Czego szukasz

Kto to jest UX designer, co robi i jak nim zostać?

Czym zajmuje się osoba będąca UX designerem? Co to jest user experience design? Gdzie warto się szkolić, żeby zdobyć nowy zawód i kto sprawdzi się w tej pracy? Iga Mościchowska, mama dwójki dzieci, od 10 lat jest user experience designerem i mówi, że nie wyobraża sobie innej pracy. Zobacz co ją urzekło w tym zawodzie.

  • Joanna Gotfryd - 09/10/2016
Iga Mścichowska, user experience designer

Igo, co to jest ten „user experience design”?

UX to projektowanie doświadczeń użytkownika, czyli dbanie o to, aby produkt wzbudzał pozytywne odczucia w ludziach, którzy z niego korzystają. User experience to reakcje i odczucia związane z korzystaniem z produktu. Najczęściej używa się tego terminu w odniesieniu do produktów cyfrowych, takich jak strony internetowe, aplikacje mobilne czy desktopowe, ale jest to termin bardzo szeroki, może dotyczyć produktów fizycznych i usług.

Dlaczego to takie ważne, aby strony były zaprojektowane zgodnie ze sztuką UX? 

Proces tworzenia produktu, który zakłada czerpanie inspiracji z obserwacji użytkowników końcowych, weryfikację pomysłów na produkt czy funkcję, iteracyjność w projektowaniu rozwiązania i ewaluację jego użyteczności.

Produkt musi odpowiadać na potrzeby użytkowników końcowych, musi rozwiązywać konkretny ich problem, bolączkę i musi być zrozumiały, a tego nie da się osiągnąć, nie mając z tym użytkownikiem żadnego kontaktu. Bo – jako twórcy produktów – nie jesteśmy nieomylni, nie znamy wszystkich odpowiedzi i nie jesteśmy w stanie przewidzieć różnych scenariuszy. W tym pomaga współpraca całego zespołu, tworzenie prototypów, czy badania z użytkownikami, czyli właśnie user experience design.

Dla mnie projektowanie, zgodnie z takim procesem, to po prostu dbanie o jakość produktu. Dzięki temu, nie tylko produkt ma większą szansę być lubiany przez użytkowników, co wpływa na ich lojalność czy polecenia, ale też nie generuje tyle błędów użytkownika czy kosztów obsługi, sprawniej realizuje cele biznesowe, a twórcom dostarcza satysfakcji, bo przecież każdy lubi robić dobrą robotę.

Czym zajmują się osoby pracujące na tym stanowisku? Co robią? Tak kawa na ławę poproszę 🙂

Zakres obowiązków jest dość szeroki i zróżnicowany, dużo zależy od firmy i projektu, nad którym się pracuje. Zwykle też można wyróżnić specjalizacje. Najbardziej typowy podział mówi o projektantach i badaczach UX, choć są osoby, które te kompetencje z powodzeniem łączą. Na rynku panuje trochę bałagan z nazwami stanowisk, dlatego zawsze należy przeczytać zakres obowiązków w ofercie pracy i dokładnie o to wypytać na rozmowie kwalifikacyjnej.

Do standardowych zadań z obszaru UX należą na pewno: projektowanie interakcji i makiet (czyli opracowywanie tego, jak działać będzie aplikacja, w jaki sposób użytkownik może wykonać w niej określone działania, jak rozmieszczone są poszczególne elementy interfejsu na ekranie) oraz badania i testowanie rozwiązań z użytkownikami (czyli zbieranie inspiracji i weryfikacja, zarówno pomysłu na produkt, jak i już gotowego rozwiązania).

Specjalista UX często też zbiera wymagania, współpracuje blisko z biznesem i może mieć wpływ na strategię produktu – w tych obszarach zbliża się trochę do roli Product Ownera – właściciela produktu. Ale są też sytuacje, kiedy musi jedynie realizować strategię wypracowaną przez innych członków zespołu, w postaci zaprojektowania interfejsu, zwykle przy użyciu takich programów, jak Axure czy UXPin.

Taka makieta, którą tworzy projektant, to zwykle szary szkic końcowego projektu, nie trzeba do tego kończyć ASP. Zawsze też projektant UX powinien blisko współpracować z grafikami i programistami, którzy implementują jego projekt. Czasem specjalista UX tworzy także dokumentację funkcjonalną projektu, która szczegółowo opisuje działania projektu, ale na szczęście coraz częściej model współpracy z zespołem zakłada warsztatowe i kolaboracyjne podejście, zamiast przekazywania tony dokumentów.

Zdarza się, że zadania z obszaru UX wykonuje grafik, na rynku można znaleźć sporo ofert pracy dla UX/UI designera. Zwykle jednak w takiej sytuacji więcej jest tam projektowania interfejsu, niż pracy nad koncepcją produktu.

wywiad-ux

Wspomniałaś o Product Ownerze. Kto to taki?

Product Owner, czyli właściciel produktu. Jest to osoba odpowiedzialna za rozwój produktu, wyznaczanie i osiąganie celów biznesowych, osoba decyzyjna decydująca o zakresie funkcjonalnym, o priorytetach, kierunku rozwoju. Ktoś więcej niż kierownik projektu, który jedynie pilnuje harmonogramu. Kompetencje projektanta UX i Product Ownera trochę się przenikają, tylko PO skupia się na aspekcie biznesowym produktu, a projektant na przełożeniu celów biznesowych na interakcję.

Gdzie można nauczyć się projektowania UX? Jakie kursy i szkoły polecasz?

Od kilku lat w Polsce rośnie oferta studiów podyplomowych z obszaru UX. W tym roku ruszył na przykład nowy kierunek User Experience & Product Design na AGH w Krakowie, którego jestem opiekunem merytorycznym. Studia z tego obszaru oferowane są także na SWPS.

Jeśli ktoś może sobie pozwolić na inwestycję i poświęcenie weekendów, to bardzo zachęcam do tej formy edukacji, gdyż zajęcia są prowadzone przez doświadczonych praktyków, a realizacja projektu dyplomowego pozwala odczuć na własnej skórze, na czym to polega. Wszyscy absolwenci, których miałam okazję uczyć, bardzo sobie to chwalili.

Do samorozwoju na pewno potrzebna jest znajomość angielskiego, większość wartościowych materiałów powstaje w tym języku. Warto czytać blogi czy artykuły na Medium. Z kursów najbardziej znane to chyba Interaction Design na Coursera czy realizowany z Ideo kurs na +Acumen. Jest nawet podcast Nie tylko design Tomka Skórskiego, ten akurat po polsku. Czasami można wziąć udział w warsztatach, takich jak Warsztaty UX czy Design Skills. Ale projektowanie UX to przede wszystkim praktyka, którą najłatwiej zdobyć na jakimś stażu, pod okiem mentora.

W tej branży próg wejścia jest stosunkowo niski, szczególnie teraz, kiedy jest tak duże zapotrzebowanie na tego rodzaju kompetencje. Ale żeby naprawdę zostać dobrym projektantem, trzeba mieć bardzo zróżnicowane zainteresowania, wszechstronne umiejętności, bogate doświadczenie i niejedną porażkę za sobą. Najwięcej projektanci uczą się właśnie z tych porażek, kiedy ich ego i przekonanie o własnej nieomylności maleje, z korzyścią dla projektów.

Stefania, z którą rozmawiałam o testowaniu, mówiła, że warto chodzić na spotkania branżowe, poznawać środowisko, firmy z branży – czy w przypadku UX też są takie spotkania? Czego można się na nich dowiedzieć?

Tak, ta branża bardzo lubi się spotykać. Największą konferencją branżową jest z pewnością UX Poland, dla wielu jednak cena biletu jest zaporowa. Są na szczęście też darmowe imprezy i meetupy, takie jak współorganizowana przez mnie UX Wrocław, czy w Warszawie – Ladies that UX. Ale warto też rozglądać się za innymi imprezami, gdzie temat UX często gości, jak spotkania Geek Girl Carrots czy np. konferencje MobiConf czy 4Developers.

Jakie predyspozycje są potrzebne, by zostać dobrym UX designerem?

Bycie dobrym specjalistą UX wymaga przede wszystkim umiejętności analitycznego myślenia i empatii względem innych ludzi, umiejętności słuchania, argumentacji i współpracy, zmysłu estetycznego, ale i obycia technicznego. Na pewno wymaga ciągłej woli do poszerzania swoich kompetencji, bo rynek zmienia się z roku na rok i stale trzeba trzymać rękę na pulsie. To dobra praca dla ludzi kreatywnych, którzy lubią ludzi, ale których interesuje też technologia. Dlatego dużo w tej branży psychologów i socjologów.

Umiejętności miękkie w tym zawodzie są bardzo potrzebne, choć często bagatelizowane. Potrzebna jest dociekliwość i pokora, stałe poszukiwanie nie tylko właściwych odpowiedzi, ale też właściwych pytań. Ale to zawód dla pasjonatów, jeśli nie kręci cię oglądanie nowego interfejsu w iPhone i nie masz dziesiątek pomysłów, jak poprawić irytującą Cię stronę internetową, to ciężko Ci będzie się w tym odnaleźć.

Jaką przewagę w UX mogą mieć mamy względem osób, które nie są rodzicami?

Myślę, że wiele mam może czerpać ze swoich doświadczeń i wykorzystywać je w pracy w branży UX. Empatia, wyrozumiałość, zdolność komunikacji – czyli tłumaczenia rzeczy trudnych w sposób zrozumiały nawet dla 5-ciolatka, multitasking, cierpliwość.

Jest to jednak praca trudna do wykonywania zdalnie, wymaga częstych spotkań z klientem, właścicielem produktu, ciągłych konsultacji z deweloperami lub uczestnictwa w wieczornych badaniach. Nie da się tej pracy wykonywać po godzinach i po łebkach, wymaga dużego zaangażowania. Dla mnie okazało się to dużym wyzwaniem przy pierwszym dziecku, jeszcze większym przy drugim, kiedy poczułam, że potrzebuję przerwy. Z drugiej strony ta praca daje niesamowitą satysfakcję, pozwala się realizować w wielu obszarach i jest zawsze ciekawa. Cieszę się, że ją odkryłam te 10 lat temu, bo moje życie zawodowe jest dzięki temu pełne wrażeń.

No właśnie, dlaczego właśnie Ty zainteresowałaś się UX?

W UX najbardziej podoba mi się to, że nasze działania służą dobru. Dzięki dobrze zaprojektowanym produktom użytkownicy są mniej sfrustrowani, wywołujemy u nich pozytywne emocje, a właściciel produktu realizuje swoje cele biznesowe. Mnie to daje ogromną satysfakcję, mam poczucie, że moja praca jest potrzebna i ma sens.

Ten temat zainteresował mnie pod koniec studiów, blisko 10 lat temu, kiedy szykowałam się do pisania pracy magisterskiej i szukałam połączenia tematów, które mnie pasjonowały: badania, technologia i ludzie. Bo zaczynałam faktycznie od badań użyteczności, żeby dopiero później odkryć, że najciekawszym wyzwaniem dla mnie jest projektowanie (łatwo się wymądrzać, co jest źle zrobione, ale zrobić to dobrze jest znacznie trudniej). Wtedy mówiło się raczej o użyteczności, ale dla mnie to było jak odkrycie planety, stworzonej specjalnie dla mnie. Od razu wiedziałam, że to jest to i że się do tego nadaję. Niestety pracodawcy o tym nie wiedzieli, a ofert pracy praktycznie nie było: pamiętam, że znalazłam wtedy 3 oferty w ciągu pół roku na całą Polskę, z czego wszystkie wymagały doświadczenia. Zahaczyłam się najpierw w branży IT jako Project Manager, ale wkrótce szansę dał mi Tomek Karwatka, jeden z prekursorów tej dziedziny w Polsce. A potem było z górki, bo najważniejsze to zacząć. Po kilku latach otworzyłam firmę specjalizującą się w UX. Miał być drobny freelance, ale okazało się, że rynek dojrzewa i zapotrzebowanie na dobrze zaprojektowane produkty cyfrowe stale rośnie.

Gdzie czeka praca dla specjalistów UX?

Badanie Specjaliści UX w Polsce 2015 pokazuje, że najliczniej specjaliści UX pracują obecnie w tzw. software housach. Można ich też spotkać w agencjach interaktywnych, e-commersie czy pracujących w większych organizacjach nad rozwojem produktów. W tej ostatniej grupie znajdą się i portale ogólnopolskie, i branża farmaceutyczna, teleinformatyczna czy finansowa, przekrój jest duży. Tendencja dostrzegalna na zachodzie i u nas to tworzenie wewnętrznych zespołów UX przez firmy.

Zaczęłam pracę jako junior UX designer. W którym kierunku mogę pójść dalej?

Im większe doświadczenie projektanta UX, tym bardziej odpowiada za koncepcje produktów, a nie sam wygląd interfejsu. Czasem ten rozwój skręca w stronę projektowania całych usług, a nie jednego produktu. Często też projektanci rozwijają swoje kompetencje biznesowe, żeby zostać Product Ownerem, właścicielem produktu i odpowiadać za jego rozwój nie tylko w obszarze interakcji. Doświadczony projektant może po prostu zacząć zarządzać zespołem projektantów, np. jako Head of UX. Wśród badaczy trochę trudniej mówić o ścieżce rozwoju.

Igo, dziękuję Ci za rozmowę.

Rozmawiała Joanna Gotfryd

Zdjęcia: Barbara Lubczańska

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Joanna Gotfryd
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.
Podyskutuj

Video: Wszystko co chcesz wiedzieć o roli Scrum Mastera

Na naszej grupie #Mamo pracuj w IT tylko dla członków grupy organizujemy różne akcje tematycznem, np. przeprowadzamy rozmowy z ekspertami najbardziej popularnych dziedzin IT. Ostatnio udostępniłyśmy Wam live na temat początków programowania, a już dziś możecie zobaczyć drugi - o zawodzie Scrum Mastera. Naszą rozmówczynią była Justyna Wykowska. Oglądnij film i dowiedz się jak zostać Scrum Masterem.
  • Agnieszka Wadecka - 23/07/2019
Dłoń trzymająca kartkę

Wszystko co chciałabyś wiedzieć o roli Scrum Mastera

W marcu 2019, na naszej grupie na FB #Mamo pracuj w IT prowadziłyśmy serię LIVE’ów o początkach w branży IT.

Drugi live w Tygodniu Kobiet w IT

Naszym gościem była Justyna Wykowska z ProCognita, która jest agile coachem i trenerką metody Scrum. W tym wywiadzie dowiesz się więcej na temat Justyny i jej pracy.

Live prowadziła Agnieszka Czmyr-Kaczanowska.

O czym rozmawiałyśmy?

Agnieszka z Justyną rozmawiały o pracy Scrum Mastera, odpowiedziały na pytania takie jak:

  • Czym praktycznie zajmuje się Scrum Master?
  • Jak się przebranżowić na Scrum Mastera?
  • Jakie kompetencje są przydatne w tej roli?
  • Jakie wyzwania stoją przed Scrum Masterem który zaczyna pracę?
  • Jak się można przygotować/nauczyć do roli Scrum Mastera?
  • Czy szkolenia, certyfikaty są niezbędne?
  • Jak szukać pierwszej pracy jako Scrum Master?

Zobacz nagranie z naszej rozmowy:

Inne tematy jakie podjęłyśmy to:

Więcej o projekcie #MamoPracujwIT przeczytasz tutaj >>>

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Wadecka
Szczęśliwa żona i mama czwórki dzieci. Macierzyństwo to jej największa pasja, motywująca do rozwoju i działania. Z przyjemnością oddaje się pisaniu. Kocha muzykę, kino i dobre jedzenie. Lubi śledzić trendy i wprowadzać je w życie. Zawodowo początkująca, ale z apetytem na sukces.

Od technika farmacji do front-end developera, czyli jak uzyskać finansowanie szkolenia z urzędu pracy?

Dziś rozmawiamy z Wiolettą Szłapak, która zdecydowała się całkowicie zmienić branżę i zacząć pracować w świecie IT. Wioletta opowiada o tym, jak udało jej się uzyskać całkowite finansowanie kursu, który otworzył przed nią możliwość realizacji jej marzeń. Dzieli się historią, która, choć miała wiele zawirowań, zakończyła się dla niej pomyślnie.
  • Karolina Łachmacka - 22/07/2019

Dlaczego zdecydowałaś się na przebranżowienie i jak wybrałaś kurs?

Dlatego, że do odważnych świat należy! A tak zupełnie serio to wybierając kierunek studiów (biologia) nie zastanawiałam się, co będzie potem. Po prostu interesowałam się biologią i żyłam bardziej „tu i teraz”. Na szczęście w trakcie trwania studiów (które w międzyczasie z dziennych przekształciły się w zaoczne) rodzice okiełznali nieco moją romantyczną naturę i trochę mną pokierowali. Ukończyłam więc kierunek technik farmacji i przez wiele lat pracowałam w aptece. Kochałam tę pracę, kontakt z ludźmi, możliwość niesienia pomocy, przygotowywanie leków, apteczny zapach. W tamtym momencie to było coś, co mnie satysfakcjonowało.

Gdy zaszłam w ciążę wiedziałam, że muszę jednak zmienić zawód. Nie chciałam wracać szybko do pracy, dlatego w 7. miesiącu ciąży zdałam egzamin na tłumacza technicznego i współpracowałam z biurem tłumaczeń mojego taty. Niestety tata zmarł, musiałam zamknąć biuro i zdecydować, co dalej. I tu szczęśliwe zrządzenie losu w postaci pomocy mojej koleżanki Asi dało możliwość wejścia do świata IT.

Asia poleciła mnie w firmie, w której pracowała, przeszłam pomyślnie rekrutację i tak zostałam konsultantem IT. Gdy wspominam tamten czas, to trudno mi w to wszystko uwierzyć. Musiałam szybko nauczyć się nowych rzeczy, z którymi wcześniej nie miałam żadnej styczności. To było trochę szalone, ale otwierało nowe możliwości, dawało ogromną możliwość rozwoju. Otworzył się przede mną nowy świat. Wspaniały świat. Po mniej więcej roku pracy zostałam zatrudniona w innej firmie jako wdrożeniowiec.

Chciałam mieć większy wpływ na tworzenie oprogramowania, ale mój plan jak to zrobić nie był do końca sprecyzowany. Po przeanalizowaniu moich mocnych i słabych stron i zainteresowań zaczął się formułować plan. Proces tworzenia oprogramowania chciałam poznać od strony front albo end-developera. Ostatecznie zdecydowałam się na kurs front-end od podstaw.

Jak dowiedziałaś się o tym, że możesz starać się o finansowanie szkolenia z urzędu pracy, że urzędy dostają środki na szkolenia indywidualne?

Zastanawiałam się jak pozyskać środki na takie szkolenie. I tu skorzystałam z rady bardzo miłych pań z urzędu pracy, z którymi miałam przyjemność rozmawiać na spotkaniu organizowanym przez Mamo Pracuj w bibliotece na Rajskiej w Krakowie. Zarejestrowałam się jako osoba bezrobotna i złożyłam wniosek o dofinasowanie do szkolenia indywidualnego.

Jakie były Twoje pierwsze kroki, kiedy dowiedziałaś się, że „Twój” urząd posiada takie środki?

Musiałam trochę poczekać na te środki. Zgłosiłam się do urzędu w drugiej połowie roku. Urząd już rozdysponował środki, które posiadał. Czekałam więc i regularnie dopytywałam, czy są już środki rezerwowe. Gdy się pojawiły, byłam już zdecydowana na konkretne szkolenie. Dlatego w dziale szkoleń złożyłam wniosek o dofinansowanie do szkolenia indywidualnego.

Tutaj moja rada: najlepiej składać wniosek na początku roku, pieniądze zwykle są już rozdysponowane w pierwszym kwartale, a nigdy nie ma pewności czy będą uruchomione środki rezerwowe.

Co musiałaś krok po kroku zrobić, aby otrzymać tę dotację?

Po pierwsze trzeba być zarejestrowaną osobą bezrobotną. Gdy się rejestrowałam, obowiązywało profilowanie (nie wiem, czy jeszcze obowiązuje), ale gdy podpisywałam się w ewidencji, musiałam napisać test. Jego wynikiem było przydzielenie do jednego z profilów: 1, 2 czy 3.

„Jedynki” nie dostawały możliwości dofinansowania do szkoleń indywidualnych. Jeśli takie profilowanie obowiązuje, i nadal „jedynki” nie dostają dofinansowania, to najlepiej, jeśli urzędnik, przy którym piszemy test, pomoże nam udzielić odpowiedzi, tak żeby wyszedł odpowiedni profil i żeby szansa na pieniądze nie przepadła.

Następnie u doradcy zawodowego powiedziałam jakie są moje umiejętności, jaki mam plan i czego potrzebuję od Urzędu do realizacji celu. Z takim gotowym planem w systemie Urzędu, mogłam skierować się do działu szkoleń. Niestety, dział szkoleń nie dysponował już środkami na szkolenia indywidualne. Musiałam więc poczekać na środki rezerwowe, gdy zostały uruchomione i wtedy złożyłam wniosek.

Jak wygląda proces kwalifikacji i czy jest skomplikowany? Czy otrzymujesz jakąś pomoc urzędników w trakcie?

Sam proces nie jest skomplikowany – przynajmniej w Krakowie (o szczegóły trzeba się dopytać w swoim urzędzie, bo nie ma pewności, że wszędzie wszystko wygląda tak samo). Złożyłam wniosek, z rzetelnym i rozsądnym umotywowaniem prośby, i czekałam na decyzję. Dostałam decyzję pozytywną, wyrażono również zgodę na wybraną przeze mnie jednostkę szkoleniową, poszłam na szkolenie i do drugiego dnia szkolenia wszystko szło płynnie.

Później sprawy się skomplikowały.

Na czym polega opracowanie planu przebranżowienia? Co musiałaś wypełnić i zrobić w związku z tym?

W związku z tym, że między zakończeniem mojej ostatniej pracy, a zarejestrowaniem się jako osoba bezrobotna miałam trochę czasu na zastanowienie się co chciałabym robić, byłam już zdecydowana, że do świata programowania chcę wejść jako front-end developer, co powiedziałam doradcy zawodowemu w urzędzie. Doradca zanotował, co potrafię, czego potrzebuję od urzędu i to był ten plan. Ma on swój termin ważności (ale to nie jest krótki termin ważności), więc trzeba pilnować, żeby był ważny w momencie składania wniosku. Jeśli się „przeterminuje”, to trzeba go odświeżyć.

Ile kosztowało Twoje szkolenie (jeśli to nie tajemnica) i czy udało Ci się pozyskać całość potrzebnej kwoty?

Pierwsze szkolenie, na które wyrażono zgodę kosztowało około 9 tysięcy złotych (to szkolenie, na którym byłam 2 dni, dopóki nie dowiedziałam się, że jednak nie mogę brać udziału w tym szkoleniu), drugie na które wyrażono zgodę i które przeszłam w pełnym wymiarze godzin, kosztowało blisko 4,5 tysiąca. Urząd sfinansował je w 100%.

Jak Twoim zdaniem należy uzasadnić swój wniosek? Jakie wskazówki byś dała innym osobom, które chcą ubiegać się o takie finansowanie szkolenia z urzędu pracy?

Szczerze, ale rozsądnie. Pisałam o tym, jak ważny jest dla mnie rozwój osobisty, jaki jest mój plan na przebranżowienie, czego brakuje mi do osiągnięcia celu i o jakie wsparcie proszę Urząd. Opisałam szkolenie, którym się interesuję i co ono mi da. Miałam na uwadze to, ile kosztują takie szkolenia i że pula posiadanych środków przez Urząd jest ograniczona, a chętnych sporo. Chciałam, żeby ten wniosek jasno wyraził to, jak bardzo mi zależy na uzyskaniu konkretnych kompetencji.

Podanie pisałam z wszystkimi zwrotami grzecznościowymi: szanowni Państwo, zwracam się z uprzejmą prośbą… Nie wiem, czy to zaważyło na decyzji pozytywnej, ale oprócz zwykłej kultury osobistej chciałam też skrócić dystans między mną, a osobą, która czyta wniosek, żeby to nie było takie „suche”.

Trzeba pamiętać też o tym, że urząd raczej nie zgodzi się na szkolenie, które trwa 560 h (maksymalnie szkolenie może trwać 6 miesięcy, w uzasadnionych wypadkach urząd może wyrazić zgodę na czas szkolenia do 12 lub 24 miesięcy). Dlatego jeśli wybieramy jakieś konkretne szkolenie z tych kilkutygodniowych, to raczej wersję podstawową.

Jeśli wskazujemy we wniosku konkretną jednostkę szkoleniową, to musi być ona w Rejestrze Instytucji Szkoleniowych. Szkolenie musi trwać nie mniej niż 25 godzin zegarowych tygodniowo. Urząd może przyznać nam środki, ale nie zgodzić się na wybraną przez nas instytucję szkoleniową.

Zalecałabym też umiarkowanie częste wizyty w dziale szkoleń, tak żeby urzędnicy kojarzyli twarz z nazwiskiem, oraz odpytywanie telefoniczne – żeby mieć kontrolę nad kolejnym krokiem procesu oraz pokazać zaangażowanie. Nim złożymy wniosek, pytać można o to, czy są dostępne środki. Jeśli nie ma, to kiedy będą. Jak już będzie termin, to pytać czy już są, jak jeszcze nie ma, to kiedy pytać ponownie…

Jak już złożymy wniosek, to urząd ma miesiąc na jego rozpatrzenie. Pod koniec tego okresu można zadzwonić i zapytać, na jakim etapie jest wniosek, kiedy można spodziewać się decyzji. Trzeba okazać zaangażowanie.

Co wzbudziło Twoje największe obawy w trakcie ubiegania się o pomoc? Jak je rozwiałaś?

Na początku nie miałam żadnych obaw. Nie zastanawiałam się, czy urząd sfinansuje moje szkolenie. Obawy o to pojawiły się po tym, jak pierwszy raz cofnięto mi dofinasowanie. Te obawy rozwiałam zaangażowaniem w proces. Zrozumieniem, dopytaniem o to jakie proces ma kroki. Odpytywaniem, sprawdzaniem.

Kolejny raz obawy pojawiły się, gdy straciłam środki po raz drugi. Popadłam w krótką melancholię: czyżby wszechświat wysyłał mi sygnał, że nie tędy droga? Te obawy rozwiał mój mąż, który powiedział, że jedyny przekaz, jaki mi wysyła wszechświat, to taki, że mam walczyć o swoje, a także Joanna Gotfryd z Mamo Pracuj, wspierająca mnie w chwili, gdy ja sama traciłam nadzieję.

Żałuję, że urząd nie komunikuje jaśniej procesu. Można taki proces bardzo dobrze rozrysować, zaznaczyć, w którym momencie się znajdujemy, co będzie działo się dalej. Można zrobić prostą wizualizację procesu dla petentów.

Jakie miałaś problemy na swojej drodze?

Moje problemy związane były z tym, że nie znałam całego procesu przyznawania środków. Ponadto uważam, że urząd niechcący wprowadził mnie w błąd. Myślałam, że jeśli urząd przysłał mi list z decyzją pozytywną i oprócz przyznanych środków zgadzają się na wybraną przeze mnie instytucję szkoleniową oraz szkolenie, to już jest „z górki”. Idę na szkolenie. Okazało się, że proces jest bardziej złożony, o czym nie było ani słowa w korespondencji.

Po decyzji pozytywnej uruchamiane są zamówienia publiczne. Czyli na stronie urzędu i w biuletynie zostaje opublikowane ogłoszenie. Urząd w okresie 2 tygodni od opublikowania ogłoszenia czeka na zgłoszenia instytucji szkoleniowych, które wyrażają chęć przeprowadzenia szkolenia. Jeśli nie zgłosi się wybrana przez nas jednostka, a inne zechcą przeprowadzić szkolenie, to urząd wybiera bardziej konkurencyjną ofertę z tych złożonych. Jeżeli nie zgłosi się żadna instytucja, Urząd informuje nas listownie, że straciliśmy środki.

Oczywiście możemy się odwołać, musimy jednak przestrzegać terminów. List z informacją o tym, że straciłam fundusze na szkolenie, dotarł do mnie 5 dni po tym, jak odebrałam telefon z urzędu, że moje fundusze już nie są moje – zostały rozdysponowane, ponieważ jednostka szkoleniowa, z którą byłam w kontakcie, nie złożyła oferty na moje szkolenie. Pomylili mnie z inną kursantką i nie złożyli oferty na mój wniosek tylko na jej.

Ponieważ fundusze rezerwowe na dany rok zostały rozdysponowane, musiałam czekać na nowy rok kalendarzowy i nowe środki.

Jak pokonałaś te problemy?

Gdy środki pojawiły się, ponownie złożyłam wniosek. Ponownie przyznano mi środki, ale nie wyrażono zgody na wybraną przeze mnie instytucję szkoleniową. W zamian urząd zaproponował inną. Ustaliliśmy wymiar godzin szkolenia, zakres, mogłam zadać pytania dotyczące szkolenia przedstawicielowi firmy poprzez urzędnika. Uzyskałam odpowiedzi i odniosłam wrażenie, że sprawa jest dogadana, skoro złożyłam podpis na planie szkolenia, który złożyłam na dzienniku podawczym.

Ruszyły zamówienia publiczne, które uważałam już za czystą formalność, ale tknięta przeczuciem postanowiłam zadzwonić do urzędu. Okazało się, że instytucja szkoleniowa nie złożyła wniosku w terminie. Ponownie straciłam środki. Odwołam się – tym razem udało mi się dotrzymać terminów.

Fundusze przyznano mi ponownie. Jednostka nie złożyła wniosku w terminie, ponieważ nie wiedziała, że jest już ogłoszenie na stronie urzędu. Przedstawiciel firmy powiedział mi, że są przyzwyczajeni jednak do tego, że jest jakaś informacja ze strony urzędu o tym, że wniosek jest w zamówieniach publicznych, ponieważ oni nie mają czasu na to, żeby przeglądać biuletyny urzędów pracy. Urząd z kolei twierdzi, że nigdy nie dawał znać żadnej jednostce szkoleniowej, bo to jest sprzeczne z zasadą zamówień publicznych…

W każdym razie ta przydługa historia ma swój szczęśliwy finał. Szkolenie zostało zrealizowane. Teraz muszę działać, pisać codziennie kod, uczyć się.

Mam plan na kolejne szkolenia i tu na pewno będę też korzystać ze wsparcia w finansowaniu, ale to już będzie współfinansowanie.

Czy polecasz innym chętnym sięganie po takie możliwości? Przed czym byś ich przestrzegła?

Oczywiście – polecam! Jest to sposób na uzyskanie 100% środków na finansowanie szkolenia.

Przestrzegam natomiast przed zostawianiem spraw samych sobie. Sama decyzja pozytywna nie zamyka procesu. Trzeba dzwonić, dopytywać się.

Dziękuję za rozmowę!

Zdjęcia:

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Karolina Łachmacka
Tłumacz pisemny, copywriter, wirtualna asystentka, a także filmowiec. Z pasją opowiada historie na różne tematy, szczególnie te, które budzą ludzi do empatii. Miłośniczka starego kina od końca ery filmu niemego po końcówkę lat 60. XX wieku.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail