Czego szukasz

Doktor Ania: nie warto godzić się w życiu na bylejakość

– Od początku wiedziałam, że chcę dzielić się tym co mam – wiedzą i energią, że chcę pomagać ludziom w zwiększaniu świadomości w pewnych obszarach, zwłaszcza tych dotyczących zdrowia i samopoczucia. Myślę, że z każdym rokiem świadomość jest większa i będzie wzrastała skokowo. Jestem dumna z każdej osoby, która podejmuje codziennie walkę o lepszą codzienność, z każdego, kto podejmuje próby zmiany nawyków żywieniowych, bo wiem, że nie jest to proste – mówi w wywiadzie dla nas Ania Makowska – autorka bloga Doktor Ania.

  • Ewa Moskalik - Pieper - 05/11/2019
Anna Makowska

Aniu, kiedy wpadłaś na pomysł wyciągania na światło dzienne nieczystych zagrań producentów żywności i jaki miałaś na początku cel?

Nigdy nie było takiego pomysłu, żeby kogoś ścigać 🙂 od początku chodziło o informacje dotyczące składów produktów. Niemal każdy producent ma na koncie lepsze i gorsze strzały. Chodzi o uczciwe informowanie zamiast myślenia życzeniowego, ale etykieta nie zawsze celowo wprowadza w błąd.

Prowadzisz blog Doktor Ania. Mówisz o zdrowym żywieniu, organizujesz kursy, szkolenia. Jak wygląda dzisiaj świadomość Polaków w kwestii odżywania? Czy jest tendencja wzrostowa? I czy ma jakieś znaczenie gdzie się mieszka, w jakiej aglomeracji?

Myślę, że z każdym rokiem świadomość jest większa i będzie wzrastała skokowo.

Nasze pokolenie wychowała grupa konsumentów o zupełnie innych priorytetach, niż my. Kiedyś chodziło o to, żeby było. Teraz dodatkowo chodzi o to, żeby było dobrze, a najlepiej jeszcze tanio.

Miejsce zamieszkania w kontekście wyborów żywieniowych? Nie chciałabym generalizować. W czasach Internetu dostęp do informacji jest sprawiedliwie powszechny, trzeba jednak chcieć dowiedzieć się więcej ponad niepełne info z reklamy w tv.

Kiedy powstał blog? I czy od początku było takie założenie, że będziesz mówić o świadomym odżywianiu?

Marka Doktor Ania powstała w 2015 roku, na początku jako strona na Facebooku i blog na bezpłatnej platformie. Od początku wiedziałam, że chcę dzielić się tym co mam – wiedzą i energią, że chcę pomagać ludziom w zwiększaniu świadomości w pewnych obszarach, zwłaszcza tych dotyczących zdrowia i samopoczucia.

Jakie porady, materiały znajdzie na Twoim blogu młoda mama, która właśnie zaczyna przygodę z żywieniem swojego malucha?

Staram się prowadzić Dziewczyny za rękę od samego początku, czyli zwracam uwagę na sposób żywienia jeszcze przed zajściem w ciążę. To ważne, zwłaszcza jeśli para stara się bezskutecznie o dziecko od dłuższego czasu.

Okres okołokoncepcyjny to nie tylko kwas foliowy w tabletkach. Dlatego krótkie teksty na blogu postanowiłam rozszerzyć o pełny zestaw informacji w postaci plików do czytania, wykładów w formie video oraz zeszytów ćwiczeń dla początkujących w formie kursu online. Uzupełnieniem tekstów na blogu i kursów online, są informacje o składach konkretnych produktów na Facebooku i Instagramie oraz książki.

Co jeszcze robisz poza prowadzeniem bloga i obserwowaniem rynku spożywczego?

Piszę. Stworzyłam ostatnio bardzo zindywidualizowane papierowe wsparcie w postaci nietypowego kalendarza na 2020 rok.

Zaczynam pisać kolejną książkę oraz chcę przetłumaczyć na angielski te, które już napisałam.

Dodatkowo od jakiegoś czasu prowadzę obserwację rynków zagranicznych, zaczęłam od europejskich. Interesują mnie różnice w trendach, które widoczne są już na pierwszy rzut oka. Przykładowo składy wędlin – w Polsce niemal w każdym sklepie mogę kupić szynkę bez azotynu sodu, z zawartością mięsa powyżej 90%. Jeśli pojadę do Lisbony czy Berlina, nie jest to aż tak proste. Z czegoś to wynika i te niuanse bardzo mnie interesują.

Ale to co jest obecnie najważniejsze, to zmiany w polskich przedszkolach i żłobkach. Rozpoczynam rewolucję żywieniową! Część dochodów ze sprzedaży moich książek przeznaczam na wydrukowanie materiałów, które będę rozdawała bezpłatnie zainteresowanym placówkom. Będą spotkania, warsztaty, wykłady z Rodzicami, Dziećmi, kadra w placówkach. To działania, które planuję na lata – rewolucja, aby miała sens musi przebiegać na wielu płaszczyznach, kilkuetapowo. To nie jest akcja sezonowa.

A jaką mamy gwarancję, że to co na etykiecie to w środku opakowania? Jak często zdarza się, że etykieta mówi prawdę?

Obowiązkiem producenta jest umieszczać informacje dotyczące zawartości na etykiecie produktu, zgodnie z prawem. Czasem zawartość może być inna z powodu głupiego błędu, ale też naginania prawa dla własnych potrzeb. Czasem, „nieprzypadkowej” pomyłki, gdy przedsiębiorca jest nieuczciwy. Staram się nie podchodzić do produktów spożywczych z założeniem, że każdy producent chce mnie oszukać, to trochę niesprawiedliwe.

A te wszystkie bioprodukty? Ile z nich jest naprawdę zdrowych? Czy nie jest tak, że wystarczy wypuścić produkt z etykietą, na której jest bardzo okrojony skład? Ot po prostu.

Nie, to nie tak. Bio czy organic oznacza sposób produkcji, taka informacja na etykiecie nie ma nic wspólnego z tym, czy produkt jest zdrowy czy nie. Produkty bio, czy te z okrojonym składem też bywają niezdrowe. Nadmiar cukru bio jest tak samo szkodliwy, jak nadmiar cukru nie – bio.

Nie ma co ukrywać, że rozpoznawanie wszystkich składów to wyższa szkoła jazdy i trzeba się tego nauczyć. Co poradziłabyś zatem młodej mamie szukającej najlepszych rzeczy dla swojego dziecka? Czego przede wszystkim powinna unikać?

Mam kilka sposobów:

  • Lepiej unikać cukru dodanego i soli w pierwszym roku życia i właściwie jak najdłużej. Nigdzie nie ma zaleceń dotyczących konieczności podawania cukru dzieciom. Trochę nie rozumiem idei utożsamiania wspaniałego dzieciństwa z obecnością ton cukru z tłuszczem.
  • Im prostszy produkt (krótszy skład), tym zwykle lepiej.
  • Raczej nie warto kupować produktów reklamowanych jako „zdrowe’. Zdrowe produkty tak naprawdę nie są reklamowane, bo średnio da się na nich zarobić.
  • Nie warto kupować produktów zawierających tłuszcz częściowo i całkowicie utwardzony.
  • Warto unikać też ludzi, którzy nie szanują naszych zasad żywienia dzieci oraz pseudospecjalistów mających zero – jedynkowe podejście do żywienia dzieci i dorosłych. Najczęściej uczciwa odpowiedź na większość pytań brzmi „to zależy”.

Zdradzisz nam swoje tricki na bardziej przemyślane zakupy?

Stosuję to co wyżej plus patrzę na długość składu i porównuję ilości cukru. Staram się nie kupować produktów dosładzanych. Jak chcę zjeść coś słodkiego, to jem coś słodkiego z pełną świadomością tego co jem, zamiast udawania, czy oj tam oj tam.

Bez ogródek rozprawiasz się z niektórymi produktami. Czy miewasz kłopoty ze strony producentów? Ktoś Cię podał do sądu?

Staram się być obiektywna w swoich ocenach. Nie zależy mi na sensacji, nie używam sformułowań na granicy prawa, bo uważam, że to niepotrzebne. Owszem, czasem bardzo wkurzają mnie pewne składy produktów, zwłaszcza tych dla dzieci, ale nie czuję potrzeby budowania popularności na procesach sądowych, czy ujawnianiu większej ilości faktów z życia prywatnego.

A czy zdarzają się negatywne komentarze ze strony osób obserwujących, czytających Cię? Takie, które poddają w wątpliwość Twoje oceny? Jak sobie z tym radzisz?

Nie, ponieważ moje oceny są oparte na prawdzie wynikającej ze składu oraz wiedzy zdobywanej latami, a nie modzie, np. na glutenfree czy sugarfree. Natomiast niemal codziennie ktoś komentuje mój styl wypowiedzi, styl życia. itd. Tyle, że ja mam bardzo prostą, publicznie dostępną i jasno podaną politykę wobec ludzi, którym się nudzi.

Nie czytam komentarzy o sobie na różnych portalach i stronach, bo nie mam na to czasu. Nie chcę też tracić dobrej energii, którą wolę przeznaczyć na pomoc osobom, które potrafią z tej pomocy skorzystać. Zresztą punkt widzenia inny od mojego nie jest niczym złym, każdy z nas lubi coś innego i ja to akceptuję, nie czuję potrzeby podobania się wszystkim.

Natomiast jeśli komentarz wychodzi poza ramy „mam inne zdanie”- zwykle od razu żegnam się z autorem. Nie akceptuję hejtu, prywatnych podjazdów, złośliwych czy wrednych wypowiedzi, itp. Blokuję takich komentatorów od razu z prostej przyczyny. Dziś ktoś doczepi się do mnie, jutro do mojego Czytelnika – nie pozwalam na takie zachowania, chronię swoją społeczność, dlatego blokuję też osoby lajkujące hejterskie, czy wredne komentarze. Bierna agresja, pozwalanie na dziwne akcje, czy akceptacja agresywnych zachowań, to też forma agresji.

Treści na Facebooku i Instagramie dostępne są bezpłatnie. Publikowanie oraz cały proces przed, czyli rajd po sklepach, sprawdzanie, porównania, analiza zajmuje mi większość czasu przeznaczonego na pracę. Jeśli ktoś nie potrafi tego docenić lub nie chce korzystać z bezpłatnej wiedzy – nie mam z tym problemu, bo to nie moja sprawa. Ale mam problem z osobami, które czują potrzebę wyładowania swoich emocji czy przekazania negatywnej energii na moich profilach. Nie jestem niczyim workiem treningowym. Jeśli ktoś czuje potrzebę wyrażenia swojego niezadowolenia ze stylu mojej wypowiedzi, słownictwa, doboru produktów, mojego wyglądu, stylu życia itd., to niestety musi pójść z tym niezadowoleniem gdzieś indziej.

Odbiorcy za to właśnie Cię cenią, za prawdę. A dałabyś się „kupić”?

Rzadko współpracuję z firmami, ale jeśli już to się zdarza, to wyłącznie z markami, których idee zbieżne są z moimi ideami. Takimi firmami, które charakteryzują się totalną transparentnością zamiast zamiatania pod dywan, czyli świadomie godzą się na współpracę z osobą, która pisze prawdę o produktach.

Mam nadzieję, że nigdy nie będę w aż tak trudnej sytuacji finansowej aby zgodzić się na współpracę niezgodną z moją filozofią życiową. Póki co, ciężko pracuję na swoją swobodę wypowiedzi. Bardzo cenię sobie wolność słowa oraz to, że nie muszę wbrew sobie pisać tego, co ktoś inny uważa za stosowne.

Wydałaś książkę „Smart shopping”. Czy znajdę tam wszystko co pomoże mi robić mądre zakupy?

Wydałam sama „Żywność dla dzieci”, które jest uzupełnieniem „Smart shoppingu”. Jest tam o produktach spożywczych z różnych półek, ale głównie dziecięcych. „Smart shopping” wydałam z Burdą i jest to książka gdzie również znajdziemy analizy składów, ale też trochę teorii. W obydwu książkach zawarte są podstawowe informacje o tym, czego nie warto kupować i dlaczego, oraz na co zwrócić uwagę podczas robienia zakupów.

O czym będę kolejne książki?

Z pewnością głównie o jedzeniu i produktach spożywczych, ale myślę też o czymś spoza tematów żywieniowych 😉

Jaka zmiana w świadomości Polaków, w zakresie żywienia, ucieszyłaby Cię najbardziej?

Ucieszyłabym się ze zmiany światopoglądu, gdyby jak najwięcej osób zrozumiało,

że lepiej kupić czy mieć mniej, ale lepszego, niż więcej gorszego. Nie warto godzić się w życiu na bylejakość, na „jakoś to będzie”. Nie ma być jakoś – ma być dobrze!

Z czego jesteś dumna?

Jestem dumna z każdej osoby, która podejmuje codziennie walkę o lepszą codzienność, z każdego, kto podejmuje próby zmiany nawyków żywieniowych, bo wiem, że nie jest to proste.

Jestem też dumna z siebie, że mimo różnych okoliczności życiowych, mimo kilku bliskich osób, które zamiast mnie wspierać, dość często przypominały mi, że to co robię nie ma sensu i że powinnam „normalnie żyć”, nadal mam siłę i energię do działania. Chciałabym, aby zawsze tak było, chciałabym, aby każdy znalazł w sobie siłę żeby żyć po swojemu, czyli właśnie normalnie.

To jeszcze na koniec: jaki jest Twój ulubiony posiłek, przekąska?

Bardzo lubię posiłki typu „micha” (bowl), gdzie jest wszystkiego po trochę, lubię też kaszę pęczak w różnych konfiguracjach oraz kiszonki. Z mniej zdrowych produktów bardzo lubię nachos oraz dobre brownie czekoladowe 😀

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Ewa Moskalik Pieper

Zdjęcia: Olga Jasińska

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.

Można żyć bez lodówki, ale nie bez miłości – wywiad z projektantką torebek i mamą 3 dzieci

Anitę Bednarek poznałyśmy jako projektantkę damskich torebek i autorkę marki huba. Była dwukrotnie gościem naszego Przeglądu Damskich Torebek. Anita to nie tylko projektantka, to również mama trójki dzieci, partnerka Aleksandra i kobieta, która nie boi się wybierać tego co dla niej ważne. Jej historia i wybory mogą Was zainspirować. Zapraszamy!
  • Ewa Moskalik - Pieper - 16/10/2020

Anito, cieszę się, że możemy porozmawiać, bo wierzę, że Twoja historia może być inspirująca dla naszych Czytelniczek. Projektujesz i sama tworzysz torebki. Twoja marka huba, którą rozkręcałaś ze swoją wspólniczką miała okres wielkiej prosperity (publikacje w czasopismach modowych, wywiady), ale Ty z tego – czy tak można powiedzieć – zrezygnowałaś? Dlaczego? Skąd taka decyzja?

Nie czułam, że z czegoś rezygnuję. Wręcz przeciwnie – miałam wrażenie, że zyskuję! I to coś bezcennego: spokój, czas, własny rytm, prywatność, autentyczność. Warto też zapytać się siebie w takim momencie: czym dla mnie jest sukces? Dla mnie w tamtym okresie sukcesem było postawienie na rodzicielstwo bliskości.

Biznes rozkręcałam razem z Kingą, niecałe dziesięć lat temu w Poznaniu. Huba była na tamten czas projektem unikatowym – stworzyłyśmy elegancką torebkę kształtem przypominającą leśną hubę (często mówię, że huba to elegancja kształtem z lasu), której idea zaczerpnięta była od bardzo praktycznej straganowej „nerki”. Teraz ten pomysł może wydawać się banalny, ale w tamtym czasie byłyśmy jedną z pierwszych marek na polskim rynku tworzącą taki produkt.

Od początku dbałyśmy o każdy detal i dobrą prezentację naszych projektów. Wszystko razem sprawiło, że bardzo szybko zainteresowały się nami media. Robienie biznesu to było szybkie tempo, często też praca do późna w nocy, wyjazdy do stolicy na targi, konieczność bycia obecnym towarzysko i medialnie plus dużo stresu i zależności. Ta rzeczywistość przestała być kompatybilna z moją, kiedy w 2014 roku na świat przyszła moja pierwsza córka – Inka. Od tego momentu wszystko się zmieniło. Razem z Aleksandrem (moim życiowym partnerem) chcieliśmy, aby Inka miała dzieciństwo w bliskości z nami, otoczona naturą, bez stresu i bez pośpiechu. Porzuciliśmy nie tylko intensywną pracę, ale też życie w mieście.

Anita Bednarek

Można powiedzieć, że zbudowaliście swoje życie na nowo od podstaw i to dosłownie. Teraz budujecie nowy dom, a ten pierwszy Aleksander postawił zupełnie sam, z kamienia, drewna i gliny z gigantycznym zielonym dachem porośniętym rukolą. Zanim jednak osiedliście, po urodzeniu córeczki w 2014 roku wyruszyliście w podróż, na południe Europy, przerobionym własnymi siłami na camper samochodem dostawczym. Po powrocie zamieszkaliście w … namiocie. Opowiedz o tym czasie.

O tak, świetnie to ujęłaś! Ten czas to była szkoła życia od podstaw. Camper był znakomitym przygotowaniem do późniejszego mieszkania w namiocie. Z niewielką ilością rzeczy, na niewielkiej przestrzeni przemierzyliśmy wybrzeże południowej i zachodniej Europy. Jeździliśmy tak kilka miesięcy, ciesząc się każdym dniem. Pracowaliśmy wtedy zdalnie. Moja mama chętnie przyjęła propozycję wspólnego prowadzenia firmy. Podczas mojej nieobecności w Polsce, to ona wszystkim koordynowała i wysyłała zamówione huby. Od tego czasu tworzymy markę razem.

W podróży było wspaniale, ale serca mówiły nam, że nasze miejsce jest bliżej rodziny, dziadków, pradziadków, przyjaciół, polskich drzew i krajobrazów. Znaleźliśmy więc ziemię w lesie nieopodal jeziora i tu zaczęliśmy budować naszą enklawę. Nie chcieliśmy brać kredytu na budowę, więc jako pierwszy stanął duży namiot. 🙂

Anita Bednarek z mamą i malutkim Iwo

Jak się żyje w namiocie z malutkim dzieckiem?

O mieszkaniu w nim można napisać grubą książkę, a i tak nie da się przekazać nauki jaka z tego wypłynęła. Przede wszystkim pokora, brak oczekiwań i docenienie tego co się ma. To były też intensywne trzy lata odkręcania wszystkiego czego nauczył nas system i kultura, czas poszukiwania własnych dróg i rozwiązań. Bardzo dużo się dowiedzieliśmy – o świecie i o sobie (na przykład jak samodzielnie wywiercić studnię albo jak nie oszaleć mieszkając na 10 metrach kwadratowych). A najlepsze jest to, że ten stan cały czas trwa. Nieustannie uczymy się czegoś nowego, czy to uczuć czy rzemiosła. Cieszymy się też z naszego drewnianego domu. Znamy w nim każdy kamień, każdą deskę i sęk. Wiemy (i czujemy), że wypełniony jest dobrą energią.

Jestem pod wrażeniem Waszej historii. Wiem, że z obawy o brak zrozumienia Waszych wyborów nie chwalicie się tym jak żyjecie. Czy zdarzyło Wam się spotkać z krytyką, niezrozumieniem? Jak przyjmują Wasze decyzje najbliżsi?

Nasi bliscy są cudowni. Wykazali się ogromną pomocą i akceptacją, często pomimo nierozumienia naszych wyborów (to się chyba nazywa bezwarunkowa miłość i tolerancja). Oczywiście z różnych stron dostawaliśmy dużo pytań. Czy macie tam prąd? Jak żyjecie bez lodówki? A pralka? Pewnie sama zadałabym podobne pytania, gdybym usłyszała taką historię. To trzeba przeżyć. Teraz odpowiadam najczęściej, że można żyć bez lodówki, ale nie bez miłości. (Dla zaspokojenia ciekawości: tak mamy pralkę 🙂 ).

Bardzo dużo mówimy na portalu o odwadze, o podejmowaniu wyzwań związanych z powrotem na rynek pracy, założeniem biznesu, czy po prostu, postawieniem na siebie. Ty podjęłaś odważną decyzję. Zrezygnowałaś z wygód, które daje wielki biznes, dla spokoju, życia w wersji slow, życia w lesie, blisko przyrody. Taka decyzja wymagała wielkiej odwagi.

Inaczej: Zrezygnowałam z niewygód biznesu i zostawiłam sobie tylko to, co jest w nim dla mnie wygodne. Tak na to patrzę. Dzięki temu marka huba jest autentycznie slow (uśmiecham się kiedy to piszę). Nie muszę robić niczego wbrew sobie.

Huba działa nadal. To Wasze źródło utrzymania. Jak dzisiaj prowadzisz własną firmę? Czy ktoś Ci pomaga?

Tak jak wspomniałam działam razem z mamą, a naszym firmowym fotografem jest Aleksander. Można powiedzieć, że teraz huba to firma rodzinna. Od jakiegoś czasu sama zszywam każdy egzemplarz, mam bardzo dużo zamówień indywidualnych, co sprawia, że jest różnorodnie i unikatowo. Często dostaję zadania specjalne na wyjątkową hubę. Uwielbiam takie misje. Niektóre prace wykonują dla mnie polscy rzemieślnicy. Ostatnio nawiązałam też wspaniałą współpracę z polskim producentem okuć kaletniczych – huba ma teraz własne karabińczyki i regulatory z wygrawerowanym logo. Jestem z nich bardzo dumna i zadowolona. 🙂 Uwielbiam też hubowe metki wykonane przez łódzką firmę skład.

Wspomniałaś mi też wcześniej o swoich rozterkach. Z jednej strony chcesz nadal prowadzić własną małą firmę, żyć spokojnie, ale też nie musieć rezygnować z potrzeb swoich i swojej rodziny. To ważne pytania, zwłaszcza w przededniu wyzwań, które stoją przed Tobą. Po raz trzeci zostałaś mamą. Gratuluję!

Dziękuję! A odpowiedzi ciągle nie znalazłam, ale szukam. Wcześniej zastanawiałam się czego chcę dla siebie, dla rodziny, teraz czas pomyśleć czego chcę dla firmy. Wierzę, że kierunek rozwoju huby jest dobry i nierozłączny z moją życiową drogą. Idziemy w stronę natury. Szyję teraz w przewadze z materiałów naturalnych: bawełny, papieru (washpapa), korka i konopii. Chciałabym, aby marka huba była kojarzona ze świadomym podejściem do projektowania i kupowania.

Przywracam też osobowy kontakt z klientem: do każdej przesyłki załączam karteczkę z narysowanym przeze mnie obrazkiem i ręcznie pisanym listem, za każdym razem obrazek i list jest nieco inny. W tym co robię wierzę w wymianę dobrej energii i możliwość balansu.

Wierzę, że można prowadzić małą firmę żyjąc w zgodzie ze sobą bez konieczności rezygnowania z własnych potrzeb.

Mamy taką karteczkę od Ciebie. 🙂 Dostałyśmy ją wraz z wysłanymi przez Ciebie na nasz redakcyjny konkurs hubami, przy okazji jednego z Przeglądów Damskich Torebek. Bo właśnie, projektowanie torebek to nie jest Twoja jedyna artystyczna działalność. Jesteś rysowniczką. Co to jest Hubabear?

Hubabear to mój rysunkowy sposób na rejestrowanie rzeczywistości. Zamiast robić zdjęcie, rysuję obrazki. Każde z moich dzieci ma taki dzienniczek, w którym rysując notuję wydarzenia z ich życia i różne śmieszne sytuacje czy zabawne teksty. To też dla mnie czas na odprężenie i wyłączenie się. Kiedy rysuję to mam swój świat 🙂 i „mamie się wtedy nie przeszkadza”. Poza tym robię to odkąd pamiętam, a moim marzeniem jest wydanie książeczki dla córek, mam i babć, wspierającej dialog międzypokoleniowy, wymianę myśli i doświadczeń w tematach kobiecych.

Mam już sporo rysunków, ale jeszcze brakuje mi pomysłu na całość. Może ktoś chce się przyłączyć do projektu? 🙂

W swojej małej miejscowości założyłaś grupę kobiet, które wzajemnie się wspierają. Od jak dawna spotykacie się w kręgu kobiet i jak wyglądają takie spotkania?

Krąg powstał z potrzeby spotkania (wracając do Polski przeprowadziliśmy się w miejsce, w którym nie znaliśmy nikogo). Poza tym w swoim życiu dostałam dużo dobrego od kobiet, uczestniczyłam w takich kręgach i chciałam się tym podzielić ze społecznością, do której dołączyłam. Spotkania są bezpłatne i każda Pani może wziąć w nich udział. Do tej pory miałyśmy warsztaty kulinarne, podstawy szycia na maszynie, zajęcia florystyczne, kilka koncertów relaksacyjnych połączonych z zajęciami jogi, był taniec 5 rytmów, czytanie i interpretacja rozdziałów „Biegnącej z wilkami”, masaż całego ciała, masaż twarzy, wykład z refleksologii, robiłyśmy też mydła i kosmetyki naturalne, uczyłyśmy się makijażu i łapałyśmy energię trenując Qi gong, oj czego to nie było!

Na spotkaniach dzielimy się wiedzą i doświadczeniem, razem uczymy się nowych rzeczy, a przede wszystkim pokazujemy, że kobiece wsparcie daje ogromną siłę. Poza tym, miło jest najzwyczajniej wyrwać się z domu i pogawędzić przy kawie i cieście.

Czasem w naszych rozmowach pytamy kobiety, które podjęły się jakiegoś wyzwania, założyły firmę, przebranżowiły się lub po prostu znalazły pracę swoich marzeń, co chciałyby przekazać innym kobietom będącym w obliczu ważnej decyzji, w podobnym miejscu. Czy Ty chciałabyś coś przekazać? A może chcesz o coś zapytać?

Przywołam pytanie z początku wywiadu: Czym dla Ciebie jest sukces? Czym dla Ciebie jest luksus? Co to jest bogactwo (Twój własny luksus i Twój własny sukces i bogactwo – nie te, których nas nauczono). Polecam takie ćwiczenie ze wszystkimi innymi „ważnymi” słowami. Dla mnie wiele z nich nabrało zupełnie nowego znaczenia. A rozmawianie o nich z dziećmi to kolejna porcja wiedzy!

Dziękuję Ci za rozmowę.

Zdjęcia: archiwum prywatne Anity

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.

15 pomysłów na śniadania do szkoły, które zachwycą dzieci

Czujesz jeszcze moc i wenę przygotowując dziecku śniadanie do szkoły, czy powoli tracisz inspirację i masz ochotę rano polecieć po słodką bułkę do piekarni obok? Ja się jeszcze trzymam i kroję marcheweczki, ogóreczki i papryczki w paski, ale zrobiłam dla nas listę ratunkową. Zobacz, może Ci się przyda!
  • Ewa Moskalik - Pieper - 14/10/2020
dziewczynka wychodzi do szkoły

Śniadania do szkoły

Nie zawsze lubiane przez dzieci i czasem budzące grozę w rodzicach: śniadania do szkoły, nie muszą być codzienną udręką. Mogą stać się przyjemnością dla obu stron. Jeśli nie masz czasu na przygotowywanie bardzo zdrowych i własnoręcznie zrobionych oraz w niekończących się ilościach przekąsek, zdaj się na to co dostępne na bazarach i w sklepach, a co nie straszy tablicą Mendelejewa w składnikach na etykiecie.

Postaraj się, żeby było zdrowo, z jak najmniejszą ilością cukru (bo cukier przeszkadza dziecku skupić się na lekcjach, a tego przecież nie chcesz 🙂 ) i … skonsultuj menu ze swoją pociechą. Razem ustalcie co lubi dostawać do zjedzenia w szkole, a może po jakimś czasie da się też namówić do zapakowania np. warzyw na parze.

Przeczytaj także: Jak przetrwać poranek i nie zwariować? 

Zdrowy wybór

Moda na zdrowe odżywianie trwa w najlepsze i to bardzo dobrze, bo w ten sposób do każdego dojdzie choć znikoma wiedza o tym co trzeba, a czego nie powinniśmy jeść. Jednak nasze dzieci często mają w nosie modę, zwłaszcza jeśli chodzi o jedzenie, a jeśli  kierują się modą, to niestety taką, która nas rodziców stawia na baczność. Podjadanie czipsów, słodkich batoników, czy innych niezdrowych przekąsek bywa wśród dzieci nagminne. Dlatego warto rozmawiać i tłumaczyć do skutku, samemu przy tym ostentacyjnie i z zachwytem podgryzając marchewkę. Działanie przez przykład…działa!

10 pomysłów na śniadania do szkoły

1. Owoce – jabłka, gruszki, winogrona, śliwki – jeszcze teraz jest ich dostatek, a zimą banany, mandarynki, pomarańcze, pokrojony w paski melon.

2. Warzywa w słupki i nie tylko (czyli wszystko co da się pokroić: rzodkiewki, marchewki, fasolka szparagowa, papryka, ogórek, seler naciowy, rzepa, kalarepa i pomidorki koktajlowe.

3. Niezawodne (nie zawsze niestety 🙂 ) kanapki – a co w środku to już tylko kwestia wyobraźni i oczywiście gustu dziecka – wszelkiego rodzaju pasty roślinne, ulubione dżemy, masło orzechowe (jeśli może zjeść), pasztet, wędlina (dzieci lubią kabanosy), sery – czyli czego dusza zapragnie. Warto też zmieniać rodzaj pieczywa.

4. Nabiał – są dzieci, które uwielbiają wszelkiego rodzaju sery oraz jajka. Bardzo wdzięczne do spakowania do śniadaniówki są jaja przepiórcze, ale jaja kurze przekrojone wzdłuż też dadzą radę. 🙂 Jeśli Twoje dziecko lubi np. mozzarellę możesz przygotować sałatkę Caprese, (fajna jest też ta mozzarella w postaci małych kuleczek), a ser biały wykorzystać do zrobienia pasty np. z awokado.

5. Suszone owoce i orzechy – to świetny pomysł na dodatek do zimowego śniadania i nie tylko. Zimą o świeże owoce zdecydowanie trudniej, a dzieciom potrzeba witamin przez cały rok.

6. Domowe tosty – nawet na zimno są smaczne i chętnie zjadane, a może czasem uda się w nich przemycić jakieś warzywo, albo pieczywo z ciemniejszej mąki. 🙂

Poznaj także przepisy na smaczne i szybkie śniadania na ciepło – w domu

7. Napoje mleczne i jogurty – bardzo lubiane przez większość dzieciaków, mogą być do picia i do wyjadania łyżeczką (a idealny byłby jogurt naturalny z granolą, którą wspólnie z dziećmi można przygotować w domu).

8. Domowe wypieki – ulubione ciasto, ciasteczka zbożowe, rogaliki – oczywiście najbardziej pożądane byłyby wypieki bez cukru, albo choć z mniejszą jego ilością. 😉

9. Naleśniki i pancakes lub inne placki przekładane ulubionym powidłem, dżemem (pewnie same placki naleśnikowe też cieszyłyby się dużym powodzeniem. 🙂 )

10. Gofry – dzieci je uwielbiają, Zjedzą suche, ale można też dodać do nich owoce. Pomarańcze, winogorna, mandarynki mogą być jako dodatek lub owoce dodane do ciasta. U nas sprawdziły się z borówkami.

11. Sałatka z ulubionych składników – najlepiej z takich, które najbardziej lubi Twoje dziecko, może być groszek, kukurydza, ugotowany makraon i fasolka szparagowa i np. kawałki kurczka. To wszystko polane odrobiną oliwy z oliwek.

12. Mięsne kotlety mielone w bułce plus ogórek kiszony – coś na kształt domowego hamburgera – dzieciom, które lubią inne warzywa, można przemycić w środku paprykę (nawet konserwową) i plasterek cebuli (to już pewnie nie dla wszystkich, choć znam dzieci, które ją bardzo lubią 😉 )

13. Wrap a la McDonalds – taki udawany, bo zależy co masz. Można zrobić z placka jak na naleśniki, a można z omleta, który można zrobić bardzo szybko. Zawijamy w nim co nam wpadnie do głowy. U nas smarujemy białym serkiem i przemycamy paski ogórka (kiszonego lub świeżego), papryki, ale przede wszystkim z wrapem świenie wchodzi sałata i rukola.

14. Sałatka owocowa – nie wszystkie owoce są lubiane przez nasze dzieci, moje np. nie przepadają za ananasem i kiwi, ale jak pomieszam im to w sałatce, to znika wszystko. Czasem okraszę to rodzynkami, czasem dodam odrobinę miodu, bywa, że i łyżkę jogortu.

15. Coś do picia – woda, herbata, soki i przeciery owocowe – oczywiście najzdrowsza woda lub o tej porze roku ciepła herbata, jeśli jednak dziecko nie chce jeść żadnych owoców i warzyw, to alternatywą jest właśnie sok. Najlepiej jednak wybierać te bez cukru, albo przynajmniej omijać szerokim łukiem napoje słodzone.

A może przydadzą Ci się przepisy na szybkie obiady, takie, które zrobisz w 15 minut?

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Podyskutuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail