Czego szukasz

Niczego nie przyspieszam – świat dzieci to wielka inspiracja!

Monika, mama dwóch dziewczynek, prowadzi blog Kaszka z mlekiem i robi zdjęcia. Tematem jest ich niezwykła codzienność, wspaniałe stylizacje, mądre zabawki i książki, które własnymi rączkami odkrywają dziewczynki, i miejsca, w które wspólnie zaglądają. A Monika jest przykładem osoby, która nie zmaga się i nie mocuje z macierzyńską rzeczywistością, ale z niej czerpie. A to jest przecież bardzo duży sukces!

  • Beata Ostrowska - 24/12/2012

Co robiłaś zawodowo przed pojawieniem się dzieci?

Nie miałam jasno określonej drogi zawodowej, co pokazuje moja droga przez cztery kierunki studiówJ. Moim marzeniem zawsze była rodzina i zajęcie, które pozwoliłoby mi spędzać z nią jak najwięcej czasu. Ale przez kilka lat byłam związana z modą: pracowałam w sklepie odzieżowym, później jako stylistka, visual merchandiser i personal shopper. Miałam też epizod w agencji reklamowej.

Skąd się wziął pomysł na bloga?

Rodził się powoli. Najpierw w bliżej nieokreślonej formie, bo przyznaję, że dopóki sama nie założyłam bloga, ta sfera była mi zupełnie obca. Dopiero z czasem zobaczyłam, jak to wszystko działa i jaką ma mocJ. Inspiracją do powstania kaszki z mlekiem były w pierwszej kolejności dzieci, ale to głównie ludzie wokół nas, którzy zwracali uwagę na Ich ubrania i akcesoria. Uświadomili mi, że jest w tym coś więcej i warto to pokazać. Teraz mija rok odkąd blog istnieje i przez ten czas na pewno ewoluował. Mam ochotę przemycić coś więcej, wyjść z tych ram, w których było mi dobrze, ale zupełnie naturalnie pojawiła się potrzeba zmian. Zdarza mi się pisać o naszej codzienności, niekoniecznie przez pryzmat ubrań czy przedmiotów, którymi się otaczamy.

Czy sama robisz te piękne zdjęcia?

DziękujęJ. Tak sama. Ludzie często pytają mnie o nie w mailach, jednak zawsze podkreślam, że nie jestem profesjonalistką. Używam półprofesjonalnego sprzętu, ale podobno odziedziczyłam to, co najważniejsze, czyli ,,oko’’ po tacie, który zawodowo zajmował się fotografiąJ. Najbardziej cieszy mnie to, że mój mąż twierdzi, że wyrobiłam rozpoznawalny styl.

Gdzie wynajdujesz te prezentowane przez ciebie rzeczy?

Korzystam głównie ze sklepów internetowych, portali aukcyjnych, zdarza się, że składam zamówienie u jakiejś znajomej mamy mieszkającej za granicą – korzystam z tego, że tam ma do wielu rzeczy łatwiejszy dostęp. Odwiedzam również warszawskie sieciówki, zwłaszcza w okresach wyprzedaży. Odkąd prowadzę bloga widzę, jak ogromny jest rynek dziecięcy. Z miesiąca na miesiąc powstają nowe marki, projekty – większość z nich opisuję na kaszce.

Czy traktujesz to jako hobby, odskocznię czy jako pracę zarobkową?

Na pierwszym miejscu zawsze będzie ,,pasja’’. Naprawdę! Do mody, ładnych rzeczy, szperania, wyszukiwania. I do dzielenia się tym z innymi rodzicami.  Na pewno nie traktuję tego jak odskoczni, bo świat dzieci i tematy z nimi związane towarzyszą mi 24 godziny na dobę, więc odskocznią byłoby np. założenie bloga o motoryzacjiJ. Kaszka nie stanowi dla mnie źródła dochodów, ale jest to mój świadomy wybór. Dostaję mnóstwo propozycji reklamy czy testowania produktów, ale mam ten komfort, że nie muszę się godzić na wszystko. Więc najczęściej promuję marki, na które chcę zwrócić uwagę, zupełnie za free – cenię pomysł, kreatywność. Lubię też wybrać sama produkty do testów, coś, co jest w zgodzie z naszą estetyką i co chciałabym pokazać czytelnikom.
Przede wszystkim jednak, blog stworzył mi możliwość współpracy z dziećmi i rodzinami przy sesjach indywidualnych, otrzymuję też propozycje komercyjne. Fotografia to coś, o czym zawsze marzyłam, długo też szukałam swojej stylistyki, wiem już, czego chcę i… czego nie chcę, dlatego po pastelowe sesje z chmurkami odsyłam do innych fotografów. Bezapelacyjną zaletą są też nowe znajomości z mamami!

Kiedy go prowadzisz?

Gdzieś pomiędzy, w trakcie, międzyczasie… Są wpisy, które po prostu ze mnie wypływają, są też takie, przy których potrzebuję chwili skupienia, na szczęście zawsze mogę liczyć na tatę dziewczynek. Generalnie prowadzenie bloga nie jest tak czasochłonne jak się wydaje, ale oczywiście nie bez znaczenia pozostaje ilość wpisów wrzucanych w tygodniu. U mnie to są 2-3 posty. Jasne, mogłabym je wrzucać codziennie, wyszukiwać najbardziej unikatowe produkty, zawsze jednak odbywałoby się to kosztem dzieci albo snu, czyli w gruncie rzeczy zawsze kosztem dzieci. Blog to przyjemność, nie przymus.

A czas dla siebie? Co wtedy robisz i czy często się zdarza?

Na własne życzenie nie mam go tyle, ile mogłabym mieć, zwłaszcza, że w pobliżu są dziadkowie. Nie lubię na długo rozstawać się z dziećmi, mimo że są bardzo samodzielne i, chociaż tęsknią, to świetnie dają sobie rade beze mnie. Na pewno nie pogardzę kawą z przyjaciółmi czy na szybko zaaranżowaną kolacją z tatą dziewczynek, ale sposób spędzania wolnego czasu zdecydowanie się zmienił i najczęściej towarzyszą nam jednak… dzieci. Śniadania i obiady u znajomych, wypady do kawiarni czy na targi – wszędzie tam chodzimy w pakiecie, mamy świetną grupę znajomych i wszyscy wiemy, że tak teraz wygląda nasze życie. Poza tym to doskonały sposób na uspołecznianie dzieci, zwłaszcza tych niechodzących do przedszkola. Więcej luzu wszyscy mają podczas wakacji.

Kto jest Twoją grupą wsparcia w zmaganiu się z macierzyństwem?

Mąż, jedni i drudzy dziadkowie, zawsze możemy też liczyć na przyjaciół. Jednak nie nadużywamy opieki żadnego z nich.

Jakie masz plany na czas, gdy dziewczynki ruszą w świat przedszkolny? Wracasz na stare pracowe śmieci czy masz pomysł na coś innego?

Niczego nie planuję, tym bardziej, że właśnie spodziewamy się trzeciego dziecka. W mojej głowie powstaje mnóstwo kreatywnych pomysłów, ale dopóki mam taką możliwość i mogę w pełni poświęcić się dzieciom, niczego nie przyspieszam. Blog i fotografia dopełniają moich dni.

Zatem tego Ci właśnie życzymy! Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Beata Ostrowska

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Beata Ostrowska
Korektorka (www.dokorekty.pl), na co dzień z komputerem podczas pracy nad tekstami. Po pracy na dywanie z córkami wśród baletek, kredek i tysiąca rzeczy niezbędnych, w weekend krążąca po Warszawie i szukająca miejsc, gdzie można wejść z dziećmi bez poczucia winy. W wakacje z całą rodziną, przyjaciółmi i dobytkiem na rowerach zwiedzająca na razie Polskę i Europę, ma nadzieję na cały świat.
Podyskutuj

Najtrudniejszy pierwszy krok – wracam do pracy

A więc stało się, znalazłaś wymarzone zajęcie, jest niania, wyprasowana garsonka i nowa fryzura, w torebce wizytówki, ale nie możesz opędzić się od wątpliwości: „Jak ja sobie poradzę po przerwie spędzonej głównie z niemowlęciem, w domowym, przewidywalnym zaciszu? Jak dzieci zniosą rozłąkę? Czy odnajdę się w nowym środowisku?” O trudach powrotu do pracy i czy diabeł rzeczywiście taki straszny?
  • Marta Szyszko - 05/11/2019
kobieta szykuje się do pracy

Nerwowo rozbijam się po mieszkaniu, no gdzie ta niania powinna być za 2 minuty, a jak się spóźni? Wszystko dopięte na ostatni guzik, młode przyglądają mi się z zaciekawieniem i niedowierzaniem. Wszak widok mamy jak spod igły, zamiast w poplamionym T-shircie i dresie, zwiastuje albo uroczystość rodzinną albo inne ważne wydarzenie.

Mama – gdzie idziesz?

Pyta starsza. -„Do pracy” – odpowiadam. Niby nic wielkiego, ale brzmi przerażająco, a jednocześnie budzi ekscytację. Dzieci jak nie one, bawią się grzecznie i czekają co się wydarzy. Do niani są przyzwyczajone, dla nich to tak jakby mamusia szła na jogę, nie zauważą różnicy – pocieszam się w duchu. Mimo to stres daje znać o sobie w postaci niepohamowanego pesymizmu i obawy przed spiskiem rzeczy martwych i żywych przeciwko mnie w dniu dzisiejszym.

Piętrzące się w głowie wątpliwości

„A co jak się spóźnię, jak autobus nie przyjedzie, jak wsiądę nie w tym kierunku co trzeba, jak nie znajdę biura???” przerywa punktualna jak zwykle niania. Dzieci lgną do niej z entuzjazmem, a ja po chwili zamykam drzwi za sobą. Drzwi, ale wraz z nimi pewien etap: pełnej symbiozy z dziećmi i oddania macierzyństwu, opuszczam swoje garnki, deskę i żelazko, ruszam dziarskim krokiem do tętniącego życia społecznego. Prawdziwych wyzwań i dylematów z innej działki niż: „marchewka, czy jabłko?”.

Zalana skrajnymi emocjami nie wiem, czy śmiać się czy płakać? Ulga i nadzieja mieszają się z poczuciem winy – kompletnie nieuzasadnionym. Dzieci nie potrzebują zmęczonej rutyną, przygaszonej mamy. Nie znikam na cały dzień, ale na kilka godzin, pozostałą część wykonam w domu, bo taka specyfika nowej pracy.

Ten pierwszy dzień

Na miejscu zjawiam się pół godziny przed czasem, żaden z czarnych scenariuszy po drodze się nie sprawdził. Niepewnie uchylam drzwi biura i jak oniemiała widzę przed sobą znajomą twarz – koleżanka ze studiów. Całe napięcie mija i po krótkiej wymianie uprzejmości zabieramy się do pracy. Sypię pomysłami jak z rękawa, po pierwszym dniu czuję się z nowym zespołem jak ryba w wodzie. Ja – mama, ja – pracowniczka.

Powrót do domu

Za drzwiami roześmiane buzie – wbrew wszelkim obawom – dzieci zaopiekowane i szczęśliwe. Może im też był potrzebny ten oddech? Bo mi na pewno, a i dodatkowe pieniądze znajdą zastosowanie w domowym budżecie…

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Marta Szyszko
Mama pełną parą, która od spraw domowych i trywialnych ucieka w nałóg… pisanie. Dzieli się matczyną dolą i z innymi rodzicielkami na portalu www.niedoskonalamama.pl. Prowadzi także blogi www.takeitizi.pl oraz www.kobietawe-biznesie.pl.
Podyskutuj

Dzień Otwarty we Franklin Templeton- „spotkanie, które dodaje skrzydeł”

Tak mówiły o nim uczestniczki Dnia Otwartego dla Mam w firmie Franklin Templeton w Poznaniu. 55 Pań, 25 dzieci, ponad 16 speed interviews i ponad 20 pracowników firmy zaangażowanych w wydarzenie i najwyższe możliwe oceny spotkania! Zapraszamy do relacji!
  • Agnieszka Kaczanowska - 04/11/2019
Dzień Otwarty w siedzibie Franklin Templeton

Dzień Otwarty dla Mam w firmie Franklin Templeton w Poznaniu

Nastroje i ducha wydarzenia najlepiej oddają słowa Uczestniczek:

„Takie spotkanie jest jak trampolina, od której, po miesiącach lub latach spędzonych na wychowywaniu dzieci, można odbić się i zmienić swoje życie już na zawsze”

„Dla matki, która dłużej została w domu, zdanie sobie sprawy z potrzeb kobiety pracującej, przełamanie strachu i nabranie większej pewności siebie – idealne spotkanie”

„Okazuje się, że wszystkie pracujące i niepracujące jesteśmy takie same i mamy lub miałyśmy podobny status życiowy. Mam nadzieję, że będzie takich spotkań więcej!”

„Jedyne czego mi brakło, to mojej odwagi, aby zgłosić się do udziału w speed recruitment!”

Trzecie wspólne spotkanie we Franklin Templeton w Poznaniu

Nie jest łatwo przygotować trzecie spotkanie dla zbliżonej grupy docelowej, ale i tym razem zarówno frekwencja, jak i zaangażowanie Uczestniczek, przeszło nasze wszelkie oczekiwania.

Szczególną okazją do organizacji tegorocznej edycji Dnia Otwartego dla Mam w Poznaniu, była przeprowadzka pracowników firmy do nowego biura na Nowym Rynku.

Nowe otoczenie, jeszcze bardziej nastawione na współpracę i interakcje sprzyjało nawiązywaniu kontaktów i rozmowom, a tych ostatnich było całe mnóstwo.

Sprawdź najnowsze oferty pracy Franklin Templeton i aplikuj!

Co się działo w trakcie spotkania?

Dla naszych gości przygotowaliśmy dwie oddzielne przestrzenie, aby Panie mogły spokojnie wziąć udział w spotkaniu, a dzieci radośnie bawić się pod opieką animatorów.

Część merytoryczną wydarzenia podzieliśmy na trzy części:

  • Wystąpienie pt. „Nie taka rekrutacja straszna jak ją malują – czyli rad kilka jak przejść pozytywnie proces rekrutacji w organizacji takiej jak Franklin Templeton”, które cieszyło się ogromnym zainteresowaniem sądząc po liczbie pytań jakie padły z sali.
  • Networking, podczas którego można było wziąć udział w akcji speed recruitment, ale także niezależnie skonsultować swoje CV z rekruterami Franklin Templeton, sprawdzić znajomość języka angielskiego oraz skorzystać z okazji i zobaczyć nowe biuro Franklin Templeton. Przez cały czas pracownicy firmy byli otwarci i dostępni na rozmowy indywidualne. Jak również zespół Mamo Pracuj 🙂

Co było najważniejsze dla uczestniczek spotkania?

„Najbardziej wartościowe było odczarowanie stereotypów i możliwość rozmowy z ludźmi, którzy tam pracują. Ekipa działu HR była do dyspozycji na każdym kroku i było widać, że mają naprawdę dużo chęci do działania i dzielenia się informacjami”

„Otwartość pracowników FT (zwłaszcza rekruterów), bardzo miła atmosfera, postawa wspierająca nawet na speed recruitment”.

„Możliwość porozmawiania z obecnymi pracownikami i możliwość szybkich rekrutacji. To że dzieci miały dużą swobodę w przychodzeniu do mam jak miały ochotę, a jednocześnie animatorki starały się je tak zainteresować, aby mamy jak najwięcej usłyszały”

Dla tych z Was, które nie mogły tym razem skorzystać z możliwości spotkania z pracownikami Franklin Templeton mamy dobrą wiadomość. Kolejny Dzień Otwarty dla mam na pewno się odbędzie!

Chcesz dowiedzieć się więcej o firmie Franklin Templeton? Sprawdź profil firmy w Bazie Pracodawców Przyjaznych Rodzicom!

Zdjęcia: własność Franklin Templeton

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów. 
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail