Czego szukasz

Doktor Ania: nie warto godzić się w życiu na bylejakość

– Od początku wiedziałam, że chcę dzielić się tym co mam – wiedzą i energią, że chcę pomagać ludziom w zwiększaniu świadomości w pewnych obszarach, zwłaszcza tych dotyczących zdrowia i samopoczucia. Myślę, że z każdym rokiem świadomość jest większa i będzie wzrastała skokowo. Jestem dumna z każdej osoby, która podejmuje codziennie walkę o lepszą codzienność, z każdego, kto podejmuje próby zmiany nawyków żywieniowych, bo wiem, że nie jest to proste – mówi w wywiadzie dla nas Ania Makowska – autorka bloga Doktor Ania.

Anna Makowska

Aniu, kiedy wpadłaś na pomysł wyciągania na światło dzienne nieczystych zagrań producentów żywności i jaki miałaś na początku cel?

Nigdy nie było takiego pomysłu, żeby kogoś ścigać 🙂 od początku chodziło o informacje dotyczące składów produktów. Niemal każdy producent ma na koncie lepsze i gorsze strzały. Chodzi o uczciwe informowanie zamiast myślenia życzeniowego, ale etykieta nie zawsze celowo wprowadza w błąd.

Prowadzisz blog Doktor Ania. Mówisz o zdrowym żywieniu, organizujesz kursy, szkolenia. Jak wygląda dzisiaj świadomość Polaków w kwestii odżywania? Czy jest tendencja wzrostowa? I czy ma jakieś znaczenie gdzie się mieszka, w jakiej aglomeracji?

Myślę, że z każdym rokiem świadomość jest większa i będzie wzrastała skokowo.

Nasze pokolenie wychowała grupa konsumentów o zupełnie innych priorytetach, niż my. Kiedyś chodziło o to, żeby było. Teraz dodatkowo chodzi o to, żeby było dobrze, a najlepiej jeszcze tanio.

Miejsce zamieszkania w kontekście wyborów żywieniowych? Nie chciałabym generalizować. W czasach Internetu dostęp do informacji jest sprawiedliwie powszechny, trzeba jednak chcieć dowiedzieć się więcej ponad niepełne info z reklamy w tv.

Kiedy powstał blog? I czy od początku było takie założenie, że będziesz mówić o świadomym odżywianiu?

Marka Doktor Ania powstała w 2015 roku, na początku jako strona na Facebooku i blog na bezpłatnej platformie. Od początku wiedziałam, że chcę dzielić się tym co mam – wiedzą i energią, że chcę pomagać ludziom w zwiększaniu świadomości w pewnych obszarach, zwłaszcza tych dotyczących zdrowia i samopoczucia.

Jakie porady, materiały znajdzie na Twoim blogu młoda mama, która właśnie zaczyna przygodę z żywieniem swojego malucha?

Staram się prowadzić Dziewczyny za rękę od samego początku, czyli zwracam uwagę na sposób żywienia jeszcze przed zajściem w ciążę. To ważne, zwłaszcza jeśli para stara się bezskutecznie o dziecko od dłuższego czasu.

Okres okołokoncepcyjny to nie tylko kwas foliowy w tabletkach. Dlatego krótkie teksty na blogu postanowiłam rozszerzyć o pełny zestaw informacji w postaci plików do czytania, wykładów w formie video oraz zeszytów ćwiczeń dla początkujących w formie kursu online. Uzupełnieniem tekstów na blogu i kursów online, są informacje o składach konkretnych produktów na Facebooku i Instagramie oraz książki.

Co jeszcze robisz poza prowadzeniem bloga i obserwowaniem rynku spożywczego?

Piszę. Stworzyłam ostatnio bardzo zindywidualizowane papierowe wsparcie w postaci nietypowego kalendarza na 2020 rok.

Zaczynam pisać kolejną książkę oraz chcę przetłumaczyć na angielski te, które już napisałam.

Dodatkowo od jakiegoś czasu prowadzę obserwację rynków zagranicznych, zaczęłam od europejskich. Interesują mnie różnice w trendach, które widoczne są już na pierwszy rzut oka. Przykładowo składy wędlin – w Polsce niemal w każdym sklepie mogę kupić szynkę bez azotynu sodu, z zawartością mięsa powyżej 90%. Jeśli pojadę do Lisbony czy Berlina, nie jest to aż tak proste. Z czegoś to wynika i te niuanse bardzo mnie interesują.

Ale to co jest obecnie najważniejsze, to zmiany w polskich przedszkolach i żłobkach. Rozpoczynam rewolucję żywieniową! Część dochodów ze sprzedaży moich książek przeznaczam na wydrukowanie materiałów, które będę rozdawała bezpłatnie zainteresowanym placówkom. Będą spotkania, warsztaty, wykłady z Rodzicami, Dziećmi, kadra w placówkach. To działania, które planuję na lata – rewolucja, aby miała sens musi przebiegać na wielu płaszczyznach, kilkuetapowo. To nie jest akcja sezonowa.

A jaką mamy gwarancję, że to co na etykiecie to w środku opakowania? Jak często zdarza się, że etykieta mówi prawdę?

Obowiązkiem producenta jest umieszczać informacje dotyczące zawartości na etykiecie produktu, zgodnie z prawem. Czasem zawartość może być inna z powodu głupiego błędu, ale też naginania prawa dla własnych potrzeb. Czasem, „nieprzypadkowej” pomyłki, gdy przedsiębiorca jest nieuczciwy. Staram się nie podchodzić do produktów spożywczych z założeniem, że każdy producent chce mnie oszukać, to trochę niesprawiedliwe.

A te wszystkie bioprodukty? Ile z nich jest naprawdę zdrowych? Czy nie jest tak, że wystarczy wypuścić produkt z etykietą, na której jest bardzo okrojony skład? Ot po prostu.

Nie, to nie tak. Bio czy organic oznacza sposób produkcji, taka informacja na etykiecie nie ma nic wspólnego z tym, czy produkt jest zdrowy czy nie. Produkty bio, czy te z okrojonym składem też bywają niezdrowe. Nadmiar cukru bio jest tak samo szkodliwy, jak nadmiar cukru nie – bio.

Nie ma co ukrywać, że rozpoznawanie wszystkich składów to wyższa szkoła jazdy i trzeba się tego nauczyć. Co poradziłabyś zatem młodej mamie szukającej najlepszych rzeczy dla swojego dziecka? Czego przede wszystkim powinna unikać?

Mam kilka sposobów:

  • Lepiej unikać cukru dodanego i soli w pierwszym roku życia i właściwie jak najdłużej. Nigdzie nie ma zaleceń dotyczących konieczności podawania cukru dzieciom. Trochę nie rozumiem idei utożsamiania wspaniałego dzieciństwa z obecnością ton cukru z tłuszczem.
  • Im prostszy produkt (krótszy skład), tym zwykle lepiej.
  • Raczej nie warto kupować produktów reklamowanych jako „zdrowe’. Zdrowe produkty tak naprawdę nie są reklamowane, bo średnio da się na nich zarobić.
  • Nie warto kupować produktów zawierających tłuszcz częściowo i całkowicie utwardzony.
  • Warto unikać też ludzi, którzy nie szanują naszych zasad żywienia dzieci oraz pseudospecjalistów mających zero – jedynkowe podejście do żywienia dzieci i dorosłych. Najczęściej uczciwa odpowiedź na większość pytań brzmi „to zależy”.

Zdradzisz nam swoje tricki na bardziej przemyślane zakupy?

Stosuję to co wyżej plus patrzę na długość składu i porównuję ilości cukru. Staram się nie kupować produktów dosładzanych. Jak chcę zjeść coś słodkiego, to jem coś słodkiego z pełną świadomością tego co jem, zamiast udawania, czy oj tam oj tam.

Bez ogródek rozprawiasz się z niektórymi produktami. Czy miewasz kłopoty ze strony producentów? Ktoś Cię podał do sądu?

Staram się być obiektywna w swoich ocenach. Nie zależy mi na sensacji, nie używam sformułowań na granicy prawa, bo uważam, że to niepotrzebne. Owszem, czasem bardzo wkurzają mnie pewne składy produktów, zwłaszcza tych dla dzieci, ale nie czuję potrzeby budowania popularności na procesach sądowych, czy ujawnianiu większej ilości faktów z życia prywatnego.

A czy zdarzają się negatywne komentarze ze strony osób obserwujących, czytających Cię? Takie, które poddają w wątpliwość Twoje oceny? Jak sobie z tym radzisz?

Nie, ponieważ moje oceny są oparte na prawdzie wynikającej ze składu oraz wiedzy zdobywanej latami, a nie modzie, np. na glutenfree czy sugarfree. Natomiast niemal codziennie ktoś komentuje mój styl wypowiedzi, styl życia. itd. Tyle, że ja mam bardzo prostą, publicznie dostępną i jasno podaną politykę wobec ludzi, którym się nudzi.

Nie czytam komentarzy o sobie na różnych portalach i stronach, bo nie mam na to czasu. Nie chcę też tracić dobrej energii, którą wolę przeznaczyć na pomoc osobom, które potrafią z tej pomocy skorzystać. Zresztą punkt widzenia inny od mojego nie jest niczym złym, każdy z nas lubi coś innego i ja to akceptuję, nie czuję potrzeby podobania się wszystkim.

Natomiast jeśli komentarz wychodzi poza ramy „mam inne zdanie”- zwykle od razu żegnam się z autorem. Nie akceptuję hejtu, prywatnych podjazdów, złośliwych czy wrednych wypowiedzi, itp. Blokuję takich komentatorów od razu z prostej przyczyny. Dziś ktoś doczepi się do mnie, jutro do mojego Czytelnika – nie pozwalam na takie zachowania, chronię swoją społeczność, dlatego blokuję też osoby lajkujące hejterskie, czy wredne komentarze. Bierna agresja, pozwalanie na dziwne akcje, czy akceptacja agresywnych zachowań, to też forma agresji.

Treści na Facebooku i Instagramie dostępne są bezpłatnie. Publikowanie oraz cały proces przed, czyli rajd po sklepach, sprawdzanie, porównania, analiza zajmuje mi większość czasu przeznaczonego na pracę. Jeśli ktoś nie potrafi tego docenić lub nie chce korzystać z bezpłatnej wiedzy – nie mam z tym problemu, bo to nie moja sprawa. Ale mam problem z osobami, które czują potrzebę wyładowania swoich emocji czy przekazania negatywnej energii na moich profilach. Nie jestem niczyim workiem treningowym. Jeśli ktoś czuje potrzebę wyrażenia swojego niezadowolenia ze stylu mojej wypowiedzi, słownictwa, doboru produktów, mojego wyglądu, stylu życia itd., to niestety musi pójść z tym niezadowoleniem gdzieś indziej.

Odbiorcy za to właśnie Cię cenią, za prawdę. A dałabyś się „kupić”?

Rzadko współpracuję z firmami, ale jeśli już to się zdarza, to wyłącznie z markami, których idee zbieżne są z moimi ideami. Takimi firmami, które charakteryzują się totalną transparentnością zamiast zamiatania pod dywan, czyli świadomie godzą się na współpracę z osobą, która pisze prawdę o produktach.

Mam nadzieję, że nigdy nie będę w aż tak trudnej sytuacji finansowej aby zgodzić się na współpracę niezgodną z moją filozofią życiową. Póki co, ciężko pracuję na swoją swobodę wypowiedzi. Bardzo cenię sobie wolność słowa oraz to, że nie muszę wbrew sobie pisać tego, co ktoś inny uważa za stosowne.

Wydałaś książkę „Smart shopping”. Czy znajdę tam wszystko co pomoże mi robić mądre zakupy?

Wydałam sama „Żywność dla dzieci”, które jest uzupełnieniem „Smart shoppingu”. Jest tam o produktach spożywczych z różnych półek, ale głównie dziecięcych. „Smart shopping” wydałam z Burdą i jest to książka gdzie również znajdziemy analizy składów, ale też trochę teorii. W obydwu książkach zawarte są podstawowe informacje o tym, czego nie warto kupować i dlaczego, oraz na co zwrócić uwagę podczas robienia zakupów.

O czym będę kolejne książki?

Z pewnością głównie o jedzeniu i produktach spożywczych, ale myślę też o czymś spoza tematów żywieniowych 😉

Jaka zmiana w świadomości Polaków, w zakresie żywienia, ucieszyłaby Cię najbardziej?

Ucieszyłabym się ze zmiany światopoglądu, gdyby jak najwięcej osób zrozumiało,

że lepiej kupić czy mieć mniej, ale lepszego, niż więcej gorszego. Nie warto godzić się w życiu na bylejakość, na „jakoś to będzie”. Nie ma być jakoś – ma być dobrze!

Z czego jesteś dumna?

Jestem dumna z każdej osoby, która podejmuje codziennie walkę o lepszą codzienność, z każdego, kto podejmuje próby zmiany nawyków żywieniowych, bo wiem, że nie jest to proste.

Jestem też dumna z siebie, że mimo różnych okoliczności życiowych, mimo kilku bliskich osób, które zamiast mnie wspierać, dość często przypominały mi, że to co robię nie ma sensu i że powinnam „normalnie żyć”, nadal mam siłę i energię do działania. Chciałabym, aby zawsze tak było, chciałabym, aby każdy znalazł w sobie siłę żeby żyć po swojemu, czyli właśnie normalnie.

To jeszcze na koniec: jaki jest Twój ulubiony posiłek, przekąska?

Bardzo lubię posiłki typu „micha” (bowl), gdzie jest wszystkiego po trochę, lubię też kaszę pęczak w różnych konfiguracjach oraz kiszonki. Z mniej zdrowych produktów bardzo lubię nachos oraz dobre brownie czekoladowe 😀

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Ewa Moskalik Pieper

Zdjęcia: Olga Jasińska

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie