Czego szukasz

Nie pracujesz zawodowo? Tych 10 zdań nigdy nie chciałabyś usłyszeć

Niepracujące mamy. Czego nie chcą słyszeć, czytać na swój temat? Co najbardziej je drażni i co powoduje w nich narastającą frustrację i złość? Kiedy czują niesprawiedliwość? Utrzymanka, leń i zaniedbana? Nie oceniaj wyborów innych, zajmij się swoim życiem.

  • Ewa Moskalik - Pieper - 19/04/2017
Kobieta trzyma dziewczynkę na rękach

Nikt nie lubi łatek

Jesteś mamą, która nie pracuje zawodowo i zupełnie nic Ci nie robi, co myśli o Tobie pracująca sąsiadka? Jesteś szczęśliwa, że możesz być w domu i patrzeć jak rośnie Twoje dziecko?

A może jednak nie potrafisz pogodzić się ze stereotypami i jest Ci ciężko, że pomimo wysiłku, który wkładasz w wychowanie dziecka i obowiązki domowe, czujesz się gorsza. Niestety niepracujące zawodowo mamy borykają się z dezaprobatą nie tylko mam pracujących, ale i czasem nawet osób najbliższych.

Tak naprawdę tych przypinanych łatek nie lubi żadna ze stron, ani mamy, które pracują, ani te niepracujące zawodowo. Jednak można odnieść wrażenie, że coraz mniej rozumiemy kobiety, które chcą pozostać w domu z dzieckiem.

10 zdań, których nie chciałabyś usłyszeć

Opinie, które złoszczą niepracujące zawodowo mamy:

1. Jesteś utrzymanką – nie pracując zawodowo, nie dokładając się do budżetu domowego, żyjąc z pieniędzy męża.

2. Jesteś znudzona i wciąż narzekasz – ponoć dłużej wykonujesz codzienne czynności, ograniczasz swoją aktywność zarówno fizyczną, jak i społeczną.

3. Dajesz zły przykład dziecku – swoją stałą obecnością nie pozwalasz dziecku rozwinąć niezależności i wyrośnie ono na niesamodzielną jednostkę.

4. Wyłudzasz świadczenia – pozostając w domu i tłumacząc się, że mniej zarobisz, niż dostaniesz od państwa.

5. Jesteś smutna – przebywanie przez większość czasu z małym dzieckiem i bycie na jego zawołanie oraz brak rozmowy z dorosłymi ma wprawiać Cię w nastrój przygnębienia.

6. Siedzisz w domu i nic nie robisz – przecież pracujące mamy, chodząc codziennie do pracy wykonują te same czynności domowe co niepracujące mamy.

7. Zaniedbujesz swój wygląd – mając podobno dużo czasu, aby móc zadbać o siebie.

8. Powinnaś wrócić do pracy – pozostając w domu obciążasz system i hamujesz swoją karierę.

9. Jesteś leniem – w dzisiejszych czasach nie musisz prać godzinami w bali, pieluszki są jednorazowe, a obiadki możesz kupić gotowe w słoiczkach.

10. Dziecko będzie się Ciebie wstydzić – nie pracujesz, nie jesteś aktywna, nie rozwijasz, za chwilę nie nadążysz za swoim dzieckiem.

Możliwość wyboru

Każdy z nas chce mieć wolny wybór. Żyć w zgodzie ze sobą i czuć się jednocześnie akceptowanym przez innych, a przynajmniej tolerowanym. Przygotowując się do tego artykułu dużo czytałam komentarzy na forach i dochodzę do wniosku, że brakuje zrozumienia dla kobiet podejmujących decyzję o pozostaniu z dzieckiem w domu.

Dzisiaj bardzo się ceni sprawne łączenie pracy i obowiązków domowych. Natomiast w przypadku mam niepracujących zawodowo używa się bardzo mocnych technokratycznych sformułowań jak: dezaktywacja, aktywizacja czy biorczynie świadczeń.

Prawie każda z nas, chociaż przez moment była taką niepracującą zawodowo mamą. Czy spotkałyście się z przejawami nietolerancji lub przykrymi komentarzami, związanymi z decyzją o czasowej rezygnacji z pracy zawodowej? Podzielcie się tym w komentarzach!

Zdjęcie: Pixabay

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Podyskutuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

„Piękna płeć, piękny umysł” – relacja z wydarzenia

Korporacyjne Centrum Badawcze oraz Centrum Rozwoju Oprogramowania ABB w Krakowie były tegorocznymi gospodarzami piątego już dnia otwartego dla studentek i absolwentek kierunków inżynierskich - "Piękna płeć, piękny umysł". Warsztaty prowadzone podczas wydarzenia mają pomóc kobietom-inżynierom nabrać pewności siebie oraz lepiej odnaleźć się na rynku pracy, który w ich specjalizacjach jest zdecydowanie zdominowany przez mężczyzn.
  • Agnieszka Kumorek - 09/04/2018
Kobiety uczestniczki spotkania Piękna płeć piękny umysł

Kobiety pewnie stawiają kroki w branżach inżynierskich

Coraz więcej kobiet w Polsce wybiera studia inżynierskie. Popularne stają się kierunki związane z IT. I chociaż dalej jesteśmy w mniejszości, to zdecydowanie odważniej wkraczamy w branże, które jeszcze jakiś czas temu uznawane były za typowo „męskie”.

Organizatorki wydarzenia „Piękna Płeć, Piękny Umysł” chcą pomóc studentkom i absolwentkom kierunków inżynierskich łatwiej odnaleźć się na rynku pracy. Specjalnie dla nich zorganizowały warsztaty i wykłady, które poprowadzili inżynierzy z ABB, specjaliści ds. rekrutacji oraz psycholog biznesu Sylwia Królikowska.

piękna płeć, piękny umysł

„Piękna Płeć, Piękny Umysł”

Uczestniczki dnia otwartego wzięły udział w ciekawym spotkaniu z Sylwią Królikowską, psychologiem biznesu, podczas którego dostały potężną dawkę motywacji i inspiracji dotyczących asertywności czy wiary we własne możliwości.

Skorzystały także z warsztatów prowadzonych przez inżynierów ABB: na temat podejścia agile, komunikacji przyszłości, metody design thinking, technologii materiałowych oraz technologii blockchain i bitcoinów.

A specjaliści ds. rekrutacji z ABB opowiedzieli im: jak efektywnie szukać pracy i przygotować się do rozmowy kwalifikacyjnej.

piękna płeć, piękny umysł

Kariera w branżach inżynierskich

Kobiety na kierunkach ścisłych są coraz bardziej otwarte i pewne siebie. Potwierdzają to same uczestniczki warsztatów, które przyznają, że na swoich kierunkach czują się swobodnie.

Julita Król zaznacza, że wciąż można zaobserwować zjawisko porzucania przez kobiety kariery w branżach inżynierskich, mimo ukończenia studiów na takich kierunkach.

– Z moich obserwacji wynika, że w branżach zdominowanych przez mężczyzn kobietom brakuje mentorek, czyli kobiet sukcesu, które mogłyby je motywować na początku drogi zawodowej. Cieszę się, że możemy właśnie w taki sposób wesprzeć młode dziewczyny – wyjaśnia Julita Król.

A Renata Porębska podkreśla:

– Moja córka obserwuje swoją mamę – inżyniera i inspiruje się. Nie wyobraża już sobie, że sama mogłaby nie zostać inżynierem – uśmiecha się.

piękna płeć, piękny umysł

Liczba zgłoszeń na wydarzenie z roku na rok rośnie – w tej edycji wzięło udział ponad 40 uczestniczek z różnych miast. Niektóre z nich pojawiły się już po raz drugi. Zatem, jeśli należysz do grona kobiet-inżynierów – zapraszamy Cię już teraz do wzięcia udziału w przyszłorocznej edycji 🙂

Zdjęcia: fot. Przemysław Szuba

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kumorek
Jestem osobą, która nie potrafi się nudzić. Lubię różnorodność, dlatego skończyłam studia łączące zajęcia humanistyczne, graficzne i informatyczne. Odpoczywam podczas długich spacerów, a znajomi wiedzą, że dobrej herbatki w miłym towarzystwie nigdy nie odmówię.
Podyskutuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Macierzyństwo mnie wzmocniło – list od Hanny

Doświadczenia macierzyństwa mnie osobiście wzmocniły i sprawiły, że oceniam się dużo lepiej niż kiedyś. Poród był doświadczeniem, po którym wzrosło moje poczucie własnej wartości jak po żadnym wcześniejszym osiągnięciu - napisała do nas w liście Hania, skrzypaczka w JoHannah Duo, nauczycielka, aplikantka radcowska i mama 10 – miesięcznej Róży. Hania opowiadając swoją historię chce dodać otuchy innym mamom, które obawiają się zmian związanych z urodzeniem dziecka.
  • Listy do Redakcji - 05/04/2018

Wszystko zaczęło się od skrzypiec…

Urodziłam się w małej wiosce pod Wolsztynem. Rodzice przez 6 lat zawozili mnie do szkoły muzycznej, czasami i 4 razy w tygodniu. To było ogromne poświęcenie z ich strony. Ja natomiast, po zajęciach w szkole podstawowej musiałam ćwiczyć na skrzypcach, popołudniami jeździć do szkoły muzycznej, a wieczorami odrabiać lekcje (do dwóch szkół)…I tak przez 12 lat.

W Wolsztynie ukończyłam jedynie I stopień szkoły muzycznej. Później zaczęłam naukę w PSM II st. w Zielonej Górze, a do liceum trafiłam do Poznańskiej Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej II st. im. M. Karłowicza.

Dlaczego o tym piszę…

Najpierw prowincjonalny Wolsztyn, później nieco większa Zielona Góra, w końcu wymarzony Poznań…. Całe dzieciństwo i bardzo wczesne lata dorosłości wraz ze wzrostem moich umiejętności rosły oczekiwania z zewnątrz. Kiedy już udawało mi się zaistnieć na jakimś gruncie, przenosiłam się do większej placówki muzycznej, gdzie zaczynałam walkę na nowo.

Z pozycji szarej myszki, pośród samych zdolnych ludzi wokół, walczyłam o godne miejsce w „muzycznym stadzie”. Przy czym porównanie konkurencji w branży muzycznej do świata zwierząt nie jest tutaj przypadkowe…

perspektywy czasu mogę powiedzieć, że nauka gry na instrumencie niezwykle kształtuje charakter. Takie cechy jak sumienność, systematyczność i wytrwałość zawdzięczam szkole muzycznej.

Umiejętność występowania przed szeroką publicznością, dzielenia się swoim potencjałem z obcymi ludźmi, a także akceptacji swoich niedoskonałości wykształciła we mnie szkoła muzyczna w procesie edukacji muzycznej.

Z całą stanowczością zachęcam Rodziców do kształcenia muzycznego swoich dzieci. Niekoniecznie w placówkach państwowych, z którymi wiąże się cały szereg zajęć edukacyjnych i wiele innych obowiązków. Domyślam się, że przy dzisiaj narzuconym tempie życia nie każdy rodzic zechce się zdobyć na takie wyzwanie. Chodzi bardziej o kontakt z muzyką, z instrumentem.

Kilka lat nauki, w trakcie których dziecko posiądzie umiejętność gry i podstawowe zasady muzyki, to również szansa na zdobycie szeregu cennych cech, które zaprocentują w przyszłości. Będzie dumne ze zdobytych ciężką pracą umiejętności, które w dalszym ciągu nie należą do powszechnych.

Nie od dziś wiadomo, że nauka muzyki i gry na instrumencie pobudza do działania obie półkule mózgu. Koordynacja ruchów, podzielność uwagi, przetwarzanie informacji – to jedne z niezliczonych umiejętności zdobytych w procesie nauki gry na instrumencie muzycznym.

W końcu, po ukończeniu studiów na wydziale instrumentalistyki Akademii Muzycznej im. I. J. Paderewskiego w Poznaniu rozpoczęłam pracę nauczycielki skrzypiec w PSM I st. w Nowym Tomyślu, w której uczę do dnia dzisiejszego (aktualnie przebywam na urlopie rodzicielskim). Na roku licencjackim rozpoczęłam też prawo na Uniwersytecie im. A. Mickiewicza w Poznaniu.

To miał być zabieg eksperymentalny

Jednak prawo okazało się strzałem w dziesiątkę. Studia trudne i wymagające, ale niezwykle rozwijające.

Podczas pięciu lat prawniczego eksperymentu zaczęłam coraz więcej grać w duecie z moją zdolną siostrą Joanną – wiolonczelistką. Traktowałam to jako odskocznię i powrót do muzycznego świata, w którym chowałam się od dziecka.

Z siostrą gramy naprawdę wszędzie: od poważnych występów dla Władz Uczelnianych i innych instytucji państwowych, po festiwale artystyczne, aż do mini koncertów edukacyjnych dla dzieci w żłobkach i przedszkolach.

Jednak dopiero na urlopie macierzyńskim zaczęłam poważnie myśleć nad „sformalizowaniem” naszego duetu i pracą nad rozpowszechnieniem go szerszej rzeszy osób. Johannah Duo posiada teraz konkretną ofertę artystyczną i istnieje w sieci. Każdy zainteresowany oprawą muzyczną uroczystości ma możliwość wygooglowania nas w Internecie. Wcześniej łapałyśmy zlecenia wyłącznie tzw. pocztą pantoflową. Gramy ze sobą od dziecka i naprawdę rozumiemy się bez nut 😉

We wrześniu 2016 r., krótko po tym jak dowiedziałam się o ciąży, świeżo po uzyskaniu tytułu magistra prawa u wybitnego cywilisty prof. A. Olejniczaka, postanowiłam przystąpić do egzaminu wstępnego na aplikację radcowską oraz rzucić wszystko na jedną kartę i zatrudnić się w Kancelarii Radcowskiej (od razu powiem, że na umowę zlecenie – ten zabieg nie miał na celu wyłudzenia świadczeń, był zabiegiem wyłącznie ambicjonalnym). Niestety zabrakło kilku punktów i marzenie o aplikacji musiałam odłożyć na później.

Od wielu lat odkładałam zatrudnienie w Kancelarii na stałe. Do ukończenia studiów łapałam się dorywczej praktyki i nigdzie nie mogłam osiąść na stałe. Perfekcjonizm, który został wtłoczony w procesie edukacji muzycznej (poziomu akademickiego) przeszkadzał mi w pracy biurowej. Analizując opinie biegłych zastanawiałam się często „ Co ja tu robię? Przecież miałam być muzykiem…”

Żaden wiek nie jest łatwy do przekwalifikowania się

Trzeba bardzo dużo wewnętrznej siły i odwagi, aby przełamać się i spróbować czegoś nowego. Ciągle pojawiają się tzw. argumenty na nie, które w istocie są przykrywką dla naszych lęków i obaw.

Kiedy mówiłam sobie, że przecież jestem w ciąży i powinnam odpuścić nowe wyzwanie w postaci pracy w Kancelarii, wiem, że tak naprawdę usprawiedliwiałam swoje lęki. Byłam przekonana, że sobie nie poradzę. Że to zbytnie szaleństwo rzucać się na głęboką wodę. Że przecież praca nauczycielki jest całkiem ok. Że kocham to, co robię i uwielbiam uczyć. Że chcąc więcej nie doceniam tego, co mam.

Do dzisiaj toczę ze sobą walkę, aby się nie bać. Ktoś kiedyś mądrze powiedział, że największym wyzwaniem dla człowieka jest on sam. Podpisuję się pod tym stwierdzeniem obiema rękoma.

Krótko przed porodem zechciałam też ogarnąć pozostałe sfery swego życia. Wspólnie z partnerem wzięłam kredyt, kupiliśmy mieszkanie, wykończyliśmy je od zera i z malutkim noworodkiem wkroczyliśmy w zupełnie nowym miejscu do życia. Do tego partner rozpoczął swoją działalność.

Pamiętam jak w siódmym miesiącu ciąży pomagałam mu ogarniać nowe biuro i myłam podłogi jakimś zdezelowanym mopem! Co to było za szaleństwo. Biuro, nowe mieszkanie, ikea. Codziennie ta sama trasa. Wieczne urządzanie. Bez końca. Tydzień przed porodem podpisywaliśmy akt notarialny przenoszący własność. Totalny wyścig z czasem.

W ciąży myśli się inaczej

Dotychczas zaplanowane i wypełnione po brzegi życie zaczyna być wielką niewiadomą. Zbliżający się termin porodu jest tylko orientacyjny i tak naprawdę do samego końca nie wie się „kiedy to się stanie”.

Dziecko jest tworem wyłącznie abstrakcyjnym. Wszystko jest niby oczywiste, z drugiej jednak strony niewiele można przewidzieć. Pierwsza ciąża kryje za sobą wielką zagadkę.

Mimo wszystko czułam jakąś wewnętrzną siłę, która pozwalała mi działać. Chciałam dopiąć sprawy i zacząć tę nową przygodę w wymarzonym mieszkaniu. Podejrzewam, że gdyby nie ciąża w dalszym ciągu mieszkałabym tam, gdzie wcześniej. Nie odczułabym nagłej potrzeby i chęci by się przenieść. Dobrze nam było tam, gdzie byliśmy.

Wraz z oczekiwaniem na dziecko wzrosły też nasze oczekiwania. Ale myślę, że bardziej myśleliśmy o tym, by zapewnić jak najlepsze warunki do wzrostu naszej córeczce. Dzisiaj mogę śmiało powiedzieć, że mieszkanie i auto mam dzięki Córce 😉

Co bardziej ciekawe i istotne – gdyby nie oczekiwanie na dziecko i związana z tym odpowiedzialność za nowe życie, nie chciałabym mieć więcej niż miałam do tej pory.

Dlatego wszystkim dzielącym podobne obawy, iż dziecko może stać się pewnym punktem wstecznym w życiorysie zawodowym i organizacji życiowej mogę powiedzieć, że u mnie było zupełnie inaczej. Dziecko stało się niezwykłym motywatorem do działania.

Oczywiście to tylko moje doświadczenie. Absolutnie nie chcę formułować tutaj jakiejś generalnej zasady. Mówię wyłącznie o tym, iż moje obawy w kwestii powyższego zupełnie się nie sprawdziły.

Uwierzyć, że można więcej

Kiedy Róża skończyła 3 miesiące musiałam już poważnie wziąć się za naukę do egzaminu wstępnego na aplikację. Początkowo wykorzystywałam czas poświęcony na karmienie piersią.

Później, kiedy karmienia stawały się krótsze, musiałam korzystać z dosłownie każdej chwili. Wieczory, poranki, drzemki Róży – wszystko poświęcałam na naukę.

Oczywiście musiałam też wykonywać prace domowe, ale nie ukrywam, że nie robiłam afery z powodu grubszej warstwy kurzu na półce. Po prostu na ten czas wyraźnie ustaliłam priorytety. Świat nie zawalił się od jedzenia spaghetti pommodoro trzy razy w tygodniu i niezamiecionych kątów, a ja dzięki temu dostałam się na wymarzoną aplikację.

Aktualnie kończę urlop rodzicielski i organizuję szereg koncertów JoHannah Duo na sezon letni. Pracuję nad stroną internetową i facebookiem. Uczęszczam na zajęcia szkoleniowe i praktyki w Sądach. Karmię piersią w samochodzie, na korytarzach, gdzie tylko jest ku temu sposobność.

Karmienie piersią rzeczywiście trudno pogodzić z aktywnością zawodową. Wymaga to dużego zaangażowania, również ze strony osób trzecich.
Poza tym już wkrótce wracam do kancelarii i będę musiała ponownie zmierzyć się ze swoimi lękami. Uwierzyć w to, że można więcej. Odzwyczaić się od przewidywalnej i komfortowej pracy w szkole. Rzucić się w wir zadań, obowiązków i nowych wyzwań. Uwierzyć, że można więcej.

Nie obawiajmy się zmian

Najważniejsze co chciałam przekazać innym Mamom, a także przyszłym Mamom, to to, żeby nie obawiały się zmian, jakie wiążą się z przyjściem na świat dziecka. Powinny mieć oczywiście świadomość, że zmiany te nastąpią i będą raczej spektakularne, ale niekoniecznie muszą implikować regres czy wyłącznie przestój w życiu prywatnym i zawodowym.

Z moich doświadczeń wynika teza wprost przeciwna, aczkolwiek nie chciałabym formułować takich stanowczych wniosków, gdyż poczynania ludzkie są uwarunkowane wieloma indywidualnymi czynnikami, które sprawdzą się u jednych, a nie znajdą zastosowania u innych.

Doświadczenia związane z porodem i wychowywaniem Dziecka mnie osobiście wzmocniły i sprawiły, że oceniam się dużo lepiej niż kiedyś.

Poród był doświadczeniem, po którym wzrosło moje poczucie własnej wartości jak po żadnym wcześniejszym osiągnięciu. Dowiedziałam się wtedy, że mogę naprawdę wiele. Że potrafię przetrwać dużo więcej, niż mi się wcześniej wydawało.

Trzymam się dewizy życiowej jednego z polskich psychologów współczesnych J. Walkiewicza, iż „stabilność motylka to szpilka”.

Dążenie do stabilności życiowej jest tak naprawdę drogą donikąd i póki tego nie zrozumiemy i nie zechcemy porzucić pozornego poczucia bezpieczeństwa, jaką daje strefa komfortu, ciężko nam będzie sięgnąć po więcej. A przecież warto. Dla naszych dzieci warto sięgać po więcej.

Śmiem stwierdzić, że to nasz niepisany obowiązek. Dla Dziecka jesteśmy przecież wzorem. Nie ma większej inspiracji niż obserwowanie i później powielanie poczynań Rodziców. Pamiętajmy o tym w każdym momencie, gdy dopadnie nas strach. Mnie pomaga.

Zdjęcie: archiwum Hanny

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Listy do Redakcji

Poglądy wyrażone w listach są wyłącznie poglądami ich autorów i nie mogą być uznane za poglądy Redakcji Mamo Pracuj.

Podyskutuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Może Cię zainteresować także:
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail