Czego szukasz

#zostańwdomu z czwórką dzieci i nie zwariuj! Kwarantanna okiem wielodzietnej mamy

To już ponad rok od czasu pierwszych dni w izolacji. A ta nowa rzeczywistość nadal jest trudna, bywa bardzo samotna, pełna obaw, a dla rodziców wyjątkowo ciężka, bo znowu szkolne obowiązki i trud pogodzenia ich z własną pracą są naszą codzinnością. W głowie kłębią się pytania: czy długo jeszcze, kiedy to minie? A w gorszych chwilach, czy ile jeszcze dam radę jeszcze. 😉 Przeczytaj, jak to wygląda z perspektywy mamy czwórki dzieci!

Kwarantanna okiem wielodzietnej mamy

Kolejny dzień dzwoni budzik, jest po ósmej. Wstaję, patrzę przez okno, widok taki jak zwykle, ale ten świat… inny niż kilka tygodni temu.

Na osiedlowym parkingu pełno aut mimo, że jeszcze dwa tygodnie temu o tej porze było tu pusto. Biorę na ręce 8-miesięczną córkę, idziemy na poranną toaletę, ubieram ją, potem szukam ubrań dla pozostałej trójki dzieci. Chwilę bawią się razem, a ja ogarniam siebie w 2 minuty. Idziemy na śniadanie, sobie robię kawę, bez niej nie ruszam. Potem każdy udaje się do swoich zajęć, my dziewczyny razem, a chłopcy idą się bawić autami.

Starszy syn ma 6 lat, jego książki utknęły w przedszkolu, musimy je odebrać, ale przez te dwa tygodnie wymyślamy mu czytanki, kolorowanki i filmy edukacyjne, żeby mógł się zająć czymś co ma związek z nauką i materiałem przerabianym w zerówce.

Gorzej z trzylatkiem, to istny żywioł – głośny, rozbiegany, absorbujący, na szczęście z bratem trzyma sztamę, więc dużo czasu spędzają razem, a z męskimi sprawami chodzą do taty, on lepiej ogarnia dinozaury, wyścigi i sztuki walki.

Przeczytaj także: Czy praca zdalna to dobre rozwiązanie dla mamy?

Ding dong

Znad kawy wyrywają mnie różne dźwięki, malutka szarpie za nogawkę pojękując „meme”. Idą jej zęby, ma mamozę i ponad dwa tygodnie nie była na spacerze. Sen w wózku przy otwartym balkonie wcale nie załatwia sprawy, nie buja tak przyjemnie jak po dziurawym chodniku. Z dwóch -trzech godzin drzemek przez cały dzień zostało nam może pół godziny dzielone na co najmniej trzy razy. Oczywiście jeśli dobrze pójdzie.

Pozostałe dźwięki to aplikacje w telefonie, maile, Skype i Librus – nowy dzień, nowe zadania oraz kolejne książki do odebrania, tym razem z języka obcego.

To nic, że wczoraj odbieraliśmy książki do matematyki i polskiego. Irytacja narasta. Siadamy do stołu: ja, mój laptop, młodsza córka u mnie na kolanach i ośmiolatka z pomocami naukowymi. Czytam maile, zaczynam pracę i słyszę „mamo, pomóż”. Pomóż trochę trwa, znowu zabieram się do działania. Zadania zajmują nam kilka godzin, moje ucierpiały, więc będę nadrabiać po południu albo w nocy. Przynajmniej córka ma wszystko zrobione, wysyłamy raport mailem.

Najfajniejsze są piątki. Wychowawczyni córki nie zadaje jej wtedy zadań w książkach, ale daje prace plastyczne, zajęcia ruchowe z filmików instruktażowych na youtube, piosenki do śpiewania. W to włączamy się wszyscy, ćwiczymy, tańczymy walczyka, oglądamy film o bocianach.
Wiem, że kilka tygodni temu jakby mi ktoś powiedział, że będziemy tak świrować to postukałabym się w czoło, w zabieganiu nigdy nie było na to czasu.

A po pracy …

Potem wszytko toczy się jakoś tak spokojnie, niespiesznie. Pijemy kawę po zakończonych zadaniach, mąż robi obiad, przed obiadem sprzątamy, a po obiedzie każdy ma swój czas, chyba, że chcemy wspólnie w coś pograć, pobawić się. Wieczorem po kolei kąpanie, kolacja, modlitwa. Dziękujemy za ten dzień, prosimy o zdrowie. Ja usypiam młodszą dwójkę, mąż idzie czytać starszym.

Dzień się kończy, a ja zaczynam panikować. Czy to się kiedyś skończy? Czuję się jak w filmie, jak w „Igrzyskach Śmierci”. Codziennie docierają wiadomości o liczbie zachorowań i zgonów. Nie dowierzam, że to się naprawdę dzieje.

Przeczytaj także: Co robić w czasie kwarantanny?

W innej rzeczywistości

Kilka minut przed szóstą wstaję i nie ogarniam. Znowu niewyspana szukam po ciemku kapci, cichutko by nikogo nie obudzić. Zastanawiam się czy kiedyś nadejdzie czas, że nie będę musiała tak wcześnie wstawać i śmieję się w duchu, że może na emeryturze. Ach, gdybym wiedziała…

Robię śniadanie i wyprawiam męża do pracy, dzieci do szkoły i przedszkola. Trzylatek i niemowlaczek jeszcze śpią, ja w tym czasie spokojnie sprzątam, jem śniadanie, piję kawę, potem włączam laptopa i spokojnie siadam do pracy. W międzyczasie mam okienko na ogarnięcie dzieci, znowu praca i wreszcie spacer, małe zakupy, szkoła, przedszkole.

Właśnie, odbijam kartę, syn się przebiera, stoję, czekam i przysłuchuję się rozmowie dwóch mam. Mówią o koronawirusie, czy zamkną szkoły i przedszkola, czy zamkną nas w domach, czy trzeba robić zapasy. Zastanawiam się nad tym chwilę, ale dla mnie to brzmi nierealnie. Zresztą złości mnie ten temat, bo chcę iść na targi dla mam, a mąż próbuje mi to odradzić, bo się boi, że się zarazimy tym wirusem z Chin. Serio? Tu, w Polsce?

Przeczytaj także: 10 mitów pracy z domu, z którymi się zmierzysz

Weekendy w czasach kwarantanny

Weekendy lubię najbardziej, są spokojne, poświęcamy sobie mnóstwo czasu. Nikt nigdzie nie pędzi, mąż ma swój e-learning w domu, córka ma dwa dni na odpoczynek od nauki, ja mogę przystopować.

Przed kwarantanną sobota była dniem zakupów, teraz robimy większe zakupy za to rzadziej, by jak najmniej wychodzić. Staramy się je robić w poniedziałek z rana, wtedy ludzi jest mniej, to daje w głowie poczucie względnego spokoju. W tygodniu bywa nerwowo, czujemy presję by wszystko ogarnąć, metry kwadratowe się kurczą, w weekend jest odwrotnie. Nadrabiamy mnóstwo rodzinnego czasu, którego nam zawsze brakowało. To co w tygodniu jest hałasem, w weekend zmienia się w radosny gwar.

Rodzina to siła

Patrzę na nich: mój kochany mąż, który pewnie też się boi, ale zupełnie nie daje nam tego odczuć. Radosna ośmiolatka, gdy pada temat koronawirusa ona zdaje sobie sprawę jak to jest poważne, czuję, że przez to wszystko dorasta szybciej, nabiera mądrości.

Sześciolatek, który dopiero co zmienił placówkę przedszkolną na inną. W tej nowej bardzo się rozwinął, z kompletnej nieznajomości literek w kilka miesięcy zaczął czytać, spotkał fajnych kolegów, razem emocjonowali się tym, że niedługo pójdą do szkoły, a ja nawet nie wiem czy we wrześniu będzie spokojnie i szkoła się normalnie zacznie.

Trzylatek, który z jednej strony jest zachwycony, że wszyscy są w domu, ma się z kim bawić i przed kim popisywać, z drugiej strony czekał na wiosnę, miał iść na boisko kopać piłkę, jeszcze poczeka. We wrześniu miał iść do przedszkola, nie zdążyliśmy złożyć podania przed kwarantanną. Nie wiem czy pójdzie.

I ona, nasza maleńka 8-miesięczna iskierka, nasze tęczowe maleństwo, oczko w głowie całej naszej piątki. Cała ciąża była pełna niepokoju, ale gdy się urodziła zdrowa, gdy była już z nami to wszystko miało być dobrze, miało być spokojnie.

W zeszłym roku, gdy pisałam ten tekst sądziłam, że kiedyś napiszę taki, w którym podzielę się tym jak wygląda życie z czwórką dzieci. Nie sądziłam jednak, że przyjdzie mi pisać jak to jest z czwórką dzieci w tak… niezwykłych czasach.

Ta czwórka to moja siła napędowa. Polubiłam tą naszą „kwarantannę”, polubiłam naukę z córką (nie lubię tego, że to zajmuje dużo czasu, to fakt, ale wspólny czas jest bezcenny). Nie zawsze jest lekko, czasem jest lęk, czasem złość, a nieraz kompletna bezsilność, ale więcej tu śmiechu i miłości.

Zdrowia Wam życzę. I spokoju. Tego nam wszystkim teraz potrzeba.

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Szczęśliwa żona i mama czwórki dzieci. Macierzyństwo to jej największa pasja, motywująca do rozwoju i działania. Z przyjemnością oddaje się pisaniu. Kocha muzykę, kino i dobre jedzenie. Lubi śledzić trendy i wprowadzać je w życie. Zawodowo początkująca, ale z apetytem na sukces.

Jak porozumieć się się z dzieckiem?

Co to tak naprawdę znaczy dla Ciebie być rodzicem? Jak zachęcić dziecko do współpracy? Codzienne sytuacje z życia skłaniają nas i wielu innych rodziców, do świadomego poszukiwania odpowiedzi na te pytania.
mama umawia się na coś ze swoją córeczką, rozmawiają

Jak porozumieć się z dzieckiem?

Moment urodzenia dziecka to moment powołania rodzica na rodzica. Formalnie rodzicami stajemy się w ciągu kilku chwil. Jednak mentalnie, tak w głębi duszy nasza świadomość „bycia rodzicem” dopiero się budzi do życia wraz z urodzeniem dziecka. I co więcej, zarówno z upływem lat, jak i z narodzinami kolejnego dziecka, krok po kroku stajemy się rodzicami.

Codzienne sytuacje z życia skłaniają nas i wielu innych rodziców do świadomego poszukiwania odpowiedzi na pytanie:

Co to tak naprawdę znaczy dla mnie być rodzicem?

W głowie rodziców pojawiają się pytania:

  • Co znaczy dla mnie dzisiaj być rodzicem?
  • Jakim rodzicem chcę być?
  • Jakiego rodzica potrzebuje moje dziecko?
  • Skąd mam wiedzieć, że właśnie takim rodzicem dobrze jest być?
  • Jak mam być pewny/a, że wybierając ten model wychowawczy, strzelam w dziesiątkę?
  • Czy wychowanie dziecka jest o wychowaniu dziecka?

Te pytania można mnożyć, gdyż niemal codziennie pojawiają się nowe. Każdy dzień z dzieckiem jest inny. Jednego dnia dominuje radość, innego złość czy strach. Przez pół roku Twoje dziecko z Tobą jako rodzicem współpracuje tak, jak sobie wymarzyłeś/aś, a potem przez kolejne miesiące nie możesz nadążyć nad zrozumieniem jego pomysłów. Okazuje się, że rodzicielstwo to istna karuzela, a czasami rollercoaster, nieprawdaż? Aż chciałoby się, tak choćby na chwilkę lub dłużej, znaleźć jakiś stały grunt, jakąś twardą, pewną drogę, jasne wytyczne…

Przeczytaj także: Cała prawda o Porozumieniu Bez Przemocy. Kiedy działa, a kiedy nie?

Porozumienie bez Przemocy

Dla wielu rodziców mapą do znalezienie takiej drogi stał się proces Porozumienia Bez Przemocy (ang. Nonviolent Communication) zaproponowany przez amerykańskiego psychologa Marshalla B. Rosenberga. Podejście stworzone i dedykowane nie tylko rodzicom, lecz różnym grupom ludzi. Z powodzeniem można je stosować w firmie, w szkole, w dziale HR itp. Dlaczego? Bowiem ono jest po prostu dla ludzi – małych i dużych, co z naszego punktu widzenia, zmniejsza ryzyko manipulacji.

W Porozumieniu bez Przemocy nie chodzi o to by „poprawnie” stosować metodę, by aplikować formułki, itp. Porozumienie Bez Przemocy zwane też jest językiem serca, bo kluczowa jest w tym podejściu autentyczność – świadomość tego, co w danej chwili jest dla mnie ważne, zauważanie co jest ważne dla drugiej osoby i poszukiwanie wspólnej przestrzeni na spotkanie, gdzie możliwe są rozwiązania wygrany-wygrany.

Spotkanie ze sobą i drugim człowiekiem jest tutaj kluczowe. Czasami spotkamy się tylko na krótką chwilę, a czasami wspólnie możemy obiec kulę ziemską. Bo liczy się kontakt, gdyż będąc w kontakcie możemy odkrywać nowe wspólne ścieżki dojścia do szerokiej, pewniejszej drogi.

Interesują Cię nasze propozycje dla rodziców?

Zapisz się do newslettera Mamo Pracuj i nie przegap żadnych nowości!

Zapisując się na newsletter, wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych na zasadach określonych w polityce prywatności. W każdej chwili zgodę możesz wycofać.

Jak to działa?

Jedno z głównych założeń PBP brzmi: wszyscy mamy te same piękne, uniwersalne potrzeby. Mamy je, bo jesteśmy ludźmi. Kropka. Zatem potrafimy dostrzegać potrzeby zarówno swoje, jak i innych. Na przykład mój towarzysz podróży potrzebuje teraz odpoczynku. Ja natomiast tęsknię za ruchem i wyzwaniem. Gdy umiem choć dostrzec piękno naszych potrzeb – to robię ważny krok do porozumienia.

Inne założenie jest takie, iż wszystko co robimy, robimy po to, by zaspokoić swoje potrzeby. Co więcej, potrzeby możemy zaspokajać na wiele rożnych sposobów, tylko czasem trudno jest nam je samemu dostrzec, a bywa i tak, że z różnych przyczyn jesteśmy przywiązaniu do jednego, konkretnego sposobu zaspokojenia swoich potrzeb.

Są to sytuacje, w których trudno uniknąć konfliktu czy kłótni. Marshall Rosenberg powiedział, że każdy konflikt (naprawdę każdy) da się rozwiązać w ciągu 20 minut od momentu, gdy obie strony dostrzegą swoje i drugiej strony potrzeby. I to właśnie przejście z poziomu strategii (czyli konkretnego sposobu działania czy zaspokajania potrzeb), na poziom potrzeb zwiększa prawdopodobieństwo wypracowania rozwiązań wygrany-wygrana.

Co więcej, nierzadko pomysły, które wpadają nam aby zaspokoić te potrzeby, krzywdzą innych, a nawet nas samych. I to nie jest miłe. Czasami nawet nie robimy tego specjalnie, tak po prostu się zdarza. Aby jednak świat ulepszać, a nie pogrążać w bólu, możemy zauważyć ten fakt, jak w poniższym przykładzie, w którym mama mówi do 4-latki, która uderzyła koleżankę:

  • Zezłościłaś się, bo chciałabyś być zapytana o zdanie i sama zdecydować, czy chcesz oddać swoją część pizzy? Czy tak?

lub

  • Podejrzewam, że Kasia się przestraszyła? Być może nawet nie wiedziała, że to jest dla Ciebie ważne? Chcesz jej o tym powiedzieć?

To jest moment, w którym mama wybiera czy chce wspierać córeczkę i jej koleżankę w sporze, aby zobaczyły, co mogło być jego źródłem. Bez oceniania czy krytykowania którejkolwiek.

Mogła również powiedzieć autentycznie i ze szczerością.

  • Uderzyłaś Kasię. Nie chcę, aby ktokolwiek był uderzany w tym domu. Zobacz, następnym razem, możesz powiedzieć głośno stop i pokazać o tak rączką, że się nie zgadzasz i potrzebujesz pomocy. Co Ty na to?

Oczywiście mogła też wybrać, pogrążanie w bólu drugiej strony i powiedzieć:

  • Wstydź się. Nie wolno bić innych. Oddaj za karę Kasi całą pizzę.

albo

  • Litości, nie mogę już z tobą wytrzymać… Jesteś taka niegrzeczna.

Co rodzic powinien zrobić w takiej czy tysiącach innych sytuacji? Czy jest jakieś „powinien?”

Przeczytaj także: Jak rozmawiać o koronawirusie z dziećmi?

4 płaszczyzny porozumienia

Mapa procesu PBP wspiera nas w tym poprzez zaproszenie nas, abyśmy za każdym razem, gdy mierzymy się z jakąś sytuacją, spróbowali zobaczyć ją na 4 płaszczyznach:

1. Co widzę? co słyszę? – czyli jakie są fakty, czyste obserwacje.

2. Co czuję w związku z tym?

3. Co dla mnie jest ważne, co być może nie jest spełnione, jakaś istotna potrzeba czy wartość?

4. O co chcę poprosić siebie czy drugą stronę, aby móc spełnić zauważone potrzeby?

Oczywiście nie zawsze jest to łatwe. Szczególnie, gdy przez wiele lat przywykliśmy to innego sposobu działania. Jeśli nie podobało się nam jakieś zachowanie, ocenialiśmy je, krytykowaliśmy, dawaliśmy natychmiast pouczenie, nierzadko zawstydzaliśmy czy wpędzaliśmy drugą osobę w poczucie winy.

I niestety często byliśmy zdziwieni, że wcale takie działania nie przynosiły nam rezultatów, o których marzyliśmy. My wcale nie czuliśmy się lepiej, druga osoba nie rozumiała naszych intencji, a dodatkowo niekorzystnie wpływało to na naszą z nią relację. A przecież wszystkim nam zależy, aby było nam lepiej, lepiej naszym dzieciom. Po prostu lepiej.

Oczywiście PBP nie jest jedynym sposobem na ulepszanie życia, relacji i komunikacji z innymi. Niemniej jednak widziałam wielokrotnie, z jaką siłą ludziom udawało się odnaleźć to, co jest dla nich i/lub drugiej osoby ważne właśnie dzięki postawie, która skupia uwagę na faktach, uczuciach, potrzebach i prośbach. I dopiero z tego miejsca ruszyć do wymyślania nowego rozwiązania na zaspokojenie jak największej liczby potrzeb.

Przeczytaj także: Dlaczego dzieci zachowują się tak, jak się zachowują?

Dlaczego to działa?

Odpowiedź dlaczego dzięki tym czterem obszarom udaje nam się dotrzeć do rozwiązania, udzielał sam twórca PBP. Mówił, że nie wynalazł niczego nowego, a jedynie opisał to, co jest głęboko ludzkie i co sprawia, iż jesteśmy szczęśliwi. A odkrywał to obserwując życie ludzi, którzy mimo ciężkich warunków, potrafili mieć uśmiech na twarzy i współczującą postawę wobec innych.

Marshall uważał bowiem, że możemy odkryć tę współczującą postawę wobec siebie i innych dzięki uważności na słowa jakich używamy i w jaki sposób ich używamy. Wobec siebie i wobec innych. Im więcej używamy słów bez ocen, bez krytyki, bez poczucia winy, tym bardziej otwieramy przestrzeń na empatię i życzliwość, ale co ciekawe również na kreatywność.

Zatem jeśli miałabym się powiedzieć, co przede wszystkim powinien praktykować rodzic, powiedziałabym: c i e k a w o ś ć. Ciekawość siebie i swojego dziecka. A wówczas ani karuzela, ani rollercoaster nie będzie wydawał się bezdrożem, a jedynie nieprzewidywalną drogą, ale jednak drogą, na której mogą się spotkać dwie ludzkie istoty.

Zdjęcie: Canva

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:

Certyfikowana trenerka Porozumienia Bez Przemocy oraz mediatorka i coach. Założycielka strony internetowej dla rodziców Ekodzieciak.pl. Autorka książki "Noś swoje dziecko. Dlaczego, jak i w czym" oraz współautorka książki "Dogadać się z dzieckiem. Coaching. Empatia. Rodzicielstwo." Wierzy, że zmiana jest częścią życia. Mama dwójki dzieci, dzięki którym wszystko co powyżej napisane powstało.

Podyskutuj

Dlaczego rowerki biegowe są najlepszymi konstrukcjami dla najmłodszych kolarzy?

Mamy już wiosnę, a wraz z nią rodzice poszukują nowych sposobów na rozrywkę dla swoich pociech. Doskonałym sposobem na zabawę połączoną ze wsparciem prawidłowego rozwoju są rowerki biegowe, z których mogą korzystać dzieci już od 18 miesiąca życia. Dowiedzmy się więcej o tych konstrukcjach i dlaczego warto je wprowadzić do życia malucha przy pierwszej możliwości.

Rowerki biegowe – konstrukcje dla najmłodszych

Jednoślady, na których dziecko porusza się odpychając się nogami produkowane są z myślą o maluchach od 18 miesiąca do 5 roku życia. Konstrukcje takie jak rowerki biegowe Puky zapewniają dzieciom bezpieczeństwo poruszania się, doskonałą zabawę i wygodę. Modele skierowane są do różnych grup wiekowych i posiadają określone możliwości dopasowania, by rowerek rósł razem z dzieckiem i jego szybka wymiana nie była konieczna.

Zalety stosowania rowerków biegowych

Chyba każdy rodzic zdaje sobie sprawę z tego, że aktywność fizyczna na świeżym powietrzu ma dobroczynny wpływ na malucha. Nie wszyscy jednak muszą wiedzieć, że rowerki biegowe wpływają na to, jak rozwija się mózg dziecka. Dzięki naprzemiennemu odpychaniu się od podłoża półkule mózgu dziecka ze sobą współpracują, tworząc lepsze połączenia, co rzutuje na dorosłe życie.

Ważne jest także to, że rowerki biegowe rozwijają w dziecku zmysł równowagi, ciekawość otaczającego go świata i pasję do jazdy na jednośladzie. Gdy od wczesnych lat dziecko poznaje zalety przemieszczania się na rowerze, to w przyszłości jest znacznie bardziej aktywne, co często skutkuje prowadzeniem zdrowszego trybu życia. Rowerki biegowe pozwalają dzieciom lepiej rozwijać się zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Właściwie wybrany model z pewnością przypadnie maluchowi do gustu i pozwoli mu cieszyć się nową pasją w ekspresowym tempie.

Kiedy wprowadzać rowerki biegowe do życia dziecka?

Producenci zawsze podają dla jakiego przedziału wiekowego przeznaczają swój model. I choć istnieją rowerki biegowe przeznaczone do używania na zewnątrz dobre dla dzieci od 18 miesiąca życia, to nie zawsze mogą być one wprowadzone już w tym wieku. Każdy rodzic powinien indywidualnie obserwować swoje dziecko i podjąć decyzję na bazie własnych obserwacji z kontaktów dziecka z jednośladem.

Niektóre maluchy ledwo nauczą się chodzić i zaczynają śmigać na rowerkach tak, że rodzicom ciężko je dogonić, inne mają problem z nauczeniem się takiej formy przemieszczania się i rozpoczynają jazdę na rowerku biegowym dopiero w wieku 3 czy 4 lat.

Ważne jest, by spokojnie i powoli pokazywać maluchowi na czym to polega. Kupiony za wcześnie rowerek dobrej jakości z pewnością się nie zmarnuje, gdyż te nie tracą wiele na wartości przez lata i często są przekazywane między członkami rodziny lub odsprzedawane po wyrośnięciu.

Gdzie kupować rowerki biegowe?

Poszukując konstrukcji renomowanego producenta i licząc na profesjonalną pomoc w doborze modelu dopasowanego do potrzeb naszego dziecka, powinniśmy wybrać się do dobrego sklepu rowerowego. Takim miejscem jest BikeSalon, którego lokalizacje odwiedzimy w stolicy oraz trójmieście. Rowerki biegowe w Warszawie kupimy przy ulicy Wrocławskiej 25 na Bemowie oraz Ostrobramskiej 38b na Pradze. Rowerki biegowe w Gdańsku możemy znaleźć w BikeSalonie mieszczącym się w galerii City Meble przy alei Grunwaldzkiej 211. Rowerki biegowe online możemy kupić pod adresem bikesalon.pl.

Wybierając rowerki biegowe powinniśmy brać pod uwagę to, co najlepsze dla jego przyszłego użytkownika. Najlepiej jest w sklepie pokazać dziecku różne warianty kolorystyczne modelu, który spełnia jego warunki fizyczne. Wizualnie atrakcyjny dla dziecka produkt umożliwi mu łatwiejsze przystosowanie się do jazdy jednośladem i zapewni znacznie lepszy początek rowerowej pasji.

Zainteresowany zakupem? Kup online na BikeSalon.pl lub odwiedź jeden z naszych punktów stacjonarnych:
Warszawa, ul. Wrocławska 25
Warszawa, ul. Ostrobramska 38b
Gdańsk, aleja Grunwaldzka 211

Źródło: Sklep i Serwis rowerowy BikeSalon.pl

Materiał powstał we współpracy z partnerem portalu.

Zdjęcie: partnera portalu.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:

Polecane artykuły

oferty
pracy
Sprawdź pełną listę
baza
pracodawców
Pracodawca przyjazny rodzicom
Reklama
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×