Czego szukasz

Najczęściej mówię o dżizas i się miotam, czyli Matka jest tylko jedna

Jestem mamą, która rano biega po domu i jęczy „o dżizas, spóźnimy się, no spóźnimy się, załóż buty, proszę cię załóż buty, a gdzie twój brat, o dżizas, nie pij wody z kibla… ubrałeś już buty? A czasem wszystko idzie jak z płatka.” – mówi Joanna Jaskółka, znana w sieci jako Matka jest tylko jedna. Skąd bierze pomysły na artykuły na blogu i co skłoniło jej rodzinę do przeprowadzki z Warszawy na Mazury? I co robić, gdy dzieci nas nie słuchają?

Joanna Jaskółka

Kiedyś w takiej przyjacielskiej rozmowie za znajomym psychologiem, na swoje utyskiwania, że to i tamto mi nie wyszło jako młodej mamie dwójki dzieci, usłyszałam: „jesteś najlepszą mamą dla swoich dzieci”, czyli mogłabym to przekuć w „matka jest tylko jedna”? 🙂 Skąd ta nazwa? Jakie przesłanie za nią stoi?

Ja dopiero teraz widzę, że nazwę mojego bloga można tak interpretować, ale geneza „matki tylko jednej” wywodzi się z… dowcipu.

Kiedy zakładałam blog krążył taki dowcip o Jasiu, któremu mama kazała przynieść dwie butelki wódki chyba, czy mleka, a on zajrzał do tej lodówki i odkrzyknął: Matka! Jest tylko jedna! Jakoś tak.

Pół godziny przed założeniem bloga ktoś mi opowiedział ten dowcip i tak już zostało. Ale nie będę się bronić przed Twoją interpretacją, myślę, że do aktualnych treści na blogu nawet bardziej pasuje 🙂

Czytając Twój blog i patrząc na zdjęcia, odczuwa się duży dystans do siebie i do macierzyństwa. A przecież mamy często starają się być za wszelką cenę perfekcyjne. Jaką jesteś mamą? Z dystansem, czy zapiętą na ostatni guzik?

Jestem mamą, która rano biega po domu i jęczy „o dżizas, o dżizas, o dżizas, spóźnimy się, no spóźnimy się, załóż buty, proszę cię załóż buty, a gdzie twój brat, o dżizas, o dżizas, nie pij wody z kibla, weź szklankę i tu sobie nalej, szklanka brudna, trzeba umyć, o dżizas, o dżizas, płyn się skończył, ubrałeś już buty?” Coś w tym stylu.

Choć zdarzają mi się takie poranki, gdzie wszystko idzie jak z płatka, ja wstaję przed dziećmi, piję na spokojnie kawę i wszystko odbywa się bardzo spokojnie, wtedy je celebruję pięknym statusem i wszyscy myślą, że to u mnie norma, tymczasem sam mój starszy syn stwierdza, że najczęściej mówię „o dżizas” i się miotam, więc jego wersja niech będzie tą ostateczną 🙂

Jak sobie radzisz, gdy dzieci nie słuchają? (mam nadzieję, że czasem nie słuchają :)) Masz jakieś złote rady?

Ja też ich czasem nie słucham. Wtedy one powtarzają i powtarzają, na czym im zależy. Staram się brać z nich przykład 🙂

Myślę, że złotą radą jest po prostu pogodzenie się z tym, że dzieci jak normalni ludzie nie muszą się nas słuchać zawsze i wszędzie. I jasno komunikować, o co nam chodzi.

Kiedy dziecko słucha wciąż zakazów, to oczywiste, że w pewnym momencie się wyłączy i słuchać przestanie, bo po co, skoro to stara śpiewka i usłyszy to samo, co zawsze?

Między „nie ruszaj” a „jak tego dotkniesz, możesz się oparzyć” jest duża różnica 🙂

A pomysły na wpisy na blogu – choćby ostatni o mówieniu dziecku „nie”, skąd czerpiesz wiedzę? Z poradników, książek, internetu, czy po prostu z przyglądania się codziennemu życiu? A może testujesz na swoich dzieciach najpierw sposoby na skuteczną komunikację? 🙂

Moje czytelniczki są pomysłodawczyniami 70 procent tekstów na blogu. Zaczęło się od dialogów z synem, które publikowałam, bo wydawały mi się zabawne i dziewczyny zadawały pytania, jak osiągnąć taką relację z dzieckiem.

Żeby to wyjaśnić, potrzebowałam czegoś więcej niż wiedzy praktycznej, zaczęłam więc czytać poradniki, robić jakieś szkolenia dostępne w internecie, a wtedy rozmowa z dziećmi zaczęła mi jeszcze lepiej wychodzić. I tak to się pociągnęło.

Ale tematy podsyłają mi głównie czytelniczki. Na przykład jeden z ostatnich tekstów o lumpeksach powstał, bo zajawiłam na instastory, że jadę do ciuchlandu i dostałam z 50 wiadomości, co kupiłam w tym ciuchu. Zamiast odpisywać każdej z osobna, zrobiłam krótki filmik. A jak miałam filmik, to napisałam tekst 🙂

6 lat temu porzuciłaś Warszawę i przeniosłaś się na Mazury. W czasach, kiedy wszyscy garną się do miast, to dość nieoczekiwana decyzja. Czy trudno było ją podjąć? Nie żałujesz?

Ja obserwuję coś kompletnie przeciwnego – wszyscy nagle chcą mieszkać na wsi 🙂 Ale w sumie – dlaczego nieoczekiwana?

W mieście mieszkałam w wynajmowanym mieszkaniu bez stałej pracy i możliwości wysłania dziecka do żłobka czy przedszkola, bo nie miałam szans na meldunek (wówczas wymagany). Na prywatne przedszkole nie byłoby mnie stać.

A na wsi czekał na mnie dom, co prawda do remontu, ale zawsze, i rodzina, a dodatkowo spokój, przedszkole i czyste powietrze. Tylko głupi by się w mieście kisił 🙂

Tej decyzji nie żałuję, jedna z lepszych w moim życiu 🙂

Jaka jest różnica między mamą wiejską, a mamą miastową?

Żadna. Dzieci wszędzie są dziećmi.

To jak na co dzień wygląda Twoje „wiejskie” życie? Takie życie „Matki tylko jednej” od kulis 🙂

Leniwie. Jestem leniwa. Zamiast odpowiedzieć na Twój mail, jak obiecałam w poniedziałek, zajęłam się innym tekstem i męczyłam je po kilka godzin, a potem grałam w Wiedźmina, żeby odreagować tydzień wakacji z dziećmi i nacieszyć się tym, że ten tydzień spędzają u babci. Lubię nic nie robić.

Wkurza mnie to, że mam prawo jazdy i nie mam już wymówki, żeby wysłać kogoś po zakupy. Muszę sama się zebrać, ubrać, umalować, wyjść z domu i jechać 15 km do miasta, żeby kupić, co trzeba. Taki wyjazd to minimum 1,5 godziny.

Przez półtorej godziny to ja bym prawie tekst na blog skończyła – okropne marnotrawstwo!

Choć zazwyczaj obiecuję, że skończę tekst, a zamiast tego układam coś z chłopakami albo opanowuję ich popołudniową zabawę, która w każdej chwili może się w bójkę przerodzić.

Czy coś Ci sprawia trudność, albo sprawiało na początku przy prowadzeniu bloga? np. niemoc twórcza? brak pomysłów? albo po prostu Ci się nie chce? Czy lubisz prowadzić bloga?

O, pytałaś się o wiejskie życie. Jednym z jego przywar jest brak internetu i to mnie stopowało przez pierwsze cztery lata prowadzenia bloga. Tak, cztery.

Dopiero od roku mam dobry internet i jako taki komfort prowadzenia bloga i radości z kontaktu czytelnikami, co przez te lata trzymało mnie przy życiu i sprawiało, że nie rzucałam blogowania w cholerę.

Skąd odwaga w komentowaniu rzeczywistości? Nie zawsze ubierasz wszystko w „ładne słowa i zwroty”, nie owijasz w bawełnę. Nie boisz się, że zniechęcisz jakieś Czytelniczki do siebie, do swojego bloga?

Jaka odwaga? 🙂

Odwagą byłoby ubierać to, co myślę, w piękne słowa i starać się nikogo nie urazić, bo po pierwsze – musiałabym udawać, że nie jestem sobą, co rzadko wychodzi i zawsze coś wyłazi na wierzch, a po drugie – nawet płatki kwiatów mogą komuś wleźć za powiekę i urazić. Nie da się. Wszystko może kogoś urazić.

Mam taką jedną hejterkę, która od lat śledzi mojego bloga i zbiera moje potknięcia. Jak nie może czegoś znaleźć, to sobie interpretuje zwykłe posty tak, żeby wyszło, jaka jestem zła i beznadziejna.

Na przykład, kiedy piszę, że nie daję dziecku kar, to ona wyciągnie jakiś mem sprzed dwóch lat, w którym żartuję, że zjadłam dziecku czekoladkę „za karę”, żeby miał zdrowe zęby i wyśle mi to, jako dowód, że jestem hipokrytką. Ludzie mają czas na takie rzeczy i jak się uprą, to ze świni zrobią kolibra.

Staram się, zarówno w życiu, jak i na moich kanałach unikać osób, które albo źle życzą, albo są z natury złośliwe lub chcą się podbudować czyimś kosztem. Nie jest to nikomu potrzebne do szczęścia.

Chcę się obracać wśród takich matek, jak ja, które wieczorem cieszą się, że dzieci poszły spać i planują, ile to one nadrobią wieczorem z pracy, ale po pięciu minutach chrapią ze zmęczenia i następnego dnia wstają z wiarą, że dziś będzie lepiej. O wiele lepiej 🙂

Co się będzie działo na blogu w 2018 r.?

Nie wiem. Mam dużo celów, do których dążę, ale czy one zostaną zrealizowane, to ręki sobie nie dam uciąć 🙂

Bardzo dziękuję Ci za rozmowę 🙂

Rozmawiała: Ewa Moskalik Pieper

Zdjęcia: archiwum prywatne Joanny Jaskółki.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Podyskutuj

Jak porozumieć się się z dzieckiem?

Co to tak naprawdę znaczy dla Ciebie być rodzicem? Jak zachęcić dziecko do współpracy? Codzienne sytuacje z życia skłaniają nas i wielu innych rodziców, do świadomego poszukiwania odpowiedzi na te pytania.
mama umawia się na coś ze swoją córeczką, rozmawiają

Jak porozumieć się z dzieckiem?

Moment urodzenia dziecka to moment powołania rodzica na rodzica. Formalnie rodzicami stajemy się w ciągu kilku chwil. Jednak mentalnie, tak w głębi duszy nasza świadomość „bycia rodzicem” dopiero się budzi do życia wraz z urodzeniem dziecka. I co więcej, zarówno z upływem lat, jak i z narodzinami kolejnego dziecka, krok po kroku stajemy się rodzicami.

Codzienne sytuacje z życia skłaniają nas i wielu innych rodziców do świadomego poszukiwania odpowiedzi na pytanie:

Co to tak naprawdę znaczy dla mnie być rodzicem?

W głowie rodziców pojawiają się pytania:

  • Co znaczy dla mnie dzisiaj być rodzicem?
  • Jakim rodzicem chcę być?
  • Jakiego rodzica potrzebuje moje dziecko?
  • Skąd mam wiedzieć, że właśnie takim rodzicem dobrze jest być?
  • Jak mam być pewny/a, że wybierając ten model wychowawczy, strzelam w dziesiątkę?
  • Czy wychowanie dziecka jest o wychowaniu dziecka?

Te pytania można mnożyć, gdyż niemal codziennie pojawiają się nowe. Każdy dzień z dzieckiem jest inny. Jednego dnia dominuje radość, innego złość czy strach. Przez pół roku Twoje dziecko z Tobą jako rodzicem współpracuje tak, jak sobie wymarzyłeś/aś, a potem przez kolejne miesiące nie możesz nadążyć nad zrozumieniem jego pomysłów. Okazuje się, że rodzicielstwo to istna karuzela, a czasami rollercoaster, nieprawdaż? Aż chciałoby się, tak choćby na chwilkę lub dłużej, znaleźć jakiś stały grunt, jakąś twardą, pewną drogę, jasne wytyczne…

Przeczytaj także: Cała prawda o Porozumieniu Bez Przemocy. Kiedy działa, a kiedy nie?

Porozumienie bez Przemocy

Dla wielu rodziców mapą do znalezienie takiej drogi stał się proces Porozumienia Bez Przemocy (ang. Nonviolent Communication) zaproponowany przez amerykańskiego psychologa Marshalla B. Rosenberga. Podejście stworzone i dedykowane nie tylko rodzicom, lecz różnym grupom ludzi. Z powodzeniem można je stosować w firmie, w szkole, w dziale HR itp. Dlaczego? Bowiem ono jest po prostu dla ludzi – małych i dużych, co z naszego punktu widzenia, zmniejsza ryzyko manipulacji.

W Porozumieniu bez Przemocy nie chodzi o to by „poprawnie” stosować metodę, by aplikować formułki, itp. Porozumienie Bez Przemocy zwane też jest językiem serca, bo kluczowa jest w tym podejściu autentyczność – świadomość tego, co w danej chwili jest dla mnie ważne, zauważanie co jest ważne dla drugiej osoby i poszukiwanie wspólnej przestrzeni na spotkanie, gdzie możliwe są rozwiązania wygrany-wygrany.

Spotkanie ze sobą i drugim człowiekiem jest tutaj kluczowe. Czasami spotkamy się tylko na krótką chwilę, a czasami wspólnie możemy obiec kulę ziemską. Bo liczy się kontakt, gdyż będąc w kontakcie możemy odkrywać nowe wspólne ścieżki dojścia do szerokiej, pewniejszej drogi.

Interesują Cię nasze propozycje dla rodziców?

Zapisz się do newslettera Mamo Pracuj i nie przegap żadnych nowości!

Zapisując się na newsletter, wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych na zasadach określonych w polityce prywatności. W każdej chwili zgodę możesz wycofać.

Jak to działa?

Jedno z głównych założeń PBP brzmi: wszyscy mamy te same piękne, uniwersalne potrzeby. Mamy je, bo jesteśmy ludźmi. Kropka. Zatem potrafimy dostrzegać potrzeby zarówno swoje, jak i innych. Na przykład mój towarzysz podróży potrzebuje teraz odpoczynku. Ja natomiast tęsknię za ruchem i wyzwaniem. Gdy umiem choć dostrzec piękno naszych potrzeb – to robię ważny krok do porozumienia.

Inne założenie jest takie, iż wszystko co robimy, robimy po to, by zaspokoić swoje potrzeby. Co więcej, potrzeby możemy zaspokajać na wiele rożnych sposobów, tylko czasem trudno jest nam je samemu dostrzec, a bywa i tak, że z różnych przyczyn jesteśmy przywiązaniu do jednego, konkretnego sposobu zaspokojenia swoich potrzeb.

Są to sytuacje, w których trudno uniknąć konfliktu czy kłótni. Marshall Rosenberg powiedział, że każdy konflikt (naprawdę każdy) da się rozwiązać w ciągu 20 minut od momentu, gdy obie strony dostrzegą swoje i drugiej strony potrzeby. I to właśnie przejście z poziomu strategii (czyli konkretnego sposobu działania czy zaspokajania potrzeb), na poziom potrzeb zwiększa prawdopodobieństwo wypracowania rozwiązań wygrany-wygrana.

Co więcej, nierzadko pomysły, które wpadają nam aby zaspokoić te potrzeby, krzywdzą innych, a nawet nas samych. I to nie jest miłe. Czasami nawet nie robimy tego specjalnie, tak po prostu się zdarza. Aby jednak świat ulepszać, a nie pogrążać w bólu, możemy zauważyć ten fakt, jak w poniższym przykładzie, w którym mama mówi do 4-latki, która uderzyła koleżankę:

  • Zezłościłaś się, bo chciałabyś być zapytana o zdanie i sama zdecydować, czy chcesz oddać swoją część pizzy? Czy tak?

lub

  • Podejrzewam, że Kasia się przestraszyła? Być może nawet nie wiedziała, że to jest dla Ciebie ważne? Chcesz jej o tym powiedzieć?

To jest moment, w którym mama wybiera czy chce wspierać córeczkę i jej koleżankę w sporze, aby zobaczyły, co mogło być jego źródłem. Bez oceniania czy krytykowania którejkolwiek.

Mogła również powiedzieć autentycznie i ze szczerością.

  • Uderzyłaś Kasię. Nie chcę, aby ktokolwiek był uderzany w tym domu. Zobacz, następnym razem, możesz powiedzieć głośno stop i pokazać o tak rączką, że się nie zgadzasz i potrzebujesz pomocy. Co Ty na to?

Oczywiście mogła też wybrać, pogrążanie w bólu drugiej strony i powiedzieć:

  • Wstydź się. Nie wolno bić innych. Oddaj za karę Kasi całą pizzę.

albo

  • Litości, nie mogę już z tobą wytrzymać… Jesteś taka niegrzeczna.

Co rodzic powinien zrobić w takiej czy tysiącach innych sytuacji? Czy jest jakieś „powinien?”

Przeczytaj także: Jak rozmawiać o koronawirusie z dziećmi?

4 płaszczyzny porozumienia

Mapa procesu PBP wspiera nas w tym poprzez zaproszenie nas, abyśmy za każdym razem, gdy mierzymy się z jakąś sytuacją, spróbowali zobaczyć ją na 4 płaszczyznach:

1. Co widzę? co słyszę? – czyli jakie są fakty, czyste obserwacje.

2. Co czuję w związku z tym?

3. Co dla mnie jest ważne, co być może nie jest spełnione, jakaś istotna potrzeba czy wartość?

4. O co chcę poprosić siebie czy drugą stronę, aby móc spełnić zauważone potrzeby?

Oczywiście nie zawsze jest to łatwe. Szczególnie, gdy przez wiele lat przywykliśmy to innego sposobu działania. Jeśli nie podobało się nam jakieś zachowanie, ocenialiśmy je, krytykowaliśmy, dawaliśmy natychmiast pouczenie, nierzadko zawstydzaliśmy czy wpędzaliśmy drugą osobę w poczucie winy.

I niestety często byliśmy zdziwieni, że wcale takie działania nie przynosiły nam rezultatów, o których marzyliśmy. My wcale nie czuliśmy się lepiej, druga osoba nie rozumiała naszych intencji, a dodatkowo niekorzystnie wpływało to na naszą z nią relację. A przecież wszystkim nam zależy, aby było nam lepiej, lepiej naszym dzieciom. Po prostu lepiej.

Oczywiście PBP nie jest jedynym sposobem na ulepszanie życia, relacji i komunikacji z innymi. Niemniej jednak widziałam wielokrotnie, z jaką siłą ludziom udawało się odnaleźć to, co jest dla nich i/lub drugiej osoby ważne właśnie dzięki postawie, która skupia uwagę na faktach, uczuciach, potrzebach i prośbach. I dopiero z tego miejsca ruszyć do wymyślania nowego rozwiązania na zaspokojenie jak największej liczby potrzeb.

Przeczytaj także: Dlaczego dzieci zachowują się tak, jak się zachowują?

Dlaczego to działa?

Odpowiedź dlaczego dzięki tym czterem obszarom udaje nam się dotrzeć do rozwiązania, udzielał sam twórca PBP. Mówił, że nie wynalazł niczego nowego, a jedynie opisał to, co jest głęboko ludzkie i co sprawia, iż jesteśmy szczęśliwi. A odkrywał to obserwując życie ludzi, którzy mimo ciężkich warunków, potrafili mieć uśmiech na twarzy i współczującą postawę wobec innych.

Marshall uważał bowiem, że możemy odkryć tę współczującą postawę wobec siebie i innych dzięki uważności na słowa jakich używamy i w jaki sposób ich używamy. Wobec siebie i wobec innych. Im więcej używamy słów bez ocen, bez krytyki, bez poczucia winy, tym bardziej otwieramy przestrzeń na empatię i życzliwość, ale co ciekawe również na kreatywność.

Zatem jeśli miałabym się powiedzieć, co przede wszystkim powinien praktykować rodzic, powiedziałabym: c i e k a w o ś ć. Ciekawość siebie i swojego dziecka. A wówczas ani karuzela, ani rollercoaster nie będzie wydawał się bezdrożem, a jedynie nieprzewidywalną drogą, ale jednak drogą, na której mogą się spotkać dwie ludzkie istoty.

Zdjęcie: Canva

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:

Certyfikowana trenerka Porozumienia Bez Przemocy oraz mediatorka i coach. Założycielka strony internetowej dla rodziców Ekodzieciak.pl. Autorka książki "Noś swoje dziecko. Dlaczego, jak i w czym" oraz współautorka książki "Dogadać się z dzieckiem. Coaching. Empatia. Rodzicielstwo." Wierzy, że zmiana jest częścią życia. Mama dwójki dzieci, dzięki którym wszystko co powyżej napisane powstało.

Podyskutuj

Dlaczego rowerki biegowe są najlepszymi konstrukcjami dla najmłodszych kolarzy?

Mamy już wiosnę, a wraz z nią rodzice poszukują nowych sposobów na rozrywkę dla swoich pociech. Doskonałym sposobem na zabawę połączoną ze wsparciem prawidłowego rozwoju są rowerki biegowe, z których mogą korzystać dzieci już od 18 miesiąca życia. Dowiedzmy się więcej o tych konstrukcjach i dlaczego warto je wprowadzić do życia malucha przy pierwszej możliwości.

Rowerki biegowe – konstrukcje dla najmłodszych

Jednoślady, na których dziecko porusza się odpychając się nogami produkowane są z myślą o maluchach od 18 miesiąca do 5 roku życia. Konstrukcje takie jak rowerki biegowe Puky zapewniają dzieciom bezpieczeństwo poruszania się, doskonałą zabawę i wygodę. Modele skierowane są do różnych grup wiekowych i posiadają określone możliwości dopasowania, by rowerek rósł razem z dzieckiem i jego szybka wymiana nie była konieczna.

Zalety stosowania rowerków biegowych

Chyba każdy rodzic zdaje sobie sprawę z tego, że aktywność fizyczna na świeżym powietrzu ma dobroczynny wpływ na malucha. Nie wszyscy jednak muszą wiedzieć, że rowerki biegowe wpływają na to, jak rozwija się mózg dziecka. Dzięki naprzemiennemu odpychaniu się od podłoża półkule mózgu dziecka ze sobą współpracują, tworząc lepsze połączenia, co rzutuje na dorosłe życie.

Ważne jest także to, że rowerki biegowe rozwijają w dziecku zmysł równowagi, ciekawość otaczającego go świata i pasję do jazdy na jednośladzie. Gdy od wczesnych lat dziecko poznaje zalety przemieszczania się na rowerze, to w przyszłości jest znacznie bardziej aktywne, co często skutkuje prowadzeniem zdrowszego trybu życia. Rowerki biegowe pozwalają dzieciom lepiej rozwijać się zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Właściwie wybrany model z pewnością przypadnie maluchowi do gustu i pozwoli mu cieszyć się nową pasją w ekspresowym tempie.

Kiedy wprowadzać rowerki biegowe do życia dziecka?

Producenci zawsze podają dla jakiego przedziału wiekowego przeznaczają swój model. I choć istnieją rowerki biegowe przeznaczone do używania na zewnątrz dobre dla dzieci od 18 miesiąca życia, to nie zawsze mogą być one wprowadzone już w tym wieku. Każdy rodzic powinien indywidualnie obserwować swoje dziecko i podjąć decyzję na bazie własnych obserwacji z kontaktów dziecka z jednośladem.

Niektóre maluchy ledwo nauczą się chodzić i zaczynają śmigać na rowerkach tak, że rodzicom ciężko je dogonić, inne mają problem z nauczeniem się takiej formy przemieszczania się i rozpoczynają jazdę na rowerku biegowym dopiero w wieku 3 czy 4 lat.

Ważne jest, by spokojnie i powoli pokazywać maluchowi na czym to polega. Kupiony za wcześnie rowerek dobrej jakości z pewnością się nie zmarnuje, gdyż te nie tracą wiele na wartości przez lata i często są przekazywane między członkami rodziny lub odsprzedawane po wyrośnięciu.

Gdzie kupować rowerki biegowe?

Poszukując konstrukcji renomowanego producenta i licząc na profesjonalną pomoc w doborze modelu dopasowanego do potrzeb naszego dziecka, powinniśmy wybrać się do dobrego sklepu rowerowego. Takim miejscem jest BikeSalon, którego lokalizacje odwiedzimy w stolicy oraz trójmieście. Rowerki biegowe w Warszawie kupimy przy ulicy Wrocławskiej 25 na Bemowie oraz Ostrobramskiej 38b na Pradze. Rowerki biegowe w Gdańsku możemy znaleźć w BikeSalonie mieszczącym się w galerii City Meble przy alei Grunwaldzkiej 211. Rowerki biegowe online możemy kupić pod adresem bikesalon.pl.

Wybierając rowerki biegowe powinniśmy brać pod uwagę to, co najlepsze dla jego przyszłego użytkownika. Najlepiej jest w sklepie pokazać dziecku różne warianty kolorystyczne modelu, który spełnia jego warunki fizyczne. Wizualnie atrakcyjny dla dziecka produkt umożliwi mu łatwiejsze przystosowanie się do jazdy jednośladem i zapewni znacznie lepszy początek rowerowej pasji.

Zainteresowany zakupem? Kup online na BikeSalon.pl lub odwiedź jeden z naszych punktów stacjonarnych:
Warszawa, ul. Wrocławska 25
Warszawa, ul. Ostrobramska 38b
Gdańsk, aleja Grunwaldzka 211

Źródło: Sklep i Serwis rowerowy BikeSalon.pl

Materiał powstał we współpracy z partnerem portalu.

Zdjęcie: partnera portalu.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×