Czego szukasz

Najczęściej mówię o dżizas i się miotam, czyli Matka jest tylko jedna

Jestem mamą, która rano biega po domu i jęczy „o dżizas, spóźnimy się, no spóźnimy się, załóż buty, proszę cię załóż buty, a gdzie twój brat, o dżizas, nie pij wody z kibla… ubrałeś już buty? A czasem wszystko idzie jak z płatka.” – mówi Joanna Jaskółka, znana w sieci jako Matka jest tylko jedna. Skąd bierze pomysły na artykuły na blogu i co skłoniło jej rodzinę do przeprowadzki z Warszawy na Mazury? I co robić, gdy dzieci nas nie słuchają?

  • Ewa Moskalik - Pieper - 07/02/2018
Joanna Jaskółka

Kiedyś w takiej przyjacielskiej rozmowie za znajomym psychologiem, na swoje utyskiwania, że to i tamto mi nie wyszło jako młodej mamie dwójki dzieci, usłyszałam: „jesteś najlepszą mamą dla swoich dzieci”, czyli mogłabym to przekuć w „matka jest tylko jedna”? 🙂 Skąd ta nazwa? Jakie przesłanie za nią stoi?

Ja dopiero teraz widzę, że nazwę mojego bloga można tak interpretować, ale geneza „matki tylko jednej” wywodzi się z… dowcipu.

Kiedy zakładałam blog krążył taki dowcip o Jasiu, któremu mama kazała przynieść dwie butelki wódki chyba, czy mleka, a on zajrzał do tej lodówki i odkrzyknął: Matka! Jest tylko jedna! Jakoś tak.

Pół godziny przed założeniem bloga ktoś mi opowiedział ten dowcip i tak już zostało. Ale nie będę się bronić przed Twoją interpretacją, myślę, że do aktualnych treści na blogu nawet bardziej pasuje 🙂

Czytając Twój blog i patrząc na zdjęcia, odczuwa się duży dystans do siebie i do macierzyństwa. A przecież mamy często starają się być za wszelką cenę perfekcyjne. Jaką jesteś mamą? Z dystansem, czy zapiętą na ostatni guzik?

Jestem mamą, która rano biega po domu i jęczy „o dżizas, o dżizas, o dżizas, spóźnimy się, no spóźnimy się, załóż buty, proszę cię załóż buty, a gdzie twój brat, o dżizas, o dżizas, nie pij wody z kibla, weź szklankę i tu sobie nalej, szklanka brudna, trzeba umyć, o dżizas, o dżizas, płyn się skończył, ubrałeś już buty?” Coś w tym stylu.

Choć zdarzają mi się takie poranki, gdzie wszystko idzie jak z płatka, ja wstaję przed dziećmi, piję na spokojnie kawę i wszystko odbywa się bardzo spokojnie, wtedy je celebruję pięknym statusem i wszyscy myślą, że to u mnie norma, tymczasem sam mój starszy syn stwierdza, że najczęściej mówię „o dżizas” i się miotam, więc jego wersja niech będzie tą ostateczną 🙂

Jak sobie radzisz, gdy dzieci nie słuchają? (mam nadzieję, że czasem nie słuchają :)) Masz jakieś złote rady?

Ja też ich czasem nie słucham. Wtedy one powtarzają i powtarzają, na czym im zależy. Staram się brać z nich przykład 🙂

Myślę, że złotą radą jest po prostu pogodzenie się z tym, że dzieci jak normalni ludzie nie muszą się nas słuchać zawsze i wszędzie. I jasno komunikować, o co nam chodzi.

Kiedy dziecko słucha wciąż zakazów, to oczywiste, że w pewnym momencie się wyłączy i słuchać przestanie, bo po co, skoro to stara śpiewka i usłyszy to samo, co zawsze?

Między „nie ruszaj” a „jak tego dotkniesz, możesz się oparzyć” jest duża różnica 🙂

A pomysły na wpisy na blogu – choćby ostatni o mówieniu dziecku „nie”, skąd czerpiesz wiedzę? Z poradników, książek, internetu, czy po prostu z przyglądania się codziennemu życiu? A może testujesz na swoich dzieciach najpierw sposoby na skuteczną komunikację? 🙂

Moje czytelniczki są pomysłodawczyniami 70 procent tekstów na blogu. Zaczęło się od dialogów z synem, które publikowałam, bo wydawały mi się zabawne i dziewczyny zadawały pytania, jak osiągnąć taką relację z dzieckiem.

Żeby to wyjaśnić, potrzebowałam czegoś więcej niż wiedzy praktycznej, zaczęłam więc czytać poradniki, robić jakieś szkolenia dostępne w internecie, a wtedy rozmowa z dziećmi zaczęła mi jeszcze lepiej wychodzić. I tak to się pociągnęło.

Ale tematy podsyłają mi głównie czytelniczki. Na przykład jeden z ostatnich tekstów o lumpeksach powstał, bo zajawiłam na instastory, że jadę do ciuchlandu i dostałam z 50 wiadomości, co kupiłam w tym ciuchu. Zamiast odpisywać każdej z osobna, zrobiłam krótki filmik. A jak miałam filmik, to napisałam tekst 🙂

6 lat temu porzuciłaś Warszawę i przeniosłaś się na Mazury. W czasach, kiedy wszyscy garną się do miast, to dość nieoczekiwana decyzja. Czy trudno było ją podjąć? Nie żałujesz?

Ja obserwuję coś kompletnie przeciwnego – wszyscy nagle chcą mieszkać na wsi 🙂 Ale w sumie – dlaczego nieoczekiwana?

W mieście mieszkałam w wynajmowanym mieszkaniu bez stałej pracy i możliwości wysłania dziecka do żłobka czy przedszkola, bo nie miałam szans na meldunek (wówczas wymagany). Na prywatne przedszkole nie byłoby mnie stać.

A na wsi czekał na mnie dom, co prawda do remontu, ale zawsze, i rodzina, a dodatkowo spokój, przedszkole i czyste powietrze. Tylko głupi by się w mieście kisił 🙂

Tej decyzji nie żałuję, jedna z lepszych w moim życiu 🙂

Jaka jest różnica między mamą wiejską, a mamą miastową?

Żadna. Dzieci wszędzie są dziećmi.

To jak na co dzień wygląda Twoje „wiejskie” życie? Takie życie „Matki tylko jednej” od kulis 🙂

Leniwie. Jestem leniwa. Zamiast odpowiedzieć na Twój mail, jak obiecałam w poniedziałek, zajęłam się innym tekstem i męczyłam je po kilka godzin, a potem grałam w Wiedźmina, żeby odreagować tydzień wakacji z dziećmi i nacieszyć się tym, że ten tydzień spędzają u babci. Lubię nic nie robić.

Wkurza mnie to, że mam prawo jazdy i nie mam już wymówki, żeby wysłać kogoś po zakupy. Muszę sama się zebrać, ubrać, umalować, wyjść z domu i jechać 15 km do miasta, żeby kupić, co trzeba. Taki wyjazd to minimum 1,5 godziny.

Przez półtorej godziny to ja bym prawie tekst na blog skończyła – okropne marnotrawstwo!

Choć zazwyczaj obiecuję, że skończę tekst, a zamiast tego układam coś z chłopakami albo opanowuję ich popołudniową zabawę, która w każdej chwili może się w bójkę przerodzić.

Czy coś Ci sprawia trudność, albo sprawiało na początku przy prowadzeniu bloga? np. niemoc twórcza? brak pomysłów? albo po prostu Ci się nie chce? Czy lubisz prowadzić bloga?

O, pytałaś się o wiejskie życie. Jednym z jego przywar jest brak internetu i to mnie stopowało przez pierwsze cztery lata prowadzenia bloga. Tak, cztery.

Dopiero od roku mam dobry internet i jako taki komfort prowadzenia bloga i radości z kontaktu czytelnikami, co przez te lata trzymało mnie przy życiu i sprawiało, że nie rzucałam blogowania w cholerę.

Skąd odwaga w komentowaniu rzeczywistości? Nie zawsze ubierasz wszystko w „ładne słowa i zwroty”, nie owijasz w bawełnę. Nie boisz się, że zniechęcisz jakieś Czytelniczki do siebie, do swojego bloga?

Jaka odwaga? 🙂

Odwagą byłoby ubierać to, co myślę, w piękne słowa i starać się nikogo nie urazić, bo po pierwsze – musiałabym udawać, że nie jestem sobą, co rzadko wychodzi i zawsze coś wyłazi na wierzch, a po drugie – nawet płatki kwiatów mogą komuś wleźć za powiekę i urazić. Nie da się. Wszystko może kogoś urazić.

Mam taką jedną hejterkę, która od lat śledzi mojego bloga i zbiera moje potknięcia. Jak nie może czegoś znaleźć, to sobie interpretuje zwykłe posty tak, żeby wyszło, jaka jestem zła i beznadziejna.

Na przykład, kiedy piszę, że nie daję dziecku kar, to ona wyciągnie jakiś mem sprzed dwóch lat, w którym żartuję, że zjadłam dziecku czekoladkę „za karę”, żeby miał zdrowe zęby i wyśle mi to, jako dowód, że jestem hipokrytką. Ludzie mają czas na takie rzeczy i jak się uprą, to ze świni zrobią kolibra.

Staram się, zarówno w życiu, jak i na moich kanałach unikać osób, które albo źle życzą, albo są z natury złośliwe lub chcą się podbudować czyimś kosztem. Nie jest to nikomu potrzebne do szczęścia.

Chcę się obracać wśród takich matek, jak ja, które wieczorem cieszą się, że dzieci poszły spać i planują, ile to one nadrobią wieczorem z pracy, ale po pięciu minutach chrapią ze zmęczenia i następnego dnia wstają z wiarą, że dziś będzie lepiej. O wiele lepiej 🙂

Co się będzie działo na blogu w 2018 r.?

Nie wiem. Mam dużo celów, do których dążę, ale czy one zostaną zrealizowane, to ręki sobie nie dam uciąć 🙂

Bardzo dziękuję Ci za rozmowę 🙂

Rozmawiała: Ewa Moskalik Pieper

Zdjęcia: archiwum prywatne Joanny Jaskółki.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Podyskutuj

Nowy Sącz stolicą macierzyństwa – II Sądeckie Forum Mam

Przez ten jeden miesiąc w roku Nowy Sącz jest stolicą macierzyństwa. Zbliża się piękny czas, nie tylko dla wszystkich zakochanych, ale przede wszystkim dla Aktywnych Mam – maj, a w maju II Sądeckie Forum Mam. Sądeczanki będą mogły świętować Dzień Matki już 25.05.2019 i poczuć się nad wyraz wyjątkowo, jak na to święto przystało.
  • Redakcja portalu Mamo Pracuj - 18/04/2019
zdjęcie z I Sądeckiego Forum Mam

Klub Aktywnych Mam

Podobnie jak w zeszłym roku, nie zabraknie wspaniałości w wielu dziedzinach. Każda mama znajdzie w programie coś dla siebie i na pewno nie będzie się nudzić.
W tym roku na zaproszenie Aktywnych Mam odpowiedzieli wspaniali goście.

Będzie coś o wychowaniu, dzieciach, relacjach w związku jak również coś innego, czyli męski punkt widzenia… Brzmi tajemniczo, ale nie chcemy za dużo zdradzać a tylko zachęcić nasze mamy, by licznie przybyły na to fantastyczne wydarzenie do Wyższej Szkoły Biznesu w Nowym Sączu.

II Sądeckie Forum Mam

Przed wydarzeniem uruchomiona zostanie rejestracja, dzięki której każda mama zagwarantuje sobie miejsce podczas wykładów. Wstęp na to wydarzenie to jedyne 10 zł płatne na konto stowarzyszenia, jest to gwarancją otrzymania pamiątkowej torby z gadżetami.

Podobnie jak w ubiegłym roku na forum zaprezentują się lokalni przedsiębiorcy i sprzedawcy. Będą zachęcać do swoich usług/wyrobów i odpowiadać na wszystkie pytania uczestniczek. W tym dniu przygotowane będą specjalne rabaty i promocje.

#MamyMoc!

My kobiety wiemy, że czasem do szczęścia potrzeba nam odrobina słodyczy i ogarnianie całego domostwa staje się banalnie proste. Klub Aktywnych Mam nie zapomniał również o tym. Swoje słodkie wyroby przygotują do poczęstowania sądeccy cukiernicy i nie tylko.

Każda mama bez wyjątku ma poczuć się  jak „u siebie”, na luzie, bez spięcia i z uśmiechem na twarzy. Zapamiętać ten dzień, poznać inne kobiety/mamy, a przede wszystkim dobrze się bawić.

Będzie ciekawie i warto już dziś zapisać to wydarzenie w swoim kalendarzu!

Kto chce być na bieżąco już dziś zapraszamy do śledzenia strony na Facebooku, jak również stronę WWW, gdzie na bieżąco umieszczane będą informacje na temat tego wydarzenia.

Niech Nowy Sącz będzie stolicą macierzyństwa po raz drugi, a my mamy pokażemy siłę i to, że #MAMYMOC!

Zapraszamy Was już 25 maja 2019 r. o godz. 9:00!  do Wyższej Szkoły Biznesu w Nowym Sączu! >>>

Zarejestruj się!  >>>

 

Zdjęcie: własność organizatora wydarzenia; I Sądeckie Forum Mam

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redakcja portalu Mamo Pracuj

House manager w domu pełnym kosmitów

Przeczytałam wywiad z Justyną Walczak, niezwykłą, spełnioną mamą, opowiadającą o życiu w rodzinie z dziewiątką dzieci (i z dziesiątym w drodze...). „O, ludzie, to przecież niemożliwe!” – pomyślałam, mając sama na co dzień do ogarnięcia małe kosmitki w liczbie zaledwie dwóch. Niedowierzanie, podziw i ciekawość sprawiły, że czym prędzej postanowiłam kupić książkę. O wywiadzie opowiedziałam przyjaciółce, też mamie. „To jak rozmawiać z kosmitą...!” – skwitowała. Nie wiedziała o książce, a tym bardziej o jej tytule.
  • Natalia Małozięć - 17/04/2019

Multirodzina

Książka Justyny Walczak porusza ważną kwestię, a mianowicie problem społecznego postrzegania rodzin wielodzietnych. Autorka opisując własne doświadczenia i reakcje napotykanych osób, najczęściej pisze o współczuciu, czy upatrywaniu oznak patologii w posiadaniu licznego potomstwa. Kiedyś rodzenie dzieci uznawano za całkiem normalne zjawisko, bo i podobnych rodzin było więcej… Teraz jednak, wielu obywatelom w głowie się nie mieści, że można z wyboru zostać pełnoetatową multimamą i szczęśliwym multitatą. A to właśnie ich sposób na życie!

Poświęcić się pracy zawodowej, czy zrobić karierę w macierzyństwie? Justyna już zdecydowała. Autorka książki podkreśla, iż jest kobietą świadomą, realizującą swoje powołanie. Traktuje je jako konkretną pracę do wykonania. A uzyskany dyplom lekarza? Przy częstym udzielaniu pierwszej pomocy własnym i okolicznym dzieciakom, stał się bezcenny. Wynagrodzenie? Owszem, jest – „w postaci zwielokrotnionej miłości” – pisze Justyna.

Justyna pięknie wyraża się o swoich dzieciach. Używa wielu różnych określeń, a pod każdym z nich kryje się morze miłości. Ze wzruszeniem przewiduje moment, kiedy znów będą musieli z mężem przesiąść się do wozu w normalnym rozmiarze…

Inwazja kosmitów

Tytułowi „kosmici”, czy „obcy”, jak pisze o swojej gromadce Justyna, to główni bohaterowie, czyli Walczakowa gromadka. Wydają się być „obcymi”, kiedy zmieniają się, dorośleją i wyślizgują się z rodzicielskich sieci. Stają się samodzielni i zaczynają mieć własne zdanie. Ku zdziwieniu mamy, coraz częściej krytyczne, również i wobec domowych zasad. Wychowanie zaczyna stawiać coraz większe wyzwania. Trudno nadążyć, kiedy ma się w domu przedstawicieli wszystkich rozwojowych etapów. Kosmiczne perpetuum mobile.

Rodzicom wesołej gromadki też przydaje się kosmiczny pierwiastek. Muszą zaopatrzyć się w niespożyte pokłady energii, cierpliwości i pomysłów. Zarządzanie takim statkiem kosmicznym wyczerpuje, dając jednocześnie siłę na ciąg dalszy. Cieszy, śmieszy, wzrusza, denerwuje i pogrąża w otchłani rozpaczy. Na przemian i w kółko.

Sport ekstremalny

Justyna jednak nie narzeka i nie użala się nad sobą. Nie odkrywa przed nami wszystkich swoich emocji. W swojej rodzinnej opowieści jest prawie zawsze radosna i zdystansowana. Można podziwiać jej wypracowany, zdrowy dystans do błahych spraw. Tym bardziej, że odróżnienie problemów ważnych od całej reszty, wcale nie jest łatwe.

Autorka oszczędza nam nieodłącznej przecież, ciemnej strony medalu. Nawet kiedy wylicza powody wizyt na izbie przyjęć zaprzyjaźnionego już szpitala, robi to wydawałoby się, z uśmieszkiem na ustach. „(…) czujemy się szczęśliwi, mogąc uprawiać z mężem ten sport ekstremalny (…)” – podsumowuje.

Uważam, że jednym z lepszych fragmentów jest opis „porodowego współ-doświadczenia” ojca rodziny, Wojtka. Są spore emocje i wzruszenie.

Szkoła życia

Każdy członek Walczakowej rodziny przechodzi swoistą szkołę życia. Najtrudniejsze lekcje odrabia pewnie mama, dzielnie stawiając czoła codziennym multiwyzwaniom. W książce mamy garść dowcipnych opisów logistyczno-wychowawczych wirtuozerii oraz efektywnego manipulowania zasobami w wykonaniu Justyny. Wyrazy uznania należą się również tacie, który nie tylko stara się zapewnić rodzinie ważną część „zasobów”, ale dba o to, by być aktywnym tatą, kiedy to tylko możliwe.

„Progenitura” Walczaków nie ma wyboru. Czeka ją przyśpieszony proces dorastania. Mama i tata nie mogą być na każde zawołanie. Miłość i uwaga choć mnożone, są przede wszystkim dzielone. Podział obowiązków, dyżury i wspieranie (a z czasem i zastępowanie) mamy w wielu domowych pracach, wychodzi dzieciakom na dobre. Kochają się na zabój i kiedy trzeba, bez zastanowienia stają za sobą murem. Opieka nad młodszym rodzeństwem to dla nich inwestycja w rodzinną przyszłość.

Walczakowy kosmos to miejsce niezwykłe. Ciepłe i radosne. Tu nie ma mowy o nudzie. Nie ma też czasu na niepotrzebne rozmyślania. Jest tu i teraz, do dziesiątej potęgi!

Justyna Walczak „Dom pełen kosmitów”

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Natalia Małozięć
Absolwentka Wydziału Filozoficznego UJ. Psycholog dziecięcy i trener twórczości. Komponuje i prowadzi zajęcia dla dzieci. Od 2 i pół roku po uszy zanurzona w macierzyństwie. W codziennym ogarnianiu rzeczywistości pomagają jej poczucie humoru, marzenia i opisywanie tego, co się dzieje.
Podyskutuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Może Cię zainteresować także:
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail