Czego szukasz

Tata ma głos, czyli jak pandemię koronawirusa przeżywają ojcowie?

Postawieni w zupełnie nowym położeniu, często zaangażowani bardziej niż byli na co dzień, w domowe obowiązki. Jak ojcowie przeżywają pandemię koronawirusa i czas izolacji? O odpowiedź poprosiłyśmy nasze „drugie połówki”. 23 czerwca obchodzimy Dzień Ojca. Z tej okazji dziś to właśnie Im – Ojcom oddajemy głos. Jak radzili sobie w czasie izolacji, jak będą wspominać ten okres i co odkryli na nowo? Przeczytaj, jak wygląda pandemia z perspektywy taty!

  • Ewa Moskalik - Pieper - 22/06/2020

Zdalna praca, przestój, e-szkoła, kultura w sieci, wymarłe ulice miast, rodzina 24h/dobę razem – pandemia z dnia na dzień wywróciła do góry nogami nasze życie. Co zmieniła w Twoim?

Marcin: Z jednej strony przeorganizowała moje codzienne życie, zresztą jak każdemu z nas. Praktycznie z dnia na dzień trzeba było nauczyć się jak pracować zdalnie, jak uczyć się zdalnie z dzieckiem, jak żyć w ograniczeniach, jak zrobić zakupy bezpiecznie, jak zdobyć receptę itp. Codziennie rzeczy stały się inne, nowe, czasem wręcz niedostępne.

Z drugiej strony pandemia utwierdziła mnie w przekonaniu, że należy doceniać to co się ma: rodzinę, dom, zdrowie, pracę, pieniądze. Te wszystkie wartości można stracić w zasadzie z dnia na dzień. Nagle okazało się, że jest realne zagrożenie, które powoduje, że ktoś traci pewną pracę, ktoś inny nie może spotkać się z rodziną, ktoś traci zdrowie, a nawet można stracić życie. Przez ten cały czas pandemii rzeczy ważne stały się priorytetowe, rzeczy mniej ważne stały się nieistotne. Najważniejsza zmiana w moim życiu to skupienie się na najcenniejszych wartościach jakie mam, a nie tych, które mogę mieć kiedyś w przyszłości, a może nawet nigdy.

Marek: Izolacja z rodziną to był czas nowych doświadczeń. Były to okoliczności, z którymi zetknąłem się pierwszy raz w życiu. Nigdy wcześniej nie pracowałem z domu. To było dla mnie nowe i początkowo trudne. W mojej pracy spotykam się z ludźmi, rozmawiam. Bardzo cenię sobie te kontakty. Nagle te wszystkie rozmowy przeniosły się w domowe kuluary.

Jednak najtrudniejsze było dla mnie „skakanie z tematu na temat”, czyli praca przerywana przygotowaniem przekąski, podaniem zupy dzieciom. Zaopiekowanie się domowymi drobiazgami, których z perspektywy pracy w biurze się nie dostrzega. Czas jakoś tak szybko mi mijał, że nagle okazywało się, że jest godz 12, a ja jem śniadanie (przed komputerem 😉 ). Mimo iż była pełna mobilizacja.

Michał: Życie często wymaga od nas nieszablonowych rozwiązań i pomysłów, bo mało kto prowadzi statyczne życie z problemami rodem z „Klanu”. 😉 Pandemia, choć zmieniła wiele, tak naprawdę jest zwykłą kontynuacją tego samego życia pełnego wyzwań i wymagającego od nas, tak naprawdę na co dzień kreatywności. Dlatego uważam, że poza zmianą przyzwyczajeń oraz pojawieniem się nowych obowiązków, wcale nie zmieniło się wiele. Nadal mieszkamy, gdzie mieszkamy. Nadal musimy jeść, pić i spać. Nadal wypełniamy obowiązki względem pracy, czy szkoły i nadal się kochamy. Czy to naprawdę aż tak duża zmiana?

Tomek: Paradoksalnie, nie tak znowu dużo. Wcześniej też sporo pracowałem zdalnie, a żona pracuje tak od lat, więc tutaj rewolucji nie było. Pierwsze tygodnie z trójką dzieci w domu były trudne, ale w późniejszym okresie, gdy weszły w tryb e-nauki, a plan dnia się ustabilizował, wszystko stało się prostsze.

Przeczytaj także: Jak nie zapomnieć o sobie? Izolacja oczami mamy 2 dzieci

Jak będziesz wspominał izolację z rodziną? Było ciężko? Co było najtrudniejsze? A co Cię zaskoczyło?

Marcin: Pewnie że było ciężko. Wisława Szymborska kiedyś napisała „Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono” i chyba to się potwierdziło. Sytuacja kryzysowa zawsze ujawnia naszą prawdziwą naturę. My z Żoną skupiliśmy się na naszej córce, która jest chora na astmę, więc jest w grupie ryzyka. Wszelkie działania w czasie pandemii skupiały się na zapewnieniu jej bezpieczeństwa. To było trudne, bo trzeba było nagle postarać się o zapas leków, a dostęp do lekarzy był mocno utrudniony albo niemożliwy.

Zaskoczyło mnie chyba to, że nie myślałem o swoim bezpieczeństwie tylko o córce, żonie i rodzicach, żeby im nic się nie stało, a ja sobie poradzę. Czy to było odważne? Nie, raczej głupie. Jeśli nie dbałbym o swoje bezpieczeństwo narażałbym moich bliskich, więc należy myśleć również o sobie i czasami wcale nie jest to egoistyczne.

Najtrudniejsze było to, że nie można było spotkać się z naszymi rodzicami i spędziliśmy pierwsze święta sami. To było dziwne doświadczenie. Zawsze spędzaliśmy święta wspólnie i czasem myśleliśmy o tym, jak fajnie byłoby spędzić chociaż jedne święta sami w trójkę. Bez przemieszczania, bez przepakowywania, bez pośpiechu. Kiedy otrzymaliśmy taką okazję nagle się okazało, że nie jest tak fajnie, że tęsknimy, że chcemy być razem, a nie wiadomo kiedy to będzie możliwe.

Marek: Możliwość patrzenia na rodzinę przez 24 h na dobę, pomimo stresów, napięć i nieporozumień, była czymś bardzo pozytywnym. Gdyby nie wirus, chyba nie doświadczyłbym tego. Natomiast zaskoczyła mnie odpowiedzialność i świadomość dzieci, zwłaszcza starszego syna. Uważam, że to właśnie dzieci najbardziej restrykcyjnie podchodzą do wszystkich obostrzeń i powinniśmy się od nich tego uczyć.

Paradoksalnie, wbrew całemu zagrożeniu w postaci rozprzestrzeniającego się wirusa, czułem się bezpieczny, w domu, z rodziną. Widząc ich obok siebie, miałem uczucie może złudnej, ale jednak kontroli nad całą tą sytuacją.

Michał: Okres samej kwarantanny będę wspominał po latach z nostalgią, bo był to czas wyjątkowy. Po ciągłym zabieganiu między pracą, szkołą, sklepami, odwiedzinami, nagle ktoś wcisnął pauzę. My zawsze lubiliśmy spędzać razem czas i zawsze było go za mało, dlatego ten okres udało nam się wykorzystać na odpoczynek i poznanie siebie na nowo.

Jedyne co nam doskwierało, to trudności zakupowe. Strach o zdrowie, kolejki, godziny emeryta, były najtrudniejszą częścią tego wszystkiego. Zaskoczyło mnie, jak ludzie stali się jeszcze bardziej nienawistni wobec siebie, niż byli przed pandemią. Szczególnie widać było to w MPK i sklepach.

Cieszy mnie też, że pomimo tego zamieszania i niepewności o to jak sytuacja się rozwinie, potrafiliśmy czerpać z tego okresu wiele radości i dobra. Czas spędzony z rodziną był bezcenny i często będę do tego wracał w przyszłości.

Tomek: Najtrudniejsze było zdecydowanie odmawianie mojemu 6-cio letniemu synowi. Rozumiał, że jestem zajęty pracą, a jednocześnie za każdym razem gdy wychodziłem z pokoju liczył na to, że teraz się z nim pobawię. Smutno mi było tak często mu odmawiać. W efekcie, starałem się możliwie rzadko mu się pokazywać, a gdy już to robiłem, to wtedy, kiedy mogłem mu poświęcić choć kilka minut.

Zaskoczyły mnie dzieci. Bardzo szybko opanowały technologię niezbędną do e-nauki. Do tego jeszcze okazało się, że (trochę z nudów, a trochę z naszego przymuszania) i obiad pyszny przyrządzić potrafią. W ogóle odnoszę wrażenie, że duża ilość wolnego czasu im sprzyja. Przeczytały niezliczone ilości książek, a czasem z nudów wymyślały tak fajne rzeczy, że głowa mała.

Przeczytaj także: 5 powodów, dla których marzę o tym, żeby być tatą!

Przeczytaj także: 10 pomysłów na zabawy z tatą, które pokocha Twoje dziecko

Co pozytywnego wyniesiesz z całej tej sytuacji?

Marcin: Myślę, że pozytywną stroną była dla mnie umiejętność przystosowania się do tej sytuacji. Każdy z nas boi się zmian, szczególnie kiedy są one trudne lub ograniczają nas w jakiś sposób. Każda zmiana, to jednak również okazja. Ja nauczyłem się jak efektywnie pracować zdalnie, czasem nawet bardziej efektywnie. Zostałem nauczycielem własnego dziecka, co wcale nie jest łatwe, bo najtrudniej uczyć własne dzieci, ale kiedy zobaczyłem postępy, to byłem dumny. Ale najważniejszym wyzwaniem była komunikacja i nauczyłem się zarówno lepiej komunikować w pracy, jak również, co okazuje się trudniejsze, jak dobrze komunikować się w domu.

Teraz, po tych 3 miesiącach jestem dumny, że stanowiliśmy we trójkę (ja, Ania i Tosia) naprawdę dobry team. Pracowaliśmy, uczyliśmy się i żyliśmy wspólnie na 40m2 i ustalaliśmy grafik całej rodziny. Codzienne calle, nauka on-line, obiad, leki, zabawa wszystko musiało mieć swój czas tak, aby każdy mógł być efektywny. Nie było tu kompromisów, każdy był ważny tak samo, każda praca była równa, każda potrzeba była ważna. Daliśmy radę i okazało się, że wiele rzeczy, które wcześniej wydawały się trudne lub niewykonalne okazały się możliwe.

Marek: Po raz kolejny przypomniałem sobie i utrwaliłem, że powinno się cieszyć tym, co się ma. Jak wszelkie plany mogą w sekundę zostać wywrócone do góry nogami. Jak ważna jest pokora wobec życia. Jak niewiele, tak naprawdę człowiek potrzebuje, żeby być szczęśliwym.

Michał: Na pewno pozytywną rzeczą jest to, że daliśmy radę ze sobą wytrzymać, nie tracąc przy tym pogody ducha i miłości. 😉 Docenienie tego co się ma, też było pomocne, więc będę się starał zawsze o tym pamiętać.

Tomek: Oh, mnóstwo rzeczy! Wymienię tylko kilka. Dużo spokoju związanego z brakiem porannego pośpiechu (z szeroko pojętą logistyką rodzinno-dziecięcą). Ogrom czasu spędzonego z rodziną. Możliwość obserwowania moich dzieci podczas lekcji (czego nigdy wcześniej nie doświadczyłem). Zacieśnienie więzi z sąsiadami. Nowe spojrzenie na szkołę – jako takie śmieszne miejsce, w którym to, co można zrobić w 2h realizuje się w trzykrotnie dłużej. No i bardzo poprawiłem swoje umiejętności szefa kuchni. 🙂

Przeczytaj także: Z okazji Dnia Ojca prezent dla całej rodziny!

Pytanie poza kulisami. 🙂 Ile razy chciałeś się uciec … np. na zakupy do Biedronki?

Marcin: Nie chciałem uciekać do Biedronki, nie chciałem wziąć psa z schroniska, żeby móc wychodzić na spacery. Napięcie można rozładować w inny sposób. 😉 „if you know what I mean”, np. my kupiliśmy rowerek stacjonarny. 😉

Michał: Ze dwa lub trzy razy miałem może ochotę na samotny spacer, ale aż tak źle nie było, żebym chciał uciekać do Biedronki. 😉

Dziękuję za rozmowę.

Panowie – Marcin Kucharski, Marek Moskalik, Michał Wadecki i Tomasz Kaczanowski – pojawiają w kolejności alfabetycznej. 🙂

Zdjęcie: Storyblocks.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.

Można żyć bez lodówki, ale nie bez miłości – wywiad z projektantką torebek i mamą 3 dzieci

Anitę Bednarek poznałyśmy jako projektantkę damskich torebek i autorkę marki huba. Była dwukrotnie gościem naszego Przeglądu Damskich Torebek. Anita to nie tylko projektantka, to również mama trójki dzieci, partnerka Aleksandra i kobieta, która nie boi się wybierać tego co dla niej ważne. Jej historia i wybory mogą Was zainspirować. Zapraszamy!
  • Ewa Moskalik - Pieper - 16/10/2020

Anito, cieszę się, że możemy porozmawiać, bo wierzę, że Twoja historia może być inspirująca dla naszych Czytelniczek. Projektujesz i sama tworzysz torebki. Twoja marka huba, którą rozkręcałaś ze swoją wspólniczką miała okres wielkiej prosperity (publikacje w czasopismach modowych, wywiady), ale Ty z tego – czy tak można powiedzieć – zrezygnowałaś? Dlaczego? Skąd taka decyzja?

Nie czułam, że z czegoś rezygnuję. Wręcz przeciwnie – miałam wrażenie, że zyskuję! I to coś bezcennego: spokój, czas, własny rytm, prywatność, autentyczność. Warto też zapytać się siebie w takim momencie: czym dla mnie jest sukces? Dla mnie w tamtym okresie sukcesem było postawienie na rodzicielstwo bliskości.

Biznes rozkręcałam razem z Kingą, niecałe dziesięć lat temu w Poznaniu. Huba była na tamten czas projektem unikatowym – stworzyłyśmy elegancką torebkę kształtem przypominającą leśną hubę (często mówię, że huba to elegancja kształtem z lasu), której idea zaczerpnięta była od bardzo praktycznej straganowej „nerki”. Teraz ten pomysł może wydawać się banalny, ale w tamtym czasie byłyśmy jedną z pierwszych marek na polskim rynku tworzącą taki produkt.

Od początku dbałyśmy o każdy detal i dobrą prezentację naszych projektów. Wszystko razem sprawiło, że bardzo szybko zainteresowały się nami media. Robienie biznesu to było szybkie tempo, często też praca do późna w nocy, wyjazdy do stolicy na targi, konieczność bycia obecnym towarzysko i medialnie plus dużo stresu i zależności. Ta rzeczywistość przestała być kompatybilna z moją, kiedy w 2014 roku na świat przyszła moja pierwsza córka – Inka. Od tego momentu wszystko się zmieniło. Razem z Aleksandrem (moim życiowym partnerem) chcieliśmy, aby Inka miała dzieciństwo w bliskości z nami, otoczona naturą, bez stresu i bez pośpiechu. Porzuciliśmy nie tylko intensywną pracę, ale też życie w mieście.

Anita Bednarek

Można powiedzieć, że zbudowaliście swoje życie na nowo od podstaw i to dosłownie. Teraz budujecie nowy dom, a ten pierwszy Aleksander postawił zupełnie sam, z kamienia, drewna i gliny z gigantycznym zielonym dachem porośniętym rukolą. Zanim jednak osiedliście, po urodzeniu córeczki w 2014 roku wyruszyliście w podróż, na południe Europy, przerobionym własnymi siłami na camper samochodem dostawczym. Po powrocie zamieszkaliście w … namiocie. Opowiedz o tym czasie.

O tak, świetnie to ujęłaś! Ten czas to była szkoła życia od podstaw. Camper był znakomitym przygotowaniem do późniejszego mieszkania w namiocie. Z niewielką ilością rzeczy, na niewielkiej przestrzeni przemierzyliśmy wybrzeże południowej i zachodniej Europy. Jeździliśmy tak kilka miesięcy, ciesząc się każdym dniem. Pracowaliśmy wtedy zdalnie. Moja mama chętnie przyjęła propozycję wspólnego prowadzenia firmy. Podczas mojej nieobecności w Polsce, to ona wszystkim koordynowała i wysyłała zamówione huby. Od tego czasu tworzymy markę razem.

W podróży było wspaniale, ale serca mówiły nam, że nasze miejsce jest bliżej rodziny, dziadków, pradziadków, przyjaciół, polskich drzew i krajobrazów. Znaleźliśmy więc ziemię w lesie nieopodal jeziora i tu zaczęliśmy budować naszą enklawę. Nie chcieliśmy brać kredytu na budowę, więc jako pierwszy stanął duży namiot. 🙂

Anita Bednarek z mamą i malutkim Iwo

Jak się żyje w namiocie z malutkim dzieckiem?

O mieszkaniu w nim można napisać grubą książkę, a i tak nie da się przekazać nauki jaka z tego wypłynęła. Przede wszystkim pokora, brak oczekiwań i docenienie tego co się ma. To były też intensywne trzy lata odkręcania wszystkiego czego nauczył nas system i kultura, czas poszukiwania własnych dróg i rozwiązań. Bardzo dużo się dowiedzieliśmy – o świecie i o sobie (na przykład jak samodzielnie wywiercić studnię albo jak nie oszaleć mieszkając na 10 metrach kwadratowych). A najlepsze jest to, że ten stan cały czas trwa. Nieustannie uczymy się czegoś nowego, czy to uczuć czy rzemiosła. Cieszymy się też z naszego drewnianego domu. Znamy w nim każdy kamień, każdą deskę i sęk. Wiemy (i czujemy), że wypełniony jest dobrą energią.

Jestem pod wrażeniem Waszej historii. Wiem, że z obawy o brak zrozumienia Waszych wyborów nie chwalicie się tym jak żyjecie. Czy zdarzyło Wam się spotkać z krytyką, niezrozumieniem? Jak przyjmują Wasze decyzje najbliżsi?

Nasi bliscy są cudowni. Wykazali się ogromną pomocą i akceptacją, często pomimo nierozumienia naszych wyborów (to się chyba nazywa bezwarunkowa miłość i tolerancja). Oczywiście z różnych stron dostawaliśmy dużo pytań. Czy macie tam prąd? Jak żyjecie bez lodówki? A pralka? Pewnie sama zadałabym podobne pytania, gdybym usłyszała taką historię. To trzeba przeżyć. Teraz odpowiadam najczęściej, że można żyć bez lodówki, ale nie bez miłości. (Dla zaspokojenia ciekawości: tak mamy pralkę 🙂 ).

Bardzo dużo mówimy na portalu o odwadze, o podejmowaniu wyzwań związanych z powrotem na rynek pracy, założeniem biznesu, czy po prostu, postawieniem na siebie. Ty podjęłaś odważną decyzję. Zrezygnowałaś z wygód, które daje wielki biznes, dla spokoju, życia w wersji slow, życia w lesie, blisko przyrody. Taka decyzja wymagała wielkiej odwagi.

Inaczej: Zrezygnowałam z niewygód biznesu i zostawiłam sobie tylko to, co jest w nim dla mnie wygodne. Tak na to patrzę. Dzięki temu marka huba jest autentycznie slow (uśmiecham się kiedy to piszę). Nie muszę robić niczego wbrew sobie.

Huba działa nadal. To Wasze źródło utrzymania. Jak dzisiaj prowadzisz własną firmę? Czy ktoś Ci pomaga?

Tak jak wspomniałam działam razem z mamą, a naszym firmowym fotografem jest Aleksander. Można powiedzieć, że teraz huba to firma rodzinna. Od jakiegoś czasu sama zszywam każdy egzemplarz, mam bardzo dużo zamówień indywidualnych, co sprawia, że jest różnorodnie i unikatowo. Często dostaję zadania specjalne na wyjątkową hubę. Uwielbiam takie misje. Niektóre prace wykonują dla mnie polscy rzemieślnicy. Ostatnio nawiązałam też wspaniałą współpracę z polskim producentem okuć kaletniczych – huba ma teraz własne karabińczyki i regulatory z wygrawerowanym logo. Jestem z nich bardzo dumna i zadowolona. 🙂 Uwielbiam też hubowe metki wykonane przez łódzką firmę skład.

Wspomniałaś mi też wcześniej o swoich rozterkach. Z jednej strony chcesz nadal prowadzić własną małą firmę, żyć spokojnie, ale też nie musieć rezygnować z potrzeb swoich i swojej rodziny. To ważne pytania, zwłaszcza w przededniu wyzwań, które stoją przed Tobą. Po raz trzeci zostałaś mamą. Gratuluję!

Dziękuję! A odpowiedzi ciągle nie znalazłam, ale szukam. Wcześniej zastanawiałam się czego chcę dla siebie, dla rodziny, teraz czas pomyśleć czego chcę dla firmy. Wierzę, że kierunek rozwoju huby jest dobry i nierozłączny z moją życiową drogą. Idziemy w stronę natury. Szyję teraz w przewadze z materiałów naturalnych: bawełny, papieru (washpapa), korka i konopii. Chciałabym, aby marka huba była kojarzona ze świadomym podejściem do projektowania i kupowania.

Przywracam też osobowy kontakt z klientem: do każdej przesyłki załączam karteczkę z narysowanym przeze mnie obrazkiem i ręcznie pisanym listem, za każdym razem obrazek i list jest nieco inny. W tym co robię wierzę w wymianę dobrej energii i możliwość balansu.

Wierzę, że można prowadzić małą firmę żyjąc w zgodzie ze sobą bez konieczności rezygnowania z własnych potrzeb.

Mamy taką karteczkę od Ciebie. 🙂 Dostałyśmy ją wraz z wysłanymi przez Ciebie na nasz redakcyjny konkurs hubami, przy okazji jednego z Przeglądów Damskich Torebek. Bo właśnie, projektowanie torebek to nie jest Twoja jedyna artystyczna działalność. Jesteś rysowniczką. Co to jest Hubabear?

Hubabear to mój rysunkowy sposób na rejestrowanie rzeczywistości. Zamiast robić zdjęcie, rysuję obrazki. Każde z moich dzieci ma taki dzienniczek, w którym rysując notuję wydarzenia z ich życia i różne śmieszne sytuacje czy zabawne teksty. To też dla mnie czas na odprężenie i wyłączenie się. Kiedy rysuję to mam swój świat 🙂 i „mamie się wtedy nie przeszkadza”. Poza tym robię to odkąd pamiętam, a moim marzeniem jest wydanie książeczki dla córek, mam i babć, wspierającej dialog międzypokoleniowy, wymianę myśli i doświadczeń w tematach kobiecych.

Mam już sporo rysunków, ale jeszcze brakuje mi pomysłu na całość. Może ktoś chce się przyłączyć do projektu? 🙂

W swojej małej miejscowości założyłaś grupę kobiet, które wzajemnie się wspierają. Od jak dawna spotykacie się w kręgu kobiet i jak wyglądają takie spotkania?

Krąg powstał z potrzeby spotkania (wracając do Polski przeprowadziliśmy się w miejsce, w którym nie znaliśmy nikogo). Poza tym w swoim życiu dostałam dużo dobrego od kobiet, uczestniczyłam w takich kręgach i chciałam się tym podzielić ze społecznością, do której dołączyłam. Spotkania są bezpłatne i każda Pani może wziąć w nich udział. Do tej pory miałyśmy warsztaty kulinarne, podstawy szycia na maszynie, zajęcia florystyczne, kilka koncertów relaksacyjnych połączonych z zajęciami jogi, był taniec 5 rytmów, czytanie i interpretacja rozdziałów „Biegnącej z wilkami”, masaż całego ciała, masaż twarzy, wykład z refleksologii, robiłyśmy też mydła i kosmetyki naturalne, uczyłyśmy się makijażu i łapałyśmy energię trenując Qi gong, oj czego to nie było!

Na spotkaniach dzielimy się wiedzą i doświadczeniem, razem uczymy się nowych rzeczy, a przede wszystkim pokazujemy, że kobiece wsparcie daje ogromną siłę. Poza tym, miło jest najzwyczajniej wyrwać się z domu i pogawędzić przy kawie i cieście.

Czasem w naszych rozmowach pytamy kobiety, które podjęły się jakiegoś wyzwania, założyły firmę, przebranżowiły się lub po prostu znalazły pracę swoich marzeń, co chciałyby przekazać innym kobietom będącym w obliczu ważnej decyzji, w podobnym miejscu. Czy Ty chciałabyś coś przekazać? A może chcesz o coś zapytać?

Przywołam pytanie z początku wywiadu: Czym dla Ciebie jest sukces? Czym dla Ciebie jest luksus? Co to jest bogactwo (Twój własny luksus i Twój własny sukces i bogactwo – nie te, których nas nauczono). Polecam takie ćwiczenie ze wszystkimi innymi „ważnymi” słowami. Dla mnie wiele z nich nabrało zupełnie nowego znaczenia. A rozmawianie o nich z dziećmi to kolejna porcja wiedzy!

Dziękuję Ci za rozmowę.

Zdjęcia: archiwum prywatne Anity

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.

15 pomysłów na śniadania do szkoły, które zachwycą dzieci

Czujesz jeszcze moc i wenę przygotowując dziecku śniadanie do szkoły, czy powoli tracisz inspirację i masz ochotę rano polecieć po słodką bułkę do piekarni obok? Ja się jeszcze trzymam i kroję marcheweczki, ogóreczki i papryczki w paski, ale zrobiłam dla nas listę ratunkową. Zobacz, może Ci się przyda!
  • Ewa Moskalik - Pieper - 14/10/2020
dziewczynka wychodzi do szkoły

Śniadania do szkoły

Nie zawsze lubiane przez dzieci i czasem budzące grozę w rodzicach: śniadania do szkoły, nie muszą być codzienną udręką. Mogą stać się przyjemnością dla obu stron. Jeśli nie masz czasu na przygotowywanie bardzo zdrowych i własnoręcznie zrobionych oraz w niekończących się ilościach przekąsek, zdaj się na to co dostępne na bazarach i w sklepach, a co nie straszy tablicą Mendelejewa w składnikach na etykiecie.

Postaraj się, żeby było zdrowo, z jak najmniejszą ilością cukru (bo cukier przeszkadza dziecku skupić się na lekcjach, a tego przecież nie chcesz 🙂 ) i … skonsultuj menu ze swoją pociechą. Razem ustalcie co lubi dostawać do zjedzenia w szkole, a może po jakimś czasie da się też namówić do zapakowania np. warzyw na parze.

Przeczytaj także: Jak przetrwać poranek i nie zwariować? 

Zdrowy wybór

Moda na zdrowe odżywianie trwa w najlepsze i to bardzo dobrze, bo w ten sposób do każdego dojdzie choć znikoma wiedza o tym co trzeba, a czego nie powinniśmy jeść. Jednak nasze dzieci często mają w nosie modę, zwłaszcza jeśli chodzi o jedzenie, a jeśli  kierują się modą, to niestety taką, która nas rodziców stawia na baczność. Podjadanie czipsów, słodkich batoników, czy innych niezdrowych przekąsek bywa wśród dzieci nagminne. Dlatego warto rozmawiać i tłumaczyć do skutku, samemu przy tym ostentacyjnie i z zachwytem podgryzając marchewkę. Działanie przez przykład…działa!

10 pomysłów na śniadania do szkoły

1. Owoce – jabłka, gruszki, winogrona, śliwki – jeszcze teraz jest ich dostatek, a zimą banany, mandarynki, pomarańcze, pokrojony w paski melon.

2. Warzywa w słupki i nie tylko (czyli wszystko co da się pokroić: rzodkiewki, marchewki, fasolka szparagowa, papryka, ogórek, seler naciowy, rzepa, kalarepa i pomidorki koktajlowe.

3. Niezawodne (nie zawsze niestety 🙂 ) kanapki – a co w środku to już tylko kwestia wyobraźni i oczywiście gustu dziecka – wszelkiego rodzaju pasty roślinne, ulubione dżemy, masło orzechowe (jeśli może zjeść), pasztet, wędlina (dzieci lubią kabanosy), sery – czyli czego dusza zapragnie. Warto też zmieniać rodzaj pieczywa.

4. Nabiał – są dzieci, które uwielbiają wszelkiego rodzaju sery oraz jajka. Bardzo wdzięczne do spakowania do śniadaniówki są jaja przepiórcze, ale jaja kurze przekrojone wzdłuż też dadzą radę. 🙂 Jeśli Twoje dziecko lubi np. mozzarellę możesz przygotować sałatkę Caprese, (fajna jest też ta mozzarella w postaci małych kuleczek), a ser biały wykorzystać do zrobienia pasty np. z awokado.

5. Suszone owoce i orzechy – to świetny pomysł na dodatek do zimowego śniadania i nie tylko. Zimą o świeże owoce zdecydowanie trudniej, a dzieciom potrzeba witamin przez cały rok.

6. Domowe tosty – nawet na zimno są smaczne i chętnie zjadane, a może czasem uda się w nich przemycić jakieś warzywo, albo pieczywo z ciemniejszej mąki. 🙂

Poznaj także przepisy na smaczne i szybkie śniadania na ciepło – w domu

7. Napoje mleczne i jogurty – bardzo lubiane przez większość dzieciaków, mogą być do picia i do wyjadania łyżeczką (a idealny byłby jogurt naturalny z granolą, którą wspólnie z dziećmi można przygotować w domu).

8. Domowe wypieki – ulubione ciasto, ciasteczka zbożowe, rogaliki – oczywiście najbardziej pożądane byłyby wypieki bez cukru, albo choć z mniejszą jego ilością. 😉

9. Naleśniki i pancakes lub inne placki przekładane ulubionym powidłem, dżemem (pewnie same placki naleśnikowe też cieszyłyby się dużym powodzeniem. 🙂 )

10. Gofry – dzieci je uwielbiają, Zjedzą suche, ale można też dodać do nich owoce. Pomarańcze, winogorna, mandarynki mogą być jako dodatek lub owoce dodane do ciasta. U nas sprawdziły się z borówkami.

11. Sałatka z ulubionych składników – najlepiej z takich, które najbardziej lubi Twoje dziecko, może być groszek, kukurydza, ugotowany makraon i fasolka szparagowa i np. kawałki kurczka. To wszystko polane odrobiną oliwy z oliwek.

12. Mięsne kotlety mielone w bułce plus ogórek kiszony – coś na kształt domowego hamburgera – dzieciom, które lubią inne warzywa, można przemycić w środku paprykę (nawet konserwową) i plasterek cebuli (to już pewnie nie dla wszystkich, choć znam dzieci, które ją bardzo lubią 😉 )

13. Wrap a la McDonalds – taki udawany, bo zależy co masz. Można zrobić z placka jak na naleśniki, a można z omleta, który można zrobić bardzo szybko. Zawijamy w nim co nam wpadnie do głowy. U nas smarujemy białym serkiem i przemycamy paski ogórka (kiszonego lub świeżego), papryki, ale przede wszystkim z wrapem świenie wchodzi sałata i rukola.

14. Sałatka owocowa – nie wszystkie owoce są lubiane przez nasze dzieci, moje np. nie przepadają za ananasem i kiwi, ale jak pomieszam im to w sałatce, to znika wszystko. Czasem okraszę to rodzynkami, czasem dodam odrobinę miodu, bywa, że i łyżkę jogortu.

15. Coś do picia – woda, herbata, soki i przeciery owocowe – oczywiście najzdrowsza woda lub o tej porze roku ciepła herbata, jeśli jednak dziecko nie chce jeść żadnych owoców i warzyw, to alternatywą jest właśnie sok. Najlepiej jednak wybierać te bez cukru, albo przynajmniej omijać szerokim łukiem napoje słodzone.

A może przydadzą Ci się przepisy na szybkie obiady, takie, które zrobisz w 15 minut?

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Podyskutuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail