Czego szukasz

Dwie przyjaciółki – psycholożki, dwie mamy, jedna firma. Jak to działa?

Magda Musiałowska-Paterek i Marta Migoń – założycielki Pracowni Emocji, mamy i przyjaciółki, a od niedawna wspólniczki w biznesie. Jak udaje się godzić życie rodzinne z zawodowym? Czy, kiedy się spotykają rozmawiają tylko o biznesie, czy jest też czas babskie rozmowy? Jakie są ciemne strony prowadzenia firmy i co dziewczyny motywuje do działania?

Dziewczyny, skąd pomysł na taki wspólny biznes?

Marta: Pomysł zrodził się zarówno z naszej pasji, jak i zauważonej potrzeby. Ja już na początku studiów zaczęłam pracować jako trener dzieci i młodzieży i wiedziałam, że chcę kształcić się i doskonalić umiejętności w tym zakresie. Odkąd zostałyśmy mamami, bliższa stała nam się tematyka wspierania rozwoju dziecka. Widzę, jak bardzo chłonne są umysły maluchów. Nauka nowych umiejętności przychodzi im naturalnie. Z drugiej strony Mały Człowiek jest zagubiony w świecie swoich emocji i reakcji dorosłych na jego zachowania.

Do założenia firmy bardzo zainspirowały mnie słowa Jacka Jakubowskiego, założyciela TROP-u i audycja radiowa, mówiące o tym, że międzynarodowe korporacje mają trudność z zatrudnianiem Polaków. Z jednej strony mamy potrzebne kompetencje, jesteśmy specjalistami, ale trudno jest się z nami dogadać. A jaki jest pożytek z pracownika, który nie umie dzielić się swoją wiedzą z innymi i nie jest w stanie współdziałać w zespole…? Pomyślałam, że te „miękkie” kompetencje należy rozwijać już u dzieci, a nie dopiero podczas szkoleń w firmach. Podzieliłam się tym z Magdą, a ona powiedziała, że od pewnego czasu to samo chodzi jej po głowie. Więc postanowiłyśmy zacząć działać… J

Magda: Od dawna myślałam o założeniu własnej firmy. Fascynuje mnie energia i potencjał drzemiący w młodych ludziach, który nie zawsze ma szansę zostać wykorzystany. W pewnym momencie na mojej drodze życiowej pojawiły się dzieci. Z zaciekawieniem obserwowałam ich reakcje, kreatywne pomysły, tempo uczenia się… To dopiero była energia i głód poznawania świata! Dzieci są świetnymi obserwatorami i często nie jesteśmy świadomi, że w ich zachowaniu odbija się nasze własne. Zrozumiałam, jak ważna jest świadomość swoich emocji i potrzeb w życiu i że należy rozwijać ją od najmłodszych lat, gdy umysł dziecka jest czysty i chłonny.

Gdy urodził się mój synek razem z nim od nowa uczyłam się doświadczać świat. Stałam się bardziej wyczulona na potrzeby Małego Człowieka, uczyłam się odczytywać sygnały, za pomocą, których próbował się komunikować. W pewnym momencie poczułam niedosyt wiedzy, więc podjęłam dodatkowe studia i zaczęłam „współpracować” z dziećmi. Bo praca z dziećmi to nie tylko „dawanie”. To, co od nich bierzemy wzbogaca nas samych i inspiruje do pracy nad sobą. Pomyślałam w pewnym momencie: jestem psychologiem, jestem mamą, lubię pracę z dziećmi, dlaczego nie spróbować? Potrzebowałam jednak wsparcia, kogoś kto będzie podzielał mój punkt widzenia, ale i będzie rozumiał, co to znaczy pracować i być mamą jednocześnie… Kogoś, kto „przejmie pałeczkę”, gdy na przykład mój synek się rozchoruje. I tak, od słowa do słowa, od spotkania do spotkania zaczęła powstawać Pracownia Emocji.

Nie chciałyście pracować na etacie?

Marta: Wcześniej, kiedy jeszcze nie miałam dziecka, pracowałam na etacie. Nie przeszkadzało mi to. Kiedy zaszłam w ciążę, stałam się jednak bardziej uważna na własne  potrzeby i uświadomiłam sobie, że chcę sama regulować swój czas pracy i zakres obowiązków. No i przede wszystkim robić to, co naprawdę lubię.

Czy korzystałyście z dotacji? Ile środków własnych musiałyście zainwestować w rozkręcenie firmy?

Marta: W takiej działalności głównie inwestuje się w siebie- trzeba stale się uczyć i uczestniczyć w szkoleniach, kursach, które oczywiście sporo kosztują. Ważna jest też inwestycja w marketing, tak aby ludzie mieli szansę usłyszeć, że istniejemy i prężnie działamy. Na szczęście, gdy ma się wokół życzliwych ludzi, którzy są w stanie zrobić pewne rzeczy „po kosztach”, to nie są duże wydatki. Starałyśmy się o dotację, jednak niestety z winy urzędniczego błędu nie udało nam się pozyskać dofinansowania.

Od jak dawna się znacie i przyjaźnicie?

Magda: Hm… myślę, że około 5 lat. Mąż Marty był przyjacielem moim i mojego obecnego męża. Któregoś wieczoru zaprosił Martę na wspólną imprezę J Już tamtego wieczoru dobrze nam się rozmawiało. Spotykaliśmy się coraz częściej, jeździliśmy razem na wakacje. „Razem” też byłyśmy w ciąży, Marta urodziła 3 miesiące po mnie. Ślub brała niemal w tym samym momencie co ja – nie dość, że się lubiłyśmy, to miałyśmy dużo ważnych momentów życiowych, które „przechodziłyśmy” razem. Mogłyśmy dzielić się swoimi emocjami, obawami, sukcesami. To nas bardzo zbliżyło.

Jak godzicie życie rodzinne z zawodowym. Jesteście mamami małych dzieci – Magda ma niespełna 3 letniego syna, Marta – 2,5 roczną córkę. Dzieci Was motywują do pracy, czy utrudniają prowadzenie firmy?

Marta: To trudne pytanie. Moja córeczka daje mi codziennie mnóstwo energii do działania, uczy, żeby radować się z każdego dnia. Staram się z nią rozmawiać o emocjach, uczyć komunikowania, zamiast płaczu i rzucania klockami, gdy coś jej się nie udaje. Widzę, że to daje efekty, co motywuje mnie do pracy w tym obszarze. Z drugiej strony, gdy mam po całym dniu spędzonym z dzieckiem usiąść wieczorem do komputera, bywa ciężko… Wszystkie mamy pewnie doskonale wiedzą, o czym mówię.

Magda: Najtrudniej jest znaleźć wolną chwilę w ciągu dnia. Ani moi rodzice ani rodzice mojego męża nie mieszkają w Warszawie. Ze względu na to, że mąż pracuje, a ja dodatkowo kilka godzin dziennie jestem na stażu, zdecydowaliśmy się posłać synka do żłobka. Kiedy wracamy do domu staram się, aby ten czas był tyko dla niego. Robimy razem różne rzeczy, chodzimy na spacery, budujemy garaże z klocków a czasem większość popołudnia leżymy, przytulamy się i oglądamy ulubione książeczki. Na pracę pozostaje wieczór, gdy synek zaśnie. Chwilami bywa ciężko, ale rozwijająca się w nim z dnia na dzień empatia, otwartość na innych, uśmiech i buziak przed zaśnięciem, daje siłę do działania i nadaje sens naszej pracy.

Jakie są ciemne strony prowadzenia firmy?

Marta: Niepewność. Należy zabiegać o klientów, a warunki społeczno- ekonomiczne są zmienne. Poza tym często pracując na etacie, wraz z zamknięciem komputera o godzinie 18.00 zapominamy o pracy. Natomiast myśli na temat swojej firmy, szczególnie na początku, towarzyszą nam zarówno przy zasypianiu, jak i zaraz po przebudzeniu.  

Magda: Na pewno takie, że w pewnym sensie „przynosimy” pracę do domu i „zabieramy” ze sobą na urlop J Jako założycielki i właścicielki Pracowni Emocji musimy wszystkiego dopilnować. To nie jest tak, że pracujemy „od – do”. Zawsze jest coś do zrobienia. Niektóre sprawy pojawiają się nagle i nie mogą czekać do jutra. Musimy być na to przygotowane. Na szczęście jesteśmy dwie, co przy małym dziecku jest dużym ułatwieniem. Kiedy któraś z nas nie może, druga przejmuje ster J Staramy się jednak rozgraniczać sprawy zawodowe od spotkań towarzyskich. Oprócz tego, że jesteśmy wspólniczkami, nasze rodziny się przyjaźnią. Na spotkania biznesowe umawiamy się we dwie, gdy natomiast spotykamy się z mężami i dziećmi czerpiemy przyjemność ze wspólnie spędzanych chwil J

Kto Was wspiera na co dzień? Kto pomaga w firmie? Kto zajmuje się dziećmi kiedy pracujecie?

Marta: Dla mnie dużym wsparciem jest rodzina. Mąż, który od początku kibicował rozkręceniu własnego biznesu i dał mi wiele merytorycznych wskazówek, jako że „siedzi w branży” i mama, której w zasadzie zawsze w kryzysowym momencie mogę podrzucić córeczkę i chętnie się nią zaopiekuje. Oczywiście bardzo trudno byłoby mi zajmować się małym dzieckiem i jednocześnie prowadzić firmę. Dlatego zdecydowałam, że córka będzie uczęszczała na kilka godzin dziennie do przedszkola.

Magda: Przede wszystkim mąż, rodzina, przyjaciele. Dużym wsparciem dla siebie nawzajem jesteśmy też my same. Odkąd powstał pomysł Pracowni Emocji pojawiło się na naszej drodze wiele życzliwych osób, które spieszyły z bezinteresowną pomocą. To bardzo miłe doświadczenie, kiedy okazuje się, że obca do tej pory osoba jest gotowa poświęcić swój czas i energię, by wspomóc naszą Pracownie w stawianiu pierwszych kroków.

Wasze słowo zachęty dla mam, które chciałyby pójść własną, nową drogą?

Marta: Drogie mamy, zachęcam Was, żebyście realizowały swoje marzenia i wierzyły we własną siłę. Skoro wydałyście na świat dziecko i na co dzień radzicie sobie z jego wychowaniem i zajmowaniem się domem, to możecie góry przenosić!

Magda: Kobiety, odwagi!  Ważne, ale i trudne jest uświadomienie sobie, że nie tylko dziecko jest ważne, ale również ważna jestem ja, mama. Opiekując się dzieckiem i domem łatwo jest zapomnieć o sobie i swoich potrzebach. Myślimy o dobru naszych pociech i bliskich, odkładają na bok nasze marzenia. Musimy pamiętać, że mamy i ich pragnienia są tak samo ważne jak ich dzieci. Zadowolona mama to przecież zadowolone dziecko. Realizujmy siebie, dając przykład naszym dzieciom, że jeśli się do czegoś konsekwentnie dąży można to osiągnąć, pomimo pojawiających się po drodze trudności.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Joanna Gotfryd

www.pracownia-emocji.pl

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Podyskutuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie