Czego szukasz

Najczęściej mówię o dżizas i się miotam, czyli Matka jest tylko jedna

Jestem mamą, która rano biega po domu i jęczy „o dżizas, spóźnimy się, no spóźnimy się, załóż buty, proszę cię załóż buty, a gdzie twój brat, o dżizas, nie pij wody z kibla… ubrałeś już buty? A czasem wszystko idzie jak z płatka.” – mówi Joanna Jaskółka, znana w sieci jako Matka jest tylko jedna. Skąd bierze pomysły na artykuły na blogu i co skłoniło jej rodzinę do przeprowadzki z Warszawy na Mazury? I co robić, gdy dzieci nas nie słuchają?

  • Ewa Moskalik - Pieper - 07/02/2018
Joanna Jaskółka

Kiedyś w takiej przyjacielskiej rozmowie za znajomym psychologiem, na swoje utyskiwania, że to i tamto mi nie wyszło jako młodej mamie dwójki dzieci, usłyszałam: „jesteś najlepszą mamą dla swoich dzieci”, czyli mogłabym to przekuć w „matka jest tylko jedna”? 🙂 Skąd ta nazwa? Jakie przesłanie za nią stoi?

Ja dopiero teraz widzę, że nazwę mojego bloga można tak interpretować, ale geneza „matki tylko jednej” wywodzi się z… dowcipu.

Kiedy zakładałam blog krążył taki dowcip o Jasiu, któremu mama kazała przynieść dwie butelki wódki chyba, czy mleka, a on zajrzał do tej lodówki i odkrzyknął: Matka! Jest tylko jedna! Jakoś tak.

Pół godziny przed założeniem bloga ktoś mi opowiedział ten dowcip i tak już zostało. Ale nie będę się bronić przed Twoją interpretacją, myślę, że do aktualnych treści na blogu nawet bardziej pasuje 🙂

Czytając Twój blog i patrząc na zdjęcia, odczuwa się duży dystans do siebie i do macierzyństwa. A przecież mamy często starają się być za wszelką cenę perfekcyjne. Jaką jesteś mamą? Z dystansem, czy zapiętą na ostatni guzik?

Jestem mamą, która rano biega po domu i jęczy „o dżizas, o dżizas, o dżizas, spóźnimy się, no spóźnimy się, załóż buty, proszę cię załóż buty, a gdzie twój brat, o dżizas, o dżizas, nie pij wody z kibla, weź szklankę i tu sobie nalej, szklanka brudna, trzeba umyć, o dżizas, o dżizas, płyn się skończył, ubrałeś już buty?” Coś w tym stylu.

Choć zdarzają mi się takie poranki, gdzie wszystko idzie jak z płatka, ja wstaję przed dziećmi, piję na spokojnie kawę i wszystko odbywa się bardzo spokojnie, wtedy je celebruję pięknym statusem i wszyscy myślą, że to u mnie norma, tymczasem sam mój starszy syn stwierdza, że najczęściej mówię „o dżizas” i się miotam, więc jego wersja niech będzie tą ostateczną 🙂

Jak sobie radzisz, gdy dzieci nie słuchają? (mam nadzieję, że czasem nie słuchają :)) Masz jakieś złote rady?

Ja też ich czasem nie słucham. Wtedy one powtarzają i powtarzają, na czym im zależy. Staram się brać z nich przykład 🙂

Myślę, że złotą radą jest po prostu pogodzenie się z tym, że dzieci jak normalni ludzie nie muszą się nas słuchać zawsze i wszędzie. I jasno komunikować, o co nam chodzi.

Kiedy dziecko słucha wciąż zakazów, to oczywiste, że w pewnym momencie się wyłączy i słuchać przestanie, bo po co, skoro to stara śpiewka i usłyszy to samo, co zawsze?

Między „nie ruszaj” a „jak tego dotkniesz, możesz się oparzyć” jest duża różnica 🙂

A pomysły na wpisy na blogu – choćby ostatni o mówieniu dziecku „nie”, skąd czerpiesz wiedzę? Z poradników, książek, internetu, czy po prostu z przyglądania się codziennemu życiu? A może testujesz na swoich dzieciach najpierw sposoby na skuteczną komunikację? 🙂

Moje czytelniczki są pomysłodawczyniami 70 procent tekstów na blogu. Zaczęło się od dialogów z synem, które publikowałam, bo wydawały mi się zabawne i dziewczyny zadawały pytania, jak osiągnąć taką relację z dzieckiem.

Żeby to wyjaśnić, potrzebowałam czegoś więcej niż wiedzy praktycznej, zaczęłam więc czytać poradniki, robić jakieś szkolenia dostępne w internecie, a wtedy rozmowa z dziećmi zaczęła mi jeszcze lepiej wychodzić. I tak to się pociągnęło.

Ale tematy podsyłają mi głównie czytelniczki. Na przykład jeden z ostatnich tekstów o lumpeksach powstał, bo zajawiłam na instastory, że jadę do ciuchlandu i dostałam z 50 wiadomości, co kupiłam w tym ciuchu. Zamiast odpisywać każdej z osobna, zrobiłam krótki filmik. A jak miałam filmik, to napisałam tekst 🙂

6 lat temu porzuciłaś Warszawę i przeniosłaś się na Mazury. W czasach, kiedy wszyscy garną się do miast, to dość nieoczekiwana decyzja. Czy trudno było ją podjąć? Nie żałujesz?

Ja obserwuję coś kompletnie przeciwnego – wszyscy nagle chcą mieszkać na wsi 🙂 Ale w sumie – dlaczego nieoczekiwana?

W mieście mieszkałam w wynajmowanym mieszkaniu bez stałej pracy i możliwości wysłania dziecka do żłobka czy przedszkola, bo nie miałam szans na meldunek (wówczas wymagany). Na prywatne przedszkole nie byłoby mnie stać.

A na wsi czekał na mnie dom, co prawda do remontu, ale zawsze, i rodzina, a dodatkowo spokój, przedszkole i czyste powietrze. Tylko głupi by się w mieście kisił 🙂

Tej decyzji nie żałuję, jedna z lepszych w moim życiu 🙂

Jaka jest różnica między mamą wiejską, a mamą miastową?

Żadna. Dzieci wszędzie są dziećmi.

To jak na co dzień wygląda Twoje „wiejskie” życie? Takie życie „Matki tylko jednej” od kulis 🙂

Leniwie. Jestem leniwa. Zamiast odpowiedzieć na Twój mail, jak obiecałam w poniedziałek, zajęłam się innym tekstem i męczyłam je po kilka godzin, a potem grałam w Wiedźmina, żeby odreagować tydzień wakacji z dziećmi i nacieszyć się tym, że ten tydzień spędzają u babci. Lubię nic nie robić.

Wkurza mnie to, że mam prawo jazdy i nie mam już wymówki, żeby wysłać kogoś po zakupy. Muszę sama się zebrać, ubrać, umalować, wyjść z domu i jechać 15 km do miasta, żeby kupić, co trzeba. Taki wyjazd to minimum 1,5 godziny.

Przez półtorej godziny to ja bym prawie tekst na blog skończyła – okropne marnotrawstwo!

Choć zazwyczaj obiecuję, że skończę tekst, a zamiast tego układam coś z chłopakami albo opanowuję ich popołudniową zabawę, która w każdej chwili może się w bójkę przerodzić.

Czy coś Ci sprawia trudność, albo sprawiało na początku przy prowadzeniu bloga? np. niemoc twórcza? brak pomysłów? albo po prostu Ci się nie chce? Czy lubisz prowadzić bloga?

O, pytałaś się o wiejskie życie. Jednym z jego przywar jest brak internetu i to mnie stopowało przez pierwsze cztery lata prowadzenia bloga. Tak, cztery.

Dopiero od roku mam dobry internet i jako taki komfort prowadzenia bloga i radości z kontaktu czytelnikami, co przez te lata trzymało mnie przy życiu i sprawiało, że nie rzucałam blogowania w cholerę.

Skąd odwaga w komentowaniu rzeczywistości? Nie zawsze ubierasz wszystko w „ładne słowa i zwroty”, nie owijasz w bawełnę. Nie boisz się, że zniechęcisz jakieś Czytelniczki do siebie, do swojego bloga?

Jaka odwaga? 🙂

Odwagą byłoby ubierać to, co myślę, w piękne słowa i starać się nikogo nie urazić, bo po pierwsze – musiałabym udawać, że nie jestem sobą, co rzadko wychodzi i zawsze coś wyłazi na wierzch, a po drugie – nawet płatki kwiatów mogą komuś wleźć za powiekę i urazić. Nie da się. Wszystko może kogoś urazić.

Mam taką jedną hejterkę, która od lat śledzi mojego bloga i zbiera moje potknięcia. Jak nie może czegoś znaleźć, to sobie interpretuje zwykłe posty tak, żeby wyszło, jaka jestem zła i beznadziejna.

Na przykład, kiedy piszę, że nie daję dziecku kar, to ona wyciągnie jakiś mem sprzed dwóch lat, w którym żartuję, że zjadłam dziecku czekoladkę „za karę”, żeby miał zdrowe zęby i wyśle mi to, jako dowód, że jestem hipokrytką. Ludzie mają czas na takie rzeczy i jak się uprą, to ze świni zrobią kolibra.

Staram się, zarówno w życiu, jak i na moich kanałach unikać osób, które albo źle życzą, albo są z natury złośliwe lub chcą się podbudować czyimś kosztem. Nie jest to nikomu potrzebne do szczęścia.

Chcę się obracać wśród takich matek, jak ja, które wieczorem cieszą się, że dzieci poszły spać i planują, ile to one nadrobią wieczorem z pracy, ale po pięciu minutach chrapią ze zmęczenia i następnego dnia wstają z wiarą, że dziś będzie lepiej. O wiele lepiej 🙂

Co się będzie działo na blogu w 2018 r.?

Nie wiem. Mam dużo celów, do których dążę, ale czy one zostaną zrealizowane, to ręki sobie nie dam uciąć 🙂

Bardzo dziękuję Ci za rozmowę 🙂

Rozmawiała: Ewa Moskalik Pieper

Zdjęcia: archiwum prywatne Joanny Jaskółki.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Podyskutuj

Kamperem przez Polskę, czyli spełnienie marzeń o wakacjach na kółkach

Jak to jest podróżować kamperem z trójką dzieci? Ile kosztuje taka przygoda? Dlaczego warto planować wszystko wcześniej? No i skąd woda w prysznicu, jak działa specjalny papier toaletowy i czy lodówka może chłodzić także w czasie jazdy? Wszystko, co warto wiedzieć o wakacyjnym życiu na czterech kółkach. Kamperem przez Polskę w praktyce, czyli spełnione marzenie Agnieszki :)
  • Anna Łabno - Kucharska - 14/08/2018
Dzieci w kamperze

Agnieszko, to była Wasza pierwsza przygoda z kamperem, prawda? 2 dorosłych, 3 dzieci, 1 kamper. Skąd pomysł na takie spędzanie wakacji? I dlaczego Polska?

Jesteśmy totalnymi świeżakami w sprawie caravaningu – bo tak fachowo określa się to, co zrobiliśmy 😉 Ale właśnie dlatego, ponieważ nic nie wiedzieliśmy o kamperach, to pojawił się ten pomysł – bo lubimy nowe przygody 😉 A, że nie mieliśmy innych planów na wakacje, pomyśleliśmy – czemu nie?
Dzieci, kiedy się dowiedziały, skakały z radości 😉

Polska wybraliśmy dlatego, bo uznaliśmy, że skoro nic nie wiemy o kamperach, to lepiej nauczyć się jednak w Polsce, w razie czego bliżej domu. Chcieliśmy też poznać nieznane nam zakątki Polski – Kaszuby, okolice Grudziądza, Włocławka, tereny, do których nigdy jeszcze nie zaglądaliśmy.

Jakie mieliście obawy, związane z takim środkiem lokomocji? O czym trzeba pamiętać?

Całe mnóstwo. Ale w końcu tyle osób to robi, jeżdżąc na dalekie trasy. Wierzyliśmy, że damy radę. To są sprytne pojazdy 😉 No i po drodze spotykaliśmy też innych kamperowiczów.

Rada numer 1: Wypożyczenie kampera jest coraz modniejsze i warto zarezerwować sobie auto wcześniej.

My bardzo późno zabraliśmy się za planowanie akcji. W wybranym przez nas terminie nie było łatwo znaleźć pojazd – taki, jaki chcieliśmy i potrzebowaliśmy. Ale się udało. Wypożyczyliśmy w Krakowie kamper, który nas pomieścił 😉

Właśnie, o czym jeszcze warto pomyśleć, wybierając kamper? Czym Wy się kierowaliście?

Gdzieś przeczytałam, że warto pożyczać auto w sprawdzonej firmie, aby nie okazało się, że nawali. Tak też zrobiliśmy. Po małym researchu, wybraliśmy firmę poleconą przez znajomą.

Rada numer 2: Pożyczaj samochód w sprawdzonym miejscu.

Wybierając auto, ważna jest liczba miejsc i tym samym pasów w pojeździe. W kamperze trzeba być przypiętym pasem – moje dzieci były zawiedzione ;-). Zależało nam także, aby kamper miał małą łazienkę (szczególnie WC) ze względu na dzieci i kuchnię oraz był na tyle duży, abyśmy nie chodzili sobie po głowie w razie deszczu… No i trochę wykrakaliśmy ten deszcz…

Rada numer 3: Pamiętaj o fotelikach dla młodszych dzieci.

Ja chciałam też, aby auto było w miarę nowe, nie było bardzo zużyte, żeby lepiej się prowadziło…, choć pewnie nie było to super racjonalne. I to był ten moment, kiedy ustaliliśmy, że nie kierujemy się ceną. Powiedzieliśmy sobie, jak szaleć to szaleć! Wypożyczyliśmy prawie TIR’a 😉 no w każdym razie było to duże auto.

kamper

Czy każdy może prowadzić taki pojazd?

O dziwo tak. Wystarczy prawo jazdy kategorii B. Co więcej, na bramkach na autostradzie, płaciliśmy jak samochód osobowy. Na początku zakładaliśmy, że oboje damy radę prowadzić w razie czego, ale okazało się, że ostatecznie mąż przejął prowadzenie, a ja byłam pokładową stewardessą 😉

Jak wygląda wynajmem kampera, jakie są formalności? No i jak wygląda odbiór auta?

Kiedy już znaleźliśmy auto, musieliśmy uzgodnić jakie wyposażenie chcemy jeszcze wypożyczyć – takie kampingowe – krzesła, stolik, parasol, mata pod markizę (taka rozsuwana zasłonka z dachu ;-)), hamak, schodek dla dzieci etc. Potem jeszcze trzeba przeczytać/uzgodnić umowę (elektronicznie) i wpłacić zaliczkę. Pozostałą kwotę płaci się przed lub w dniu odbioru auta, plus oczywiście kaucja (zwrotna).

Z nieoczywistych tematów, to okazało się, że część kamperów ma dzienny limit kilometrów. Przykładowo, można zrobić nie więcej niż 350 km dziennie. Dla nas nie miało to znaczenia, ale pewnie dla innych podróżników będzie to ważna informacja. Niektórzy wynajmujący zaznaczają, że ubezpieczenie (w pakiecie) nie obejmuje wyjazdów za naszą wschodnią granicę. Wtedy trzeba wykupić dodatkowe ubezpieczenie.

Na odbiór kampera umówiliśmy się o 16:00. Oddać auto mieliśmy o 11:00 po 8 dniach. Potem już indywidualnie uzgodniliśmy z właścicielem, że się trochę spóźnimy, bo akurat nikt na auto nie czekał.

Ile kosztuje wynajem kampera? Podsumowując wszystkie koszty 😉

Sporo. Generalnie to droga impreza. Ten „nasz” wcześniej był w Norwegii i śmialiśmy się, że chyba tylko w tym kraju to jest opłacalna zabawa. Ale właśnie tego chcieliśmy i byliśmy świadomi, że to spory koszt.

Na koszt wynajmu składają się (może się różnić oczywiście zależnie od firmy):

  • wynajem auta (płaci się za dobę), w tym jest ubezpieczenie, pełny bak (a warto wiedzieć, że ten smok pali spokojnie kilkanaście litrów na km), kilka tabletek do toalety i rolek papieru toaletowego, dwie butle gazowe;

Od 300 do 500 zł za dzień (takie ceny widziałam), zależnie od tego jakie auto, ile osób pomieści, czy to nowszy czy starszy model itp.

  • dodatkowe wyposażenie (wyposażenie kuchni, pościel, krzesła i wszystko co tam może być potrzebne), a także – możecie się śmiać – dodatkowy papier toaletowy! Serio – to taki specjalny papier – ok. 5 zł za rolkę, która się rozpuszcza w tej magicznej wodzie w toalecie i jak braknie to podobno zwykłego papieru nie można używać – ja nie chciałam ryzykować 😉

10, 20, 5 czy 7 zł za leżak, krzesło, parasol. A także 50 zł za całe wyposażenie kuchni. Tym razem cena za tydzień wynajmu.

  • sprzątanie kampera – w kilku firmach, w których czytaliśmy umowy, to była opłata obowiązkowa;

250 – 350 zł za usługę, która oczywiście jest konieczna, bo po tygodniu kamper wygląda na bardzo zmęczony…

  • kaucja zwrotna (zabezpieczenie na wypadek zniszczenia) – ale nie chodzi o tzw. zwykłe zużycie, tylko rzeczywiście zniszczenie specjalnie. Nam urwała się rączka od spuszczania wody szarej (nie wiemy kiedy), ale to nie był problem 😉 kaucja trafiła cała do nas.

Sporo tego…

No rzeczywiście. Ale to jeszcze nie wszystko. Bo wakacje w kamperze, zakładając noclegi na kempingach, to koszt pomiędzy 50 a 100 zł za dobę (z możliwością korzystania z prysznica, podłączeniem prądu) – to ceny dla naszej rodziny, gdzie dzieci nie zawsze łapią się na zniżki.

A jeszcze jedzenie. Można gotować samemu cały czas. To nawet wygodne, i akurat gotowanie, choć nie jestem jakąś super kucharką, było dla mnie dużą przyjemnością. Nie zawsze jednak mieliśmy ochotę i czas stać przy garach, wtedy w restauracjach musieliśmy zostawić znów trochę pieniędzy. Ile? Średnio dla rodziny z trójką dzieci, które sporo jedzą, ok. 60 – 145 zł (najdroższa była ryba ;-)). Ale wyspecjalizowaliśmy się w zamawianiu 3-4 dań i dzieleniu się. Działało bardzo dobrze.

dzieci w kamperze

A nie można spać na dziko?

Można. Pewnie nie wszędzie, ale można. Są strony www o miejscach, gdzie można kamperować na dziko. Podobno można mieszkać i używać kampera bez podłączenia do prądu ok. dwie doby (nie próbowaliśmy). Kuchnia jest. Lodówka, która działa na gaz (z zamrażalnikiem) albo prąd zależnie czy jest czy nie. Łazienka z prysznicem jest. Full wypas można rzec. I pełna samowystarczalność. Ale my mieliśmy sporo obaw przed nocowaniem na dziko. W końcu początkujemy… Wybieraliśmy kempingi. I podróżowaliśmy od jednego do drugiego, czasem zostając na dwie noce (maksymalnie trzy).

Opowiedz jak wybieraliście trasę?

Wiedzieliśmy, że chcemy jechać tam, gdzie jeszcze nie byliśmy, a docelowo dotrzeć na Kaszuby… Mieliśmy listę kempingów, wybranych wcześniej, gdzie potencjalnie możemy się zatrzymać. I tym się kierowaliśmy. Ale uwaga, my byliśmy tym zaskoczeni, nie wszędzie (akurat na Kaszubach nas to spotkało) było miejsce. Dowiedzieliśmy się, że nie możemy przyjechać (dzwoniliśmy wcześniej), bo nie ma miejsca. Rezerwacji nie przyjmują. I obowiązują turnusy – czyli nie na krócej niż tydzień (podobno to norma nad morzem). To było rzeczywiście dla nas zupełne zaskoczenie… Ale w Polsce jest sporo kampingów, więc daliśmy radę.

Rada numer 4: Upewnij się, że kemping, na który zmierzasz nie ma turnusów i że możesz przyjechać kiedy chcesz, a także czy jest miejsce, albo czy kemping jeszcze działa… 

Ile kilometrów jechaliście dziennie?

Około 200 – 250 km dziennie. Nie za dużo. A i tak trwało to ok. 3 – 4 godzin z dziećmi. A to siusiu, a to jeść, a to nudzi mi się… 😉

Wybieraliśmy „większe” drogi, bo wtedy było łatwiej. Jazda lokalnymi drogami bywała dla nas wyzwaniem, a mijanie się z ciężarówkami było ciekawe. Chwilę trwało aż nauczyliśmy się „czuć” wymiary auta. Ale na pewno kamper to nie jest mistrz szybkości 😉

dzieci w kamperze

Co koniecznie należy ze sobą spakować?

Zacznę od tego, że większość rzeczy pakuje się do szafek w kamperze, aby nie latały w czasie jazdy. Walizki i torby raczej tylko przeszkadzają. Po prostu nie ma na nie miejsca. Wszystko musi być w szafkach, i to pozamykane. A szafek jest sporo, ale małych.

Zabraliśmy standardowe wyjazdowe rzeczy dla siebie do ubrania 😉 Jedzenia spakowaliśmy tylko trochę, bo robiliśmy zakupy na bieżąco. Miałam oliwę, jakieś przyprawy, kaszę czy ryż. Oczywiście zapakowaliśmy książki i gry na czas podróży dla dzieci, kolorowanki i takie tam. Dla siebie książki na wieczór z nadzieją, że będzie czas na czytanie.

No i kempingowe wyposażenie: latarki, koc piknikowy. Coś na komary.

Krzesła, stolik, leżak, hamak – czekały na nas w kamperze. Podobnie talerze, sztućce, kubki, a nawet kieliszki – wszystko plastikowe. Garnki, deski, miseczki, wszystko było. Ale to już opowiadałam…

A jak z tą toaletą i wodą? Były kłopotliwe?

Generalnie są trzy wody, że tak powiem. Czysta, z której się korzysta do mycia, gotowania. Woda szara, czyli to, co zostaje po umyciu naczyń, rąk, kąpieli. A także takie szare pudełko – my nazwaliśmy je kuwetą, na nieczystości z toalety. W nim są rozpuszczone tabletki (lub płyn), aby rozpuszczały co trzeba i było nieprzyjemnych zapachów, plus ten super extra papier, i tyle.

Szarą wodę spuszcza się w specjalnych miejscach albo do kanału. Czystą uzupełnia też w specjalnych miejscach. A z kuwetą wędruje do toalety albo szuka znów specjalnego miejsca do opróżniania toalet turystycznych. Na kempingach często widzi się osoby wędrujące z tym pudłem w stronę WC (takie same pudła są w przyczepach i na jachtach – podobno). I to generalnie nie jest żaden kłopot. Powiem, tak, rodzica to niewiele już obrzydza 😉

kamper, wnętrze kampera

A czy czegoś Wam brakowało w czasie podróży?

Przez kilka dni słońca – bo akurat trafiliśmy na jedyne deszczowe dwa tygodnie tych wakacji… A tak poza tym, to chyba niczego. To było fajne doświadczenie. Wymagające, ale w mojej ocenie bardzo fajne. Mąż przyznał tylko, że jemu brakowało porządnego/czystego prysznica…

Co dała Ci ta wyprawa? Myślisz, że jeszcze kiedyś to powtórzycie?

Moje dzieci nauczyły się zmywać naczynia po obiedzie w zimnej wodzie 😉 i to była cenna lekcja – nawet ją uwieczniłam z zza krzaka ;-). My mieliśmy frajdę patrząc, jak szybko dzieci adaptują się do otoczenia, i że prysznic na kempingu to dla nich nie problem, czy jedzenie tego, co jest – bez marudzenia (choć w domu czasem się zdarza).

Dla nas to był aktywny czas i kombinowanie, gdzie spać, co zjeść. Ale z każdym dniem było łatwiej. Pewnie po miesiącu bylibyśmy już zupełnie wyluzowani 😉

Czy pojedziemy jeszcze kiedyś? Ja mogę jechać, ale niech mój najmłodszy syn – Krzyś – już czyta, w czasie jazdy będzie mniej się nudził 😉

Spotkały Was jakieś specjalne przygody?

Cały wyjazd był przygodą i częstym zaskoczeniem 😉 ale raz było groźnie, kiedy nie mogliśmy wyjechać z pola namiotowego, bo było mokro i ślisko po burzy 😉 Z jeziora nosiliśmy piasek, żeby się wydostać, a dzieci wyciągały ręce wysyłając magiczną moc… i się udało!

Później bardziej pilnowaliśmy, gdzie stajemy. Bo generalnie kamper to nie jest zbyt zwrotne autko, i nie wszędzie zaparkuje 😉

mama z dziećmi - kamperem przez Polskę

Dziękuję za rozmowę!

O swojej przygodzie z kamperem opowiadała Agnieszka Czmyr-Kaczanowska

Zdjęcia: własność Agnieszka Czmyr-Kaczanowska i jej rodzina

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Anna Łabno - Kucharska
Jestem mamą mądrej indywidualistki. Posiadam doświadczenie w koordynacji projektów, prowadzeniu szkoleń oraz doradztwa. Uwielbiam spędzać czas z rodziną, podróżować, czytać książki i celebrować picie kawy. W "wolnym" czasie wspieram osoby chore onkologicznie.

Suplementacja cennych kwasów DHA u dzieci

Kwas DHA, czyli kwas dokozaheksaenowy to substancja zalecana do stosowania przez kobiety w czasie ciąży – może zmniejszyć ryzyko przedwczesnego porodu, wspomaga także prawidłowy rozwój mózgu oraz zmysłu wzroku u nienarodzonego jeszcze dziecka.
  • Zofia Kowalska - 14/08/2018
mama z dzieckiem, suplementacja cennych kwasów dha u dzieci

Kwas DHA można podawać także niemowlętom i starszym dzieciom, w celu optymalnego funkcjonowania układów nerwowego, immunologicznego i sercowo-naczyniowego.

Właściwości kwasów DHA

W czasie ciąży i karmienia piersią kobieta musi dostarczyć nie tylko sobie, ale i drugiemu, zależnemu od niej organizmowi wszystkich niezbędnych substancji odżywczych. To także czas, kiedy i mama i dziecko wykazują zwiększone zapotrzebowanie na cenne dla ich prawidłowego rozwoju i funkcjonowania substancje. Za co jeszcze odpowiadają kwasy DHA? Mają one wpływ między innymi na:

  • prawidłową masę urodzinową malucha,
  • niewielkie wydłużenie czasu ciąży,
  • obniżenie ryzyka niektórych chorób, np. ADHD, autyzmu i dysleksji oraz powikłań ciążowych,
  • wykształcenie narządu mowy,
  • eliminowanie toksyn z organizmu,
  • stabilizowanie ciśnienia krwi i zmniejszenie ryzyka powstawania zakrzepów krwi.

Jak i kiedy podawać maluchom preparaty z kwasem DHA?

Suplementowanie kwasów DHA zaleca się stosować przynajmniej w 20. tygodniu ciąży, jednak, jeśli lekarz zaleci inaczej można przyjmować go także w pierwszych tygodniach ciąży. Jednak na tym nie koniec. Preparaty zawierające ten składnik warto podawać także niemowlętom i starszym pociechom. Momentem kiedy warto wprowadzić do codziennej diety preparat jest moment gdy sami lub po konsultacji z lekarzem zauważymy jakiekolwiek nieprawidłowości w rozwoju maleństwa lub stopniowe osłabienie jego układu odpornościowego. Preparaty dedykowane dzieciom mają zwykle formę płynów o neutralnym lub owocowym smaku, dzięki czemu są przez nie łatwo przyswajane i w porównaniu z innymi lekami czy suplementami, nie budzą sprzeciwu (np. Omegamed dla dzieci).

Najlepszym sposobem na przyswajanie wartościowych mikro- i makroelementów powinien być pokarm – najpierw mleko mamy, a w kolejnych etapach rozwoju – owoce, warzywa, nabiał, ryby i mięso. Nie zawsze jednak jest to możliwe, czy to ze względu na indywidualne upodobania kulinarne czy na nietolerancję niektórych składników znajdujących się w tych produktach. Wtedy, aby nie dopuścić do ich niedoboru niezbędna jest suplementacja, która korzystnie wpływa na prawidłową pracę i rozwój każdego, nawet bardzo wymagającego organizmu.

Materiał powstał we współpracy z partnerem portalu.

Zdjęcie: partnera portalu.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Zofia Kowalska
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Może Cię zainteresować także:
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail