Czego szukasz

500 zł na dziecko – jakie pułapki czekają na rodziców?

Od kwietnia ruszają wypłaty 500 zł na dziecko. Jak mądrze spożytkować te pieniądze i zmienić swoje życie finansowe? Na dzieciach nie chcemy oszczędzać, ale może warto oszczędzić „na dzieci”? Zobacz jakie pułapki czekają na nas rodziców i co zrobić, aby nie zmarnować tych pieniędzy.

  • Dariusz Pierzak - 30/03/2016
Ręce rodzica i dziecka z pieniędzmi

Od kwietnia zaczną płynąć do naszych kieszeni pieniądze w związku z rozpoczęciem realizacji programu 500+. Wypłaty mają dotyczyć ok. 3,7 mln dzieci, a w ramach programu pomocą objęte zostanie ponad 2,7 mln rodzin.

Według szacunków rządu do naszej kieszeni  tylko w 2016 roku trafi blisko 17 mld PLN. W kolejnych latach kwota ta ma urosnąć nawet do 25 mld PLN. A to wszystko ze względów demograficznych po to, aby w naszym kraju rodziło się więcej dzieci i aby rodzice mieli godne warunki ich wychowania.

Artykuł ten nie stanowi jednak kompendium wiedzy na temat tego jak ubiegać się o przedmiotowe świadczenie. Chcę zwrócić w nim wyłącznie uwagę na kilka istotnych moim zdaniem kwestii związanych z tym co może wydarzyć się naszej gospodarce w związku z realizacją programu, jakie pułapki czyhać mogą na nas w związku z otrzymaniem dodatkowych środków i wreszcie zastanowić się, co zrobić z takim zastrzykiem gotówki, aby te pieniądze służyły nam jak najlepiej.

Kto się ucieszy z naszych 500 zł?

Wielu rodziców czeka niecierpliwie na pierwsze wypłaty z programu 500+. Pieniądze te będą stanowić duży zastrzyk gotówki i ulgę dla domowych budżetów. Czy mamy jednak świadomość, iż jako Rodzice nie jesteśmy jedynymi którzy cieszą się z wprowadzenia tego programu?

Rząd mówi, iż pieniądze te będą stanowić ogromny zastrzyk gotówki dla naszej gospodarki i poprzez wzrost wewnętrznej konsumpcji wpłyną pozytywnie na wzrost gospodarczy. Agencje ratingowe już podnoszą prognozy wzrostu gospodarczego dla Polski od 0,5 nawet do 1 p.p.

Banki zapewne już myślą, w jaki sposób uwzględniać dodatkowe dochody gospodarstw domowych w sposobach kalkulowania ich zdolności kredytowej, a firmy, sklepy zapewne wdrożyły już procedury mające na celu skierowanie strumienia pieniędzy, które popłynie do gospodarki na ich produkty i usługi i zapewne przygotowują już specjalne kampanie promocyjne aby zachęcić nas do ich wydawania.

Z tego wynika, iż lista chętnych i potencjalnych beneficjentów pieniędzy z programu 500+ jest dość długa.

Łatwo przyszło, łatwo…. poszło?

Inną istotną kwestią związaną z programem 500+ jest kwestia postrzegania przez nas  otrzymanych pieniędzy. Można powiedzieć, że „pieniądze to pieniądze – wszystkie są takie same i za wszystkie można kupić to samo i tyle samo”. To prawda. Należy jednak zwrócić uwagę na fakt, iż w naszych mózgach funkcjonuje mechanizm, który jakiś czas temu opisany został przez ekonomistów, na bazie którego przypisujemy „różnym” pieniądzom „różną” wagę.

Nasze mózgi każą nam myśleć, iż te pieniądze które zdobyliśmy ciężką pracą są dla nasz cenniejsze niż te, które dostaliśmy bez wysiłku. W związku z tym trudniej jest nam rozstać się z pieniędzmi zarobionymi w wyniku ciężkiej pracy niż z pieniędzmi otrzymanymi w spadku.

Na dzieciach nie będę oszczędzać…

W przypadku programu 500+ będziemy mieli zatem podwójny problem z otrzymanymi świadczeniami. Z jednej strony będą to bowiem pieniądze otrzymane „za darmo” (nawet jeżeli mamy wewnętrzne poczucie, iż te środki stanowią dla nas należną nam pomoc Państwa), zatem może uruchomić się w naszych mózgach opisany powyżej mechanizm, który będzie stanowił dla nas usprawiedliwienie dla wydawania pieniędzy.

Z drugiej zaś strony otrzymane pieniądze będą opatrzone tytułem „na dziecko”, w  związku z czym może się uruchomić inny mechanizm, który mówi, iż „na dzieciach nie będę przecież oszczędzał”. Mechanizm ten będzie dodatkowo wywoływany i podsycany przez pośrednich „beneficjentów” programu, o których mówiliśmy powyżej (banki, sklepy, firmy, itp.).

Zaistnienie obu tych mechanizmów w naszych decyzjach może spowodować, iż pieniądze nie będą służyć celom, którym mają służyć, a zostaną spożytkowane na niepotrzebne rzeczy lub w najgorszym przypadku nie pozostanie po nich jakikolwiek ślad.

Co zatem z tymi pieniędzmi zrobić, jak mądrze je zagospodarować?

Plan działania i konsekwencja w działaniu

Nasze postępowanie z pieniędzmi z programu 500+ powinno opierać się na trzech fundamentalnych kwestiach:

  1. Odpowiedzi na pytanie „Co jest najważniejsze dla naszych dzieci i rodzin w kontekście ich długofalowego rozwoju – co nam NAPRAWDĘ może pomóc w życiu i dalszym rozwoju?
  2. Przyjęciu zasady, iż beneficjentem pieniędzy i działań, które są podejmowane w oparciu o nie są nasze dzieci i rodziny.
  3. Przygotowaniu planu zarządzania otrzymanymi pieniędzmi w oparciu o odpowiedź na pytanie 1 i zasady z punktu 2

Prawdziwe potrzeby – działanie długofalowe a nie „tu i teraz”

Pieniądze, które otrzymamy w wyniku realizacji programu 500+ są naprawdę duże. To kwota 6 tys. PLN na rok na jedno dziecko (nieopodatkowana), zatem w przypadku nowo narodzonego dziecka, kiedy świadczenie będzie pobierane przez 18 lat będzie to 108 tys. PLN (oczywiście bez uwzględnienia inflacji, ale też stopy zwrotu z poczynionych potencjalnie inwestycji). Kwota ta jest proporcjonalnie większa w przypadku większej ilości dzieci.

Pierwsze pytanie jakie powinniśmy sobie zadać to pytanie o nasze priorytety w kontekście naszych dzieci i rodzin – czy pieniądze powinny pójść na nowe buty, dodatkowe zajęcia, wakacje, rower, kino, laptop? To zapewne ważne cele i zapewne warto je rozważyć, ale warto jednocześnie zastanowić się czy nie ma bardziej znaczących i ważniejszych z punktu widzenia bezpieczeństwa i rozwoju dzieci i rodziny celów, na których realizację pieniądze 500+ powinny zostać skierowane. To być może dla wielu z nas trudna i prowokacyjna teza, wychodzę jednak z założenia, że warto MĄDRZE wykorzystać otrzymane środki – tak aby miały długofalowy wpływ na nasze dzieci i rodziny.

Okazja aby zmienić swoje życie finansowe

Ostateczna decyzja co do wykorzystania środków programu będzie oczywiście należeć do każdego z rodziców. Zachęcam jednak do spojrzenia na te pieniądze z szerszej perspektywy. To może być doskonały moment na dokonanie istotnych zmian w naszym dotychczasowym „finansowym życiu”. Do tej pory radziliśmy sobie przy ograniczonym budżecie bez tych środków i jeszcze rok temu nikt z nas nie myślał o tym, że dostanie taki zastrzyk gotówki. Naszym obowiązkiem wobec naszych dzieci jest więc zagospodarować te pieniądze jak najlepiej biorąc pod uwagę:

  • długofalowe cele naszej rodziny, zwłaszcza względem dzieci (nie mówimy tu o planowaniu dla nich przyszłości w zawodzie lekarza czy prawnika 🙂
  • bezpieczeństwo finansowe naszej rodziny i dzieci
  • predyspozycje dzieci i ich potrzeby rozwojowe
  • rzeczywiste, prawdziwe potrzeby

To moja rodzina i moje dzieci są beneficjentami programu 500+

Liczba potencjalnych beneficjentów programu 500+ jest bardzo długa. Na nasze pieniądze czekają sklepy, firmy, banki, punkty usługowe czy wreszcie rząd, który bardzo liczy na zastrzyk gotówki dla gospodarki i związany z tym wzrost PKB.

Ze wszystkich stron będziemy zapewne namawiani, aby skorzystać (=wydać) z otrzymanych pieniędzy, dzięki którym zrealizujemy nasze plany, a  przy okazji  wesprzemy  gospodarkę zwiększając poziom swych wydatków i nakręcając wewnętrzny popyt i zasłużymy na miano „ekonomicznych patriotów”. Jeżeli taka argumentacja do nas przemawia to oczywiście możemy wydawać otrzymane pieniądze i  kupować. Jest to jednak podejście nieperspektywiczne i mogące stanowić dla nas pułapkę.

O wiele lepiej i mądrzej jest zadbać o przyszłość i bezpieczeństwo finansowe swej rodziny i dzieci, bo za to, a nie za stabilność finansów państwa jesteśmy jako rodzice odpowiedzialni.

Pamiętajmy aby otrzymane pieniądze służyły naszym rodzinom i dzieciom, a nie budowały dobrobyt kogokolwiek innego.

Przeczytaj również 6 wskazówek jak mądrze wydać 500 zł na dziecko

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Dariusz Pierzak
Od lat zawodowo zajmuję się tematyką finansów, od kilku lat jestem trenerem i prowadzę działalność szkoleniową i doradczą. Moją misją jest wspieranie innych na drodze ich rozwoju, chcę pokazywać innym, że każda decyzja podejmowana przez nas w życiu zawodowym i prywatnym znajduje swoje odzwierciedlenie w sytuacji firmy lub naszej kondycji finansowej i wizerunku osobistym. Prywatnie jestem szczęśliwym mężem Agnieszki, dumnym ojcem rezolutnej Julki i słodkiego Leona.
Podyskutuj

Mama kupuje swój pierwszy używany samochód – obowiązki i wyzwania

Jakiś czas temu stanęłam przed wyzwaniem zakupu samochodu. Dlaczego wyzwaniem? Choć należę do kobiet, które poradzą sobie z wbiciem przysłowiowego gwoździa w ścianę, to jednak samodzielny zakup pierwszych w życiu czterech kółek wymagał ode mnie dużego zaangażowania. Spisałam swoje wnioski i przemyślenia. Może przydadzą się i Tobie, gdy staniesz przed taką decyzją, a może dodasz coś od siebie?! Chętnie skorzystam, bo wiem, że nie był to ostatni mój zakup auta.
  • Ewa Moskalik - Pieper - 17/07/2019
mama z córką oglądają samochód

Tak się składa, że w mojej czteroosobowej rodzinie to ja jestem jedynym kierowcą. Owszem mogłam liczyć na wsparcie męża, ale bardziej w zaakceptowaniu mojej decyzji, niż doradztwie. Dlatego pytałam, czytałam, rozglądałam się po ulicach i skreślałam w myślach te pojazdy, które najczęściej spotykałam na pasie awaryjnym.

Za kilka lat, gdy dorośnie nasz starszy syn pewnie sytuacja się zmieni, ale dzisiaj to na mnie spada obowiązek dbania o wszelkie sprawy związane z samochodem. Dotyczą one przeglądów, napraw, tankowania, opłat związanych z ubezpieczeniem, sezonową zmianą opon, czyli ogólnie wszystkiego co dotyczy amortyzacji samochodu.

Śmiem twierdzić, że samochód to niemalże członek rodziny. Nie chcę wychodzić na dziwaczkę, ale każdą długą i wyczerpującą podróż kwituję lekkim klepnięciem kierownicy i głośnym podziękowaniem, że dotarliśmy cali i szczęśliwi do celu podróży. Niby to maszyna, nic nie czuje, ale w końcu pod maską jest ileś tam tych słynnych koni mechanicznych 😉

Jaki kupić samochód?

Oczywiście, jak to kobieta, najchętniej kierowałabym się tylko wyglądem i kolorem etc., ale już jako żona i mama dwóch chłopców czułam dużą odpowiedzialność. Dlatego też podpytywałam tu i ówdzie. Jedni mówili – tylko niemieckie auto, inni, że to musi być japończyk, ktoś trzeci zachwalał auta francuskie. A dla mnie najważniejsze było bezpieczeństwo i niezawodność oraz żeby się nie “rozkraczył” na trasie, żebym nie musiała z nim latać częściej do mechanika, niż z dziećmi zimą i jesienią do lekarza.

Chciałam też żeby był szybki. Dlaczego? Bo nie lubię trąbiących za mną niecierpliwych kierowców, że poruszam się jak żółw i jednak zdecydowanie częściej jeżdżę po mieście, gdzie czasem trzeba szybko zmienić pas, czy wstrzelić się w lukę, bo inaczej nikt Cię nie wpuści. Z tą uprzejmością na drodze niestety nadal u nas krucho.

Najważniejszym kryterium jest wiek auta

Zawsze byłam ciekawa samochodów, nie tak, żeby zaraz zaglądać pod maskę, ale przysłuchiwałam się rozmowom, znałam nazwy i modele marek samochodów. Nie byłam wielką znawczynią, ale ignorantką też nie. Kiedyś ktoś mi powiedział, że warto kupować auta dwu, trzyletnie, bo są jeszcze na gwarancji, ale cena jest bardzo korzystna. Często mają też niewielki przebieg, a to już bardzo dobrze rokuje. I właśnie na to zwracałam uwagę.

Inną ważną kwestią było dla mnie spalanie. Wiedziałam, że będę dużo poruszać się po mieście, na krótkich odcinkach, ale jednak dość często, więc musiał to być samochód z elastycznym silnikiem i małym spalaniem w trybie miejskim. Na takich trasach silnik na ropę zimą szybko by się nie zagrzał, postawiłam więc na benzynę. Doradzano mi również przerobienie auta na gaz, ale na to rozwiązanie się nie zdecydowałam, bo wiedziałam, że auto może trochę stracić na szybkości, a przecież na niej też mi zależało.

Do czego mi ten samochód?

Zanim kupisz samochód zastanów się do czego ma Ci służyć. Dla mnie sprawa była prosta. Wiedziałam, że nie nabiję dużego przebiegu, więc nie potrzebowałam diesla. Wiedziałam też, że auto nie musi być ogromne, bo na wakacyjne wyjazdy mogę zaopatrzyć się w bagażnik dachowy i box, co też zaraz po zakupie samochodu uczyniłam. Dwa, góra trzy razy w roku nasz samochód staje się autem wakacyjnym i tylko wtedy potrzebujemy większej przestrzeni do pakowania. Pozostałe trasy pokonujemy z wykorzystaniem fabrycznej ładowności naszego samochodu.

Kierując się wyborem auta stawiałam na bezpieczeństwo, niezawodność, funkcjonalność, zwrotność, szybkość i wygodę prowadzenia. Kupiłam samochód o sportowej sylwetce, który sprawdza mi się jako samochód rodzinny. Może jak chłopcy podrosną, to zaczną narzekać na brak miejsca na tylnej kanapie, ale póki co, to dylemat odległy w czasie.

Pojemność silnika vs pojemność portfela

Okazuje się, że pojemność silnika ma nie tylko znaczenie dla spalania i zużycia paliwa w naszym samochodzie. Wybierając silnik benzynowy, w sumie z niewielkim silnikiem 1.8 wykazałam się sporą intuicją. Dość szybko przekonałam się, że pojemność silnika może mieć odzwierciedlenie w opłatach za ubezpieczenie samochodu. Tak, to kolejny krok zaraz po zakupie. Musisz ubezpieczyć samochód i trzeba to zrobić jak najszybciej.

Wnioski. O czym muszę pamiętać po zakupie auta?

Mój samochód miał już swojego pierwszego właściciela, więc pierwszą rzeczą, którą musiałam zrobić było przerejestrowanie auta. Mamy na to 30 dni. U mnie z tymi formalnościami poszło względnie szybko. Panie w urzędzie widząc, że to moje “pierwsze podejście” chętnie tłumaczyły wszelkie procedury.

Drugim wyzwaniem po zakupie samochodu okazał się wybór ubezpieczyciela. Wiedziałam, że ubezpieczenie OC przechodzi na nowego właściciela. Ja jednak chciałam zmienić towarzystwo ubezpieczeniowe, ponieważ polisa poprzedniego właściciela była dla mnie za droga.

Wybrałam jeden z produktów LINK 4. Oprócz ubezpieczenia OC, zdecydowałam się na ubezpieczenie Smart Casco. To sprytne rozwiązanie dla osób, które nie potrzebują pełnego AC. Ubezpieczasz auto tylko od ryzyk, których obawiasz się najbardziej. Wiesz, że jesteś dobrym kierowcą, jeździsz bezszkodowo, ale obawiasz się kradzieży swojego auta lub gradu, który zniszczy lakier, więc wybierasz ubezpieczenie Smart Casco wariant Żywioły i Kradzież. Wygodne, prawda?

5 najważniejszych elementów przy zakupie używanego auta

Tak naprawdę wszystko można podsumować w pięciu punktach. Kupując używany samochód trzymaj się zasady, żeby nie przywiązywać się szczególnie do swojego pierwszego wyboru. Możesz przeoczyć wtedy naprawdę fajne auto, o którym wcześniej nie pomyślałaś. Przy zakupie samochodu pamiętaj, że najważniejsze są:

  • wiek,
  • przeszłość,
  • przebieg.

Po zakupie samochodu zadbaj o:

  • przerejestrowanie auta,
  • ubezpieczenie.

Szerokiej drogi!

Materiał promocyjny. Partnerem artykułu jest firma LINK4 oferująca polisę dla rodziców LINK4 Mama.

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.

Od kiedy dzieci mogą podróżować samodzielnie?

Wakacje to czas podróży - tych małych i dużych. Rodzi to dużo pytań, co w sytuacji, gdy chcemy aby nasze dziecko samodzielnie pojechało do dziadków, którzy mieszkają pod miastem? A może mieszkają oni w ciepłych krajach i chcielibyśmy, aby dzielny wędrowiec poleciał sam samolotem? Czy z prawnego punktu widzenia możemy pozwolić na samodzielne podróżowanie dziecka bez naszej opieki?
  • Marzena Pilarz-Herzyk - 13/07/2019
mały chłopczyk jedzie pociągiem i wygląda przez okno pociągu

Stan prawny

Przepisy prawa nie precyzują jaki wiek jest odpowiednim, do samodzielnych podróży, czy tak samo do zostawania w domu bez opieki. Pełnoletność nabywamy z wiekiem 18 lat, jednakże oczywistym jest, że trudno by było, aby do tego wieku wszędzie jeździć pod opieką rodziców czy opiekunów.

Granica wieku

Należy tu zwrócić uwagę na dwa inne ograniczenia wiekowe, które odnajdziemy w przepisach:

  • Art 106 kodeksu wykroczeń wskazuje, że pozostawienie dziecka do 7 roku życia bez opieki, narażając go tym samym na niebezpieczeństwo, podlega karze grzywny lub nagany. Słusznym więc w tym przypadku wydaje się wniosek, że jest to granica wieku, poniżej której przepisy w ogóle nie przewidują pozostawiania dzieci bez opieki.
  • W kodeksie karnym w treści art 210, przeczytamy, iż porzucenie małoletniego do 15 roku życia podlega karze.

Tu wystarczy samo stworzenie sytuacji zagrażającej, co oznacza, że do jego popełnienia nie musi dojść do skutków w postaci krzywdy. Warto tu zapoznać się z orzeczeniem SN (wyroku z dnia 4 czerwca 2001 r., sygn. V KKN 94/99, Orz. Prok. i Pr. 2001, nr 11, poz. 30), który wskazał, iż porzucenie” (…) oznacza działanie polegające na opuszczeniu dziecka lub osoby nieporadnej, połączone z zaprzestaniem troszczenia się o nią, bez zapewnienia jej opieki ze strony innych osób. Do istoty „porzucenia” należy więc pozostawienie osoby, nad którą miałaby być roztoczona opieka, własnemu losowi, przy czym chodzi tu nie tylko o zaniechanie opieki nad osobą małoletnią lub nieporadną, lecz także o uniemożliwienie takiej osobie udzielenia natychmiastowego wsparcia.

W praktyce więc pozostawienie dziecka samego w domu na kilka dni bez zapewniania mu opieki, czy wsparcia innych osób lub zezwolenie na długą podróż, wiążącą się na przykład z kilkoma przesiadkami, koniecznością oczekiwania na dworcach itp. wydaje się spełniającym te przesłanki.

Oczywiście trzeba być ostrożnym w twierdzeniu, że każda samodzielna podróż jest na pewno zagrożeniem. Dodatkowo należy też pamiętać, że mamy do wyboru kilka opcji podróży, kiedy możemy zapewnić dziecku opiekę.

Więcej na ten temat Mama Prawniczka opowiada w audycji radiowej – POSŁUCHAJ

Podróż samolotem

Wydaje się najbezpieczniejszą formą podróży z punktu widzenia tego, w jaki sposób możemy zapewnić dziecku opiekę. Linie lotnicze w różny sposób określają warunki samodzielnego podróżowania dziecka. Najlepiej każdorazowo sprawdzić w wybranych liniach, jak wygląda szczegółowo ta kwestia, ale przytoczę kilka przykładów.

Podróż bez opieki umożliwiona jest np. osobom, które mają co najmniej 14 lat, pod warunkiem podróżowania z inną osobą, co najmniej 16 letnią.

Dla mniejszych pasażerów najczęściej przewidziana jest opieka personelu pokładowego. Dla dzieci poniżej 5 roku życia linie przewidują opiekę dedykowanej osoby z personelu pokładowego, przez cały czas lotu.

Podróż autobusem

Tu nie możemy liczyć na opiekę nad dzieckiem taką, jak w przypadku podróży lotniczych. Przewoźnicy zwykle zastrzegają, iż nie ponoszą odpowiedzialności i nie sprawują opieki nad osobami niepełnoletnimi. W regulaminach odnajdziemy warunki, na jakich osoby niepełnoletnie mogą korzystać z tego środka transportu.

Osoby do 12 roku życia zwykle nie mogą podróżować bez opieki osoby dorosłej. Osoby pomiędzy 12-15 rokiem życia mogą, jednakże za pisemną zgodą rodziców/opiekunów. Pamiętaj więc, aby w takim wypadku dokładnie sprawdzić regulamin przewoźnika, zanim wsadzisz dziecko do autobusu.

Pociągi

Regulacje PKP w żaden sposób nie określają wieku, w którym przewidywałyby samodzielną podróż dziecka. Koleje państwowe pozostawiają więc tę decyzję w pełni po stronie rodziców, odwołując się do tego, że przepisy prawa nie precyzują dokładnie tej kwestii.

Co więc wynika z powyższego?

Przede wszystkim trzeba pamiętać, że przepisy nie regulują jasno wieku, w którym dziecko może pozostawać bez stałej opieki czy nadzoru. My jako rodzice ponosimy pełną odpowiedzialność również za czas pozostawania dziecka bez opieki.

Wybierając środek transportu zawsze warto szczegółowo zapoznać się z regulaminem i sprawdzić, jak dany przewoźnik podchodzi do samodzielnego podróżowania przez osoby niepełnoletnie.

Z obserwacji i doświadczenia wynika, że przyjęło się, iż wiek szkolny jest tą granicą, w której mały człowiek zaczyna dorastać do samodzielności. Wychodzi sam do szkoły, pobliskiego sklepu czy zostaje w domu bez nas, podczas gdy to my jesteśmy na krótkich zakupach.

Warto tu jednak pamiętać, że każde dziecko jest inne i rozwija się indywidualnie, więc zawsze trzeba wziąć pod uwagę, czy nasze dziecko jest emocjonalnie gotowe na to, aby pozostać bez opieki nawet na krótki czas.

Zdjęcie: 123 rf

 

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Marzena Pilarz-Herzyk
Na co dzień mama dwóch synów Oskara i Oliwiera. Z wykształcenia prawnik. Z zamiłowania artystka. Zawodowo przez kilka lat związana z zarządzaniem przedsiębiorstwami, procedurami prawnymi i finansowymi. Od 2018 postanowiła zawodowo zająć się doradztwem prawnym przede wszystkim kobietom, mamom, rodzicom, ale również mniej świadomym swoich obowiązków pracodawcom. Prowadzi stronę mamaprawniczka.pl.
Podyskutuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail