Czego szukasz

Zdrowe jedzenie prosto od rolnika

Pomysł na ten biznes podpowiedziało życie. Sylwia Sławińska zdobywa „spod ziemi” zdrowe jedzenie dla swojej córki, której produkty dostępne w sklepach bardzo szkodzą. Początkowe trudności i długa droga do prawdziwie ekologicznego pożywienia, owocują nowym biznesem, który daje jego założycielce mnóstwo radości. LokalnyRolnik.pl zrzesza klientów i rolników. Jedzenie jest sprawdzone, zdrowe, kosztuje mniej niż w sklepach i nie pochodzi z Hiszpanii, ale z lokalnych upraw.

Sylwia Sławińska założycielka Lokalnego Rolnika

marzec 2016 – REKRUTUJEMY!

Drogie Mamy – szukamy pasjonatek zdrowego odżywiania, które rozkręcą Lokalnego Rolnika na Śląsku!

Zobacz ofertę pracy dla mamy ze Śląska

Pani Sylwio, dlaczego założyła Pani serwis LokalnyRolnik.pl?

Platformę LokalnyRolnik.pl założyłam wraz ze swoim partnerem Andrejem Modicem. Inspirację do działania podyktowało nam życie. Nasza córka cierpi na autyzm, ma silną alergię na konserwanty, których mnóstwo można znaleźć w żywności masowej produkcji. Przeszliśmy prawdziwe piekło w poszukiwaniu produktów, które moglibyśmy podać Zarji bez konsekwencji w postaci wizyt w szpitalach.

Próbowaliśmy wszystkiego: supermarketów, lokalnych targowisk, a nawet sieci sklepów z żywnością ekologiczną. Żadna z prób nie zakończyła się sukcesem. Dlatego wzięliśmy sprawy w swoje ręce, stworzyliśmy przedsięwzięcie, które kładzie szczególny nacisk na jakość produktów, znajomość pochodzenia żywności oraz sposobu jej wytwarzania, a jednocześnie bardzo skraca łańcuch dystrybucji.

W ten sposób uniezależniliśmy się od komercyjnie wytwarzanej żywności, odzyskując zdrowie córki, wewnętrzny spokój, a zyskując sposób na życie (więcej o tym, jak powstał LokalnyRolnik.pl znajdziesz tu). Myślę, że nasza inicjatywa uwolniła od problemów również część tych ludzi, którzy byli w podobnym do nas położeniu.

Czy nie wystarczą nam sklepy ze zdrową żywnością? Przecież w dużych miastach jest ich sporo…

Nasz przykład pokazał, że nie, ponieważ sklepy ze zdrową żywnością nie zawsze oferują jedzenie najwyższej jakości, mają wysokie ceny i mimo wszystko rozbudowany łańcuch dystrybucji. Na platformie LokalnyRolnik.pl kupujący otrzymują produkty świeże, które nie przechodzą przez morderczy dla nich transport wymagający w zwykłych warunkach środków konserwujących. Warzywa czy owoce, które lokalni wytwórcy sprzedają na naszym wirtualnym targowisku, takich dodatków nie mają.

Ktoś może powiedzieć, że przesadzam. Ale raz dostałam poważną nauczkę od losu, co uczyniło mnie ostrożną i sceptyczną. Kiedy byliśmy jeszcze w fazie poszukiwań właściwego jedzenia dla Zarji, postanowiliśmy zaopatrywać się w żywność w jednej z sieci marketów z produktami ekologicznymi. Z wielką nadzieją podeszliśmy do tego wyboru, ale fakty szybko ją zweryfikowały. Do dziś prześladuje mnie historia z ekologiczną cukinią rodem z Hiszpanii kosztującą 30 zł za kilogram, która tak była unurzana w konserwantach (w końcu musiała jakoś przebyć ponad 1000 kilometrów), że Zarja wylądowała w szpitalu z zapaleniem oskrzeli. Na dodatek to nie był przypadek odosobniony.

lokalnyrolnik

Jaką przewagę macie nad eko-sklepami?

Produkty, które kupują klienci, mają twarz, znane jest ich pochodzenie, historia ich wytwórcy. Jeśli cokolwiek budzi wątpliwości, konsumenci mogą bezpośrednio zwrócić się do producentów za pośrednictwem naszego serwisu, który został wyposażony w funkcje społecznościowe.

Wyroby są świeże, łańcuch ich dystrybucji jest maksymalnie skrócony, klient dostaje dokładnie tyle, ile zamówił. Dlaczego to jest dobre? Bo oszczędzamy czas i pieniądze. Nie tylko dlatego, że wyroby są tańsze niż w sklepach z żywnością ekologiczną. Dzięki odbiorom zamówień w grupach zakupowych, kupujący nie traci czasu w sklepie, tylko zmierza bezpośrednio do punktu odbioru zamówień, w wyznaczony dzień i na dodatek może tam spotkać sąsiada, poznać go i zrzucić z siebie płaszcz anonimowości.

System zakupów objęty jest stuprocentową gwarancją dla kupujących. Oznacza to, że klient nie płaci za produkt, który nie spełnia jego wymagań. Takie rozwiązanie zakłada współpracę społeczności, gdyż rzetelni wytwórcy i rolnicy są nagradzani dobrymi rekomendacjami, a niesolidni eliminowani z grona dostawców.

LokalnyRolnik.pl to nie tylko zakupy, ale również popularyzowanie idei slow life, powrotu do lokalnych społeczności i realnych relacji międzyludzkich oraz podkreślanie wagi świadomego jedzenia produktów ze sprawdzonych źródeł.

Jak to działa? Jak robi się zakupy, kto je przygotowuje i jak towar trafia do klienta?

Na platformie konsumenci zrzeszają się w tzw. grupy zakupowe, podobnie jak w np. kooperatywę spożywczą. Grupa zakupowa to oddolna inicjatywa klientów, którzy zamawiają razem i zamiast w domu, odbierają zakupy raz w tygodniu w umówionej lokalizacji, co pozwala obniżyć ceny i koszty np. transportu.

Aby zrobić zakupy, należy zarejestrować się na naszej stronie. Następnie za pośrednictwem geolokalizacji lub kodu pocztowego znaleźć i dołączyć do najdogodniej dla siebie zlokalizowanej grupy zakupowej. Zakupy odbiera się raz w tygodniu w odgórnie ustalonym terminie. Zamówione produkty są kompletowane i wysyłane do grup zakupowych tego samego dnia. Tam z kolei rozdziałem przygotowanych paczek z jedzeniem zajmuje się koordynator grupy zakupowej.

Działacie w Warszawie i Łodzi, w planach jest Kraków, Trójmiasto i Śląsk (trwa właśnie rekrutacja na Managera Regionalnego – mamy pasjonatki zdrowego odżywiania, to praca dla Was, zgłaszajcie się). W jakich kolejnych miastach planujecie rozwój sieci?

Zgadza się. Obecnie prężnie działamy w Warszawie i Łodzi, a za chwilę swoje podwoje otworzy również Wrocław i mamy nadzieję, że niebawem dołączy Kraków. Do końca 2016 roku planujemy także stworzyć sieć grup zakupowych w Katowicach, Poznaniu, Trójmieście oraz w Szczecinie.

A co najbardziej lubi Pani w swojej pracy?

Odpowiem przewrotnie na to pytanie – zaczynać od nowa. Ogromną przyjemność sprawia mi „otwieranie” nowych miast, gdzie LokalnyRolnik.pl już zaistniał lub niebawem zaistnieje. Przywodzi mi to na myśl wspomnienia, kiedy własnymi siłami poszukiwałam miejsc na grupy zakupowe i koordynatorów, którzy chcieliby aktywnie zaangażować się w naszą ideę.

To jednak nie wszystko! Przecież jako współzałożycielka osobiście odwiedzam i sprawdzam wytwórców, którzy sprzedają swoje wyroby na naszej platformie. Poznaję ich niezwykłe historie, rozmawiamy i dzielimy się wizjami naszej działalności.

Mam przy tym okazję poganiać po polu w gumiakach, poczuć wiatr we włosach i pełnię szczęścia, ponieważ kocham to, co robię.

Poza tym realizuję siebie pod względem misji, jaką mam w sobie. Platforma LokalnyRolnik.pl wyrosła na gruncie trudnych osobistych doświadczeń. Chciałam, aby inni mieli wybór, aby nie musieli przechodzić gehenny poszukiwań i zmagań, przez którą przechodziliśmy. Skrajne sytuacje pobudziły nas do działania, i pozwoliły nam spojrzeć na kwestie żywienia, jakości produktów i sposobu ich pozyskiwania z zupełnie innej perspektywy.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Joanna Gotfryd

Zdjęcia: archiwum prywatne Sylwii Sławińskiej

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Podyskutuj

Edukacja zdalna Cię przytłacza? Sprawdź jak możemy Ci pomóc!

Chyba większość rodziców czuje się już przytłoczona nauką zdalną. Czy Ty też potrzebujesz odpocząć od edukacji domowej? Przeczytaj, co nam pomaga przetrwać ten trudny czas i zadbaj też o siebie!

Jak sobie radzisz po ponad roku pandemii?
Czy tak jak ja wypatrujesz końca tej ciągłej niepewności, nauki i pracy zdalnej? Żeby wreszcie skończył się ten czas i dzieci wróciły do szkoły? Do rówieśników i spotkań offline?

A może się cieszysz, bo dzięki temu, że jesteście w domu, czujesz się bezpieczniej? I właśnie praca w domu odkryła przed Tobą swoje uroki?

Szkoła w czasie pandemii

Przyznaję, że dla mnie najtrudniejsza w tej całej pandemii jest właśnie edukacja zdalna. Na szczęście jesteśmy zdrowi i nikt z naszych bliskich nie zachorował. Na szczęście. Ale myśl o zdalnej szkole skutecznie burzy mój spokój. Moje córki są już zmęczone, marzą o otwarciu szkół (no dobra, tylko starsza chciałaby, żeby wróciły normalne lekcje) i coraz trudniej wykrzesać im w sobie entuzjazm i motywację. Ja też jestem zmęczona pomaganiem w nauce, drukowaniem zadań, odsyłaniem zadań i sprawdzaniem i tłumaczeniem.

I choć dla własnego spokoju można powiedzieć, że pogodziliśmy się z tym jak wygląda teraz nasza codzienność, to jednak wciąż zastanawiam się czy dzieci wrócą do szkół w tym roku szkolnym. Może te najmłodsze tak. Niestety nie będzie to dotyczyło moich córek.

Trochę dodają mi optymizmu i pomagają złapać oddech, rozmowy takie jak ta z Marzeną Żylińską. Może dla Ciebie też będzie ona wspierająca?

Co sprawdza się lub sprawdzało się na początku nauki zdalnej?

Zdalna pomoc innych członków rodziny. Lekcje matematyki z Dziadkami, angielski z Ciocią – każdy dodatkowy „Nauczyciel” to nowe pokłady cierpliwości, inne spojrzenie i sposób tłumaczenia oraz uwolnienie mojego czasu na inne zadania.

Coraz trudniej jest wytrzymać w domu, przed ekranem komputera. Zwłaszcza gdy za oknem świeci słońce, a wiosna przypomina, że wkrótce to to ona rozgości się na dobre. W tych najcieplejszych dniach pewnie znowu jeszcze trudniej będzie się skupić. Zwłaszcza, że większość naszych dzieci uczy się zdalnie od października.

Rok temu zrobiłyśmy live pt: Jak przeżyć ostatni miesiąc w szkole i wspierać dzieci w nauce?
Naszym gościem – ekspertem była Elżbieta Manthey z portalu Juniorowo.
Podczas live Ewa pytała o to:

  • jak zachęcać dzieci do nauki?
  • w jaki sposób pomagać pokonywać trudności w nauce?
  • jak wspierać nastolatka, który nie chce współpracować?
  • w jaki sposób mówić do dzieci, żeby chciały się uczyć?
  • co zrobić gdy nie potrafimy pomóc dziecku w nauce?
  • co jeśli nie każdy rodzic ma kompetencje, cierpliwość żeby pomóc swojemu dziecku?
  • czy odpuszczać i jak radzić sobie potem z zaległościami?

Mam nadzieję, że ten temat live przyda się także Tobie, dlatego koniecznie odsłuchaj nagrania.

Zmiany w życiu

Czas izolacji to też dla wielu z nas zmiany w codziennym funkcjonowaniu, ważne zmiany – może więcej uważności dla dzieci czy partnera, może więcej docenienia tego co mamy, może trudna utrata pracy albo inne przykre wydarzenie. I mocne postanowienie, że jak tylko wszystko wróci do normy to:…. A tymczasem wiele zmian można wprowadzić tu i teraz. Zadbać o swoje zdrowie, relację z dziećmi, mężem, czy wymyślić nowy biznes albo zdobyć nowe kompetencje.

Przeczytaj też: O co powinnaś zadbać po 20-tce, 30-tce i 40-tce?

Ładuj też swoje baterie

Ważnym jest, aby w tym trudnym dla nas wszystkich czasie wspierać dzieci, ale zdecydowanie nie możemy zapominać o sobie. Dobrze jest znaleźć coś, co pozwoli nam odpocząć i naładować baterie. Specjalnie dla naszych czytelniczek zrobiłyśmy bezpłatny webinar z psycholożką Anią Gut – Gofroń pt. „Jak naładować swoje wewnętrzne baterie, nie tylko w czasach koronawirusa”. Może znajdziesz tam inspirację dla siebie?

Zdjęcie: Pixabay.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.

381 dni pandemii: jak dziś radzą sobie pracujące mamy?

Kiedy w styczniu 2020 roku zaczęto wspominać o niebezpiecznym wirusie, który pojawił się „gdzieś w Chinach”, nie poświęcały sprawie szczególnej uwagi – jak zresztą większość z nas. Miały na głowie pracę, dzieci, dom, a w wolnych chwilach planowały wakacje, rezerwowały miejsca w restauracji na spotkania z przyjaciółmi albo szukały kreacji na zbliżające się imprezy. Ot, zwykłe życie, za którym wszystkie już bardzo tęsknią. One, czyli trzy „zwykłe” kobiety, kobiety takie jak Ty. Starające się godzić rolę mamy, żony, pracownika albo właściciela firmy. Jak radzą sobie po roku?
mama z córką na górskim szlaku

381 dni pandemii: jak dziś radzą sobie pracujące mamy?

Oto trzy historie trzech mam. Ich refleksje, garść doświadczeń i wspomnień ubranych w słowa i podsumowujących 381 dni pandemii. Tyle właśnie mija od ogłoszenia pierwszego lockdownu w Polsce. Czy zdołały się przyzwyczaić, czy czekają na powrót „normalności”, którą wcześniej znały? Czy można się pogodzić z taką rzeczywistością, czy ich codzienność opiera się na czekaniu aż to wszystko się skończy?

Zapytałyśmy o to Kamillę, Magdę i Martę. A jaka jest Twoja historia? Może chcesz nam ją opowiedzieć?

Kamilla, mama dwóch córek, rejestratorka medyczna: „Czas pandemii zdecydowanie nie jest moim sprzymierzeńcem”


Kamilla, jakie było Twoje życie przed pandemią?

Kamilla: Krótko mówiąc: cudowne i wspaniałe, choć wcześniej tak tego nie postrzegałam. Jak pewnie każdy z nas miałam różne zastrzeżenia do własnego trybu życia, w efekcie czego na początku ubiegłego roku postanowiłam, że zmienię pracę. Na przełomie lutego i marca zakończyłam współpracę z firmą z branży medycznej, w której pracowałam kilka lat.

Nastawiłam się na zmiany, na coś nowego, na nowe doświadczenia i możliwości. Ale najpierw chciałam odetchnąć. Wspólnie z mężem postanowiliśmy, że do nowej pracy pójdę dopiero po wakacjach, zwłaszcza że trudno byłoby mi wziąć urlop od razu po zatrudnieniu.
To był fantastyczny czas z pięknymi planami: w maju wyjazd z przyjaciółkami do Włoch, w czerwcu romantyczny wypad na Maltę z mężem. Bilety – jak nigdy! kupione już ponad pół roku wcześniej. Planowaliśmy też spędzić trochę czasu z dziećmi nad morzem. Córki z niecierpliwością czekały na wakacyjny obóz sportowy. W perspektywie mieliśmy tyle cudownych wydarzeń!


To właśnie wtedy zarządzono lockdown?

Kamilla: Tak. Nie zdawałam sobie sprawy, że jakiś wirus może wprowadzić w moim życiu taki chaos. Pojawiła się złość, frustracja, rozgoryczenie. Jestem osobą dorosłą, a mimo wszystko bardzo ciężko było pogodzić się z tym, że na nic tak naprawdę nie mam wpływu, nie mogę nic zaplanować i ktoś decyduje za mnie (tu patrz: rząd). Zdawałam sobie rzecz jasna sprawę, że jest to konieczne dla dobra nas wszystkich, ale bardzo trudno było mi to zaakceptować. W mediach przez cały czas podawane były rosnące liczby zachorowań i zgonów na COVID. Cały czas żyliśmy nadzieją, że sytuacja się poprawi i zniosą restrykcje. Tak się jednak nie stało. Nasze plany legły w gruzach.

Co było najtrudniejsze?


Kamilla: Najgorsze z tego wszystkiego było oznajmić dziewczynkom, że obóz się nie odbędzie. Strasznie to przeżyły. Zawody, na które bardzo długo się przygotowywały, też zostały odwołane. Ta sytuacja i cały lockdown wpłynęła niekorzystnie na nasze relacje. Ciągle siedzieliśmy razem w domu. Znudzeni i źli. Nikt ze znajomych, a nawet znajomych naszych znajomych nie chorował na koronawirusa, dlatego niezrozumiałe były dla nas te wszystkie obostrzenia. Jednak pod koniec lata były już pierwsze zachorowania wśród bliskiej rodziny. Nie ukrywam, że pojawił się lekki niepokój. Zaczęłam uświadamiać dobie, że wszystkie zakazy i nakazy zasłaniania ust i nosa są potrzebne. Gdybyśmy nie stosowali się do zaleceń, to może ktoś z nas byłyby już osobą zakażoną.

A jak z pracą? Udało Ci się coś znaleźć w tym trudnym czasie?

Kamilla: Czas pandemii zdecydowanie nie jest moim sprzymierzeńcem, także pod tym kątem. Byłam pewna, że szybko coś znajdę. To jednak nie było wcale takie łatwe, szukałam pracy ponad 3 miesiące. Ofert jak na lekarstwo, bo to był czas redukcji etatów. W końcu dostałam pracę w przychodni, która współpracuje z NFZ, zatrudniłam się jako rejestratorka medyczna. Trochę szalony krok w czasie szalejącej pandemii zatrudniać się właściwie w epicentrum, ale nie żałuję. Ogrom pracy sprawił, że przestałam myśleć o błahych rzeczach dnia codziennego. Skupiłam się w 100% na pracy i na rodzinie. Wiem, że do zupełnej normalności pewnie nigdy już nie wrócimy, ale cierpliwie czekam na moment, kiedy będzie można normalnie podróżować, wyjść ze znajomymi do kina czy na kolację. Bardzo mi tego brakuje.

Marta, mama dwóch synów, psycholog: „Najgorsza jest bezsilność. Ale staram się tworzyć namiastki normalności”

Marta, na jakim etapie życia byłaś, gdy stało się jasne, że mamy do czynienia z epidemią?

Marta: Gdy rok temu pandemia oficjalnie zagościła w życiach ludzi na całym świecie, ja byłam jeszcze w trakcie urlopu macierzyńskiego. Część obostrzeń była dla mnie odczuwalna bardziej, chociażby konieczność pamiętania o noszeniu maseczki, inne były mniej dokuczliwe, bo będąc na urlopie macierzyńskim większość czasu spędzałam i tak z dziećmi w domu, bądź na naszym podwórku. Najtrudniejsze zarówno wtedy, jak i teraz, było dla mnie ograniczenie kontaktu z bliskimi osobami, szczególne odczuwalne w czasie świąt.

A jak wyglądał Twój powrót do pracy?

Marta: Słyszałam o nauczaniu zdalnym, ale pomyślałam, że młoda jestem, na komputerze się znam, więc poradzę sobie, gdy już będzie trzeba. Dlatego przeżyłam mały szok, gdy okazało się, że to wszystko wcale nie jest takie proste. Trudno pomagać i wspomagać uczniów, gdy są oni daleko, gdzieś po drugiej stronie komputera, nie zawsze widoczni czy słyszalni.

Jak sobie radzisz – jako mama, jako pracownik?

Marta: Myślę, że najważniejsze jest, żeby starać się dostosować do zmiany i oswajać lęk, który niestety sytuacja epidemiczna ciągle podsyca. Pierwsza, druga, teraz trzecia fala – to ciągle do nas wraca i końca nie widać. Brak takiej normalności czasem powodował u mnie poczucie bezsilności i braku wpływu na cokolwiek. Jednak po takich trudniejszych momentach łapałam wiatr w żagle i starałam się tworzyć tę normalność: w domu organizowałam wspólne aktywności, np. zabawy w domki z prześcieradeł. Gotowałam obiady, mając dwóch małych pomocników: jeden skrobał marchewkę, a drugi nadzorował moje mieszanie w garnku. Cieszyłam się z zimy, śniegu, sanek, bałwanów. Idealna zima na okres pandemii!

A dzieci? Wpływ pandemii na ich psychikę zauważasz nie tylko w domu, ale i w pracy…

Marta: Myślę, że trudności związane z pandemią częściowo odczuwa mój starszy, czteroletni syn, szczególnie w sytuacjach, gdy nie może jechać ze mną do sklepu lub gdy z powodu kwarantanny nie może zobaczyć się z babcią czy dziadkiem. Ale z drugiej strony widzę, że szybko przyswoił zasady higieny, więc gdy np. pojawimy się w razem kościele czy w sklepie, pierwszy szuka urządzenia do dezynfekcji. Uczy mnie też, że kiedy chcę kichnąć, to muszę przysunąć rękę w okolicy łokcia do nosa. To też są efekty uczęszczania przez niego do przedszkola, bo na szczęście przedszkola były otwarte.

W pracy, kiedy już we wszystko się wdrożyłam, a chwilę mi to zajęło, bo miałam wrażenie, że po urlopie macierzyńskim wracam do pracy jakby z połową mózgu (śmiech), to z chęcią organizowałam spotkania indywidualne z uczniami, oczywiście zachowując wszystkie zasady reżimu sanitarnego. Jednak praca twarzą w twarz ma zupełnie inny, o wiele lepszy charakter….

Ucieszyłam się niezmiernie, gdy klasy 1-3 wróciły do szkół, to był taki trochę powrót do normalności. Uczniowie też się cieszyli. Widać jak trudny jest też dla nich ten okres pandemii, brak kontaktu z rówieśnikami, ciągle zdalne lekcje, zmęczenie komputerem, trudności ze skupieniem.

Szczególnie trudne wydaje się to być dla uczniów klas starszych, którzy już bardzo długo funkcjonują zamknięci w domach. Niestety nie bez wpływu jest to na zdrowie psychiczne dzieci i młodzieży, nierzadko rozluźnienie związane z nauką zdalną, spędzanie lekcji w piżamach w łóżku doprowadza do marazmu, braku chęci do jakichkolwiek aktywności, wyjść z domu, kontaktów nawet telefonicznych z innymi, zamknięcia w sobie i ostatecznie do pojawienia się objawów depresji.

Interesują Cię nasze propozycje dla rodziców?

Zapisz się do newslettera Mamo Pracuj i nie przegap żadnych nowości!

Zapisując się na newsletter, wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych na zasadach określonych w polityce prywatności. W każdej chwili zgodę możesz wycofać.


Jak postrzegasz ten trudny rok?

Marta: Myśląc o tym całym roku, dostrzegam całe mnóstwo zmian, do których wiem, że można się dostosować i je oswoić. Jednak jedno towarzyszy mi cały czas – to lęk o zdrowie i życie moich najbliższych. Doświadczyliśmy koronawirusa w najbliższej rodzinie, co przyniosło mnóstwo strachu, niepokoju, bezsilności. Chorują moi bliscy, znajomi i członkowie ich rodzin. Zachorowania z różnym przebiegiem, niektóre bardzo poważne. Niektórym nie udało się wyzdrowieć. Martwię się o rodziców, dzieci.

Jednak pomimo tych niepokojów, będą raczej optymistką. Staram się bardziej doceniać każdy wspólny dzień z moimi bliskimi, znajdować czas dla dzieci, przytulać je i całować, żeby „wyrzucać” w naszych organizmach hormony szczęścia. Z utęsknieniem czekam na cieplejsze dni i wierzę, że wszystko będzie w końcu dobrze.

Magda, matka dwóch córek, właścicielka Pracowni Cukierniczej: „Teraz widzę, co jest w życiu najważniejsze”

Magda, jak oceniasz dziś swoje życie?

Magda: Ogólnie rzecz biorąc, jestem szczęściarą. Mam dwie cudowne córki (prawie 9-letnią Agatę oraz niespełna 6-letnią Zuzkę) i kochanego męża. W tych dziwnych czasach to jest podstawą naszego szczęścia, bo wszystko inne jest zmienne i niepewne.

Wiem jednak, że pandemia uderzyła w Twoje życie zawodowe. Jak się trzyma „Tartaletka”?

Magda: Kiedy wybuchła pandemia, moja firma istniała na rynku zaledwie 1,5 roku. Jej założenie było krokiem milowym w moim życiu. Kobieta po 30-tce, ukończone dwa kierunki studiów, ale zachciało mi się pójść w inną stronę. Otworzyłam Pracownię Cukierniczą. Postawiłam wszystko na jedną kartę i wynajęłam lokal.

Udało się! Zainteresowanie moimi wypiekami było bardzo duże. Niestety wiosenny lockdown wszystko postawił pod znakiem zapytania. Zlecenia nagle zaczęły znikać. Stała współpraca z zaprzyjaźnioną kawiarnią ostatecznie utrzymała się na minimalnym poziomie i tak już mija rok. Mimo niewielkich dochodów mam nadzieję, że kiedyś wszystko wróci do normy. Kocham to co robię i nie wyobrażam sobie innego życia.

A dzieci? Jak sobie radzą?

Magda: Brakuje nam wcześniejszego życia, podróży, wyjść do kina, do restauracji. Dzieci wciąż pytają, kiedy będzie normalnie. Starsza córka tęskni za szkołą. Ja w tym wszystkim widzę jednak jakiś sens. Tak już mam. Teraz widzę, co jest w życiu najważniejsze. Czy naprawdę muszę iść do galerii wydać lekką ręką pieniądze na rzeczy, bez których mogłabym się obejść? Czy tak ważna jest kolejna zabawka dla dzieci? Otóż nie. Najważniejsza jest rodzina i zdrowie. Tego staram się nauczyć moje córki. Spędzamy teraz razem więcej czasu.

Jesienią cała nasza czwórka przeszła zakażenie koronawirusem. Nie było łatwo. Bardzo to przeżyłam – fizycznie i psychicznie. Czas kwarantanny wykorzystaliśmy na bycie razem. Tak po prostu. Ale teraz jesteśmy zdrowi. Nam się udało, ale niestety nie wszystkim naszym bliskim jest dane dalej cieszyć się dobrym zdrowiem, a nawet życiem. Myślę, że pandemia zmieni nas na zawsze. Od nas tylko zależy, jak będzie wyglądał świat, gdy w końcu wirus zniknie.

Zdjęcie główne: Canva

Pozostałe zdjęcia: archiwa prywatne bohaterek wywiadu.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Mama, żona, psycholog i redaktor. Spełniona zawodowo dzięki miłości do pisania, szczęśliwa prywatnie dzięki mężowi i dwóm cudownym synom. W krótkim czasie "tylko dla siebie” czyta, szyje… albo znowu pisze.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×