Czego szukasz

Czego nauczyło mnie macierzyństwo na emigracji? Historia Ani z Newcastle

Jak się żyje polskim mamom za granicą? Zapraszamy Was na nowy cykl wywiadów z mamami, które mieszkają i wychowują dzieci poza Polską. Anna wraz z mężem i z niespełna 2.5 letnim synkiem mieszka w Anglii, w okolicach Newcastle. Swojego męża poznała, gdy w czasie studiów wyjeżdżała do Anglii do pracy. Po studiach została na Wyspach i tam na świat przyszedł jej synek. Jak to jest być mamą i pracować w Wielkiej Brytanii? Jak wychowuje się dzieci na Wyspach i jak Państwo wspiera rodziców?

Anna Ponska - Shingal z mężem i synkiem

Aniu, jesteś mamą niespełna trzyletniego chłopczyka, więc jeszcze masz wszystko w pamięci na świeżo 🙂 Jak wygląda wczesne macierzyństwo w Anglii?

Jeśli kobieta jest zdrowa i ciąża prawidłowa to ciążę prowadzi położna. Pierwsza wizyta u położnej odbywa się ok. 10 tygodnia, a ok. 12 tygodnia ciąży jest pierwsze USG, na którym potwierdzany jest termin rozwiązania.

Spotkania z położną są co ok. 2 miesiące i trochę częściej w trzecim trymestrze. Drugie i najczęściej ostatnie USG jest robione w okolicach 20 tygodnia. Jeśli są problemy to oczywiście kontrole są częstsze. Pod koniec ciąży odwiedza mamę wizytatorka zdrowia (Health Visitor), która przejmuje pieczę nad dzieckiem i rodziną.

W razie jakichkolwiek problemów to właśnie położna może doradzić lub skierować do instytucji, które mogłyby pomóc. Odwiedza rodzinę kilka razy po porodzie, a potem by zrobić bilans na rok i dwa latka, by sprawdzić jak rozwija się dziecko.

Jeśli ciąża jest prawidłowa, a dziecko zdrowe, to poród w UK przebiega właściwie bez ingerencji medycznej. I to mama może podejmować decyzje w jaki sposób chciałaby urodzić. Partner oczywiście może być obecny przy porodzie.

Jeśli poród odbył się bez komplikacji to mama i dziecko mogą opuścić szpital już po 8 godzinach. Nawet po cesarskim cięciu, jeśli nie ma innych problemów to mogą opuścić szpital na następny dzień.

Cała opieka okołoporodowa jest darmowa. Od początku ciąży aż do czasu, gdy dziecko skończy roczek, mama ma zapewnione darmowe leczenie stomatologiczne i leki na receptę. Po wyjściu do domu położna odwiedza rodzinę kilka razy.

Samorządy lokalne organizują grupy dla rodziców i dzieci, gdzie można (za darmo) przyjść, porozmawiać z innymi mamami, nawiązać nowe znajomości i wspierać się wzajemnie w trudach rodzicielstwa.

Ile trwa macierzyński w UK i jakie zasiłki na wychowanie maluszka mogłaś otrzymać?

Ustawowy urlop macierzyński trwa 52 tygodnie i składa się z:

  • podstawowego urlopu macierzyńskiego – pierwsze 26 tygodni,
  • dodatkowego urlopu macierzyńskiego – ostatnie 26 tygodni,

Za ustawowy urlop macierzyński rząd płaci przez 39 tygodni:

  • 90% wynagrodzenia przez pierwsze 6 tygodni,
  • £140 albo 90% wynagrodzenia przez pierwsze 6 tygodni (w zależności od tego, które jest niższe) przez kolejne 33 tygodnie.

Niektórzy pracodawcy (w tym mój) płacą za dodatkowy urlop. Ja otrzymałam 6 miesięcy w pełni płatnego wynagrodzenia pod warunkiem, że wrócę z powrotem do pracy po skończonym urlopie.

Ojcowie mają prawo wziąć 2 tygodnie urlopu ojcowskiego (£140 tygodniowo) i ewentualnie dodatkowy urlop ojcowski, który jest bezpłatny.

Parę lat temu wprowadzono Podzielony Urlop Rodzicielski (Shared Parental Leave), gdzie tata dziecka może przejąć urlop macierzyński od mamy. Miałby te same prawa i zasiłki jak mama.

Bardzo mało par jednak go wykorzystuje z uwagi na to, że większość kobiet jednak zarabia mniej od mężczyzn. Przed urodzeniem synka braliśmy to pod uwagę, ale nie mogłam i nie chciałam zostawić synka tak wcześnie, nawet z Tatą. Synek miał i ma totalną „mamozę”.

Jak szybko zaczęłaś pracować po urodzeniu dziecka?

Wróciłam oficjalnie do pracy, gdy synek skończył rok. Wykorzystałam zaległy urlop, by rozłożyć w czasie powrót do pracy. Zaczynałam od 4 godz po 2 dni w tygodniu, stopniowo zwiększając ilość godzin na przestrzeni 2 miesięcy do pełnych 5 dni w tygodniu.

Większość mam w UK bierze maksymalnie 9 miesięcy wolnego ze względów finansowych. Nie ma możliwości wzięcia dodatkowego urlopu wychowawczego, tak jak w Polsce. Jeśli by była taka możliwość, to chętnie bym z niej skorzystała.

Twój synek ma teraz 27 miesięcy i od ponad roku uczęszcza do żłobka. Jak funkcjonuje system opieki dla takich małych dzieci?

W UK są dwie główne formy opieki nad dziećmi przedszkolnymi:

  • żłobek – gdzie dzieci podzielone są na grupy w zależności od wieku. Najmłodsza grupa jest od 6 tygodni do ok. pierwszego roku, gdy dziecko nauczy się chodzić. Na jedną opiekunkę przypada 3 dzieci. Po 2 roku życia na jedną opiekunkę przypada 4 dzieci. Żłobki są czynne od 8-18 od poniedziałku do piątku przez cały rok (z wyjątkiem świąt). Dniówka w żłobku zależy od rejonu. U nas jest to ok. £42 za dzień. Nie ma państwowych żłobków, które zapewniają darmową opiekę.
  • opiekunka zajmująca się kilkoma dziećmi jednocześnie (Childminder) – musi być zarejestrowana w rejestrze ministerstwa szkolnictwa i podlega ich kontroli. Zwykle opiekuje się trójką dzieci w wieku przedszkolnym (w różnym wieku) oraz zapewnia opiekę po szkole dla dzieci starszych (od 5 roku życia). Zajmuje się dziećmi w swoim domu odpowiednio do tego przystosowanym i jest to jakby domowe przedszkole. Finansowo wychodzi trochę taniej od żłobka, ale zwykle posiłki nie są zapewniane. U nas ten koszt to £4.50 za godzinę.

My zaczęliśmy synka prowadzić do żłobka gdy miał 10 miesięcy, żeby stopniowo przeprowadzić adaptację. Synek jednak nie zaakceptował żłobka, cały czas płakał i widać było, że nie był tam szczęśliwy.

Myśleliśmy, że to minie i z czasem polubi żłobek. Mimo, że opiekunki się starały, Sebastian się nie zaadaptował i po kilku miesiącach zdecydowaliśmy się go przenieść do domowego przedszkola (childminder).

U cioci zaadaptował się bardzo szybko i zaczął bawić się z innymi dziećmi. Mimo, że wciąż często płacze gdy go odwozimy, to widać, że jest tam szczęśliwy i miło spędza czas.

Urodziłaś synka pracując u swojego obecnego pracodawcy. Jak Twój pracodawca zareagował na informację o ciąży? Czy otrzymałaś wsparcie w pracy? Jakieś formy pomocy?

Miałam same pozytywne komentarze i wsparcie w czasie ciąży. Pracodawca ma obowiązek dać wolne na wizyty kontrolne u położnej w trakcie ciąży. Kobiety w ciąży i w trakcie urlopu macierzyńskiego są chronione prawem i pracodawca nie może ich dyskryminować z tego powodu.

Większość kobiet w ciąży pracuje praktycznie do samego porodu. Moja ciąża przebiegała książkowo i nie wzięłam ani jednego dnia chorobowego. Skończyłam pracować na 3 tygodnie przed terminem, bo siedzenie za biurkiem sprawiało mi trudność.

Kilka tygodni przed terminem pracowałam z domu 2 dni w tygodniu, by nie musieć dojeżdżać (45min.) do pracy codziennie. Gdy odchodziłam na urlop macierzyński dostałam mnóstwo prezentów od współpracowników.

Co w sytuacji gdy Twój synek zachoruje? Czy możesz pracować zdalnie z domu? Jak to wygląda?

Gdy synek zaczął chodzić do żłobka bardzo dużo chorował przez pierwsze kilka miesięcy. Właściwie co dwa tygodnie łapał albo przeziębienie, infekcje ucha, zapalenie płuc albo grypę żołądkową. Gdy synek był chory, ja brałam wolne w pracy.

W UK nie ma zwolnienia lekarskiego na dziecko, więc albo można wziąć urlop na żądanie albo bezpłatny urlop rodzicielski. Gdy Sebastian czuł się lepiej, ale nie na tyle dobrze, by iść do żłobka, to mój mąż brał wolne w pracy.

Nie mamy blisko żadnej rodziny, więc musimy razem z mężem wymieniać się w opiece nad synem. Nie mam możliwości pracy z domu, ponieważ ciężko by było cokolwiek zrobić w czasie opieki nad chorym dzieckiem.

Jak bardzo nasze obyczaje kulturowe i wychowawcze różnią się od tych, z którymi spotykasz się w UK? Czy coś Cię zaskoczyło? Coś uznałaś za warte wdrożenia w swoje życie?

W UK panuje tzw. “zimny chów”. Nawet zimą można spotkać dzieci i dorosłych ubranych, według polskich standardów, nieadekwatnie do pogody. Nie ma presji społecznej na zakładanie dzieciom czapeczek, jak w Polsce. Dzieci zarówno w żłobku i szkole spędzają dużo czasu na dworze, niezależnie od pogody. I to mi się podoba tutaj.

Z drugiej strony bardzo mało dzieci widać na ulicach w godzinach popołudniowych i w weekendy, mimo, że mieszkamy w bezpieczniej okolicy.

Przeziębienie to tutaj nie choroba. Normą jest posyłanie chorych dzieci do żłobka, z temperaturą, zapaleniem płuc itp. Trzeba tylko wypełnić formularz by panie podały lekarstwa o określonej godzinie.

Wydaje mi się również, że tutaj nie ma takiego kultu “matki Polki” poświęcającej całe swoje życie rodzinie. Odsetek dzieci karmionych piersią w UK jest najniższy na świecie.

Państwo oferuje wsparcie przez zajęcia dla przyszłych mam, wsparcie położnych oraz lokalne grupy wsparcia dla matek karmiących. Jest bardzo duży odsetek mam, które nawet nie próbują karmić, albo kończą po zaledwie kilku tygodniach.

Wydaje mi się, że brytyjskie mamy stawiają przede wszystkim na wygodę i możliwość podzielenia opieki nad dziećmi z innymi członkami rodziny. Jest bardzo duża presja społeczna na to, by dziecko przesypiało noce i metoda wypłakania się jest normą.

Wiem, że zaczynałaś od pracy w barze, a obecnie jesteś Specjalistą od Spraw Globalnej Mobilności pracowników w międzynarodowej korporacji. Wielokrotnie zmieniałaś pracę i ukończyłaś kursy, które, jak wspomniałaś pomogły Ci w rozwoju zawodowym? Czy to była Twoja inicjatywa, czy byłaś wysyłana przez pracodawcą na takie kursy?

Wszystkie kursy i szkolenia były moją własną inicjatywą i sama pokrywałam ich koszty. Inwestycja w mój rozwój się opłaciła, ponieważ teraz zarabiam 3 razy więcej niż na początku mojej drogi zawodowej. To pozwala mnie i mojej rodzinie prowadzić wygodne życie.

Z tego też powodu bardzo trudno by mi było podjąć decyzje o rezygnacji z pracy zawodowej. W tej chwili połowa mojego miesięcznego wynagrodzenia pokrywa koszty opieki nad synkiem. W zeszłym roku wprowadzono 30 darmowych godzin dla dzieci od 3 – ego roku życia.

Jak są traktowane mamy w Anglii? Czy mają wsparcie u swoich pracodawców? Są chronione i czy są przestrzegane ich prawa i przywileje?

Ze wsparciem pracodawców jest różnie i zależy od firmy i od kierownika. Matki są chronione prawem tylko w czasie ciąży oraz urlopu macierzyńskiego i nie mogą być dyskryminowane z tego powodu.

Po powrocie z urlopu okres ochronny się kończy. Każdy pracownik, który przepracował u tego samego pracodawcy min. 26 tygodni, może złożyć podanie o zmianę godzin pracy. Pracodawca musi rozpatrzyć podanie, ale nie musi się z nim zgodzić jeśli miałoby to negatywny wydźwięk dla innych pracowników czy dla klientów.

Pracodawcy muszą zapewnić matce karmiącej miejsce odpoczynku i upewnić się, że praca jest bezpieczna dla matki karmiącej. Zaleca się pracodawcom zapewnienie dostępu do wygodnego pomieszczenia by odciągać mleko i lodówkę do przechowywania go. Nie może to być toaleta.

Zalecane jest również zapewnienie rozsądnych przerw na odciaganie mleka lub karmienie. Nie jest to niestety wymagane prawem, a jedynie dobrą wolą pracodawcy.

Czy łatwo jest być mamą za granicą?

Wydaje mi się, że mamy na całym świecie stają przed podobnymi wyzwaniami i dylematami. Jednym z negatywnych aspektów mieszkania za granicą jest to, że nie mamy tu rodziny, która mogłaby by nas wspomóc w opiece nad synkiem.

Czego uczy Cię macierzyństwo na emigracji?

Samodzielności i tego, że nie ma rzeczy niemożliwych. Tego, że wsparcie partnera jest najważniejsze. Ufania swoim własnym instynktom i wsłuchiwania się w swoje dziecko.

Dziękuję Ci za rozmowę!

Rozmawiała: Ewa Moskalik Pieper

Zdjęcie: archiwum Anny

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Podyskutuj

Akcesoria do drewnianego domku dla lalek, które zachwycą każdą dziewczynkę

Sam drewniany domek dla lalek nie wystarczy, by zabawa była naprawdę ekscytująca i umożliwiała realizację najśmielszych scenariuszy. Domek z lalkami trzeba odpowiednio wyposażyć! Jakie dodatki i mebelki dla lalek zachwycą każdą dziewczynkę?
Dziewczynka siedzi przy swoim domku dla lalek

Czym kierować się, kupując drewniany domek i mebelki dla lalek?

Półki sklepów z zabawkami uginają się pod różnorodnymi domkami i akcesoriami dla lalek. Decyzja o wyborze konkretnego domku dla lalek powinna opierać się na kilku kryteriach, spośród których najważniejsze jest kryterium jakościowe.

Producenci zabawek często kuszą kolorowymi, bogato wyposażonymi konstrukcjami, których jakość pozostawia jednak wiele do życzenia. Kupując domek dla lalek drewniany, zwróć uwagę przede wszystkim na:

  • materiały użyte do produkcji – czy zarówno sam domek, jak i akcesoria wykonano z drewna (najlepiej litego);
  • bezpieczeństwo – kupuj zabawki pokryte atestowanymi powłokami i starannie wykończone;
  • komfort zabawy – czy konstrukcja domku zapewnia wygodny dostęp do wszystkich pomieszczeń (również do poddasza);
  • rozmiar – czy tak duży domek dla lalek na pewno zmieści się w pokoju Twojej córki. Jeśli w pomieszczeniu jest mało miejsca, a wybór padł na kilkukondygnacyjną rezydencję, to zabawa szybko przeniesie się do… salonu.

Jeżeli dokupujesz same akcesoria, zastanów się, czy będą one pasować do domku Twojej córki nie tylko pod względem rozmiaru, ale również estetyki.

Czy można kupić domek dla lalek od razu z pełnym wyposażeniem?

Akcesoria możesz kupić niezależnie od samego domku z lalkami albo zdecydować się od razu na kompletny zostaw. W sklepach z zabawkami znajdziesz drewniane domki dla lalek wraz z bogatym wyposażeniem

Niektóre zestawy są bardzo rozbudowane. Zawierają praktycznie wszystkie potrzebne mebelki i dodatki do poszczególnych pomieszczeń. Inne oferują zaledwie kilka elementów. Pozwól córce samej zadecydować, czy woli „pusty” budynek, czy duży, drewniany domek dla lalek z kompletnym wyposażeniem – taki, jak np. w sklepie Dollo.

Złotym środkiem może się okazać domek dla lalek ze zjeżdżalnią, schodami i oświetleniem, ale bez mebelków, dodatków i dekoracji. Te możesz dokupić osobno albo… wykonać ręcznie razem ze swoim dzieckiem.

Materiał powstał we współpracy z partnerem portalu.

Zdjęcie: partnera portalu

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:

Jak wykorzystać kompetencje rodzicielskie w pracy? Rozmowa z Pawłem i Radkiem, menedżerami z firmy Franklin Templeton

„Mimo że mówimy tu o dwóch zupełnie innych światach, umiejętności zdobyte w jednym z nich, przydają się w tym drugim”. Do ciekawej rozmowy o byciu ojcem i menedżerem zaprosiliśmy Pawła Rybickiego i Radosława Duszyńskiego, którzy - kiedy nie zajmują się dziećmi - są menedżerami w firmie Franklin Templeton i zarządzają zespołami. Zapytałyśmy, jak przeplatają się w ich życiu role ojców i menedżerów, co jest dla nich największym wyzwaniem, i co zmieniła pandemia?
Radek Duszyński z synkiem



Pytanie na rozgrzewkę: jaki jest pracujący tata?

Radek: Zabiegany i dobrze zorganizowany, szczególnie teraz, kiedy pracujemy z domu z dziećmi.

Paweł: Pracujący tata jest… często niewyspany. A odpowiadając bardziej poważnie – zorganizowany i przewidujący.

Pawle, Radku, obaj jesteście menedżerami. Zarządzacie zespołami w firmie Franklin Templeton. Obaj macie po dwójce dzieci. Czy kompetencje menedżerskie przydają się w domu? Czy to zupełnie inna bajka?

Radek: Na pewno się przydają, chociaż jeśli używam kompetencji menedżerskich w domu, to raczej bezwiednie. Ale to działa w obie strony i czasem w ramach autorefleksji dochodzę do wniosku, że to, jak rozmawiam z moim zespołem, często wynika z moich doświadczeń z dziećmi. Natomiast dynamika tych kontaktów jest zupełnie inna!

Paweł: Mimo że mówimy tu o dwóch zupełnie innych światach, umiejętności zdobyte w jednym z nich przydają się w tym drugim.
Pierwszym, o czym pomyślałem, są jednak umiejętności menedżerskie rozwinięte dzięki byciu rodzicem, a nie na odwrót. Elastyczność, spokój i opanowanie w kryzysowych sytuacjach, samodyscyplina, większa empatia, lepsza organizacja pracy – to zaledwie początek długiej listy cech, które rozwinąłem dzięki byciu ojcem.

Z drugiej strony, w domu staram się odchodzić jak najdalej od bycia menedżerem, choć niewątpliwie opanowanie, odporność na stres, umiejętność szybkiego podejmowania decyzji czy zarządzanie czasem też bardzo się tu przydają.

Radek Duszyński z córką

Macie już troszkę starsze dzieci. Być może pewne rzeczy się zatarły w Waszej pamięci, ale czy było coś, co szczególnie zaskoczyło Was w ojcostwie?

Radek: Na początku wszystko było zaskakujące. Nie wiem, jakie było doświadczenie Pawła w tym temacie, ale ja, szczególnie przy pierwszym dziecku, miałem wrażenie, że błądzimy we mgle. I chociaż teraz jest łatwiej, to nadal jest to nieustająca nauka. Jeśli chodzi o stereotypy – nie. Myślę, że mamy to szczęście z Pawłem, że nasza firma raczej z nimi walczy. Na przykład jak w moim przypadku – udało mi się z pełnym poparciem przełożonych wziąć trzy miesiące urlopu, którym podzieliła się ze mną żona po narodzinach drugiego dziecka.

Paweł: Mnie w byciu ojcem zaskoczyła gwałtowność, z jaką ono przyszło, z przewartościowaniem dotychczasowych osiągnięć czy zmianą priorytetów niemal z dnia na dzień. Pamiętam szczególnie pierwsze dni, tygodnie po narodzeniu dzieci – wypełnione mieszanką dumy i obaw, euforii i wyczerpania, radości i stresu, a także wielu innych emocji, których wcześniej nie odczuwałem w takim natężeniu. Pamiętam, że czułem się wtedy, jakby ktoś uczył mnie pływać, wrzucając do oceanu podczas sztormu. Po kilku latach, na szczęście, można się do tego sztormu przyzwyczaić, a może nawet nieźle surfować po niektórych z fal…

Radku, wspomniałeś w rozmowie z nami, o dobrych wzorcach, które otrzymałeś od swoich przełożonych, w kontekście łączenia roli rodzica i pracownika. Jakie znaczenie ma to Twoim zdaniem? I jak zmieniło Twoje postępowanie?

Radek: Od małych rad, jak radzić sobie z silną osobowością córki, po zwykłe zrozumienie dla sytuacji, w której trzeba nagle opuścić biuro – takie ludzkie podejście ma ogromne znaczenie dla komfortu pracy. Dzięki temu mam zrozumienie dla wszystkich możliwych i (wydawałoby się) niemożliwych sytuacji związanych z posiadaniem dzieci. I nie tylko. Moi pracownicy wiedzą, że mogą liczyć na moje wsparcie i elastyczność w związku z różnymi życiowymi sprawami.

Radek Duszyński z synem

Pawle, Ty wspomniałeś, że w łączeniu bycia tatą z pracą zawodową pomaga Ci dzielenie się historiami. Jak wyglądają takie rozmowy? Co jeszcze pomaga Ci i jest dla Ciebie takim wentylem bezpieczeństwa?

Paweł: Tak, to swego rodzaju terapia przez śmiech. Często sprowadza się to po prostu do wymiany doświadczeń z innymi rodzicami na temat tego, kto miał bardziej koszmarniejszy poranek, kto musiał w środku nocy, tłukąc coś po drodze, biec z interwencją do dziecka, czego które dziecko omal sobie nie zrobiło, co dziwnego tym razem połknęło, itp. Ciekawe jest to, że większość anegdot spotyka się z natychmiastowym zrozumieniem i opowiedzeniem podobnej historii, która spotkała innego rodzica i jego dziecko. Czasem przybiera to wręcz formę licytowania się, kto miał gorzej, ale kluczowe jest to, że są to historie opowiedziane ze śmiechem (bardzo rzadko przez łzy). Pomaga to nieco odreagować, spojrzeć na te „uroki” rodzicielstwa i drobne dramaty życia codziennego z dystansu i poczuć, że nie jest się osamotnionym.

Jeśli chodzi o inne „wentyle”, paradoksalnie jest to wspólny czas z rodziną: zabawa, wypad do lasu, w góry, wspólne czytanie, rysowanie, odwiedziny u znajomych. Po prostu – oderwanie się od pośpiechu i chwile beztroski. Jeśli uda się to uzupełnić sporadycznym wypadem ze znajomymi (bez dzieci) – mam zapewnioną równowagę psychiczną.

Paweł Rybicki z dziećmi

Co Wam pomaga w codziennych wyzwaniach, w byciu tatą i menedżerem w firmie Franklin Templeton?

Radek: Dla mnie ogromnie ważna jest elastyczność, którą daje mi firma i mój przełożony, oraz dbanie o ogólnie pojęty work-life balance. I tu znów mój szef ma dla mnie dużo zrozumienia, na przykład kiedy potrzebuję wyjść wcześniej, by odebrać dzieci ze szkoły czy wziąć wolne na czytanie bajek w przedszkolu. Wszystko, jak mówiłem wcześniej, wymaga też dobrego planowania i podziału obowiązków między mnie i żonę.

Paweł: Od strony równowagi psychicznej, są to właśnie te “wentyle”, o których wspominałem wcześniej. Od strony bardziej praktycznej, kluczem jest dla mnie dobre rozplanowanie dnia oraz podział zadań i obowiązków. Wzajemne wspieranie się z żoną i zastępowanie przy codziennych obowiązkach bardzo pomaga nam obojgu w realizacji celów prywatnych i zawodowych.

Oczywiście mając małe dzieci, nie sposób wszystkiego zaplanować, więc równie ważne jak dobra organizacja bywają umiejętności zarządzania kryzysowymi sytuacjami oraz wyrozumiałość ze strony przełożonego.
Pracując w firmie Franklin Templeton już kilkanaście lat, ale też obserwując i słuchając wielu pracujących tu rodziców, mogę z całą pewnością stwierdzić, że jest to miejsce bardzo przyjazne rodzicom i dobrze rozumiejące codzienne wyzwania, które przed nimi stają.

Właśnie ta wyrozumiałość i wspieranie rodziców są częścią kultury tej firmy, co zawsze uważałem za istotne, ale co teraz, odkąd sam jestem ojcem, jest dla mnie nie do przecenienia. Przejawia się to na wielu płaszczyznach – w postawie przełożonych, w udogodnieniach i benefitach, w organizowanych wydarzeniach (jak choćby rodzinne pikniki, zwiedzanie firmy z dziećmi), w wewnętrznych i zewnętrznych inicjatywach.

Poznaj lepiej firmę Franklin Templeton!

Od ponad roku wszyscy zmagamy się z pandemią. Zmieniła nasze życie. Jak z Waszej perspektywy pandemia wpłynęła na ludzi w Waszych zespołach? Czy coś uwidoczniła?

Radek: Wszyscy pracujemy z domu, więc siłą rzeczy mamy dużo bardziej nieformalny kontakt. Naturalne stało się to, co wcześniej bywało wyjątkiem – dzieci wchodzące w kadr spotkania online, zwierzęta domowe kradnące show podczas prezentacji, itp. Dzięki temu ludzie są dużo bardziej skłonni mówić o sprawach, o których wcześniej się nie rozmawiało. Okazało się, że wszyscy jesteśmy bardziej ludzcy, mamy problemy i trudności związane z pandemią (i nie tylko). I potrzebujemy wsparcia.

Paweł: Odnoszę wrażenie, że większość osób zdążyła się oswoić z zaistniałą sytuacją i uczy się efektywnie korzystać z udogodnień, jakie pojawiły się chociażby w związku z pracą zdalną i zaoszczędzonym czasem.

Wyzwaniem, które dotknęło wszystkich w znacznym stopniu, jest brak wzajemnego, bezpośredniego kontaktu. Większość osób z mojego zespołu od ponad roku nie była w biurze, a codzienne przerwy na kawę, spontaniczne rozmowy, czy wyjście na lunch z kolegami z pracy zniknęły zupełnie. Na szczęście kreatywność mojego zespołu nie zna granic i w miejsce dawnych spotkań pojawiły się wirtualne przerwy na kawę, wspólne inicjatywy (niekoniecznie związane z pracą), wirtualne świętowanie urodzin połączone z zamówieniem pizzy-niespodzianki dla jubilata, itp. Muszę przyznać, że jestem pod ogromnym wrażeniem pomysłowości zespołu w tych kwestiach.

Patrząc ze strony pracodawcy, dodam, że kluczowa jest przy tym również rola przełożonego, który powinien dodatkowo dbać o jak najczęstszy kontakt i spotykać się z zespołem zarówno indywidualnie, jak i w grupie.

Zainteresowały Cię benefity dla rodziców (i nie tylko), jakie oferuje Franklin Templeton? Przeczytaj wywiad!

Dziękuję! A przechodząc na trochę bardziej prywatną stronę: jak wygląda w Waszych domach podział obowiązków?

Radek: Pytanie dla mojej żony, bo mam mocne przeświadczenie, że różnimy się w ocenie (śmiech). Chciałbym powiedzieć, że dzielimy się po połowie, ale niestety tak nie jest, bo to moja Zuza głównie gotuje, a to kawał pracy. Staram się więc nadrabiać w innych dziedzinach. Dużo czasu spędzam z dziećmi. Teraz to tematy szkolne, lekarz, spacery, zabawa. Wcześniej – przebieranie pieluch, kąpanie i usypianie. Nadal czytam im wieczorem. Do tego sprzątam, robię zakupy, załatwiam sprawy urzędowe, drobne naprawy domowe, itp. Uzupełniamy się.

Paweł: Najważniejszą zasadą, której trzymamy się z żoną, jest wzajemne wspieranie się i zastępowanie przy codziennych obowiązkach, jeśli tylko sytuacja tego wymaga. Bardzo pomaga to nam obojgu w realizacji celów prywatnych i zawodowych.

Kolejną bardzo ważną rzeczą jest dobre rozplanowanie zadań na najbliższe godziny, czasem dni, co ma bezpośredni wpływ na obowiązki każdego z nas.

W praktyce może oznaczać to, że w niektóre dni to ja odwożę i odbieram dzieci z zajęć, a w inne moja żona. Podobne podejście mamy do innych obowiązków – sprzątania, zadbania o zakupy czy posiłek.

Niemniej jednak są pewne czynności, które każde z nas wykonuje częściej od drugiego. Dla przykładu – moją główną domeną jest logistyka domowa (codzienne zakupy i transport), mycie naczyń czy sprzątanie łazienki, a żony – przygotowywanie posiłków, dbanie o wystrój i brak kurzu na półkach. Ten podział nie oznacza jednak, że żona nigdy nie zrobi zakupów, a ja nie ugotuję obiadu. Taki układ po prostu na przestrzeni lat sprawdził się bardziej i pozwala nam oszczędzić sobie czasu i frustracji – zakupy to dla mojej żony męczarnia, a moje gotowanie trwa wieki.

Tym, do czego dążymy, jest dzień, który nie kręci się wokół obowiązków, a wokół wspólnie spędzonego czasu.

Przedszkole i żłobek w firmie Franklin Templeton!

Co wyjątkowo zaczęliście sobie cenić od momentu zostania ojcem? A jak z czasem dla siebie?

Radek: Ciszę. Drugie pytanie przemilczę…

Paweł: Odkąd jestem tatą, trudniej mi znaleźć czas dla siebie. Nie zniknął on jednak zupełnie i nadal ze sporym powodzeniem udaje mi się wygospodarować czas na swoje rytuały i pasje. Wymaga to jednak dobrej organizacji, planowania i podziału obowiązków, o których wspominałem wcześniej.

Poza dodatkowymi obowiązkami, przyszedł jednak równie ważny czas: czas „dla nas”. To właśnie on jest tą rzeczą, którą cenię szczególnie od momentu zostania ojcem.

Czas wspólnych gier i zabaw, czytania książek i odkrywania przed dziećmi świata pochłania mnie niekiedy całkowicie, a mnie samego przenosi do dzieciństwa. W tych chwilach czuję się beztrosko i mam poczucie, że mogę więcej. Dzięki dzieciom na powrót czerpię radość z drobiazgów, jak budowa szałasu dla Kłapouchego, sus do wody, ratowanie robaków czy skakanie wokół bloku na jednej nodze… Dzięki nim lepiej dostrzegam świat i robię rzeczy, o których zapomniałem jako dorosły.

W jakim kierunku chcielibyście, aby zmierzało rodzicielstwo i praca? Jaka byłaby idealna symbioza tych dwóch ważnych sfer naszego życia?

Radek: Najlepiej niech to będą kierunki odwrotne. To, że nie da się uniknąć przenikania się tych dwóch sfer w pandemii, uznaję za tymczasowe. Byłoby kapitalnie, gdyby obie te dziedziny życia sobie nie przeszkadzały. Ostatnie czego chcę, to myśleć o pracy, kiedy jestem z dziećmi i martwić się o rodzinę, kiedy pracuję. Nie zawsze da się tego uniknąć, ale warto próbować, bo wtedy można na sto procent angażować się w jedno albo w drugie.

Paweł: Idealnym światem jest dla mnie ten, w którym praca nie koliduje z rodzicielstwem, a rodzicielstwo z pracą; gdy udaje się zapewnić dzieciom poczucie, że zawsze, gdy tego potrzebują, jesteśmy dla nich, nie zawalając jednocześnie obowiązków w pracy.

Myślę, że pandemia przyspieszyła drogę ku takiej symbiozie i pozwoliła w dużym stopniu łączyć oba światy, przynosząc pracę zdalną, nowe narzędzia, ale też większą wyrozumiałość otoczenia na przeplatanie się tych sfer.

Moim osobistym zadaniem domowym, nad którym pracuję, jest nieprzenoszenie frustracji z jednej z tych sfer do drugiej i dalszy rozwój tych cech, które czynią mnie lepszym w domu i w pracy.

Dziękuję za rozmowę.

Po więcej informacji o firmie Franklin Templeton i do ich najświeższych ofert pracy, zapraszamy na profil firmy w Bazie Pracodawców Przyjaznych Rodzicom!

A także do innych wywiadów, które doskonale pokazują atmosferę pracy w firmie:

Wsparcie męża i wyrozumiałość pracodawcy – bez tego nie dałabym rady pracować i opiekować się dziećmi

Jak pracodawca może wspierać powrót do pracy po urlopie macierzyńskim?

Być mamą, pracować i podróżować. Jak to można pogodzić?

Nowe zawody – krótkie historie o naszych rozmowach z dziećmi o pracy

Zdjęcia: archiwa prywatne Pawła i Radka.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×