Czego szukasz

Mistrzyni organizacji, czyli Mama na etacie

W życiu bywa różnie. Dzieci zmieniają nasz świat, otwierają przed nami drzwi do nieznanego, dodają odwagi do podejmowania prób, na które kiedyś byśmy się nie zdobyli. Czasem z pracoholiczek zamieniamy się w mamy domowe. Czasem wpadamy na pomysły, o których kiedyś nawet nie marzyłyśmy. Czasem wracamy do swojego dawnego życia, choć wydaje się to trudne. Ania, mama dwóch dziewczynek – Zosi i Basi – pracuje w dużej firmie, do której niemały kawałek codziennie dojeżdża. Jak udaje jej się pogodzić wszystkie obowiązki?

Co skłoniło Cię do powrotu do pracy?

Do pracy po obu ciążach wróciłam bezpośrednio po urlopie macierzyńskim i zaległym urlopie wypoczynkowym – gdy córki, obecnie 2 i 5 lat, miały mniej więcej po pół roku. Z jednej strony skłoniły mnie do tego względy finansowe – urlop wychowawczy nie jest płatny, a jedna pensja nie wystarcza na zabezpieczenie kredytów i normalne życie. Z drugiej strony była to chęć pozostania na rynku pracy, powrotu do świata na zewnątrz, tego poza macierzyństwem oraz do mojej konkretnej firmy (pracuję tu od ponad 12 lat).

Czy firma w jakiś sposób Ci pomagała albo przeszkadzała?

Stanowisko firmy mogę ocenić jako prorodzinne – ani ja, ani moje koleżanki nie miałyśmy problemów z powrotem do pracy. Stanowiska pracy czekały, na czas nieobecności zatrudniane były osoby zastępujące, na umowy czasowe. Myślę, że wpływ na to ma fakt, że prezesem i wiceprezesem firmy są kobiety, które same mają dzieci. Z drugiej jednak strony, gdy pracodawca dowiedział się o mojej kolejnej ciąży, obiecany awans przeszedł mi koło nosa. Za to po powrocie do pracy przez pewien czas korzystałam ze zmniejszenia etatu, a obecnie mam elastyczne godziny pracy i mogę pracować także z domu.

Kto zajmował się wtedy dzieciakami?

W sytuacji, gdy oboje rodzice pracują, temat tego, kto zajmie się dziećmi, staje się bardzo ważny. My nigdy nie korzystaliśmy z wynajmowanych opiekunek, dziećmi zajęły się moja  teściowa i mama. Młodszą córką, która jeszcze nie chodzi do przedszkola, moja mama opiekuje się nadal. Z jednej strony jest to sytuacja niezwykle komfortowa, bo dzieckiem zajmuje się osoba, która kocha je bezgranicznie i do której mam zaufanie, z drugiej jednak strony zaburzeniu może ulec relacja matki z córką i obserwuję to niestety także u nas. Moja mama, z którą zawsze byłam blisko, zamiast być po prostu moją mamą, teraz spełnia funkcję babci, ja pracodawcy, ona pracownika. Obie staramy się te schematy przezwyciężać, ale nie jest łatwo.

Jak to organizowaliście? 

Starszą córkę, Zosię, woziliśmy codziennie rano w drodze do pracy do Podkowy Leśnej, do domu rodzinnego mojego męża, a zabieraliśmy, wracając z pracy. Teściowa zajmowała się Zosią do momentu, gdy ta poszła do przedszkola. Młodszą córką, Basią, zajmuje się u nas w domu moja mama – nie ma więc porannego budzenia dziecka, bo mama przychodzi do nas do domu, często Basia jeszcze wtedy śpi. Obie mamy między sobą ustaliły, że jeden dzień w tygodniu – przy obu dziewczynkach – należy do tej „drugiej” babci. Dzięki temu opiekująca się na stałe babcia ma chwilę wytchnienia, a dziewczynki mają stały kontakt z dwiema babciami, które bezgranicznie uwielbiają. 

Co dokładnie robisz, czym się zajmujesz?

Pracuję w biurze, w międzynarodowej firmie medycznej, na stanowisku starszego koordynatora. Zajmuję się analityką sprzedaży, systemem raportowania aktywności przedstawicieli, wspieram procesy zarządzania kontraktami, organizuję konferencje, współuczestniczę w procesach ochrony danych osobowych w firmie. Bezpośrednio do mnie raportuje trzech pracowników. Na moją prośbę godziny pracy są elastyczne – codziennie pracuję dużo i długo, zawsze z pełnym zaangażowaniem, ale nie zawsze z biura, mniej więcej jeden dzień w tygodniu pracuję z domu. Dodatkowo pracodawca zgodził się, aby część czasu, który poświęcam na dojazdy, była zaliczana do mojego czasu pracy – codzienny dojazd do biura to godzina pociągiem w jedna stronę. Zawsze w pociągu pracuję, przemieszczam się z laptopem, mobilnym Internetem i zdalnym dostępem do firmowych zasobów. Do pociągu wsiadam chwilę przed 7 rano, pracuję w pociągu i w biurze, o godzinie 15 wychodzę z biura, w powrotnej drodze w pociągu także pracuję, często także wieczorami, gdy zasną dzieci. Pomimo tego, że liczba godzin, które spędzam przed komputerem, jest zwykle większa niż etatowe 8 godzin dziennie, myślę, że zasada wzajemności jest tu spełniona. Obie strony, i ja i pracodawca, dajemy coś i coś zyskujemy. W domu jestem chwilę po godzinie 16, przy takim układzie nie mam poczucia, że widzę moje dzieci tylko wtedy, gdy śpią.

Jak Ci pomaga albo nie pomaga Twój mąż?

Mój mąż jest świetnym tatą, w związku z tym ciężko stwierdzić, kto pomaga komu. Oboje jesteśmy pełnoetatowymi rodzicami naszych dzieci, nasza wzajemna relacja i relacja do dzieci, są takie, jak być powinny. Dzielimy się obowiązkami, nie zastanawiając się, kto ma ich więcej. Starszą córkę, Zosię, do przedszkola rano odprowadza mąż, ja ją odbieram. I tak dalej, i tak dalej…

Czy w tym wszystkim masz czas na przyjemności i zainteresowania?

Jak najbardziej – wszystko zależy od organizacji i dobrego planowania. Teraz, gdy dzieci nie są już zupełnie małe, mam poczucie, że odzyskałam część siebie. Regularnie chodzę dwa razy w tygodniu na zajęcia fitness i taneczne, na zumbę i salsę. Kiedyś funkcjonował u nas schemat „wychodne piątki” – w każdy piątek razem z mężem szliśmy do kina, na imprezę, do znajomych, a z dziećmi zostawała moja mama. Teraz, gdy to ona zajmuje się dziećmi w czasie, gdy my pracujemy, jest to trudniejsze, i część wyjść imprezowo-kulturalno-towarzyskich realizujemy osobno. Na maj zaplanowaliśmy wyprawę we dwoje do Wietnamu – włóczęgę z plecakiem. Nie możemy się doczekać. Wieczorami planujemy trasy, sprawdzamy noclegi, lokalne przejazdy. Ale już teraz, gdy z radością myślę o tym czasie, zaczynam tęsknić do dziewczynek.

Dziękuję za rozmowę!

Rozmawiała: Beata Ostrowska

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:

Polecane artykuły

oferty
pracy
Sprawdź pełną listę
baza
pracodawców
Pracodawca przyjazny rodzicom
Reklama
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie