Czego szukasz

Kobiety dla Kobiety, bo razem możemy więcej!

„Kobiety dla kobiety” łączą się, by pokazać, jak wielka moc w nich drzemie. Wierzymy, że kobiety zjednoczone we wspólnym dążeniu, mogą góry przenosić i zamierzamy to udowodnić! Nadrzędnym celem projektu „Kobiety dla kobiety” jest pomoc podopiecznej Fundacji 3-4 Start – 37 letniej Oli – chorującej na białaczkę mamie samotnie wychowującej małego synka. Chcecie włączyć się w akcję to zapraszamy w marcowy weekend na spotkanie w Hotelu Kotarz na Śląsku. Szczegóły poniżej >>

  • Marzena Gólska - 24/02/2017
mama z synem

Kobiety – delikatne istoty o zadziwiającej sile; córki, wnuczki, matki, babcie, siostry. Wszystkie mają cechy wspólne, swoje potrzeby, marzenia; wszystkie mają swoje atuty i słabości, a w akcji Fundacji 3-4 Start: „Kobiety dla kobiety” łączą się, by pokazać, jak wielka moc w nich drzemie i zadać kłam powiedzeniu, że są słabą płcią. Wierzymy, że kobiety zjednoczone we wspólnym dążeniu mogą góry przenosić i zamierzamy to udowodnić!

Akcja „Kobiety dla Kobiety”

Nadrzędnym celem projektu „Kobiety dla kobiety” jest pomoc podopiecznej Fundacji 3-4 Start – 37 letniej Oli – chorującej na białaczkę mamie samotnie wychowującej małego synka. Jej marzenia są być może prostsze i skromniejsze, niż pozostałych kobiet – Ola chce być po prostu zdrowa i móc patrzeć jak jej synek rośnie, cieszyć się wspólnymi chwilami ze swoim dzieckiem. Tylko tyle i aż tyle. W ramach akcji „Kobiety dla kobiety” pragniemy weprzeć jedną z nas.

Oprócz wymiernych działań, jak aukcje i zbiórki pieniędzy na leczenie Oli, chcemy po prostu być źródłem jej siły, wiedząc jak ważne jest wsparcie emocjonalne i świadomość posiadania życzliwych ludzi w pobliżu w trudnych chwilach.

Weekendowe spotkanie blogerek

Wspierając Olę, pamiętamy, że źródło naszej siły leży właśnie w kobiecości, a – korzystając ze zbliżającego się Dnia Kobiet – pragniemy tę kobiecość w wyjątkowy sposób doceniać i celebrować. Właśnie dlatego akcja „Kobiety dla kobiety” obejmuje weekendowe spotkanie dla blogerek, na którym będą miały okazję zrobić coś dla jednej potrzebującej kobiety, przy okazji same wiele zyskując – czy może być coś lepszego? Dzięki temu, że spotkanie odbędzie się w hotelu Kotarz Spa & Wellness, każda z uczestniczek będzie miała okazję zrelaksować się i oderwać od codzienności, złapać tak czasem potrzebny dystans od domowych spraw i kłopotów.

Nie zabraknie czegoś dla ciała – jak lubianych przez wszystkie kobiety kosmetyków i relaksu w SPA oraz czegoś dla ducha – jak warsztaty z trenerkami personalnymi, które pomogą odnaleźć uczestniczkom właściwą motywację do działania i pokonać własne słabości. A wszystko po to, by kobiety mogły być jeszcze silniejsze i jeszcze bardziej spełnione. Bo im bardziej doceniamy same siebie, im jesteśmy bogatsze wewnętrznie, tym więcej możemy dać z siebie innym. Choć całe opisane wyżej przedsięwzięcie nosi kobiecą nazwę, to jednak zaangażować mogą się w nie również Panowie. Każdy, kto zechce wspomóc akcję, wspomagając tym samym podopieczną Fundacji 3-4 Start – Olę, jest bardzo mile widziany.

W ramach akcji będą przeprowadzane licytacje przedmiotów przekazanych przez sponsorów, a sponsorem może zostać każdy. Zapraszamy zarówno firmy, jak i osoby prywatne. Doceniamy każdą formę pomocy, każdy przekazany przedmiot, każdy przejaw Waszej chęci pomocy i włączenia się w akcję.

Przewidziany program pobytu w Hotelu Kotarz Spa&Wellness kształtuje się następująco:

11 marca sobota

11:00 Przywitanie gości w Hotelu Kotarz Spa& Wellness

11:15-12:00 : Prezentacja Fundacji 3-4-Start – prezentacja przy współpracy z Fundacją DKMS

12:05 – 13:35 – Warsztat Piszę, bo chcę… dr Krystyna Bezubik

13:45- 15:15 – Nie innych obowiązkiem, a Twoim jest kochać Ciebie. Jak pokochać siebie metodą małych kroków Kaizen i tym samym ulepszyć relacje z otoczeniem Aneta Wątor -trener Kaizen i umiejętności miękkich, mówca motywacyjny

15:20:16:00 – Obiad

16:00 -Prezentacja Face&Look, Mila, Montibello

19:00 Kolacja

17:00-21:00 Czas wolny strefach basenowej i saunowej (spa), indywidualne zabiegi z marką Montibello

12 marca niedziela

8:00 – 9:00 Śniadanie

10:00 – 11:30 – warsztat motywacyjny

11:45 Pożegnanie

Pobyt w pokoju dwuosobowym: 399 złotych /2 osoby !!! – wyżywienie FB (obiad,kolacja, śniadanie), nocleg, udział w warsztatach merytorycznych z zakresu: zdrowia,urody, motywacji, bezpłatna strefa Wellness, 249 złotych pobyt w pokoju 1 osobowym /1 osoba- wyżywienie FB (obiad,kolacja, śniadanie), nocleg, udział w warsztatach merytorycznych z zakresu : zdrowia,urody, motywacji, bezpłatna strefa Wellness.

Odpoczywamy za rozsądne pieniądze i jednocześnie wspieramy fundację, a dokładnie Olę, która zbiera na leczenie siebie.

Jeżeli czujesz, że działalność Fundacji 3-4 Start jest Ci bliska -przyłącz się!

Możesz udzielić wsparcia na trzy sposoby:

  • przekazując przedmiot na licytację,
  • możliwość zakupu cegiełki i udziału w wydarzeniu „Kobiety dla Kobiety”,
  • wpłacając darowiznę na konto Fundacji 84 1020 2892 0000 5102 0619 7000 z dopiskiem do przelewu „Dla Oli- Kobiety dla Kobiety”.

Historię naszej Bohaterki Oli znajdziesz TUTAJ >>

Szczegóły wydarzenia na FB >>

Zdjęcia: własność Fundacja 3-4 Start

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Marzena Gólska
Jestem mamą 4-letniego Oskara. Pracowałam w marketingu oraz w projektach unijnych. Podczas „urlopu” macierzyńskiego moją firmę zamknęli, a ja pozostałam bez pracy. Przez kilka lat spędzonych z dzieckiem miałam dużo czasu na przemyślenia i ostatecznie postanowiłam robić to, co kocham najbardziej, czyli pracując wspierać inne mamy. Dodatkowo kocham jogę, spacery, podróże i długie spanie ;)
Podyskutuj

Idealny sernik nieidealnej Pani domu

Nadal nie wierzę, że to piszę... Ale naciski były przeogromne, więc... Nie jestem idealną Panią domu, rzadko piekę, chyba że brownie (25 minut roboty) lub inne "coś", równie prostego z gwarancją pyszności. Nie wdaję się w rozmowy na temat przepisów bo niewiele mam w tym zakresie do powiedzenia, choć... jest jeden wyjątek! Jego wysokość Sernik! 13 lat temu znalazłam przepis, którego się trzymam, który zawsze gwarantuje "ochy i achy" tych, którzy mają okazję załapać się na kawałek. Bo znika szybko...
  • Agnieszka Kaczanowska - 17/04/2019
produkty do pieczenia: mąka, mleko, masło, ser

Z dedykacją dla Marzeny 😉

Ten sernik piekę wyłącznie dwa razy do roku. Trudno nie zgadnąć, na jakie okazje, ale udaje się zawsze, a nawet jeśli nie jest idealny w wyglądzie, to smakuje zacnie! No i sam przepis napisany jest tak, że mam z tego kupę zabawy. Dodam tylko, że ja sernika sama nie jadam… nie mój smak, wolę suche ciasta np. makowiec, ale z reguły spełnieniem moich marzeń jest makowiec z cukierni, albo orzechowiec od mamy Asi, mniam.

Natomiast sernik robię z miłości do męża 😀

Składniki:

  • kilogram dobrze odciśniętego tłustego białego sera (nie może być kwaśny). Ja kupuję gotowy, mielony, ale taki, który jest w miarę suchy (bez ekstra śmietany) i zawsze twaróg sernikowy Piątnica (choć producent nic nie wie, że go polecam ;-)). To jest o tyle ważne, że inne miękkie sprawiają, że sernik pływa… Oczywiście możesz także zmielić sama ser. Ja nie mam nawet odpowiedniej maszynki…
  • 2 niepełne szklanki cukru (można ciut mniej jeśli budyń jest z cukrem i wanilia… ale nie dużo mniej, próbowałam z mniejszą ilością, ale jednak lepiej dać więcej…),
  • 8 jaj, z 7 jaj też wyszedł 😉
  • kostkę masła,
  • budyń waniliowy (z reguły daję ten z cukrem, ale przypuszczam, że nie ma tu różnicy,
  • torebkę cukru z prawdziwą wanilią (w odróżnieniu od cukru wanilinowego!) a jeszcze lepiej laskę prawdziwej wanilii, tych czarnych kuleczek oczywiście,
  • cytrynę, a dokładniej sok z jednej połówki,
  • szczypta soli,
  • bakalie: torebkę (10 dag) rodzynek, najlepiej jasne, malutkie, 3 dag płatków migdałowych, 5 dag smażonej skórki pomarańczowej (wg. mnie najlepszego składnika sernika ;-)).

Niezbędne sprzęty:

  • mikser (wiem, wiem można w makutrze, jak masz to super)
  • spora miska do ucierania masy serowej
  • garnuszek/miseczka na białka
  • rondelek na topione masło
  • duża tortownica

Dodałabym lampka dobrego wina, ale odkąd sernik piekę razem z dziećmi atrakcji dodatkowych nie potrzebuję ;-).

Sprawdzony algorytm działania

  1. W rondelku na małym ogniu topisz masło pokrojone na małe kawałki. Ciepłe masło (niech się, broń Boże, nie przypali!) odstawiasz do wystygnięcia.
  2. W tym czasie przygotowujesz bakalie, tzn. płuczesz rodzynki, odsączasz, suszysz ręcznikiem papierowym i razem z płatkami migdałowymi wsypujesz do miseczki, dodajesz skórkę pomarańczową. Zostawiasz.
  3. Smarujesz tortownicę masłem, wysypujesz bułką tartą, odstawiasz na bok, żeby nie przeszkadzała.
  4. W tym miejscu możesz skosztować tej lampki wina, jeśli już nalałaś 😉
  5. Teraz kluczowa sprawa: rozbijasz jajka nad garnuszkiem/miską, w którym potem ubijesz pianę. Białka lądują w właśnie w nim/niej, a żółtka w dużej misce.Garnek z białkami ląduje w lodówce.
  6. Do żółtek dodajesz cukier, szczyptę soli, wanilię/cukier z prawdziwą wanilią, sok z połówki cytryny.
  7. Ucierasz puszysty kogel-mogel, starając się nie podjadać…. jest pyszny…
  8. Włączasz piekarnik. Ma mieć idealnie 180 stopni C, kiedy wjedzie do niego sernik.
  9. Otwierasz wiaderko 😉 sera gotowego lub bierzesz idealnie zmielony i do kogla-mogla dodajesz łyżkami na zmianę z proszkiem budyniowym, wciąż ucierając masę mikserem. Masa ma być gładka, jasno żółta i puchata.
  10. Następnie delikatnie wlewasz zimne masło (wcześniej roztopione) i miksujesz do chwili, aż się całkowicie wchłonie.
  11. Dodajesz bakalie i już nie mikserem a łyżką z resztką masy serowej (nie pytaj dlaczego, ale działa…) mieszasz starannie ale delikatnie.
  12. Wyjmujesz z lodówki garnek/miskę z białkami i mikserem (z czystymi końcówkami) ubijasz sztywną pianę.
  13. Ważne: teraz odstawiasz mikser na bok i więcej nie wolno go użyć 😉
  14. Łyżką od sera i bakalii mieszasz białka z masą serową. Delikatnie, z czułością aż się połączą.
  15. Teraz już bez ociągania, zgarniasz masę do tortownicy, wygładzasz wierzch.
  16. I wkładasz sernik delikatnie do piekarnika w idealnej temperaturze 180 stopni. Nie używam tutaj termoobiegu, gdybyś chciała mnie o to zapytać.
  17. Teraz też jest idealny moment, aby zamiast mycia garów napić się wina bo…
  18. Od teraz przez 40 minut nie otwierasz piekarnika, nie zaglądasz co chwilę i nie myślisz o serniku.
  19. Po 40 minutach zerkasz przez szybkę, czy aby w wierzchu nie za bardzo się przypiekł. Jeśli tak, otwierasz delikatnie piekarnik i przykrywasz ciasto płatem folii aluminiowej. Szybko zamykasz drzwiczki, ale uważaj (!) aby nie klapnęły, bo sernik się może „przestraszyć” i opaść. Serio. zawsze ten fragment mnie rozczula ale nie próbowałam straszyć sernika i zawsze wychodzi 😉
  20. Gdy minie kolejne 15-20 minut a czasem dłużej (wiem, to mało precyzyjne ale lepiej dłużej, aby sernik był upieczony), wyłączasz dopływ ciepła i uchylasz drzwiczki, aby zahartować sernik i uchronić przed opadnięciem przy gwałtownej zmianie temperatury. Po kolejnych 10 minutach wyjmujesz ciasto na blat i pozwalasz ostygnąć w pokojowej temperaturze.
  21. Ja zwykle rozkrawam go na drugi dzień, wtedy brzegi sernika trzeba oddzielić ostrzem noża od brzegów tortownicy i gotowe.
  22. Idealny sernik to taki, który ma szansę stężeć w lodówce, ale nie zawsze mu się udaje…

Z życia sernika: bywa z nim różnie, czasem ma fantazyjne fale, czasem rośnie idealnie równomiernie, ale potem, kiedy wyjmuję go z piekarnika zawsze zmienia swój kształt na taki idealnie sernikowy. Bywa, że pęka… ale w smaku pozostaje idealny i wierzcie mi nikt nie narzeka.

Smacznego!

I wielkiej frajdy z pieczenia Wam życzę.

Przepis jest moją wariacją na temat przepisu znalezionego 8 lat temu w sieci, bodajże z tego linku >. Tym bardziej dziękuję jego autorce za cudowne przeżycia smakowe mojej rodziny!

Zdjęcie: Pixabay.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów.  
Podyskutuj

Poradnik i bezradnik mamy-freelancerki

Wpatruję się w pustą kartkę. Co miałabym napisać na temat work-life balance w ujęciu pracującej mamy? Nie jestem przecież ekspertką od zarządzania czasem, nie mam żadnej recepty, sama nieraz się dziwię, jak udaje mi się to wszystko ogarnąć i nie zwariować. Nie umiałabym napisać poradnika, od udzielania rad lepiej wychodzi mi opisywanie ludzkich emocji i kreowanie rzeczywistości. Zatem może to właśnie zrobię? Opowiem moją historię.
  • Magdalena Majcher - 28/02/2019
mama freelancerka pracuje z domu, laptop na kolanach

Jeszcze pięć lat temu nie miałam pojęcia, czego chcę od życia. Miałam kilkuletniego syna i pracę, do której jeździłam, delikatnie mówiąc, niechętnie. W żadnym miejscu nie zagrzałam miejsca na dłużej. Myślałam: co jest ze mną nie tak? Miałam dopiero dwadzieścia kilka lat, a już czułam się wypalona. Nie wyobrażałam sobie, że tak miałabym żyć, pracować przez następnych kilkadziesiąt lat.

Spełniać marzenia

Po urodzeniu drugiego dziecka zrobiłam swoisty rachunek sumienia. Zastanowiłam się, gdzie popełniałam błędy, i doszłam do wniosku, że po prostu nigdy nie robiłam tego, co chciałam robić, tego, co kochałam. Czego więc bym chciała? Co potrafię? Pisać, to pierwsze co przyszło mi na myśl. Ale co mam z tym pisaniem zrobić? Że niby książkę napisać?

Wszystko fajnie, ale wydawało mi się to czynem na miarę lotu w kosmos. Każdy by chciał, ale nie każdy wie, jak. Dojrzewałam jeszcze przez chwilę, w międzyczasie prowadząc bloga i szukając pojedynczych zleceń jako copywriter. I dojrzałam, wiecie? Dojrzałam do tego, żeby pomóc marzeniom, żeby w końcu robić to, co kocham.

Nazbyt pompatycznie, prawda? Żeby nie było tak kolorowo, mój młodszy syn okazał się typowym przykładem high need baby. Każdej nocy budził się po kilkanaście razy, w dzień nie chciał spać, nawet spacery były czasem stresu i zastanawiania się, czy tym razem prześpi choć godzinę czy może raczej będzie się wydzierał wniebogłosy. I w samym środku tego szaleństwa odnalazłam swoją pasję.

Napisałam jedną książkę, drugą, zaczęłam trzecią, nie wiedząc, czy ktokolwiek mi to wyda. Dałam sobie czas do końca urlopu macierzyńskiego, w międzyczasie biorąc zlecenia jako copywriter. No i stało się. Kiedy mój młodszy syn miał jedenaście miesięcy, poleciałam w kosmos. Dostałam długo oczekiwanego maila od potencjalnego wydawcy. Kilka tygodni temu synek skończył cztery lata, a ja nadal lecę. I absolutnie nie zamierzam wracać z tej podróży!

Jestem w miejscu, w którym powinnam być

Praca w charakterze wolnego strzelca wymaga przede wszystkim… twardego tyłka i umiejętności planowania przychodów na trzy miesiące w przód. Bo wypłata nie przychodzi dziesiątego, i nie zawsze jest taka sama. Ale muszę się do czegoś przyznać. Odkąd poleciałam w ten kosmos, cały wszechświat mi sprzyja. Kiedy zamykają się drzwi, otwiera się przede mną okno. Szczęście? Być może. Ja nazywam to inaczej. Po prostu jestem w miejscu, w którym powinnam być, dlatego się układa. Robię to, do czego zostałam stworzona i chociaż pracuję jako freelancer ponad trzy lata, nadal nie potrafiłabym napisać poradnika dla osób, którym marzy się właśnie takie wolne strzelectwo.

Przede wszystkim to ja jednak żyję

Nie udzielę Wam więc gotowych rad. Nie powiem, jak to zrobić, żeby gdzieś pomiędzy rozwieszeniem prania a odebraniem dziecka z przedszkola ogarnąć siebie i zlecenia. Każda z nas musi wypracować sobie własny system pracy. Ile osób, tyle rad. Moja koleżanka pisze, kiedy wszyscy jeszcze śpią, bladym świtem. Inna pracuje do nocy. Ja od dziesiątej do szesnastej. Oddaję teksty trzy miesiące przed deadlinem, znajoma zawsze wyrabia się dzień przed terminem.

Nie sposób określić, który wariant jest najlepszy. I wcale nie zamierzam tego robić. Chcę Wam tylko powiedzieć, że work-life balance jest wtedy, kiedy robimy to, co kochamy. Wtedy to życie samo się balansuje, a wszystko się dzieje „samo”. No, prawie… Bo przecież ktoś to pranie musi rozwiesić i ktoś tę książkę musi skończyć! Ale to w tak zwanym międzyczasie. Bo przede wszystkim to ja jednak żyję.

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Magdalena Majcher
Pisarka, freelancerka, mama. Robi w życiu to, co kocha, czyli pisze. Aby spełniać swoje marzenia, zrezygnowała z pracy na etacie. Dziś jest autorką poczytnych i lubianych przez czytelniczki powieści, m.in. "Cudu grudniowej nocy", "W cieniu tamtych dni", "Matki mojej córki", "Stanu nie!błogosławionego", "Jeszcze jednego uśmiechu” oraz bestsellerowej sagi "Wszystkie pory uczuć". Niedługo ukaże się kolejna seria autorki.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail