Czego szukasz

Czy mamy niepracujące zawodowo są bardziej smutne?

Z badań wynika, że mamy, które nie pracują zawodowo, częściej borykają się ze stresem, smutkiem, złością… By to stwierdzić, w 2012 roku serwis www.gallup.com zbadał ponad 60 tys. Amerykanek. Mimo sporej odległości Polski od Stanów, wydaje mi się, że wszystkie mamy odczuwają podobnie. Czy to znaczy, że my wszystkie skazane jesteśmy na spadek psychicznej siły, gdy w domu pojawia się dziecko, a my zostajemy w domu, by się nim opiekować? 

Jestem mamą. Nie pracuję zawodowo, moją pracą jest moje dziecko i dom. Nie szukam etatu, choć czasem mam ochotę wyrwać się stąd, wyjść do ludzi. Zdarza się, że ogarnia mnie złość, może to hormony, nie wiem… Według wyników badania „Stay-at-Home Moms Report More Depression, Sadness, Anger” moje chwiejne nastroje i smutek mogą być spowodowane brakiem normalnej pracy. Może coś w tym jest.

Zmartwiona i pod presją?

Pewnie gdybym brała udział w tym badaniu, byłabym wśród tych 41% kobiet, które po prostu się martwią. Czy to źle martwić się o najbliższych? Czy może chodzi o pieniądze, jak damy radę utrzymać rodzinę z jednej pensji, a jeszcze ta rata za mieszkanie…To prawda, czuję presję – ekonomiczną, ale także tę bardziej codzienną, by wychować dziecko na dobrego człowieka. Czuję się współodpowiedzialna za naszą rodzinę, to normalne, że się martwię. Moje życie nie jest beztroskie.

Bardzo mnie to irytuje. Czy to, że całą swą uwagę poświęcam swojemu dziecku, sprawia, że jestem niepełnowartościowa? Czy to etat sprawia, że kobieta czuje się spełniona i szczęśliwa? Jak to jest, że nadal pokutuje stereotyp, że mama, która nie pracuje, idzie na łatwiznę, żeruje na mężu i jest monotematyczna – zupki, kupki, ząbki i gotowana marchew? To prawda, ciężko jest znaleźć czas na słodkie nicnierobienie, czasem brakuje godziny tylko dla siebie, ale śmiech mojego dziecka wynagradza wszystko i dodaje energii…

Czy jestem mamą, która potwierdza wyniki badań?  Czy zostając w domu, mniej się śmieję, mniej rzeczy sprawia mi przyjemność, moje życiowe doświadczenia ubożeją, a ja cofam się w swoich emocjach, gdyż nie przeżywam nic nowego, nic pobudzającego? Jeśli tak jest w istocie, to chcę być wyjątkiem, który tę regułę potwierdza, a nie przykładem na to, że mama w domu to nieszczęśliwa mama.

Gdy nie wiadomo, o co chodzi, to znaczy, że chodzi o pieniądze…

Próbuję znaleźć odpowiedź na tezę, dlaczego mamy, które wybierają macierzyństwo zamiast kariery, stosunkowo częściej doświadczają smutku, gniewu, a nawet depresji. Patrzę na wyniki tych badań i zastanawiam się, skąd te kilka procent mniej, w każdym punkcie. Dlaczego cały etat w domu to automatycznie mniej pozytywnych doznań? Myślę, że może chodzić o zmianę środowiska. Kobieta, która dzieli życie na pracę i dom, ma więcej okazji do poznania nowych osób, dowiedzenia się czegoś nowego, przeżycia czegoś inspirującego.  I tu może tkwić sedno. Ale czy te kilka procent więcej okazji do chwil radości to dobra motywacja do tego, by wybierać pomiędzy dzieckiem a pracą? A może, gdy nie wiadomo, o co chodzi, chodzi o pieniądze…

Według badań, mamy, które nie pracują zawodowo, a ich rodzinny budżet jest dość ograniczony, są bardziej zestresowane i częściej doznają negatywnych emocji niż mamy pracujące na etacie, nawet z podobnie niskim budżetem domowym. Doskonale wiem, o czym jest mowa! W porównaniu z kobietą, która ma wpływ na sytuację finansową w domu, ja mogę tylko wspierać męża. Pewnie gdybym pracowała, nawet na mały procent etatu, czułabym, że mogę coś zmienić, że mam możliwość, by coś zmienić – wziąć dodatkowe nadgodziny czy może zmienić stanowisko na lepiej płatne.

To prawda, czuję presję, nie będę zaprzeczać. Macierzyństwo, paradoksalnie, to ciężki kawałek chleba, ale finansowo na poziomie wolontariatu. Czuję presję pierwszego dnia każdego miesiąca, a także hamuję swoje wewnętrzne „chciałabym…”, gdy przechodzę koło centrum handlowego. Przecież jeszcze nie jest źle, a mimo to z tyłu głowy ciągle mam myśl, że finansowo może być krucho. Czy to właśnie miało udowodnić to badanie? Że mamy opiekujące się dziećmi w domu ograniczają swe emocje, chęci, pragnienia, bo hamuje je napięty budżet?

A może jednak nie chodzi o pieniądze?

Przypomniał mi się film „Plac Zbawiciela”. Takie ekstremalne przykłady pokazują, że to nie pieniądze mogą poprawić poziom samopoczucia pełnoetatowych mam. To nie tysiące złotych na koncie, mieszkanie blisko dyskontu czy nawet wakacje nad morzem. Jeśli czegokolwiek może brakować mamom, to właśnie wsparcia. Poczucia, że to, co robią, jest ważne i potrzebne. Że ich wybór, czyli skupienie się na dziecku, to piękny gest, a nie łatwiejsza droga. Jeśli będę wiedziała, że mój wkład w budowanie rodziny jest doceniany i ważny, nikt mi nie powie, że mam mniej powodów do uśmiechu, że łatwiej wpadam w złość, a nawet mam skłonności do depresji. Kluczem do harmonii jest to, by każdy realizował się w swojej roli – czy jest się mamą na pełen etat czy biznesmamą na pół etatu.

TheGallup-HealthwaysWell-BeingIndex® to pierwsza w historii organizacja, która codziennie bada zdrowie i dobre samopoczucie mieszkańców USA. Wyniki badania „Stay-at-Home Moms Report More Depression, Sadness, Anger’”zostały oparte na ankietach telefonicznych przeprowadzonych w grupie 60,799  losowo wybranych kobiet, w wieku od 18 do 64 lat. Organizatorzy akcji twierdzą, że maksymalny margines błędu wynosi ±1punkt procentowy.

Więcej informacji pod linkiem: http://www.gallup.com/poll/154685/Stay-Home-Moms-Report-Depression-Sadness-Anger.aspx

Zdjęcie: sxc.hu

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Mama maleńkiej córeczki, uprawiająca swój własny freestyle, lovestyle, lifestyle i workstyle. Bardzo socjalna i tekstualna, lepsza w piśmie niż w mowie. Lubi swoją  pracę - jak nie pracuje, to chociaż o tym pisze. Prowadzi blog www.tekstualna.pl
Podyskutuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie