Czego szukasz

Mama SOS czyli niewyczerpane źródło radości

Bożena od zawsze pracowała z dziećmi, jako nauczycielka, pedagog, terapeuta, jako mama trójki dzieci. W tej roli się spełniała, ta rola dawała jej satysfakcję i dlatego postanowiła pełnić ją nadal. Tym razem w Wiosce Dziecięcej w Biłgoraju jako mama ósemki dzieci.

Obejrzyj film – Stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce „Bądź naszym przyjacielem”

Gdy dzieci wyfruwają z gniazda…

Przed podjęciem pracy w Wiosce Dziecięcej przez ponad 20 lat byłam nauczycielką,  pedagogiem i terapeutą w szkole.  Miałam swoją rodzinę, troje dzieci, które dorastały, wyjeżdżały z domu na stancje, do akademików odległych od rodzinnej miejscowości.

Gdy stanęła przede mną perspektywa codziennego powrotu z pracy do pustego domu, poczułam pewien rodzaj niedosytu w roli opiekunki, matki. Gdzieś w głębi drzemał potencjał i nie chciałam, aby zalegał bezużyteczny. Myśl o Wiosce Dziecięcej pojawiła się nagle, jak olśnienie.   Na stronie internetowej Stowarzyszenia SOS odszukałam informacje o pracy matki SOS. Nie musiałam się zastanawiać długo, to było to.

Dwa lata na przygotowanie się do nowej roli

Ważne dla mnie było, żeby mój wyjazd nie stanowił formy ucieczki, żebym rozstawała się z dotychczasowym życiem pogodzona, w spokoju, z domkniętymi wszystkimi sprawami. Dzięki temu, że miałam dobre warunki mieszkaniowe, satysfakcjonującą pracę, przyjaciół nabrałam przekonania, że moja decyzja nie była niczym wymuszona. Dwa lata upłynęły od tejże decyzji do podjęcia pracy w Wiosce. Pozwoliłam sobie na nieśpieszną rekrutację, na uregulowanie sytuacji edukacyjnej i mieszkaniowej najmłodszego syna. Po czym wsiadłam w samochód, zapakowałam najcenniejsze dla mnie drobiazgi i pokonałam 700 km.

Mama SOS dla ósemki dzieci

I tak stałam się matką SOS ósemki dzieci w wieku od 4 do 14 lat. Początkowo miałam pod opieką 5 dzieci, po dwóch miesiącach doszło trzyosobowe rodzeństwo. To liczna rodzina, szczególnie dla jedynaczki.  Przyzwyczajamy się wciąż do siebie, to się chyba nie skończy, bo dzieci zmieniają się na tyle szybko, że te przyzwyczajenia  wciąż wymagają modyfikacji. Dziś powiem, że opiekuję się dziećmi w wieku od 6 do 16 lat. A za 2 lata…, a za 4 lata…

Dzień rodziny w Wiosce Dziecięcej

Czas płynie tutaj szybko, w takim ruchu, w takiej ilości spraw, z których wszystkie są ważne. Jego upływ rejestruję, przeglądając przykrótką odzież dzieci, fotografie i wspominając wyleczone już wady wymowy najmłodszych pociech. Kacperek od dawna wymawia głoski „k” „g”, a my wszyscy w żartobliwym nastroju mówimy do jego sióstr „Nitola”, „Dadmarka”.

Największym wyzwaniem jest poranek. Dzień zaczynamy przed godziną siódmą. Wybudzenie ze snu licznej gromadki, dopilnowanie śniadania, właściwego ubioru, porannej toalety i wyprawienie do szkół i przedszkola stawia na nogi lepiej niż espresso. Po czym następuje jedyny moment, gdy dom pustoszeje i jedyny, który przy dobrej organizacji można wygospodarować na własne sprawy.  Wystarczy też czasu na zakupy, załatwianie spraw służbowych, czyli takich, jakie mają wszyscy rodzice, wizyt w szkołach, ośrodkach zdrowia, sklepach odzieżowych, zakładach usługowych itp.

Gdy dzieci wracają do domu czekam na nie wraz z asystentem naszej rodziny – wujkiem SOS, osobie, dzięki której mam wsparcie w tym, co niekiedy staje się monotonne, żmudne, prozaiczne, a co jest podstawą życia w wioskowej rodzinie. Nasze codzienne zajęcia to pomoc w lekcjach, posiłek, rozmowy, zabawy, prace porządkowe, pranie, zakupy, jak w każdym domu. Dbamy, aby dzieci uczestniczyły we wszystkich pracach domowych, i tych powszednich i okazjonalnych, aby nauczyły się tego wszystkiego, co w życiu, rodzinie i domu jest potrzebne.

Mogłoby się zdawać, że prowadzenie domu dla licznej rodziny jest wyczerpujące. Niezupełnie… Jeśli się zadba o dobrą organizację i rozsądny podział obowiązków między wszystkich członków rodziny, jeśli czas pozyskany dzięki udanej współpracy przeznaczymy na atrakcyjne zajęcia, wszyscy są zmotywowani i praca przysłowiowo wre…

I co najważniejsze, każde wspólne działanie, wspólnie ustalane plany i podejmowane, bądź chociażby konsultowane, decyzje zbliżają, budują więzi, tworzą rodzinę… Nie trzeba tutaj starać się w jakiś szczególny sposób. To się po prostu codziennie dzieje.

Problemy? Też są… Bo są immanentną częścią natury ludzkiej i każdej struktury tworzonej przez ludzi. W Wiosce mamy ten komfort, że nie jesteśmy z nimi pozostawieni sami sobie. Jeszcze się nie zdarzyło, żebym nie otrzymała pomocy, porady, wsparcia od moich współpracowników. Zawsze znajdzie się ktoś, kto jest przy mnie, każda matka SOS wnosi coś w życie mojej rodziny, każda jest pomocna, gdy tej pomocy potrzebuję, służy radą, wsparciem. Gdy sytuacja jest trudna czuje się szczególny rodzaj wspólnoty, solidarności. To jest nie do przecenienia.

Prywatne życie nadal istnieje

Moja praca nieodłącznie splata się z prywatnym życiem. Fakt, że dzielę z podopiecznymi dom, w którym razem działamy, rozwiązujemy problemy, toczymy spory, uczymy się i wypoczywamy, sprawia, że zaangażowanie jest większe niż w jakiejkolwiek innej wykonywanej dotychczas przeze mnie pracy. Bywa, że odczuwam potrzebę nabrania dystansu do niektórych spraw, tych trudniejszych, męczących. I to jest możliwe. Mam dni wolne, tylko do mojej dyspozycji, kiedy mogę wyjechać, wypocząć. Mam też na to środki – comiesięczne wynagrodzenie. Każdy wyjazd z Wioski, oderwanie się fizycznie od jej problemów powoduje, że po powrocie zmienia się optyka postrzegania wielu sytuacji, stygną emocje, przychodzą nowe pomysły. To służy nam wszystkim.

„Ciasnota” przy stole jest taka przyjemna

Dziś mogę stwierdzić, że podjęłam dobrą decyzję. Moje własne dzieci widzą sens i wartość tego, co robię, wspierają mnie, doceniają. Odwiedzają nie tylko swoją mamę, ale i wioskowe rodzeństwo. Niekiedy jest nas tak dużo, że do posiłku istnieje potrzeba rozsunięcia stołu, który na co dzień ma długość 2,5 m i okazuje się zbyt mały. Dotychczas widywałam tak ogromne stoły na wystawach sklepów meblowych i w salach konferencyjnych. A teraz doświadczam przy moim „ciasnoty”.

Nigdy nie myślałam, że będę miała tak liczną rodzinę. I nigdy nie myślałam, że to może być źródło radości, jakiej nie da nic innego.

Bożena Śliwińska – mama SOS!
Od trzech lat mieszka w Wiosce Dziecięcej w Biłgoraju

 

Zachęcamy do obejrzenia filmu: Stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce „Bądź Naszym Przyjacielem”

Zdjęcie: Z archiwum Pani Beaty Śliwińskiej

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Korektorka (www.dokorekty.pl), na co dzień z komputerem podczas pracy nad tekstami. Po pracy na dywanie z córkami wśród baletek, kredek i tysiąca rzeczy niezbędnych, w weekend krążąca po Warszawie i szukająca miejsc, gdzie można wejść z dziećmi bez poczucia winy. W wakacje z całą rodziną, przyjaciółmi i dobytkiem na rowerach zwiedzająca na razie Polskę i Europę, ma nadzieję na cały świat.
Podyskutuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie