Czego szukasz

Mieć wolność chłonięcia świata – kobiece rozmowy w czasie kwarantanny

Ten tekst zrodził się z tęsknoty za “rozmowami przy kawie”.
Trzy niesamowite kobiety – mamy, opowiedziały mi szczerze, jak układają sobie nową rzeczywistość. Postanowiłyśmy zrobić pewnego rodzaju bilans. Jakie były dla nich te ostatnie miesiące? Jak sobie radzą, co je niepokoi i drażni, czy są wdzięczne za niektóre doświadczenia? Przeczytajcie! 🙂

  • Natalia Gozdowska - 29/04/2020

“Wszystko, poza domem, jest dla mnie takie nieodgadnione. Jakby jeszcze nie nadeszło.” – Joanna

Jak to było na początku u Ciebie? Jak sobie poradziłaś z sytuacją?

Pierwsza myśl jaką miałam, to jak podejść do tego zadaniowo i zrobić wszystko na 100%. Odezwała się moja duża obowiązkowość. Mam wrażenie, że ten początek był o takim super zmęczeniu, wszystko działo się jak w jakimś matriksie.

Od początku też robię równolegle parę rzeczy na raz. Pracuję, opiekuję się córką, pomagam w lekcjach synkowi. Jednocześnie prowadzę rozmowę służbową i drugą ręką układam puzzle.

Ustalenie ramowego planu dnia nie jest w moim przypadku możliwe, bo muszę się dostosować do spotkań służbowych. Planuję więc spontanicznie. 🙂

Okazuje się, że można jednocześnie malować farbami, odpowiadać na pytania i wysyłać maile. Oczywiście koszty emocjonalne i fizyczne są duże. Szukam sposobów na przewietrzenie głowy poprzez energetyczną muzykę, wyjście na balkon i pooddychanie. Pomagają też rytuały “przejścia” – jak kończę pracę to zaczynamy z dziećmi gimnastykę.

Odkryciem jest dla mnie to, że nagle okazało się, że można tak efektywnie odpoczywać z dziećmi. Do tej pory odpoczynek kojarzył mi się z tym, że robię swoje rzeczy, a teraz widzę, że jak zredukuję 3 etaty do 1-2, to mogę już efektywnie się zregenerować.

Narzucam jednak zaporowy tryb dla swojego organizmu. Pracuję dużo w nocy, bo w ciągu dnia nie mam możliwości realizacji koncepcyjnych, kreatywnych zadań.

A jak sobie radzisz z emocjami, jeśli chodzi o poświęcanie czasu dzieciom? Ja mam problem, np. z poczuciem winy, że ten czas nie jest jakościowo tak dobry, jak bym chciała.

Mnóstwo możliwości się zamknęło, a jednocześnie tak wiele opcji otworzyło online, że uznałam, iż sytuacja jest wyjątkowa i wymaga wyjątkowych środków. Mam pomimo wszystko poczucie, że nawet jeśli ten czas z dziećmi nie jest jakościowo taki jak kiedyś, to jednak jest go dużo więcej – nawet na spontaniczne przytulenie się, bycie razem. To daje mi satysfakcję.

Poza tym to jest niesamowite, że ja, np. moją 3-letnią córkę widzę przez cały czas, obserwuję detale, które by mi umknęły w normalnej “rzeczywistości”. Bardzo to doceniam. Syn przychodzi do mnie i przytula się spontanicznie dużo częściej, niż normalnie. Ten czas wymaga też kombinowania – wyciągnęliśmy deskorolkę, która leżała od miesięcy. Byłam z dziećmi nad Wisłą, w jej dzikiej części – mieszkam od zawsze w Warszawie, a nigdy nie zapuściłam się w te rejony.

A czy jest coś, za co jesteś wdzięczna, jeśli chodzi o ten czas?

Wszyscy się docieramy i staramy. W normalnym trybie łatwiej jest mi zrobić pewne rzeczy za dzieci, a teraz włączam je coraz częściej w obowiązki, uświadamiam, że jedziemy na tym samym wózku.
Nauczyliśmy się też spontanicznej zabawy na świeżym powietrzu. Nie wychodzimy teraz “po coś”. Do tej pory szło się “na plac zabaw” albo miało się jakiś inny, konkretny cel spaceru.

Czego się boisz?

Jesteśmy tutaj zamknięci, czytamy tak dużo, ale świat na zewnątrz wygląda w sumie tak, jak wyglądał. To nie jest sytuacja, która fizycznie zmienia coś w Twojej okolicy. Niby wszystko stoi tak jak stało, a jednocześnie tak wiele się zmieniło. Jednocześnie dla mnie wszystko, poza domem, jest takie nienamacalne, nieodgadnione. Jakby jeszcze nie nadeszło.

Aż mnie przeszył lęk, jak o tym powiedziałaś.

To powoduje we mnie też gigantyczny niepokój.

A martwisz się, że to Was dotknie w jakiś sposób?

Na pewno w materialnym wymiarze tak – wszystko będzie droższe i rynek pracy znacząco się zmieni. Z drugiej strony, doświadczenie jakie mamy teraz, kiedy widzimy ile tak naprawdę można wydawać i być szczęśliwym, pokazuje, że może to nie będzie najgorsza rzecz, jaka nam się przytrafi…

Zazwyczaj ma się co do przyszłości jakieś twarde punkty odniesienia, a teraz nic nie wiadomo. Poza tym nagle okazuje się, że drążąc temat, mamy coraz więcej niewiadomych. Czy powinniśmy myśleć o tym tak, że będziemy żyć od epidemii do epidemii? Zamkniemy się w lokalnej rzeczywistości, przestaniemy jeździć po świecie?

Za jakimi rzeczami najbardziej tęsknisz?

Brakuje mi najbliższej rodziny. Praca teraz, to namiastka obcowania z ludźmi. Uwielbiam przyrodę, naturę, a dziś nie mogę jej doświadczać tak, jakbym chciała. Nie mogę też włożyć adidasów i iść biegać – mieć chwili dla siebie, po prostu “chłonąć świata”.

“Ciężko jest znaleźć w sobie cierpliwość i energię do budowania czegoś, do bycia dla siebie lepszym, niż się było przed epidemią.” – Marta

Pamiętasz jak to się zaczęło dla Ciebie?

Była środa, oglądaliśmy w pracy konferencję prasową premiera. Wtedy nie zdawaliśmy sobie tak naprawdę sprawy z tego, co się wydarzy. Chwilę po tej konferencji dostałam telefon z przedszkola, że Hania źle się czuje, żeby ją odebrać. To był mój ostatni moment w pracy. Nie miałam szansy przemyśleć, co mam zabrać, jak się przygotować na ten czas.

Podeszłam do tego zadaniowo, nie mieliśmy innego wyjścia, musieliśmy się zorganizować tak, by na zmianę pracować i zajmować dziećmi. Pierwsze dwa tygodnie minęły właściwie bez problemów, potem dopiero zaczęły pojawiać się myśli, kiedy to wszystko się skończy.

Dopadło nas zmęczenie, brak snu. Pracowałam wieczorami, dzieci wstawały wcześnie i nie mieliśmy kiedy złapać oddechu. Pamiętam nieporozumienia, każdy chciał “wyszarpać” chwilę dla siebie. Oazą spokoju stała się sypialnia, która kiedyś służyła tylko do spania, a dziś jest kluczowym miejscem do spokojnej pracy. Uświadomiliśmy sobie, że największym wyzwaniem każdego dnia było to, jak wykroić sobie czas na pracę z dala od dzieci.

Dzieci przyzwyczaiły się do nowego rytmu, ale od początku oczekiwały od nas, że każdy dzień będzie wyglądał jak sobota czy niedziela. Hania co jakiś czas pyta, czy to już koniec i czy może już wrócić do przedszkola? Jaś za to, jak widzi mnie w łazience malującą się, to pyta z przerażeniem w oczach, czy szykuję się do pracy. I z nadzieją dodaje, że może jeszcze jest ten koronawirus.

Mam wobec siebie wyrzuty, że zbyt mało uwagi poświęcam dzieciom. Nakręcam się oglądając blogi, w których czytam, że matki teraz mają czas dla dzieci, że dzieci rozwijają się z nimi lepiej niż w przedszkolu. U nas córka i syn muszą raczej radzić sobie sami. Jak już skończę pracę, pozostaje jedynie niewiele czasu na przygotowanie się, żeby przetrwać kolejny dzień.

A co Ci dał ten czas, czy coś zyskałaś?

Zminimalizowałam chęć posiadania: torebek, butów, sukienek. Wydawało mi się, że tyle rzeczy potrzebuję, a dzisiaj sobie myślę, że to przestało mieć jakiekolwiek znaczenie.

Uświadomiłam sobie też równość wobec sytuacji, jaką jest choroba. Nie ma znaczenia to, kim jesteśmy, wszyscy stajemy się w jej obliczu tak samo bezbronni.

Chciałabym powiedzieć, że zyskałam czas z rodziną i budujemy harmonię ogniska domowego, ale tak nie jest, bo przy tej ilości rzeczy do zrobienia, ciężko jest znaleźć w sobie cierpliwość i energię do budowania czegoś, do bycia dla siebie lepszym niż się było przed epidemią. To, że spędzamy czas całą rodziną na pewno jest wartościowe… ale jest po prostu trudno.

Czy jest coś za czym tęsknisz?

Brakuje mi ludzi – nie tylko rodziny, przyjaciół, znajomych. Obserwacji, przebywania wśród nich. Przytłaczające są dla mnie puste ulice. Tęsknię za spokojną pracą, za tym, że mogę usiąść przy biurku, zrobić sobie kawę. Uwielbiałam zawsze być w pracy wcześniej niż inni, zebrać myśli i zaplanować dzień. Dzisiaj to jest walka o chwilę dla siebie.

Chciałabym móc wstać i wyjść tam, gdzie mam ochotę, mieć możliwość beztroskiego zaplanowania wakacji. Czuję strach przed radością.

“Być może to będzie dobre, że zaakceptujemy, że nie możemy ciągle rosnąć i się rozwijać.” – Marianna

Jaki był dla Ciebie ten ostatni czas?

Mam taki flashback, jak to się wszystko zaczyna. Pierwszy obraz: poszłam do ulubionej kawiarni i nie było w niej nikogo. Ten obraz mi towarzyszy do tej pory. Drugie wspomnienie – poszłam do szkoły po Matyldę i mama jej kolegi powiedziała, żebyśmy kupili jedzenie. Dopiero jak wróciłam do domu, to dotarło do mnie, że naprawdę może być źle.

To, co jest zaskakujące w tej sytuacji, że dzieci przywykły szybciej, niż my. Natomiast dla mnie, połączenie świata pracy i domu sprawia, że wieczorem już jestem nieprzytomna. Poza tym mam wyrzuty sumienia, że np. dzieci bawią się dwie godziny same.

Jak sobie radzisz z emocjami dzieci?

Matylda ma pewne relacje z koleżankami w trakcie lekcji, ale kontakt cyfrowy nie jest dla niej wystarczającym substytutem, nie wie, jak porozmawiać tak, jakby to było na żywo. Witek mówi ciągle o przedszkolu, jakby to było wczoraj, wciąż wyczuwamy w nim tęsknotę i sentyment. Dzieci mają ograniczony dostęp do informacji, bo przekazujemy je im tylko my, więc one nie mają w sobie strachu. Są z nami i to sprawia, że czują się bezpieczne. Bywają takie wzruszające momenty – Witek, jak zasypia, mówi znienacka: “Jak ta choroba minie, to przytulę się do babci.”

A Ty jak się czujesz?

Mój nastrój to huśtawka emocji. Są momenty lęku – że świat tak będzie wyglądał przez najbliższe półtora roku i nikogo nie będziemy widzieli. Przestałam śledzić statystyki zachorowań i konferencje prasowe. Czuję, że nie mam kontroli nad rzeczywistością, nie mam na nią wpływu. Boję się manipulacji.

Czy coś dla siebie robisz w tym czasie?

Mam zajęcia jogi online. To mi daje dobrą energię. Te dwie godziny są dla mnie bardzo ważne, by złapać dystans.

Czy ten czas coś Ci dał?

Wiesz, w pewnym momencie w mediach nastąpiła taka propaganda sukcesu. Wszyscy pisali, czego to nie można zrobić podczas tej kwarantanny! I potem ja, która i tak ledwo wszystko składam w całość, widzę, że mogłam jeszcze iść na szkolenie, do muzeum, poćwiczyć… To było frustrujące. Powodowało złość. Tak jakby ktoś mi na siłę próbował wytłumaczyć, że to jest tak naprawdę cudowna sytuacja i można się z niej wiele nauczyć. Jeszcze te komentarze “Teraz mogę być naprawdę z dziećmi, mogę spędzać czas ze swoją rodziną.”.

Miałam taką refleksję wtedy, że dla mnie życie do tej pory było skonstruowane tak, że był czas na pracę, ale miałam też chwile, które zawsze spędzałam ze swoimi bliskimi. Mam cudowną rodzinę, doceniam to, ale wciąż uważam, że pracy i domu, na tych zasadach, co są teraz, nie da się na dłuższą metę łączyć.

Natomiast odkryłam, że jako osoba wyjątkowo “społeczna” zaakceptowałam brak kontaktów z innymi ludźmi. Umiem być bez nikogo i to jest dla mnie zaskakujące. Mam też zdolności do szybkiej adaptacji. Może to nie jest dobre, bo wtedy nie kontestuje się rzeczywistości i nie buduje rzeczy nowych, tylko przywyka do tego, co jest…

Masz jakieś niepokoje, związane z końcem tej sytuacji?

Po pierwsze, że ona nie ma końca. To, wszystko co było, już nie wróci. Być może już nigdy nie będziemy podróżować tak, jak do tej pory. Nie będziesz robiła tego, co zechcesz. Być może zawód stewardessy stanie się ponownie ekskluzywnym zawodem.

Czy zmiana może przynieść coś dobrego?

Ten świat był szalony, ciągły wzrost, oszukiwanie się, osiąganie wszystkiego za wszelką cenę i coraz wyższa poprzeczka…. to nie jest normalne. Być może to będzie dobre, że zaakceptujemy, że nie możemy ciągle rosnąć i się rozwijać. Pamiętasz, jak w rozmowach martwiłyśmy się, że wiecznie gdzieś musimy biec? A te nowe uwarunkowania może sprawią, że po prostu nie będziemy mogły. I to pomoże nam żyć lepiej.

Dziękuję za rozmowę.

*Imiona dwóch bohaterek zostały zmienione

Rozmawiała: Natalia Gozdowska

Zdjęcia: archiwum prywatne bohaterek wywiadu.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Natalia Gozdowska
Zawodowo zajmuje się rozwojem, coachingiem, projektami HR, kulturą organizacyjną i budowaniem marki pracodawcy. Prywatnie mama dwóch wrażliwców, zakochana żona, pasjonatka reportaży, teatru tańca i psychologii. Prowadzi bloga i fun page „Studio Rzeczy Ważnych”, fotografuje i wspiera tych, którzy tego potrzebują. :)

Można żyć bez lodówki, ale nie bez miłości – wywiad z projektantką torebek i mamą 3 dzieci

Anitę Bednarek poznałyśmy jako projektantkę damskich torebek i autorkę marki huba. Była dwukrotnie gościem naszego Przeglądu Damskich Torebek. Anita to nie tylko projektantka, to również mama trójki dzieci, partnerka Aleksandra i kobieta, która nie boi się wybierać tego co dla niej ważne. Jej historia i wybory mogą Was zainspirować. Zapraszamy!
  • Ewa Moskalik - Pieper - 16/10/2020

Anito, cieszę się, że możemy porozmawiać, bo wierzę, że Twoja historia może być inspirująca dla naszych Czytelniczek. Projektujesz i sama tworzysz torebki. Twoja marka huba, którą rozkręcałaś ze swoją wspólniczką miała okres wielkiej prosperity (publikacje w czasopismach modowych, wywiady), ale Ty z tego – czy tak można powiedzieć – zrezygnowałaś? Dlaczego? Skąd taka decyzja?

Nie czułam, że z czegoś rezygnuję. Wręcz przeciwnie – miałam wrażenie, że zyskuję! I to coś bezcennego: spokój, czas, własny rytm, prywatność, autentyczność. Warto też zapytać się siebie w takim momencie: czym dla mnie jest sukces? Dla mnie w tamtym okresie sukcesem było postawienie na rodzicielstwo bliskości.

Biznes rozkręcałam razem z Kingą, niecałe dziesięć lat temu w Poznaniu. Huba była na tamten czas projektem unikatowym – stworzyłyśmy elegancką torebkę kształtem przypominającą leśną hubę (często mówię, że huba to elegancja kształtem z lasu), której idea zaczerpnięta była od bardzo praktycznej straganowej „nerki”. Teraz ten pomysł może wydawać się banalny, ale w tamtym czasie byłyśmy jedną z pierwszych marek na polskim rynku tworzącą taki produkt.

Od początku dbałyśmy o każdy detal i dobrą prezentację naszych projektów. Wszystko razem sprawiło, że bardzo szybko zainteresowały się nami media. Robienie biznesu to było szybkie tempo, często też praca do późna w nocy, wyjazdy do stolicy na targi, konieczność bycia obecnym towarzysko i medialnie plus dużo stresu i zależności. Ta rzeczywistość przestała być kompatybilna z moją, kiedy w 2014 roku na świat przyszła moja pierwsza córka – Inka. Od tego momentu wszystko się zmieniło. Razem z Aleksandrem (moim życiowym partnerem) chcieliśmy, aby Inka miała dzieciństwo w bliskości z nami, otoczona naturą, bez stresu i bez pośpiechu. Porzuciliśmy nie tylko intensywną pracę, ale też życie w mieście.

Anita Bednarek

Można powiedzieć, że zbudowaliście swoje życie na nowo od podstaw i to dosłownie. Teraz budujecie nowy dom, a ten pierwszy Aleksander postawił zupełnie sam, z kamienia, drewna i gliny z gigantycznym zielonym dachem porośniętym rukolą. Zanim jednak osiedliście, po urodzeniu córeczki w 2014 roku wyruszyliście w podróż, na południe Europy, przerobionym własnymi siłami na camper samochodem dostawczym. Po powrocie zamieszkaliście w … namiocie. Opowiedz o tym czasie.

O tak, świetnie to ujęłaś! Ten czas to była szkoła życia od podstaw. Camper był znakomitym przygotowaniem do późniejszego mieszkania w namiocie. Z niewielką ilością rzeczy, na niewielkiej przestrzeni przemierzyliśmy wybrzeże południowej i zachodniej Europy. Jeździliśmy tak kilka miesięcy, ciesząc się każdym dniem. Pracowaliśmy wtedy zdalnie. Moja mama chętnie przyjęła propozycję wspólnego prowadzenia firmy. Podczas mojej nieobecności w Polsce, to ona wszystkim koordynowała i wysyłała zamówione huby. Od tego czasu tworzymy markę razem.

W podróży było wspaniale, ale serca mówiły nam, że nasze miejsce jest bliżej rodziny, dziadków, pradziadków, przyjaciół, polskich drzew i krajobrazów. Znaleźliśmy więc ziemię w lesie nieopodal jeziora i tu zaczęliśmy budować naszą enklawę. Nie chcieliśmy brać kredytu na budowę, więc jako pierwszy stanął duży namiot. 🙂

Anita Bednarek z mamą i malutkim Iwo

Jak się żyje w namiocie z malutkim dzieckiem?

O mieszkaniu w nim można napisać grubą książkę, a i tak nie da się przekazać nauki jaka z tego wypłynęła. Przede wszystkim pokora, brak oczekiwań i docenienie tego co się ma. To były też intensywne trzy lata odkręcania wszystkiego czego nauczył nas system i kultura, czas poszukiwania własnych dróg i rozwiązań. Bardzo dużo się dowiedzieliśmy – o świecie i o sobie (na przykład jak samodzielnie wywiercić studnię albo jak nie oszaleć mieszkając na 10 metrach kwadratowych). A najlepsze jest to, że ten stan cały czas trwa. Nieustannie uczymy się czegoś nowego, czy to uczuć czy rzemiosła. Cieszymy się też z naszego drewnianego domu. Znamy w nim każdy kamień, każdą deskę i sęk. Wiemy (i czujemy), że wypełniony jest dobrą energią.

Jestem pod wrażeniem Waszej historii. Wiem, że z obawy o brak zrozumienia Waszych wyborów nie chwalicie się tym jak żyjecie. Czy zdarzyło Wam się spotkać z krytyką, niezrozumieniem? Jak przyjmują Wasze decyzje najbliżsi?

Nasi bliscy są cudowni. Wykazali się ogromną pomocą i akceptacją, często pomimo nierozumienia naszych wyborów (to się chyba nazywa bezwarunkowa miłość i tolerancja). Oczywiście z różnych stron dostawaliśmy dużo pytań. Czy macie tam prąd? Jak żyjecie bez lodówki? A pralka? Pewnie sama zadałabym podobne pytania, gdybym usłyszała taką historię. To trzeba przeżyć. Teraz odpowiadam najczęściej, że można żyć bez lodówki, ale nie bez miłości. (Dla zaspokojenia ciekawości: tak mamy pralkę 🙂 ).

Bardzo dużo mówimy na portalu o odwadze, o podejmowaniu wyzwań związanych z powrotem na rynek pracy, założeniem biznesu, czy po prostu, postawieniem na siebie. Ty podjęłaś odważną decyzję. Zrezygnowałaś z wygód, które daje wielki biznes, dla spokoju, życia w wersji slow, życia w lesie, blisko przyrody. Taka decyzja wymagała wielkiej odwagi.

Inaczej: Zrezygnowałam z niewygód biznesu i zostawiłam sobie tylko to, co jest w nim dla mnie wygodne. Tak na to patrzę. Dzięki temu marka huba jest autentycznie slow (uśmiecham się kiedy to piszę). Nie muszę robić niczego wbrew sobie.

Huba działa nadal. To Wasze źródło utrzymania. Jak dzisiaj prowadzisz własną firmę? Czy ktoś Ci pomaga?

Tak jak wspomniałam działam razem z mamą, a naszym firmowym fotografem jest Aleksander. Można powiedzieć, że teraz huba to firma rodzinna. Od jakiegoś czasu sama zszywam każdy egzemplarz, mam bardzo dużo zamówień indywidualnych, co sprawia, że jest różnorodnie i unikatowo. Często dostaję zadania specjalne na wyjątkową hubę. Uwielbiam takie misje. Niektóre prace wykonują dla mnie polscy rzemieślnicy. Ostatnio nawiązałam też wspaniałą współpracę z polskim producentem okuć kaletniczych – huba ma teraz własne karabińczyki i regulatory z wygrawerowanym logo. Jestem z nich bardzo dumna i zadowolona. 🙂 Uwielbiam też hubowe metki wykonane przez łódzką firmę skład.

Wspomniałaś mi też wcześniej o swoich rozterkach. Z jednej strony chcesz nadal prowadzić własną małą firmę, żyć spokojnie, ale też nie musieć rezygnować z potrzeb swoich i swojej rodziny. To ważne pytania, zwłaszcza w przededniu wyzwań, które stoją przed Tobą. Po raz trzeci zostałaś mamą. Gratuluję!

Dziękuję! A odpowiedzi ciągle nie znalazłam, ale szukam. Wcześniej zastanawiałam się czego chcę dla siebie, dla rodziny, teraz czas pomyśleć czego chcę dla firmy. Wierzę, że kierunek rozwoju huby jest dobry i nierozłączny z moją życiową drogą. Idziemy w stronę natury. Szyję teraz w przewadze z materiałów naturalnych: bawełny, papieru (washpapa), korka i konopii. Chciałabym, aby marka huba była kojarzona ze świadomym podejściem do projektowania i kupowania.

Przywracam też osobowy kontakt z klientem: do każdej przesyłki załączam karteczkę z narysowanym przeze mnie obrazkiem i ręcznie pisanym listem, za każdym razem obrazek i list jest nieco inny. W tym co robię wierzę w wymianę dobrej energii i możliwość balansu.

Wierzę, że można prowadzić małą firmę żyjąc w zgodzie ze sobą bez konieczności rezygnowania z własnych potrzeb.

Mamy taką karteczkę od Ciebie. 🙂 Dostałyśmy ją wraz z wysłanymi przez Ciebie na nasz redakcyjny konkurs hubami, przy okazji jednego z Przeglądów Damskich Torebek. Bo właśnie, projektowanie torebek to nie jest Twoja jedyna artystyczna działalność. Jesteś rysowniczką. Co to jest Hubabear?

Hubabear to mój rysunkowy sposób na rejestrowanie rzeczywistości. Zamiast robić zdjęcie, rysuję obrazki. Każde z moich dzieci ma taki dzienniczek, w którym rysując notuję wydarzenia z ich życia i różne śmieszne sytuacje czy zabawne teksty. To też dla mnie czas na odprężenie i wyłączenie się. Kiedy rysuję to mam swój świat 🙂 i „mamie się wtedy nie przeszkadza”. Poza tym robię to odkąd pamiętam, a moim marzeniem jest wydanie książeczki dla córek, mam i babć, wspierającej dialog międzypokoleniowy, wymianę myśli i doświadczeń w tematach kobiecych.

Mam już sporo rysunków, ale jeszcze brakuje mi pomysłu na całość. Może ktoś chce się przyłączyć do projektu? 🙂

W swojej małej miejscowości założyłaś grupę kobiet, które wzajemnie się wspierają. Od jak dawna spotykacie się w kręgu kobiet i jak wyglądają takie spotkania?

Krąg powstał z potrzeby spotkania (wracając do Polski przeprowadziliśmy się w miejsce, w którym nie znaliśmy nikogo). Poza tym w swoim życiu dostałam dużo dobrego od kobiet, uczestniczyłam w takich kręgach i chciałam się tym podzielić ze społecznością, do której dołączyłam. Spotkania są bezpłatne i każda Pani może wziąć w nich udział. Do tej pory miałyśmy warsztaty kulinarne, podstawy szycia na maszynie, zajęcia florystyczne, kilka koncertów relaksacyjnych połączonych z zajęciami jogi, był taniec 5 rytmów, czytanie i interpretacja rozdziałów „Biegnącej z wilkami”, masaż całego ciała, masaż twarzy, wykład z refleksologii, robiłyśmy też mydła i kosmetyki naturalne, uczyłyśmy się makijażu i łapałyśmy energię trenując Qi gong, oj czego to nie było!

Na spotkaniach dzielimy się wiedzą i doświadczeniem, razem uczymy się nowych rzeczy, a przede wszystkim pokazujemy, że kobiece wsparcie daje ogromną siłę. Poza tym, miło jest najzwyczajniej wyrwać się z domu i pogawędzić przy kawie i cieście.

Czasem w naszych rozmowach pytamy kobiety, które podjęły się jakiegoś wyzwania, założyły firmę, przebranżowiły się lub po prostu znalazły pracę swoich marzeń, co chciałyby przekazać innym kobietom będącym w obliczu ważnej decyzji, w podobnym miejscu. Czy Ty chciałabyś coś przekazać? A może chcesz o coś zapytać?

Przywołam pytanie z początku wywiadu: Czym dla Ciebie jest sukces? Czym dla Ciebie jest luksus? Co to jest bogactwo (Twój własny luksus i Twój własny sukces i bogactwo – nie te, których nas nauczono). Polecam takie ćwiczenie ze wszystkimi innymi „ważnymi” słowami. Dla mnie wiele z nich nabrało zupełnie nowego znaczenia. A rozmawianie o nich z dziećmi to kolejna porcja wiedzy!

Dziękuję Ci za rozmowę.

Zdjęcia: archiwum prywatne Anity

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.

15 pomysłów na śniadania do szkoły, które zachwycą dzieci

Czujesz jeszcze moc i wenę przygotowując dziecku śniadanie do szkoły, czy powoli tracisz inspirację i masz ochotę rano polecieć po słodką bułkę do piekarni obok? Ja się jeszcze trzymam i kroję marcheweczki, ogóreczki i papryczki w paski, ale zrobiłam dla nas listę ratunkową. Zobacz, może Ci się przyda!
  • Ewa Moskalik - Pieper - 14/10/2020
dziewczynka wychodzi do szkoły

Śniadania do szkoły

Nie zawsze lubiane przez dzieci i czasem budzące grozę w rodzicach: śniadania do szkoły, nie muszą być codzienną udręką. Mogą stać się przyjemnością dla obu stron. Jeśli nie masz czasu na przygotowywanie bardzo zdrowych i własnoręcznie zrobionych oraz w niekończących się ilościach przekąsek, zdaj się na to co dostępne na bazarach i w sklepach, a co nie straszy tablicą Mendelejewa w składnikach na etykiecie.

Postaraj się, żeby było zdrowo, z jak najmniejszą ilością cukru (bo cukier przeszkadza dziecku skupić się na lekcjach, a tego przecież nie chcesz 🙂 ) i … skonsultuj menu ze swoją pociechą. Razem ustalcie co lubi dostawać do zjedzenia w szkole, a może po jakimś czasie da się też namówić do zapakowania np. warzyw na parze.

Przeczytaj także: Jak przetrwać poranek i nie zwariować? 

Zdrowy wybór

Moda na zdrowe odżywianie trwa w najlepsze i to bardzo dobrze, bo w ten sposób do każdego dojdzie choć znikoma wiedza o tym co trzeba, a czego nie powinniśmy jeść. Jednak nasze dzieci często mają w nosie modę, zwłaszcza jeśli chodzi o jedzenie, a jeśli  kierują się modą, to niestety taką, która nas rodziców stawia na baczność. Podjadanie czipsów, słodkich batoników, czy innych niezdrowych przekąsek bywa wśród dzieci nagminne. Dlatego warto rozmawiać i tłumaczyć do skutku, samemu przy tym ostentacyjnie i z zachwytem podgryzając marchewkę. Działanie przez przykład…działa!

10 pomysłów na śniadania do szkoły

1. Owoce – jabłka, gruszki, winogrona, śliwki – jeszcze teraz jest ich dostatek, a zimą banany, mandarynki, pomarańcze, pokrojony w paski melon.

2. Warzywa w słupki i nie tylko (czyli wszystko co da się pokroić: rzodkiewki, marchewki, fasolka szparagowa, papryka, ogórek, seler naciowy, rzepa, kalarepa i pomidorki koktajlowe.

3. Niezawodne (nie zawsze niestety 🙂 ) kanapki – a co w środku to już tylko kwestia wyobraźni i oczywiście gustu dziecka – wszelkiego rodzaju pasty roślinne, ulubione dżemy, masło orzechowe (jeśli może zjeść), pasztet, wędlina (dzieci lubią kabanosy), sery – czyli czego dusza zapragnie. Warto też zmieniać rodzaj pieczywa.

4. Nabiał – są dzieci, które uwielbiają wszelkiego rodzaju sery oraz jajka. Bardzo wdzięczne do spakowania do śniadaniówki są jaja przepiórcze, ale jaja kurze przekrojone wzdłuż też dadzą radę. 🙂 Jeśli Twoje dziecko lubi np. mozzarellę możesz przygotować sałatkę Caprese, (fajna jest też ta mozzarella w postaci małych kuleczek), a ser biały wykorzystać do zrobienia pasty np. z awokado.

5. Suszone owoce i orzechy – to świetny pomysł na dodatek do zimowego śniadania i nie tylko. Zimą o świeże owoce zdecydowanie trudniej, a dzieciom potrzeba witamin przez cały rok.

6. Domowe tosty – nawet na zimno są smaczne i chętnie zjadane, a może czasem uda się w nich przemycić jakieś warzywo, albo pieczywo z ciemniejszej mąki. 🙂

Poznaj także przepisy na smaczne i szybkie śniadania na ciepło – w domu

7. Napoje mleczne i jogurty – bardzo lubiane przez większość dzieciaków, mogą być do picia i do wyjadania łyżeczką (a idealny byłby jogurt naturalny z granolą, którą wspólnie z dziećmi można przygotować w domu).

8. Domowe wypieki – ulubione ciasto, ciasteczka zbożowe, rogaliki – oczywiście najbardziej pożądane byłyby wypieki bez cukru, albo choć z mniejszą jego ilością. 😉

9. Naleśniki i pancakes lub inne placki przekładane ulubionym powidłem, dżemem (pewnie same placki naleśnikowe też cieszyłyby się dużym powodzeniem. 🙂 )

10. Gofry – dzieci je uwielbiają, Zjedzą suche, ale można też dodać do nich owoce. Pomarańcze, winogorna, mandarynki mogą być jako dodatek lub owoce dodane do ciasta. U nas sprawdziły się z borówkami.

11. Sałatka z ulubionych składników – najlepiej z takich, które najbardziej lubi Twoje dziecko, może być groszek, kukurydza, ugotowany makraon i fasolka szparagowa i np. kawałki kurczka. To wszystko polane odrobiną oliwy z oliwek.

12. Mięsne kotlety mielone w bułce plus ogórek kiszony – coś na kształt domowego hamburgera – dzieciom, które lubią inne warzywa, można przemycić w środku paprykę (nawet konserwową) i plasterek cebuli (to już pewnie nie dla wszystkich, choć znam dzieci, które ją bardzo lubią 😉 )

13. Wrap a la McDonalds – taki udawany, bo zależy co masz. Można zrobić z placka jak na naleśniki, a można z omleta, który można zrobić bardzo szybko. Zawijamy w nim co nam wpadnie do głowy. U nas smarujemy białym serkiem i przemycamy paski ogórka (kiszonego lub świeżego), papryki, ale przede wszystkim z wrapem świenie wchodzi sałata i rukola.

14. Sałatka owocowa – nie wszystkie owoce są lubiane przez nasze dzieci, moje np. nie przepadają za ananasem i kiwi, ale jak pomieszam im to w sałatce, to znika wszystko. Czasem okraszę to rodzynkami, czasem dodam odrobinę miodu, bywa, że i łyżkę jogortu.

15. Coś do picia – woda, herbata, soki i przeciery owocowe – oczywiście najzdrowsza woda lub o tej porze roku ciepła herbata, jeśli jednak dziecko nie chce jeść żadnych owoców i warzyw, to alternatywą jest właśnie sok. Najlepiej jednak wybierać te bez cukru, albo przynajmniej omijać szerokim łukiem napoje słodzone.

A może przydadzą Ci się przepisy na szybkie obiady, takie, które zrobisz w 15 minut?

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Podyskutuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail