Czego szukasz

To 100 procent więcej niż się spodziewałam – mówi Karolina, zwyciężczyni konkursu Matka w kwarantannie. Dziennik pokładowy

Wygrała nasz konkurs Matka w kwarantannie. Dziennik pokładowy i staż w redakcji The Mother Mag. Jest mamą dwóch synów, żoną i autorką bloga matkanaskrajuzałamanianerwowego.blogspot.com. Poznajcie Karolinę Foch-Szpak!

  • Ewa Moskalik - Pieper - 03/09/2020
Karolina Foch-Szpak

Pracę nadesłaną przez Karolinę na konkurs, możecie przeczytać w najnowszym #7 numerze magazynu The Mother Mag. Zapraszamy!

Karolina, jesteś laureatką I nagrody w naszym konkursie Matka w kwarantannie. Dziennik pokładowy. Co Cię skłoniło do wzięcia w nim udziału?

Głównie ciekawość. Decyzja była spontaniczna, pomyślałam „wyślę, zobaczymy, co się wydarzy”. Zupełnie nie spodziewałam się wygranej, z drugiej strony chciałam sprawdzić, czy to moje pisanie spodoba się komuś „z zewnątrz”.

Od jak dawna prowadzisz blog i dlaczego zaczęłaś swoją przygodę z pisaniem?

Bloga piszę od roku, jest to forma pamiętnika. Zaczęłam dwa miesiące przed pierwszymi urodzinami swojego młodszego syna. Bycie mamą dwójki dzieci jest oczywiście cudowne i wspaniałe i w ogóle naj, jednak trochę dało mi w kość, szczególnie że moim głównym zajęciem stało się, jak to mówią, „siedzenie w domu z dziećmi”, zajmowanie się nimi i domem. Nie da się ukryć, że poczułam się trochę zmęczona, postanowiłam więc spróbować przelać swoje przemyślenia i lekkie frustracje na ekran komputera. Taka forma autoterapii. Pamiętnik jest pisany lekko, z dużą dawką autoironii i sarkazmu, dzięki temu lżej patrzy mi się na rzeczywistość.

Wygrałaś staż w redakcji The Mother Mag. Czy cieszysz się z tej nagrody? Jak planujesz spożytkować wiedzę zdobytą podczas stażu?

Jestem przeszczęśliwa i bardzo podekscytowana! Nie spodziewałam się również tak wspaniałego przyjęcia przez dziewczyny z The Mother Mag. Otrzymałam od nich bardzo dużo wsparcia, wiele ciepłych słów dotyczących mojego pisania, a także dużo swobody w działaniu. Mam nadzieję, że już niedługo będę mogła pochwalić się efektami. Bardzo zależy mi, żeby wycisnąć z tej współpracy jak najwięcej, kto wie, może pozwoli mi to na kontynuację pisania już na bardziej profesjonalnym poziomie. Tego bym chciała. A tak naprawdę, przyjmę z wdzięcznością to, co redakcja ma mi do zaproponowania. To 100 procent więcej niż się spodziewałam.

Przeczytaj także: Zapiski z czasu zarazy – Matka w kwarantannie. Dziennik pokładowy

Czego chciałabyś się nauczyć?

Na stażu? Jak najwięcej! Również od strony technicznej, jak powstają pomysły, jak wygląda burza mózgów, skąd dziewczyny czerpią inspiracje. Jestem w trakcie poszukiwania pracy, może kolejna pozycja w CV o odbyciu stażu w The Mother Mag pozwoli mi na zmianę w życiu zawodowym?

Czy wiążesz jakieś większe plany z pisaniem, prowadzeniem bloga? Chcesz to rozwijać?

Tak, bardzo. Głównie dlatego, że sprawia mi to ogromną radość, i jak już wspominałam, pisanie dobrze na mnie wpływa, pozwala spojrzeć na wiele rzeczy z dystansem. Lubię pisać, jeśli znajdą się odbiorcy mojej „twórczości”, tym lepiej.

Wierzę, że się znajdą. Karolina jesteś mamą – w jakim wieku są Twoje dzieci? I co jest dla Ciebie największym wyzwaniem w macierzyństwie?

Tak, jestem mamą dwóch wspaniałych. 🙂 Olek w maju skończył 8 lat, Teodor za niespełna miesiąc skończy 2. Największe wyzwanie? Ojej… udźwignięcie odpowiedzialności za dzieci, to, że jest się mamą 24 godziny na dobę i nie można wziąć urlopu, to, że pewnie dopiero za kilka lat okaże się, czy moje decyzje związane z wychowaniem dzieci były słuszne.

Natomiast od dwóch lat, czyli odkąd jestem mamą dwóch synów, największym wyzwaniem jest chyba pogodzenie się z ciągłymi wyrzutami sumienia, że nie poświęcam obu tyle czasu, ile powinnam.

W ogóle pierwszy rok po pojawieniu się na świecie Teosia pamiętam jako wieczne karmienie piersią! Mieliśmy ze starszakiem swoje rytuały, poranne jedzenie śniadania, wieczorne czytanie książki na dobranoc. Szybko okazało się, że trzeba zmienić zwyczaje, bo jest młodszy brat. Kiedy Olek miał pasowanie na pierwszoklasistę, ja trafiłam nagle z Teosiem do szpitala. Byłam na pasowaniu na chwilę, bo do młodego pojechała moja mama, ale miałam wyrzuty sumienia, że on jest tam sam w szpitalu – beze mnie, a ja jestem na uroczystości…

Wróciłam przed zakończeniem pasowania, ale to też skończyło się wyrzutami sumienia, bo nie zostałam do końca, bo nie widziałam całego występu… Szaleństwo! Z drugiej strony, wiedziałam, że starszak miał najlepszą opiekę i towarzystwo, bo przecież był z tatą. Mąż też przyjeżdżał do szpitala, żebym mogła pojechać do domu, wziąć prysznic, wypić kawę. Ale nawet wtedy, nie mogłam pozbyć się uczucia, że powinnam być na miejscu.

Z fragmentu bloga, który do nas wysłałaś dowiadujemy się, że pracowałaś jako nauczycielka i że właśnie ta rola w wersji domowej była dla Ciebie w czasie izolacji najbardziej wymagająca. Czy to jest tak, że swoje dzieci uczy się najtrudniej? Tak jak swoich bliskich najgorzej się leczy, jak mówią lekarze?

Tak! Tak! Tak! Było bardzo, bardzo ciężko pogodzić te dwie role: mamy i nauczycielki swojego dziecka. Patrząc na to z perspektywy czasu myślę, że moim głównym problemem było to, że chciałam za bardzo i za mocno mi zależało. Podeszłam do zadania jak nauczyciel, mamy zrobić to i to, w dodatku bardzo ambicjonalnie.

Nie chciałam, żeby Olek miał zaległości z mojej winy, bo w końcu to ja byłam odpowiedzialna za odbieranie wiadomości od nauczycielki i wykonywanie tych prac. Byłam przekonana, że dzieci jednak wrócą do szkół przed końcem roku i jedyne, o czym myślałam to to, że jak nie zrobi lekcji, to zapomni jak czytać, jak liczyć i jak on sobie potem poradzi w szkole?!

Za każdym razem, kiedy siadaliśmy do lekcji, okazywało się, że syna właśnie coś boli, źle się czuje, swędzi go paluszek u stopy, musi iść do łazienki, coś mu przeszkadza. Jak przypominam sobie o tym teraz, wydaje się mi to nawet całkiem zabawne. Dodatkowo, po mieszkaniu biegał niespełna dwulatek, który dosłownie trząsł się na sam widok komputera, książek brata oraz jego przyborów szkolnych.

Próbowałam planować naukę tak, żeby młody wtedy spał, ale on jak na złość, zwykle spać nie chciał albo budził się co 10 minut. Z jednej strony chciałam poświęcić czas starszemu synowi, z drugiej musiałam jeszcze zabawiać młodszego, żeby w ogóle można było popracować…

Zawsze z ulgą zerkałam na grafik męża, kiedy był w domu, sytuacja nie wyglądała aż tak dramatycznie. Lekcji codziennie było bardzo dużo, sytuacja na pewno się polepszyła, kiedy uznałam, że dla swojego i dzieci zdrowia psychicznego musimy trochę odpuścić. Poza tym, porozmawiałam sobie w między czasie z koleżankami, które też mają dzieci, okazało się, że nie jestem jedyną, która tak to wszystko przeżywa, poczułam się wtedy nieco lepiej.

Prawdą jest, że zupełnie inaczej uczy się „cudze” dzieci, obcych ludzi. Uczy się ich zwykle poza swoim domem, można się więc skupić na samym procesie edukacyjnym. A! Zapomniałabym! Całe to „zdalne nauczanie” było dla mnie bardzo dużą lekcją pokory. Jakieś dwa miesiące przed zamknięciem szkół wspominałam mężowi, że chyba przerzucimy się na domową edukację, bo nie mogłam przeżyć ilości materiału oraz prac domowych zadawanych przez nauczycielkę. Jak to mówią, uważaj o czym marzysz, bo może się spełnić. Po tych kilku miesiącach porzuciłam ten okropny pomysł!

Przeczytaj także: Świrus w koronie – Matka w kwarantannie. Dziennik pokładowy

Co było jeszcze dla Ciebie dużym wyzwaniem w czasie izolacji?

Na pewno brak możliwości wyjścia z dziećmi. O ile starszy syn dość dobrze odnalazł się w tej sytuacji, znajdował sobie różne zajęcia, o tyle młodszy bardzo tęsknił za wychodzeniem na dwór. Chodziliśmy na krótkie spacery dookoła bloku, ale to było mało i w okresie całkowitego lockdownu, stało się uciążliwe. Dodatkowo, ludzie dookoła, mam przynajmniej takie wrażenie, z niechęcią patrzyli na dzieci. Zostały one przedstawione jako główny roznosiciel wirusa, który w dodatku przechodzi chorobę bezobjawowo.

Raczej nie zazdroszczę niczego nikomu, ale wtedy zazdrościłam domów z ogródkiem, dużych balkonów czy tarasów. Nasz balkon zaczęłam czule nazywać „spacerniakiem”, bo to tam głównie łapaliśmy promienie słońca i oddychaliśmy świeżym, miejskim powietrzem. Przesadziłam nawet kwiatka z chłopcami i posialiśmy jakieś warzywa, o dziwo urosły, chyba pierwszy raz udało się mi nie zabić roślinek!

Izolacja była dla mnie ciężkim doświadczeniem właśnie ze względu na dzieci, na to, że one źle ją znosiły. Starszy syn początkowo cieszył się z zamknięcia szkoły, ale potem po prostu tęsknił za kolegami, wychowawczynią, nawet za „normalnymi” lekcjami.

Żeby jednak nie było aż tak pesymistycznie. Czytałam, że po kwarantannie wzrosła dramatycznie liczba wniosków rozwodowych. Dla nas, jako rodziny, sam czas spędzany razem nie był w ogóle uciążliwy. No, może czasami, ale chyba nie bardziej niż zwykle.

W swoich postach na blogu nie lukrujesz macierzyństwa, ani relacji z partnerem. Można powiedzieć, że „walisz prawdę” prosto z mostu. Czy spotkałaś się z negatywnymi reakcjami? Że tak nie można, że zbyt ostro?

Hmmm… nie spotkałam się z negatywnymi opiniami, ale nie mam też aż tak wielu czytelników. Pierwszą czytelniczką bloga była moja mama, która doceniła moje poczucie humoru i dużą dawkę ironii oraz sarkazmu. Z drugiej strony, jedna czy dwie osoby uznały, że moje teksty są smutne. Nie chciałabym, żeby tak je odbierano, ale też niewiele mogę na to poradzić. Przyznam jednak, że kiedy wysyłałam swoją pracę na konkurs, spodziewałam się, że może nie być w ogóle brana pod uwagę właśnie ze względu na zbyt realistyczne podejście do tematu.

Gdzie chciałabyś być za rok?

To chyba najtrudniejsze pytanie dla mnie. Ostatnio bardzo ostrożnie podchodzę do planów czy nawet marzeń, ale spróbujmy: chciałabym być bliżej domu z ogródkiem.

To właśnie tego Ci życzę. Dziękuję za rozmowę.

Oto fragment pracy Karoliny:

„Adonisowi zamknęli siłownię. W niedzielę ok 13 tak usiadł załamany i mówi, że teraz to już tylko praca i dom i nie ma już nic z tego życia. Popatrzyłam na niego bez współczucia i mówię, że teraz już wie, jak wygląda moje życie. Nie odezwał się już długo, może uznał, że jest tak
przygnębiające, że nawet nie ma jak skomentować.
Zapomniałam dopisać, że ciśnienie mi skacze, kiedy widzę kolejne „przydatne” linki z tym, jak spędzać czas z dziećmi w czasie kwarantanny narodowej. Mam wrażenie, że albo dzieci z kosmosu, albo rodzice, którzy je piszą i udostępniają, wcale dzieci nie mają! O, takiego! Żeby spędzić z dziećmi czas, i przeżyć trzeba mieć:

  1. dużo alkoholu albo cierpliwości albo jednego i drugiego,
  2. dobry internet,
  3. telewizor,
  4. opcjonalnie podwórko, ogród żeby dzieci wypieprzyć poza dom i odpocząć.

Ja niestety 4 nie posiadam (ani pierwszego też nie), więc wczoraj ze smutkiem stwierdziłam, że nie koronawirus mnie zabije, ale czas z moimi słodkimi pociechami. O!”

Rozmawiała: Ewa Moskalik – Pieper

Zdjęcia: archiwum prywatne Karoliny

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.

10 pomysłów na prezenty dla nauczycieli

Już za tydzień Dzień Nauczyciela. Tradycyjnie, co roku uczniowie i rodzice w podzięce za pracę, zaangażowanie i opiekę wręczają nauczycielom upominki. Na fecebook'u zapytałyśmy nasze czytelniczki czym wraz z dziećmi planują obdarować nauczycieli. Jeśli jeszcze nie masz pomysłu, to sprawdź je! Przeczytaj i się zainspiruj.
  • Agnieszka Wadecka - 07/10/2020
młoda uśmiechnięta nauczycielka, z zeszytem w dłoni siedzi przy biurku, dookoła stoją uczniowie

1. Słodkości od serca

Wśród Waszych pomysłów pojawiły się słodkości: samodzielnie robione i dekorowane pączki oraz ciasta. Częścią prezentu może być piękne opakowanie, jedna z Was podsunęła pomysł, że do takiego ciasta można kupić w prezencie piękną paterę.

2. Personalizowana ceramika

Uroczym prezentem, który będzie cudną pamiątką może być ręcznie malowany kubek albo talerzyk, np. z imionami wszystkich dzieci z klasy.

Przeczytaj też: Świeże spojrzenie na naukę zdalną – wywiad z dr Marzeną Żylińską

3. A do kubka herbatka

Miłym i dość popularnym od pewnego czasu upominkiem są boxy lub kosze z herbatami, miodami, konfiturami czy syropami. Zawartość takiego pudełka możecie wybrać wg własnych upodobań lub jeśli dobrze znacie nauczyciela, to wybrać jego ulubione smaki.

4. Miód na serce

Zasugerowałyście nam też, że w prezencie można ofiarować słoiczki miodu z ręcznie robionymi karteczkami-zawieszkami. To mały, aczkolwiek słodki prezent. 😉

Zobacz: 10 książek, które będą wspierać edukację naszych dzieci

5. W blasku świec

Piękne, ręcznie robione świece sojowe również mogą stać się eleganckim i miłym upominkiem.

6. Bawełniana okładka na książkę

Cóż zrobić, nauczyciele kojarzą się nam z książkami, a więc na myśl nasuwa się okładka na książkę. Taka bawełniana okładka handmade to jedna z Waszych propozycji.

7. Dyplomy od całej klasy

Jeśli należycie do tej grupy, która uważa, że kupowanie drogich prezentów dla nauczycieli jest grubą przesadą, z pewnością zainteresuje Was pomysł na własnoręcznie zrobione dyplomy. Od każdego dziecka lub od całej klasy. Na naszym profilu na Facebook’u możecie zobaczyć zdjęcie wysłane przez panią Kamilę, na którym jest dyplom z drzewem, a na gałęziach imiona uczniów.

8. Kwiaty tradycyjnie i nie tylko

Bukiety dla nauczycieli to pomysł stary jak świat, ale w sumie nadal się sprawdza, więc jeśli brak Wam czasu i pomysłów, w Dniu Nauczyciela wręczcie kwiaty. Jeśli jednak zależy Wam na bardziej oryginalnej formie, to postawcie na eleganckie lasy w słoiku. Jedną z inspiracji podesłała też nasza czytelniczka – możecie stworzyć bukiety z liści zwiniętych w różyczki, albo wianki z miechunki.

Przeczytaj: Edukacja domowa – czyste szaleństwo?

9. Prezenty handmade

I tych nie brakuje, wystarczy wejść na grupy handmade i rękodzielnicze na facebook’u – tam możecie znaleźć i wybrać przeróżne, niebanalne upominki dla nauczycieli.

10. Bilet do teatru

Klasowa składka na bilet do teatru to świetny i miły prezent, zdajemy sobie sprawę, że w czasach pandemii może być to pomysł nieco kontrowersyjny, jednak z drugiej strony na spektakle chodzi się w maseczkach, a ważne jest też, by wspierać kulturę i sztukę w tych trudnych czasach. Jeśli jednak nadal macie obiekcje, zawsze możecie zachować ten pomysł na lepsze czasy.

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Wadecka
Szczęśliwa żona i mama czwórki dzieci. Macierzyństwo to jej największa pasja, motywująca do rozwoju i działania. Z przyjemnością oddaje się pisaniu. Kocha muzykę, kino i dobre jedzenie. Lubi śledzić trendy i wprowadzać je w życie. Zawodowo początkująca, ale z apetytem na sukces.

Przygotuj swoje ciało do porodu z olejkiem Weleda

Chwile poprzedzające przyjście na świat dziecka nie muszą przebiegać w nerwowej atmosferze. Wystarczy, że odpowiednio przygotujemy się do tego wydarzenia. Wówczas również sam poród upłynie nam w dużo lepszych warunkach i zapamiętamy go jako niewątpliwie niesamowite wydarzenie w skali życia.
  • Dominika Kamińska - 02/10/2020

Jak psychicznie przygotować się do porodu?

Choć wyda się to banalne, w tym przypadku pozytywne nastawienie to spory pierwiastek sukcesu. Nie Ty pierwsza oraz nie Ty ostatnia będziesz mierzyć się z porodem. To bez wątpienia spore wyzwanie, jednak kiedy tylko dziecko wyjdzie na świat i usłyszysz jego pierwszy krzyk, wówczas wiele zmartwień odejdzie na dalszy plan.

Poród jest procesem, który przebiega etapowo. Im więcej dowiemy się na temat poszczególnych jego faz, tym łatwiej będzie nam zrozumieć, skąd biorą się w danym momencie określone reakcje ciała. Dysponując odrobiną wolnego czasu, warto sięgnąć w okresie ciąży do fachowej literatury. Wiedza pozwoli rozwiać szereg dotychczasowych wątpliwości.

Bez wątpienia dobrym pomysłem jest zapisanie się do szkoły rodzenia. Na prowadzonych tam zajęciach można dowiedzieć się niemal wszystkiego na tematy związane z rodzeniem dzieci, czy późniejszym okresem połogu. O ile istnieje taka możliwość, na zajęciach powinien pojawić się również nasz partner. To istotne zwłaszcza gdy zamierza nam udzielać wsparcia przy porodzie.

Jak fizycznie przygotować się do porodu naturalnego?

Psychika to tylko jeden z obszarów, w których możemy zdziałać wiele dobrego w związku z nadchodzącymi narodzinami. Jeśli spodziewamy się rodzić naturalnie, musimy także pamiętać o przygotowaniu naszego ciała do tego procesu. Drugi trymestr ciąży to dobry moment na to, by podjąć ku temu stosowne działania.

Po pierwsze pamiętajmy, że podejmowanie w tym okresie aktywności fizycznej, która nie wiąże się ze skrajnym wysiłkiem, nie jest niczym złym. Kobietom w ciąży zaleca się np. w miarę możliwości spacerować. Wraz ze wzrostem masy i powiększaniem się brzucha konieczne jest zrewidowanie postaw w przypadku stania czy siedzenia.

Najważniejszym spośród wszystkich ćwiczeń jest to obejmujące mięśnie dna miednicy. Jednak to tak naprawdę wcale nie koniec przygotowań. Przyszłe mamy muszą koniecznie pamiętać o tym, by zadbać odpowiednio wcześniej o swoje krocze. Pod żadnym pozorem nie można zapomnieć o tej kwestii.

Jak przygotować krocze do porodu we właściwy sposób?

Mniej więcej w okolicach 34 tygodnia ciąży warto dodać do swojego codziennego rytuału jeszcze jedno ćwiczenie. Jeśli lekarz prowadzący ciążę nie dostrzega żadnych przeciwwskazań, wówczas można zdecydować się na wykonywanie raz dziennie masażu krocza.

Przy wykonywaniu takich ćwiczeń trzeba pamiętać o tym, by zastosować odpowiedni olejek do masażu miejsc intymnych. To niezwykle ważne z punktu widzenia tego, jak wrażliwa staje się skóra we wspomnianych sferach. Praktykując codzienne ćwiczenia, należy zachować umiar i ostrożność. Można je wykonywać samodzielnie albo wedle uznania razem z partnerem.

Sam proces należy rozpocząć od rozgrzania w dłoniach olejku. Kiedy już nabierze odpowiedniej temperatury, wtedy dotykamy krocza, by oswoić je z tym dotykiem. Następnie przechodzimy do dalszych czynności. Przyjmuje się, że taki masaż powinien trwać przeciętnie około pięciu minut.

Sięgnij po odpowiedniej jakości olejek

Masaż krocza może przebiegać w diametralnie różny sposób. Jeśli chcemy mieć pewność, że wszystko pójdzie po naszej myśli – sięgnijmy np. po sprawdzony olejek Weleda. Sekretem jego skuteczności jest m.in. optymalny, w pełni naturalny skład. Niezwykle delikatna skóra w okolicach miejsc intymnych nie może być nacierana przypadkowymi środkami.

Olejek Weleda zawiera m.in.: olejek migdałowy bogaty w witaminę E, olejek z kiełków pszenicy oraz przyjazne skórze w miejscach intymnych olejki eteryczne. Połączenie tych składników powoduje, że zapewnia on doskonałe nawilżenie, które jest tak potrzebne w momencie masażu.

Wyjątkowo dobra tolerancja przez kobiecą skórę olejku Weleda to zasługa tego, że mamy w tym przypadku do czynienia z certyfikowanym kosmetykiem naturalnym z częściową zawartością składników pochodzących także z upraw organicznych. Przy tym warto dodać, że jest to produkt w pełni wegański.

Sklep online, w którym możesz kupić olejek Weleda: https://ecoethics.pl/weleda-olejek-do-masazu-krocza-dla-kobiet-w-ciazy

Co jeszcze jest ważne dla kobiet w ciąży?

Nie ma co ukrywać, że wsparcie bliskich w tym szczególnym okresie jest wręcz na wagę złota. Możliwość zwrócenia się do drugiej osoby, otrzymanie od niej pomocy, z pewnością podnosi na duchu. Wraz ze wzrostem ograniczeń fizycznych ciężko polegać tak naprawdę wyłącznie na sobie.
Ciąża to nie choroba, dlatego bezczynne leżenie w tym okresie wcale nie będzie dla nas najlepszą opcją. Pamiętajmy o codziennych i umiarkowanych ćwiczeniach. Sięgajmy tylko po sprawdzone produkty podczas np. masażu krocza jak np. te sygnowane logiem Weleda. Olejek do masażu miejsc intymnych pozwoli nam bezpiecznie ćwiczyć do momentu porodu.

Przyjście na świat własnego potomstwa jest czymś niepowtarzalnym. Nie bez powodu to dla wielu kobiet jeden z najważniejszych momentów w życiu. Przygotowując się do niego w odpowiedni sposób, sprawimy, że wspomnienia z nim związane, będą jeszcze lepsze. W tym celu wykorzystajmy w odpowiedni sposób okres ciąży.

Materiał powstał we współpracy z partnerem portalu.

Zdjęcie: Pixabay.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Dominika Kamińska
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail