczką na paszczy, odessał się glutownikiem. Kropka. 
Gardło Cię boli? Dawaj zapsikamy. 
I chyba tyle.
Kleszcze umiemy wyjmować sami. Co robić potem – wiemy. 
Upadnie – podnosimy.
Zje z podłogi – patrzymy czy aby nie sąsiadowego chomika, bo jednak to osobnik wysoce mięsożerny.
Krew się leje – tamujemy.

Znaczy lęk minął?

Skąd! 

Lęk się tli, ćmi z tylu głowy, ale nie pozwalamy mu się zdominować. No bo przecież skoro tak rzadko choruje, to jak już zachoruje, to pewnie raz, a dobrze. Bo to wszystko zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe. Bo kiedyś się ta dobra passa skończy…

Nieprzespane noce, ograniczone kontakty ze światem, zmęczenie uniemożliwiające obejrzenie filmu i przeczytanie książki, kłopoty ze znalezieniem pracy… Wiele jest ciemnych stron macierzyństwa. Jednak lęk o dziecko jest w moim osobistym rankingu stroną najciemniejszą. 

Umiecie sobie z nim radzić?

Zdjęcie: foter.com oraz grafika howtobedad.com 

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Nietresta-Zatoń
Nałogowa czytelniczka, która kocha pisać i pisarka, która nie umie żyć bez czytania. Autorka powieści "Oaza spokoju" i "Pustostan". Copywriterka, webwriterka, blogerka. Matka, żona i kociara z tytułem naukowym.
Podyskutuj

Jaki termometr wybrać dla dziecka?

Gorączka u dziecka to zazwyczaj pierwszy sygnał dla rodzica wskazujący na infekcję i chorobę. Zwłaszcza małe dzieci, nie mogą określić swoich dolegliwości w artykułowany sposób, i w takiej sytuacji podwyższona temperatura to często pierwszy, konkretny znak, że z dzieckiem coś jest nie tak.
  • Jagoda Jasińska - 03/06/2020
pluszowe misie, termofory i termometry

Dobry termometr to podstawowe wyposażenie każdej domowej apteczki. Termometr jest jednym z najczęściej używanym i niesamowicie przydatnym urządzeniem medycznym. Zwłaszcza rodzic małego dziecka powinien być zatem wyposażony w solidny termometr, na którym może polegać. Gorączka bardzo często pojawia się w nocy – nie dopuśćmy zatem do sytuacji, w której nerwowo szukamy nocnej apteki, by zakupić termometr.

Jaki rodzaj termometru wybrać?

Przede wszystkim musimy zwracać uwagę na dokładność pomiaru, jaki gwarantuje nam dany rodzaj termometru. Zastosowanie odpowiedniego termometru do pomiaru temperatury u naszego dziecka to pierwszy krok, umożliwiający nam podjęcie dalszych działań. Prawidłowy i rzetelny wynik pozwoli nam więc zareagować odpowiednio do sytuacji.

Wybór termometru może jednak nie być taki łatwy, gdy spotykamy się z bardzo szeroką ofertą, jaką proponują nam dziś producenci. Jaki zatem termometr wybrać dla naszego maluszka? Szklany, elektroniczny ze sztucznego tworzywa, bezdotykowy na podczerwień? Każdy z nich ma swoich zwolenników. Dzięki ofercie sklepu SANITY.pl odpowiedni dla siebie model znajdzie nawet najbardziej wymagający klient.

Proste i ekonomiczne rozwiązanie

Uniwersalnym i tanim rozwiązaniem jest termometr elektroniczny dotykowy. Może być on stosowany przez całą rodzinę. Dla małych dzieci należy wybrać model z miękką końcówką, co zapewni nam wygodę i bezpieczeństwo użycia. Niebagatelną zaletą termometrów elektronicznych dotykowych jest ich niska cena. Są przy tym jednocześnie łatwe w użytkowaniu i trwałe. Nie zawierają również żadnych szkodliwych substancji, dzięki czemu możesz mieć pewność, że pomiar odbędzie się w bezpiecznych dla malucha warunkach.

Termometr dotykowy umożliwia pomiar temperatury w ustach, pod pachą lub w odbycie. Świetnym termometrem w tym segmencie jest termometr cyfrowy BasicTemp oferowany przez SANITY.pl. Minusem termometrów dotykowych, jeśli chodzi o użytkowanie przez dzieci, jest niestety stosunkowo długi czas pomiaru, około kilkudziesięciu sekund. Dla dorosłego to chwilka, dla rozdrażnionego gorączką malucha może to jednak stanowić wyzwanie.

Idealne dla malucha

Problem pomiaru temperatury u wiercących się, chorych dzieci rozwiązuje bezdotykowy termometr Sanity. Wyższa cena rekompensowana jest przez niesłychaną łatwość użytkowania i szybkość pomiaru. Dostępne są już takie modele termometrów bezdotykowych, które pozwalają na pomiar temperatury z dokładnością nawet do ±0,02°C – jak na przykład bestsellerowy model od SANITY.pl, termometr BabyTemp.

Został on stworzony z myślą o najmłodszych dzieciach, które niechętnie trzymają termometr pod pachą. Dzięki zaawansowanej technologii rodzice mogą bez narażenia maluszka na stres zbadać temperaturę dosłownie w sekundę, bez kontaktu z ciałem. Dzięki temu jest to również bardzo higieniczne rozwiązanie.

Materiał powstał we współpracy z partnerem portalu.

Zdjęcia: partnera portalu.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Jagoda Jasińska

Opieka nad dziećmi, praca zdalna i czas wolny – jak wyglądało życie Polaków podczas izolacji?

Domowa izolacja w czasie pandemii koronawirusa pomogła nam trochę się do siebie zbliżyć. Wyraźnie widzimy jednak, że nowy rytm naszego życia negatywnie wpłynął na samopoczucie naszych dzieci. Mamy też trudności z pogodzeniem pracy z domowymi obowiązkami.
  • Redakcja portalu Mamo Pracuj - 01/06/2020
rodzina w czasie kwarantanny

Jak w ostatnich miesiącach wyglądało życie Polaków? Odpowiedzi na to pytanie poszukała firma wnętrzarska VOX, która w swoim nowym badaniu przygląda się m.in. takim kwestiom, jak życie rodzinne, praca zdalna oraz balans pomiędzy czasem wolnym a domowymi obowiązkami podczas izolacji.

Życie toczy się wolniej, ale obowiązków jest więcej

Jak wynika z raportu, blisko co trzecia osoba twierdzi, że w ostatnim czasie poprawiły się jej relacje z domownikami. Gdy prawie całe nasze życie toczyło się w czterech kątach, mogliśmy poświęcić nieco więcej uwagi dzieciom oraz poszukać nowych sposobów na wspólne spędzanie wolnego czasu. Dla niemal 6 na 10 badanych życie w izolacji płynęło wolniej niż przed wybuchem pandemii. 44% dostrzegło, że miało też więcej czasu dla siebie.

Rytm naszych dni w dużej mierze zależał jednak od naszej sytuacji życiowej. Niemal 4 na 10 ankietowanych w wieku 35-44 – czyli najczęściej osób godzących pracę z opieką nad dziećmi – twierdzi, że spędzając niemal cały czas w swoich czterech kątach, miało więcej obowiązków.

Wielu rodziców musiało bowiem stawić czoła nowym wyzwaniom, próbując pogodzić opiekę nad dziećmi z pracą w domu. Blisko 60% Polaków wychowujących dzieci przyznało, że nie jest to łatwe. W raporcie czytamy, że izolacja zmieniła sporo zwłaszcza w życiach polskich kobiet, które w ostatnich miesiącach swój czas wolny częściej niż mężczyźni poświęcały na domowe obowiązki: sprzątanie i gotowanie.

– Ciężko jest mi pogodzić opiekę nad dziećmi, gdzie różnica wieku to 5 lat. Mimo wszystko cieszę się z tego doświadczenia, pewnie nieprędko się coś takiego powtórzy. Widzę dobre strony – pisze jedna z osób, które wzięły udział w badaniu.

Przeczytaj także: Co robić w czasie kwarantanny?

Rodzice i dzieci przed ekranami

Rodzice zauważyli też, że izolacja odbiła się na samopoczuciu ich dzieci. Aż 7 na 10 osób twierdzi, że ich pociechy mają już dość siedzenia w domu i wyraźnie tęsknią za szkołą oraz rówieśnikami. 64% martwi się też, że w ostatnich miesiącach dzieci spędzają znacznie więcej czasu przed ekranem komputera, telefonu czy telewizora.

„Podczas pandemii zdecydowanie bardziej wolimy zwolnić tempo niż skupić się na rozwoju osobistym, choć co szósta osoba stara się podejmować w domu aktywność fizyczną” – pisze VOX.

Jak twierdzi Konrad Maj, psycholog społeczny z SWPS, w tym trudnym czasie rozrywka pomaga nam uporządkować myśli.

– Gdy na zewnątrz jest niebezpiecznie, w domu możemy się zrelaksować i zrobić wszystko, by trochę uspokoić nerwy. Naszą przestrzeń domową konstruujemy w końcu w taki sposób, by była nastawiona przede wszystkim na odpoczynek – mówi. – Obok rozrywki i pracy mogło nie starczyć już miejsca na rozwój osobisty. Inwestycje w siebie, dodatkowe kursy czy szkolenia w sytuacji tak dużej niepewności zostały odłożone na inne czasy.

Praca w domu, czyli zatarte granice

Autorzy raportu sprawdzili również, jakie jest nastawienie Polaków do pracy zdalnej. Choć w naszych roboczych kącikach niczego nam nie brakuje (47% pracujących zdalnie ocenia swoje stanowisko jako wygodne, a 49% – jako funkcjonalne), to jednak większość z nas nie zamieniłaby biura na dom na dłużej. Tylko co piąta osoba twierdzi, że zdalnie pracuje jej się lepiej niż dotychczas. Blisko połowa zdecydowanie bardziej woli pracować poza domem.

– Praca zdalna jest diametralnie inna niż ta wykonywana „normalnie”. Wymaga innych narzędzi, nie daje poczucia kontroli i jest o wiele bardziej absorbująca – pisze jeden z uczestników badania.

To właśnie ten brak poczucia kontroli doskwiera nam najbardziej. Czujemy, że praca zdalna zaciera granicę pomiędzy życiem zawodowym a osobistym. Brakuje nam też prywatności, bo koncentrację na zawodowych obowiązkach utrudnia obecność innych domowników.

I rzeczywiście – gdy salon lub sypialnia nagle muszą zmienić się w gabinet (to właśnie jedno z tych dwóch pomieszczeń najczęściej wykorzystujemy do pracy), po zakończeniu pracy trudniej nam poczuć wyraźną różnicę. Co ciekawe, blisko co trzecia osoba, która z powodu pandemii rozpoczęła pracę w domu, nie ma w swoich czterech kątach stałego stanowiska z biurkiem i fotelem. Takie osoby najczęściej pracują przy kuchennym stole, na kanapie lub w łóżku. Wiele z nich w ciągu tygodnia zmienia swoje domowe miejsce pracy, znajdując dla siebie nowy kącik w kolejnych pomieszczeniach.

Więcej o życiu Polaków w domowej izolacji w nowym raporcie VOX: https://www.vox.pl/artykul-raport-zycie-polakow-podczas-izolacji

VOX to marka wnętrzarska, która od 1989 roku konsekwentnie umacnia się na pozycji jednej z najbardziej innowacyjnych firm z branży meblarskiej w Polsce. W swojej ofercie posiada unikatowe i uzupełniające się produkty oraz usługi związane z urządzaniem mieszkań i domów.

Przeczytaj także: Jak dbać o kondycję fizyczną w czasie kwarantanny?

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redakcja portalu Mamo Pracuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail