Czego szukasz

Mama pracuje z domu – trzy historie

Media często stawiają nam za wzór celebrytki i wszelakie gwiazdy, które jednocześnie spełniają się jako matki, żony, partnerki i kobiety sukcesu. Czy my, „zwyczajne” matki, chcemy i potrafimy godzić macierzyństwo, pracę zawodową i obowiązki domowe? Czy można pracować na jeden etat zawodowo i na drugi w domu? Wiele z nas po urlopie macierzyńskim staje przed wyborem: praca czy macierzyństwo?

  • Joanna Majorek - 05/08/2019

Coraz więcej kobiet deklaruje, że nie wyobraża sobie siebie tylko i wyłącznie w roli mamy, chcą łączyć pracę zawodową z macierzyństwem. Powody chęci powrotu do pracy są różne. Jedne z nas chcą realizować się zawodowo, inne wracają z powodów finansowych, a jeszcze inne boją się utraty statusu społecznego, zwolnienia.

A co, gdy nie możemy lub po prostu nie chcemy wracać do pracy, którą wcześniej wykonywałyśmy? Moje bohaterki znalazły odpowiedź na to pytanie. Nie poddając się napotykanym trudnościom dążyły do celu. Dziś cieszą się zarówno bliskością dzieci jak i pracą zawodową.

Agata, mama 2-letniej Tosi, copywriter:

Przed urodzeniem Antosi pracowałam etatowo w agencji reklamowej. Praca „od – do”, a kiedy trzeba było zostać po godzinach, to nigdy nie robiłam problemu. Gdy kończył się macierzyński, uświadomiłam sobie, że nie wyobrażam sobie późnych powrotów do domu. Zaryzykowałam i porozmawiałam z szefem. Zgodził się, abym pracowała poza biurem. Moja praca polega na pisaniu, czytaniu, słuchaniu i nawiązywaniu kontaktów. Mogę to robić choćby w piaskownicy. Najbardziej podoba mi się możliwość decydowania kiedy i gdzie pracuję. Muszę być jednak odpowiedzialna i wywiązywać się ze swych zadań w uzgodnionym czasie.

Marta, mama Stasia i Oliwii, archeolog:

Po urodzeniu Staśka zdecydowałam, że nie wracam do pracy, ale postanowiłam jednocześnie, że chcę coś robić. Początkowo moje poszukiwania pracy na część etatu nie przynosiły skutku. Tkwiłam więc w domu z dzieckiem, na utrzymaniu męża i coraz bardziej chciałam mieć swój wkład w domowe finanse. Moja frustracja narastała. Pewnego dnia, podczas drzemki synka, „odpaliłam” laptopa i zaczęłam surfować w sieci, rozpoznając rynek pracy.

Na jednym z portali aukcyjnych zauważyłam, że dużym zainteresowaniem cieszy się ręcznie robiona biżuteria. Pomyślałam, że warto spróbować, bo zawsze miałam smykałkę artystyczną. Początki były trudne, konkurencja duża, mało zamówień, ale nie poddałam się. Zrobiłam kilka kursów z zakresu robienia biżuterii, zdobywałam doświadczenie i satysfakcję. Dziś, już z dwójką dzieci, nie mogę narzekać na brak zainteresowania moją twórczością, oczywiście zdarzają się gorsze miesiące, ale tak jest w każdej branży.

Ewa, mama 3-letnigo Szymona, filolog, handlowiec:

Zdecydowałam się nie wracać do pracy ze względu na atmosferę w firmie stworzoną przez człowieka, który został moim szefem w czasie, gdy byłam w ciąży. Z początku było świetnie, ale czas pokazał jego prawdziwe oblicze. Postanowiłam, że jak urodzę to nie wracam. Obawiałam się utraty znacznej części dochodów, kontaktów z dorosłym otoczeniem, ale moje obawy szybko zostały rozwiane. Szymon i moi klienci zrekompensowali moje obawy.

Siedząc w domu doszłam do wniosku, że bardzo brakuje mi kontaktu z językiem obcym, którym wprawdzie w pracy się posługiwałam, ale nie w tej dziedzinie, która była bliska mojemu sercu. Postawiłam wszystko na jedną kartę, wystąpiłam o dotację z Unii Europejskiej i zostałam właścicielką biura tłumaczeń. Na brak klientów nie narzekam, mam co robić, nawiązałam też kontakty z firmami i od nich mam stałe zlecenia.

Bardzo polecam ten charakter pracy kobietom – filologom. Nie musicie od razu zakładać biur tłumaczeń. Jest ich tak dużo, że wystarczy wysłać CV do kilkunastu, a na pewno praca się znajdzie.

Weź sprawy w swoje ręce

Trzy krótkie historie, ale jakże wymowne przykłady, że urodzenie dziecka nie musi wykluczyć z życia zawodowego. Czasem wystarczy obrać inny kierunek, zwolnić tempo, porozglądać się wokoło, porozmawiać z partnerem i zacząć działać. Bo komu ma się udać jak nie Tobie.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Joanna Majorek
Mama 5-letniej Emilki, zwolenniczka życia slow, czyli wiejskiej sielanki. Pogłębia tajniki zdrowej kuchni, mogłaby spędzać długie godziny w kuchni lub filcując, słuchając Tiny Turner, Fasolek i Zauchy. Od niedawna znów mama na pełnym etacie za biurkiem.
Podyskutuj

Dlaczego zero waste to nie chwilowa moda, a konieczność?

Nasza planeta nie jest ostatnimi czasy w najlepszej kondycji. Doskwiera jej szereg niekorzystnych zjawisk związanych z globalnym ociepleniem. Na naszych oczach maleje powierzchnia pokrywy lodowej, podnosi się poziom mórz i oceanów, bezpowrotnie giną kolejne gatunki i zanikają naturalne siedliska, np. rafy koralowe, regiony polarne. Obserwujemy częściej ekstremalne zjawiska pogodowe: burze, powodzie, fale upałów, susze, wichury, pożary. Następstwem tych anomalii będą w dalszej kolejności masowe migracje ludności i związane z nimi ogromne straty ekonomiczne.
  • Małgorzata Krzyworączka - 25/07/2019
naturalne produkty do pielęgnacji

Zero waste to nie chwilowa moda

Ta dynamiczna zmiana klimatu, której jesteśmy świadkiem związana jest przede wszystkim z przemysłową działalnością człowieka. Bezpośrednią przyczyną nagłego wzrostu temperatury jest spalanie węgla, ropy, gazu – paliw potrzebnych do produkcji energii elektrycznej oraz transportu. Skutkiem jest uwalniane się do atmosfery dodatkowych ilości gazów cieplarnianych, które powodują podwyższanie się średniej globalnej temperatury.

Rozwój światowego przemysłu i towarzysząca temu emisja gazów cieplarnianych doprowadziła do wzrostu średniej temperatury Ziemi o 1ºC w stosunku do stanu sprzed rewolucji przemysłowej (1780-1800 r.). Naukowcy alarmują, że punkt krytyczny osiągniemy, gdy temperatura podniesie się o 1,5°C. Szacuje się, że nastąpi to około roku 2030, co będzie skutkowało nieodwracalnymi zmianami w ekosystemie. Zatem czasu na działanie jest niewiele.

Setki tysięcy ofiar na Haiti każdego roku z powodu powodzi. Kraj ten został niemalże całkowicie pozbawiony formacji leśnych. Źródło: www.meteoprog.pl

Zmiany klimatyczne

Do zmian klimatycznych na Ziemi przyczyniła się także rabunkowa gospodarka leśna prowadzona przez człowieka. Wycinka lasów, głównie tropikalnych, doprowadziła do bezpowrotnej utraty wielu naturalnych ekosystemów, a także spowodowała szybsze nagrzewanie się Ziemi. Dopiero niedawno człowiek zdał sobie sprawę z roli, jaką odgrywają lasy.

Zdaniem naukowców, tereny leśne są istotnym elementem w zwalczaniu skutków zmian klimatycznych. Lasy posiadają niesamowite właściwości samoregulujące i mają istotny wkład stabilizacyjny w klimat ziemski. Szczególnie lasy równikowe Amazonii (tzw. zielone płuca Ziemi), które tak masowo się wycina, znacząco wpływają na zmiany klimatu w skali globalnej.

Wszechobecny plastik

Kolejnym palącym problemem jest zanieczyszczenie naszego środowiska plastikiem. Jest to tworzywo sztuczne wynalezione ponad sto lat temu. Powstaje w procesie destylacji ropy naftowej. Ten cudowny materiał – lekki, wytrzymały, giętki, higieniczny – wytwarzany codziennie w niewyobrażalnych ilościach, okazał się zgubą, za sprawą bardzo długiego czasu rozkładu.

Tony plastikowych odpadów na lądzie i w oceanach dowodzą temu, że nie przemyślano do końca kwestii ich utylizacji. Plastikowa butelka na wodę, słomka do picia, plastikowe sztućce, czy torba foliowa na zakupy to niechlubne symbole naszych czasów. Najbardziej absurdalnym zjawiskiem jest fakt, że większość plastikowych śmieci to przedmioty jednorazowego użytku, których używamy przez kilka minut i wyrzucamy. Jeśli nie trafią do recyklingu, będą zalegać w środowisku przez setki lat, gdy nas już tu nie będzie. A przecież bez tych przedmiotów da się żyć. Zapytajcie kogoś, kto ma więcej niż 50 – 60 lat, jak to było w czasach bez plastiku.

Źródło: turystyka.wp.pl

Plastikowe odpady, zalegające na lądach, zostają zbierane przez prądy wodne do oceanu. Są nie tylko uciążliwym zanieczyszczeniem na plażach, ale stanowią też spore zagrożenie dla zwierząt. Dla żółwia plastikowa reklamówka przypomina meduzę. Stworzenia morskie giną z głodu z powodu kawałków plastiku, rozpychających ich żołądki. Plastik pod wpływem promieni słonecznych rozpada się na bardzo drobne frakcje zwane mikroplastikiem, które pochłaniają organizmy żywiące się planktonem.

Źródło: nt.interia.pl

Chcesz zmiany? Bądź nią!

Degradacja środowiska postępuje w bardzo szybkim tempie. Naukowcy oraz organizacje proekologiczne wzywają nas do natychmiastowego przyspieszenia działań na rzecz klimatu. Wszystkie kraje świata muszą podjąć wspólne działania, aby do 2030 roku wyhamować postępujące zmiany klimatycznie. Dużo się też mówi o plastikowym zagrożeniu, gdyż świat tonie w plastiku.

Przeciętnemu Kowalskiemu wydaje się, że nic nie może zrobić, bo wszystko leży w rękach politycznych przywódców. Zwiększenie energii odnawialnej, powstrzymanie wylesiania i szereg restrukturyzacji, to działania na szeroką skalę, w które muszą zaangażować się rządy państw. Potrzebna transformacja musi się jednak wiązać ze zmianą świadomości w społeczeństwie i wymaga mentalnego przełomu.

Pierwsze kroki w kierunku ekologii

Okazuje się, że społeczna świadomość zagrożenia rośnie. Potrzeba zmiany również. Jeszcze niedawno trudno było uwierzyć, że działanie jednej osoby mogłoby realnie wpłynąć na środowisko naturalne. Z pewnością każdy z nas zastanawiał się: co znaczy jedna plastikowa butelka mniej w nieskończonym oceanie plastiku? Przecież to tylko jedna, nic nieznacząca kropla. Co da jeżdżenie do pracy rowerem, skoro na ulicy i tak kłębi się od spalin, a aut wciąż przybywa? Po co kupować ekologiczne środki czystości, skoro wszyscy wokół używają tych zwykłych, nafaszerowanych chemią i na dodatek tańszych? Jaki ma sens przygotowywania posiłków w domu, skoro można kupić gotowe jedzenie na wynos, opakowane w plastik, który wyrzucamy i nie martwimy się zmywaniem?

Takie dylematy prawdopodobnie ma każdy, kto stawia pierwsze kroki w kierunku ekologii. Bo wydaje się, że życie ekologiczne, zgodne z naturą jest trudniejsze, droższe, niedorzeczne i wbrew wszystkim dookoła, a nasze wybory i tak nie ocalą planety. W końcu jednak znajdzie się ktoś, kto będzie Cię naśladował. To nasze decyzje prowadzą do zmian – najpierw wpłyną na nasze życie, a potem zaczną oddziaływać na innych. W końcu znajdzie się ktoś, kto będzie powielał nasze wybory.

Jak widać, życie ekologiczne zaraża. Na całym świecie powstają ruchy i społeczności, które nie czekają na regulacje ze strony rządów czy polityków i rozpoczynają w swojej skali działanie proekologiczne. Na uwagę zasługuje młodziutka szwedka – Greta Thunberg, która zainicjowała falę protestów organizowanych przez młodych aktywistów przeciwko zmianom klimatycznym, które wynikają ze szkodliwej działalności człowieka.

Greta rozpoczęła w 2018 roku swój jednoosobowy protest przed budynkiem szwedzkiego parlamentu. Jej postawa wpłynęła na młodzież z całego świata. Dzięki niej wiele młodych osób zainteresowało się ekologią. Akcja dotarła też do Polski. 15 marca na ulice wyszło mnóstwo uczniów, którzy domagali się zmian w polityce. Okazuje się, nasze postępowanie silnie oddziaływuje na innych i ma dalekosiężne skutki. Działanie jednostki ma sens.

Źródło: www.pfaelzischer-merkur.de

Greta Thunberg (na zdjęciu) zamiast w ławce szkolnej siedziała pod parlamentem z wypisanym na wielkim kartonie hasłem: „Szkolny strajk dla klimatu”. Doprowadziła do międzynarodowego ruchu w obronie klimatu i przeszłości dla naszej planety.

Niewątpliwie nastał czas ekologii. Bycie eko jest bardzo na topie, szczególnie wśród młodych ludzi, co mnie bardzo cieszy. Im więcej osób podąża tą drogą, tym większa szansa, że efektem kuli śnieżnej kolejne osoby przyłączą się do ruchu i uznają, że bycie eko jest warte naśladowania. Potrzebna jest przede wszystkim zmiana mentalna ludzi, która doprowadzi do wypracowania nowych nawyków, nowych sposobów myślenia i życia w zgodzie z naturą.

Lipiec bez plastiku

W sieci jest wiele inspiracji i blogów związanych z postawami proekologicznymi, czy z życiem wolnym od plastiku. Jeśli brakuje ci pomysłów, czy odwagi aby zrobić swój pierwszy krok w kierunku ekologii, możesz poszukać w Internecie grup, które dzielą się swoimi doświadczeniami.

Wiele mówi się o plastikowym zagrożeniu, powstają kampanie promujące życie “zero waste” (minimalizacja śmieci). Trzeba działać szybko, więc warto też zacząć wprowadzać zmiany we własnym otoczeniu, we własnym domu.

Z racji tego, że mamy teraz lipiec, warto wspomnieć jedną z nich – blog plasticfreejuly.org promujący ograniczanie plastiku w lipcu. Akcję zapoczątkowała australijska organizacja Plastic Free Foundation, która zachęca do ograniczenia używania tworzyw sztucznych jednorazowego użytku. W wydarzeniu bierze udział ponad dwa miliony ludzi z ponad 150 krajów na całym świecie! Jest to pewnego rodzaju wyzwanie, w którym rejestrujesz się na stronie i deklarujesz ograniczenie użycia tworzyw sztucznych przez dzień, tydzień lub cały miesiąc.

Portal mamopracuj.pl również chce dołączyć do tego proekologicznego ruszenia. Chcemy mieć udział w działaniach na rzecz ochrony naszej Planety, dlatego
tym artykułem rozpoczynamy cykl tematyczny dotyczący ochrony środowiska. Jednocześnie chcemy pokazać naszym czytelnikom, że nie jest to tymczasowy trend, jednosezonowa moda, lecz potrzeba wypracowania nowych standardów.

Wszelkie trudne zmiany w ludzkiej świadomości najlepiej wprowadzać małymi krokami. Łatwiej przekonać ludzi do rezygnacji z czegoś na rzecz innego rozwiązania, niż naciskać, aby z czegoś zupełnie zrezygnowali… nawet jeśli idea jest w 100% słuszna.

W kolejnych artykułach będziemy się dzielić pomysłami na proekologiczne wersje przedmiotów codziennego użytku. Pokażemy nasze pomysły na bycie eko… i nie będzie to przeprowadzka na wieś 🙂

Śledź nasze posty. Niebawem “Pielęgnacja w stylu ZERO WASTE”

Zdjęcie główne i zdjęcie książki: Małgorzata Krzyworączka – fasja.com/pl/; pozostałe zdjęcia: podane źródła

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Małgorzata Krzyworączka
Mama dwójki wspaniałych dzieci - Ani i Tomka. Prowadzi sklep internetowy z naturalnymi kosmetykami Fasja.pl

Od technika farmacji do front-end developera, czyli jak uzyskać finansowanie szkolenia z urzędu pracy?

Dziś rozmawiamy z Wiolettą Szłapak, która zdecydowała się całkowicie zmienić branżę i zacząć pracować w świecie IT. Wioletta opowiada o tym, jak udało jej się uzyskać całkowite finansowanie kursu, który otworzył przed nią możliwość realizacji jej marzeń. Dzieli się historią, która, choć miała wiele zawirowań, zakończyła się dla niej pomyślnie.
  • Karolina Łachmacka - 22/07/2019

Dlaczego zdecydowałaś się na przebranżowienie i jak wybrałaś kurs?

Dlatego, że do odważnych świat należy! A tak zupełnie serio to wybierając kierunek studiów (biologia) nie zastanawiałam się, co będzie potem. Po prostu interesowałam się biologią i żyłam bardziej „tu i teraz”. Na szczęście w trakcie trwania studiów (które w międzyczasie z dziennych przekształciły się w zaoczne) rodzice okiełznali nieco moją romantyczną naturę i trochę mną pokierowali. Ukończyłam więc kierunek technik farmacji i przez wiele lat pracowałam w aptece. Kochałam tę pracę, kontakt z ludźmi, możliwość niesienia pomocy, przygotowywanie leków, apteczny zapach. W tamtym momencie to było coś, co mnie satysfakcjonowało.

Gdy zaszłam w ciążę wiedziałam, że muszę jednak zmienić zawód. Nie chciałam wracać szybko do pracy, dlatego w 7. miesiącu ciąży zdałam egzamin na tłumacza technicznego i współpracowałam z biurem tłumaczeń mojego taty. Niestety tata zmarł, musiałam zamknąć biuro i zdecydować, co dalej. I tu szczęśliwe zrządzenie losu w postaci pomocy mojej koleżanki Asi dało możliwość wejścia do świata IT.

Asia poleciła mnie w firmie, w której pracowała, przeszłam pomyślnie rekrutację i tak zostałam konsultantem IT. Gdy wspominam tamten czas, to trudno mi w to wszystko uwierzyć. Musiałam szybko nauczyć się nowych rzeczy, z którymi wcześniej nie miałam żadnej styczności. To było trochę szalone, ale otwierało nowe możliwości, dawało ogromną możliwość rozwoju. Otworzył się przede mną nowy świat. Wspaniały świat. Po mniej więcej roku pracy zostałam zatrudniona w innej firmie jako wdrożeniowiec.

Chciałam mieć większy wpływ na tworzenie oprogramowania, ale mój plan jak to zrobić nie był do końca sprecyzowany. Po przeanalizowaniu moich mocnych i słabych stron i zainteresowań zaczął się formułować plan. Proces tworzenia oprogramowania chciałam poznać od strony front albo end-developera. Ostatecznie zdecydowałam się na kurs front-end od podstaw.

Jak dowiedziałaś się o tym, że możesz starać się o finansowanie szkolenia z urzędu pracy, że urzędy dostają środki na szkolenia indywidualne?

Zastanawiałam się jak pozyskać środki na takie szkolenie. I tu skorzystałam z rady bardzo miłych pań z urzędu pracy, z którymi miałam przyjemność rozmawiać na spotkaniu organizowanym przez Mamo Pracuj w bibliotece na Rajskiej w Krakowie. Zarejestrowałam się jako osoba bezrobotna i złożyłam wniosek o dofinasowanie do szkolenia indywidualnego.

Jakie były Twoje pierwsze kroki, kiedy dowiedziałaś się, że „Twój” urząd posiada takie środki?

Musiałam trochę poczekać na te środki. Zgłosiłam się do urzędu w drugiej połowie roku. Urząd już rozdysponował środki, które posiadał. Czekałam więc i regularnie dopytywałam, czy są już środki rezerwowe. Gdy się pojawiły, byłam już zdecydowana na konkretne szkolenie. Dlatego w dziale szkoleń złożyłam wniosek o dofinansowanie do szkolenia indywidualnego.

Tutaj moja rada: najlepiej składać wniosek na początku roku, pieniądze zwykle są już rozdysponowane w pierwszym kwartale, a nigdy nie ma pewności czy będą uruchomione środki rezerwowe.

Co musiałaś krok po kroku zrobić, aby otrzymać tę dotację?

Po pierwsze trzeba być zarejestrowaną osobą bezrobotną. Gdy się rejestrowałam, obowiązywało profilowanie (nie wiem, czy jeszcze obowiązuje), ale gdy podpisywałam się w ewidencji, musiałam napisać test. Jego wynikiem było przydzielenie do jednego z profilów: 1, 2 czy 3.

„Jedynki” nie dostawały możliwości dofinansowania do szkoleń indywidualnych. Jeśli takie profilowanie obowiązuje, i nadal „jedynki” nie dostają dofinansowania, to najlepiej, jeśli urzędnik, przy którym piszemy test, pomoże nam udzielić odpowiedzi, tak żeby wyszedł odpowiedni profil i żeby szansa na pieniądze nie przepadła.

Następnie u doradcy zawodowego powiedziałam jakie są moje umiejętności, jaki mam plan i czego potrzebuję od Urzędu do realizacji celu. Z takim gotowym planem w systemie Urzędu, mogłam skierować się do działu szkoleń. Niestety, dział szkoleń nie dysponował już środkami na szkolenia indywidualne. Musiałam więc poczekać na środki rezerwowe, gdy zostały uruchomione i wtedy złożyłam wniosek.

Jak wygląda proces kwalifikacji i czy jest skomplikowany? Czy otrzymujesz jakąś pomoc urzędników w trakcie?

Sam proces nie jest skomplikowany – przynajmniej w Krakowie (o szczegóły trzeba się dopytać w swoim urzędzie, bo nie ma pewności, że wszędzie wszystko wygląda tak samo). Złożyłam wniosek, z rzetelnym i rozsądnym umotywowaniem prośby, i czekałam na decyzję. Dostałam decyzję pozytywną, wyrażono również zgodę na wybraną przeze mnie jednostkę szkoleniową, poszłam na szkolenie i do drugiego dnia szkolenia wszystko szło płynnie.

Później sprawy się skomplikowały.

Na czym polega opracowanie planu przebranżowienia? Co musiałaś wypełnić i zrobić w związku z tym?

W związku z tym, że między zakończeniem mojej ostatniej pracy, a zarejestrowaniem się jako osoba bezrobotna miałam trochę czasu na zastanowienie się co chciałabym robić, byłam już zdecydowana, że do świata programowania chcę wejść jako front-end developer, co powiedziałam doradcy zawodowemu w urzędzie. Doradca zanotował, co potrafię, czego potrzebuję od urzędu i to był ten plan. Ma on swój termin ważności (ale to nie jest krótki termin ważności), więc trzeba pilnować, żeby był ważny w momencie składania wniosku. Jeśli się „przeterminuje”, to trzeba go odświeżyć.

Ile kosztowało Twoje szkolenie (jeśli to nie tajemnica) i czy udało Ci się pozyskać całość potrzebnej kwoty?

Pierwsze szkolenie, na które wyrażono zgodę kosztowało około 9 tysięcy złotych (to szkolenie, na którym byłam 2 dni, dopóki nie dowiedziałam się, że jednak nie mogę brać udziału w tym szkoleniu), drugie na które wyrażono zgodę i które przeszłam w pełnym wymiarze godzin, kosztowało blisko 4,5 tysiąca. Urząd sfinansował je w 100%.

Jak Twoim zdaniem należy uzasadnić swój wniosek? Jakie wskazówki byś dała innym osobom, które chcą ubiegać się o takie finansowanie szkolenia z urzędu pracy?

Szczerze, ale rozsądnie. Pisałam o tym, jak ważny jest dla mnie rozwój osobisty, jaki jest mój plan na przebranżowienie, czego brakuje mi do osiągnięcia celu i o jakie wsparcie proszę Urząd. Opisałam szkolenie, którym się interesuję i co ono mi da. Miałam na uwadze to, ile kosztują takie szkolenia i że pula posiadanych środków przez Urząd jest ograniczona, a chętnych sporo. Chciałam, żeby ten wniosek jasno wyraził to, jak bardzo mi zależy na uzyskaniu konkretnych kompetencji.

Podanie pisałam z wszystkimi zwrotami grzecznościowymi: szanowni Państwo, zwracam się z uprzejmą prośbą… Nie wiem, czy to zaważyło na decyzji pozytywnej, ale oprócz zwykłej kultury osobistej chciałam też skrócić dystans między mną, a osobą, która czyta wniosek, żeby to nie było takie „suche”.

Trzeba pamiętać też o tym, że urząd raczej nie zgodzi się na szkolenie, które trwa 560 h (maksymalnie szkolenie może trwać 6 miesięcy, w uzasadnionych wypadkach urząd może wyrazić zgodę na czas szkolenia do 12 lub 24 miesięcy). Dlatego jeśli wybieramy jakieś konkretne szkolenie z tych kilkutygodniowych, to raczej wersję podstawową.

Jeśli wskazujemy we wniosku konkretną jednostkę szkoleniową, to musi być ona w Rejestrze Instytucji Szkoleniowych. Szkolenie musi trwać nie mniej niż 25 godzin zegarowych tygodniowo. Urząd może przyznać nam środki, ale nie zgodzić się na wybraną przez nas instytucję szkoleniową.

Zalecałabym też umiarkowanie częste wizyty w dziale szkoleń, tak żeby urzędnicy kojarzyli twarz z nazwiskiem, oraz odpytywanie telefoniczne – żeby mieć kontrolę nad kolejnym krokiem procesu oraz pokazać zaangażowanie. Nim złożymy wniosek, pytać można o to, czy są dostępne środki. Jeśli nie ma, to kiedy będą. Jak już będzie termin, to pytać czy już są, jak jeszcze nie ma, to kiedy pytać ponownie…

Jak już złożymy wniosek, to urząd ma miesiąc na jego rozpatrzenie. Pod koniec tego okresu można zadzwonić i zapytać, na jakim etapie jest wniosek, kiedy można spodziewać się decyzji. Trzeba okazać zaangażowanie.

Co wzbudziło Twoje największe obawy w trakcie ubiegania się o pomoc? Jak je rozwiałaś?

Na początku nie miałam żadnych obaw. Nie zastanawiałam się, czy urząd sfinansuje moje szkolenie. Obawy o to pojawiły się po tym, jak pierwszy raz cofnięto mi dofinasowanie. Te obawy rozwiałam zaangażowaniem w proces. Zrozumieniem, dopytaniem o to jakie proces ma kroki. Odpytywaniem, sprawdzaniem.

Kolejny raz obawy pojawiły się, gdy straciłam środki po raz drugi. Popadłam w krótką melancholię: czyżby wszechświat wysyłał mi sygnał, że nie tędy droga? Te obawy rozwiał mój mąż, który powiedział, że jedyny przekaz, jaki mi wysyła wszechświat, to taki, że mam walczyć o swoje, a także Joanna Gotfryd z Mamo Pracuj, wspierająca mnie w chwili, gdy ja sama traciłam nadzieję.

Żałuję, że urząd nie komunikuje jaśniej procesu. Można taki proces bardzo dobrze rozrysować, zaznaczyć, w którym momencie się znajdujemy, co będzie działo się dalej. Można zrobić prostą wizualizację procesu dla petentów.

Jakie miałaś problemy na swojej drodze?

Moje problemy związane były z tym, że nie znałam całego procesu przyznawania środków. Ponadto uważam, że urząd niechcący wprowadził mnie w błąd. Myślałam, że jeśli urząd przysłał mi list z decyzją pozytywną i oprócz przyznanych środków zgadzają się na wybraną przeze mnie instytucję szkoleniową oraz szkolenie, to już jest „z górki”. Idę na szkolenie. Okazało się, że proces jest bardziej złożony, o czym nie było ani słowa w korespondencji.

Po decyzji pozytywnej uruchamiane są zamówienia publiczne. Czyli na stronie urzędu i w biuletynie zostaje opublikowane ogłoszenie. Urząd w okresie 2 tygodni od opublikowania ogłoszenia czeka na zgłoszenia instytucji szkoleniowych, które wyrażają chęć przeprowadzenia szkolenia. Jeśli nie zgłosi się wybrana przez nas jednostka, a inne zechcą przeprowadzić szkolenie, to urząd wybiera bardziej konkurencyjną ofertę z tych złożonych. Jeżeli nie zgłosi się żadna instytucja, Urząd informuje nas listownie, że straciliśmy środki.

Oczywiście możemy się odwołać, musimy jednak przestrzegać terminów. List z informacją o tym, że straciłam fundusze na szkolenie, dotarł do mnie 5 dni po tym, jak odebrałam telefon z urzędu, że moje fundusze już nie są moje – zostały rozdysponowane, ponieważ jednostka szkoleniowa, z którą byłam w kontakcie, nie złożyła oferty na moje szkolenie. Pomylili mnie z inną kursantką i nie złożyli oferty na mój wniosek tylko na jej.

Ponieważ fundusze rezerwowe na dany rok zostały rozdysponowane, musiałam czekać na nowy rok kalendarzowy i nowe środki.

Jak pokonałaś te problemy?

Gdy środki pojawiły się, ponownie złożyłam wniosek. Ponownie przyznano mi środki, ale nie wyrażono zgody na wybraną przeze mnie instytucję szkoleniową. W zamian urząd zaproponował inną. Ustaliliśmy wymiar godzin szkolenia, zakres, mogłam zadać pytania dotyczące szkolenia przedstawicielowi firmy poprzez urzędnika. Uzyskałam odpowiedzi i odniosłam wrażenie, że sprawa jest dogadana, skoro złożyłam podpis na planie szkolenia, który złożyłam na dzienniku podawczym.

Ruszyły zamówienia publiczne, które uważałam już za czystą formalność, ale tknięta przeczuciem postanowiłam zadzwonić do urzędu. Okazało się, że instytucja szkoleniowa nie złożyła wniosku w terminie. Ponownie straciłam środki. Odwołam się – tym razem udało mi się dotrzymać terminów.

Fundusze przyznano mi ponownie. Jednostka nie złożyła wniosku w terminie, ponieważ nie wiedziała, że jest już ogłoszenie na stronie urzędu. Przedstawiciel firmy powiedział mi, że są przyzwyczajeni jednak do tego, że jest jakaś informacja ze strony urzędu o tym, że wniosek jest w zamówieniach publicznych, ponieważ oni nie mają czasu na to, żeby przeglądać biuletyny urzędów pracy. Urząd z kolei twierdzi, że nigdy nie dawał znać żadnej jednostce szkoleniowej, bo to jest sprzeczne z zasadą zamówień publicznych…

W każdym razie ta przydługa historia ma swój szczęśliwy finał. Szkolenie zostało zrealizowane. Teraz muszę działać, pisać codziennie kod, uczyć się.

Mam plan na kolejne szkolenia i tu na pewno będę też korzystać ze wsparcia w finansowaniu, ale to już będzie współfinansowanie.

Czy polecasz innym chętnym sięganie po takie możliwości? Przed czym byś ich przestrzegła?

Oczywiście – polecam! Jest to sposób na uzyskanie 100% środków na finansowanie szkolenia.

Przestrzegam natomiast przed zostawianiem spraw samych sobie. Sama decyzja pozytywna nie zamyka procesu. Trzeba dzwonić, dopytywać się.

Dziękuję za rozmowę!

Zdjęcia:

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Karolina Łachmacka
Tłumacz pisemny, copywriter, wirtualna asystentka, a także filmowiec. Z pasją opowiada historie na różne tematy, szczególnie te, które budzą ludzi do empatii. Miłośniczka starego kina od końca ery filmu niemego po końcówkę lat 60. XX wieku.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail