Czego szukasz

Co jest kluczem do połączenia życia rodzinnego i zawodowego?

To pytanie, na które poprawnych odpowiedzi będzie sporo, ale jak znaleźć to co najważniejsze? Do podzielenia się swoją historią i doświadczeniem zaprosiłam niesamowitą kobietę, która po prostu to zrobiła i robi każdego dnia! Izabela Pipka, zawodowo HR Director w firmie Bosch Poland , a prywatnie mama czwórki dzieci. Iza dzieli się swoimi sposobami i podpowiada, jak znaleźć swoje własne!

  • Agnieszka Kaczanowska - 22/01/2020
Izabela Pipka, HR Director w firmie Bosch Poland

Izo, menadżerskie stanowisko, czwórka dzieci, pewnie nie raz słyszałaś pytanie „Jak Ty to robisz?”, ale ja zapytam inaczej: opowiedz mi proszę skąd czerpiesz motywację do tego, aby łączyć to, co niektórzy twierdzą, jest tak trudno połączyć?

W pewnym sensie trzeba przyznać rację tym, którzy twierdzą, że nie da się tego połączyć. Sztuka polega na tym, aby postawić jasną i wyraźną granicę między domem, a pracą i nie mieszać ze sobą tych światów. To, że dzieci wiedzą, gdzie pracuję, co robię, a także fakt, że mąż interesuje się moją pracą jest OK. Gdy jednak przynoszę do domu emocje z pracy, to już nie jest w porządku. Taka sytuacja oznaczałaby, że pozostaję w zawieszeniu: nie jestem w pełni w domu, ale też nie wyszłam całkowicie z pracy. To jest ze stratą dla wszystkich.

Takie postawienie granic może napędzać motywację, o której wspominasz. Jeśli chcesz spędzać jak najwięcej czasu z rodziną, to musisz lepiej organizować się w pracy. Wierzę, że dzięki temu można uzyskać lepsze efekty.

To działa też w drugą stronę. Jeśli chcesz realizować się zawodowo, musisz bardzo dobrze organizować życie domowe. Nie jest to łatwe, ale z perspektywy czasu, wydaje mi się, że ma to też wiele pozytywnych stron.

Dzieci już od najmłodszych lat uczą się dobrej organizacji, wszyscy jesteśmy bardziej uważni na siebie i chyba lepiej wykorzystujemy czas.

Uważam, że wiele kobiet ulega psychozie strachu, że dzieci odbierają możliwość rozwoju zawodowego lub, że praca zawodowa jest zagrożeniem dla życia rodzinnego. Jasne, że dla niektórych matek lepszym rozwiązaniem jest pozostanie w domu z dzieckiem, ale też jest grupa kobiet, dla których nie jest to dobry kierunek. Istotne jest dokonanie właściwej oceny swoich predyspozycji, określenie, jak widzę swoje życie po urodzeniu dziecka, przygotowanie planu osiągnięcia tego celu i działanie. W takim wyborze najważniejsze jest, aby czuć się wolnym.

Nigdy nie myślałam w kategoriach stawiania w opozycji życia rodzinnego i zawodowego. Od kiedy pamiętam, marzyłam o założeniu rodziny i udało mi się to marzenie zrealizować. Jednocześnie nigdy nie brałam pod uwagę, że to może zablokować mój rozwój zawodowy. Jak widać można to zrobić, należy jedynie zadawać sobie właściwe pytania: nie „czy” to się uda, ale „jak” to zrobić.

Ja patrzę na to w ten sposób, że zarówno w domu, jak i w pracy, mam do zaoferowania coś niepowtarzalnego, czym mogę się podzielić. Rodzina oczywiście wygrywa w tym znaczeniu, że jej oddaję całą siebie. Wierzę jednak, że mam też kompetencje czy talenty, które rodzinie się nijak nie przydadzą, a szkoda byłoby je zmarnować i dlatego dzielę się nimi w mojej pracy. Gdybym zrezygnowała z któregoś z tych miejsc, pewnie czułabym się uboższa. Mam też nadzieję, że i świat jest bogatszy dzięki temu, że tak wybrałam.

A czy miewałaś trudniejsze chwile? Zwątpienia czy to się uda? Czy warto walczyć?

Przyznam, że nie za bardzo pasuje mi tu rozważanie w kategoriach walki. Od razu staje mi przed oczami obraz umęczonej Matki-Polki. A to zupełnie nie tak. Owszem miewam takie chwile, gdy – jak to się mówi – mam wszystkiego dość. Niektórzy twierdzą, że matki zaangażowane zawodowo pracują na dwóch etatach. Mam więc prawo być zmęczona. Samo zmęczenie nie jest jednak problemem, jeśli tylko widzę, że ma to sens.

Gorzej gdy dopadają Cię takie dość typowe „zmory”, że nie jesteś dobrą matką, nie gotujesz codziennie obiadów, nie jesteś przy dziecku, gdy traci pierwszego mleczaka itd. Takich upiorów nie przepędzam sama, robi to za mnie mój domowy „oddział specjalny”. Wystarczy chwila spędzona z którymś z dzieci i ich uśmiech. Pomaga też rozmowa z mężem, który rozumie i wspiera w zachowaniu dystansu. Inny sposób, który na pewno działał wtedy, gdy dzieci były mniejsze: lubiłam się w takich trudnych chwilach położyć z nimi do łóżka. Równy oddech dziecka, różowa niewinna buźka i to ciepełko, które od niego bije… wystarczy pół godziny takiej sesji i już wiesz co masz robić.

Nie do przecenienia w takich sytuacjach było wsparcie męża, muszę przyznać, że pewnie bez tego byłoby zdecydowanie trudniej.

Izo, kiedy rozmawiałyśmy przygotowując się do tego wywiadu, powiedziałaś coś bardzo ważnego w kontekście łączenia życia rodzinnego i zawodowego; że to jest wspólne zadanie, nazwałaś to współodpowiedzialnością – i tak sobie myślę – że to jest właśnie ten klucz!

Współodpowiedzialność w najszerszym tego słowa znaczeniu, prawda?
Tak. Trudno mi w ogóle wyobrazić sobie sytuację, w której nie planuję z mężem wszystkich elementów wspólnego życia. To nie jest tak, że tylko w kwestii wychowania dzieci jesteśmy współodpowiedzialni, a w pozostałych sferach każdy pracuje na swój rachunek. Co więcej – oboje jesteśmy odpowiedzialni za siebie nawzajem. Mój mąż jest odpowiedzialny również za mój rozwój zawodowy, a ja za jego.

Każdą decyzję o kolejnym dziecku zawsze omawialiśmy dość szczegółowo. I priorytetem nie było wcale to, czy nas stać, ale jak zmieni to nasze życie, nasze relacje, jak może wpłynąć na naszą pracę. Bo to, że zmiany nastąpią jest oczywiste. Każdą zmianę jednak możemy wykorzystać do rozwoju. W przypadku pojawienia się dziecka, i nieważne czy pierwszego, czy kolejnego, również otwiera się przed nami szerokie pole możliwości i korzyści.

Jeśli mądrze tym pokierujemy to nasza relacja zyskuje naprawdę wiele i przenosi się na zupełnie inny poziom. Kiedy widzę, że mąż potrafi zrezygnować ze swoich planów czy zajęć, bo chce mi pomóc, to daje mi to dużo ważnych życiowych odpowiedzi. Również sama znajduję sporo radości w tym, że z czegoś potrafię zrezygnować dla męża czy dziecka. I wcale nie uznaję tego za stratę. Po prostu następuje pewne przewartościowanie i człowiek dostrzega, co w głębi duszy naprawdę było dla niego ważne.

Taka zmiana paradoksalnie bardzo dobrze wpływa na funkcjonowanie zawodowe.

Jest to dobry moment, by dokonać refleksji, czy moja praca faktycznie jest dla mnie ważna, czy jestem w dobrym miejscu? Otwiera się szereg nowych możliwości. Jest okazja do dokonania małego bilansu, wzmocnienia samooceny, może nakreślenia zupełnie nowej ścieżki kariery. Można wrócić do pracy po urlopie macierzyńskim z zupełnie nowym pomysłem na siebie. Przeważnie nie wykorzystujemy tej szansy, a szkoda.

Tutaj też ważne jest wsparcie męża. Bo przecież jeśli wpadnie nam do głowy, że chcemy podnieść swoje kompetencje i pójść np. na studia, potrzebujemy jego pomocy.

Ważne też jest wsparcie pracodawcy. Jeśli jasno komunikujemy swoją wizję, burzymy wizerunek matki z dzieckiem jako pracownicy z obciążeniem. Błędny wizerunek.

Kobieta, która chce wrócić do pracy po urodzeniu dziecka musi być naprawdę mistrzem logistyki. Musi nauczyć się wykorzystywać każdą minutę, nauczyć się dobrej współpracy z innymi (od partnera począwszy) i nauczyć się delegować.

To ostatnie chyba jest najtrudniejsze w odniesieniu do dzieci, ale przynosi niesamowite efekty. W każdym wieku dziecko może już wziąć odpowiedzialność za choćby mały odcinek. Niech to będzie ustawianie bucików w przedpokoju. Dzięki temu nasz dom jest naprawdę nasz, a mama ma te parę minut więcej z doby.

Wspomniałaś także o ważnej kwestii jaką jest ustalanie swoich granic, co tutaj masz na myśli? Pamiętam doskonale, że kiedy dzieci są malutkie – to ustalanie granic jest szalenie trudne…

Podstawową rzeczą jest nie bać się swojego rodzicielstwa, czyli nie obawiać się mądrze wymagać. Zresztą podobna zasada obowiązuje w pracy na stanowisku menadżerskim.

Myślę, że mogę pokusić się o stwierdzenie, że rola matki jest bardzo dobrą szkołą zarządzania.

Trzeba umieć dogadać się z Zarządem (śmiech) i dziećmi. Przy oczywiście poszanowaniu praw i wolności każdego. Tu warto też dodać, że to stawianie granic chroni nas samych. To, że jestem matką i jestem cała dla moich dzieci nie oznacza, że nie mam własnego ja, które trzeba chronić, rozwijać, pielęgnować. I nie chodzi o egoizm.

Człowiek, który zatraca czy to w pracy, czy w obowiązkach domowych samego siebie, traci po pewnym czasie tożsamość. Dzieci to w zasadzie projekt kilkunastoletni. Potem trzeba pozwolić im odejść (mam już takie doświadczenie 🙂 ). A my mamy jeszcze wiele innych ważnych i ciekawych zadań przed sobą. Tak to widzę.

A jeśli chodzi o Twoje obowiązki zawodowe, jak sobie radzisz kiedy dzieci chorują, mają wakacje 10 tygodni… czy występy w przedszkolu w południe?

To trudny temat. W różnych okresach naszych karier zawodowych mieliśmy z mężem różne możliwości opieki nad dziećmi. Gdy dzieci chorowały, czasami on zostawał w domu, czasami ja. Na szczęście mąż przez większość kariery uprawiał wolny zawód, więc to było jakieś ułatwienie. Nie było tych chorób znowu tak wiele, więc nawet, gdy się zdarzyły, nie było żadnego problemu w pracy z krótkim zwolnieniem.

Wakacje to już poważniejszy temat. Zawsze staramy się spędzać choćby tydzień czy dwa rodzinnie. Nie ma więc mowy o tym, aby brać urlop osobno, by zapełnić wakacyjną lukę. Skoro bierzemy urlop razem to oznacza, że jesteśmy z dziećmi krótko, a pozostały czas… musimy organizować.

Bywało różnie. Gdy dzieci były malutkie, mieliśmy wspaniałe opiekunki. Gdy trochę podrosły, bardzo pomagali nam moi rodzice, którzy chętnie zabierali dzieci na wakacje. Od mniej więcej 9 roku życia, a niektóre nawet wcześniej, nasze dzieci wyjeżdżały na różnego rodzaju zorganizowane wyjazdy. Możliwości jest naprawdę wiele. Trzeba tylko uważnie sprawdzić z kim wysyła się dziecko i w następnym roku samo już pyta o wyjazd.

Dla nich to niesamowita szkoła usamodzielniania się. Są też przeważnie w gronie rówieśników, co zapewnia dobrą zabawę. A nam w domu pozwala za nimi zatęsknić. Przeważnie tylko pierwszy tydzień takiej wakacyjnej ciszy domowej daje ukojenie. Potem już zaczyna nam brakować tych kłótni, krzyków i nawet bałaganu. Powrót hałasu, co nas samych, co roku, zadziwia, witamy naprawdę z radością.

Chyba najtrudniejsze ze wszystkiego są te szkolne występy. Wiadomo, że zawsze chce się na nich być nawet, gdy dziecko w przedstawieniu gra „dziewiątego wróbelka”. Nie zawsze jest to niestety możliwe. Staramy się z mężem tak manewrować swoimi kalendarzami, aby przynajmniej jedno z nas było i nagrało występ. Prawdę mówiąc jestem przekonana, że obecność na tych występach więcej daje mi niż dziecku. Wiadomo, że ono bardzo chce, abym była i to niesamowite uczucie, że jestem dla kogoś tak ważna, dodaje skrzydeł.

Pracodawcy powinni wręcz wymagać, aby rodzice „zrywali się” z pracy na szkolne przedstawienia. Myślę, że tam mogą łapać szczególną motywację i przekonanie, że warto. Warto pracować, poświęcać się, układać misterną logistykę, bo efekt jest wspaniały. A jaki jeszcze będzie, gdy dziecko podrośnie?

Powiedz jeszcze, jakie macie swoje rodzinne sprawdzone sposoby na łącznie życia rodzinnego z zawodowego?

Dom to takie małe przedsiębiorstwo. Bardzo ważne jest zarządzanie i podział kompetencji oraz obowiązków. Od zarządzania jak wiadomo są rodzice, co nie zwalnia ich z innych zadań. My na przykład, mieliśmy w domu grafik dyżurów na cały tydzień: zmywarka, odkurzanie, wyrzucanie śmieci, sprzątanie samochodu itp. Dyżury były dostosowane do wieku, ale każdy wiedział, co ma robić i nie było marudzenia. Ważna jest pomoc dzieciom w usamodzielnianiu się. One mają większą radość z tego, że robią coś same, a my więcej luzu.

Oczywiście każdy dzień przynosi nowe wyzwania: treningi, zajęcia dodatkowe, zakupy, lekarz. Codziennie wieczorem obowiązkowo musi się odbyć „odprawa”, żeby nikt nie został samotny na „polu walki”. Nie chroni to oczywiście przed spóźnieniem po odbiór dziecka, czy zawiezieniem czasami dziecka w kapciach zimą do szkoły (to mąż 🙂 ). Takie drobne rodzicielskie wpadki. Ale staramy się je eliminować.

O swojej pracy staramy się też zawsze mówić dobrze przed dziećmi. Wiem, że w modzie jest narzekanie, ale pomijając, że sam człowiek może się przez to wpędzić w depresję, to narzekając przy dziecku szkicuje mu fatalną perspektywę: praca jest za karę.

Po drugie, jak dziecko ma potem zrozumieć, że rodzic nie spędza czasu z nim, bo woli wyjść do pracy, której nienawidzi. Skoro tak wybiera, to jaką buduje samoocenę u dziecka.

Można też wprowadzać życie rodzinne do firmy. Kilkakrotnie urządzaliśmy w naszych biurach Mikołajki. Przychodziły całe rodziny. Atmosfera robiła się naprawdę domowa.

W Boschu zorganizowaliśmy też letnie półkolonie dla dzieci. Super rozwiązanie dla tych, którym trudno zapewnić opiekę dla dziecka na wakacje. Dodatkowo dzieci się poznają, nawiązują przyjaźnie i są maksymalnie długo z rodzicem – przyjeżdżają z nim rano do pracy i wracają po południu. Zainteresowanie półkoloniami przerosło nasze najśmielsze oczekiwania. Widać, że trafiliśmy idealnie w potrzeby rodziców. I dzieci chyba też.

Jako Dyrektor HR i mama, jak uważasz, jakie rozwiązania, które może zastosować pracodawca są kluczowe? Czy obserwując rynek rekrutacji widzisz zmiany na lepsze w postrzeganiu kobiet, mam, ogólnie pracujących rodziców?

Przez ostatnie trzydzieści lat zmieniło się bardzo wiele na rynku pracy w postrzeganiu i dowartościowaniu kobiet. Weźmy choćby urlopy wychowawcze, które mogą od lat brać również ojcowie. Daje to, kobietom chcącym realizować się zawodowo, możliwość szybszego powrotu do pracy. Dobrze też, że urlop – opiekę na dziecko (2 dni w roku) – możemy wykorzystywać „na godziny”, co oznacza, że spokojnie mogę wyjść na wspomniane popołudniowe przedstawienie.

A w rekrutacji? Bardzo dużo mówi się o unikaniu dyskryminacji przy wyborze pracowników. Podnosi to z pewnością świadomość wśród HR oraz managerów, chociaż gdzieś podskórnie czuję, że jeszcze długa droga przed wieloma pracodawcami w Polsce. Wizja Pracownicy, która za chwilę będzie w ciąży (co często jest różnoznaczne ze zwolnieniem lekarskim), a potem skorzysta z rocznego urlopu macierzyńskiego, powoduje, że ciągle wielu pracodawców wybiera „niezawodnych” mężczyzn… Ale tak naprawdę inwestycja może być długoterminowa, nie każda kobieta musi korzystać ze zwolnienia lekarskiego, da się zorganizować tymczasowe zastępstwo i po urlopie macierzyńskim (czas szybko mija) wraca zaangażowana mama.

Coraz częściej widzimy też tatusiów zaangażowanych w proces opiekuńczo-wychowawczy, stąd postrzeganie zatrudnienia każdej kobiety jako ryzyko dla pracodawcy, jest błędnym myśleniem.

W ten sposób odrzucamy te osoby, które bardzo często potrafią doskonale organizować czas, są zaangażowane i bardzo lojalne wobec pracodawcy, który umożliwił im realizację swoich planów rodzinnych.

Rynek pracy cały czas się uelastycznia, co pozwala wychodzić ze schematu: pracujący zawodowo ojciec, opiekująca się dziećmi matka. Sama jestem tego przykładem. Z perspektywy czasu wydaje mi się, że wszelkie udogodnienia dla młodych matek, chcących realizować się zawodowo, nie są aż tak wielkim kosztem, biorąc pod uwagę zysk.

Jeśli matka chce mieć np. troje dzieci i nie stworzy jej się bezpiecznych warunków powrotu do pracy po pierwszym dziecku, to prawdopodobnie na zawsze wypadnie z rynku. Jeśli będzie miała wsparcie pracodawcy, będzie wracała po każdym porodzie i będzie to z korzyścią dla wszystkich.

A jaka byłaby Twoja rada dla mamy wracającej po dłuższej przerwie do pracy? Gdybyś mogła jej powiedzieć kilka zdań, aby dodać otuchy, co by to było?

Po pierwsze należy przepędzić wszystkie lęki. Nie jesteś pierwszą mamą, która wraca do pracy po urodzeniu dziecka. Twój powrót do pracy może być dobry dla Was obojga. Cokolwiek nie zrobisz i tak dla Twojego dziecka będziesz najlepszą mamą na świecie. Jeśli nie wierzysz, to zapytaj je, gdy tylko nauczy się mówić, a potem weryfikuj to co rok.

Mogłabym też powiedzieć: jeśli chcesz wrócić do pracy na ugiętych nogach, niepewna i przymuszona, to daruj sobie. To musi być absolutnie wolna decyzja. W przeciwnym wypadku stracisz Ty sama, Twoje dziecko i firma. Jednocześnie pamiętaj, że masz prawo do samorozwoju i dziecko ma Ci w tym pomóc. Nie patrz więc na nie jak na kogoś, kto Cię ogranicza.

Myślę też, że wiele obaw dotyczy tego, czy uzyskam odpowiednie wsparcie. Otóż z całą pewnością, przynajmniej w Boschu, matki mogą liczyć na bardzo dużą pomoc i zrozumienie. Dostosowane godziny pracy, pokój karmienia itd. Nie licząc nieformalnej pomocy od koleżanek, które już mają za sobą takie doświadczenia i chętnie podzielą się nimi z kimś, kto tego potrzebuje.

Myślę, że to jest także idealny moment, aby krótko opowiedzieć o naszym wspólnym programie mentoringowym, który ruszy już wkrótce!

Tak, to nowa inicjatywa, mam nadzieję, że piękna i okaże się przydatna dla wielu mam. Zaprosiliśmy nasze Boschowskie Mamy do podzielenia się swoim doświadczeniem, umiejętnościami z mamami spoza naszej firmy, które właśnie tego potrzebują. Czasami drobna rada, mała sugestia albo nawet samo wysłuchanie lub ukierunkowanie myślenia może być krokiem milowym w podjęciu decyzji o własnym rozwoju.

Zainteresowanie takim rodzajem pracowniczego wolontariatu przerosło nasze oczekiwania. Jako firma będziemy wspierać ten proces. Mamy – Mentorki mogą spotykać się z Mentee w czasie pracy, w miejscu pracy, planujemy też dla nich spotkania przygotowujące do roli mentorskiej, będziemy je wspierać w procesie. Już czekamy na rezultaty tych działań.
Myślę, że wszyscy możemy powiedzieć sobie: ODWAGI!

Dziękuję za rozmowę. I już wkrótce zaprosimy do programu mentorskiego Bosch i Mamo Pracuj!

Więcej informacji o tym, w jaki sposób Bosch wspiera pracujących rodziców można znaleźć w profilu firmy w Bazie Pracodawców Przyjaznych Rodzicom wraz z najnowszymi ofertami pracy!

Zdjęcia: własność Bosch Poland.

Rozmawiała: Agnieszka Kaczanowska

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów. 

Jak szukać pracy na nowym rynku pracy? Weź udział w webinarze z firmą Bosch!

Kogo pracodawcy szukają na rynku pracy? Jak czytać ogłoszenia o pracę i jakie pytania zadać samemu sobie przed rozmową o pracę? A jakie rekruterowi? Jeśli jesteś ciekawa /ciekawy, weź udział w naszym webinarze we współpracy z firmą Bosch już 17 lutego o 21:00! Zapisz się już dziś! W trakcie webinaru poznasz także nasz najnowszy program „Mother Empower!”
  • Agnieszka Kaczanowska - 11/02/2020

Zastanawiasz się czasem, jakim szyfrem ktoś pisał ofertę pracy?

A może szukasz odpowiedzi na pytania:

  • Jak szukać pracy na nowym rynku pracy?
  • Jak czytać ogłoszenia o pracę, aby dobrze zrozumieć zakres obowiązków i oczekiwania?
  • Jakie pytania zadawać rekruterom, aby się nie rozczarować?
  • Jakie są obecnie oczekiwania pracodawców wobec pracowników?
  • A także, kto pracuje w firmie Bosch i jak firma wspiera rozwój swoich pracowników?

Weź udział w naszym webinarze już 17 lutego i poznaj odpowiedzi na te i wiele innych pytań!

Skąd pomysł na webinar?

Po pierwsze: wszystkie wymienione wyżej pytania słyszymy bardzo często od Was, naszych czytelniczek i chcemy wspólnie z zespołem firmy Bosch na nie odpowiedzieć.

Po drugie: silna reprezentacja zespołu firmy Bosch chce podzielić się swoim doświadczeniem, wiedzą i podpowiedzieć Wam jak skutecznie szukać pracy! Skorzystajcie!

Po trzecie: właśnie z firmą Bosch, przygotowaliśmy dla Was pierwszą (pilotażową) edycję Programu Mentoringowego „Mother Empower”, o którym opowiemy krótko w trakcie webinaru i zdradzimy jak wziąć udział w programie i kto może skorzystać! Dowiedz się jako pierwsza!

Zapisujesz się? Zapraszamy!

Prowadzące webinar:

Izabela Pipka, HR Director w firmie Bosch. Która sama o sobie mówi:
„Jestem żoną, mamą 4 dzieci oraz człowiekiem HR. Po studiach z zakresu Psychologii Pracy i Stresu związałam się na stałe z branżą HR, pracując głównie jako HRowiec w wydawnictwie książkowym Bertelsmann (15 lat), a następnie w Grupie Bosch w Polsce jako Dyrektor HR. Stawiam przede wszystkim na Człowieka, chętnie dzielę się wiedzą i doświadczeniami. Jestem otwarta na wspólne dochodzenie do celu. Szukam inspiracji i zachęcam innych do ich szukania. Nie pozostawiam sprawy bez rozwiązania. :-)”

Więcej o sobie Iza opowiedziała w wywiadzie dla nas. Przeczytaj!

Joanna Wojdan – Liszewska, Employer Branding Expert w Robert Bosch Sp. z o.o. to absolwentka psychologii Uniwersytetu SWPS oraz studiów podyplomowych z Zarządzania Wizerunkiem Pracodawcy na Akademii Leona Koźmińskiego. Od 2011 roku pracuje w dziale HR w firmach zajmujących się nowymi technologiami. Jako doświadczony employer brandingowiec kieruje się zasadą mówiącą, że sukcesy biznesowe firmy i sukcesy osobiste jej pracowników są ze sobą silnie powiązane. Od lat z sukcesem wdraża inicjatywy mające na celu wsparcie pracowników – rodziców.

A ja (czyli Agnieszka Czmyr-Kaczanowska) będę miała przyjemność moderować naszą rozmowę! Zapraszam!

Szczegóły organizacyjne webinaru

Kiedy?

  • 17 lutego br. tj. poniedziałek (nie ma za wiele czasu!).

Godzina?

  • 21:00 – to start webinaru, a planowane zakończenie o 22:30.

Czy będzie nagrywany?

  • Tak, o ile technika nie zawiedzie. 😉

Webinar jest bezpłatny. Ale konieczna jest rejestracja.

Tak zapisuję się od razu!

Ważna informacja: aby otrzymywać od nas powiadomienia i przypomnienia o webinarze prosimy o wyrażenie zgody na otrzymywanie od nas wiadomości, inaczej nie dostaniesz przypomnienia!

Chcesz dowiedzieć się więcej o firmie Robert Bosch? Zobacz pełny profil firmy w Bazie Pracodawców Przyjaznych Rodzicom i poznaj aktualne oferty o pracę!

Zdjęcia i logotypy: własność firmy Robert Bosch.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów. 

Macierzyński to świetny moment na zmiany, czyli o tym jak zostałam Data Scientist – historia Natalii

Gdzie szukać inspiracji dotyczącej rozwoju zawodowego? Jak może wyglądać dzień mamy dwójki chłopców, która jest w procesie przekwalifikowania się? Czy praca zdalna zawsze idzie w parze z korzyściami? O tym oraz o łączeniu nauki z macierzyństwem oraz rozwojem zawodowym rozmawiamy z Natalią Michałek, Data Scientist w Atos Poland Global Services.
  • Anna Łabno - Kucharska - 03/02/2020
Natalia Michałek z firmy Atos

Natalio, bardzo się cieszę, że zgodziłaś się na rozmowę. Myślę, że Twoja historia może być niezwykle motywująca i inspirująca dla wszystkich kobiet, które myślą o zmianie zawodowej będąc na urlopie macierzyńskim. Ty zaczęłaś myśleć o przebranżowieniu właśnie w tym czasie. Rozpoczęłaś szkolenia. Jak to wyglądało?

Urlop macierzyński to świetny moment na zmiany. Można się na chwilę zatrzymać, zdystansować od pracy i zastanowić co dalej. Pojawienie się dziecka sprawiło, że zmieniły się moje życiowe priorytety. Wcześniej pracowałam jako specjalistka ds. raportowania, potem byłam liderką zespołu.

Po narodzinach pierwszego synka zaczęłam się zastanawiać jak chciałabym, żeby wyglądała moja praca po powrocie oraz jak połączyć macierzyństwo z rozwojem zawodowym. Marzyła mi się większa elastyczność, możliwość pracy z domu. Wiedziałam, że takie możliwości daje branża IT. Zaczęłam rozwijać się w kierunku data science.

Przerabiałam kursy internetowe, czytałam książki, zaczęłam wykonywać własne projekty. Uczyłam się w trakcie drzemek synka. Potem, gdy byłam w drugiej ciąży, synek chodził na kilka godzin do żłobka, a ja cały ten czas wykorzystywałam na naukę. Nie ukrywam – bywało ciężko, ale dawało mi to też ogromną satysfakcję. Było mi to zwyczajnie potrzebne.

Urlop macierzyński to czas absolutnie wyjątkowy, pełen nowych wyzwań, ale to także trudny okres. Każdy dzień jest podobny, brakuje codziennego kontaktu z ludźmi. Nauka bardzo mi pomogła zachować życiową równowagę, poświęcać czas i uwagę dzieciom, ale też robić coś dla siebie samej.

Dobrze, że o tym mówisz. To ważny temat. A powiedz, czy temat Data Science przyszedł do Ciebie naturalnie, czy śledziłaś trendy w branży IT?

Mój mąż pracuje w branży IT. To on podesłał mi artykuł o tym, czym jest data science. Od razu wydawało mi się, że to coś dla mnie. Zaczęłam czytać kolejne artykuły. Dowiedziałam się, że branża rozwija się na świecie w bardzo szybkim tempie i, że również w Polsce poszukuje się coraz większej liczby specjalistów w tej dziedzinie. Wiedziałam, że jest to kierunek przyszłościowy, a dla mnie była to dość naturalna ścieżka rozwoju.

Nie było tak, że muszę się całkowicie przebranżowić. Sporą część kompetencji już posiadałam. Miałam wieloletnie doświadczenie w analizie danych, wiedzę statystyczną, kompetencje miękkie. Musiałam przede wszystkim nauczyć się programować i zdobyć wiedzę o uczeniu maszynowym.

Początki nie były łatwe. Od studiów minął już jakiś czas, odwykłam od tak intensywnej nauki. Ale im dłużej się uczyłam, tym z większą łatwością mi to przychodziło. Czasem wracałam wielokrotnie do tych samych tematów, by mając już większą wiedzę, zrozumieć kolejne szczegóły działania algorytmów uczenia maszynowego.

Teraz pracujesz w specyficznym obszarze związanym z cyber security. Czy możesz zdradzić, jak wygląda Twój dzień pracy?

Pracuję w projekcie „User Behavior Analysics”. Naszym zadaniem jest wczesne wykrywanie cyberataków na przedsiębiorstwa na podstawie analizy zachowania użytkownika sieci. Moja codzienna praca polega przede wszystkim na analizie logów systemowych i poszukiwaniu najlepszych rozwiązań konkretnych zagadnień z zakresu bezpieczeństwa. Buduję modele statystyczne, korzystam z algorytmów uczenia maszynowego, programuję.

Moim zadaniem jest ustalenie wzorców zachowania użytkowników, a następnie wychwycenie anomalii, które mogą świadczyć o potencjalnym zagrożeniu.

Ściśle współpracuję ze specjalistami ds. cyberbezpieczeństwa. To oni posiadają niezbędną wiedzę domenową i wspierają nas na etapie specyfikacji wymagań, wyboru najlepszych rozwiązań i dostrajania wdrożonych produkcyjnie algorytmów. Zajmuję się także pisaniem dokumentacji oraz rewizją kodu innych członków zespołu. Część czasu poświęcam na dalszy rozwój. Data science jest dziedziną, która nieustannie się rozwija i trzeba stale się uczyć, by być na bieżąco z najnowszymi rozwiązaniami.

Wiemy już czym się zajmujesz. Natomiast powiedz jak i kiedy w obszarze Twoich zainteresowań pojawił się Atos? Można powiedzieć, że z tą firmą związałaś się stosunkowo od niedawna. Czym Cię do siebie przyciągnęli?

W Atos pracuję od 7 miesięcy. Firmę poznałam na konferencji odbywającej się w Gdańsku. Dowiedziałam się, że budują zespół data science i że wykorzystują uczenie maszynowe do wykrywania cyberataków na przedsiębiorstwa. Temat wydawał mi się ciekawy. Porozmawiałam z rekruterką. Powiedziała mi, że choć główna siedziba firmy jest w Bydgoszczy, to dopuszczają możliwość pracy w pełni zdalnej po okresie wdrożenia.

Zapewniono mnie, że również okres wdrożenia można zorganizować w sposób elastyczny, czyli z przerwami, abym nie musiała rozstawać się z dziećmi na zbyt długo.

Na pierwszą telefoniczną rozmowę Atos zaprosił mnie mimo tego, że do mojego powrotu do pracy pozostało jeszcze kilka miesięcy. Rozmowa techniczna poszła mi dobrze, a kilka miesięcy później, gdy już planowałam powrót do pracy, odbyły się pozostałe rozmowy i zostałam zatrudniona. Do firmy Atos przekonała mnie przede wszystkim możliwość pracy w ciekawym projekcie i robienia dokładnie tego, czego tyle czasu się uczyłam. Czułam też, że jest to miejsce, w którym uda mi się pogodzić życie prywatne z zawodowym.

Poznaj firmę Atos Poland Global Services i zobacz, czy szukają właśnie Ciebie!

Natalio, pracujesz całkowicie zdalnie, tylko kilka razy w miesiącu jeździsz z Gdańska do Bydgoszczy. To wymarzona forma pracy dla wielu mam. A czy Ty dostrzegasz same plusy, czy może było lub jest coś, co było dla Ciebie wyzwaniem?

Pracę zaczynałam od wdrożenia, które trwało kilka tygodni i odbywało się w siedzibie firmy, w Bydgoszczy. Tego obawiałam się najbardziej. Wspólnie z mężem musieliśmy zorganizować opiekę nad dziećmi w tym okresie, a poza tym zwyczajnie ciężko było mi zostawić synków. Nigdy wcześniej nie rozstawałam się z nimi na tyle czasu. Dużą część obowiązków przejął mój kochany mąż, który zawsze angażował się w wychowanie dzieci i wspierał mój rozwój. Z pomocą przyszli także dziadkowie i zamiast trudnego rozstania z mamą zapewnili chłopcom radosne wakacje.

W pracy również okazało się, że wdrażam się sprawnie i moje pobyty w Bydgoszczy udało się ograniczyć do niezbędnego minimum. W tej chwili jeżdżę do Bydgoszczy z reguły na 2 dni w miesiącu. Terminy zjazdów ustalamy wspólnie z całym zespołem, więc moje plany prywatne zostają zawsze uwzględnione. Synowie też już wiedzą, że jak jadę do Bydgoszczy, to szybko wrócę. Cieszą się, że będą mogli odebrać mnie z dworca i pooglądać pociągi.

A tak na co dzień, co daje Ci taki system pracy?

Dla mnie, jako mamy, praca zdalna to idealna opcja. Najbardziej cieszę się z tego, że nie tracę czasu na stanie w korkach. Wiozę synów do przedszkola i pięć minut później rozpoczynam pracę. Jeśli muszę coś pilnie załatwić w ciągu dnia, to również mam taką możliwość. Muszę to oczywiście zgłosić, ale mogę odpracować nieobecność na przykład wieczorem, gdy dzieci już pójdą spać.

Lubię pracować w domu. Jest spokojnie, słucham ulubionej muzyki, nic mnie nie rozprasza. Mogę też, kiedy mam ochotę wypić CIEPŁĄ kawę, co jest odmianą po 3 latach z dziećmi w domu. 🙂

Tak jak wspominałaś pracujesz w zespole. Jak system pracy zdalnej wpływa na działania całego zespołu?

Mój cały zespół tak pracuje. 🙂 Jesteśmy z różnych miast, ale widujemy się regularnie w Bydgoszczy. Wykorzystujemy ten czas na rozmowy, dzielenie się wiedzą i doświadczeniami. Zawsze też wychodzimy gdzieś razem wieczorem, żeby się lepiej poznać.

Gdy pracujemy zdalnie, pozostajemy w stałym w kontakcie. Jesteśmy zgranym zespołem. Raz dziennie zdzwaniamy się, aby omówić postępy prac i rozwiązać bieżące problemy. Dużo rozmawiamy na firmowym komunikatorze. Wspólnie optymalizujemy kod i usuwamy błędy. Siedzenie ramię w ramię zastępują słuchawki i współdzielenie ekranu komputera.

Przed rozpoczęciem pracy obawiałam się, że nadal będzie mi brakowało kontaktu z ludźmi. Przekonałam się, że obecne technologie pozwalają na sprawną pracę zdalną. Mimo, że siedzę sama w domu, czuję się częścią zespołu.

Praca zdalna dobrze wpływa też na efektywność. W domu nic mnie nie rozprasza, a programowanie wymaga skupienia. Widzę, że gdy spotykamy się całym zespołem w biurze, znacznie mniej udaje nam się zrobić. Czas tak szybko płynie przy kawie i rozmowach. 🙂 Ale i te chwile są potrzebne. Ciężko o efektywną pracę bez dobrej atmosfery.

Myślę, że jeszcze wielu pracodawców wciąż boi się pozwolić pracownikom na pracę zdalną, a jestem żywym dowodem, że ten system świetnie się sprawdza.

Razem z Atos przygotowujemy webinar pn: Zawód programista – obalamy mity! Zapisz się już dziś!

Natalio, a na koniec naszej rozmowy możesz powiedzieć, jakie według Ciebie cechy i kompetencje powinien mieć świetny data scientist? Być może zainspirujesz jakąś mamę do rozpoczęcia nowej drogi zawodowej. 🙂

Uważam, że data scientist z jednej strony musi mieć analityczny umysł i opanowaną wiedzę z zakresu matematyki, statystyki, programowania. Z drugiej strony jednak powinien posiadać szereg kompetencji miękkich. Przede wszystkim tych dotyczących skutecznej komunikacji, ponieważ praca często wymaga współpracy ze specjalistami z różnych dziedzin oraz kontaktu z klientem. Trzeba umieć zbierać wymagania, prezentować zastosowane rozwiązania w sposób zrozumiały dla osób nieposiadających wiedzy technicznej.

Świetny data scientist musi przede wszystkim lubić analizę danych, być ciekawym tego, co uda się w nich odkryć. Musi widzieć i rozumieć różne zależności, potrafić tę wiedzę wykorzystać do rozwiązania konkretnego zagadnienia biznesowego. Praca data scientisty wymaga też często kreatywnego podejścia do problemu.

Każde zagadnienie można rozwiązać na wiele sposobów, czasem te nieoczywiste przynoszą najlepsze rezultaty. W data science trzeba umieć znaleźć złoty środek – rozwiązanie, które będzie dawało wystarczające dobre rezultaty, będąc przy tym możliwie najprostszym i zużywając jak najmniej czasu, i zasobów na obliczenia. By być dobrym data scientistą, trzeba być też bardzo wytrwałym, bo dane często nie są kompletne, poprawne i trzeba spędzić wiele godzin na ich czyszczeniu i porządkowaniu, zanim w ogóle można zająć się tą najbardziej interesującą częścią: analizą i modelowaniem.

Bardzo dziękuję Ci za rozmowę.

Rozmawiała: Anna Łabno-Kucharska

Zdjęcia: archiwum prywatne Natalii.

Poznaj bliżej firmę Atos i jej profil w Bazie Pracodawców Przyjaznych Rodzicom!

Link firmy Atos
Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Anna Łabno - Kucharska
Jestem mamą mądrej indywidualistki. Posiadam doświadczenie w koordynacji projektów, prowadzeniu szkoleń oraz doradztwa. Uwielbiam spędzać czas z rodziną, podróżować, czytać książki i celebrować picie kawy. W "wolnym" czasie wspieram osoby chore onkologicznie.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail