Czego szukasz

Dwie przyjaciółki – psycholożki, dwie mamy, jedna firma. Jak to działa?

Magda Musiałowska-Paterek i Marta Migoń – założycielki Pracowni Emocji, mamy i przyjaciółki, a od niedawna wspólniczki w biznesie. Jak udaje się godzić życie rodzinne z zawodowym? Czy, kiedy się spotykają rozmawiają tylko o biznesie, czy jest też czas babskie rozmowy? Jakie są ciemne strony prowadzenia firmy i co dziewczyny motywuje do działania?

  • Redakcja portalu Mamo Pracuj - 02/10/2012

Dziewczyny, skąd pomysł na taki wspólny biznes?

Marta: Pomysł zrodził się zarówno z naszej pasji, jak i zauważonej potrzeby. Ja już na początku studiów zaczęłam pracować jako trener dzieci i młodzieży i wiedziałam, że chcę kształcić się i doskonalić umiejętności w tym zakresie. Odkąd zostałyśmy mamami, bliższa stała nam się tematyka wspierania rozwoju dziecka. Widzę, jak bardzo chłonne są umysły maluchów. Nauka nowych umiejętności przychodzi im naturalnie. Z drugiej strony Mały Człowiek jest zagubiony w świecie swoich emocji i reakcji dorosłych na jego zachowania.

Do założenia firmy bardzo zainspirowały mnie słowa Jacka Jakubowskiego, założyciela TROP-u i audycja radiowa, mówiące o tym, że międzynarodowe korporacje mają trudność z zatrudnianiem Polaków. Z jednej strony mamy potrzebne kompetencje, jesteśmy specjalistami, ale trudno jest się z nami dogadać. A jaki jest pożytek z pracownika, który nie umie dzielić się swoją wiedzą z innymi i nie jest w stanie współdziałać w zespole…? Pomyślałam, że te „miękkie” kompetencje należy rozwijać już u dzieci, a nie dopiero podczas szkoleń w firmach. Podzieliłam się tym z Magdą, a ona powiedziała, że od pewnego czasu to samo chodzi jej po głowie. Więc postanowiłyśmy zacząć działać… J

Magda: Od dawna myślałam o założeniu własnej firmy. Fascynuje mnie energia i potencjał drzemiący w młodych ludziach, który nie zawsze ma szansę zostać wykorzystany. W pewnym momencie na mojej drodze życiowej pojawiły się dzieci. Z zaciekawieniem obserwowałam ich reakcje, kreatywne pomysły, tempo uczenia się… To dopiero była energia i głód poznawania świata! Dzieci są świetnymi obserwatorami i często nie jesteśmy świadomi, że w ich zachowaniu odbija się nasze własne. Zrozumiałam, jak ważna jest świadomość swoich emocji i potrzeb w życiu i że należy rozwijać ją od najmłodszych lat, gdy umysł dziecka jest czysty i chłonny.

Gdy urodził się mój synek razem z nim od nowa uczyłam się doświadczać świat. Stałam się bardziej wyczulona na potrzeby Małego Człowieka, uczyłam się odczytywać sygnały, za pomocą, których próbował się komunikować. W pewnym momencie poczułam niedosyt wiedzy, więc podjęłam dodatkowe studia i zaczęłam „współpracować” z dziećmi. Bo praca z dziećmi to nie tylko „dawanie”. To, co od nich bierzemy wzbogaca nas samych i inspiruje do pracy nad sobą. Pomyślałam w pewnym momencie: jestem psychologiem, jestem mamą, lubię pracę z dziećmi, dlaczego nie spróbować? Potrzebowałam jednak wsparcia, kogoś kto będzie podzielał mój punkt widzenia, ale i będzie rozumiał, co to znaczy pracować i być mamą jednocześnie… Kogoś, kto „przejmie pałeczkę”, gdy na przykład mój synek się rozchoruje. I tak, od słowa do słowa, od spotkania do spotkania zaczęła powstawać Pracownia Emocji.

Nie chciałyście pracować na etacie?

Marta: Wcześniej, kiedy jeszcze nie miałam dziecka, pracowałam na etacie. Nie przeszkadzało mi to. Kiedy zaszłam w ciążę, stałam się jednak bardziej uważna na własne  potrzeby i uświadomiłam sobie, że chcę sama regulować swój czas pracy i zakres obowiązków. No i przede wszystkim robić to, co naprawdę lubię.

Czy korzystałyście z dotacji? Ile środków własnych musiałyście zainwestować w rozkręcenie firmy?

Marta: W takiej działalności głównie inwestuje się w siebie- trzeba stale się uczyć i uczestniczyć w szkoleniach, kursach, które oczywiście sporo kosztują. Ważna jest też inwestycja w marketing, tak aby ludzie mieli szansę usłyszeć, że istniejemy i prężnie działamy. Na szczęście, gdy ma się wokół życzliwych ludzi, którzy są w stanie zrobić pewne rzeczy „po kosztach”, to nie są duże wydatki. Starałyśmy się o dotację, jednak niestety z winy urzędniczego błędu nie udało nam się pozyskać dofinansowania.

Od jak dawna się znacie i przyjaźnicie?

Magda: Hm… myślę, że około 5 lat. Mąż Marty był przyjacielem moim i mojego obecnego męża. Któregoś wieczoru zaprosił Martę na wspólną imprezę J Już tamtego wieczoru dobrze nam się rozmawiało. Spotykaliśmy się coraz częściej, jeździliśmy razem na wakacje. „Razem” też byłyśmy w ciąży, Marta urodziła 3 miesiące po mnie. Ślub brała niemal w tym samym momencie co ja – nie dość, że się lubiłyśmy, to miałyśmy dużo ważnych momentów życiowych, które „przechodziłyśmy” razem. Mogłyśmy dzielić się swoimi emocjami, obawami, sukcesami. To nas bardzo zbliżyło.

Jak godzicie życie rodzinne z zawodowym. Jesteście mamami małych dzieci – Magda ma niespełna 3 letniego syna, Marta – 2,5 roczną córkę. Dzieci Was motywują do pracy, czy utrudniają prowadzenie firmy?

Marta: To trudne pytanie. Moja córeczka daje mi codziennie mnóstwo energii do działania, uczy, żeby radować się z każdego dnia. Staram się z nią rozmawiać o emocjach, uczyć komunikowania, zamiast płaczu i rzucania klockami, gdy coś jej się nie udaje. Widzę, że to daje efekty, co motywuje mnie do pracy w tym obszarze. Z drugiej strony, gdy mam po całym dniu spędzonym z dzieckiem usiąść wieczorem do komputera, bywa ciężko… Wszystkie mamy pewnie doskonale wiedzą, o czym mówię.

Magda: Najtrudniej jest znaleźć wolną chwilę w ciągu dnia. Ani moi rodzice ani rodzice mojego męża nie mieszkają w Warszawie. Ze względu na to, że mąż pracuje, a ja dodatkowo kilka godzin dziennie jestem na stażu, zdecydowaliśmy się posłać synka do żłobka. Kiedy wracamy do domu staram się, aby ten czas był tyko dla niego. Robimy razem różne rzeczy, chodzimy na spacery, budujemy garaże z klocków a czasem większość popołudnia leżymy, przytulamy się i oglądamy ulubione książeczki. Na pracę pozostaje wieczór, gdy synek zaśnie. Chwilami bywa ciężko, ale rozwijająca się w nim z dnia na dzień empatia, otwartość na innych, uśmiech i buziak przed zaśnięciem, daje siłę do działania i nadaje sens naszej pracy.

Jakie są ciemne strony prowadzenia firmy?

Marta: Niepewność. Należy zabiegać o klientów, a warunki społeczno- ekonomiczne są zmienne. Poza tym często pracując na etacie, wraz z zamknięciem komputera o godzinie 18.00 zapominamy o pracy. Natomiast myśli na temat swojej firmy, szczególnie na początku, towarzyszą nam zarówno przy zasypianiu, jak i zaraz po przebudzeniu.  

Magda: Na pewno takie, że w pewnym sensie „przynosimy” pracę do domu i „zabieramy” ze sobą na urlop J Jako założycielki i właścicielki Pracowni Emocji musimy wszystkiego dopilnować. To nie jest tak, że pracujemy „od – do”. Zawsze jest coś do zrobienia. Niektóre sprawy pojawiają się nagle i nie mogą czekać do jutra. Musimy być na to przygotowane. Na szczęście jesteśmy dwie, co przy małym dziecku jest dużym ułatwieniem. Kiedy któraś z nas nie może, druga przejmuje ster J Staramy się jednak rozgraniczać sprawy zawodowe od spotkań towarzyskich. Oprócz tego, że jesteśmy wspólniczkami, nasze rodziny się przyjaźnią. Na spotkania biznesowe umawiamy się we dwie, gdy natomiast spotykamy się z mężami i dziećmi czerpiemy przyjemność ze wspólnie spędzanych chwil J

Kto Was wspiera na co dzień? Kto pomaga w firmie? Kto zajmuje się dziećmi kiedy pracujecie?

Marta: Dla mnie dużym wsparciem jest rodzina. Mąż, który od początku kibicował rozkręceniu własnego biznesu i dał mi wiele merytorycznych wskazówek, jako że „siedzi w branży” i mama, której w zasadzie zawsze w kryzysowym momencie mogę podrzucić córeczkę i chętnie się nią zaopiekuje. Oczywiście bardzo trudno byłoby mi zajmować się małym dzieckiem i jednocześnie prowadzić firmę. Dlatego zdecydowałam, że córka będzie uczęszczała na kilka godzin dziennie do przedszkola.

Magda: Przede wszystkim mąż, rodzina, przyjaciele. Dużym wsparciem dla siebie nawzajem jesteśmy też my same. Odkąd powstał pomysł Pracowni Emocji pojawiło się na naszej drodze wiele życzliwych osób, które spieszyły z bezinteresowną pomocą. To bardzo miłe doświadczenie, kiedy okazuje się, że obca do tej pory osoba jest gotowa poświęcić swój czas i energię, by wspomóc naszą Pracownie w stawianiu pierwszych kroków.

Wasze słowo zachęty dla mam, które chciałyby pójść własną, nową drogą?

Marta: Drogie mamy, zachęcam Was, żebyście realizowały swoje marzenia i wierzyły we własną siłę. Skoro wydałyście na świat dziecko i na co dzień radzicie sobie z jego wychowaniem i zajmowaniem się domem, to możecie góry przenosić!

Magda: Kobiety, odwagi!  Ważne, ale i trudne jest uświadomienie sobie, że nie tylko dziecko jest ważne, ale również ważna jestem ja, mama. Opiekując się dzieckiem i domem łatwo jest zapomnieć o sobie i swoich potrzebach. Myślimy o dobru naszych pociech i bliskich, odkładają na bok nasze marzenia. Musimy pamiętać, że mamy i ich pragnienia są tak samo ważne jak ich dzieci. Zadowolona mama to przecież zadowolone dziecko. Realizujmy siebie, dając przykład naszym dzieciom, że jeśli się do czegoś konsekwentnie dąży można to osiągnąć, pomimo pojawiających się po drodze trudności.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Joanna Gotfryd

www.pracownia-emocji.pl

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redakcja portalu Mamo Pracuj
Podyskutuj

Pomóż stanąć na własnych nogach – zdecyduj kto wygra 30 tysięcy na rozwój biznesu!

Kto wygra 30 tysięcy na rozwój swojego produktu i biznesu? Zdecyduj i zagłosuj. Konkurs Stań na własnych nogach, właśnie wszedł w 2 etap - głosowania na jeden z wybranych 50 zgłoszeń. Zobacz wybrane produkty i oddaj swój głos! Głosowanie trwa do 5 września, a każda klubowiczka Rossmann może oddać tylko 1 głos!
  • Joanna Gotfryd - 01/08/2019
sofa, nogi kobiety i laptop na kolanach - plakat zapowiadający akcję Rossmanna

Stań na własnych nogach – prawie 500 zgłoszeń!

Konkurs Stań na własnych nogach, to akcja, którą organizujemy wspólnie z firmą Rossmann. Od 15 czerwca do 20 lipca można było zgłosić do konkursu swój produkt, tworzony z pasją, który ma szanse stać się biznesem i dać niezależność finansową jego twórczyni.

Do konkursu zgłoszono prawie 500 prac konkursowych! Komisja konkursowa złożona z przedstawicieli Rossmann i Fundacji Mamo Pracuj miała bardzo trudne zadanie – wybranie 50 prac, które przejdą do 2 etapu konkursu.

Wśród zgłoszonych prac było dużo zabawek – lalek, szydełkowanych misiów oraz książeczek. Sporo zgłoszeń dotyczyło akcesoriów dla dzieci – kocyków, wielorazowych pieluszek, personalizowanych przedmiotów czy produktów idealnych na prezent, np. z okazji urodzenia dziecka.

Przedsiębiorcze i twórcze kobiety do konkursu zgłosiły także ręcznie robione kosmetyki – szampony, mydła i kremy – bez konserwantów, na bazie naturalnych składników.

Nie zabrakło także artykułów dla domu – ozdobnych bibelotów, naturalnych świec i dekoracyjnych przedmiotów.

Wśród zgłoszonych prac była też odzież i akcesoria modowe, a także akcesoria wpisujące się w trend zero waste – wielorazowe artykuły higieniczne i zamienniki jednorazowych foliówek na zakupy.

Zobacz jakie produkty znalazły się w 2 etapie konkursu! >>

Głosowanie na najlepszy produkt

Teraz klubowicze Rossmann mogą zagłosować na najlepszy – ich zdaniem – produkt.

Głosowanie potrwa od 1 sierpnia do 5 września. Każdy klubowicz Rossmann może zagłosować tylko jeden raz, dlatego warto starannie przejrzeć wybrane do 2 etapu prace.

Zwycięzców, którzy otrzymają nagrody – pierwszą – 30 tysięcy złotych, oraz drugą i trzecią – odpowiednio – 20 i 10 tysięcy – poznamy już 10 września.

Zagłosuj, pomóż stanąć na własnych nogach! >>>

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Joanna Gotfryd
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.

Moda mi w duszy gra – historia Justyny, właścicielki marki Just.Slow

"Moje ubrania mają nie być modne, bo moda jest chwilowa i ulotna. Chcę, żeby ubrania just.slow były uniwersalne i ponadczasowe. Żeby można je było włożyć zawsze i na wiele okazji (...)". O pasji, modzie i tworzeniu własnej marki odzieżowej będąc mamą malutkich dziewczynek, rozmawiamy z Justyną Dziatkowską, projektantką, twórczynią proekologicznej odzieżowej marki Just.Slow.
  • Agnieszka Kałużna - 29/07/2019
Justyna Dziatkowska, justslow.eu

Kiedy tak naprawdę narodziło się marzenie o własnej marce?

Kiedy zrodziło się marzenie… Tak naprawdę, odkąd pamiętam miałam smykałkę do kreowania i tworzenia czegoś własnego. Mam spore zdolności manualne. Jako nastolatka kupowałam odzież w second hand’ach i przerabiałam je po swojemu lub szyłam z niej zupełnie nowe rzeczy. Ze starych dżinsów potrafiłam uszyć ręcznie plisowaną spódnicę i to bez użycia maszyny do szycia, torebkę dodawaną do gazety jako forma reklamy obszywałam materiałem, by mieć coś oryginalnego. Czyli od zawsze byłam związana z modą i projektowaniem.

Chęć stworzenia własnej linii odzieży zrodziła się tak naprawdę wraz z pojawieniem się na świecie moich dzieci. Pierwotnie pomysł na biznes był nieco inny, związany z inną dziedziną, niemniej jednak cały czas był związany z branżą modową. Z czasem ewoluował, by finalnie zatrzymać się na projektowaniu i szyciu ubrań dla kobiet.

A skąd czerpiesz inspirację?

Jeżeli chodzi o kroje ubrań, to pomysł na pierwszą kolekcję i jej formę wynikał z moich własnych potrzeb. Pierwszą córkę bardzo długo karmiłam piersią i brakowało mi ubrań, w których mogłabym wygodnie i bez skrępowania nakarmić dziecko. Te dostępne na rynku, dedykowane mamom karmiącym, kompletnie do mnie nie przemawiały i daleko odbiegały od mojego gustu i bliskiej mi estetyki. Poza tym wyszłam z założenia, że karmienie piersią, choć to piękny czas, jest tylko przejściowym okresem w moim życiu i tak samo byłoby z ubraniami. Dbam o małą zawartość szafy, lubię minimalizm i prostotę, a także rozsądnie kupuję, więc zbędne wydatki na ubrania „na chwilę” nie wchodzą w grę.

Kiedy miała pojawić się na świecie moja druga córka, postanowiłam przełożyć rodzące się w mojej głowie pomysły na papier. Zaprojektowałam sukienkę i bluzkę dla mnie idealną. Miały spełniać funkcję zasadniczą, czyli dawać możliwość karmienia piersią, ale przede wszystkim miały pięknie wyglądać i być wygodne.

Oczywiście nie odkryłam przysłowiowej Ameryki i inspirację zaczerpnęłam z historii mody. Kopertowa sukienka czy bluzka, która pojawia się w mojej pierwszej kolekcji już od stuleci była noszona w formie kimona. W latach 30. pojawiła się w kolekcjach Elsy Schiaparelli, by stać się masowym modelem w okresie Wielkiego Kryzysu. W latach 70. amerykańska designerka i guru kobiecej mody, Diane Von Furstenberg, zafascynowana kulturą Dalekiego Wschodu zaczęła eksperymentować z małymi kopertowymi topami i materiałami. Jej pomysły szybko ewoluowały i powstała sukienka kopertowa, którą w 1975 roku sprzedała w około pięciu milionach egzemplarzy!

To bardzo ciekawe. Nie miałam o tym pojęcia! A powiedz, z myślą o kim projektujesz swoje ubrania? O mamach karmiących?

Moje ubrania tworzone są z myślą o kobietach. Wiem, że to może banalne stwierdzenie, ale tak rzeczywiście jest. Jestem zwykłą kobietą i mamą. Nie jestem ideałem, nie mam wyglądu i aparycji wybiegowej modelki. Dlatego ważne jest dla mnie, by moje ubrania leżały dobrze na takich kobietach jak ja. Zwyczajnych, nieidealnych, pełnych niedoskonałości.

Dla naszych Czytelniczek Justyna przygotowała specjalny 10% rabat na zakupy hasło: mamopracuj, ważny do końca 31.08.2019 r.

Każda z nas jest inna i każda zasługuje na to, żeby wyglądać pięknie i czuć się komfortowo. Taka idea przyświeca mi w projektach. Stąd też wybór pierwszego kroju. Sukienka kopertowa to strój, który pasuje do każdego typu sylwetki. Dzięki wiązaniu sama decydujesz o głębokości dekoltu czy wysokości talii. To krój dla kobiet, które chcą się czuć kobietami. Nie wymaga wysiłku i nadaje się na każdą okazję. Pasuje do każdego miejsca na świecie i odpowiada potrzebom współczesnych kobiet.

Zależy mi na tym, żeby moje ubrania były nowoczesne, więc dużą inspiracją jest też dla mnie miasto. Lubię miejskie życie, więc inspiruje mnie architektura, kolory miasta, ulice, ludzie…. Połączenie nowoczesnych krojów z naturalnych materiałów, w których każda z nas może pokazać się w dowolnym miejscu miejskiej dżungli to dla mnie priorytet.

Jak docierasz do grupy odbiorców?

Na chwilę obecną pracuję nad zbudowaniem fajnej społeczności w social mediach. Prowadzę fanpage na Facebooku i oczywiście konto na Instagramie – zapraszam do odwiedzenia 😉. Ważne jest dla mnie, żeby dotrzeć nie tylko do osób zainteresowanych modą, ale także do mam karmiących piersią, bo stąd wywodzi się pomysł na odzież i do osób zainteresowanych ekologicznymi i przyjaznymi środowisku wyborami.

Na pewno moje kolejne działania będą opierały się na rozsądnej i ciekawej reklamie. Mam też nadzieję, że w jesiennej edycji targów branżowych np. krakowski Kiermash czy targi dla mamy i dziecka uda mi się pokazać swoje produkty. Wszystko jest jednak zależne od najmłodszej w rodzinie (śmiech).

Masz dwoje malutkich dzieci. Jak udaje ci się łączyć te dwie przestrzenie: zawodową i rodzinną?

Oczywiście nie jest lekko. Dziewczynki są na tyle małe, że wymagają ciągłej opieki i uwagi. Trudno wymagać od nich samodzielności, skoro jedna dopiero co przestała być noworodkiem… Myślę, że to kwestia motywacji i dobrej organizacji. Oczywiście nic na siłę, wbrew sobie czy ze szkodą dla dzieci lub rodziny. We wszystkim trzeba mieć umiar i trochę luzu.

Wierzę, żę trzeba dać sobie taką ewentualność, że nie wszystko zawsze idzie zgodnie z planem. Czasem tak po prostu bywa. Dla mnie to nie jest powód do stresu czy załamania, a motywacja do pracy i szukania sposobów na rozwiązanie danej trudności.

Mam jasno wytyczone cele i do nich dążę. Jasne jest, że nie jestem samowystarczalna i nieocenionym wsparciem jest dla mnie mój partner. To bardzo ważne, żeby mieć przy sobie kogoś, kto wesprze, zmotywuje, odciąży w jakichś obowiązkach lub czasem wykona coś za ciebie. Bez niego wiele rzeczy nie byłoby możliwych.

To prawda. A teraz jeszcze z tej „zawodowej beczki”: slow fashion czyli świadome podejście do mody to ostatnio prężnie rozwijający się trend. Co wyróżnia markę Just Slow na tym tle?

Moje ubrania mają nie być modne, bo moda jest chwilowa i ulotna. Chcę, żeby ubrania just.slow były uniwersalne i ponadczasowe. Żeby można je było włożyć zawsze i na wiele okazji, a także, żeby pasowały do innych rzeczy, które już się w szafie znajdują. Stąd wybór bardzo stonowanych i jednolitych kolorów.

Moje ubrania mają być stylowe i kobiece. Podkreślać nasze atuty i ukrywać to, co aktualnie chcemy ukryć (o ile chcemy, śmiech). Dlatego tak ważny jest dla mnie krój. Oczywiście ogromne znaczenie ma to, z czego są wykonane i dlatego do pierwszej kolekcji został użyty dość unikatowy materiał, jakim jest bambus. Wybór nie jest przypadkowy i został poprzedzony wnikliwym rozeznaniem na rynku odzieżowym i tekstylnym.

Wiem, że ważne jest dla ciebie działanie w zgodzie z troską o naszą planetę. Jak to przekłada się na twoją pracę?

W codziennym, domowym życiu staram się myśleć, co wybieram. Ograniczam zużycie środków chemicznych, zastępuję je naturalnymi. To samo tyczy się kosmetyków. Sięgam po te ekologiczne, na bazie naturalnych składników. Staram się wybierać to, co jest w szkle lub zupełnie bez opakowania, a jeżeli już w plastiku, to takim, który nadaje się do recyklingu.

Podobnie w pracy. Wykroje układane są w szwalni tak, aby zminimalizować ilość odpadków, ubrania pakowane są bez użycia folii czy plastikowych elementów. Kartoniki czy papier, w którym wysyłam ubrania pochodzą z recyklingu. Uprawy bambusa, z którego uszyte są ubrania są ekologiczne, bo bambus rośnie szybko i nie wymaga kompletnie używania pestycydów. A sama tkanina jest niezwykle wytrzymała, dzięki czemu będzie długo służyła. To są małe, ale myślę, że dobre wybory, którymi mogę się przysłużyć naszej planecie.

Jasne, kropla drąży skałę! A powiedz, gdyby ktoś chciał coś przymierzyć, zobaczyć, dotknąć… można was spotkać stacjonarnie?

Marzę o swoim butiku i wierzę, że kiedyś będę mogła do niego zapraszać, ale na razie moje ubrania można jednak już teraz zobaczyć stacjonarnie w concept store FREEDOM w Krakowie, przy ulicy Parkowej 1. Serdecznie zapraszam wszystkich z Krakowa i nie tylko do odwiedzenia tego zaczarowanego miejsca. Na pewno będę szukała kolejnych miejsc, w innych miastach, które pozwolą na stacjonarną sprzedaż.

W jakim kierunku chciałabyś rozwijać markę?

Chciałabym zachować autentyczność i spójność marki. To, co tworzę jest w 100% zgodne ze mną i moim gustem. Zależy mi, żeby tak pozostało. Na pewno chciałabym mieć większą liczbę modeli, poszerzyć asortyment o dzianiny, np. swetry czy kardigany z bambusowej przędzy, a także w przyszłości o dodatki, które mogłyby być świetnym uzupełnieniem czy dopełnieniem tak prostych ubrań.

Niemniej jednak dalszy rozwój marki pod kątem kreacji, dalej widzę w takim minimalistycznym wydaniu, bo to mi w duszy gra. Interesują mnie też ekologiczne i nietypowe materiały, np. te tkane z przędzy konopnej czy pokrzywy. Jak już wcześniej wspomniałam na liście marzeń jest też własne miejsce, własny butik z ubraniami, ale do tego jeszcze daleka droga…

Co czujesz, gdy spotykasz na ulicy dziewczynę w sukience od Just Slow?

To wspaniałe uczucie, zobaczyć kogoś w ubraniu swojego projektu. Odbieram to jako nagrodę za moją pracę i potwierdzenie, że nie poszła na marne. Czuję się dowartościowana i mam apetyt na więcej.

Moja ostania klientka wybrała sukienkę w kolorze ecru na swój ślub cywilny… nie ukrywam, że wspaniale było „towarzyszyć” jej w tak wyjątkowym dniu.

Gdzie widzisz się za dwa-trzy lata?

Chciałabym robić nadal to, co kocham, co mnie interesuje, czyli tworzyć swoją markę odzieżową i być związana z branżą mody. Chciałabym się rozwijać w tym kierunku i poszerzać swoją wiedzę z zakresu konstrukcji odzieży, materiałoznawstwa, a także psychologii i marketingu mody. Chciałabym poszerzać swoją ofertę o kolejne, ekologiczne i nietypowe materiały. Krokiem rozwoju dla firmy z pewnością będą zagraniczne rynki sprzedaży i to też jest cel na mojej liście. Niemniej jednak, najważniejsza jest rodzina i za dwa-trzy lata, chciałabym nadal mieć dla niej czas i to jest mój priorytet.

Czym jest dla ciebie sukces?

Sukces nie ma dla mnie wymiaru materialnego. Sukces jest dla mnie uczuciem spełnienia i radości. Spokojem ducha i satysfakcją, że każdego dnia można się realizować i robić to, co się lubi, tak jak się lubi. To uczucie stabilizacji i komfortu psychicznego dzięki pracy, którą dobrze wykonałam i która znalazła grupę odbiorczą.

Co powiedziałabyś młodej mamie, które ma marzenie, ale nie bardzo wie, jak zacząć?

Żeby się nie bała. Żeby marzyła i realizowała marzenia. Żeby szukała wsparcia i pomocy w dążeniu do celu, bo znajdzie je zawsze. Mamy teraz naprawdę duże możliwości zarówno zmiany ścieżki zawodowej, jak i próbowania sił we własnym biznesie. Jest wiele miejsc, w których możemy się dokształcić, wyszkolić czy przebranżowić. Podobnie z możliwościami pozyskania środków na biznes.

Nie należy się obawiać, że się nie uda, że się nie da rady… bo kto jak nie my? Kobiety-mamy 🙂 Myślę też, że najlepszym wsparciem i motywacją jesteśmy same dla siebie, dlatego warto szukać i gromadzić wokół siebie takie kobiety, które próbują. Które się nie poddają i realizują swoje marzenia. One są dla nas najlepszym przykładem i pokazują, którędy można iść.

Dziękuję za rozmowę i życzę ci powodzenia w realizacji marzeń!

Dziękuję!

Zapraszamy na zakupy ze specjalnym 10% rabatem! Hasło: mamopracuj, ważny do końca 31.08.2019 r.

Zdjęcie główne i rodzinne: archiwum prywatne Justyny; zdjęcia z sesji: Anna Bąk Kolory Studio Fotografii

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kałużna
Spełniająca się żona, mama urwisa i urwiski, przedsiębiorca, redaktorka, muzyk. Z wykształcenia rosjoznawczyni i wokalistka. Ostatnio odkryłam, że artystyczną pasję można realizować... piekąc torty! Kocham słowo pisane, dobrą kuchnię, podróże w nieznane i letnie burze. I mocno wierzę w to, że samorealizacja ma wiele odsłon, często równolegle występujących.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail