Czego szukasz

Mieć wolność chłonięcia świata – kobiece rozmowy w czasie kwarantanny

Ten tekst zrodził się z tęsknoty za “rozmowami przy kawie”.
Trzy niesamowite kobiety – mamy, opowiedziały mi szczerze, jak układają sobie nową rzeczywistość. Postanowiłyśmy zrobić pewnego rodzaju bilans. Jakie były dla nich te ostatnie miesiące? Jak sobie radzą, co je niepokoi i drażni, czy są wdzięczne za niektóre doświadczenia? Przeczytajcie! 🙂

“Wszystko, poza domem, jest dla mnie takie nieodgadnione. Jakby jeszcze nie nadeszło.” – Joanna

Jak to było na początku u Ciebie? Jak sobie poradziłaś z sytuacją?

Pierwsza myśl jaką miałam, to jak podejść do tego zadaniowo i zrobić wszystko na 100%. Odezwała się moja duża obowiązkowość. Mam wrażenie, że ten początek był o takim super zmęczeniu, wszystko działo się jak w jakimś matriksie.

Od początku też robię równolegle parę rzeczy na raz. Pracuję, opiekuję się córką, pomagam w lekcjach synkowi. Jednocześnie prowadzę rozmowę służbową i drugą ręką układam puzzle.

Ustalenie ramowego planu dnia nie jest w moim przypadku możliwe, bo muszę się dostosować do spotkań służbowych. Planuję więc spontanicznie. 🙂

Okazuje się, że można jednocześnie malować farbami, odpowiadać na pytania i wysyłać maile. Oczywiście koszty emocjonalne i fizyczne są duże. Szukam sposobów na przewietrzenie głowy poprzez energetyczną muzykę, wyjście na balkon i pooddychanie. Pomagają też rytuały “przejścia” – jak kończę pracę to zaczynamy z dziećmi gimnastykę.

Odkryciem jest dla mnie to, że nagle okazało się, że można tak efektywnie odpoczywać z dziećmi. Do tej pory odpoczynek kojarzył mi się z tym, że robię swoje rzeczy, a teraz widzę, że jak zredukuję 3 etaty do 1-2, to mogę już efektywnie się zregenerować.

Narzucam jednak zaporowy tryb dla swojego organizmu. Pracuję dużo w nocy, bo w ciągu dnia nie mam możliwości realizacji koncepcyjnych, kreatywnych zadań.

A jak sobie radzisz z emocjami, jeśli chodzi o poświęcanie czasu dzieciom? Ja mam problem, np. z poczuciem winy, że ten czas nie jest jakościowo tak dobry, jak bym chciała.

Mnóstwo możliwości się zamknęło, a jednocześnie tak wiele opcji otworzyło online, że uznałam, iż sytuacja jest wyjątkowa i wymaga wyjątkowych środków. Mam pomimo wszystko poczucie, że nawet jeśli ten czas z dziećmi nie jest jakościowo taki jak kiedyś, to jednak jest go dużo więcej – nawet na spontaniczne przytulenie się, bycie razem. To daje mi satysfakcję.

Poza tym to jest niesamowite, że ja, np. moją 3-letnią córkę widzę przez cały czas, obserwuję detale, które by mi umknęły w normalnej “rzeczywistości”. Bardzo to doceniam. Syn przychodzi do mnie i przytula się spontanicznie dużo częściej, niż normalnie. Ten czas wymaga też kombinowania – wyciągnęliśmy deskorolkę, która leżała od miesięcy. Byłam z dziećmi nad Wisłą, w jej dzikiej części – mieszkam od zawsze w Warszawie, a nigdy nie zapuściłam się w te rejony.

A czy jest coś, za co jesteś wdzięczna, jeśli chodzi o ten czas?

Wszyscy się docieramy i staramy. W normalnym trybie łatwiej jest mi zrobić pewne rzeczy za dzieci, a teraz włączam je coraz częściej w obowiązki, uświadamiam, że jedziemy na tym samym wózku.
Nauczyliśmy się też spontanicznej zabawy na świeżym powietrzu. Nie wychodzimy teraz “po coś”. Do tej pory szło się “na plac zabaw” albo miało się jakiś inny, konkretny cel spaceru.

Czego się boisz?

Jesteśmy tutaj zamknięci, czytamy tak dużo, ale świat na zewnątrz wygląda w sumie tak, jak wyglądał. To nie jest sytuacja, która fizycznie zmienia coś w Twojej okolicy. Niby wszystko stoi tak jak stało, a jednocześnie tak wiele się zmieniło. Jednocześnie dla mnie wszystko, poza domem, jest takie nienamacalne, nieodgadnione. Jakby jeszcze nie nadeszło.

Aż mnie przeszył lęk, jak o tym powiedziałaś.

To powoduje we mnie też gigantyczny niepokój.

A martwisz się, że to Was dotknie w jakiś sposób?

Na pewno w materialnym wymiarze tak – wszystko będzie droższe i rynek pracy znacząco się zmieni. Z drugiej strony, doświadczenie jakie mamy teraz, kiedy widzimy ile tak naprawdę można wydawać i być szczęśliwym, pokazuje, że może to nie będzie najgorsza rzecz, jaka nam się przytrafi…

Zazwyczaj ma się co do przyszłości jakieś twarde punkty odniesienia, a teraz nic nie wiadomo. Poza tym nagle okazuje się, że drążąc temat, mamy coraz więcej niewiadomych. Czy powinniśmy myśleć o tym tak, że będziemy żyć od epidemii do epidemii? Zamkniemy się w lokalnej rzeczywistości, przestaniemy jeździć po świecie?

Za jakimi rzeczami najbardziej tęsknisz?

Brakuje mi najbliższej rodziny. Praca teraz, to namiastka obcowania z ludźmi. Uwielbiam przyrodę, naturę, a dziś nie mogę jej doświadczać tak, jakbym chciała. Nie mogę też włożyć adidasów i iść biegać – mieć chwili dla siebie, po prostu “chłonąć świata”.

“Ciężko jest znaleźć w sobie cierpliwość i energię do budowania czegoś, do bycia dla siebie lepszym, niż się było przed epidemią.” – Marta

Pamiętasz jak to się zaczęło dla Ciebie?

Była środa, oglądaliśmy w pracy konferencję prasową premiera. Wtedy nie zdawaliśmy sobie tak naprawdę sprawy z tego, co się wydarzy. Chwilę po tej konferencji dostałam telefon z przedszkola, że Hania źle się czuje, żeby ją odebrać. To był mój ostatni moment w pracy. Nie miałam szansy przemyśleć, co mam zabrać, jak się przygotować na ten czas.

Podeszłam do tego zadaniowo, nie mieliśmy innego wyjścia, musieliśmy się zorganizować tak, by na zmianę pracować i zajmować dziećmi. Pierwsze dwa tygodnie minęły właściwie bez problemów, potem dopiero zaczęły pojawiać się myśli, kiedy to wszystko się skończy.

Dopadło nas zmęczenie, brak snu. Pracowałam wieczorami, dzieci wstawały wcześnie i nie mieliśmy kiedy złapać oddechu. Pamiętam nieporozumienia, każdy chciał “wyszarpać” chwilę dla siebie. Oazą spokoju stała się sypialnia, która kiedyś służyła tylko do spania, a dziś jest kluczowym miejscem do spokojnej pracy. Uświadomiliśmy sobie, że największym wyzwaniem każdego dnia było to, jak wykroić sobie czas na pracę z dala od dzieci.

Dzieci przyzwyczaiły się do nowego rytmu, ale od początku oczekiwały od nas, że każdy dzień będzie wyglądał jak sobota czy niedziela. Hania co jakiś czas pyta, czy to już koniec i czy może już wrócić do przedszkola? Jaś za to, jak widzi mnie w łazience malującą się, to pyta z przerażeniem w oczach, czy szykuję się do pracy. I z nadzieją dodaje, że może jeszcze jest ten koronawirus.

Mam wobec siebie wyrzuty, że zbyt mało uwagi poświęcam dzieciom. Nakręcam się oglądając blogi, w których czytam, że matki teraz mają czas dla dzieci, że dzieci rozwijają się z nimi lepiej niż w przedszkolu. U nas córka i syn muszą raczej radzić sobie sami. Jak już skończę pracę, pozostaje jedynie niewiele czasu na przygotowanie się, żeby przetrwać kolejny dzień.

A co Ci dał ten czas, czy coś zyskałaś?

Zminimalizowałam chęć posiadania: torebek, butów, sukienek. Wydawało mi się, że tyle rzeczy potrzebuję, a dzisiaj sobie myślę, że to przestało mieć jakiekolwiek znaczenie.

Uświadomiłam sobie też równość wobec sytuacji, jaką jest choroba. Nie ma znaczenia to, kim jesteśmy, wszyscy stajemy się w jej obliczu tak samo bezbronni.

Chciałabym powiedzieć, że zyskałam czas z rodziną i budujemy harmonię ogniska domowego, ale tak nie jest, bo przy tej ilości rzeczy do zrobienia, ciężko jest znaleźć w sobie cierpliwość i energię do budowania czegoś, do bycia dla siebie lepszym niż się było przed epidemią. To, że spędzamy czas całą rodziną na pewno jest wartościowe… ale jest po prostu trudno.

Czy jest coś za czym tęsknisz?

Brakuje mi ludzi – nie tylko rodziny, przyjaciół, znajomych. Obserwacji, przebywania wśród nich. Przytłaczające są dla mnie puste ulice. Tęsknię za spokojną pracą, za tym, że mogę usiąść przy biurku, zrobić sobie kawę. Uwielbiałam zawsze być w pracy wcześniej niż inni, zebrać myśli i zaplanować dzień. Dzisiaj to jest walka o chwilę dla siebie.

Chciałabym móc wstać i wyjść tam, gdzie mam ochotę, mieć możliwość beztroskiego zaplanowania wakacji. Czuję strach przed radością.

“Być może to będzie dobre, że zaakceptujemy, że nie możemy ciągle rosnąć i się rozwijać.” – Marianna

Jaki był dla Ciebie ten ostatni czas?

Mam taki flashback, jak to się wszystko zaczyna. Pierwszy obraz: poszłam do ulubionej kawiarni i nie było w niej nikogo. Ten obraz mi towarzyszy do tej pory. Drugie wspomnienie – poszłam do szkoły po Matyldę i mama jej kolegi powiedziała, żebyśmy kupili jedzenie. Dopiero jak wróciłam do domu, to dotarło do mnie, że naprawdę może być źle.

To, co jest zaskakujące w tej sytuacji, że dzieci przywykły szybciej, niż my. Natomiast dla mnie, połączenie świata pracy i domu sprawia, że wieczorem już jestem nieprzytomna. Poza tym mam wyrzuty sumienia, że np. dzieci bawią się dwie godziny same.

Jak sobie radzisz z emocjami dzieci?

Matylda ma pewne relacje z koleżankami w trakcie lekcji, ale kontakt cyfrowy nie jest dla niej wystarczającym substytutem, nie wie, jak porozmawiać tak, jakby to było na żywo. Witek mówi ciągle o przedszkolu, jakby to było wczoraj, wciąż wyczuwamy w nim tęsknotę i sentyment. Dzieci mają ograniczony dostęp do informacji, bo przekazujemy je im tylko my, więc one nie mają w sobie strachu. Są z nami i to sprawia, że czują się bezpieczne. Bywają takie wzruszające momenty – Witek, jak zasypia, mówi znienacka: “Jak ta choroba minie, to przytulę się do babci.”

A Ty jak się czujesz?

Mój nastrój to huśtawka emocji. Są momenty lęku – że świat tak będzie wyglądał przez najbliższe półtora roku i nikogo nie będziemy widzieli. Przestałam śledzić statystyki zachorowań i konferencje prasowe. Czuję, że nie mam kontroli nad rzeczywistością, nie mam na nią wpływu. Boję się manipulacji.

Czy coś dla siebie robisz w tym czasie?

Mam zajęcia jogi online. To mi daje dobrą energię. Te dwie godziny są dla mnie bardzo ważne, by złapać dystans.

Czy ten czas coś Ci dał?

Wiesz, w pewnym momencie w mediach nastąpiła taka propaganda sukcesu. Wszyscy pisali, czego to nie można zrobić podczas tej kwarantanny! I potem ja, która i tak ledwo wszystko składam w całość, widzę, że mogłam jeszcze iść na szkolenie, do muzeum, poćwiczyć… To było frustrujące. Powodowało złość. Tak jakby ktoś mi na siłę próbował wytłumaczyć, że to jest tak naprawdę cudowna sytuacja i można się z niej wiele nauczyć. Jeszcze te komentarze “Teraz mogę być naprawdę z dziećmi, mogę spędzać czas ze swoją rodziną.”.

Miałam taką refleksję wtedy, że dla mnie życie do tej pory było skonstruowane tak, że był czas na pracę, ale miałam też chwile, które zawsze spędzałam ze swoimi bliskimi. Mam cudowną rodzinę, doceniam to, ale wciąż uważam, że pracy i domu, na tych zasadach, co są teraz, nie da się na dłuższą metę łączyć.

Natomiast odkryłam, że jako osoba wyjątkowo “społeczna” zaakceptowałam brak kontaktów z innymi ludźmi. Umiem być bez nikogo i to jest dla mnie zaskakujące. Mam też zdolności do szybkiej adaptacji. Może to nie jest dobre, bo wtedy nie kontestuje się rzeczywistości i nie buduje rzeczy nowych, tylko przywyka do tego, co jest…

Masz jakieś niepokoje, związane z końcem tej sytuacji?

Po pierwsze, że ona nie ma końca. To, wszystko co było, już nie wróci. Być może już nigdy nie będziemy podróżować tak, jak do tej pory. Nie będziesz robiła tego, co zechcesz. Być może zawód stewardessy stanie się ponownie ekskluzywnym zawodem.

Czy zmiana może przynieść coś dobrego?

Ten świat był szalony, ciągły wzrost, oszukiwanie się, osiąganie wszystkiego za wszelką cenę i coraz wyższa poprzeczka…. to nie jest normalne. Być może to będzie dobre, że zaakceptujemy, że nie możemy ciągle rosnąć i się rozwijać. Pamiętasz, jak w rozmowach martwiłyśmy się, że wiecznie gdzieś musimy biec? A te nowe uwarunkowania może sprawią, że po prostu nie będziemy mogły. I to pomoże nam żyć lepiej.

Dziękuję za rozmowę.

*Imiona dwóch bohaterek zostały zmienione

Rozmawiała: Natalia Gozdowska

Zdjęcia: archiwum prywatne bohaterek wywiadu.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Zawodowo zajmuje się rozwojem, coachingiem, projektami HR, kulturą organizacyjną i budowaniem marki pracodawcy. Prywatnie mama dwóch wrażliwców, zakochana żona, pasjonatka reportaży, teatru tańca i psychologii. Prowadzi bloga i fun page „Studio Rzeczy Ważnych”, fotografuje i wspiera tych, którzy tego potrzebują. :)

Polecane artykuły

oferty
pracy
Sprawdź pełną listę
baza
pracodawców
Pracodawca przyjazny rodzicom
Reklama
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie