Czego szukasz

Nie będę przepraszać za macierzyństwo – wygrałam proces o dyskryminację

Katarzyna Korcz została zwolniona z pracy po tym, jak pełna optymizmu wracała z urlopu macierzyńskiego. Nic nie zapowiadało takiego obrotu sprawy. Po pierwszym szoku i wątpliwościach, poszła do sądu i wygrała proces o dyskryminację ze względu na płeć w zatrudnieniu. Czy to przełomowy wyrok?

młoda kobieta stoi przy oknie i trzyma w dłoni kubek

Kasiu przez 15 lat pracowałaś w jednej firmie. Wracając do pracy po urodzeniu drugiego syna dostałaś wypowiedzenie po macierzyńskim. Opowiedz jak to się stało i czym uzasadnione zostało Twoje zwolnienie?

W lutym 2014 roku kończył mi się urlop macierzyński, mniej więcej od połowy grudnia byłam w kontakcie z przełożonym i omawialiśmy mój powrót do pracy.

Z działu kadr dostałam dyspozycje, aby wykorzystać zaległy urlop z roku 2013. W międzyczasie zostałam wysłana na badania okresowe (po długiej nieobecności wyglądają jak badania wstępne). W pełni przygotowana zawodowo i życiowo przyjechałam do pracy. Zaczynałam o 9 rano. Już w recepcji zostałam poproszona do pokoju konferencyjnego.

Tam pani z HR i mój przełożony wręczyli mi wypowiedzenie z informacją o likwidacji stanowiska. Spotkanie było krótkie, lakoniczne i o 9:10 byłam już poza firmą…

Jak długo pracowałaś w czasie drugiej ciąży? Brałaś jakieś zwolnienia?

W czasie drugiej ciąży pracowałam do końca 7 miesiąca, ale jak widać nie miało to żadnego znaczenia.

Pracowałaś w tej firmie 15 lat. Jakie stosunki panowały wcześniej w Twojej pracy? I czy przed planowanym powrotem do pracy istniały jakieś przesłanki, że możesz zostać zwolniona?

Do powrotu do pracy przygotowywałam się też życiowo – dzieci od stycznia przyzwyczajały się do żłobka i przedszkola, mąż był przygotowany do tego, by w razie konieczności zajmować się nimi.

Przez wiele lat pracy w korporacji miałam świadomość, że jak wracać, to tylko w pełni dyspozycji i na wysokich obrotach. Tak też zawsze pracowałam.

Byłam spokojna i zadowolona, że udało mi się wszystko dobrze zorganizować. Brakowało mi pracy, zawsze byłam bardzo aktywna zawodowo; to były lata pracy, awanse i duża satysfakcja.

Rozmawiałam z moim przełożonym o tym gdzie będzie moje biurko (w czasie mojej nieobecności dział zmienił piętro), rozmawialiśmy o tym kto będzie zdawał mi moje obowiązki (które były rozdzielone pomiędzy pracowników).

Nic nie zapowiadało, że będzie inaczej. Koleżanka z działu kadr zasugerowała mi abym złożyła podanie na przejście na 7/8 etatu – podobno większość kobiet tak robiła. (To rozwiązanie zabezpiecza przed zwolnieniem do roku od powrotu do pracy – przyp. red.).

Przeczytaj także: Czym jest mobbing i jak sobie z nim radzić?

Dostałaś wypowiedzenie i co dalej? Ile miałaś czasu na ewentualną decyzję o udaniu się do sądu i na znalezienie prawnika?

W tamtym czasie przepis obowiązującego prawa był taki, że pracownik ma 7 dni na odwołanie się do sądu pracy. To bardzo krótko.

Szok w jakim się znalazłam, zaskoczenie i rozczarowanie były ogromne. Kiedy tak bardzo wszystko się zmienia, trudno o dobre i szybkie decyzje.

Bliscy mnie wspierali i również namawiali do tego by walczyć o siebie. To było ewidentne nadużycie, wiedziałam że moje obowiązki są wykonywane.

Pracowałam w tej firmie bardzo długo. Uważałam że „zapracowałam” sobie przez te wszystkie lata nienagannej pracy i dobrej opinii na dłuższą nieobecność spowodowaną urlopem macierzyńskim. Poza tym przecież nie ma nic nadzwyczajnego w tym, że kobieta zachodzi w ciążę i rodzi dziecko. Z takiego ludzkiego punktu widzenia.

Poszłaś z tym do sądu i wygrałaś proces, który trwał 3 lata. Jaki zasądzono wyrok?

Proces trwał 3,5 roku. Sąd w wyroku przyznał mi rację i tym samym odszkodowanie za nieuzasadnione i niezgodne z prawem rozwiązanie umowy o pracę i dodatkowo za dyskryminację ze względu na płeć w zatrudnieniu.

Czy to było trudne? Proces, sądzenie się?

Trudna była pierwsza decyzja – czy w ogóle iść z tym do sądu. Nikt nie chce takich sytuacji przechodzić. Miałam świadomość, że przez wiele lat to był mój pracodawca, mam tam wielu znajomych, a dodatkowo w tej firmie cały czas pracował mój mąż. Miałam wiele wątpliwości.

W czasie rozpraw miałam wiele obaw, bałam się czy nie będę oczerniana, jak sobie poradzę ze słuchaniem tego, że nie jestem potrzebna. Jednak moja adwokat zawsze mi tłumaczyła, że to ja mam w tym sporze rację, wspierała mnie i to było bardzo ważne.

Przeczytaj jeszcze: Mobbing – jego przejawy i prawne konsekwencje

Czy miałaś wsparcie od swoich bliskich? Czy słyszałaś głosy, żeby tego nie robić?

Miałam ogromne wsparcie! Moi bliscy kibicowali mi przez cały czas, znali moją historię pracy, ścieżkę kariery. Wiedzieli, że praca była dla mnie bardzo ważna. Przez wiele lat aktywnych zawodowo nie miałam rodziny, więc praca zajmowała cały mój czas.

Lecz były też osoby, które mówiły  „z kropo nie wygrasz”. Że to ogromna machina, że mają swoich prawników, kancelarie i nie ma co walczyć. A to nieprawda, właśnie takie podejście i taki strach sprawiają, że pracodawcy śmiało działają na granicy prawa, albo w ogóle go nie respektując.

Skąd w Tobie odwaga i determinacja, żeby iść z tym do sądu? Większość kobiet jednak odpuszcza, nawet jak stoi za nimi prawo. Bo się boją lub nie znają swoich praw.

Zawsze uważałam, że sprawiedliwość i uczciwość są najważniejsze. I nawet jeśli to tak patetycznie brzmi, to prawda. Jeśli człowiek jest oddany, uczciwie i aktywnie działa, a przy tym zna swoją wartość, jest pewny swoich działań, to trzeba ich bronić. Tak samo w pracy, jak i w domu.

Jak myślisz dlaczego kobiety w ciąży nadal są dyskryminowane w pracy?

Kilkanaście lat temu było takich spraw dużo więcej. Lecz mam wrażenie, że w ciągu ostatnich problem zaczął znów narastać. Bo dla menadżerów najważniejsze są efektywność, budżety, cięcie kosztów.

Teraz sama jestem pracodawcą i jestem w stanie to zrozumieć. Najważniejsza jest jednak gra fair. Pracownik też może wymagać – umowy, działań zgodnych z jej zapisami, z kodeksem pracy. I ma do tego prawo, a pracodawca musi tego przestrzegać.

Zostałam zwolniona tylko dlatego, że jestem kobietą. Lata moich działań zawodowych, sukcesów nie miały znaczenia. Poniosłam karę za to, że byłam na urlopie macierzyńskim.

Dzisiaj Twoi synowie mają już 7 i 5 lat. Czym zajmujesz się zawodowo?

W tej chwili prowadzę własną firmę. Współpracuję z innymi, jestem niezależna.

Jak się chce działać, to zawsze jest czas na rodzinę, opiekę nad synami i pracę. Myślę też, że właśnie matki są wspaniałymi pracownikami. Dwójka dzieci, przedszkole, szkoła, praca to ogromna logistyka. Nikt tak jak my nie jest tak zorganizowany i nie ma takiej determinacji 🙂

Czy własny biznes jest pokłosiem sytuacji ze zwolnieniem z pracy? Motywacją do zadbania o siebie, o swoje zatrudnienie i swoją przyszłość?

Dokładnie tak – nie chcę już sytuacji, że ktoś za mnie decyduje. Wtedy na chwilę zawalił mi się świat. Teraz ja wszystkiego pilnuję i mam ogromną determinację do tego, by udowodnić najbardziej sobie, że moje doświadczenie i wiedza są do wykorzystania. Pozwalają mi utrzymać rodzinę.

Co powiedziałabyś innym kobietom, które znalazły się w podobnej do Twojej sytuacji?

Warto walczyć o siebie. Nikt za nas tego nie zrobi. Zawsze powtarzam – że jeszcze przez kilka lat będę mogła walczyć o swoje dzieci, potem w dorosłym życiu będą walczyć same. I tego ich uczę.

Nie można się bać, być wycofanym. Nieobecność związana z macierzyństwem nie jest niczym złym. I my same musimy to wiedzieć. Nie można za to przepraszać. Nie można odkładać macierzyństwa ze strachu o pracę.

Jeśli ktoś nie umie lub nie chce nas docenić to jego strata. Jak ja sama będę tak myśleć o sobie, inni również. W każdej sytuacji. Tak to działa.

Bardzo dziękuję Ci za rozmowę!

Rozmawiała: Ewa Moskalik – Pieper

Zdjęcie: Storyblocks.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Podyskutuj

Nie bądź egoistką, zmień pracę, której nie lubisz

No dobrze, tytuł ciut może za mocny, ale chciałabym z Tobą podzielić się refleksją, dlaczego również z punktu widzenia innych, nie warto tkwić na stanowisku, które Ci nie odpowiada.
Mała dziewczynka przytula misia

Nie znosisz swojej pracy, a mimo to nadal w niej tkwisz? Jesteś egoistką!

Załóżmy hipotetycznie, że możesz – finansowo – pozwolić sobie na zmianę pracy. W tym wypadku argument – Co będzie, jeśli coś w nowej pracy nie wyjdzie? – odpada (zresztą z aktualnej pracy też jak będą chcieli to Cię zwolnią, no może w przypadku umowy na czas nieokreślony zajmie to trochę więcej czasu).

Jesteś więc w wygodnej sytuacji i naprawdę nie lubisz swojej pracy. Wiesz, że na dłuższą metę to nie jest posada dla Ciebie, a na zmianę w tej firmie nie ma szans.

Skoro nie myślisz o swoim zdrowiu psychicznym, rozwoju i komforcie, to może pomyśl o innych?

Przeczytaj także: Jak budować w sobie otwartość na zmiany?

Może ktoś zrobi to lepiej?

Nikt nie lubi usłyszeć od szefa, że na jego miejsce czekają tysiące chętnych. Jednak to może być prawda. Ty wykonujesz swoją pracę bez zaangażowania – byle zrobić, byle odbębnić. A może ktoś zrobiłby to z sercem? Weźmy pierwszy z brzegu przykład – sprzedawcy. Jak to jest, że (pomijając oczywiście wyjątkowe sytuacje) w jednym sklepie przywita Cię uśmiechnięta pani, świetnie znająca swój asortyment, czy to będą ciuchy, czy śrubki. A w innym, naburmuszona paniusia, niechętnie podająca towar z półki, a jeśli przyjdzie jej odpowiedzieć na Twoje pytanie będzie wyglądała tak, jakby ktoś właśnie pół godziny wcześniej wypuścił ją ze statku kosmicznego i posadził za ladą?

Oczywiście, każdy może mieć raz na jakiś czas kryzys. Jednak umówmy się, jeśli miesiącami Twoje podejście do pracy jest byle jakie, to tego nie można już nazywać kryzysem. To raczej oznacza …

Czas na zmiany

Wakacje, a te już wkrótce przed nami, to dobra pora na snucie refleksji i odpowiedzenie sobie na pytania:

  • Co jest przyczyną złego podejścia do pracy?
  • Czy moje słabe zaangażowanie wynika z obiektywnych czynników (np. bardzo niska pensja, przeciążenie obowiązkami)?
  • Czy może ta praca to po prostu nie moja bajka?

Trzeba również wziąć pod uwagę fakt, że zmieniamy się z czasem i praca, która jeszcze kilka lat temu wydawała się szczytem marzeń, teraz może być małą katorgą.

Jasne, czasem wydaje nam się, że to zbyt duży krok, że nie damy rady.

Ale wystarczy zacząć myśleć o zmianie. Zaktualizować CV (pamiętasz jeszcze, co to jest?) Przeglądać ogłoszenia. A przede wszystkim zastanowić się, co naprawdę chciałabyś robić? Teraz i za kilka lat?

nie-lubiana-praca

Czy to komuś szkodzi?

Wracając do głównego wątku. Wyobraźmy sobie pracujące osoby jak pionki na gigantycznej planszy. Ileś z nich jest w złym miejscu. Pozamienianie tych pozycji może w widoczny sposób podnieść efektywność pracy. To ma szczególne znaczenie w przypadku zawodów, których wykonywanie wiąże się ze swego rodzaju misją społeczną. Pielęgniarka, policjant, nauczyciel, urzędnik. Niestaranne wykonywanie przez nich obowiązków może w sposób bardzo wymierny negatywnie oddziaływać na innych ludzi.

Jestem świeżo po lekturze wstrząsającej książki Justyny Kopińskiej „Polska odwraca oczy”. Zbiór reportaży o dramatycznych przejściach bohaterów w bardzo specyficznych sytuacjach. W przeważającej większości łączy je jeden wątek – niestaranne, a czasem naganne wykonywanie obowiązków – policjanci, którzy nie prowadzą śledztwa, bo nie wpłynie ono pozytywnie na “słupki” wykrywalności, nauczyciele i wychowawcy w ośrodkach nie widzący, że ich uczniom dzieje się krzywda lub nawet sami się do tego przyczyniający, specjaliści błędnie diagnozujący przyczyny opóźnienia w rozwoju, czy wreszcie nieskuteczni przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości i służby więziennej. Za każdym takim przypadkiem złego wykonania swoich obowiązków kryje się dramat człowieka, którego dosięgły tego konsekwencje. Gdzieś w tle czai się sztab ludzi, którzy dostali daną posadę ze względu na znajomości i układy, a nie predyspozycje i przygotowanie zawodowe. Znacie to?

Oczywiście nie wszyscy mamy tak odpowiedzialną pracę. Jednak marzy mi się kraj, gdzie istnieje jakiś kanon pracy.

By każdy wykonywał swoja pracę najlepiej jak potrafi – sprzątaczka i minister, a jeśli nie czuje się na siłach – po prostu z niej rezygnował.

Wiem, jestem idealistką. Niepoprawną.

Może jednak Ciebie też muśnie taka refleksja? Zastanów się, czy jesteś jednym z tych źle ustawionych pionków i jeśli odpowiedź jest twierdząca – zacznij działać. Nie bądź egoistką!

Zdjęcia: Canva

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Z wykształcenia jestem pedagogiem kulturalno-oświatowym, póki co wiedzę ze studiów wykorzystuję do wychowywania dwóch synów. Skończyłam też studia podyplomowe Marketing w sieci. Kilka lat pracowałam w księgarni internetowej wydawnictwa, a ponieważ w życiu nigdy nie jest za późno na zmianę, obecnie poszukuję nowych możliwości zawodowych, dlatego postanowiłam zostać Panią do pisania - panidopisania.pl Rozrywkowo prowadzę bloga sarkazmprzykawie.blogspot.com.
Podyskutuj

Rynek pracy w branży HoReCa zmienia się

Rynek pracy w sektorze HoReCa (Hotel, Restaurant, Catering) w ostatnim okresie dynamicznie się zmienił. Nie ma w tym nic dziwnego – trwające już ponad 1 rok koronawirusowe ograniczenia sprawiły, że przedsiębiorstwa z tej branży ograniczyły, a nawet zawiesiły działalność na długie miesiące. W efekcie, pracę w firmach HoReCa straciło w 2020 roku – według różnych raportów – nawet 200 tysięcy pracowników.
Mężczyzna w branży gastronomicznej

Drenaż pracowników z branży HoReCa

Przede wszystkim, zauważalne jest przebranżawianie się pracowników pracujących dotychczas w branżach: hotelarskiej oraz gastronomicznej. Co więcej, według raportu przygotowanego przez Grupę Progres, zjawisko to może mieć charakter trwały. W okresie popandemicznym znalezienie doświadczonych, posiadających kwalifikacje pracowników może okazać się w wielu przypadkach bardzo trudne.

Odpływ siły roboczej z HoReCa może wynikać z ich braku zaufania co do stabilności branży. Obawiają się oni, że w przyszłości mogą pojawić się kolejne wydarzenia, które doprowadzą do ograniczenia działalności restauracji czy ośrodków wypoczynkowych. Co w efekcie prowadzi do radykalnego cięcia kosztów oraz zatrudnienia przez pracodawców. Co ważne, w przypadku tej branży praca zdalna nie była w większości przypadków możliwa. Stąd decyzja wielu pracowników o zmianie, przekwalifikowaniu się.

Nowe ścieżki rozwoju dla pracowników z branży HoReCa – nie tylko gastronomia i hotelarstwo

Gdzie zatem przenoszą się pracownicy zatrudnieni dotychczas w firmach z branży HoReCa? Wybór jest szeroki. Ich kwalifikacje oraz kompetencje pozwalają z powodzeniem podejmować wyzwania w firmach m.in. z branż: handlowej, logistycznej czy produkcyjnej.

Zdaniem ekspertów, na stanowiska w branży HoReCa powrócą przede wszystkim osoby od wielu lat związane zawodowo z tym sektorem. Nie zamierzają one zaczynać kariery w innej branży od najniższego szczebla. Z kolei osoby pracujące w gastronomii oraz hotelarstwie dorywczo (np. studenci, dla których praca ta była jedynie dodatkiem do ich akademickich aktywności), niejednokrotnie na stałe porzucili myśli o pracy w gastronomii i przeniosły się do sektorów bardziej adekwatnych do ich wykształcenia.

Umowy śmieciowe w branży HoReCa… do kosza?

Jak dotąd, standardowym rozwiązaniem w branży HoReCa było zatrudnianie pracowników poprzez umowy cywilnoprawne (umowy zlecenia oraz o dzieło). W skrajnych przypadkach nawet „na czarno” (takie rozwiązanie było częstą praktyką np. w przypadku niewykwalifikowanych pracowników sezonowych). Ta sytuacja może zmienić się w okresie po pandemii. Jak mówi Lech Ostrowski z sklepu internetowego 4horeca.com.pl,

„Obecne trendy w branży HoReCa wskazują na to, że pracownicy podczas negocjacji na temat warunków pracy będą zwracać znacznie większą uwagę m.in. na stabilność zatrudnienia. Jest to konieczne, bowiem wydarzenia z początku koronawirusowych ograniczeń pokazują, że zwolnienie personelu zatrudnionego na podstawie umów cywilnoprawnych jest dla przedsiębiorcy proste i nie daje zleceniobiorcy czy osobie wykonującej zadania na podstawie umowy o dzieło właściwie żadnych praw.”

Co po pandemii?

Mimo to, szacuje się, że po zakończeniu pandemii pracodawcy mogą mieć duże kłopoty z rekrutacją pracowników posiadających duże kwalifikacje – pracownicy ci zostali często wbrew swojej woli pozbawieni zatrudnienia i znaleźli stabilne posady w innych sektorach.

Spadek podaży siły roboczej w tym sektorze może doprowadzić do poprawy sytuacji pracowników oraz wzrostu poziomu wynagrodzeń (staną się oni towarem deficytowym). Zmusi to jednocześnie przedsiębiorców do bardziej rzetelnej analizy kosztów prowadzenia działalności.

Trudno obecnie oczekiwać wzrostu zainteresowania ofertami pracy w branży HoReCa. Chociaż pandemia Covid-19 zdaje się słabnąć, do czego przyczyniają się m.in. szczepienia ludności, to wciąż mogą pojawić się nowe, nieznane dotąd warianty koronawirus. A one wymuszą na rządach powrót do wcześniejszych ograniczeń i ponowne restrykcje skierowane na branżę HoReCa.

Materiał powstał we współpracy z partnerem portalu.

Zdjęcie: partnera portalu

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×