Czego szukasz

Nie dajmy się zwariować – Izabella Frączyk

Autorka poczytnych książek, mama bliźniaczek, kobieta czerpiąca z życia garściami i mająca wiele pasji. Jak zostaje się pisarką mając za sobą karierę w korporacji? Inspirujący wywiad z Izabellą Frączyk. Do wygrania mamy 3 komplety książek pani Izabelli z autografem autorki!

Pani Izabello, jest Pani mamą dwunastoletnich bliźniaczek, Ali i Zuzi oraz bardzo aktywną kobietą. Pisarstwo, fitness, quad, motocykl, narty, snowboard…

…pieseczek, koteczek, ogródek, pranie, gotowanie, prasowanie, remonty, cały dom na głowie. Tabliczka mnożenia, ułamki dziesiętne, historia odkryć geograficznych i codziennie jakiś niespodziewany szkolny „kwiatek”. Właśnie wróciłam z Castoramy z gipsem i siatką Rabitza.  Lepimy na przyrodę jaskinię krasową z gipsu. Oczywiście obowiązkowe wszystkie stalaktyty, stalagmity i inne stala-cośtam. Czasem to, co się wokół mnie dzieje zakrawa na jakiś obłęd, ale ja uwielbiam wszelki ruch i improwizację.
Ogromnie mi miło gościć na łamach tak prężnie działającego portalu dla aktywnych mam. Witam Państwa serdecznie

Wcześniej pracowała Pani w korporacji – czym się Pani tam zajmowała i dlaczego zdecydowała się Pani odejść?

Po studiach przez kilkanaście lat pracowałam dla dużych firm. Zajmowałam się głównie zarządzaniem działami handlowymi. Również ich tworzeniem. Prawdziwa bizneswoman w kombi z kratką, granatowym kostiumiku i szpilkach. Tamte lata obfitowały w nowe, ciekawe wyzwania, więc dość szybko zaczęłam piąć się wzwyż. Paradoksalnie, gdy w końcu znalazłam się na samym czubku firmowych struktur, kariera przestała mnie interesować. W tamtym czasie przyszły na świat moje córki, trzeba było w końcu wyhamować ten rozpędzony bolid. Co prawda jestem domatorką i kocham nad życie moją rodzinę, to do urobionej po łokcie matki Polki bardzo mi daleko (śmiech).
Doskonale wiedziałam, że nie wytrzymam zbyt długo zakopana w pieluchy i kaszki, więc otworzyłam własną firmę konsultingową świadczącą usługi dla małych i średnich firm. To dało mi wiele swobody. Pracowałam kiedy chciałam i mogłam. Z jednej strony wszystko w domu było zapięte na ostatni guzik, z drugiej, nigdy nie odczułam, że czegoś muszę się wyrzec. W końcu posiadanie dzieci, to normalna sprawa i nie widziałam w związku z tym powodu, dla którego trzeba by było cokolwiek poświęcać. Po prostu w pewnej chwili zmieniały się uwarunkowania i należało się do nich dopasować. Ot, inny etap wtajemniczenia. Z perspektywy tych kilkunastu lat wydaje mi się, że w tamtym czasie udało mi się połączyć ogień z wodą, choć nie wiem jakim cudem tego dokonałam (śmiech) I wtedy jeszcze wcale nie myślałam o pisaniu.

Skąd wziął się zatem pomysł na pisanie książek?

Zazwyczaj takie rzeczy są dziełem przypadku. Również i tu pomysł pojawił się niespodziewanie i był na tyle śmiały, że początkowo bałam się o nim komukolwiek powiedzieć. Koniecznie chciałam przelać na papier kilka zabawnych urlopowych historii, których byłam świadkiem. Dodatkowo oliwy do ognia dolały przygody mojego psa regularnie opisywane na jednym z internetowych forów. Po kilku wpisach moje zwariowane psisko dorobiło się całkiem sporego grona wielbicieli, a ja wiernych czytaczy, którzy ciągle sugerowali bym w końcu napisała coś „na poważnie”. W końcu nie wytrzymałam i w gronie znajomych zapytałam, co o tym sądzą. Po chwili wymownej ciszy przyklasnęli z entuzjazmem pewni, że nic z tego nie wyniknie. Ja wiedziałam swoje. Tak właśnie zaczęła się historia Klary- bohaterki mojej pierwszej powieści. Później posypały się inne.

O czym jest najnowsza, czwarta Pani powieść pt: Koniec świata, która właśnie ukazała się na rynku?

To powieść obyczajowa, jak zwykle z głębokim ukłonem w stronę komedii. Przygody Marylki – młodej copywriterki, która podobnie jak spora część ludzkiej populacji ulega psychozie nakręconej przez zapowiadany przez Majów koniec świata. Bohaterka nie dość, że daje się ponieść emocjom, to jeszcze robi rzeczy, których w innych okolicznościach nigdy by nie zrobiła. W pewnej chwili do niej dociera, że ten ostatni tydzień przed 21 grudnia 2012 rzeczywiście może być jej ostatnim. Konsekwencje pojawią się później…

A skąd bierze Pani tematy do swoich powieści?

Nigdy nie mam pomysłu na książkę. Zawsze jest to pomysł na bohatera. Można to porównać do poznania nowej osoby. W tym momencie przysysam się do bohatera jak jakiś pasożyt i od tej chwili zaczynam żyć jego życiem. Później już książka pisze się sama, całkowicie przestaję panować nad akcją. Żyję życiem bohatera, a on towarzyszy mi w moim. Ciężko to racjonalnie wytłumaczyć i nie wyjść na wariata (śmiech)

Czy bycie pisarką to dochodowe zajęcie?

To trudne pytanie, bowiem rynek wydawniczy rządzi się swoimi prawami i niestety, ale autor ma na nim najmniej do powiedzenia. Nawet jeśli książka okaże się bestsellerem, a nazwisko autora zaczyna stanowić markę samą w sobie. Sytuacja poprawia się znacznie, gdy w obrocie pojawia się kilka tytułów. Cóż, moje książki są już na rynku od kilku lat, więc w końcu zaczęłam zarabiać na trochę lepsze „waciki”.

A jak wygląda Pani typowy dzień pracy?

Mój typowy dzień wygląda bardzo prozaicznie. Rano fitness, później sprawunki, gotowanie, sprzątanie i cały ten około domowy młyn. Całe szczęście dzieci są już duże i wożę je do szkoły wyłącznie w dni, kiedy leje jak z cebra, więc nie muszę już zrywać się o siódmej. Obiad. Później pomoc w matmie, przyrodzie, angielskim. Wieczorem chwila relaksu. Nie piszę codziennie. Napisanie jednej powieści zajmuje mi około trzy miesiące, ale również i wtedy nie mam możliwości by pisać cały czas. Jeśli wyrobię się wcześniej z codziennymi obowiązkami, piszę zanim dzieci wrócą ze szkoły. Zwykle pracuję wieczorami, jak w domu jest cisza i spokój. Jeśli akcja bardzo mnie wciągnie, piszę nawet z doskoku pomiędzy obieraniem ziemniaków, a mieszaniem gulaszu. Nigdy nie robię notatek. To czysta improwizacja. Na szczęścia mam dobrą pamięć i świetnych redaktorów…

Pani dziewczynki są już nastolatkami. Czy ze starszymi dziećmi jest łatwiej czy trudniej być pracującą mamą?

Jeszcze do niedawna myślałam, że im dzieci będą starsze, tym będę mieć więcej luzu i czasu dla siebie. Tymczasem się okazało, że cudowne czasy przedszkola minęły bezpowrotnie, a im dzieci są starsze, tym bardziej potrzebują mojej obecności, wsparcia i pomocy. Mają coraz więcej pytań i problemów, których nie można skwitować machnięciem ręki czy jednym zdaniem. Jestem tylko człowiekiem i nie jestem się w stanie rozdwoić, tak więc nawet nie myślę o powrocie na etat. Wolny zawód daje mi wolność i dyspozycyjność. Mam ważniejsze priorytety. Lubię to, co robię, a przy tym mam czyste sumienie, że w domu i w rodzinie wszystko gra.

Czy może nam Pani „sprzedać” jeden patent  na bezkonfliktowe poranki kiedy wszyscy spieszą się do swoich obowiązków?

Od początku byłam w tej szczęśliwej sytuacji, że moje córki uwielbiały przedszkole, a ja – nie ukrywam – jestem śpiochem. Pierwszego dnia oznajmiłam, że jak mnie nie obudzą, to się spóźnią, a przecież spóźniać się nie wypada. Od tamtego dnia, praktycznie do dziś, poranki właściwie mnie nie dotyczą. Jeszcze w przedszkolu córki budziły mnie już ubrane i wyszykowane do wyjścia. Wystarczyło tylko wstać, wskoczyć w dres, zapakować towarzystwo do auta i zawieźć do przedszkola.

W temacie obowiązków, moje córki miały je już jako trzylatki . Na przykład łączenie wypranych skarpetek w pary, wieszanie drobnego prania, karmienie kota, wypuszczanie psa, ścielenie łóżka. Później doszły nieco bardziej ambitne zadania. W domu panuje ścisły podział obowiązków i choć daleko nam wszystkim do ideału, to w końcu wszyscy w nim mieszkamy i staramy się aby było jak najlepiej.

Dzieci inspirują i motywują do pracy, czy wręcz odwrotnie?

Nie ma się co oszukiwać, fakt posiadania dzieci z pewnością nieco komplikuje kwestie zawodowych wyzwań, ale też przy okazji wymusza lepszą organizację. Człowiek musi sobie w końcu odpowiedzieć na pytanie, co jest dla niego ważne, wziąć pod uwagę dobro wszystkich członków rodziny, do tego własne aspiracje i pragnienia. Jakimś cudem się w tym wszystkim odnaleźć i nie zbzikować. Uważam, że my, matki, jesteśmy na tyle istotnym ogniwem łączącym rodzinę, że również i dla siebie musimy robić coś dobrego i ważnego. Po prostu, nie dajmy się zwariować. Rodzina to cudowna rzecz, a nie jakiś dopust boży. Jak się chce, zorganizować można wszystko, przy okazji nie poświęcając niczego, co ważne. Gdy moje dzieci miały pół roku poszłam na studia podyplomowe. Drogie Mamy, jak się chce, wszystko się da.

Jakie ma Pani plany na kolejną powieść? O czym będzie?

Całkiem niedawno zaczęłam pisać następną powieść. Jeszcze nie ma tytułu, ale to opowieść o dwóch przyrodnich siostrach, które nie mając pojęcia o swoim istnieniu, spotykają się po latach, gdy są już dorosłe. Już wiem, że zderzenie ich dwóch odrębnych światów musi wywołać mnóstwo zabawnych nieporozumień.  Z pewnością będzie się działo.
Korzystając z okazji miło mi poinformować, że gotowy już tytuł „Jak u siebie” właśnie niedawno trafił do planu wydawniczego. Na rynku ukaże się późną jesienią 2014.

Dziękuję za rozmowę.

Ja również serdecznie dziękuję.

Konkurs rozstrzygnięty!

Zwycięskie historie nadesłały do nas: Renata Marchionna, Beata Stramska i Ela Matusiak – gratulujemy!

Wszystkim biorącym udział w zabawie bardzo dziękujemy.

UWAGA KONKURS!

Mamy dla Was 3 komplety książek Pani Izabelli Frączyk, z autografem autorki:

Dostaną je te z Was, które w ciekawy sposób zaproponują i opiszą bohatera/bohaterkę kolejnej książki (kim jest, gdzie mieszka i z jakim życiowym wyzwaniem musi się zmierzyć). Forma wypowiedzi dowolna. Odpowiedzi konkursowe można zamieszczać w formie komentarza pod artykułem lub przysyłać mailem na adres [email protected]. Na Wasze odpowiedzi czekamy do 5 kwietnia. Zwyciężczynie zabawy wybierze sama Autorka!

Najnowszą książkę pani Izabelli Frączyk, pt. „Koniec świata” możecie kupić w promocyjnej cenie w księgarni Prószyński.
Nowość na rynku, w sprzedaży od 25 marca 2014!

Więcej o bohaterce naszego wywiadu i jej twórczości na www.izafraczyk.pl

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Podyskutuj

DIETdrive – zdrowe jedzenie na wyciągnięcie ręki. Dołącz do biznesu, załóż własny oddział!

Znasz to? Dziecko zasnęło w aucie, chciałabyś coś zjeść, ale wyjęcie malca oznacza jego pobudkę, a pozostawienie go w samochodzie nie jest bezpieczne. Jak to rozwiązać? Pozostają niezdrowe fast foody, a te, w okresie starań o powrót do ładnej sylwetki, nie są najlepszym pomysłem. Jak wielokrotnie się przekonaliśmy, potrzeba jest matką wynalazku i doświadczając opisanej sytuacji, Magdalena Depa-Muniak wymyśliła markę DIETdrive. Magda chce rozwijać swój pomysł - może właśnie Ty założysz punkt z fit jedzeniem DIETdrive?

Własny biznes z DIETdrive

Skontaktuj się z Magdaleną Depa-Muniak i poznaj szczegóły współpracy z DIETdrive!
Tel. 503 486 091, [email protected] lub www.dietdrive.pl

Magdo, opowiedz nam proszę o swoim biznesie. Czym jest DIETdrive?

DIETdrive to fit restauracja z możliwością realizacji usługi w opcji drive-thru, czyli bez konieczności wychodzenia z samochodu. Oferujemy naszym odbiorcom posiłki spełniające ich dietetyczne wymagania. Realizujemy dania z diet redukcyjnych, bezglutenowych, bezlaktozowych, wegetariańskich, wegańskich, o niskim indeksie glikemicznym.

Dietetycy i kucharze pracujący w naszym zespole czuwają nad tym, aby opracowane menu było nie tylko pyszne, ale także przynosiło klientom oczekiwane rezultaty.

Twoja firma zdobyła wiele wyróżnień. Choćby ostatnie – wygrana w Targach Nano Tech w Japonii w styczniu zeszłego roku. To robi wrażenie! Skąd zrodził się pomysł na coś tak nowatorskiego?

Inspirację do otwarcia DIETdrive przyniosło… życie młodej mamy.

W trakcie jednej z podróży z niemowlakiem (ten, dla kogo wyciągnięcie dziecka z samochodu oznacza pobudkę, wie o co chodzi) nasunął mi się pomysł, że przydałoby się coś na kształt drive-thru, ale w wersji zdrowej.

Jestem osobą, która ceni sobie sprawną realizację pomysłów, zatem w ciągu kolejnych dziewięciu miesięcy wybudowaliśmy od podstaw budynek, w którym powstał pierwszy DIETdrive.

Było mi łatwiej wystartować z takim biznesem, bo jestem dietetykiem. 10 lat temu rozpoczęłam przygodę z własnymi gabinetami dietetycznymi, a następnie cateringiem dietetycznym, które – podobnie jak DIETdrive, prężnie się rozwijają. To właśnie dzięki nim wiedziałam, że pomysł na DIETdrive jest nie tylko świetny wizerunkowo, ale przede wszystkim zaowocuje szybkim zwrotem inwestycji.

Magdalena Depa-Muniak

Opowiedz, jak wygląda Twój dzień pracy. Za co jesteś odpowiedzialna?

Mój zakres działań dotyczy przede wszystkim organizacji pracy zespołu zarówno w wymiarze prowadzenia rekrutacji, wprowadzenia nowej osoby do zakresu obowiązków na nowym stanowisku pracy, jak i bieżącego kontaktu pozwalającego na sprawną organizację pracy kilkunastoosobowej ekipy.

Uwielbiam analizować dane, którymi dysponujemy dzięki systemowi zarządzania gastronomią. Moim zadaniem jest wprowadzenie odpowiednich działań zarówno dla pracy jednostki własnej, jak i przyszłych jednostek franczyzowych w celu systematycznego wzrostu sprzedaży.

Mimo iż na przestrzeni czasu mój zakres obowiązków ewoluował, nie rezygnuję z bezpośredniego kontaktu z klientem. Zawsze pozostawiam sobie określony zapas czasu umożliwiający relację z odbiorcami naszych usług. To właśnie ona pozwala mi na idealne dostosowanie zarówno opracowywanych receptur, jak i pracy zespołu do wymagań klientów.

Zdrowy posiłek bez wychodzenia z samochodu? DIETdrive

DIETdrive cały czas się rozwija. Planujecie otwarcie kolejnych takich miejsc w Polsce, dzięki współpracy franczyzowej. Powiedz, dlaczego warto w to wejść?

DIETdrive to biznes wymagający sporego zaangażowania od strony właściciela/menedżera, jak również zespołu – przy jednoczesnej potężnej satysfakcji z osiąganych rezultatów. Poprzez rezultaty rozumiem zarówno efekty finansowe i tempo zwrotu inwestycji, ale także feedback od osób korzystających z usług DIETdrive.

Wspaniała jest świadomość, że nasze działania nie służą wyłącznie zaspokojeniu głodu smacznym daniem, ale przynoszą rezultaty w postaci poprawy stanu zdrowia, regulowania wyników badań laboratoryjnych, poprawy komfortu życia.

Wyobraźmy sobie, że któraś z naszych Czytelniczek po przeczytaniu tego wywiadu pomyśli: „Podoba mi się to, mogłabym to robić!”. Czy powinna mieć jakieś predyspozycje do tej pracy? Jakieś cechy, specjalne umiejętności?

Rozpocznę od odpowiedzi na najczęściej padające pytanie:

Czy muszę być dietetykiem, aby rozpocząć współpracę z DIETdrive? Nie, nie musisz być dietetykiem.

To właśnie naszą rolą jako franczyzodawcy jest opracowywanie menu, dzielenie się z zespołem franczyzobiorców recepturami oraz prowadzenie regularnych szkoleń, umożliwiających płynne i swobodne działania w branży dietetycznej gastronomii.

Pomimo iż nie musisz mieć dietetycznego wykształcenia, ogromną zaletą jest zaangażowanie w zdrowy styl życia. Szczerze mówiąc, nie wyobrażamy sobie płynnej współpracy z osobą, która codziennie odwiedza fast-foodowe sieci (śmiech).

Istotną kwestią jest stworzenie zespołu, który dzięki swojej wiedzy i doświadczeniu będzie ekipą otwartą na nowe wyzwania, których w dietetycznej gastronomii z pewnością nie zabraknie.

Naszą rolą jako franczyzodawcy jest wsparcie na każdym etapie działań, służymy zatem pomocą także w trakcie rekrutacji. Doskonale wiemy, na jakie cechy nowo przyjmowanej osoby należy zwrócić szczególną uwagę.

Zdrowe jedzenie bez wychodzenia z domu? Załóż własny punkt DIETdrive!

Myślę, że gdybym chciała wejść do takiego biznesu, miałabym nie tylko zapał, ale też sporo obaw i wątpliwości. Na jakie wsparcie z Waszej strony mogłabym liczyć? Czy otrzymałabym szkolenia na różnych etapach prowadzenia biznesu?

Obawy i wątpliwości są naturalnym bodźcem, który pomaga w realnej ocenie sytuacji. Nasze wsparcie rozpoczyna się już na etapie poszukiwania atrakcyjnej lokalizacji. Co ciekawe, nie dzieje się to wyłącznie po podpisaniu umowy współpracy. Jeszcze przed nią jesteśmy po to, aby w niezobowiązujący sposób doradzić wybór właściwego miejsca – np. ocenić, jak szeroki będzie musiał być wkład finansowy w dany lokal.

To właśnie od tego zależy rozpiętość finansów potrzebnych na uruchomienie jednostki franczyzowej. O innych kwotach mówimy w przypadku adaptacji lokalu, który już był dostosowany na potrzeby usług gastronomicznych i wystarczy zadbać o wystrój lokalu spójny z marką DIETdrive, a o innych w przypadku gruntownego remontu pozwalającego na dostosowanie lokalu, który po raz pierwszy będzie świadczył ten typ usług.

Mamy już za sobą kilka otwarć gastronomii, zatem doskonale znamy wymagania stacji sanitarno-epidemiologicznych. Po podpisaniu umowy na ręce franczyzobiorcy zostaje przekazana księga, która ujmuje wszystkie procedury niezbędne do prowadzenia punktu DIETdrive. Księga obejmuje każdy aspekt funkcjonowania lokalu, począwszy od wyposażenia poszczególnych pomieszczeń, przez dobór właściwych surowców, po aspekty działań marketingowych.

Jak Wy wspieracie partnerów biznesowych w działaniu?

Naszą rolą jest przeprowadzenie szkoleń wstępnych oraz szkoleń bieżących z franczyzobiorcą (lub osobą przez niego delegowaną) oraz zespołem franczyzobiorcy. Jest to bardzo ważny element franczyzowej współpracy.

Warto podkreślić, że szkolenia prowadzone są nie tylko przed uruchomieniem nowego lokalu, ale są cyklicznie powtarzane. Dotyczą zarówno bieżących kwestii rozwoju jednostki, jak i wprowadzania nowości w ofercie DIETdrive. Takie działania wpływają na pogłębienie wiedzy i doświadczenia zespołu.

Niebagatelnym aspektem współpracy jest przekazanie na ręce franczyzobiorcy autorskiego systemu operacyjnego. Nie tylko umożliwia on bieżące działania firmy (wskazując koszt wytworzenia posiłku, analizę oferty dostawców), ale także przedstawia dane niezbędne do opracowania działań marketingowych, tj. obszar, z którego przybywają nasi odbiorcy, rodzaj i godzina wybieranych dań.

To wszystko pozwala nam na idealną rytmikę wspólnych działań skierowanych w odpowiednie miejsce i w odpowiedni sposób, oszczędzając czas i pieniądze, które ponosilibyśmy za nietrafione działania.

Nie ukrywajmy jednak, że wejście w ten biznes nie może nastąpić „ot tak”. Jaką kwotą musiałabym dysponować, żeby wystartować po szyldem DIETDrive? I jakie są opłaty bieżące?

Rozpocznę od bardzo ważnej informacji – na umowy podpisane w drugim kwartale 2021 roku gwarantujemy obniżenie opłaty wstępnej z kwoty 40 000 zł netto do 25 000 zł netto. Poza opłatą wstępną wyróżniamy opłaty bieżące (4% od obrotu) oraz marketingowe (1% od obrotu), ponoszone dopiero po uruchomieniu jednostki własnej.

Najwyższy koszt dotyczy jednak uruchomienia lokalu. Jest on podyktowany stanem lokalu, który będziemy adaptować.

Może wynosić już 20-30 tys. zł w przypadku, gdy mamy do czynienia ze zmianą rodzaju wyposażenia (np. z wcześniejszej pizzerii na lokal dietetycznej gastronomii) oraz aspektów adekwatnych do spójnego wizerunku marki DIETdrive. Ale może wynosić także kilkaset tysięcy złotych, gdy przed nami gruntowny remont czy budowa od podstaw.

Powiedz, co najbardziej kochasz w tej pracy? Co dodaje Ci skrzydeł? I dlaczego to dobry biznes właśnie dla mam?

Myślę, że na satysfakcję z wykonywanej pracy składa się kilka kluczowych aspektów. Pierwszy z nich dotyczy skuteczności i realnego wpływu świadczonych usług na zdrowie osób korzystających z naszych dań.

Pomimo utrudnionego kontaktu z odbiorcami (zamknięcie części stacjonarnej restauracji) udaje nam się utrzymać stałą relację. To możliwe dzięki panelowi klienta online, kontaktowi telefonicznemu czy social mediom.

Nasze dania pomagają w redukcji zbędnej masy ciała, poprawie wyników badań, w związku z czym stanowią najbardziej naturalną formę leczenia problemów dietozależnych tj. cukrzyca, nadciśnienie czy dna moczanowa.

Muszę wspomnieć o satysfakcji związanej z tym, że prowadzony przeze mnie biznes nie tylko uchronił dotychczasowe miejsca pracy, ale także pozwolił na wzrost zatrudnienia pomimo tak trudnego dla gastronomii czasu.

DIETdrive pozwala na realizację biznesu w oparciu o jasno wytyczone kroki. Dzięki wsparciu z naszej strony, czyli ze strony franczyzodawcy – osoba, która rozpoczyna swoją przygodę z gastronomią, będzie miała zapewniony o wiele łatwiejszy start niż w przypadku poznawania tej drogi samodzielnie.

Dzięki prowadzeniu poszczególnych etapów rozpoczęcia i rozwoju własnej firmy w skonkretyzowany sposób franczyzobiorca oszczędza nie tylko czas, ale także pieniądze, których nie poniesie na błędne/niepotrzebne działania.

Dziękuję za rozmowę.

Chciałabyś prowadzić własny oddział DIETdrive?

Skontaktuj się z Magdaleną Depa-Muniak i poznaj szczegóły współpracy z DIETdrive!
Tel. 503 486 091, [email protected] lub www.dietdrive.pl

Zdjęcia: własność Magdalena Depa-Muniak i DIETdrive

Wywiad powstał w ramach akcji Franczyza dla Mamy

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Mama, żona, psycholog i redaktor. Spełniona zawodowo dzięki miłości do pisania, szczęśliwa prywatnie dzięki mężowi i dwóm cudownym synom. W krótkim czasie "tylko dla siebie” czyta, szyje… albo znowu pisze.

Szukałam zajęć dla córki, znalazłam pomysł na biznes – historia Alicji

Alicja Pakuła ze Szczecina jest mamą dwójki dzieci i na własny biznes zdecydowała się po urodzeniu młodszego dziecka. Chciała mieć więcej czasu dla rodziny i... szukała zajęć edukacyjnych dla córki. Mimo przekonania, że współpraca na zasadzie franczyzy nie jest dla niej, pomysł i warunki jakie dostała w Akademii Bystrzak spowodowały zmianę jej decyzji. Sprawdź, czy własna placówka edukacyjna dla dzieci to może być także Twój biznes!
Alicja Pakuła franczyzobiorca Akademii Bystrzak w Szczecinie

Już dzisiaj otwórz Akademię Bystrzak w swoim mieście i prowadź rozwijające zajęcia dla dzieci. Poznaj szczegóły biznesu!

Nowość! Od września 2021 możesz także prowadzić zajęcia z języka angielskiego Akademia Smart Kids oraz zajęcia sportowe – Dzieci w Ruchu – wszystko we współpracy z jedną firmą!

Kwestie organizacyjne związane z założeniem Akademii Bystrzak, Akademii Smart Kids i Dzieci w Ruchu:
Michał Wójcik
tel.: 508 343 666
e-mail: [email protected]

Alicjo, rok temu założyłaś własny biznes – oddział Akademii Bystrzak w Szczecinie – co było motorem Twoich działań?

Moją największą motywacją było, aby mieć więcej czasu dla rodziny. Dwa lata temu miałam 7-letnią córkę i dowiedziałam się, że po raz drugi zostanę mamą. Przy pierwszym dziecku wróciłam do pracy, kiedy córeczka skończyła rok.

W Szczecinie nie mamy rodziny, nie mogliśmy liczyć na pomoc żadnej babci, cioci, czy kogokolwiek innego, córeczka poszła więc do żłobka. Ja wróciłam na etat.

Bardzo lubiłam i lubię moją pracę. Czułam, że spełniam się zawodowo i naprawdę robię to, do czego jestem stworzona, ale z tyłu głowy miałam poczucie, że nie tak to wszystko powinno wyglądać.

Wielokrotnie wracałam do domu, kiedy córeczka już spała, rano odprowadzałam ją do żłobka, potem do przedszkola i znowu się nie widziałyśmy przez wiele godzin.

Czułam, że nasz wspólny czas trochę przelatuje nam przez palce, że różne chwile nie wrócą. Dlatego, kiedy po raz drugi zaszłam w ciążę, w głowie miałam przeświadczenie, że „muszę” zrobić coś inaczej w sferze zawodowej. Nie za bardzo wiedziałam jeszcze co, ale czułam, że etat mnie mocno ogranicza. I czasowo, i jak się okazuje, finansowo.

Czyli założyłaś własną firmę, żeby mieć więcej czasu dla rodziny. A dlaczego akurat wybrałaś ofertę franczyzy Akademii Bystrzak?

Wiedziałam, że chcę założyć własny biznes, ale nie wiedziałam jaki. Pomysł na otwarcie placówki edukacyjnej pojawił się spontanicznie. Potrzeba matką wynalazków. Tak było w tym przypadku. 🙂

We wrześniu moja 7-letnia wówczas córka rozpoczęła edukację szkolną. Wiązało się to z naturalnymi obawami i lękiem z mojej strony. Chciałam pomóc w pełni wykorzystać jej potencjał. Tym bardziej, że moją córkę (wszyscy twierdzą, że ma to po mamie) można określić jako „żywe srebro”. Jest bardzo zdolna, jednocześnie mocno temperamentna i jak sama mówi „kocha gadać”.

W tak dynamicznej rzeczywistości naturalną decyzją było poszukanie zajęć, najlepiej grupowych, które wspomogłyby rozwój mojego dziecka. Po dość wnikliwych poszukiwaniach nie znalazłam w Szczecinie miejsca, które spełniałoby moje oczekiwania… Tu po raz pierwszy pojawił się pomysł, aby taką placówkę… otworzyć w Szczecinie. 😉 Zaczęło się od tej myśli.

Zaraz potem, wyświetlił mi się na Facebooku post Akademii Twórczego Rozwoju Bystrzak w Częstochowie (ostatnio od kogoś usłyszałam, pół żartem pół serio, że Facebook wie, o czym marzymy). Ja ten moment odebrałam jako znak. Weszłam bowiem na stronę Bystrzaka i … zakochałam się!

Filozofia, podejście, program. Wszystko o czym myślałam zebrane w całość. Byłam przekonana, że to jedyne miejsce prawdopodobnie w całym kraju, gdzie bez obaw zapiszę moje dziecko na zajęcia. 🙂

Bystrzak miał jednak jedną wadę – nie było go w Szczecinie. Na szczęście nie było to przeszkodą nie do przejścia. Okazało się, że jest możliwość, aby w oparciu o program Bystrzaka otworzyć taką placówkę u nas w mieście.

Zaczęło się od tej myśli, którą oczywiście szybko podważyłam, bo pewnie mają warunki nie do przejścia, czy ja się nadaję, czy to praca odpowiednia dla mnie itp.

W sumie chyba z ciekawości napisałam jednego maila z pytaniem o warunki współpracy, jednocześnie będąc przekonaną, że nic z tego nie wyjdzie.

Bardzo szybko dostałam odpowiedź od Agnieszki Gorzyńskiej. Umówiłyśmy się na rozmowę telefoniczną… Reszta poszła lawinowo. Kolejne rozmowy, ustalenia, szkolenia i moje wyobrażenia idealnej placówki. Po miesiącu od mojego pierwszego maila już robiłam szkolenie w Częstochowie przeznaczone dla przyszłych właścicieli i trenerów.

Ja już chyba po pierwszej rozmowie z Agnieszką wiedziałam, że będę prowadzić w Szczecinie placówkę Bystrzaka. Placówkę, która posiada nie tylko idealny program, ale także ludzi z dużym doświadczeniem w pracy z człowiekiem, pasją, niespożytymi pokładami energii oraz niekończącym się optymizmem. 🙂

franczyza akademii bystrzak biznes

Podczas naszej pierwszej rozmowy powiedziałaś, że wcześniej w ogóle nie brałaś pod uwagę współpracy na zasadzie franczyzy. Dlaczego?

Sprawdzałam kilka bardziej znanych mi sieci franczyzowych. W każdej z nich warunki, jak dla mnie, były nie do przejścia. Albo wymagano bardzo dużego wkładu finansowego (30 000 – 50 000 zł) albo własnego lokalu itp. Nie chciałam wykładać wszystkich oszczędności na coś, do czego nie do końca byłam przekonana albo zapożyczać się na kolejnych kilka lat.

Ale jednak zdecydowałaś się na biznes, który wcześniej wydawał Ci się nierealny. Co Cię przekonało?

Tak jak wspomniałam wcześniej, warunki, które ja jako franczyzobiorca musiałam spełnić, w Bystrzaku były dla mnie do przejścia. Bystrzak to tzw. franczyza miękka.

Tak naprawdę decyzja, czy będę prowadziła zajęcia we własnym czy wynajmowanym lokalu, czy w podnajmowanych w szkołach salach, należała do mnie. To ja decydowałam, ile pieniędzy chcę włożyć w ten biznes. Najbardziej odpowiadało mi to, że od początku nikt mi niczego nie narzucał.

Na początku miałam pomysł, żeby zainwestować jak najmniej, zajęcia chciałam prowadzić w salach szkolnych czy przedszkolnych. Z czasem jednak stwierdziłam, że jeżeli już w coś wchodzę, to zrobię to na maksa. Dałam sama sobie taki umowny rok, aby stwierdzić, czy prowadzenie takiego biznesu jest dla mnie. Czy to czuję, czy to lubię, czy mi się to opłaca, czy dzieciom się to podoba, no i przede wszystkim czy mam czas dla rodziny. 🙂

Przeczytaj także: Mój przepis na sukces – świetny produkt i wsparcie najbliższych – historia Beni

Podpisałaś umowę, zaczęłaś się szkolić i… złapałaś doła, że to była błędna decyzja. Co się stało?

Rzeczywiście był taki moment, że mocno dewaluowałam swoją decyzję. Z wykształcenia jestem pedagogiem i psychoterapeutą systemowym i motywującym. Nieprzerwanie od 15 lat pracowałam jako psychoterapeuta, od lat się szkolę i rozwijam.

Miesiąc po podjęciu decyzji już byłam na szkoleniu dla przyszłych właścicieli i trenerów. No i tu się zaczęło dziać w mojej głowie. 😉 Że tyle lat się uczyłam, tyle czasu, energii i pieniędzy w włożyłam w swój rozwój, a teraz (dosłownie miałam taką myśl w głowie) „stanę się panią od festynów” i że to mało ambitne zajęcie.

Oczywiście szybko tą myśl wyłapałam i przepracowałam, aby nie blokować się w dalszych działaniach. Bo przecież to kompletna bzdura! A moje wykształcenie i dotychczasowe doświadczenie zawodowe jest ogromnym zasobem w prowadzeniu własnego biznesu.

Wielu osobom, nawet bliskim (w tym własnej mamie) nawet nie mówiłam, że zdecydowałam się na taki (szalony?) krok. Powiedziałam dopiero po podpisanej umowie, po odbytym szkoleniu i w momencie kiedy już zaczęłam promować Bystrzaka w Szczecinie. 🙂

Od wielu osób usłyszałam wtedy: „A czy Ty się nie boisz?”, „Czy sobie poradzisz?” itp. Chyba podświadomie nie chciałam tego słyszeć wcześniej, bo być może bym się wycofała. 😉

Myślę, że to też pokazuje jak często działamy w życiu. Jak nie wierzymy w swój potencjał, jak bardzo umniejszamy swoją wartość, aby nie wychodzić ze swojej strefy komfortu. Może często to wygodne w życiu, ale przez to trudno nam pójść dalej… A przecież tego chcemy dla naszych dzieci, aby uwierzyły w siebie i w swój potencjał i żeby uczyły się podejmowania wyzwań.

franczyza akademii bystrzak biznes

No i jeszcze ta pandemia – podpisałaś umowę, a miesiąc później zaczął się lockdown – to nie był łatwy start, prawda?

Rzeczywiście start mieliśmy bardzo trudny. Wcześniej miałam w głowie piękny plan naszej promocji. Dla mnie najważniejszy jest kontakt z człowiekiem, rozmowa, relacja. W tamtym czasie – marcu, kwietniu 2020 byliśmy tego całkowicie pozbawieni.

I znowu na początku ogromny dół i zniechęcenie. Jak mam przekonać kogoś, że nasza placówka, podejście do dzieci, program są super, jeżeli nawet nie mamy możliwości rozmowy? Ale po mojej początkowej reakcji zaczęłam to przekuwać na plusy. O ile możemy mówić o jakichkolwiek plusach.

Zyskałam trochę więcej czasu na poznanie programu, trochę więcej czasu na poszukiwanie najlepszych pracowników. 🙂

Całą promocję, którą wymyśliłam wcześniej, przenieśliśmy do internetu. Zaczęłam bardzo stawiać m.in. na promocję w mediach społecznościowych, głównie na Facebooku. Zależało mi na tym, aby rodzice i dzieci poznali mnie jako osobę, jako Alicję Pakułę, mamę, żonę, a nie tylko panią psychoterapeutkę i pedagożkę.

Pamiętam, że naszą promocję zaczęłam od napisania na Facebooku bardzo szczerego posta nt. historii powstania Bystrzaka w Szczecinie. Czyli w sumie wszystko to, o czym opowiadam tutaj w tym wywiadzie. I mam takie poczucie, że to był punkt kulminacyjny.

Post miał bardzo szeroki zasięg w internecie. Zyskaliśmy bardzo dużo polubień, zaczęło odzywać się do mnie bardzo wielu rodziców, np. z zapytaniami czy organizujemy półkolonie. No i tak wychodząc naprzeciw aktualnym potrzebom, zorganizowaliśmy półkolonie w sierpniu. To były nasze pierwsze zajęcia. 🙂

Dzięki temu, że zdecydowałaś się na wynajęcie lokalu (zamiast organizowania zajęć w szkołach) mogliście prowadzić zajęcia praktycznie przez cały rok. Jak wyglądają Wasze zajęcia w czasie pandemii?

W sierpniu odbyły się nasze warsztaty wakacyjne, od września ruszyliśmy z rekrutacją na kursy rozwoju intelektu, od października do dziś stale odbywają się zajęcia. Pracujemy w małych grupkach, oczywiście w ścisłym reżimie sanitarnym.

Nie przechodzimy jednak na opcję zdalną. Uważam, że dzieci mają tych opcji zdalnych w tym roku zdecydowanie za dużo. A my, poza pracą nad rozwojem intelektualnym dziecka, bardzo dużą wagę przykładamy do rozwoju w sferze emocjonalnej. Czasem dzieci muszą się ze sobą nawet pokłócić, aby potem się pogodzić, porozumieć, dogadać. W ten sposób kształtują m.in. swoje kompetencje społeczne.

Dobrze, jeżeli dzieje się to pod okiem wykształconego trenera. Takie sytuacje później możemy omówić, wesprzeć dzieci. Tego nie jest nam w stanie zapewnić nauczanie zdalne. Tutaj nie ma relacji.

Przeczytaj także: Jak reklamować własną firmę? Z Bystrzakiem możesz liczyć na duże wsparcie!

Jak wygląda Twój typowy dzień pracy? I jak dzielicie się z mężem obowiązkami zawodowymi – bo biznes zdecydowaliście się prowadzić razem.

To prawda, już w tym momencie mogę stwierdzić, że jest to biznes rodzinny. Mąż od wielu lat zajmuje się szeroko pojętą sferą IT, prowadził profile na portalach społecznościowych różnych placówek. W wielu tematach mi podpowiadał, np. w jaki sposób pozycjonować stronę w wyszukiwarce, na czym się skupić itp. Wcześniej nawet bym nie pomyślała, że jest to takie istotne. 🙂

Poza tym wiele lat pracował z dziećmi i młodzieżą w ośrodkach kulturowych i resocjalizacyjnych prowadząc warsztaty artystyczne, zna więc temat pracy z człowiekiem od podszewki. I oczywiście w trakcie, jak zwykle przypadkowo, okazało się, że świetnie się uzupełniamy w wielu tematach i będzie idealnie, jeżeli Bystrzaka poprowadzimy wspólnie.

Choć oczywiście nie zawsze jest tak idealnie. Parę już kłótni w domu dotyczyło właśnie naszych różnych wizji Bystrzaka. Na szczęście, jak do tej pory, udawało nam się znajdować złoty środek. 🙂 Myślę, że taka wspólna praca w pewnym sensie nas wzmacnia, bo to nie jest łatwe. 🙂

A mój typowy dzień pracy? Zależy. Odpowiadam za kontakt z rodzicami, czasem bywa tak, że większość czasu w ciągu dnia rozmawiam przez telefonem z rodzicami, sporo czasu spędzam też przy komputerze. Jest to często taka praca typowo biurowa.

Praca sprawia mi ogromną satysfakcję, bo z jednej strony mam kontakt z ludźmi, z drugiej, mam możliwość być z dziećmi w domu.


Oczywiście biorę też udział w wielu zajęciach w Bystrzaku, bardziej jako „gość”. Zajęcia są prowadzone przez przeszkolonych i certyfikowanych trenerów. Ja w tym czasie zazwyczaj jestem w placówce, można powiedzieć jako ktoś, kto zaraża dobrą energią.

Dużo rozmawiam z pracownikami, wspieram ich, motywuję, podpowiadam różne rozwiązania w momencie pojawienia się trudności. Poza tym robię zakupy do naszej placówki i sprzątam. 😉

Wszystko to idealnie mi odpowiada, ponieważ sama decyduję, kiedy to zrobię.

Dzięki temu, że w tygodniu mam trochę więcej czasu, mogę wspiąć się na wyżyny mojej kreatywności i obmyślam wtedy np. scenariusze zajęć dodatkowych, warsztatów artystycznych itp.

A osobiście zajęcia prowadzę głównie w weekendy, kiedy odbywają się zajęcia dodatkowe bądź warsztaty urodzinowe. W tygodniu mimo mnóstwa rzeczy, które mam poczucie, że ogarniam, to w większości jestem z rodziną.

Alicja Pakuła właścicielka Akademii Bystrzak w Szczecinie

Wspomniałaś, że biznes z Akademią Bystrzak zaczął się od szukania zajęć dla córki. Czy Lena uczestniczy w zajęciach? Które najbardziej się jej podobają?

Dziękuję za to pytanie. Aż dziwne, że nie wspomniałam o tym wcześniej. 😉 Tak, moja córka uczestniczy w zajęciach. Chodzi na zajęcia wraz z dziećmi ze swojej klasy, ale też bierze udział w innych. I mimo tego, że równolegle mamy kilka grup z tej samej grupy wiekowej i program teoretycznie jest ten sam, to prosi, żeby pójść na kolejne zajęcia, bo dowie się jeszcze czegoś nowego, spotka z dziećmi, w każdej grupie ma już wielu przyjaciół. 🙂

Oczywiście swoje 8 urodziny też miała w Bystrzaku. I mimo tego, że na początku miała ogromne wątpliwości, czy chce, abyśmy je zorganizowali w Bystrzaku (chciała urodziny na ściance wspinaczkowej, która była nieczynna), to po imprezie stwierdziła, że to jej najlepsze urodziny i za rok też chce je w taki sposób obchodzić!

To był dla mnie największy komplement! Bo dzieci, szczególnie własne, to najwięksi i najbardziej szczerzy krytycy. 😉

Przeczytaj także: Jak pogodzić macierzyństwo z pracą? Mama 4 dzieci wybrała własny biznes.

Alicjo, powoli już kończąc naszą ciekawą rozmowę – powiedz jaki jest Twój przepis na sukces? Czym kierujesz się w biznesie?

Przede wszystkim, mimo tego, że kilka razy użyłam tu słowa „biznes” i Ty w tym pytaniu też pytasz o biznes i o sukces, to ja tak tego nie czuję.

Zależało mi, aby stworzyć miejsce, które pełne będzie pozytywnej energii, gdzie każdy będzie czuł się dobrze


– dzieci, które będą się twórczo rozwijały, ale i rodzice, którzy je będą przyprowadzać i odbierać z zajęć.

Zanim jeszcze weszły kolejne obostrzenia zapraszałam rodziców na kawę. Kupiłam nawet ekspres – to jeden z pierwszych moich zakupów, stwierdziłam, że to jeden z priorytetów.

Oczyma wyobraźni widziałam dzieci, które biorą udział w zajęciach i rodziców, którzy po przyprowadzeniu swoich dzieci mogą usiąść w poczekalni na kanapie, napić się kawy, pogadać i odpocząć. To było dla mnie bardzo ważne.

Tu akurat rzeczywistość trochę zweryfikowała ten aspekt, obecnie rodzice w ogóle nie wchodzą do placówki, w związku z aktualnymi obostrzeniami. Ale i tak kiedy tylko jest taka możliwość, to staram się z każdym porozmawiać, choćby „w drzwiach”, przez moment i przy odpowiednim dystansie.

Wracając do tego czym się kieruję. Chyba po prostu swoją autentycznością. Byciem sobą i byciem z drugim człowiekiem. Dla nas Bystrzak to trochę, jakkolwiek by to nie brzmiało, to drugi dom. I wiem, że dzięki naszej energii, którą napełniamy to miejsce, wiele osób też tak to czuje. 🙂

franczyza akademii bystrzak biznes

Co powiedziałabyś mamom czytającym ten wywiad, które zastanawiają się nad tym w którym kierunku pójść?

Jeżeli czegoś bardzo chcesz, to za bardzo, tak przesadnie tego nie analizuj. Prawda jest taka, że gdybym ponad rok temu wiedziała, jakie trudności mnie spotkają, ile stresu, to zapewne bym w to nie weszła. Myśląc, że sobie z tym nie poradzę.

Bo przecież nie jestem przedsiębiorcą, nie mam takich umiejętności. Bo teraz to wszystko pięknie brzmi, ale wiele rozwiązanych problemów już za nami, a my z każdym kolejnym stajemy się silniejsi i bardziej świadomi. Wszystkiego można się nauczyć i poradzić sobie w każdej naprawdę trudnej sytuacji, która się dzieje na żywo.

Ważne, aby słuchać siebie i swojej intuicji. Dążyć do tego, co podpowiada nam serce. Nie słuchać innych, często życzliwych sugestii, jednak odbierających moc i chęć do działania: „jak sobie poradzisz”, „na etacie jest bezpieczniej” itp.

Ja zrobiłam to wszystko z jednego powodu: żeby za 20 lub 30 lat nie żałować, że nie spróbowałam. Oczywiście ryzyko jest zawsze. Ale jeżeli nie spróbujesz, to nie będziesz wiedziała, czy warto było. A nawet jeżeli by nie wyszło, to przynajmniej będziesz wiedziała, że spróbowałaś i że coś nie jest dla Ciebie.

Może teraz ten wywiad „przypadkowo” wyświetli się komuś, kto szuka swojej drogi w życiu. 🙂 Tego Wam życzę!

A czego mogę życzyć Ci na przyszłość?

Trudne pytanie. 🙂 Chyba takiej 100 procentowej pewności, że to moja droga. Bo z jednej strony czuję to wszystko, a z drugiej jest to zupełnie nowe, co za tym idzie kruche, niepewne. A ja mimo tego, że mam świadomość wielu rzeczy, wielu swoich schematów, w których funkcjonuję, to miewam też wątpliwości. Więc takiej pewności, że to dobra decyzja i pewności siebie.

No i jak najszybszego końca pandemii, bo chciałabym już z wieloma osobami napić się tej kawy. 😉

Dziękuję za rozmowę.

Chciałabyś poprowadzić własny oddział Akademii Bystrzak w swoim mieście?

Zapoznaj się ze wsparciem jakie oferuje franczyzodawca i dołącz już dzisiaj!

Kwestie organizacyjne związane z założeniem Akademii Bystrzak, a także Akademii Smart Kids i Dzieci w Ruchu:
Michał Wójcik
tel.: 508 343 666
e-mail: [email protected]

Wywiad powstał w ramach akcji Franczyza dla Mamy

Zdjęcia: prywatne archiwum Alicji Pakuły

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×