Czego szukasz

Czekałam na dziecko 10 lat i zapomniałam o sobie – list od Anny

– Gdy spoglądam wstecz, widzę najpierw niepewną siebie dziewczynę, potem zapracowaną żonę, a na końcu matkę. W ciągłym pędzie, ciągle gdzieś spóźniona, coś komuś winna. Przed oczami mam obrazy ciągłych powinności, że coś trzeba tu i teraz. Łatwo się pogubić, prawda? Ale takie jest przecież życie większości kobiet w Polsce. – To słowa Anny, bohaterki listu do redakcji. Przeczytaj!

  • Listy do Redakcji - 12/02/2020
zamyślona młoda kobieta

Długa walka o dziecko

Najpierw nauka – dużo nauki. Liceum, studia. Wyjazd z małego miasteczka do dużego miasta. Na studiach chłopak, para, ślub. Praca, dziecko… Tak miało być.

A jak było?

Problemy zaczęły się wtedy, gdy w tej klasycznej układance pojawił się pomysł na dziecko. Najpierw z dystansem, nie do końca pewna, czy to mój pomysł. W sumie – opierałam się. Przekładałam. Bo pierwsza praca, stres, rozwój… Ale też podeszliśmy z mężem do sprawy projektowo – a więc na początek kompleksowe badania. No i u mnie problem. Cysta. Nic wielkiego – „Przeleczymy kilka miesięcy i możecie Państwo się starać dalej”. Tak mówił pierwszy, drugi i trzeci lekarz.

Za każdym razem przerwa między kuracjami hormonalnymi nie wynosiła mniej niż 2 – 3 miesiące. Minęły 3 lata. I zupełnie siebie nie poznawałam. Hormony zamieniły mnie w demona. Nie kontrolowałam swoich emocji, byłam chodzącą bombą. A przede wszystkim – ogromnie siebie nie lubiłam. Z dnia na dzień coraz bardziej.

Projekt – dziecko

Stałam się nieistotnym tłem. Okazało się, że w chwili, gdy dziecko stało się takim wyzwaniem, za szybą, za rzeką – to zafiksowałam się na nie. Odłożyłam na bok wszelkie decyzje. Praca stała się narzędziem do celu – dawała pieniądze na dalsze leczenie, na wychowanie dziecka. I z dnia na dzień, to co robiłam – w takim pośpiechu, tak przypadkowo, tak zorientowane na pieniądze – przestało sprawiać mi jakąkolwiek przyjemność. Kolejne prace. Firma, kolejne zlecenia. Przypadek. Zero planu i pomysłu na siebie.

Zatraciłam się w tej mechanicznej pracy. Zapomniałam, że istnieje coś takiego jak hobby, przyjemność, sport – dla własnej przyjemności. Wszystko było podporządkowane projektowi DZIECKO. Nie do przecenienia była presja otoczenia – cóż z tego, że w dobrej wierze. Krzywdzili, bo dopytywali, czy już, bo doradzali… Ci, którzy wiedzieli. Dla innych – co często wychodziło po długim czasie – była wysoko uniesiona garda. To nasz wybór i już.

Kiedy po latach rozmawiałam z bratową, opisując jej co przeszłam, była zdziwiona. Była pewna, że my nie chcieliśmy mieć dziecka z wyboru. A ja nie mogłam zrozumieć, jak nie zauważała naszych smutnych spojrzeń skierowanych na bratanice i bratanków… Z czasem zaczęliśmy się separować od ludzi z dziećmi.

Przeczytaj też historię Sylwii – Pracoholiczka, która chce zostać mamą

Jak to się stało, że nie zwariowaliśmy?

Nie pojmuję tego. Ale przyszło kilka życzliwych zbiegów okoliczności. Choć pewnie nie wszyscy tak to ocenią. Lata terapii, psychicznej presji, moich zmian charakteru odcisnęły się boleśnie na naszym małżeństwie. Nie mogliśmy na siebie często patrzeć, a co dopiero starać się o dziecko…

Gdy doszły problemy męża z jakością nasienia, opadły nam ręce. Szanse na dziecko malały coraz bardziej. In vitro albo adopcja. Moja kariera – choć tak naprawdę jej nie było – nie dawała takich zarobków, żeby do in vitro się przymierzyć, bez opcji zadłużenia na długi czas. Ale tak – braliśmy to pod uwagę. Choć lekarze coraz częściej sugerowali, że problem ma podłoże psychiczne.

Na koniec tej męki – mądry, doświadczony, a co najważniejsze – zaprzyjaźniony lekarz w innej części Polski – podjął decyzję o zoperowaniu cysty. Na ostatni dzwonek. Uratował jajnik, choć niewiele go zostało. Dowiedziałam się też, że drugi jajnik jest „leniwy”.

Korespondencyjnie nie zrobimy dziecka

Potrzebowaliśmy oboje dużej zmiany. I wysłuchano nas. Choć pewnie nie tak to sobie wyobrażaliśmy. Mąż dostał pracę za granicą. Na 2 lata. Co robić? Korespondencyjnie nie zrobimy dziecka… Ale to był taki punkt, w którym ta decyzja nagle okazała się zbawienna. 2 lata rozłąki, „widzenia” raz na miesiąc. Masakra. Zatem najpierw w domu kot – bo do pustego domu nie wracam – a potem pożegnanie na lotnisku.

Po miesiącu jego powrót i upojne powitanie. A miesiąc później dwie kreski na teście! Kolejne dwa miesiące później usunięcie martwej ciąży… A kolejne 2 miesiące później lekarz mówi, że mamy zielone światło. I znowu pojawiły się szanse na dziecko. I potem znowu przez 4 miesiące staramy się i staramy.

Pomysł na siebie

Aż nagle powiedzieliśmy dość! Bo ile można. Cieszmy się z tego co mamy. Ja w Polsce dzięki tej rozłące poczułam, że mogę, umiem żyć i mieszkać sama. Zaczęłam się na nowo odkrywać. Poszukiwałam nowych pomysłów na siebie. Powinnam to była zrobić na samym początku. Jak mogłam pomyśleć, że to dobry pomysł, aby ładować w taki bałagan dziecko? I co najważniejsze dla nas – seks odciążony obowiązkowym zapłodnieniem, stał się nagle bardzo inspirujący.

Pół roku później pojawił się nasz Synek

Było to coś tak abstrakcyjnego, że długo nie wiedziałam, jak to ogarnąć. Próbowałam projektowo. I dobrze mi szło. Do porodu. A potem – kosmiczna zjeżdżalnia. Powikłania poporodowe, pół roku bez snu… Znacie to pewnie, nie ma sensu się rozpisywać.

Problemy z firmą, brak pieniędzy. I dziecko zamiast radości stało się dodatkowym zadaniem. Musiało minąć parę lat, moje 2 lata terapii, kiedy myślałam, że właśnie zaczynam chorować na depresję – jak moja mama – żebym naprawdę ponad życie pokochała swoje dziecko.

Czy miałam depresję poporodową? Być może. Gdy patrzę te 10 lat wstecz, to widzę, że moimi decyzjami rządził przypadek, presja społeczna. Rzuciłam wszystko w oczekiwaniu na coś, co ostatecznie było poza moją kontrolą.

Dzisiaj, gdy moje dziecko robi się coraz większe, zauważam, że mam sporo luk. Chciałabym mu pokazywać piękno i bogactwo świata, ale jak mam to robić, gdy sama nie poznałam go dogłębnie? Próbuję nadgonić stracony czas i szukam siebie, aby pokazać wszystko mojemu dziecku. Dzisiaj wiem to, czego nie wiedziałam 10 lat temu.

Posłuchaj mnie Mamo?

Czy czuję się kompetentna do takich rad? Raczej nie. Każdy przechodzi ścieżkę swojego życia sam. Choć czasami pomaga uświadomienie sobie, że ostatecznie na jej końcu – czy to jest praca, rodzina, zdrowie – jesteśmy niezmiennie sami postawieni wobec dokonanych przez nas wyborów.

Jeżeli my nie mamy z tego co robimy radości. Jeżeli nie lubimy siebie, budzimy się codziennie ze zdziwieniem i pytaniem po co to wszystko – to po prostu jesteśmy nieszczęśliwi. I nikt nam nie będzie stawiać pomników.

Pamiętacie, komu stawia się pomniki? Czy tym ludziom robi to różnice, czy go mają czy nie? Nie, to jest ważne dla żywych. Natomiast dla tych co odeszli, mogło mieć znaczenie, czy robili w życiu to, do czego czuli „miętę” i zapał.

Anna

Zdjęcie: Pixabay.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Listy do Redakcji

Poglądy wyrażone w listach są wyłącznie poglądami ich autorów i nie mogą być uznane za poglądy Redakcji Mamo Pracuj.

Odnalazłam swoją drogę, nie chciałam wracać na etat – historia Anety

Aneta Beza to mama, która po urodzeniu dwóch synków postanowiła, że chce być z nimi w domu. Kiedy skończył się jej urlop wychowawczy, znalazła swoją własną drogę na powrót do zawodowej aktywności.
  • Listy do Redakcji - 28/10/2019
Aneta Beza portret

Wiedziałam jedno – nie chcę wracać na etat!

Gdy zostałam mamą, zakochałam się po raz kolejny. Było dla mnie jasne, że chcę być przy synku. Spędzać z nim jak najwięcej czasu. Patrzeć jak rośnie, rozwija się, mówi pierwsze słowa. Poszłam na urlop macierzyński, potem wychowawczy i delektowałam się chwilami może ograniczonej, ale jednak w porównaniu z pracą – wolności.

Macierzyństwo moja „bajka”

Spacerując z wózkiem, patrzyłam jak zmieniają się pory roku. Obserwowałam, jak budzi się do życia wiosna, jak latem złocą się zboża, jak jesienią spadają liście. Zimą zjeżdżałam na sankach z górki i cieszyłam się każdą chwilą macierzyństwa. Nauczyłam się również uważności.

Minęły trzy lata, synek poszedł do przedszkola, a ja oczekiwałam kolejnej miłości mojego życia – drugiego synka. Już wiedziałam! Kolejne 3 lata spędzę na „urlopie”. Nie wyobrażałam sobie innego scenariusza. Macierzyństwo, mimo trudnych momentów i początkowego zmęczenia to zdecydowanie moja „bajka”. 🙂

Zakładam bloga!

Z miłości do dzieci i pisania założyłam bloga dla mam www.mamaspace.pl, na którym dzieliłam się swoimi doświadczeniami, przemyśleniami, pomysłami na zabawy i wspólne spędzanie czasu. To była moja przestrzeń.

Ciemnowłosa dziewczyna w niebieskiej koszuli
Aneta Beza

Moja eureka!

Mijały kolejne lata, a w głowie coraz częściej pojawiała się myśl – co będę robić zawodowo, gdy drugi synek pójdzie do przedszkola? Wiedziałam jedno – nie chcę wracać na etat! Nie chciałam, aby chłopcy spędzali całe dnie w przedszkolu czy szkolnej świetlicy czekając aż mama czy tata skończą pracę i ich odbiorą. Codzienna opieka dziadków nie wchodziła w grę (mieszkają zbyt daleko). Niani również nie brałam pod uwagę, mając silne przekonanie, że wychowanie dzieci to rola rodziców.

Koniec urlopu wychowawczego – i co dalej?

Myśl o końcu urlopu wychowawczego nieustannie powracała, a ja nie miałam pomysłu na siebie. Wiedziałam, że idealnym rozwiązaniem byłaby praca zdalna, miałam jednak wątpliwości czy uda mi się ją znaleźć. Osobiście nie znałam nikogo, kto by w ten sposób zarabiał na życie. Mimo wątpliwości postanowiłam to sprawdzić.

Najpierw pomyślałam o pracy w charakterze wirtualnej asystentki. Szybko jednak doszłam do wniosku, że chciałabym pracować w zawodzie (z wykształcenia jestem polonistką/dziennikarką). Wtedy w mojej głowie pojawiła się myśl – copywriting! To była moja eureka! Ale żeby nie było zbyt pięknie, wtedy również pojawiły się wątpliwości czy znajdę zlecenia? Mimo obaw i tym razem postanowiłam spróbować.

Pierwsze zlecenia i praca na swoim

Pierwsze większe zlecenie znalazłam po około 2 miesiącach poszukiwań. Stawka była niska, ale pomyślałam, że od czegoś trzeba zacząć. Blog, który pisałam (i nadal piszę, choć znacznie rzadziej) stał się moim portfolio. To tam odsyłałam klientów, aby mogli zobaczyć moje teksty.

Kolejne zdobyte zlecenia motywowały mnie do działania, przywracały wiarę we własne siły i możliwości. Uwierzyłam w słowa N.V. Peale:

Możesz, jeśli myślisz, że możesz.

Zaczęłam czytać książki w temacie copywritingu i rozwoju osobistego, które bardzo mi pomogły. W zaciszu domowym praktykowałam jogę, w której odnalazłam równowagę i wewnętrzny spokój. Nawiązałam stałe współprace trwające do dziś. Wszystko zaczęło się układać zgodnie z planem i to dokładnie w ostatnim roku mojego urlopu! W lutym bez wahania zrezygnowałam z etatu. Czułam, że idę właściwą drogą. Kilka miesięcy później założyłam działalność gospodarczą.

Jestem z siebie dumna i dobrze mi z tym!

Jak jest dziś? Mam to, co chciałam! Robię to, co kocham! Spełniłam marzenie o pracy zdalnej na swoim i mogę powiedzieć – jestem z siebie dumna!

Owszem, gdy jesteś „zdalną mamą”, praca i życie mieszają się ze sobą i trudniej zachować work life balance. Odbierając dzieci z przedszkola, szkoły jestem po pracy, gdy idą spać, wkładam piżamę i znów do niej wracam. Jednak nie narzekam, bo pracuję na własnych zasadach i jestem szefową swojego życia.

To wszystko nie udałoby się, gdyby nie wsparcie mojego męża, który uwierzył razem ze mną, że dam radę. Zajmuje się chłopcami, gdy mam więcej pracy. A przecież mógł postukać się po głowie i powiedzieć: „nie kombinuj, wróć na etat”.

Jeśli jesteś obecnie w miejscu, w którym ja byłam i szukasz własnej drogi, uwierz w siebie, swoje możliwości i zacznij działać. Codziennie, małymi krokami dąż do celu. Gwarantuję, że zaczną dziać się cuda! Wierzę w Ciebie!

Jeśli lubisz czytać inspirujące historie naszych czytelniczek, zajrzyj również tu:

Dzieci napędzają mnie do działania – historia Magdy, która pracuje zdalnie i robi strony www

Mama bliźniaków pracuje zdalnie – historia Agnieszki wirtualnej asystentki

Historia mamy, która wkracza do branży IT

Dostałam pracę! – list od Agnieszki

Zdjęcia: własność Anety

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Listy do Redakcji

Poglądy wyrażone w listach są wyłącznie poglądami ich autorów i nie mogą być uznane za poglądy Redakcji Mamo Pracuj.

Prowadzę biznes, który do mnie pasuje – historia Kamili

Chciałam wspierać młodych ludzi w rozwoju i pomagać odkrywać potencjał jaki w nich drzemie - mówi Kamila, która zdecydowała się założyć biznes - taki, który odpowiada jej potrzebom i charakterowi. Kamila od pół roku prowadzi własny ośrodek Akademii JA w Krakowie. Poznaj jej historię i sprawdź, czy to także może być biznes dla Ciebie!
  • Kamila Kucwaj - 25/09/2019
Kamila_Kucwaj

Marzenia o pracy z pasją

Pamiętam, gdy jako licealistka obejrzałam film „Stowarzyszenie Umarłych Poetów”. Film zrobił na mnie ogromne wrażenie! Dotykał moich głębokich pragnień. Chciałam tak jak główny bohater – nauczyciel języka angielskiego – wspierać młodych ludzi w rozwoju, budzić w nich pasję do życia i pomagać odkrywać potencjał jaki w nich drzemie.

Chcę wspierać i pomagać innym – moje pierwsze doświadczenia zawodowe

Chęć wspierania innych w rozwoju doprowadziła mnie do tego, że zostałam trenerem w dużej firmie. Bardzo interesowałam się rozwojem osobistym, ukończyłam mnóstwo szkoleń, zafascynowała mnie idea porozumienia bez przemocy (NVC). A temat emocji był mi szczególnie bliski.

Jako osoba wysoko wrażliwa przeżywam je silniej, intensywniej niż przeciętna osoba. Doświadczyłam tego jak praca z własnymi emocjami zmienia radykalnie jakość życia i relacje z innymi ludźmi. Chciałam się tą wiedzą dzielić. Nie do końca jednak wiedziałam jak.

Trzej chłopcy

Akademia JA – od pomysłu do realizacji marzenia

O Akademii JA dowiedziałam się przez przypadek, właśnie z portalu Mamo Pracuj. Pomyślałam – to jest to! Może to właśnie sposób na spełnienie mojego marzenia o pracy, która daje poczucie satysfakcji, sensu oraz większą elastyczność w łączeniu życia zawodowego i rodzinnego? Powróciło też pragnienie by wspierać w rozwoju dzieci i młodzież.

Wspieraj rozwój kompetencji miękkich u dzieci i młodzieży – załóż własny biznes z Akademią JA – dowiedz się więcej o tym pomyśle na biznes!

Zakładam własny biznes na urlopie macierzyńskim

Byłam wtedy na początku mojego urlopu macierzyńskiego, w pełni zaangażowana w opiekę nad córeczką. Zaczęłam jednak obserwować działalność Akademii JA.

Gdy po kilku miesiącach dowiedziałam się, że Agnieszka i Iwona (założycielki Akademii JA), poszukują kogoś do współpracy w Krakowie, nie wahałam się i z całą rodziną przyjechałam na spotkanie informacyjne do Gdyni.

Dziewczyny zaraziły mnie swoją pasją, wiarą w to, że program który stworzyły, naprawdę pomaga dzieciom w rozwoju emocjonalnym i społecznym. Co do tego, że takie programy są potrzebne nie miałam najmniejszych wątpliwości.

W końcu mam czas dla dzieci – historia Ani, mamy trójki dzieci, która rozwija własny biznes z Akademią JA

Zdecydowałam się założyć własny ośrodek Akademii JA

Bardzo spodobała mi się forma zajęć oraz autorskie materiały (unikatowa maskotka, pacynki, podręczniki, emonakładki, karty pracy grupowej, indywidualnej). Jako trener z wieloletnią praktyką i uczestnik szkoleń miękkich, wiedziałam jak istotna w procesie nauki jest forma zajęć: atrakcyjna i angażująca uczestników.

Widziałam jakość, na której szczególnie mi zależy. Przy tym doświadczyłam od Iwony i Agnieszki elastyczności, gotowości na dialog z drugim człowiekiem, co sprawiło, że im zaufałam i zdecydowałam się na założenie Ośrodka Akademii JA w Krakowie – Simulteo.

Jak założyć firmę z małym dzieckiem u boku?

Wsparcie męża i mamy

Po podjęciu decyzji o współpracy przyszedł czas na intensywne szkolenia w Gdyni. Było to dla mnie pewne wyzwanie, ponieważ chciałam by niespełna roczna córeczka przebywała blisko mnie. Udało się to dzięki mojemu mężowi oraz mamie, którzy również uczestniczyli w wyjazdach opiekując się Łucją. 

Jak prowadzić własny biznes?

Poza merytorycznym przygotowaniem do prowadzenia programów rozwojowych otrzymałam też wsparcie w prowadzeniu biznesu. Agnieszka i Iwona dzieliły się z właścicielami ośrodków wiedzą związaną z marketingiem, social mediami, aspektami prawnymi jak RODO, funduszami unijnymi itp. Stworzyły też grupę, na której właściciele ośrodków dzielą się doświadczeniami i dobrymi praktykami.

Najważniejsze jest jednak to, że wierzą w to co robią i w ludzi, z którymi współpracują, dając im zaufanie i elastyczność we współpracy.

Poszerzanie strefy komfortu

Oczywiście otwieranie swojego biznesu po raz pierwszy wiązało się dla mnie z poszerzaniem strefy komfortu. Obawiałam się braku doświadczenia i wiedzy w kwestiach związanych z marketingiem i organizacją biznesu. Okazało się jednak, że niepotrzebnie.

Na mojej drodze napotkałam wiele wspierających osób, którym jestem bardzo wdzięczna za pomoc i zaangażowanie.

Zapraszam na Dni Otwarte

1 października w naszym Ośrodku Akademii JA w Krakowie – Simulteo zaplanowaliśmy Dni Otwarte z bezpłatnymi warsztatami pokazowymi dla dzieci.

Zapraszam do zapoznania się z programem Dni Otwartych Simulteo i ofertą zajęć dla dzieci i młodzieży.

Akademia_ja_gadzety
Akademia JA

W październiku natomiast ruszają już regularne, cotygodniowe zajęcia wspierające rozwój emocjonalny i społeczny dzieci w wieku przedszkolnym oraz szkolnym.  

W planach mamy poszerzenie oferty o półkolonie, programy dla licealistów oraz zajęcia matematyczno – eksperymentalne dla przedszkolaków. Zależy mi na tym by wspierać w rozwoju także rodziców, gdyż to oni odgrywają decydującą rolę w wychowaniu dzieci. We współpracy z certyfikowanym trenerem porozumienia bez przemocy proponujemy cykliczne szkolenia, wspierające ich w rodzicielskiej roli.

Jak zajęcia dodatkowe mogą rozwijać nasze dzieci? – rozmowa z Agnieszką Zielonką i Iwoną Żbikowską, założycielkami Akademii JA

Kamila

Zdjęcie główne: własność Kamili

Zdjęcia w środku: Pixabay

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Kamila Kucwaj
Założycielka i właścicielka Ośrodka Akademii JA w Krakowie – SIMULTEO,  certyfikowany trener programów „Oto JA” oraz „JA czyli kto”. Praca w której może pomagać rozwijać się innym jest jej pasją.Szczęśliwa żona oraz mama trójki wspaniałych dzieci. Uwielbia aktywne spędzanie czasu, podróże i wycieczki górskie. Zdobyła uprawnienia Przewodnika Tatrzańskiego.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail