Czego szukasz

Dwie przyjaciółki – psycholożki, dwie mamy, jedna firma. Jak to działa?

Magda Musiałowska-Paterek i Marta Migoń – założycielki Pracowni Emocji, mamy i przyjaciółki, a od niedawna wspólniczki w biznesie. Jak udaje się godzić życie rodzinne z zawodowym? Czy, kiedy się spotykają rozmawiają tylko o biznesie, czy jest też czas babskie rozmowy? Jakie są ciemne strony prowadzenia firmy i co dziewczyny motywuje do działania?

Dziewczyny, skąd pomysł na taki wspólny biznes?

Marta: Pomysł zrodził się zarówno z naszej pasji, jak i zauważonej potrzeby. Ja już na początku studiów zaczęłam pracować jako trener dzieci i młodzieży i wiedziałam, że chcę kształcić się i doskonalić umiejętności w tym zakresie. Odkąd zostałyśmy mamami, bliższa stała nam się tematyka wspierania rozwoju dziecka. Widzę, jak bardzo chłonne są umysły maluchów. Nauka nowych umiejętności przychodzi im naturalnie. Z drugiej strony Mały Człowiek jest zagubiony w świecie swoich emocji i reakcji dorosłych na jego zachowania.

Do założenia firmy bardzo zainspirowały mnie słowa Jacka Jakubowskiego, założyciela TROP-u i audycja radiowa, mówiące o tym, że międzynarodowe korporacje mają trudność z zatrudnianiem Polaków. Z jednej strony mamy potrzebne kompetencje, jesteśmy specjalistami, ale trudno jest się z nami dogadać. A jaki jest pożytek z pracownika, który nie umie dzielić się swoją wiedzą z innymi i nie jest w stanie współdziałać w zespole…? Pomyślałam, że te „miękkie” kompetencje należy rozwijać już u dzieci, a nie dopiero podczas szkoleń w firmach. Podzieliłam się tym z Magdą, a ona powiedziała, że od pewnego czasu to samo chodzi jej po głowie. Więc postanowiłyśmy zacząć działać… J

Magda: Od dawna myślałam o założeniu własnej firmy. Fascynuje mnie energia i potencjał drzemiący w młodych ludziach, który nie zawsze ma szansę zostać wykorzystany. W pewnym momencie na mojej drodze życiowej pojawiły się dzieci. Z zaciekawieniem obserwowałam ich reakcje, kreatywne pomysły, tempo uczenia się… To dopiero była energia i głód poznawania świata! Dzieci są świetnymi obserwatorami i często nie jesteśmy świadomi, że w ich zachowaniu odbija się nasze własne. Zrozumiałam, jak ważna jest świadomość swoich emocji i potrzeb w życiu i że należy rozwijać ją od najmłodszych lat, gdy umysł dziecka jest czysty i chłonny.

Gdy urodził się mój synek razem z nim od nowa uczyłam się doświadczać świat. Stałam się bardziej wyczulona na potrzeby Małego Człowieka, uczyłam się odczytywać sygnały, za pomocą, których próbował się komunikować. W pewnym momencie poczułam niedosyt wiedzy, więc podjęłam dodatkowe studia i zaczęłam „współpracować” z dziećmi. Bo praca z dziećmi to nie tylko „dawanie”. To, co od nich bierzemy wzbogaca nas samych i inspiruje do pracy nad sobą. Pomyślałam w pewnym momencie: jestem psychologiem, jestem mamą, lubię pracę z dziećmi, dlaczego nie spróbować? Potrzebowałam jednak wsparcia, kogoś kto będzie podzielał mój punkt widzenia, ale i będzie rozumiał, co to znaczy pracować i być mamą jednocześnie… Kogoś, kto „przejmie pałeczkę”, gdy na przykład mój synek się rozchoruje. I tak, od słowa do słowa, od spotkania do spotkania zaczęła powstawać Pracownia Emocji.

Nie chciałyście pracować na etacie?

Marta: Wcześniej, kiedy jeszcze nie miałam dziecka, pracowałam na etacie. Nie przeszkadzało mi to. Kiedy zaszłam w ciążę, stałam się jednak bardziej uważna na własne  potrzeby i uświadomiłam sobie, że chcę sama regulować swój czas pracy i zakres obowiązków. No i przede wszystkim robić to, co naprawdę lubię.

Czy korzystałyście z dotacji? Ile środków własnych musiałyście zainwestować w rozkręcenie firmy?

Marta: W takiej działalności głównie inwestuje się w siebie- trzeba stale się uczyć i uczestniczyć w szkoleniach, kursach, które oczywiście sporo kosztują. Ważna jest też inwestycja w marketing, tak aby ludzie mieli szansę usłyszeć, że istniejemy i prężnie działamy. Na szczęście, gdy ma się wokół życzliwych ludzi, którzy są w stanie zrobić pewne rzeczy „po kosztach”, to nie są duże wydatki. Starałyśmy się o dotację, jednak niestety z winy urzędniczego błędu nie udało nam się pozyskać dofinansowania.

Od jak dawna się znacie i przyjaźnicie?

Magda: Hm… myślę, że około 5 lat. Mąż Marty był przyjacielem moim i mojego obecnego męża. Któregoś wieczoru zaprosił Martę na wspólną imprezę J Już tamtego wieczoru dobrze nam się rozmawiało. Spotykaliśmy się coraz częściej, jeździliśmy razem na wakacje. „Razem” też byłyśmy w ciąży, Marta urodziła 3 miesiące po mnie. Ślub brała niemal w tym samym momencie co ja – nie dość, że się lubiłyśmy, to miałyśmy dużo ważnych momentów życiowych, które „przechodziłyśmy” razem. Mogłyśmy dzielić się swoimi emocjami, obawami, sukcesami. To nas bardzo zbliżyło.

Jak godzicie życie rodzinne z zawodowym. Jesteście mamami małych dzieci – Magda ma niespełna 3 letniego syna, Marta – 2,5 roczną córkę. Dzieci Was motywują do pracy, czy utrudniają prowadzenie firmy?

Marta: To trudne pytanie. Moja córeczka daje mi codziennie mnóstwo energii do działania, uczy, żeby radować się z każdego dnia. Staram się z nią rozmawiać o emocjach, uczyć komunikowania, zamiast płaczu i rzucania klockami, gdy coś jej się nie udaje. Widzę, że to daje efekty, co motywuje mnie do pracy w tym obszarze. Z drugiej strony, gdy mam po całym dniu spędzonym z dzieckiem usiąść wieczorem do komputera, bywa ciężko… Wszystkie mamy pewnie doskonale wiedzą, o czym mówię.

Magda: Najtrudniej jest znaleźć wolną chwilę w ciągu dnia. Ani moi rodzice ani rodzice mojego męża nie mieszkają w Warszawie. Ze względu na to, że mąż pracuje, a ja dodatkowo kilka godzin dziennie jestem na stażu, zdecydowaliśmy się posłać synka do żłobka. Kiedy wracamy do domu staram się, aby ten czas był tyko dla niego. Robimy razem różne rzeczy, chodzimy na spacery, budujemy garaże z klocków a czasem większość popołudnia leżymy, przytulamy się i oglądamy ulubione książeczki. Na pracę pozostaje wieczór, gdy synek zaśnie. Chwilami bywa ciężko, ale rozwijająca się w nim z dnia na dzień empatia, otwartość na innych, uśmiech i buziak przed zaśnięciem, daje siłę do działania i nadaje sens naszej pracy.

Jakie są ciemne strony prowadzenia firmy?

Marta: Niepewność. Należy zabiegać o klientów, a warunki społeczno- ekonomiczne są zmienne. Poza tym często pracując na etacie, wraz z zamknięciem komputera o godzinie 18.00 zapominamy o pracy. Natomiast myśli na temat swojej firmy, szczególnie na początku, towarzyszą nam zarówno przy zasypianiu, jak i zaraz po przebudzeniu.  

Magda: Na pewno takie, że w pewnym sensie „przynosimy” pracę do domu i „zabieramy” ze sobą na urlop J Jako założycielki i właścicielki Pracowni Emocji musimy wszystkiego dopilnować. To nie jest tak, że pracujemy „od – do”. Zawsze jest coś do zrobienia. Niektóre sprawy pojawiają się nagle i nie mogą czekać do jutra. Musimy być na to przygotowane. Na szczęście jesteśmy dwie, co przy małym dziecku jest dużym ułatwieniem. Kiedy któraś z nas nie może, druga przejmuje ster J Staramy się jednak rozgraniczać sprawy zawodowe od spotkań towarzyskich. Oprócz tego, że jesteśmy wspólniczkami, nasze rodziny się przyjaźnią. Na spotkania biznesowe umawiamy się we dwie, gdy natomiast spotykamy się z mężami i dziećmi czerpiemy przyjemność ze wspólnie spędzanych chwil J

Kto Was wspiera na co dzień? Kto pomaga w firmie? Kto zajmuje się dziećmi kiedy pracujecie?

Marta: Dla mnie dużym wsparciem jest rodzina. Mąż, który od początku kibicował rozkręceniu własnego biznesu i dał mi wiele merytorycznych wskazówek, jako że „siedzi w branży” i mama, której w zasadzie zawsze w kryzysowym momencie mogę podrzucić córeczkę i chętnie się nią zaopiekuje. Oczywiście bardzo trudno byłoby mi zajmować się małym dzieckiem i jednocześnie prowadzić firmę. Dlatego zdecydowałam, że córka będzie uczęszczała na kilka godzin dziennie do przedszkola.

Magda: Przede wszystkim mąż, rodzina, przyjaciele. Dużym wsparciem dla siebie nawzajem jesteśmy też my same. Odkąd powstał pomysł Pracowni Emocji pojawiło się na naszej drodze wiele życzliwych osób, które spieszyły z bezinteresowną pomocą. To bardzo miłe doświadczenie, kiedy okazuje się, że obca do tej pory osoba jest gotowa poświęcić swój czas i energię, by wspomóc naszą Pracownie w stawianiu pierwszych kroków.

Wasze słowo zachęty dla mam, które chciałyby pójść własną, nową drogą?

Marta: Drogie mamy, zachęcam Was, żebyście realizowały swoje marzenia i wierzyły we własną siłę. Skoro wydałyście na świat dziecko i na co dzień radzicie sobie z jego wychowaniem i zajmowaniem się domem, to możecie góry przenosić!

Magda: Kobiety, odwagi!  Ważne, ale i trudne jest uświadomienie sobie, że nie tylko dziecko jest ważne, ale również ważna jestem ja, mama. Opiekując się dzieckiem i domem łatwo jest zapomnieć o sobie i swoich potrzebach. Myślimy o dobru naszych pociech i bliskich, odkładają na bok nasze marzenia. Musimy pamiętać, że mamy i ich pragnienia są tak samo ważne jak ich dzieci. Zadowolona mama to przecież zadowolone dziecko. Realizujmy siebie, dając przykład naszym dzieciom, że jeśli się do czegoś konsekwentnie dąży można to osiągnąć, pomimo pojawiających się po drodze trudności.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Joanna Gotfryd

www.pracownia-emocji.pl

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Podyskutuj

Po urlopie macierzyńskim zostałam wirtualną asystentką – elastyczna i zdalna praca dla mamy – historia Joanny

Joanna Figiel-Polko wcześniej pracowała jako nauczycielka. Podczas urlopu macierzyńskiego zdecydowała się przebranżowić - została wirtualną asystentką. Pracuje z misją, elastycznie i tyle, ile chce i może. Czy to idealna praca dla mamy? Tak, pod warunkiem, że... sprawdź sama i przekonaj się, czy to także może być zawód dla Ciebie?
kobieta w okularach

Wirtualna asystentka – zdalna praca dla mamy

Jeśli chcesz zdobyć nowy zawód, by móc pracować zdalnie – sprawdź szczegóły kursu:

Wirtualna Asystentka & Social Media Ninja

Podając kod mamopracuj dostaniesz 5% zniżki na kurs i równocześnie wesprzesz działania naszego portalu!

Najbliższa edycja startuje już wkrótce – zarezerwuj miejsce dla siebie!

Asiu, byłaś nauczycielką języka polskiego, a obecnie pracujesz jako wirtualna asystentka. Dlaczego postanowiłaś się przebranżowić?

Pracowałam w szkole 10 lat i zawód nauczyciela dawał mi wiele satysfakcji. Uwielbiam młodzież i choć pracowałam w specyficznym i wymagającym środowisku, czułam, że się spełniam. W to co robię, angażuję się zawsze na 100% i kiedy urodziłam pierwsze dziecko, powoli docierało do mnie, że nie mogę i nie chcę pracować zawsze w biegu, w pośpiechu i w ciągłym stresie.

To był też czas wielkich zmian w systemie edukacji, z którymi trudno było mi się pogodzić, bo sens pracy nauczyciela zagubił się między biurokracją a procedurami. W czasie drugiej ciąży zdecydowałam o zmianie zawodu. Chciałam zmiany, poczucia sprawczości, niezależności w decyzjach. Obawiałam się tylko, że trudno mi będzie gdzieś indziej realizować wewnętrzne poczucie misji, bo to zawsze mi towarzyszyło w pracy nauczyciela.

Skąd pomysł na przebranżowienie na wirtualną asystentkę?

Wcale nie miałam takiego pomysłu!

Nawet nie miałam pojęcia, że wirtualna asystentka to zawód, a nie chatbot na stronach internetowych.

Chciałam pracować jako programistka i postanowiłam się nauczyć Javy. Wybrałam bootcamp Java Developer w Future Collars.

Mimo że byłam świadoma, że to bardzo intensywny i wymagający kurs, podjęłam się i w każdej wolnej chwili siadałam do nauki. Niestety, przeliczyłam swoje możliwości i choć rodzina wspierała mnie bardzo, nie byłam w stanie nadążyć za grupą.

Pojawiły się problemy zdrowotne w drugiej ciąży i stres, że mi się nie uda. Postanowiłam odłożyć naukę na później, choć z dwójką dzieci nie umiałam sobie tego wyobrazić. Gdyby jednak nie okoliczności zewnętrzne, z pewnością kontynuowałabym naukę programowania.

Z pomocą przyszła Paulina z Future Collars, która opowiedziała mi o wirtualnej asystentce i zaproponowała, żebym spróbowała sił w tym zawodzie. To był strzał w dziesiątkę – potrzebowałam i tego pomysłu, motywacji i nowej możliwości.

Skoro to nie chatbot, to kim jest wirtualna asystentka?

Wirtualna asystentka lub asystent to ogólna nazwa dla osób, które wspierają właścicieli biznesów w codziennych obowiązkach. Te obowiązki mogą być bardzo różne i dotyczyć kwestii administracyjnych, obsługi klienta, marketingu, a nawet pomocy w sprawach prywatnych. Klienci potrzebują wsparcia na kilka godzin tygodniowo, ale nie chcą zatrudniać etatowego pracownika. Wszystko odbywa się zdalnie.

Freelancerzy tak działają od zawsze, nie jestem przekonana, czy to całkiem nowy zawód. Jedno jest pewne – przyspieszona cyfryzacja, przenoszenie biznesów do świata online i trendy na rynku powodują, że na usługi wirtualnej asystentki popyt nieustannie rośnie.

Wirtualna asystentka może specjalizować się w różnych zadaniach – uważam to za atut. Nie muszę znać się na wszystkim, nie muszę lubić wszystkich zadań, nie muszę pracować z kimś, z kim nie potrafię się porozumieć.

Poznaj jeszcze historię Eli Wolińskiej – Wirtualna Asystentka bez tajemnic!

Różne są też sposoby rozliczania za pracę. Ja rozliczam się za godzinę pracy, której czas dokładnie mierzę za pomocą specjalnego programu. Czasem wyceniam pracę na podstawie zadania, które muszę wykonać.

Jak można zostać wirtualną asystentką?

Opowiem, jak to było ze mną, bo sposobów jest wiele i na pewno każda zainteresowana tym zajęciem osoba znajdzie coś dla siebie. W Internecie jest sporo bezpłatnej wiedzy, grupy na Facebooku, blogi i artykuły na ten temat. Znajdujemy też mnóstwo e-booków, które mają różną wartość merytoryczną i ceny. Wiele wirtualnych asystentek chętnie udziela pomocy, inne oferują mentoring, kursy.

Ten ogrom wiedzy i możliwości to przekleństwo. Można na długie tygodnie zakopać się w sieci, pochłaniając wiedzę i odkładając decyzję, że to już czas na poszukiwanie klientów.

Mnie na szczęście to ominęło, bo wpadłam trochę znienacka na kurs, rozejrzałam się i wyszłam bardzo zadowolona, zaopatrzona w uporządkowaną wiedzę, z kontaktami i koleżankami po fachu, na których pomoc mogę liczyć.

Kurs jest intensywny, a kolejne moduły są różnorodne. Pozwala to na zapoznanie się pracą WA w różnych obszarach – od copywritingu, przez social media po budowanie własnej marki i tajniki freelancingu.

Sporo czasu mentorki poświęciły też na zasady współpracy z klientami – to ważne, bo można umieć wiele, ale trzeba jeszcze to pokazać i jakoś zacząć.

Na tej bazie budowałam swoją ofertę, zastanawiałam się, co mogę zaoferować klientom na już, a w czym się rozwinę i za jakiś czas będę mogła włączyć do swoich usług.

Ledwo skończyłam kurs, a już miałam na koncie pierwsze zlecenie.

Wystraszyłam się, że jednak rynek jest przesycony asystentkami, bo nagle zleceń było mniej. To był efekt lockdownu i widma kryzysu. Był też taki moment, że musiałam odmawiać potencjalnym klientom lub nie odpowiadać na ogłoszenia. Moce przerobowe z dziećmi na pokładzie kurczyły się szybko.

Przeczytaj również: Mama bliźniaków pracuje zdalnie – historia Agnieszki, wirtualnej asystentki.

Czy wirtualna asystentka to dobry zawód dla mamy?

Uważam, że dobry jak każdy inny z możliwością pracy zdalnej. Jednak praca z domu przy dzieciach to wyzwanie. Nie mogę sobie pozwolić na pełen etat, ale cenię sobie elastyczność i to, że mogę pracować w dowolnym czasie i miejscu. Mogę zdecydować, ile godzin miesięcznie jestem w stanie pracować i pod tym kątem szukać współpracy.

Łatwo jednak wpaść w pułapkę myślenia, że można pracować dla klienta między kaszką a spacerkiem. Nie można, a na pewno nie efektywnie. Gdybym nadal uczyła w szkole, obecnie zdalnie, miałabym podobne dylematy.

Katar przedszkolaka jest bezwzględny i atakuje bez ostrzeżenia. Ząbkowanie u półroczniaka też nie czeka, aż mama skończy większy projekt. Najgorzej jest, kiedy wydaje Ci się, że dzieci spokojnie się bawią, więc można zadzwonić i szybko coś ustalić. Zawsze, ale to zawsze tłem rozmowy są ryki i piski. Dlatego jeśli coś mogę załatwić wiadomością e-mail lub na komunikatorze, korzystam z tej możliwości.

Bywa też, że jedno dziecko w nocy się budzi i odsypia w dzień, ale to drugie śpi w nocy i cały dzień jest rześkie jak skowronek. Wtedy nie ma mowy o pracy – ani rano, ani w nocy… Najlepiej kiedy dzieci są zaopiekowane przez drugiego rodzica, babcię, nianię lub placówkę – nawet przez 3-4 godzin dziennie. Tak pracuje się najefektywniej.

Podsumowując – tak, wirtualna asysta to świetny zawód dla mamy, która nie planuje pracować 8 godzin dziennie w sztywnych godzinach, potrafi rozdzielić życie rodzinne od zawodowego i pogodzić się z tym, że praca zdalna to nie wakacje z laptopem pod plamą.

Jednak polecam, bo daje wiele satysfakcji, mnóstwo wiedzy i gwarantuje rozwój!

Jako asystentka dbasz o organizację spraw Twoich klientów, a jak wygląda organizacja u Ciebie w domu?

Nie lubię tego wytartego powiedzenia, że “wszystko jest kwestią organizacji”. Najbardziej misterny plan przy małych dzieciach częściej się nie udaje, niż udaje. Wolę już pogodzić się z tym, że plan to pewna możliwość.

Wykorzystuję każdy wolny czas na pracę i rozwój. Bardzo lubię ten “czas tylko dla mnie”, bo uwielbiam swoją pracę. Mam fantastycznych klientów, którzy znają moją sytuację osobistą i nadal chcą ze mną współpracować. Do deadlinów zawsze dodaję 1 dzień, nie biorę zleceń “na wczoraj”, daję znać, że czegoś nie zrobię – to kwestia szacunku do pracy i osób, z którymi współpracuję.

Oprócz dzieci w domu są jeszcze inne obowiązki – tymi dzielę się z mężem, który na równo ze mną gotuje, sprząta, zajmuje się dziećmi. Chyba od dwóch lat nie byłam na dużych zakupach spożywczych i wcale za tym nie tęsknię. Dziadkowie angażują się, jak tylko mogą. Mieszkamy daleko od nich, więc to pomoc okazjonalna, ale jestem za nią bardzo wdzięczna, a jeszcze bardziej za ich gotowość.

Czy masz jakieś rady, lifehacki na godzenie życia rodzinnego i zawodowego?

Mam! Przede wszystkim przestałam zauważać rozrzucone po całym mieszkaniu zabawki. Niby nic, ale zamiast się denerwować i zbierać je za każdym, czyli 100 razy dziennie, wolę w tym czasie pobawić się z dziećmi lub poczytać.

Mamy w mieszkaniu miejsce do pracy i choć to kuchnia, komputer nie stoi na stole do wspólnych posiłków i nie służy do rozrywki. Rozdzielam pracę i dom, jak tylko się da. Syn już nawet nie próbuje siadać na krzesło przy biurku, choć kusi, bo jest obrotowe. Mąż też czasem pracuje z domu, więc wtedy dzielimy się sprawiedliwie czasem na pracę i na opiekę nad maluchami, i zawsze wydzielamy czas na wspólne z dziećmi zabawy lub spacer. Inne sprawy mogą poczekać.

Mam świadomość, że nie zrobię więcej w czasie przeznaczonym na pracę. Wolę mieć mniej zleceń i zrobić je zgodnie z umową. Myślę, że za jakiś czas, kiedy będę miała nieco więcej czasu, to zaprocentuje.

Pomaga przedszkole, żłobek, opiekunka, doraźna pomoc innych. Lubię radzić sobie sama, ale teraz wiem, że męczenie się do upadłego nikomu nie służy. Jeśli potrzebuję, proszę o pomoc – męża, rodzinę, koleżankę. Mam przemiłą sąsiadkę, starszą panią, które bardzo lubi moje dzieci, a dzieci ją. Korzystam z jej pomocy w naprawdę awaryjnych sytuacjach, ale świadomość, że mogę zawsze zadzwonić, jest kojąca.

W obowiązkach zawodowych stawiam na komunikację i automatyzację pracy. Jeśli mogę coś uprościć, robię to. Staram się nie robić dwa razy tego samego. A jeśli nie jestem pewna, jakiego efektu oczekują moi klienci – pytam, bo to pozwala oszczędzić czas ich i mój.

Przeczytaj również: Wirtualna asystentka bez tajemnic – jak pracuje, co robi i czy chodzi na urlop?

Co daje Ci Twoja praca?

Wybór – mogę decydować, ile chcę pracować i z kim. Specjalizuję się w copywritingu z dwóch powodów: lubię to i mogę pracować w nocy albo wcześnie rano.

Poczucie niezależności – w czasie kursu Wirtualna Asystentka i Social Media Ninja okazało się, że mam wiele umiejętności, które mogę zaoferować klientom. Nie muszę robić czegoś, czego nie lubię. Chociaż mam doświadczenie w telefonicznej obsłudze klienta, nie lubię załatwiać spraw przez telefon.

Rozwój – chciałabym poszerzać sukcesywnie ofertę. Cieszę się, że mogę budować swoją markę osobistą w swoim tempie. Wiem, że wysiłek się zwróci.

Pierwszy urlop macierzyński wykorzystałam jako czas dla mojej rodziny, drugi – na rozwój. Wiedziałam, że jeśli nie zrobię czegoś przed narodzinami córki, po jej urodzeniu nie ruszę z pewnością. Byłam już trochę zmęczona stagnacją zawodową, brakowało mi kontaktów z ludźmi, zajęcia dla głowy innego niż opieka nad dziećmi.

Zawsze byłam bardzo aktywna zawodowo, działałam dodatkowo poza godzinami pracy i nie znosiłam bezczynności. Moja obecna praca pozwala mi łączyć wszystkie potrzeby – pracy, działania, wspierania innych i jednocześnie nie pozbawia mnie radości macierzyństwa. Jestem z dziećmi, uczestniczę w ich rozwoju, nic mnie nie omija.

Czy wcześniejsze doświadczenie nauczycielskie pomaga w pracy wirtualnej asystentki?

Zdecydowanie warto zacząć zmiany zawodowe od budowania nowego na tym, co już się ma i się wie. Jako nauczycielka spędzałam długie godziny na komunikacji, ciągle coś negocjowałam, sprzedawałam (wiedzę, umiejętności – wśród uczniów mało popularny towar), obsługiwałam klientów (uczniów, rodziców, załatwiałam kwestie urzędowe), a do tego tworzyłam, pisałam, koordynowałam, zarządzałam, organizowałam, weryfikowałam… To dokładnie to, co robię teraz!

Z jedną rzeczą długo się zmagałam – pokora wobec oczekiwań klientów. Nauczyciel, wiadomo, wie lepiej. A nauczyciel polonista nie dość, że wie lepiej, to jeszcze jest przywiązany do swojego stylu, przecinków i rozprawek. Nadal pracuję nad sobą, ale przecinków nie odpuszczam!

Mam też doświadczenie w obsłudze klienta i w organizacji eventów. Bardzo cenię sobie każdą praktykę i to, że mogłam się sprawdzić. Dzięki różnym doświadczeniom wiem, czego chcę i wiem, czego nie chcę.

Czy pamiętasz swojego pierwszego klienta?

Tak, to była cudowna współpraca z Karoliną, która wybrała moją ofertę. Zleciła mi korektę, redakcję i skład e-booka. Pamiętam, że miałam problemy z wyceną zlecenia i na obecne standardy pracowałam niemal za darmo, ale współpraca była sympatyczna, bezproblemowa, dla mnie rozwijająca. Zyskałam wiedzę i pewność, że jestem potrzebna.

A co z misją?

No właśnie! Wirtualna asysta pozwala decydować, z kim chcę pracować. Mam szczęście do klientów, dla których misja też jest ważna. Daje mi to poczucie, że robię coś ważnego dzięki tym, z którymi pracuję. Od pierwszego zlecenia pracuję z biznesami, które kierują się podobnymi wartościami do moich. Dzięki temu wierzę w to, co robię.

Przeczytaj również: Zostań wirtualną asystentką i pracuj z domu – nowy zawód w 8 tygodni!

Tego Ci życzę w takim razie – klientów z misją i spełnienia na polu zawodowym i osobistym. Dziękuję za rozmowę.

Jeśli chcesz zdobyć nowy zawód, by móc pracować zdalnie – sprawdź szczegóły kursu

Wirtualna Asystentka & Social Media Ninja


Podając kod mamopracuj dostaniesz 5% zniżki na kurs i równocześnie wesprzesz działania naszego portalu!

Najbliższa edycja startuje już wkrótce – zarezerwuj swoje miejsce już dzisiaj.

Zdjęcie: archiwum prywatne Joanny

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.

7 kroków jak wystartować z własnym biznesem, wykorzystując podejście Design Thinking?

Masz pomysł na biznes, ale nie masz pewności czy jest on dostatecznie dobry i czy znajdziesz klientów? Wykorzystaj narzędzia Design Thinking, aby to tanio i szybko sprawdzić. Stwórz produkt lub usługę, którą pokochają Twoi klienci.
zespół pracuje nad strategią biznesu

Jak wystartować z własnym biznesem wykorzystując podejście Design Thinking?

Design Thinking to kreatywna metoda rozwiązywania problemów, wykorzystywana przez wiele znanych i świetnie prosperujących firm tj. Google, Apple czy AirbNB do tworzenia innowacyjnych i użytecznych produktów lub usług. Metoda ta została spopularyzowana przez Tima Browna z firmy IDEO i jest jednym z kierunków wykładanych na uniwersytecie Stanford.

Design Thinking sprawdza się również dla przedsiębiorców, którzy chcą wystartować z własnym biznesem w sposób sprawdzony i efektywny. Na czym polega to podejście i jak je wykorzystać? Oto mapa 7 prostych kroków do wykonania.

Krok 1: Zdefiniuj kto jest użytkownikiem Twojego rozwiązania

Zastanów się i stwórz listę ludzi doświadczających problemu, który chcesz rozwiązać. Zastanów się i wypisz do kogo dokładnie kierujesz swój produkt i usługę, kto będzie go używał oraz kto będzie za niego płacił. Upewnij się, że masz przynajmniej 10 takich osób na swojej liście.

Dla przykładu jeśli Twój biznes miałby polegać na szyciu ubranek dla dzieci to Twoja lista powinna zawierać dzieci (użytkownicy produktu) oraz ich rodziców czy dziadków (osoby kupujące).

Krok 2: Umów się na rozmowę z konkretnymi osobami z Twojej grupy docelowej

Spójrz na swoją listę z kroku 1 i zastanów się kogo znasz, kto dobrze wpisuje się w profil Twoich odbiorców. Dopasuj konkretne imiona i nazwiska i umów się na 30-40 min rozmowę. Prowadząc rozmowę Twoim celem będzie poznanie punktu widzenia, historii, doświadczeń i preferencji tych konkretnych osób w obszarze, który dotyczy Twojego biznesu.

Przeczytaj także: Dlaczego warto korzystać z Design Thinking?

Krok 3: Przygotuj scenariusz rozmowy

Zanim przeprowadzisz rozmowę, dobrze przygotuj się do jej poprowadzenia. Kluczowe jest tutaj stworzenie listy dobrych pytań.

W Design Thinking rozmowy służą poznaniu punktu widzenia, preferencji, nawyków, zachowań i przekonań odbiorców, aby wychwycić co jest dla nich ważne i zidentyfikować ich najważniejsze potrzeby. Dobre pytania to pytania o ich doświadczenia i historie w interesującym Cię obszarze, pytania, których warto unikać to pytania o opinie na temat Twojego pomysłu i dyskutowanie rozwiązań, które już wymyśliłaś.

Oto przykładowe pytania jakie mogłabyś zadać rodzicom pracując nad produktem ubranek dla dzieci:

  • Jak często kupujesz ubranka swoim dzieciom? Gdzie najczęściej kupujesz i co bierzesz pod uwagę?
  • Opowiedz mi o swoich ostatnich doświadczeniach z zakupem i użytkowaniem zakupionych ubranek dla dzieci.
  • Opowiedz mi o swoim najlepszym / najgorszym doświadczeniu z ubrankami dla dziecka. Dlaczego to doświadczenie było najlepsze / najgorsze?

Krok 4: Przeprowadź rozmowy i zapisz najważniejsze wnioski

W kolejnym kroku po prostu przeprowadź swoje rozmowy, robiąc z nich szczegółowe notatki. Zapewne będziesz zaskoczona jak wiele nowych wartościowych informacji Ci dostarczą! Po każdej rozmowie wypisz: co się zaskoczyło, co często się powtarza, co wydaje Ci się najważniejsze. Spróbuj wypisać najważniejsze potrzeby swoich odbiorców, jakie zauważasz.

Krok 5: Dopracuj swój pomysł w oparciu o potrzeby odbiorców

Patrząc na potrzeby Twoich użytkowników i zapisane wnioski, włącz dobrą muzykę i wypisz pomysły na to, jak możesz dopracować swój pomysł, aby jeszcze lepiej spełniał ważne potrzeby Twojej grupy docelowej. Możesz zaprosić kilka innych wspierających Cię osób do wspólnego generowania pomysłów. Na koniec pogrupuj podobne pomysły razem i zdecyduj, który ostatecznie chcesz wypróbować.

Krok 6: Stwórz prototyp swojego rozwiązania i zaplanuj rynkowy test

Kiedy masz już konkretny i dopracowany pomysł na swój biznes warto sprawdzić czy znajdziesz na niego klientów. Aby zrobić to mądrze i oszczędzić sobie niepotrzebnych kosztów warto jest najpierw sprawdzić czy Twój pomysł sprawdzi się na rynku, czy znajdą się na niego klienci zanim zaczniesz w niego inwestować.

Możesz to zrobić przeprowadzając rynkowy test i przygotowując prototyp swojego rozwiązania. Chodzi o to, aby nie mając fizycznie gotowego produktu, dać swoim klientom wrażenie, że on już istnieje i sprawdzić jak na niego zareagują.

Dla przykładu możesz umieścić zdjęcia lub filmik prezentujący Twój produkt i umieścić go na stronie www. Link do strony promujesz w mediach społecznościowych lub wykorzystując swoje prywatne kontakty, a następnie sprawdzasz ile osób zdecydowało się zamówić Twój produkt.

Interesują Cię nasze propozycje dla rodziców?

Zapisz się do newslettera Mamo Pracuj i nie przegap żadnych nowości!

Zapisując się na newsletter, wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych na zasadach określonych w polityce prywatności. W każdej chwili zgodę możesz wycofać.

Krok 7: Porzuć, zmień lub zrealizuj swój pomysł

W zależności od tego, co pokazał test rynkowy, wybierasz jeden z trzech kierunków działania:

  1. Zaczynasz działać widząc, że Twój produkt lub usługa znalazła swoją grupę nabywców
  2. Zmieniasz swój pomysł, jeśli popyt na produkt lub usługę jest niesatysfakcjonujący, a test pokazał Ci, czego brakowało w pierwotnym pomyśle
  3. Porzucasz pomysł i próbujesz czegoś innego, wracając do swojej listy pomysłów z kroku 5.

Przeczytaj także: Design Thinking, czyli jak zaprojektować swój biznes

Te proste kroki są z powodzeniem stosowane przez wiele znanych i świetnie prosperujących firm na całym świecie. Dla przykładu twórcy AirBnB zanim odpalili swój serwis najpierw podjęli próbę wynajęcia swojej własnej sypialni, aby przekonać się, czy ich pomysł znajdzie chętnych odbiorców. Podobnie działał Uber udostępniając swoją aplikację w początkowo bardzo prostej i okrojonej wersji tylko wśród swoich znajomych.

Jeżeli czujesz, że podejście Design Thinking mogłoby być ciekawym kierunkiem dla rozwoju Twojego pomysłu biznesowego i chciałabyś dowiedzieć się więcej, zapraszamy Cię do obejrzenia nagrania z webinaru: “Jak stworzyć biznes, który klienci pokochają i który się opłaci?”

Obejrzyj nagranie!

Zdjęcie: Canva

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Spełnione zawodowo mamy, które odważyły się opuścić korporację i założyć własną firmę, w ramach której prowadzą warsztaty na temat otwartej i efektywnej komunikacji oraz technik kreatywnego rozwiązywania problemów. Chcą zmieniać środowiska pracy, wprowadzając w nie więcej zaufania, otwartości, zaangażowania i kreatywności. Współpracują z korporacjami za granicą, aby poprzez szkolenia i coaching wspierać zatrudnione tam mamy w efektywnym powrocie do pracy po urodzeniu dziecka.

Polecane artykuły

oferty
pracy
Sprawdź pełną listę
baza
pracodawców
Pracodawca przyjazny rodzicom
Reklama
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×