Czego szukasz

Doktor Ania: nie warto godzić się w życiu na bylejakość

– Od początku wiedziałam, że chcę dzielić się tym co mam – wiedzą i energią, że chcę pomagać ludziom w zwiększaniu świadomości w pewnych obszarach, zwłaszcza tych dotyczących zdrowia i samopoczucia. Myślę, że z każdym rokiem świadomość jest większa i będzie wzrastała skokowo. Jestem dumna z każdej osoby, która podejmuje codziennie walkę o lepszą codzienność, z każdego, kto podejmuje próby zmiany nawyków żywieniowych, bo wiem, że nie jest to proste – mówi w wywiadzie dla nas Ania Makowska – autorka bloga Doktor Ania.

  • Ewa Moskalik - Pieper - 05/11/2019
Anna Makowska

Aniu, kiedy wpadłaś na pomysł wyciągania na światło dzienne nieczystych zagrań producentów żywności i jaki miałaś na początku cel?

Nigdy nie było takiego pomysłu, żeby kogoś ścigać 🙂 od początku chodziło o informacje dotyczące składów produktów. Niemal każdy producent ma na koncie lepsze i gorsze strzały. Chodzi o uczciwe informowanie zamiast myślenia życzeniowego, ale etykieta nie zawsze celowo wprowadza w błąd.

Prowadzisz blog Doktor Ania. Mówisz o zdrowym żywieniu, organizujesz kursy, szkolenia. Jak wygląda dzisiaj świadomość Polaków w kwestii odżywania? Czy jest tendencja wzrostowa? I czy ma jakieś znaczenie gdzie się mieszka, w jakiej aglomeracji?

Myślę, że z każdym rokiem świadomość jest większa i będzie wzrastała skokowo.

Nasze pokolenie wychowała grupa konsumentów o zupełnie innych priorytetach, niż my. Kiedyś chodziło o to, żeby było. Teraz dodatkowo chodzi o to, żeby było dobrze, a najlepiej jeszcze tanio.

Miejsce zamieszkania w kontekście wyborów żywieniowych? Nie chciałabym generalizować. W czasach Internetu dostęp do informacji jest sprawiedliwie powszechny, trzeba jednak chcieć dowiedzieć się więcej ponad niepełne info z reklamy w tv.

Kiedy powstał blog? I czy od początku było takie założenie, że będziesz mówić o świadomym odżywianiu?

Marka Doktor Ania powstała w 2015 roku, na początku jako strona na Facebooku i blog na bezpłatnej platformie. Od początku wiedziałam, że chcę dzielić się tym co mam – wiedzą i energią, że chcę pomagać ludziom w zwiększaniu świadomości w pewnych obszarach, zwłaszcza tych dotyczących zdrowia i samopoczucia.

Jakie porady, materiały znajdzie na Twoim blogu młoda mama, która właśnie zaczyna przygodę z żywieniem swojego malucha?

Staram się prowadzić Dziewczyny za rękę od samego początku, czyli zwracam uwagę na sposób żywienia jeszcze przed zajściem w ciążę. To ważne, zwłaszcza jeśli para stara się bezskutecznie o dziecko od dłuższego czasu.

Okres okołokoncepcyjny to nie tylko kwas foliowy w tabletkach. Dlatego krótkie teksty na blogu postanowiłam rozszerzyć o pełny zestaw informacji w postaci plików do czytania, wykładów w formie video oraz zeszytów ćwiczeń dla początkujących w formie kursu online. Uzupełnieniem tekstów na blogu i kursów online, są informacje o składach konkretnych produktów na Facebooku i Instagramie oraz książki.

Co jeszcze robisz poza prowadzeniem bloga i obserwowaniem rynku spożywczego?

Piszę. Stworzyłam ostatnio bardzo zindywidualizowane papierowe wsparcie w postaci nietypowego kalendarza na 2020 rok.

Zaczynam pisać kolejną książkę oraz chcę przetłumaczyć na angielski te, które już napisałam.

Dodatkowo od jakiegoś czasu prowadzę obserwację rynków zagranicznych, zaczęłam od europejskich. Interesują mnie różnice w trendach, które widoczne są już na pierwszy rzut oka. Przykładowo składy wędlin – w Polsce niemal w każdym sklepie mogę kupić szynkę bez azotynu sodu, z zawartością mięsa powyżej 90%. Jeśli pojadę do Lisbony czy Berlina, nie jest to aż tak proste. Z czegoś to wynika i te niuanse bardzo mnie interesują.

Ale to co jest obecnie najważniejsze, to zmiany w polskich przedszkolach i żłobkach. Rozpoczynam rewolucję żywieniową! Część dochodów ze sprzedaży moich książek przeznaczam na wydrukowanie materiałów, które będę rozdawała bezpłatnie zainteresowanym placówkom. Będą spotkania, warsztaty, wykłady z Rodzicami, Dziećmi, kadra w placówkach. To działania, które planuję na lata – rewolucja, aby miała sens musi przebiegać na wielu płaszczyznach, kilkuetapowo. To nie jest akcja sezonowa.

A jaką mamy gwarancję, że to co na etykiecie to w środku opakowania? Jak często zdarza się, że etykieta mówi prawdę?

Obowiązkiem producenta jest umieszczać informacje dotyczące zawartości na etykiecie produktu, zgodnie z prawem. Czasem zawartość może być inna z powodu głupiego błędu, ale też naginania prawa dla własnych potrzeb. Czasem, „nieprzypadkowej” pomyłki, gdy przedsiębiorca jest nieuczciwy. Staram się nie podchodzić do produktów spożywczych z założeniem, że każdy producent chce mnie oszukać, to trochę niesprawiedliwe.

A te wszystkie bioprodukty? Ile z nich jest naprawdę zdrowych? Czy nie jest tak, że wystarczy wypuścić produkt z etykietą, na której jest bardzo okrojony skład? Ot po prostu.

Nie, to nie tak. Bio czy organic oznacza sposób produkcji, taka informacja na etykiecie nie ma nic wspólnego z tym, czy produkt jest zdrowy czy nie. Produkty bio, czy te z okrojonym składem też bywają niezdrowe. Nadmiar cukru bio jest tak samo szkodliwy, jak nadmiar cukru nie – bio.

Nie ma co ukrywać, że rozpoznawanie wszystkich składów to wyższa szkoła jazdy i trzeba się tego nauczyć. Co poradziłabyś zatem młodej mamie szukającej najlepszych rzeczy dla swojego dziecka? Czego przede wszystkim powinna unikać?

Mam kilka sposobów:

  • Lepiej unikać cukru dodanego i soli w pierwszym roku życia i właściwie jak najdłużej. Nigdzie nie ma zaleceń dotyczących konieczności podawania cukru dzieciom. Trochę nie rozumiem idei utożsamiania wspaniałego dzieciństwa z obecnością ton cukru z tłuszczem.
  • Im prostszy produkt (krótszy skład), tym zwykle lepiej.
  • Raczej nie warto kupować produktów reklamowanych jako „zdrowe’. Zdrowe produkty tak naprawdę nie są reklamowane, bo średnio da się na nich zarobić.
  • Nie warto kupować produktów zawierających tłuszcz częściowo i całkowicie utwardzony.
  • Warto unikać też ludzi, którzy nie szanują naszych zasad żywienia dzieci oraz pseudospecjalistów mających zero – jedynkowe podejście do żywienia dzieci i dorosłych. Najczęściej uczciwa odpowiedź na większość pytań brzmi „to zależy”.

Zdradzisz nam swoje tricki na bardziej przemyślane zakupy?

Stosuję to co wyżej plus patrzę na długość składu i porównuję ilości cukru. Staram się nie kupować produktów dosładzanych. Jak chcę zjeść coś słodkiego, to jem coś słodkiego z pełną świadomością tego co jem, zamiast udawania, czy oj tam oj tam.

Bez ogródek rozprawiasz się z niektórymi produktami. Czy miewasz kłopoty ze strony producentów? Ktoś Cię podał do sądu?

Staram się być obiektywna w swoich ocenach. Nie zależy mi na sensacji, nie używam sformułowań na granicy prawa, bo uważam, że to niepotrzebne. Owszem, czasem bardzo wkurzają mnie pewne składy produktów, zwłaszcza tych dla dzieci, ale nie czuję potrzeby budowania popularności na procesach sądowych, czy ujawnianiu większej ilości faktów z życia prywatnego.

A czy zdarzają się negatywne komentarze ze strony osób obserwujących, czytających Cię? Takie, które poddają w wątpliwość Twoje oceny? Jak sobie z tym radzisz?

Nie, ponieważ moje oceny są oparte na prawdzie wynikającej ze składu oraz wiedzy zdobywanej latami, a nie modzie, np. na glutenfree czy sugarfree. Natomiast niemal codziennie ktoś komentuje mój styl wypowiedzi, styl życia. itd. Tyle, że ja mam bardzo prostą, publicznie dostępną i jasno podaną politykę wobec ludzi, którym się nudzi.

Nie czytam komentarzy o sobie na różnych portalach i stronach, bo nie mam na to czasu. Nie chcę też tracić dobrej energii, którą wolę przeznaczyć na pomoc osobom, które potrafią z tej pomocy skorzystać. Zresztą punkt widzenia inny od mojego nie jest niczym złym, każdy z nas lubi coś innego i ja to akceptuję, nie czuję potrzeby podobania się wszystkim.

Natomiast jeśli komentarz wychodzi poza ramy „mam inne zdanie”- zwykle od razu żegnam się z autorem. Nie akceptuję hejtu, prywatnych podjazdów, złośliwych czy wrednych wypowiedzi, itp. Blokuję takich komentatorów od razu z prostej przyczyny. Dziś ktoś doczepi się do mnie, jutro do mojego Czytelnika – nie pozwalam na takie zachowania, chronię swoją społeczność, dlatego blokuję też osoby lajkujące hejterskie, czy wredne komentarze. Bierna agresja, pozwalanie na dziwne akcje, czy akceptacja agresywnych zachowań, to też forma agresji.

Treści na Facebooku i Instagramie dostępne są bezpłatnie. Publikowanie oraz cały proces przed, czyli rajd po sklepach, sprawdzanie, porównania, analiza zajmuje mi większość czasu przeznaczonego na pracę. Jeśli ktoś nie potrafi tego docenić lub nie chce korzystać z bezpłatnej wiedzy – nie mam z tym problemu, bo to nie moja sprawa. Ale mam problem z osobami, które czują potrzebę wyładowania swoich emocji czy przekazania negatywnej energii na moich profilach. Nie jestem niczyim workiem treningowym. Jeśli ktoś czuje potrzebę wyrażenia swojego niezadowolenia ze stylu mojej wypowiedzi, słownictwa, doboru produktów, mojego wyglądu, stylu życia itd., to niestety musi pójść z tym niezadowoleniem gdzieś indziej.

Odbiorcy za to właśnie Cię cenią, za prawdę. A dałabyś się „kupić”?

Rzadko współpracuję z firmami, ale jeśli już to się zdarza, to wyłącznie z markami, których idee zbieżne są z moimi ideami. Takimi firmami, które charakteryzują się totalną transparentnością zamiast zamiatania pod dywan, czyli świadomie godzą się na współpracę z osobą, która pisze prawdę o produktach.

Mam nadzieję, że nigdy nie będę w aż tak trudnej sytuacji finansowej aby zgodzić się na współpracę niezgodną z moją filozofią życiową. Póki co, ciężko pracuję na swoją swobodę wypowiedzi. Bardzo cenię sobie wolność słowa oraz to, że nie muszę wbrew sobie pisać tego, co ktoś inny uważa za stosowne.

Wydałaś książkę „Smart shopping”. Czy znajdę tam wszystko co pomoże mi robić mądre zakupy?

Wydałam sama „Żywność dla dzieci”, które jest uzupełnieniem „Smart shoppingu”. Jest tam o produktach spożywczych z różnych półek, ale głównie dziecięcych. „Smart shopping” wydałam z Burdą i jest to książka gdzie również znajdziemy analizy składów, ale też trochę teorii. W obydwu książkach zawarte są podstawowe informacje o tym, czego nie warto kupować i dlaczego, oraz na co zwrócić uwagę podczas robienia zakupów.

O czym będę kolejne książki?

Z pewnością głównie o jedzeniu i produktach spożywczych, ale myślę też o czymś spoza tematów żywieniowych 😉

Jaka zmiana w świadomości Polaków, w zakresie żywienia, ucieszyłaby Cię najbardziej?

Ucieszyłabym się ze zmiany światopoglądu, gdyby jak najwięcej osób zrozumiało,

że lepiej kupić czy mieć mniej, ale lepszego, niż więcej gorszego. Nie warto godzić się w życiu na bylejakość, na „jakoś to będzie”. Nie ma być jakoś – ma być dobrze!

Z czego jesteś dumna?

Jestem dumna z każdej osoby, która podejmuje codziennie walkę o lepszą codzienność, z każdego, kto podejmuje próby zmiany nawyków żywieniowych, bo wiem, że nie jest to proste.

Jestem też dumna z siebie, że mimo różnych okoliczności życiowych, mimo kilku bliskich osób, które zamiast mnie wspierać, dość często przypominały mi, że to co robię nie ma sensu i że powinnam „normalnie żyć”, nadal mam siłę i energię do działania. Chciałabym, aby zawsze tak było, chciałabym, aby każdy znalazł w sobie siłę żeby żyć po swojemu, czyli właśnie normalnie.

To jeszcze na koniec: jaki jest Twój ulubiony posiłek, przekąska?

Bardzo lubię posiłki typu „micha” (bowl), gdzie jest wszystkiego po trochę, lubię też kaszę pęczak w różnych konfiguracjach oraz kiszonki. Z mniej zdrowych produktów bardzo lubię nachos oraz dobre brownie czekoladowe 😀

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Ewa Moskalik Pieper

Zdjęcia: Olga Jasińska

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.

Jak budować dobre relacje w związku? Sprawdź!

Podobno kryzysów w związku nie unikniemy. I podobno są częścią budowania relacji, a nawet ją wzmacniają. Tylko jak słuchać i mówić do siebie nawzajem, skoro mężczyzna i kobieta tak często mówią różnymi językami? Co zrobić, żeby on nie musiał się domyślać, a ona przestała oczekiwać?
  • Marzena Kopta - 13/02/2020
para rozmawia ze sobą

Jak budować dobre relacje w związku?

Zacznę nieco przewrotnie. Miłość to nie wszystko. Sposób, w jaki rozmawiamy, w jaki się słuchamy, determinuje jakość naszego związku. Wiele par mówi, że nie dogadują się już, nie rozumieją. Kochają się, chcą być razem, coś do siebie mówią, coś komunikują, a jednak czują się niezrozumiani.

Razem coś zbudowali, czegoś się dorobili, tylko co z tego skoro przestali rozmawiać. Każdy zaczął mówić swoim językiem. Bo miłość to nie wszystko. Bez rozmowy i zrozumienia, nie będzie dobrego, udanego związku.

On z Marsa, a ona z Wenus

Różnimy się, nie tylko fizycznie. Inaczej mówimy, myślimy, układamy zdania. Mężczyźni potrzebują konkretów. Czasem śmiejemy się, że do naszych facetów warto mówić dużymi, drukowanymi literami. Bo tak jest.

Mężczyźni chcą krótkich i bardzo konkretnych form komunikacji. Potrzebują wiedzieć precyzyjnie, co i kiedy mają zrobić oraz czego od nich oczekujemy. Mają problem z nazwaniem uczuć i potrzeb. Zwykle nawet nie zadają sobie trudu, aby się nad nimi zastanowić. Wyznają filozofię: będzie coś ode mnie chciała, to zapyta lub poprosi.

Kobiety mają odwrotnie. Mogą mówić długo i namiętnie, zdaniami wielokrotnie złożonymi….. albo nie mówić nic. Wiedzą, co należy zrobić i kiedy. Zastanawiają w nieskończoność się nad tym, co czują, czego potrzebują  i….. czego oczekują. Oj tak! Wenusjanki uwielbiają oczekiwać.

Oczekują, aby wszyscy wokół domyślali się, co jest do zrobienia, gdzie i kiedy potrzebna jest pomoc. Uważają, że skoro wiedzą, co trzeba zrobić (np. wynieść śmieci), to inni (czyt. mężczyźni), też to wiedzą. Skoro czują, że potrzebują dostać kwiaty, to mężczyzna też to czuje. I lubią te wszystkie metafory i poetyckie przenośnie.

Przeczytaj także: Co zrobić by poprawić relacje w związku!

Zamiast konkretnie powiedzieć: chcę dostać kwiaty! stosują element zagadki: pamiętasz na wakacjach na Mazurach, 10 lat temu, co wtedy robiliśmy? Aaaach ….. a on bidulek nie pamięta, bo pamięć ma krótką, a jeśli nawet, to pamięta, ale pewnie tylko jedną rzecz, z setek, które się tam zdarzyły.

Relacje, czy wakacje?

Nasza Wenus będzie się złościć, że śmieci się wylewają z wiadra. A przecież widać, że pełno, prawda? Zaczerwieni się, po tym jak mąż założył dziecku półbuty, a powinien kalosze. No przecież powinien wiedzieć, że deszcz pada.

Kobieta cierpi, bo chce przytulenia, adoracji i kolacji przy świecach (jak na Mazurach), a on mecz za meczem (jak na Mazurach).

Mężczyzna z Marsa natomiast wścieka się, że przecież jego Wenus powinna powiedzieć, że śmieci są do wyrzucenia i powinna do listy ubrań dopisać kalosze. Przecież nie zrobił tego umyślnie. A świece i kolacja, kwiaty i romantyzm – odezwij się kobieto. Powiedz, że tego chcesz, bo na Mazurach wiele się działo.

Tak właśnie wygląda nasza komunikacja. A raczej nie wygląda, tylko rozjeżdża się jak pociągi na rozjeździe kolejowym, choć teoretycznie jedziemy tym samym, w tym samym kierunku, do tej samej miejscowości, o nazwie Związek.

Relacje w związku. Gdzie te motyle?

To jeszcze nie koniec, niestety. Każdy początek jest cudowny. Rozmawiamy wtedy magicznym językiem miłości, cierpliwości, wybaczenia. Witamina M sprawia, że nie ma dla nas znaczenia, czy zostaliśmy usłyszani, czy nasze potrzeby zostały zaspokojone.

Nie zauważamy, że naszemu mężczyźnie z trudem przychodzi mówienie, co czuje. Oni zaś nie zauważają, że ukrywamy nasze rozczarowania, że dostaliśmy jeden kwiat, a nie cały bukiet. I tak to się zaczyna.

Koniec jest taki, że my przestajemy w ogóle mówić o tym, czego chcemy, potrzebujemy, a oni przestają pytać i domyślać się, sądząc, że tak już musi być. Rozjazd.

Jak pracować nad dobrą relacją w związku?

Są jednak  związki, które trwają. Dogadują się, pchają wspólnie jeden lub więcej wózków, wspólnie budując, poprawiając i remontując ten wspólny dom, czyli Związek.

To jednak da to się zrobić, żeby było lepiej? Tak zrobić, żeby on sam wynosił śmieci i wyprowadzał psa, a ona piekła ciasto w co drugą niedziele.

Uniknąć frustracji, że ona czegoś nie powiedziała, a on się tego nie domyślił. Sprawić, aby spokojnie, bez złości na siebie zasypiali w jednym łóżku, pomimo że ona zmęczona, a on bardzo bardzo by chciał…..

O tym jak zacząć mówić JAKOŚ,  żeby to przeszło w JAKOŚĆ, już wkrótce 🙂

Czy pomogłam Ci trochę i teraz już więcej wiesz o tym jak budować dobre relacje w związku?

Zdjęcie: Pixabay.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Marzena Kopta
Trener skutecznej komunikacji, mediator rodzinny. Pracuje w oparciu o metodę Komunikacji Bez przemocy ( NVC). Prowadzi warsztaty dla rodziców i nauczycieli, pracuje z małżeństwami nad poprawą relacji w związkach. Właścicielka Fabryki Szczęśliwości (www.fabrykaszczesliwosci.pl).
Podyskutuj

Po co mamie prawo jazdy?

Po co Ci to? Komunikacja miejska przecież działa bez zarzutu. Jeśli się uprzesz, to z dwójką dzieci, wózkiem, psem, tornistrem i siatami spokojnie doturlasz się do najbliższego przystanku; odstoisz kilka minut, załadujesz przychówek oraz bagaż do tramwaju lub autobusu i…
  • Agnieszka Nietresta-Zatoń - 10/02/2020
mama zapina dziecko w foteliku samochodowym

Po co mamie prawo jazdy?

Nie zawsze jest ciąg dalszy. Bywa, że nie załadujesz, bo jednak w godzinach rozwozu dziatwy do placówek opiekuńczych i edukacyjnych oraz w godzinach odbioru, komunikacja miejska jest zwykle koszmarnie zatłoczona. Tornister możesz upchnąć i siatę jedną, ale reszta się nie zmieści.

Załóżmy, że upchnęłaś. Przy odrobinie szczęścia nikt na Ciebie nie fuknie; nikt nie będzie cmokał zniesmaczony, kiedy młodsze poczuje potrzebę emigracji z wózka na ręce lub na kolana – ktoś jednak zrobił Ci miejsce…, albo padnie w ramach akcji „bunt dwu (trzy, cztero, pięcio) latka” na glebę i zacznie wrzeszczeć.

Możesz poprosić o pomoc męża: rankiem do szkoły starsze dziecko podrzuci, ale z młodszym musisz poradzić sobie sama; odebrać po lekcjach nie da rady – narady, obrady, delegacja. Zakupy? Wrócę, to pogadamy… Koleżankę chcesz odwiedzić? Odwiedzaj, kto Ci broni – pakujesz się z przychówkiem i siatą za małych ubranek do tramwaju lub autobusu i… mówisz: dość tego dobrego!

A gdyby jednak….

Wyobraź sobie, że wszystko, co zajmuje Ci teraz mnóstwo czasu, zajmie Ci kilkanaście minut. Od upakowania dziatwy do fotelików samochodowych po dotarcie do szkoły/sklepu/przychodni/przyjaciółki mija ich piętnaście. Czasem więcej – korki bywają kłopotliwe, ale nie na tyle, żeby się nimi przejmować.

Wszystko, co do tej pory tachałaś na plecach, nosiłaś w rękach albo kolanem upychałaś pod wózek tudzież wieszałaś na nim, dzięki czemu wyglądaliście – Ty i dziatwa –  jak nomadka z przytroczonym dobytkiem, masz w bagażniku.

Twój samochód jest Twoją twierdzą. Zawsze masz w zasięgu ręki wszystkie „przydasie”: od kocyka na chłód, przez pelerynę na niespodziewany deszcz po ubranie na zmianę.

Koniec z noszeniem ciężkich zakupów: bagażnik jest cierpliwy i pojemny. Twój kręgosłup – szczęśliwy. Możesz tak zorganizować wielkie zakupy, że… zapomnisz o ich uciążliwości. Poniedziałkowym rankiem wrzucasz w bagażnik zgrzewkę mleka, tonę biszkoptów i drugą mrożonek. W sklepie pusto, na parkingu pusto i jeszcze się na jakieś wyprzedaże załapałaś. Logistyczna bajka: nikt nie pyta: „po co Ci to?”, nikt nie wyje celem wyjęczenia zabawki. Szast prast i po zakupach.

Nagły wypadek? Wzywają do żłobka/przedszkola/szkoły? Minutka… może dwadzieścia. Cokolwiek złego się przydarzy, reagujesz natychmiast – torebka ląduje na przednim siedzeniu, Ty za kółkiem i naprzód.

Nikogo o nic nie prosisz.

Jesteś panią swojego czasu

Połowę spraw załatwiasz  w drodze do pracy; połowę w drodze powrotnej.

Kiedy pogoda piękna – radio na cały regulator i droga jest Twoja. Prowadzenie samochodu wycisza, wyostrza zmysły, relaksuje. Fotel kierowcy, to prawdopodobnie najwygodniejszy fotel jaki masz.

Kiedy pogoda pod psem – docenisz fakt, że nie stoisz na przystanku i nie mokniesz, nie marzniesz, nie straszna Ci wichura ani mróz.

Skończą się wymówki, że ci się nie chce, że za daleko, za późno.

Mama za kierownicą

Na naukę jazdy nigdy nie jest za późno. Kiedy już pokonasz strach i… egzaminatora, zadasz sobie pytanie: „jak to możliwe, że tyle czasu żyłam bez prawa jazdy?”. Przecież wszystko jest trudne, nim stanie się proste. Ja jeżdżę. Ty też możesz.

Ciągle jeszcze nie wiesz po co Ci prawo jazdy?

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Nietresta-Zatoń
Nałogowa czytelniczka, która kocha pisać i pisarka, która nie umie żyć bez czytania. Autorka powieści "Oaza spokoju" i "Pustostan". Copywriterka, webwriterka, blogerka. Matka, żona i kociara z tytułem naukowym.
Podyskutuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail