Czego szukasz

Jestem Mamą, jestem piękna! Metamorfoza Romy

Roma jest mamą małego Adriana i policjantką! Jej zawód wydaje się bardzo męski, jak więc dbać o swoją kobiecość? Roma potrafi robić coś, co jest nie lada sztuką… „czasem nic nie robić”. Zgłosiła się do naszej akcji, bo chce aby jej syn miał piękną mamę. Zobaczcie co Romie radzą Czytelniczki i ekspertki.  

  • Redakcja portalu Mamo Pracuj - 20/08/2014

Co radzą Czytelniczki?

Kolory

Zieleń, pomarańcz i granat

Włosy

Więcej ognia i lekkości!

  • Półdługie, rudawe, ogniste
  • Może spróbować coś z grzywką i zmienić kolor, żeby twarz nie wydawała się taka blada? 
  • robiłabym Ci lekką trwałą, aby włosy się podniosły
  • Trochę rozjaśnić kolor 
  • Fryzurkę wycieniować, nadać włosom lekkości.

Makijaż

Makijaż –szalej ze szminkami. Przykładowy makijaż dla małych oczu >>>

W makijażu nastawić się na dobre wymodelowanie twarzy. Do tego podkreślenie różem, pasująca do karnacji lekka szminka lub błyszczyk i od razu będzie lepiej. Chodzi o lekki „make up-no make up”, podkreślający oczy w odcieniach brązu, złota i szarości. Subtelny, niezbyt ostry makijaż. Masz ładne usta Romo, nic tylko szaleć ze szminkami!

Ubrania i buty

Podstawa to dobre jeansy. Chodzi mi głównie o inny krój – z wyższym stanem, prostymi nogawkami. Dobre jeansy byłyby świetną bazą zarówno do zestawów eleganckich np. z marynarką i szpilkami czy też sportowego z trampkami. W twoim przypadku, gdy zależy ci na zmianie i wygodzie proponuję sportową elegancję np. jeansy + top + kurtka skórzana lub marynarka dzianinowa (mniej formalna) i buty na płaskim obcasie np. mokasyny. Proponuję buciki na koturnie, które są wygodne przy spacerach a jednak troszkę wyciągają sylwetkę do góry. Pomyśl o takim zestawie:

  • Czerwone szpilki do tego 
  • Ubierz zwiewną, kolorową sukienkę, może w modne ostatnio kwiaty? Sukienka koniecznie do kolan. 
  • Do tego jednokolorowy żakiecik i lekkie butki na niebyt dużym obcasie (żeby było wygodnie).

Romo koniecznie buty na obcasie. Jeśli sukienki to krótkie przed kolana. Spodnie, a do tego krótkie bluzki w jasnych kolorach.

A co radzi ekspertka? 

Romie doradzała Holka Wintoniak

Letnie miesiące to idealny moment na odświeżenie swojego stylu i szafy. Praca nad garderobą, poprawa własnego stylu to proces, który składa się z kilku etapów. Najlepiej zacząć od podstaw. Co prawda będzie to wymagało trochę wysiłku, ale pamiętaj, że wiedza na temat Twojego wizerunku zostanie z Tobą na zawsze tym bardziej, że typ urody i sylwetki się nie zmienia. Zmianie może ulec jedynie rozmiar! 

W naszym raporcie znajdziecie część opisową procesu zmiany, propozycje stylizacji a także kilka ćwiczeń, które może wykonać każda z nas aby znaleźć swój styl. W nieniejszym artykule przedstawiamy wyłącznie kilka wybranych fragmentów propozcyji dla Romy, resztę znajdziecie w raporcie 😉 

Cały proces można podzielić na kilka etapów: 

I etap – analiza kolorystyczna 

Czyli dobór odpowiednich kolorów. Przy doborze barw – liczy się ich tonacja ciepła lub zimna. W Twoim przypadku będą to kolory zimne, to znaczy wyraziste, mocne, zdecydowane – które w sposób naturalny podkreślą Twoją urodę: kolor oczu (tęczówka, białko), usta, zęby, kolor włosów, cerę. Twój typ urody to Zima. Odpowiednie kolory potrafią ukryć zmęczenie, sińce pod oczami, czy popękane naczynka oraz sprawić, że będziemy wyglądać na wypoczętych i zdrowych. Zasada „odpowiednich barw” dotyczy również kosmetyków kolorowych, farb do włosów oraz biżuterii. Poniżej przykładowe palety kolorów w tonacji ciepłej i zimnej. 

II etap – analiza sylwetki

Czyli określenie typu figury, kształtu twarzy, dobór odpowiednich krojów i fasonów ubrań tak, aby podkreślały atuty i zakrywały mankamenty. Przy takim korygowaniu sylwetki kierujemy się: zachowaniem, przywróceniem proporcji między poszczególnymi częściami ciała. Dla Ciebie odpowiednim dekoltem będzie tak zwany serek czyli V, co wydłuży, wysmukli szyję, sylwetkę oraz podkreśli biust – Twój atut! Dobre będą również ubrania kopertowe – które przywrócą równowagę w okolicach brzuszka. Bluzki, koszule, swetry, żakiety powinny być o odpowiedniej długości – tak by poziomo dzieliły brzuszek na dwie części, co da efekt pomniejszenia. Odpowiednie będą dla Ciebie bluzki z lekkim usztywnieniem – małymi poduszkami w ramionach, co je podniesie. Bluzki, swetry mogą mieć rękawy o długości ¾, co wyrówna długość rąk względem całej sylwetki. Spodnie powinny być proste, lekko rozszerzane od kolan w dół z kantem, co zrównoważy proporcje między górną częścią ciała, a dolną. Dobre będą również spódnice oraz sukienki o linii A czyli w trapez – ala lata 50’, co też zrównoważy części ciała. Wskazane będą buty na koturnach i czółenka, z szerszym obcasem np. słupek, czy szeroka szpilka bo cienkie szpilki będą za delikatne i w Twoim przypadku niewygodne w czasie spacerów z dzieckiem. Unikaj natomiast, obcisłych golfów, żabotów, kokard, dużych ozdób, wzorów, nadruków wokół biustu i spodni typu rurki. Biżuteria powinna być średniej wielkości, tak samo jak wzory i desenie na ubraniach. Ważne jest! – aby mieć dobrze dobrany biustonosz najlepiej przez brafitterki – by piersi i ubrania ładnie się układały oraz aby ciężar biustu był równomiernie rozłożony i nie obciążał zbytnio kręgosłupa. Dobrze dobrany biustonosz dodatkowo poprawi okolice talii.

III etap – dokryj swój styl

Na styl nakładają się różne czynniki takie jak: osobowość, upodobania, styl życia, wiek, praca, czy czynności które wykonujemy np. opieka nad dzieckiem, tradycja czy sytuacja ekonomiczna. To one decydują jaki będzie Twój styl. Bo nie zawsze to co jest akurat modne będzie dla Ciebie dobre! Pamiętaj! – Styl pozostaje, a moda przemija. Sprawdź, co Ci pasuje, przymierzaj, baw się modą. Szukaj inspiracji. Tak wypracujesz swój indywidualny styl!

IV etap – przegląd szafy i tworzenie zestawów

Gdy już posiadasz wiedzę i odpowiedzi na pytania to zachcemy Cię do działania. Przejrzyj swoje ubrania pod kątem kolorów, fasonów, Twojego stylu i częstotliwości ich noszenia. Z ubrań, które zostały po selekcji zrób kliku zestawów na różne okazje, co w przyszłości pozwoli znacznie skrócić czas ubierania. W ten sposób zobaczysz czego brakuje w Twojej szafie i o co powinnaś ją uzupełnić. Pamiętaj! – też o dodatkach bo sukces stylizacji tkwi w szczegółach.


Więcej podpowiedzi szukaj w raporcie!





Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redakcja portalu Mamo Pracuj
Podyskutuj

Idealny sernik nieidealnej Pani domu

Nadal nie wierzę, że to piszę... Ale naciski były przeogromne, więc... Nie jestem idealną Panią domu, rzadko piekę, chyba że brownie (25 minut roboty) lub inne "coś", równie prostego z gwarancją pyszności. Nie wdaję się w rozmowy na temat przepisów bo niewiele mam w tym zakresie do powiedzenia, choć... jest jeden wyjątek! Jego wysokość Sernik! 13 lat temu znalazłam przepis, którego się trzymam, który zawsze gwarantuje "ochy i achy" tych, którzy mają okazję załapać się na kawałek. Bo znika szybko...
  • Agnieszka Kaczanowska - 17/04/2019
produkty do pieczenia: mąka, mleko, masło, ser

Z dedykacją dla Marzeny 😉

Ten sernik piekę wyłącznie dwa razy do roku. Trudno nie zgadnąć, na jakie okazje, ale udaje się zawsze, a nawet jeśli nie jest idealny w wyglądzie, to smakuje zacnie! No i sam przepis napisany jest tak, że mam z tego kupę zabawy. Dodam tylko, że ja sernika sama nie jadam… nie mój smak, wolę suche ciasta np. makowiec, ale z reguły spełnieniem moich marzeń jest makowiec z cukierni, albo orzechowiec od mamy Asi, mniam.

Natomiast sernik robię z miłości do męża 😀

Składniki:

  • kilogram dobrze odciśniętego tłustego białego sera (nie może być kwaśny). Ja kupuję gotowy, mielony, ale taki, który jest w miarę suchy (bez ekstra śmietany) i zawsze twaróg sernikowy Piątnica (choć producent nic nie wie, że go polecam ;-)). To jest o tyle ważne, że inne miękkie sprawiają, że sernik pływa… Oczywiście możesz także zmielić sama ser. Ja nie mam nawet odpowiedniej maszynki…
  • 2 niepełne szklanki cukru (można ciut mniej jeśli budyń jest z cukrem i wanilia… ale nie dużo mniej, próbowałam z mniejszą ilością, ale jednak lepiej dać więcej…),
  • 8 jaj, z 7 jaj też wyszedł 😉
  • kostkę masła,
  • budyń waniliowy (z reguły daję ten z cukrem, ale przypuszczam, że nie ma tu różnicy,
  • torebkę cukru z prawdziwą wanilią (w odróżnieniu od cukru wanilinowego!) a jeszcze lepiej laskę prawdziwej wanilii, tych czarnych kuleczek oczywiście,
  • cytrynę, a dokładniej sok z jednej połówki,
  • szczypta soli,
  • bakalie: torebkę (10 dag) rodzynek, najlepiej jasne, malutkie, 3 dag płatków migdałowych, 5 dag smażonej skórki pomarańczowej (wg. mnie najlepszego składnika sernika ;-)).

Niezbędne sprzęty:

  • mikser (wiem, wiem można w makutrze, jak masz to super)
  • spora miska do ucierania masy serowej
  • garnuszek/miseczka na białka
  • rondelek na topione masło
  • duża tortownica

Dodałabym lampka dobrego wina, ale odkąd sernik piekę razem z dziećmi atrakcji dodatkowych nie potrzebuję ;-).

Sprawdzony algorytm działania

  1. W rondelku na małym ogniu topisz masło pokrojone na małe kawałki. Ciepłe masło (niech się, broń Boże, nie przypali!) odstawiasz do wystygnięcia.
  2. W tym czasie przygotowujesz bakalie, tzn. płuczesz rodzynki, odsączasz, suszysz ręcznikiem papierowym i razem z płatkami migdałowymi wsypujesz do miseczki, dodajesz skórkę pomarańczową. Zostawiasz.
  3. Smarujesz tortownicę masłem, wysypujesz bułką tartą, odstawiasz na bok, żeby nie przeszkadzała.
  4. W tym miejscu możesz skosztować tej lampki wina, jeśli już nalałaś 😉
  5. Teraz kluczowa sprawa: rozbijasz jajka nad garnuszkiem/miską, w którym potem ubijesz pianę. Białka lądują w właśnie w nim/niej, a żółtka w dużej misce.Garnek z białkami ląduje w lodówce.
  6. Do żółtek dodajesz cukier, szczyptę soli, wanilię/cukier z prawdziwą wanilią, sok z połówki cytryny.
  7. Ucierasz puszysty kogel-mogel, starając się nie podjadać…. jest pyszny…
  8. Włączasz piekarnik. Ma mieć idealnie 180 stopni C, kiedy wjedzie do niego sernik.
  9. Otwierasz wiaderko 😉 sera gotowego lub bierzesz idealnie zmielony i do kogla-mogla dodajesz łyżkami na zmianę z proszkiem budyniowym, wciąż ucierając masę mikserem. Masa ma być gładka, jasno żółta i puchata.
  10. Następnie delikatnie wlewasz zimne masło (wcześniej roztopione) i miksujesz do chwili, aż się całkowicie wchłonie.
  11. Dodajesz bakalie i już nie mikserem a łyżką z resztką masy serowej (nie pytaj dlaczego, ale działa…) mieszasz starannie ale delikatnie.
  12. Wyjmujesz z lodówki garnek/miskę z białkami i mikserem (z czystymi końcówkami) ubijasz sztywną pianę.
  13. Ważne: teraz odstawiasz mikser na bok i więcej nie wolno go użyć 😉
  14. Łyżką od sera i bakalii mieszasz białka z masą serową. Delikatnie, z czułością aż się połączą.
  15. Teraz już bez ociągania, zgarniasz masę do tortownicy, wygładzasz wierzch.
  16. I wkładasz sernik delikatnie do piekarnika w idealnej temperaturze 180 stopni. Nie używam tutaj termoobiegu, gdybyś chciała mnie o to zapytać.
  17. Teraz też jest idealny moment, aby zamiast mycia garów napić się wina bo…
  18. Od teraz przez 40 minut nie otwierasz piekarnika, nie zaglądasz co chwilę i nie myślisz o serniku.
  19. Po 40 minutach zerkasz przez szybkę, czy aby w wierzchu nie za bardzo się przypiekł. Jeśli tak, otwierasz delikatnie piekarnik i przykrywasz ciasto płatem folii aluminiowej. Szybko zamykasz drzwiczki, ale uważaj (!) aby nie klapnęły, bo sernik się może „przestraszyć” i opaść. Serio. zawsze ten fragment mnie rozczula ale nie próbowałam straszyć sernika i zawsze wychodzi 😉
  20. Gdy minie kolejne 15-20 minut a czasem dłużej (wiem, to mało precyzyjne ale lepiej dłużej, aby sernik był upieczony), wyłączasz dopływ ciepła i uchylasz drzwiczki, aby zahartować sernik i uchronić przed opadnięciem przy gwałtownej zmianie temperatury. Po kolejnych 10 minutach wyjmujesz ciasto na blat i pozwalasz ostygnąć w pokojowej temperaturze.
  21. Ja zwykle rozkrawam go na drugi dzień, wtedy brzegi sernika trzeba oddzielić ostrzem noża od brzegów tortownicy i gotowe.
  22. Idealny sernik to taki, który ma szansę stężeć w lodówce, ale nie zawsze mu się udaje…

Z życia sernika: bywa z nim różnie, czasem ma fantazyjne fale, czasem rośnie idealnie równomiernie, ale potem, kiedy wyjmuję go z piekarnika zawsze zmienia swój kształt na taki idealnie sernikowy. Bywa, że pęka… ale w smaku pozostaje idealny i wierzcie mi nikt nie narzeka.

Smacznego!

I wielkiej frajdy z pieczenia Wam życzę.

Przepis jest moją wariacją na temat przepisu znalezionego 8 lat temu w sieci, bodajże z tego linku >. Tym bardziej dziękuję jego autorce za cudowne przeżycia smakowe mojej rodziny!

Zdjęcie: Pixabay.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów.  
Podyskutuj

Poradnik i bezradnik mamy-freelancerki

Wpatruję się w pustą kartkę. Co miałabym napisać na temat work-life balance w ujęciu pracującej mamy? Nie jestem przecież ekspertką od zarządzania czasem, nie mam żadnej recepty, sama nieraz się dziwię, jak udaje mi się to wszystko ogarnąć i nie zwariować. Nie umiałabym napisać poradnika, od udzielania rad lepiej wychodzi mi opisywanie ludzkich emocji i kreowanie rzeczywistości. Zatem może to właśnie zrobię? Opowiem moją historię.
  • Magdalena Majcher - 28/02/2019
mama freelancerka pracuje z domu, laptop na kolanach

Jeszcze pięć lat temu nie miałam pojęcia, czego chcę od życia. Miałam kilkuletniego syna i pracę, do której jeździłam, delikatnie mówiąc, niechętnie. W żadnym miejscu nie zagrzałam miejsca na dłużej. Myślałam: co jest ze mną nie tak? Miałam dopiero dwadzieścia kilka lat, a już czułam się wypalona. Nie wyobrażałam sobie, że tak miałabym żyć, pracować przez następnych kilkadziesiąt lat.

Spełniać marzenia

Po urodzeniu drugiego dziecka zrobiłam swoisty rachunek sumienia. Zastanowiłam się, gdzie popełniałam błędy, i doszłam do wniosku, że po prostu nigdy nie robiłam tego, co chciałam robić, tego, co kochałam. Czego więc bym chciała? Co potrafię? Pisać, to pierwsze co przyszło mi na myśl. Ale co mam z tym pisaniem zrobić? Że niby książkę napisać?

Wszystko fajnie, ale wydawało mi się to czynem na miarę lotu w kosmos. Każdy by chciał, ale nie każdy wie, jak. Dojrzewałam jeszcze przez chwilę, w międzyczasie prowadząc bloga i szukając pojedynczych zleceń jako copywriter. I dojrzałam, wiecie? Dojrzałam do tego, żeby pomóc marzeniom, żeby w końcu robić to, co kocham.

Nazbyt pompatycznie, prawda? Żeby nie było tak kolorowo, mój młodszy syn okazał się typowym przykładem high need baby. Każdej nocy budził się po kilkanaście razy, w dzień nie chciał spać, nawet spacery były czasem stresu i zastanawiania się, czy tym razem prześpi choć godzinę czy może raczej będzie się wydzierał wniebogłosy. I w samym środku tego szaleństwa odnalazłam swoją pasję.

Napisałam jedną książkę, drugą, zaczęłam trzecią, nie wiedząc, czy ktokolwiek mi to wyda. Dałam sobie czas do końca urlopu macierzyńskiego, w międzyczasie biorąc zlecenia jako copywriter. No i stało się. Kiedy mój młodszy syn miał jedenaście miesięcy, poleciałam w kosmos. Dostałam długo oczekiwanego maila od potencjalnego wydawcy. Kilka tygodni temu synek skończył cztery lata, a ja nadal lecę. I absolutnie nie zamierzam wracać z tej podróży!

Jestem w miejscu, w którym powinnam być

Praca w charakterze wolnego strzelca wymaga przede wszystkim… twardego tyłka i umiejętności planowania przychodów na trzy miesiące w przód. Bo wypłata nie przychodzi dziesiątego, i nie zawsze jest taka sama. Ale muszę się do czegoś przyznać. Odkąd poleciałam w ten kosmos, cały wszechświat mi sprzyja. Kiedy zamykają się drzwi, otwiera się przede mną okno. Szczęście? Być może. Ja nazywam to inaczej. Po prostu jestem w miejscu, w którym powinnam być, dlatego się układa. Robię to, do czego zostałam stworzona i chociaż pracuję jako freelancer ponad trzy lata, nadal nie potrafiłabym napisać poradnika dla osób, którym marzy się właśnie takie wolne strzelectwo.

Przede wszystkim to ja jednak żyję

Nie udzielę Wam więc gotowych rad. Nie powiem, jak to zrobić, żeby gdzieś pomiędzy rozwieszeniem prania a odebraniem dziecka z przedszkola ogarnąć siebie i zlecenia. Każda z nas musi wypracować sobie własny system pracy. Ile osób, tyle rad. Moja koleżanka pisze, kiedy wszyscy jeszcze śpią, bladym świtem. Inna pracuje do nocy. Ja od dziesiątej do szesnastej. Oddaję teksty trzy miesiące przed deadlinem, znajoma zawsze wyrabia się dzień przed terminem.

Nie sposób określić, który wariant jest najlepszy. I wcale nie zamierzam tego robić. Chcę Wam tylko powiedzieć, że work-life balance jest wtedy, kiedy robimy to, co kochamy. Wtedy to życie samo się balansuje, a wszystko się dzieje „samo”. No, prawie… Bo przecież ktoś to pranie musi rozwiesić i ktoś tę książkę musi skończyć! Ale to w tak zwanym międzyczasie. Bo przede wszystkim to ja jednak żyję.

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Magdalena Majcher
Pisarka, freelancerka, mama. Robi w życiu to, co kocha, czyli pisze. Aby spełniać swoje marzenia, zrezygnowała z pracy na etacie. Dziś jest autorką poczytnych i lubianych przez czytelniczki powieści, m.in. "Cudu grudniowej nocy", "W cieniu tamtych dni", "Matki mojej córki", "Stanu nie!błogosławionego", "Jeszcze jednego uśmiechu” oraz bestsellerowej sagi "Wszystkie pory uczuć". Niedługo ukaże się kolejna seria autorki.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail