Czego szukasz

Koronawirus – dzieci wracają do żłobków i przedszkoli. Co na to rodzice?

Już jutro dzieci wracają do żłobków i przedszkoli. Zapytałyśmy nasze Czytelniczki jak to widzą i czy poślą swoje dzieci do placówek. Zobaczcie jakie odpowiedzi przeważają!

  • Ewa Moskalik - Pieper - 05/05/2020
chłopiec siedzi na podłodze i gra w grę

6 maja dzieci wracają do żłobków i przedszkoli. Jak to widzą rodzice?

  • Nieodpowiedzialne. Ręce opadają …
  • Koronaparty …
  • Głupota. Najmniejsze dzieci, z rączkami ciągle przy buzi, bez maseczek… teraz to dopiero się rozbucha ten wirus… po tych wszystkich rozluźnieniach tuż przed wyborami… winszuje pomysłu…
  • Nie widzę tego …
  • Mam w domu sześciolatkę. Chętnie bym ją wysłała do przedszkola, ale mam wątpliwości. Zabrania się dzieciom zabawy na placach pod blokami, a zamierza się je zamknąć w salach. Wymogiem jest ograniczenie zabawek do tych, które łatwo poddać dezynfekcji, mówi się o zachowaniu reżimu sanitarnego, super, tylko kto te dzieci dopilnuje. Najgorsze, że odpowiedzialność zwala się na samorządy i dyrektorów placówek. Co w przypadku, gdy okaże się, że w którejś z rodzin pojawił się wirus, a pamiętajmy, że dzieci przechodzą go bezobjawowo? Całe przedszkole na kwarantannę? Mówi się o ograniczeniu liczby dzieci, ale nie określa się jej, tylko decyzję pozostawia organom prowadzącym. Ja rozumiem, że właśnie kończy się kasa na zasiłki opiekuńcze, ale decyzja jest tak nieprzemyślana, że aż głupia. Jak większość podejmowanych w ostatniej chwili.
  • Syn zostaje w domu. Nie mam dylematów.
  • Trochę strach …
  • Ja chcę do Nowej Zelandii.
  • Ja już mam w szkole, ale nie wyobrażam sobie wysłać dziecko do szkoły, znając jej podejście do pilnowania dystansu i mycia rąk przez 30 sekund, gdy reszta społeczeństwa ma zalecany dystans i maseczki. Albo jest bezpiecznie, albo nie. Narażać dziecko i całą rodzinę na home office? To jaki sens jakichkolwiek izolacji. Mam nadzieję, że będzie opcja pozostania w domu dla tych, którzy mogą to zrobić, a opieka dla tych, którzy nie mają innego wyjścia. Jak to bezpieczeństwo w przedszkolach i szkołach zapewnią? Nie mam pojęcia, ale może im się uda…
  • Nieodpowiedzialny pomysł – przedwyborczy.
  • A wiecie może jak rozwiązana jest kwestia z przedszkolach prywatnych?
  • Dla mnie to jest chora decyzja, ale wiadomo, że podyktowana $ i wyborami…. jakoby Rząd „uwolnił” rodziców.
  • Myślę, że wiele placówek nie będzie w stanie spełnić wymagań jakie im postawiono, żeby mogły się otworzyć. Poza tym przerzucone decyzje na samorząd, więc mogą się nie otworzyć. Wydaje mi się, że spora część dzieci nie wróci do tych placówek.
  • To dobrze, szkoda tylko, że szkoły nadal są niedostępne dla dzieci.
  • Wcale! Dlatego moja młodsza zostaje w domu!
  • Porażka.
  • Wierzę w Trzaskowskiego.
  • Moje dziecko zostaje w domu. Tak, oszalałam. 🙂
  • Jak otwierają żłobki i przedszkola, to powinny być również czynne przychodnie. Dzieci w przedszkolach chorują, zarażają się i do kogo pójść z chorym dzieckiem? Nadal przez telefon? Jak osłuchać?
  • Uważam, że to dobra decyzja. Rodzice i nauczyciele są dorośli i odpowiedzialni za zachowanie higieny w maksymalny sposób. A przy okazji może i przedszkola zmienią trochę system pobytu tam na zewnętrzny, zamiast kiszenia się w salach.
  • Z jednej strony dobrze by było, gdyby dzieciaki wróciły do przedszkola z drugiej… Dla mnie to jednak strach. Ciężki temat, bo to jednak chodzi o zdrowie. Ja mam ten przywilej, że mogę zostać w domu z dzieciakami, ale wiem, że są rodzice, którzy muszą pracować i nie mają wyjścia. To są trudne decyzje. Nie chciałabym decydować, czy mam utrzymać pracę, czy narażać dziecko. Straszne. Bardzo współczuję rodzicom, którzy stoją teraz przed takim wyborem.
  • Nie widzę tego, i współczuję dyrektorom i pracownikom żłobków i przedszkoli
  • Nie rozumiem – jak było jeszcze niewiele zachorowań, przedszkola zamknęli, a gdy jest ich dużo i co chwilę pada dzienny rekord otwierają… Chyba ktoś czegoś nie przemyślał
  • Ja nie wierzę tym… ludziom w rządzie, dlatego moje dzieci zostają w domu, ale mogę sobie na to pozwolić, bo jestem na macierzyńskim…
  • Wracajmy do życia. Jak najbardziej. W izolacji system immunologiczny słabnie. Im dłużej tym gorzej. Maseczki i dystans nie mają szans. Niech wychodzą na słońce, nie bawią się i nie oddychają pełną piersią.
  • Tylko dla pracujących
  • Na zasiłki szkoda kasy, szkoły nie wiadomo czy we wrześniu dzieci pójdą, ale najmłodszych dzieci nie szkoda…
  • Przy tej ogromnej ilości informacji jaka została przekazana nie widzę tego. Jak dzieci poniżej 6 roku życia mają zachować dystans czy reżim sanitarny? Kto będzie decydował o tym, które dzieci mogą wrócić, a które nie? Przedszkola i żłobki to wylęgarnie wirusów różnego kalibru. Jak temu zapobiec w dobie pandemii? W obecnej sytuacji chyba nie ma dobrego wyjścia.
  • Super. 🙂
  • Teoretycznie brzmi to super, w praktyce to ciężki orzech do zgryzienia dla dyrekcji tych placówek. 🙁
  • Szkoda, że wszystko spadnie na dyrektorów placówek… Rząd nie dał żadnych wytycznych jak dzieci mają się dystansować społecznie – plus dla dzieci powyżej 4 lat obowiązkowe noszenie maseczek w przedszkolu?
  • Dzieci powinny się ze sobą widywać i spotykać i nabierać odporności. Nie powinniśmy zabraniać im ze sobą kontaktu. Jakoś jak dzieci chodziły z gilami po kolana i kaszlały jak gruźliki to nikomu nie przeszkadzało.
  • To decyzja tylko i wyłącznie polityczna.
  • Tak, że nikt nie pośle dzieci, a państwo umyje ręce od wypłacania zasiłków. Zapewniona opieka? Zapewniona…
  • Dzieci przede wszystkim powinny budować odporność. Wielu lekarzy o tym mówi.

Przeczytaj także: Mieć wolność chłonięcie świata – kobiece rozmowy w czasie kwarantanny

  • A co w sytuacji, kiedy przedszkolanki mają dzieci w wieku szkolnym?
  • „Zasiłek będzie utrzymany dla tych rodziców, którzy nie mogą posłać swoich pociech do żłobków czy przedszkoli”. Co w praktyce to oznacza?
  • Z jednej strony czekam z niecierpliwością na otwarcie żłobka i przedszkola. Oboje z mężem pracujemy w swoich zakładach pracy. Cały czas kombinujemy z opieką nad dziećmi. Nie ukrywam, że jest to bardzo wyczerpujące. Z drugiej strony mam obawy to są tylko małe dzieci, jak mają zachować reżim sanitarny.
  • Jedna osoba zachoruje lub będzie podejrzana o koronawirusa i wszyscy z całymi rodzinami będziemy 2 tygodnie w plecy na kwarantannie. Niby „w końcu”, a jednak zamiast pomóc może to zaszkodzić pracującym. Niby fajnie, ale obawy są. Trochę mnie dziwi, bo z małymi dziećmi najciężej z kontrolą zachowań.
  • Ja się obawiam jednego, placówki publiczne czy wspierane budżetem mogą być jeszcze pod jakąś tam kontrolą sanitarną, państwową, a prywatne? Kierownik, patrząc na swoje koszty nie sadze aby znacząco przejmował się restrykcjami, zwłaszcza jeśli nie jest pod szczególną kontrolą.
  • Raczej powinni najpierw otworzyć szkoły dla starszych dzieci, które mogą być na zajęciach w maseczkach, zachowywać odstęp. No, ale na zasiłki nie ma, to coś trzeba zrobić i otworzyć przedszkola. Moim zdaniem to jawne narażanie dzieci i ich rodzin. Placów zabaw nadal nie otworzyli …
  • Jeżeli dziecko załapie jakąkolwiek infekcję, to nie wyobrażam sobie walki o wizytę lekarską w tych czasach. Wizyta przez telefon to „pic na wodę, fotomontaż”. Nie narażę na to mojego dziecka. Puszczę do przedszkola jak będę miała normalny dostęp do pediatry. Tymczasem idę do apteki po kolejną paczkę melisy. 😉

Przeczytaj także: Koronawirus. Prawa pracujących rodziców, zasiłek ZUS i wniosek do pobrania

  • Według mnie to dobra decyzja, po pierwsze małe dzieci nie są w grupie ryzyka, a przecież nawet zwykła grypa może mieć ciężkie powikłania. Po drugie, co jeśli epidemia potrwa rok czy nawet dwa, albo zostanie z nami na stałe? Zamkniemy się wszyscy w domach na tak długi czas? Żadna gospodarka nie przetrwa tak długiej izolacji, potrzebny jest stopniowy powrót do normalności.
  • Normalnie.
  • Koronawius jest w Polsce od stycznia…trzymanie dzieci w domu teraz kiedy teoretycznie mogły już przejść tę chorobę, jako mocną grypę jest niepotrzebne. A komentarze,ż e żłobki i przedszkola to wylęgarnie wirusów żadna nowość. Tak było zawsze, a cała pandemia to taka trochę naciągana sytuacja w chwili obecnej, której wszyscy mają dość…ale to tylko moje subiektywne zdanie. Pozdrawiam.

Zdjęcie: Magda Trebert

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.

Opieka nad dziećmi, praca zdalna i czas wolny – jak wyglądało życie Polaków podczas izolacji?

Domowa izolacja w czasie pandemii koronawirusa pomogła nam trochę się do siebie zbliżyć. Wyraźnie widzimy jednak, że nowy rytm naszego życia negatywnie wpłynął na samopoczucie naszych dzieci. Mamy też trudności z pogodzeniem pracy z domowymi obowiązkami.
  • Redakcja portalu Mamo Pracuj - 01/06/2020
rodzina w czasie kwarantanny

Jak w ostatnich miesiącach wyglądało życie Polaków? Odpowiedzi na to pytanie poszukała firma wnętrzarska VOX, która w swoim nowym badaniu przygląda się m.in. takim kwestiom, jak życie rodzinne, praca zdalna oraz balans pomiędzy czasem wolnym a domowymi obowiązkami podczas izolacji.

Życie toczy się wolniej, ale obowiązków jest więcej

Jak wynika z raportu, blisko co trzecia osoba twierdzi, że w ostatnim czasie poprawiły się jej relacje z domownikami. Gdy prawie całe nasze życie toczyło się w czterech kątach, mogliśmy poświęcić nieco więcej uwagi dzieciom oraz poszukać nowych sposobów na wspólne spędzanie wolnego czasu. Dla niemal 6 na 10 badanych życie w izolacji płynęło wolniej niż przed wybuchem pandemii. 44% dostrzegło, że miało też więcej czasu dla siebie.

Rytm naszych dni w dużej mierze zależał jednak od naszej sytuacji życiowej. Niemal 4 na 10 ankietowanych w wieku 35-44 – czyli najczęściej osób godzących pracę z opieką nad dziećmi – twierdzi, że spędzając niemal cały czas w swoich czterech kątach, miało więcej obowiązków.

Wielu rodziców musiało bowiem stawić czoła nowym wyzwaniom, próbując pogodzić opiekę nad dziećmi z pracą w domu. Blisko 60% Polaków wychowujących dzieci przyznało, że nie jest to łatwe. W raporcie czytamy, że izolacja zmieniła sporo zwłaszcza w życiach polskich kobiet, które w ostatnich miesiącach swój czas wolny częściej niż mężczyźni poświęcały na domowe obowiązki: sprzątanie i gotowanie.

– Ciężko jest mi pogodzić opiekę nad dziećmi, gdzie różnica wieku to 5 lat. Mimo wszystko cieszę się z tego doświadczenia, pewnie nieprędko się coś takiego powtórzy. Widzę dobre strony – pisze jedna z osób, które wzięły udział w badaniu.

Przeczytaj także: Co robić w czasie kwarantanny?

Rodzice i dzieci przed ekranami

Rodzice zauważyli też, że izolacja odbiła się na samopoczuciu ich dzieci. Aż 7 na 10 osób twierdzi, że ich pociechy mają już dość siedzenia w domu i wyraźnie tęsknią za szkołą oraz rówieśnikami. 64% martwi się też, że w ostatnich miesiącach dzieci spędzają znacznie więcej czasu przed ekranem komputera, telefonu czy telewizora.

„Podczas pandemii zdecydowanie bardziej wolimy zwolnić tempo niż skupić się na rozwoju osobistym, choć co szósta osoba stara się podejmować w domu aktywność fizyczną” – pisze VOX.

Jak twierdzi Konrad Maj, psycholog społeczny z SWPS, w tym trudnym czasie rozrywka pomaga nam uporządkować myśli.

– Gdy na zewnątrz jest niebezpiecznie, w domu możemy się zrelaksować i zrobić wszystko, by trochę uspokoić nerwy. Naszą przestrzeń domową konstruujemy w końcu w taki sposób, by była nastawiona przede wszystkim na odpoczynek – mówi. – Obok rozrywki i pracy mogło nie starczyć już miejsca na rozwój osobisty. Inwestycje w siebie, dodatkowe kursy czy szkolenia w sytuacji tak dużej niepewności zostały odłożone na inne czasy.

Praca w domu, czyli zatarte granice

Autorzy raportu sprawdzili również, jakie jest nastawienie Polaków do pracy zdalnej. Choć w naszych roboczych kącikach niczego nam nie brakuje (47% pracujących zdalnie ocenia swoje stanowisko jako wygodne, a 49% – jako funkcjonalne), to jednak większość z nas nie zamieniłaby biura na dom na dłużej. Tylko co piąta osoba twierdzi, że zdalnie pracuje jej się lepiej niż dotychczas. Blisko połowa zdecydowanie bardziej woli pracować poza domem.

– Praca zdalna jest diametralnie inna niż ta wykonywana „normalnie”. Wymaga innych narzędzi, nie daje poczucia kontroli i jest o wiele bardziej absorbująca – pisze jeden z uczestników badania.

To właśnie ten brak poczucia kontroli doskwiera nam najbardziej. Czujemy, że praca zdalna zaciera granicę pomiędzy życiem zawodowym a osobistym. Brakuje nam też prywatności, bo koncentrację na zawodowych obowiązkach utrudnia obecność innych domowników.

I rzeczywiście – gdy salon lub sypialnia nagle muszą zmienić się w gabinet (to właśnie jedno z tych dwóch pomieszczeń najczęściej wykorzystujemy do pracy), po zakończeniu pracy trudniej nam poczuć wyraźną różnicę. Co ciekawe, blisko co trzecia osoba, która z powodu pandemii rozpoczęła pracę w domu, nie ma w swoich czterech kątach stałego stanowiska z biurkiem i fotelem. Takie osoby najczęściej pracują przy kuchennym stole, na kanapie lub w łóżku. Wiele z nich w ciągu tygodnia zmienia swoje domowe miejsce pracy, znajdując dla siebie nowy kącik w kolejnych pomieszczeniach.

Więcej o życiu Polaków w domowej izolacji w nowym raporcie VOX: https://www.vox.pl/artykul-raport-zycie-polakow-podczas-izolacji

VOX to marka wnętrzarska, która od 1989 roku konsekwentnie umacnia się na pozycji jednej z najbardziej innowacyjnych firm z branży meblarskiej w Polsce. W swojej ofercie posiada unikatowe i uzupełniające się produkty oraz usługi związane z urządzaniem mieszkań i domów.

Przeczytaj także: Jak dbać o kondycję fizyczną w czasie kwarantanny?

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redakcja portalu Mamo Pracuj

Jak dbać o równowagę w związku?

“Dopiero gdy zejdziemy na poziom potrzeb, kiedy mówimy, czego nam potrzeba, czego mamy za mało, zaczynamy pracę nad kondycją związku”. Co robić, żeby dbać o równowagę w naszych relacjach? Jak radzić sobie z kryzysem? W jaki sposób zadbać o naszą potrzebę bliskości? Na te pytania odpowiada Dorota Ziółkowska-Maciaszek - psycholog, psychoterapeuta. Od wielu lat prowadzi mediacje małżeńskie i terapię par. Jest prezesem fundacji “Rozwód? Poczekaj”.
  • Natalia Gozdowska - 30/05/2020

Czy obserwuje Pani wśród swoich pacjentów więcej konfliktów, trudności w związkach w czasie pandemii koronawirusa?

Wczoraj zadałam sobie to pytanie, bo mijają właśnie 2 i pół miesiąca izolacji.

Zgłaszają się do mnie przede wszystkim pary, które już wcześniej miały problemy, przechodziły przez kryzysy. Obecna sytuacja może reaktywować dawne trudności lub odkrywać dotąd nieujawnione problemy. Nie mam jednak poczucia, żeby nastąpiła jakaś totalna zapaść w związkach. U wielu par pojawiła się wprawdzie konieczność przeszeregowania, wprowadzenia wielu zmian organizacyjnych i nowych reguł współżycia. Wiele rodzin przeżywa podwyższony stres, ale to nie znaczy, że przeradza się on w kryzys.

Pary z dobrą bazą wypracowały satysfakcjonujące rozwiązania na czas Covid-19. Podeszły do tego w sposób zadaniowy, jak do wyzwania. Uruchomiły konstruktywne strategie zaradcze ze świadomością, że sytuacja jest wyjątkowa i w pewnym momencie się skończy.

Zupełnie inna sytuacja jest w związkach, w których istnieją już od jakiegoś czasu większe problemy. Na co dzień mogą być one łagodzone i bagatelizowane, ale obecna sytuacja sprawia, że wychodzą na wierzch. Trochę jak pod szkłem powiększającym. Dotychczas można było jakoś się mijać i tym samym neutralizować pewne sytuacje konfliktowe. Teraz jesteśmy razem w domu i cechy, które są dla nas pewnego rodzaju potwierdzeniem, że „z tym człowiekiem nie da się żyć”, denerwują bardziej.

W takich parach poziom napięcia jest wysoki. Wystarczy iskra do kłótni. Partnerzy nie mają do siebie cierpliwości, często dochodzi do konfliktów.

Trzeci rodzaj par to te, którym bieżąca sytuacja zaburza równowagę związaną z poziomem bliskości w związku. Partnerzy konstruktywnie funkcjonują w typowych warunkach, ale zamknięcie na jednej przestrzeni wywołuje duży dyskomfort. Czują się jak w pułapce. To jest szczególnie trudne, jak te potrzeby bliskości są różne. Na przykład, jeśli jedna osoba ma dużą potrzebę bycia razem, a druga chce być często sama. Jedno z nich czuje się osaczone prośbami o rozmowę, wspólne oglądanie filmów, częstymi pytaniami etc. A to drugie – sfrustrowane brakiem odwzajemnienia tej potrzeby. Wtedy trzeba pracować nad tym, jak znaleźć złoty środek i uwzględnić perspektywę obojga.

Przeczytaj także: 10 książek, które pomogą odbudować Twój związek

Jak więc dbać o równowagę w związku podczas kwarantanny?

Jeżeli chodzi o pierwszy typ par, to sprawa jest najprostsza. Wystarczą pewne procedury, nazwanie jasno sytuacji. Podoba mi się idea zebrań rodzinnych. Warto zaprosić do rozmowy dzieciaki, znaleźć duży karton papieru i nazwać, rozpisać wszystkie wyzwania. A potem wspólnie szukać rozwiązań. Na przykład: mamy tylko dwa pokoje i cztery osoby, które muszą równolegle pracować, co z tym robimy? Kto i kiedy korzysta z laptopa? Kto i kiedy zajmuje się dziećmi? Jakie mamy teraz obowiązki? Warto się oczywiście potem w tej sytuacji nawzajem wspierać, zachowywać w sposób elastyczny.

Inaczej sytuacja wygląda w związkach, w których jest dużo napięcia. Gdy partnerzy mają do siebie mnóstwo zastrzeżeń, nie ufają w intencje tego drugiego, mają cały zestaw negatywnych przekonań na jego temat, to łatwo o kłótnię. Na ten czas warto zawrzeć pakt o nieagresji. Spróbujmy zrobić wszystko, żeby nie dolewać oliwy do ognia. W imię tego, by nie pogłębiać kryzysu. Para może powiedzieć sobie co jest dla nich najtrudniejsze. Czego nie robić, jakich emocjonalnych guzików nie naciskać. Warto starać się tych wytycznych trzymać. A jak łagodzić stres? Jedna z par powiedziała mi, że im posłużyło to, że wieczorami grają z dzieciakami w gry planszowe. Okazało się, że to jest niezwykle rozluźniające dla całej rodziny. Napięcie spada, gdy się razem bawią, wygłupiają. Tworzy się fajny klimat.

Czyli nie tylko definiowanie problemów, nazywanie ich, ale też szukanie sposobów na wyluzowanie?

Tak. Jeżeli ktoś czuje, że tego napięcia jest bardzo dużo, niech nałoży maskę, wyjdzie na spacer lub pobiega, zrobi to, co pomoże mu ten stres odreagować. Niewłaściwy sposób komunikacji bardzo podkręca napięcie. Gdy jesteśmy na jednej przestrzeni od rana do wieczora, to możemy się dużo łatwiej “czepiać” – uważajmy na to.

Ważne jest też, by w tym czasie nie oczekiwać od siebie za dużo. To nie jest moment na przeprowadzenie głębokiej zmiany w związku. Zachęcam jednak pary do zdefiniowania tego, co eskaluje napięcie i unikania tych zachowań. W domach często pojawia się taki mechanizm wchodzenia w rolę męczennika czy męczennicy. Chodzenie po domu i narzekanie, że to jest nie sprzątnięte, nie zrobione, że “wszystko na mojej głowie”. To jest mechanizm, który dokłada dużo stresu. Nie prowadzi do rozwiązań – rodzina się wtedy albo odcina albo denerwuje na taką osobę. Inny mechanizm to szukanie winnego – czasami odbywa się niemal proces sądowy. “Prokurator” prowadzi śledztwo, pod tytułem: “Kto nie schował mleka do lodówki?”. Już samo to pytanie jest bardzo agresywne. Może doprowadzić do eskalacji napięcia a niczemu nie służy.

Te zachowania sprawiają, że atmosfera w domu jest ciężka do wytrzymania.

Czas koronawirusa to nie jest też moment na głębokie przepracowanie kwestii związanych z bliskością. Nie na wszystko można się umówić, bo niektóre sprawy dotyczą utrwalonych aspektów naszej osobowości. Zastanówmy się, czy czujemy się komfortowo jak jesteśmy bardzo blisko siebie, czy wtedy, gdy mamy duże poczucie odrębności, gdy nikt nas nie ogranicza? To są rzeczy, które traktujemy jako pewne oczywistości i gdy druga strona chce nas zmieniać, możemy czuć się nierozumiani i zranieni.

Hasło “Nie oceniaj, postaraj się zrozumieć.” powinno być najważniejsze w każdym związku.

Jeżeli możemy, to popatrzmy na tę sytuację z pewnym dystansem. A nawet ze smutkiem, że być może pewnych rzeczy w tym związku nie dostaniemy, bo partner nie potrafi nam ich dać. Nie zakładajmy, że to celowe działanie przeciwko nam. I wtedy postarajmy się wyjść trochę naprzeciw potrzebom drugiej strony. Zadbajmy o swoją potrzebę wolności wychodząc z domu na samotny spacer, ale potem usiądźmy z drugą osobą i obejrzyjmy z nią ten film.

Przeczytaj także: Przemoc w rodzinie w czasie pandemii. Jak sobie z nią poradzić?

Czy ma Pani jeszcze jakieś wskazówki jak dbać o równowagę w relacjach, nie tylko teraz? Jak zapobiegać kryzysowi?

Może to zabrzmi banalnie, ale trzeba rozmawiać o tym, co jest dla nas trudne. Wiele par mówi: “Przecież my rozmawiamy, u nas powinno być ok”. A potem okazuje się, że każdy z partnerów po prostu mówi, wyrzuca z siebie ważne, trudne rzeczy, ale druga strona tego nie przyjmuje, nie słyszy”… albo słyszy, ale nie rozumie.

Dlatego tak ważne jest uważne słuchanie i dopytywanie “Co masz na myśli”?, “Jak to jest?”, “Powiedz mi o tym więcej”.

Często pary na początku relacji świetnie sobie w takich sytuacjach radzą, potrafią się wysłuchać, bo nie mają za sobą historii nieporozumień, zranień. W związku z tym zakładają automatycznie, że ich intencje są dobre i dopytują o różne kwestie. I to jest najważniejsza rzecz, by się spotkać z taką otwartością jak na początku związku.

Oczywiście, kryzysy mogą pojawiać się nawet jak mamy dobre narzędzia do radzenia sobie z nimi. Zdarzają się czynniki zewnętrzne, takie jak utrata pracy, choroba. Istotne są też fazy rozwoju rodziny i wynikające z nich wyzwania, np. pojawienie się dziecka. Wtedy trzeba wiele rzeczy przeformułować, na nowo ustalić równowagę. Te momenty bywają trudne, bo dla każdego z partnerów równowaga i sprawiedliwość mogą oznaczać coś innego.

Wybieramy z rzeczywistości to, co nam pasuje do naszych przekonań. Wnosimy to, co mamy głęboko zakorzenione w schematach rodzinnych. Dajmy na to, że kobieta np. wchodzi w związek z przekonaniem, że mężczyźni się lenią i starają się unikać odpowiedzialności. A mężczyzna wchodzi z wiarą, że wszystkie kobiety się czepiają. Oboje mogą być odpowiedzialni, dbać o związek i generalnie dobrze się traktować, ale te bazowe przekonania mogą stanowić filtr, przez który na siebie patrzą i wyłapują najmniejsze oznaki tego lenistwa i tego czepialstwa. .

I co wtedy zrobić, żeby zderzyć te wizje, nazwać je?

Bardzo ważne jest, jak o tym rozmawiamy. Często partnerom trudno jest zobaczyć perspektywę drugiej strony, bo skoncentrowani są na własnej racji. Kłócą się, przerzucają kolejnymi argumentami i zarzutami, ale nie dochodzą do momentu zrozumienia i uznania potrzeb partnera. Zdarza się jednak, że kiedy otrzymują informację zwrotną od kogoś z zewnątrz, na przykład przyjaciela czy innego uczestnika warsztatów dla par, to sytuacja się zmienia. Partnerzy często odkrywają, że aby dotrzeć do siebie nawzajem trzeba zmienić sposób przekazywania informacji, dobierane słowa, intonację. Gdy ktoś nas atakuje pierwszym odruchem jest obrona i trudno nam słyszeć ważne treści, które za atakiem stoją.

Przeczytaj także: Jak pokonać kryzys w związku?

Rozumiem, że w związku nie chodzi o to, żeby dochodzić racji, ale co zrobić jak pozostaje w nas poczucie niesprawiedliwości, jak nie umiemy odpuścić?

Powiedziała Pani kluczowe słowo: odpuścić. W związku musimy odpuścić coś takiego jak racja. Racja to coś, co syci nasze ego, daje poczucie przewagi. Dochodzi do paradoksu: mam coraz więcej racji, a sytuacja w związku jest coraz gorsza! A przecież partner, który ma poczucie przegranej nie zacznie się z tego powodu bardziej starać. Często wręcz przeciwnie.

Parom, które wpadają w tę pułapkę proponuję zadać sobie pytanie „chcesz mieć rację czy relację?”. Gdy jedno wygrywa, a drugie przegrywa, to przegrywa cały związek.

Przeczytaj także: Przemoc domowa.Gdzie szukać pomocy?

Jak się wznieść “ponad”, jak odpuścić?

Często pytam pary co leży u podłoża ich kłótni, o co tak naprawdę chodzi?.
Można do tego dojść, np. robiąc takie ćwiczenie: Każde z partnerów wchodzi w pozycję zewnętrznego obserwatora i zastanawia się “O co ta para się kłóci, gdy kłóci się o rację?”.

Możemy też się zastanowić, co się wydarzy, jak już ta racja zostanie któremuś przyznana, czego każdemu partnerowi tak naprawdę brakuje. Jakie są jego faktyczne potrzeby? Co jest głębiej? Może się okazać, że spór o rację przykrywa głębokie poczucie, że nie czują się kochani lub akceptowani.

Oczywiście taka praca wymaga otwarcia się, zaufania. Gdy się tego obawiamy i nie mówimy wprost o naszych największym lękach, zranieniach to możemy je przykrywać szukaniem racji i sprawiedliwości. Ta walka “o rację” może być w pewnym sensie napędzająca, dawać nam energię i poczucie siły. Jest w niej sporo złości, trochę manipulacji, strategii, związanych z grami. A przecież jak jedno w związku wygrywa to znaczy, że drugie przegrało. Nie zbuduje się na tym dobrego związku. Można na chwilę ustalić taką niby-równowagę, ale to krucha baza i nie wytrzyma próby jaką jest np. kryzys.

Natomiast, gdy zejdziemy na poziom potrzeb, to zaczynamy pracę nad kondycją związku – kiedy mówimy, czego nam potrzeba, czego mamy za mało. Bez oskarżania partnera. Kiedy zaczynamy uznawać swoje własne ograniczenia, kiedy bierzemy odpowiedzialność za swój wkład w jakość związku.

Gdy zaakceptujemy, że czasem czegoś ważnego od partnera nie dostaniemy. Pary często przychodzą na terapię z taką właśnie nadzieją, że jak powiedzą przy terapeucie z czym im źle i czego by potrzebowali, to, że to dostaną. Zdarza się jednak, że nie jest to możliwe, bo druga strona nie umie, nie może im tego dać. Albo z jakichś względów nie chce, bo to jest np. niezgodne z nią samą. Zrozumienie tego często wiąże się z żałobą za wyobrażeniem, jakie mieliśmy na temat związku, urealnieniem go. Może być też bardzo rozwojowym doświadczeniem dla obojga.

Na przykład: nie czuję się wystarczająco wartościowa i pewna siebie, mam wobec siebie cały rejestr uwag i zastrzeżeń. Spotykam mężczyznę, który wydaje się mieć takie cechy i który mnie docenia i zaczyna we mnie kiełkować nadzieja, że związek z nim sprawi, że będę czuła się spokojna, pewna siebie, odważna. Mijają lata, a ja jestem w tym samym punkcie. Dodatkowo zauważam, że mój partner też przeżywa różne niepokoje i wątpliwości względem swojej wartości. W pewnym momencie dochodzę do ściany i dowiaduję się, że o pewne rzeczy muszę zadbać sama, że nikt mi tego nie da z zewnątrz. Partner może mi pomóc w zaspokajaniu potrzeb, ale nie może zrobić pewnych rzeczy za mnie.

Przyszła mi do głowy taka hipoteza, że ludzie często właśnie kończą związek dlatego, że partner nie daje im tego, czego potrzebują. Może to jednak wcale nie oznacza, że ja muszę się rozstać, bo problem jest we mnie i inny partner nie będzie rozwiązaniem.

Często tak jest. Nie dotyczy to oczywiście wszystkich sytuacji.
Są dwa rodzaje potrzeb w związku: jedne to te związane z relacją, z tym, żeby miała ona bazę, służyła obojgu. Za te kwestie odpowiadamy we dwoje. Jeśli któreś z partnerów nie szanuje drugiego, nie chce współpracować, w związku istnieje przemoc lub uzależnienia, których partner nie chce leczyć, to faktycznie może to zaburzać naszą potrzebę bezpieczeństwa. Mamy prawo oczekiwać, wręcz żądać, by partner zmienił swoje zachowanie. Jeśli na tę potrzebę nie ma pozytywnej odpowiedzi ze strony partnera to warto rozważyć rozstanie.

A drugi rodzaj potrzeb to coś, co można nazwać takim pragnieniem dziecka, że poprzez związek ktoś wreszcie całkowicie skupi się na mnie, będzie się troszczyć, doceniać moją wartość, zachwycać, że ktoś pokocha mnie bezwarunkowo. A więc że partner da nam to, czego zabrakło nam, gdy byliśmy dziećmi i czego sami sobie nie umiemy dawać.

Jest taka mądra książka Evy Marii Zurhorst “Kochaj siebie, a nieważne z kim się zwiążesz”, która pokazuje jak działa ten mechanizm. I że jeżeli nie popracujemy głęboko nad sobą, to żaden partner nie zaspokoi naszych potrzeb, bo nie ma takiej mocy sprawczej. W efekcie dojdziemy do rozczarowania.

Przeczytaj także: Dlaczego warto budować partnerskie relacje w związku?

Zakładając jednak, że w związku jest już poważny kryzys, to co możemy robić, żeby przez niego przejść, żeby go wspólnie pokonać?

Czerwone światło powinno zapalić się wtedy, gdy uświadamiam sobie, że coraz mniej lubię partnera, gdy mam w sobie wiele negatywnych opinii na jego temat, gdy pojawia się pogarda w związku. To ważne, by takich momentów nie przeoczyć. Trzeba sobie wtedy powiedzieć po prostu jasno, że jest źle, że jeśli nic z tym nie zrobimy, to nasza relacja może się rozsypać.

Zdarza się, że przychodzi do mnie na terapię para, w której jedna z osób kompletnie nie ma motywacji do naprawiania związku. Mówi, że przyszła, bo prosił ją o to partner, ale nie ma już w sobie pozytywnych uczuć, chce już zakończyć związek. Druga strona jest często zaskoczona, bo partner nic nie mówił, bo cały proces rozwijał się w wewnętrznej emigracji. Dlatego to jest niesłychanie ważne, że jeśli czuję, że jest już źle, to trzeba o tym mówić głośno i wyraźnie, nadać tej rozmowie naprawdę dużą rangę. Umówić się w jakimś neutralnym miejscu, uprzedzić partnera, że chcę rozmawiać o kryzysie, żeby partner też się przygotował. Ważne, by zadać pytanie “Co robimy? Czy chcesz ze mną ten związek ratować?”. I od tego zacząć pracę. Jedna osoba nie uratuje związku. Może go sama zepsuć, ale nie jest w stanie sama go naprawić.

Czy wsparcie specjalisty jest zawsze konieczne?

Nie, nie zawsze, jednak parze może być trudno wyjść z kryzysu na własną rękę, bo partnerzy pewnych rzeczy nie widzą będąc w środku zdarzeń, potrzebują neutralnego spojrzenia i pewnego rodzaju “mediatora”. Można skorzystać z pomocy terapeuty czy mediatora, ale też przyjaciela, zaufanej osoby z rodziny. Zdarza mi się pracować z parami, które potrzebują tylko jednego, dwóch spotkań. Przychodząc na konsultację wstępną już są na drodze naprawczej, bo bez niczyjej pomocy udało im się uzgodnić szereg rzeczy dotyczących kryzysu. Pary te potrzebują potwierdzenia, że idą w dobrym kierunku. A także pomocy w zrozumieniu szkodliwych mechanizmów, by ich więcej nie powtarzać.

W niektórych związkach wewnętrzne siły naprawcze są wystarczająco mocne, inne natomiast potrzebują regularnego wsparcia z zewnątrz przez pewien czas.

Dziękuję za rozmowę.

Przeczytaj także: 10 prostych sposobów na szczęśliwy związek

Rozmawiała: Natalia Gozdowska

Zdjęcie: archiwum prywatne Doroty Ziółkowskiej – Maciaszek

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Natalia Gozdowska
Zawodowo zajmuje się rozwojem, coachingiem, projektami HR, kulturą organizacyjną i budowaniem marki pracodawcy. Prywatnie mama dwóch wrażliwców, zakochana żona, pasjonatka reportaży, teatru tańca i psychologii. Pisze, fotografuje i wspiera tych, którzy tego potrzebują :)
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail