Czego szukasz

Ciąża w korporacji

Całkiem niedawno w mediach głośno było o „przedsiębiorczych” przyszłych matkach, które masowo, na początku ciąży, zakładają firmy, przez trzy miesiące płacą wysoką składkę na ubezpieczenie zdrowotne, a potem cieszą się dużymi wpłatami z ZUS-u przez długie miesiące.  Teraz „na czasie” jest praca w korporacji, a raczej „niepraca”, a figurowanie na liście pracowników. Czyżby żyła złota?

Łapanie firmy na dziecko

Teraz „na czasie” jest praca w korporacji, a raczej „niepraca”, a figurowanie na liście pracowników, bo fizycznie to owszem kobieta jest, ale w domu, na zwolnieniu lekarskim. Taką oto sławą cieszą się Polki ubiegające się o prace w dużych przedsiębiorstwach. Dlaczego? Agata Połajewska w artykule „Trzeba mieć etat, żeby zajść w ciążę” – dlaczego pracodawcy nie chcą zatrudniać Polek?” dodaje: (…)na spotkaniu rekrutacyjnym dziewczyny zawsze powiedzą, że są nowoczesne, zorientowane na karierę i mają żądzę rozwoju. A później z plotek „na papierosku” dowiadujesz się, że szukały pracy, bo trzeba spłacać kredyt, a mąż się awanturował. Albo że trzeba mieć etat, żeby móc zajść w ciążę i korzystać z abonamentu medycznego firmy.

Ciąża to choroba?

Nie ma nic złego w tym, że trzeba kredyt spłacić, że mąż nie zarabia tyle, by tylko on mógł pracować, że życie drogie, opłaty coraz droższe, nie mówiąc już o wydatkach „na dziecko”. Naturalne też, że ambitna kobieta będzie chciała piąć się coraz wyżej, a wiadomo, jakie możliwości rozwoju dają korporacje – duże. Tylko dlaczego prezesi dużych firm, szczególnie tych zagranicznych, boją się inwestować w Polki? Bo dla nich Polka w ciąży, to kobieta chora, niezdolna do pracy…  I jeszcze ten roczny urlop macierzyński – gwóźdź do korporacyjnej trumny. Z perspektywy mamy, tak długi urlop to budowanie relacji z dzieckiem, zapewnienie mu poczucia bezpieczeństwa i nie przejmowanie się, czy babcia będzie mogła pomóc w opiece nad wnukiem. Z punktu widzenia pracodawcy, to aż roczna nieobecność pracownicy, konieczność szukania osoby na zastępstwo, przeszkolenie jej oraz zapewnienie warunków do pracy, słowem dodatkowe koszty.

„Mother friendly” – co to znaczy?

Jak wyobrażacie sobie firmę przyjazną kobietom w ciąży i młodym matkom? Dla mnie to firma, która przymyka oko na drobne niedyspozycje, nie widzi problemu w zwolnieniu się z pracy, by zdążyć na badania. Taka firma ułatwia życie, pozwalając wykonywać część swoich obowiązków w domu, zapewnia niezbędne pomoce biurowe, a także proponuje pakiet medyczny. Bo tak naprawdę, każda międzynarodowa firma chce być „mother friendly”, bo to są certyfikaty, dobry PR i ogólnie promocja. (…) nikt nie zrobi dramatu z ciąży i normalnego urlopu macierzyńskiego. Nie ma problemu z BHP – 4 godziny przed komputerem dziennie, ewentualnie na życzenie dostajesz laptopa i możesz pracować z domu, choćby i z łóżka w piżamie, jeśli tak ci wygodnie. Możesz jechać do matki na drugi koniec kraju i klikać stamtąd. Firma się cieszy, szykuje dziecku wyprawkę. Jest tylko jedno ,,ale’’ – firma się cieszy i pomaga, ale tylko wtedy, gdy ma się z kim cieszyć i komu pomagać.

Zwolnienie na życzenie

Jak łatwo jest dostać zwolnienie lekarskie? Nie mówię o sytuacji, gdy zagrożone jest życie lub zdrowie  matki lub dziecka, ale o takiej, gdy poranne mdłości dorastają do rangi Armagedonu. Bardzo łatwo. To jak pójście do… lekarza. Wystarczy poprosić i już z aktywnej kobiety można zamienić się w ledwo chodzącą ciężarną. Ale tylko w realu, bo na Facebooku samopoczucie wręcz kwitnące. Śmieszne, ale prawdziwe, bo tak często widzą nas, mamy, nasi pracodawcy, którym wcale nie uśmiecha się nas wspierać, skoro tak dobrze sobie radzimy.  Bo jak słyszysz w telefonie płaczliwą informację o zagrożonej ciąży i miesiącach w łóżku, a tydzień później na parkingu w IKEI widzisz, jak zagrożona ciąża dźwiga regał do pokoju dziecięcego, to co masz myśleć?

Czy jesteś z szefem szczera?

Jest jeszcze coś – rozmowa kwalifikacyjna. Nic tak nie przeraża, jak pytania o rozwój, ale rodzinny. Bo jakim prawem? Jak to tak? Dyskryminacja, bezprawie i chaos! A moim zdaniem pytanie o dzieci to nie haczyk, który ma nas zdyskwalifikować, a konkrety, czego firma może się spodziewać. Czemu od razu zakładać najgorsze – my, że nas nie przyjmą, a firma, że zwiejemy na zwolnienie, jak tylko zobaczymy dwie wyczekane kreski? Jeśli rzeczywiście tak jest, że Polki „łapią korporację na ciążę”, czy dziwi fakt, że to mężczyźni są pracownikami bardziej pożądanymi? Mnie to nie dziwi, natomiast widzę rozwiązanie. Szczerość – to jest klucz do sukcesu każdej ze stron. I jasno wyrażone oczekiwania.

Artykuł zainspirowany tekstem Agaty Połajewskiej Trzeba mieć etat, żeby zajść w ciążę” – dlaczego pracodawcy nie chcą zatrudniać Polek?, który ukazał się na portalu Foch.pl 

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Mama maleńkiej córeczki, uprawiająca swój własny freestyle, lovestyle, lifestyle i workstyle. Bardzo socjalna i tekstualna, lepsza w piśmie niż w mowie. Lubi swoją  pracę - jak nie pracuje, to chociaż o tym pisze. Prowadzi blog www.tekstualna.pl
Podyskutuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie