Czego szukasz

To 100 procent więcej niż się spodziewałam – mówi Karolina, zwyciężczyni konkursu Matka w kwarantannie. Dziennik pokładowy

Wygrała nasz konkurs Matka w kwarantannie. Dziennik pokładowy i staż w redakcji The Mother Mag. Jest mamą dwóch synów, żoną i autorką bloga matkanaskrajuzałamanianerwowego.blogspot.com. Poznajcie Karolinę Foch-Szpak!

  • Ewa Moskalik - Pieper - 03/09/2020
Karolina Foch-Szpak

Pracę nadesłaną przez Karolinę na konkurs, możecie przeczytać w najnowszym #7 numerze magazynu The Mother Mag. Zapraszamy!

Karolina, jesteś laureatką I nagrody w naszym konkursie Matka w kwarantannie. Dziennik pokładowy. Co Cię skłoniło do wzięcia w nim udziału?

Głównie ciekawość. Decyzja była spontaniczna, pomyślałam „wyślę, zobaczymy, co się wydarzy”. Zupełnie nie spodziewałam się wygranej, z drugiej strony chciałam sprawdzić, czy to moje pisanie spodoba się komuś „z zewnątrz”.

Od jak dawna prowadzisz blog i dlaczego zaczęłaś swoją przygodę z pisaniem?

Bloga piszę od roku, jest to forma pamiętnika. Zaczęłam dwa miesiące przed pierwszymi urodzinami swojego młodszego syna. Bycie mamą dwójki dzieci jest oczywiście cudowne i wspaniałe i w ogóle naj, jednak trochę dało mi w kość, szczególnie że moim głównym zajęciem stało się, jak to mówią, „siedzenie w domu z dziećmi”, zajmowanie się nimi i domem. Nie da się ukryć, że poczułam się trochę zmęczona, postanowiłam więc spróbować przelać swoje przemyślenia i lekkie frustracje na ekran komputera. Taka forma autoterapii. Pamiętnik jest pisany lekko, z dużą dawką autoironii i sarkazmu, dzięki temu lżej patrzy mi się na rzeczywistość.

Wygrałaś staż w redakcji The Mother Mag. Czy cieszysz się z tej nagrody? Jak planujesz spożytkować wiedzę zdobytą podczas stażu?

Jestem przeszczęśliwa i bardzo podekscytowana! Nie spodziewałam się również tak wspaniałego przyjęcia przez dziewczyny z The Mother Mag. Otrzymałam od nich bardzo dużo wsparcia, wiele ciepłych słów dotyczących mojego pisania, a także dużo swobody w działaniu. Mam nadzieję, że już niedługo będę mogła pochwalić się efektami. Bardzo zależy mi, żeby wycisnąć z tej współpracy jak najwięcej, kto wie, może pozwoli mi to na kontynuację pisania już na bardziej profesjonalnym poziomie. Tego bym chciała. A tak naprawdę, przyjmę z wdzięcznością to, co redakcja ma mi do zaproponowania. To 100 procent więcej niż się spodziewałam.

Przeczytaj także: Zapiski z czasu zarazy – Matka w kwarantannie. Dziennik pokładowy

Czego chciałabyś się nauczyć?

Na stażu? Jak najwięcej! Również od strony technicznej, jak powstają pomysły, jak wygląda burza mózgów, skąd dziewczyny czerpią inspiracje. Jestem w trakcie poszukiwania pracy, może kolejna pozycja w CV o odbyciu stażu w The Mother Mag pozwoli mi na zmianę w życiu zawodowym?

Czy wiążesz jakieś większe plany z pisaniem, prowadzeniem bloga? Chcesz to rozwijać?

Tak, bardzo. Głównie dlatego, że sprawia mi to ogromną radość, i jak już wspominałam, pisanie dobrze na mnie wpływa, pozwala spojrzeć na wiele rzeczy z dystansem. Lubię pisać, jeśli znajdą się odbiorcy mojej „twórczości”, tym lepiej.

Wierzę, że się znajdą. Karolina jesteś mamą – w jakim wieku są Twoje dzieci? I co jest dla Ciebie największym wyzwaniem w macierzyństwie?

Tak, jestem mamą dwóch wspaniałych. 🙂 Olek w maju skończył 8 lat, Teodor za niespełna miesiąc skończy 2. Największe wyzwanie? Ojej… udźwignięcie odpowiedzialności za dzieci, to, że jest się mamą 24 godziny na dobę i nie można wziąć urlopu, to, że pewnie dopiero za kilka lat okaże się, czy moje decyzje związane z wychowaniem dzieci były słuszne.

Natomiast od dwóch lat, czyli odkąd jestem mamą dwóch synów, największym wyzwaniem jest chyba pogodzenie się z ciągłymi wyrzutami sumienia, że nie poświęcam obu tyle czasu, ile powinnam.

W ogóle pierwszy rok po pojawieniu się na świecie Teosia pamiętam jako wieczne karmienie piersią! Mieliśmy ze starszakiem swoje rytuały, poranne jedzenie śniadania, wieczorne czytanie książki na dobranoc. Szybko okazało się, że trzeba zmienić zwyczaje, bo jest młodszy brat. Kiedy Olek miał pasowanie na pierwszoklasistę, ja trafiłam nagle z Teosiem do szpitala. Byłam na pasowaniu na chwilę, bo do młodego pojechała moja mama, ale miałam wyrzuty sumienia, że on jest tam sam w szpitalu – beze mnie, a ja jestem na uroczystości…

Wróciłam przed zakończeniem pasowania, ale to też skończyło się wyrzutami sumienia, bo nie zostałam do końca, bo nie widziałam całego występu… Szaleństwo! Z drugiej strony, wiedziałam, że starszak miał najlepszą opiekę i towarzystwo, bo przecież był z tatą. Mąż też przyjeżdżał do szpitala, żebym mogła pojechać do domu, wziąć prysznic, wypić kawę. Ale nawet wtedy, nie mogłam pozbyć się uczucia, że powinnam być na miejscu.

Z fragmentu bloga, który do nas wysłałaś dowiadujemy się, że pracowałaś jako nauczycielka i że właśnie ta rola w wersji domowej była dla Ciebie w czasie izolacji najbardziej wymagająca. Czy to jest tak, że swoje dzieci uczy się najtrudniej? Tak jak swoich bliskich najgorzej się leczy, jak mówią lekarze?

Tak! Tak! Tak! Było bardzo, bardzo ciężko pogodzić te dwie role: mamy i nauczycielki swojego dziecka. Patrząc na to z perspektywy czasu myślę, że moim głównym problemem było to, że chciałam za bardzo i za mocno mi zależało. Podeszłam do zadania jak nauczyciel, mamy zrobić to i to, w dodatku bardzo ambicjonalnie.

Nie chciałam, żeby Olek miał zaległości z mojej winy, bo w końcu to ja byłam odpowiedzialna za odbieranie wiadomości od nauczycielki i wykonywanie tych prac. Byłam przekonana, że dzieci jednak wrócą do szkół przed końcem roku i jedyne, o czym myślałam to to, że jak nie zrobi lekcji, to zapomni jak czytać, jak liczyć i jak on sobie potem poradzi w szkole?!

Za każdym razem, kiedy siadaliśmy do lekcji, okazywało się, że syna właśnie coś boli, źle się czuje, swędzi go paluszek u stopy, musi iść do łazienki, coś mu przeszkadza. Jak przypominam sobie o tym teraz, wydaje się mi to nawet całkiem zabawne. Dodatkowo, po mieszkaniu biegał niespełna dwulatek, który dosłownie trząsł się na sam widok komputera, książek brata oraz jego przyborów szkolnych.

Próbowałam planować naukę tak, żeby młody wtedy spał, ale on jak na złość, zwykle spać nie chciał albo budził się co 10 minut. Z jednej strony chciałam poświęcić czas starszemu synowi, z drugiej musiałam jeszcze zabawiać młodszego, żeby w ogóle można było popracować…

Zawsze z ulgą zerkałam na grafik męża, kiedy był w domu, sytuacja nie wyglądała aż tak dramatycznie. Lekcji codziennie było bardzo dużo, sytuacja na pewno się polepszyła, kiedy uznałam, że dla swojego i dzieci zdrowia psychicznego musimy trochę odpuścić. Poza tym, porozmawiałam sobie w między czasie z koleżankami, które też mają dzieci, okazało się, że nie jestem jedyną, która tak to wszystko przeżywa, poczułam się wtedy nieco lepiej.

Prawdą jest, że zupełnie inaczej uczy się „cudze” dzieci, obcych ludzi. Uczy się ich zwykle poza swoim domem, można się więc skupić na samym procesie edukacyjnym. A! Zapomniałabym! Całe to „zdalne nauczanie” było dla mnie bardzo dużą lekcją pokory. Jakieś dwa miesiące przed zamknięciem szkół wspominałam mężowi, że chyba przerzucimy się na domową edukację, bo nie mogłam przeżyć ilości materiału oraz prac domowych zadawanych przez nauczycielkę. Jak to mówią, uważaj o czym marzysz, bo może się spełnić. Po tych kilku miesiącach porzuciłam ten okropny pomysł!

Przeczytaj także: Świrus w koronie – Matka w kwarantannie. Dziennik pokładowy

Co było jeszcze dla Ciebie dużym wyzwaniem w czasie izolacji?

Na pewno brak możliwości wyjścia z dziećmi. O ile starszy syn dość dobrze odnalazł się w tej sytuacji, znajdował sobie różne zajęcia, o tyle młodszy bardzo tęsknił za wychodzeniem na dwór. Chodziliśmy na krótkie spacery dookoła bloku, ale to było mało i w okresie całkowitego lockdownu, stało się uciążliwe. Dodatkowo, ludzie dookoła, mam przynajmniej takie wrażenie, z niechęcią patrzyli na dzieci. Zostały one przedstawione jako główny roznosiciel wirusa, który w dodatku przechodzi chorobę bezobjawowo.

Raczej nie zazdroszczę niczego nikomu, ale wtedy zazdrościłam domów z ogródkiem, dużych balkonów czy tarasów. Nasz balkon zaczęłam czule nazywać „spacerniakiem”, bo to tam głównie łapaliśmy promienie słońca i oddychaliśmy świeżym, miejskim powietrzem. Przesadziłam nawet kwiatka z chłopcami i posialiśmy jakieś warzywa, o dziwo urosły, chyba pierwszy raz udało się mi nie zabić roślinek!

Izolacja była dla mnie ciężkim doświadczeniem właśnie ze względu na dzieci, na to, że one źle ją znosiły. Starszy syn początkowo cieszył się z zamknięcia szkoły, ale potem po prostu tęsknił za kolegami, wychowawczynią, nawet za „normalnymi” lekcjami.

Żeby jednak nie było aż tak pesymistycznie. Czytałam, że po kwarantannie wzrosła dramatycznie liczba wniosków rozwodowych. Dla nas, jako rodziny, sam czas spędzany razem nie był w ogóle uciążliwy. No, może czasami, ale chyba nie bardziej niż zwykle.

W swoich postach na blogu nie lukrujesz macierzyństwa, ani relacji z partnerem. Można powiedzieć, że „walisz prawdę” prosto z mostu. Czy spotkałaś się z negatywnymi reakcjami? Że tak nie można, że zbyt ostro?

Hmmm… nie spotkałam się z negatywnymi opiniami, ale nie mam też aż tak wielu czytelników. Pierwszą czytelniczką bloga była moja mama, która doceniła moje poczucie humoru i dużą dawkę ironii oraz sarkazmu. Z drugiej strony, jedna czy dwie osoby uznały, że moje teksty są smutne. Nie chciałabym, żeby tak je odbierano, ale też niewiele mogę na to poradzić. Przyznam jednak, że kiedy wysyłałam swoją pracę na konkurs, spodziewałam się, że może nie być w ogóle brana pod uwagę właśnie ze względu na zbyt realistyczne podejście do tematu.

Gdzie chciałabyś być za rok?

To chyba najtrudniejsze pytanie dla mnie. Ostatnio bardzo ostrożnie podchodzę do planów czy nawet marzeń, ale spróbujmy: chciałabym być bliżej domu z ogródkiem.

To właśnie tego Ci życzę. Dziękuję za rozmowę.

Oto fragment pracy Karoliny:

„Adonisowi zamknęli siłownię. W niedzielę ok 13 tak usiadł załamany i mówi, że teraz to już tylko praca i dom i nie ma już nic z tego życia. Popatrzyłam na niego bez współczucia i mówię, że teraz już wie, jak wygląda moje życie. Nie odezwał się już długo, może uznał, że jest tak
przygnębiające, że nawet nie ma jak skomentować.
Zapomniałam dopisać, że ciśnienie mi skacze, kiedy widzę kolejne „przydatne” linki z tym, jak spędzać czas z dziećmi w czasie kwarantanny narodowej. Mam wrażenie, że albo dzieci z kosmosu, albo rodzice, którzy je piszą i udostępniają, wcale dzieci nie mają! O, takiego! Żeby spędzić z dziećmi czas, i przeżyć trzeba mieć:

  1. dużo alkoholu albo cierpliwości albo jednego i drugiego,
  2. dobry internet,
  3. telewizor,
  4. opcjonalnie podwórko, ogród żeby dzieci wypieprzyć poza dom i odpocząć.

Ja niestety 4 nie posiadam (ani pierwszego też nie), więc wczoraj ze smutkiem stwierdziłam, że nie koronawirus mnie zabije, ale czas z moimi słodkimi pociechami. O!”

Rozmawiała: Ewa Moskalik – Pieper

Zdjęcia: archiwum prywatne Karoliny

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.

Odwaga i wstyd razem, a jednak osobno!

Odwaga i wstyd są naszymi nieodłącznymi towarzyszami. I jeśli myślisz, że nie jesteś odważna to mam dla Ciebie dobrą wiadomość. Odwagę można ćwiczyć, tak jak mięśnie!
  • Ewa Moskalik - Pieper - 02/09/2020

Odwaga i wstyd. Nierozłączny duet

Jakiś czas temu słuchałam webinaru o odwadze i wstydzie – o tym duecie, z którego chętnie wykluczyłybyśmy ten drugi element, z nadzieją, że wtedy byłoby łatwiej i przyjemniej. Tylko, że tego się zwyczajnie nie da zrobić. Odwaga i wstyd. Odwaga nie może istnieć bez wstydu i lęku, a lęk i wstyd potrzebuje odwagi. Gdybym się nie bała, nie wstydziła, to skąd wiedziałabym, że jestem odważna, jak właśnie przełamując w sobie te dwa uczucia? A gdybym była zawsze odważna, to skąd wiedziałabym, że taka jestem, skoro nie wiem czym jest lęk i wstyd? Czy podążasz za moim tokiem myślenia? Ma to sens?

Wstyd dotyka naszego wewnętrznego dziecka

Słuchając webinaru o odwadze, przypomniałam sobie jak wstyd nie pomagał mi w bardzo trudnym momencie w życiu. Gdybym nie wstydziła się swoich problemów i odważnie opowiedziała innym o nich, poprosiła o pomoc, pewnie krócej trwałaby moja droga do zdrowia. Wtedy też nie wiedziałam jak wiele empatii, życzliwości, chęci niesienia pomocy i zrozumienia jest w innych ludziach. Nie wierzyłam w siebie i nie wierzyłam w nich. Bałam się oceny, niezrozumienia, wyśmiania, wstydziłam się swojej słabości i nie poprosiłam o pomoc. Z długo skrywanym sekretem radziłam sobie sama, najlepiej jak potrafiłam.

Przeczytaj także: Być elastycznym jak trzcina – czyli jak budować w sobie otwartość na zmiany?

Przez wstyd do odwagi

Moja wyboista droga prowadziła przez gabinet psychoterapeuty, ale nie to było najtrudniejsze. Ukrywanie swojego problemu, udawanie, że wszystko jest w porządku, bycie dawną mną, gdy wewnątrz następowała wielka przemiana, kosztowało mnóstwo wysiłku i energii. Czy czułam się silna, gdy powoli, samotnie stawałam na nogi? Tak! Czy dziś czuję satysfakcję, że poradziłam sobie z bagażem, który zafundowało mi życie? Tak! Wiem jednak, że byłoby szybciej i łatwiej gdybym mogła wesprzeć się dobrym słowem przyjaciela, gdybym mogła opowiedzieć o swoim ciężarze i na moment zrzucić go z swoich barków. Jednak wstyd i lęk przed oceną były silniejsze ode mnie.

Po latach, gdy już na dobre wróciłam do zdrowia, gdy zaczęłam czerpać siłę z doświadczenia, które przeszłam, wielu osobom opowiedziałam o swoim doświadczeniu, które pokonywałam po cichu, obok nich, nie prosząc o wsparcie i pomoc ze strachu, z braku odwagi. I co się okazało? Że nikt się nie śmiał, nikt nie zbagatelizował mojego problemu, nikt nie mówił, że jestem śmieszna i coś sobie ubzdurałam. Okazało się też, że wokół mnie jest wiele osób, które borykają się z różnego rodzaju fobiami, a moja otwartość odważyła je do swoich wyznań.

Zapamiętam na zawsze – odwaga jest jak mięsień – można ją ćwiczyć

Dlatego dziś ćwiczę swoją odwagę każdego dnia. Ćwiczę ją jako mama, jako żona, przyjaciółka i jako redaktorka portalu. Jako klientka, jako pacjentka i jako osoba stojąca w kolejce – zwracająca uwagę Panu za mną, że jednak “w tych czasach” stoi zbyt blisko. Ćwiczę też odwagę w byciu sobą. W byciu zmęczoną, nieuczesaną, popełniającą błędy. Wstyd i odwaga są naszymi towarzyszami. I cały ten przekaz o wstydzie i odwadze, bardzo dotarł do mojego wnętrza.

Wydawać by się przecież mogło, że czym innym jest odwaga w poszukiwaniu nowej pracy, w podjęciu decyzji o przebranżowieniu się, a czym innym odwaga w byciu Kasią, Olą, mamą, tatą, żoną, czy przyjaciółką. Nie, to ta sama odwaga, więc Droga Mamo – chciałam Ci powiedzieć, że jesteś odważna, każdego dnia – dbając o siebie, o rodzinę, dzieci. Byłaś odważna podczas tej izolacji i zdalnej pracy i nauki. Ćwiczymy tę odwagę każdego dnia. Pamiętaj o tym, gdy staniesz przed nowym wyzwaniem.

Zdjęcie: Pixabay

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.

Plecak damski na co dzień – jak wybrać?

Plecak to wspaniała alternatywa dla damskiej torebki. Sprawdza się wyjątkowo dobrze w przypadku zapracowanych mam. Możesz wybrać elegancki model, który podkreśli Twoją kobiecość i świetnie będzie pasować do oficjalnego stroju, a po pracy spełni swoją rolę na placu zabaw. Nie ograniczy Ci możliwości bujania się z maluchem na huśtawkach, spacerowania z dwójką dzieci, a przy tym pozwoli zabrać chusteczki nawilżane, przekąskę i ewentualne ubranko na zmianę.
  • Jagoda Jasińska - 27/08/2020
Kobieta z plecakiem na plecach

Zalety noszenia plecaka

Atutem plecaka jest fakt, że nie obciąża kręgosłupa tak, jak torebka, szczególnie ta, w której wiele się mieści.

Młode mamy cenią sobie plecaki damskie, z uwagi na to, że dzięki nim mogą mieć wolne ręce. Torebkę łatwo jest zgubić, gdy trzeba upilnować malucha, zapłacić w sklepie i jeszcze odebrać dzwoniący telefon. Torebki takich mam, to niestety także popularny łup złodziei. Plecak założony na dwa ramiona jest znacznie bezpieczniejszy.

Jaki model wybrać, by spełniał wszystkie oczekiwania? To zależy od tego, gdzie planujesz go nosić, a także w jakiego rodzaju stylizacjach gustujesz.

Elegancki plecak skórzany

Zastąpi torebkę i nie odbierze Ci szyku. Klasyczny skórzany plecak damski sprawdzi się w pracy, czy na ważnym wyjściu. Możesz go założyć do szpilek i wciąż będziesz się prezentować bardzo profesjonalnie. W CCC znajdziesz plecaki damskie, które pomieszczą nawet laptopa. W przypadku dużych, pojemnych modeli, dobrze jest, by posiadały przegródki i osobne kieszonki. Dzięki temu będziesz mogła zachować porządek i zapanować nad zawartością swojego plecaka.

Plecak wykonany z ekologicznej skóry syntetycznej z reguły jest trwały, a do tego odporny na wilgoć. Gama kolorystyczna może być bogata, choć zwykle każdy produkt jest jednobarwny. Jeśli lubisz elementy biżuteryjne, wybierz plecak zdobiony łańcuszkiem lub oryginalnym suwakiem.

Damski plecak sportowy

Chyba każda mama posiada plecak na dalsze wyprawy. Modne sportowe plecaki damskie sprawdzają się jednak również na wiele innych okazji. Weszły do codziennego użytku miejskiego, gdyż są niezwykle wygodne. Przede wszystkim jeśli są dobrze wyprofilowane i mają prawidłowo wyregulowane szelki, pozwalają lepiej rozłożyć ciężar, minimalizując ryzyko bólu pleców.

Chcąc wybrać dobry plecak sportowy, zwróć uwagę, by wykonany był z materiału przepuszczającego powietrze. Sprawdzi się wówczas podczas jazdy na rowerze, rolkach, czy wycieczek w upalne dni. Do bocznej kieszeni możesz włożyć butelkę z wodą, która zawsze będzie pod ręką, bez ryzyka, że jej zawartość rozleje się do głównej kieszeni.

Artykuł powstał we współpracy z partnerem portalu.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Jagoda Jasińska
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail