Czego szukasz

Jak rozpocząć karierę po urlopie macierzyńskim?

Mamy oczekują od pracodawców przede wszystkim zrozumienia. To naprawdę niewiele, ale jak się okazuje, nie każda praca może dopasować się do rytmu i potrzeb rodziny. Przykład Joanny Bawoli z Contact Center PZU pokazuje, że całkowicie elastyczna praca i w takim wymiarze godzin, jaki chcesz jest możliwa. A początek kariery w Contact Center i zrozumienie pracodawcy mogą przynieść zupełnie nieoczekiwane efekty. Przekonaj się sama. Weź udział w Dniach Otwartych (16 kwietnia br.) lub od razu wyślij aplikację >

  • Redakcja portalu Mamo Pracuj - 16/03/2016
Joanna Bawoli przy pracy

Asiu, rozmawiamy sobie o tym jak to jest być pracującą mamą… Sama  jesteś mamą Natalki i Kacperka (czteroletnich bliźniaków), żoną, przyjaciółką, córką i pracujesz zawodowo i jak Ci z tym? Szczęśliwa?

Niezmiernie. Czuje się spełniona zarówno prywatnie jak i zawodowo. A to, że jestem szczęśliwa, pozytywnie przekłada się również na moich najbliższych.

Swoją przygodę z łączeniem macierzyństwa z pracą zawodową zaczęłaś kiedy dzieci miały prawie trzy latka. Pamiętasz ten moment? Co sprawiło, że zerknęłaś na ogłoszenie i wysłałaś CV?

Robiąc zakupy przez Internet (jak pewnie większość mam), wpadłam na stronę z ogłoszeniami o pracę i tak przeglądając je natrafiłam na: PZU Obsługa Klienta – praca w Call Center – stanowisko konsultant.

W ogłoszeniu najistotniejszymi dla mnie informacjami była możliwość elastycznego czasu pracy: wybór nie tylko dni tygodnia ale również godzin pracy a także to, że siedziba firmy znajduje się blisko mojego miejsca zamieszkania (śmiech). Skusiła mnie również informacja o szkoleniach, dzięki którym mogłam wzbogacić swoją wiedzę o ubezpieczeniach (zaznaczę, że nie miałam z nimi wcześniej nic wspólnego, nawet ubezpieczenie samochodu czy domu zawsze załatwiał mój mąż (śmiech).

To był impuls, ciekawość, chęć zmiany…

I co było potem?

Zanim wysłałam CV przeprowadziłam rozmowę z mężem oraz moim tatą, który od narodzin dzieci bardzo mi pomagał. Poprosiłam ich o wsparcie i pełne zaangażowanie w związku z pomysłem. Podjęliśmy też decyzję, że dzieci mogą już pójść do przedszkola.

Niewątpliwie myślałam, że to szaleństwo (śmiech) i zastanawiałam się czy dam radę… dwoje dzieci, praca, zakupy, sprzątanie, gotowanie… z drugiej strony, jak nie teraz, to kiedy… pewnie zawsze towarzyszyłyby mi takie wątpliwości.  Widząc jak rozwijają się moje dzieci, jak każdego dnia stają się bardziej samodzielne postanowiłam, że chcę wrócić do pracy. Miałam pełne wsparcie rodziny. Wysłałam więc aplikację, a po kliku dniach otrzymałam odpowiedź z działu rekrutacji z zaproszeniem na rozmowę … i tak moja rodzina i ja zaczęliśmy nowy etap życia.

A czy Twoje wyobrażenia o pracy w Contact Center PZU, czyli na tzw. infolinii spełniły się?  Na czym polega praca na stanowisku konsultanta?

Hmmm… mówi się, że kobiety mają naturalne predyspozycje do prowadzenia rozmów telefonicznych (oczywiście żartuję sobie). Ale ja bardzo lubię kontakt z ludźmi, a ta praca mi to właśnie zapewniała.

Prawda jest taka, że praca konsultanta, bez względu na to w jakim dziale pracuje, polega na wsparciu/pomocy naszym klientom. Poprzez rozmowę z klientem przyśpieszamy załatwienie konkretnej sprawy, rozwiązanie czyjegoś problemu np. umówienie wizyty lekarskiej, zgłoszenie szkody majątkowej, umówienie spotkania z agentem etc.

joanna_bawoli_pzu_640_1

Porozmawiajmy o tej elastyczności. Jak wygląda w praktyce ustalanie godzin pracy? Ile godzin pracowałaś na początku? Jak to jest z wyjściami awaryjnymi czy chorowaniem dzieci?

Każdy konsultant ma możliwość przygotowania dyspozycyjności na najbliższy miesiąc, którą przekazuje koordynatorowi zespołu i na tej podstawie jest przygotowywany grafik pracy. Ja na początku pracowałam po 7 godzin dziennie wybierając dyspozycyjność od 8:00 do 15:00. To nie kolidowało z moimi rodzicielskimi obowiązkami i mogłam spokojnie odprowadzać i odbierać dzieci z przedszkola.

A wracając do nagłych wyjść; na szczęście nie byłam w takiej sytuacji, ale zapewniam, że nie byłoby z tym żadnego problemu. Natomiast kiedy mój synek trafił do szpitala i oczywiście chciałam być z nim dzień i noc, to wystarczył telefon do przełożonego i wszystko dało się załatwić.

Zawsze chętnie piszemy o pracodawcach, którzy wspierają rodziców. A takie wsparcie może mieć bardzo różne formy, czy PZU okazał się takim właśnie pracodawcą? W czym to czułaś najbardziej?

Myślę, że przede wszystkim w elastyczności co do mojej dyspozycyjności i zarazem w zrozumieniu, że ze względu na obowiązki poza pracą to ja decyduję kiedy mogę pracować.

Istotnym wsparciem i dużą szansą dla pracowników Contact Center PZU jest też dostęp do wewnętrznego systemu rekrutacji, który daje każdemu pracownikowi szanse dalszego rozwoju i awansu w strukturze firmy.

PZU pamięta też o dzieciach swoich pracowników organizując m.in. Dzień Dziecka czy Mikołajki w dość nietypowy sposób (śmiech).

Zapytam przekornie: można coś jeszcze w tym zakresie wymyślić nowego?

Okazuje się, że tak (śmiech). 1 czerwca zeszłego roku to był dość wyjątkowy dzień dla całego Contact Center, gdyż w tym dniu każdy rodzic mógł przyprowadzić swoje dzieci do pracy, pokazać gdzie i jak pracuje. Dzieci miały zapewnioną całodzienną opiekę; były zajęcia kreatywne i zabawy ruchowe, wspólne pieczenie gofrów, pokazy sztuczek Magika. Już sama nie wiem co tam się działo, ale do dzisiaj moje dzieci miło wspominają ten dzień. No i przede wszystkim teraz wiedzą co i gdzie robi ich mama. To było fajne i ważne wydarzenie nie tylko dla dzieci, ale też dla mnie.

Drugą dużą i dość ambitną inicjatywą była organizacja Przeglądu Teatralnego dla dzieci w siedzibie PZU. I nie był to jakiś zaproszony teatr, ale to my sami wszystko zorganizowaliśmy od początku do końca (scenariusze, stroje, dekoracje etc.). Było to bardzo trudne wyzwanie, ale sprawiło wielką radość i dzieciom i nam rodzicom, że mogliśmy zorganizować im taka niespodziankę (śmiech).

Bardzo ambitne podejście! A wracając do pracy na infolinii. Mówi się, że to trudna praca, że bywa niewdzięczna. Jak Ty się odnalazłaś? Pewnie wiele zależy od tego jaka to infolinia…

W PZU jest dużo różnych zespołów m.in. infolinia produktowa, opieka medyczna, pomoc assistance, likwidacja szkód, windykacja. Ja zaczynałam swoją przygodę w PZU właśnie w tej ostatniej.

W dziale windykacji kontakt z klientem odbywa się na dwa sposoby: rozmowy wychodzące i przychodzące. Kontaktowałam się z klientami, którzy nie zapłacili składki za polisę majątkową (np. za ubezpieczenie samochodu, mieszkania), przekazywałam informacje na jakiej polisie występuje zadłużenie/ z czego ono wynika, pomagałam klientowi wytłumaczyć niejasności oraz zapisywałam deklaracje klienta co do terminu zapłaty. W związku ze specyfiką mojego zespołu miałam kontakt z różnymi klientami, ale najważniejsze dla mnie było to, żeby nie przejmować emocji klienta (wiadomo jak to jest, kiedy się otrzymuje wezwanie do zapłaty) i jak najbardziej spokojnie i profesjonalnie tłumaczyłam klientowi z jakiego powodu powstało to zobowiązanie.

joanna_bawoli_pzu_640_2

Pewnie przydały się tutaj Twoje umiejętności rozwiązywania konfliktów między dziećmi (śmiech). A czy otrzymałaś na początku wsparcie merytoryczne, czy w trudnych kwestiach mogłaś liczyć na pomoc?

Jak najbardziej. Szczególnie wszyscy nowi pracownicy są objęci wsparciem merytorycznym lidera zespołu, mogą także liczyć na pomoc we wszelkich kwestiach organizacyjnych i szkoleniowych. Praktycznie w każdym zespole jest też dodatkowe wsparcie tzw. merytoryczne – tą funkcję pełnią najlepsi konsultanci, którzy też czuwają nad nowymi pracownikami i wspierają ich kiedy potrzeba.

PZU obecnie szuka pracowników wśród Mam (właśnie na mamopracuj.pl), ze względu na to, że może zaoferować elastyczne godziny pracy, na którym nam mamom tak bardzo zależy. Jakie cechy trzeba mieć aby w tej pracy się odnaleźć?

PZU jest bardzo przychylnie nastawione na pozyskanie mam na swoich pracowników, sama wiem to najlepiej. A mamom nie pozostaje nic innego jak pozytywne nastawienie do wprowadzenia zmian w swoim dotychczasowym życiu 😉

Drogie Mamy, serdecznie zapraszamy, przekonacie się same – mówię to z całą odpowiedzialnością, ponieważ niedawno sama przechodziłam przez taki etap swojego życia.

Asiu, mówiłaś już, że pracując już dla PZU otrzymujesz dostęp do bazy ogłoszeń wewnętrznych i kiedy już poznasz firmę, możesz aplikować na inne stanowiska. Ty z tego skorzystałaś, prawda?

Tak dokładnie. Jak już wcześniej wspomniałam praca w Contact Center PZU daje możliwość uczestnictwa w wewnętrznych rekrutacjach, które dają każdemu pracownikowi szanse dalszego rozwoju. Pamiętam, że kiedy podjęłam decyzję o powrocie do pracy, to myślałam że dokonała się największa rewolucja w moim życiu. Jakże byłam w błędzie (śmiech), to był dopiero początek.

Pracowałam już kilka miesięcy na stanowisku konsultantki w Contact Center, kiedy postanowiłam wziąć udział w rekrutacji wewnętrznej. Znalazłam ciekawą ofertę, ambitną, ale bardzo mi bliską, aplikowałam, przeszłam do drugiego etapu rekrutacji i udało się. Od marca 2015 r. jestem Liderem Kampanii Wychodzących PZU. Ta już nieco inna praca, choćby dlatego, że wiąże się z wyjazdami służbowymi, ale ja nadal jestem tą samą kochającą – chyba nawet jeszcze bardziej (śmiech) – mamą, żoną i córką, a przede wszystkim szczęśliwą kobietą, która ma możliwość rozwoju zawodowego.

To ważny aspekt, ale chciałam Cię o to zapytać, bo wiem, że na początek praca na stanowisku konsultanta wiąże się z umową zlecenia. Ty nie bałaś się takiej umowy?

Nie, wręcz przeciwnie. Umowa zlecenia dawała mi szansę elastycznego czasu pracy, zarówno co do godzin jak i dni. To było kluczowe dla mnie, i jest pewnie dla każdej mamy, która jak wiadomo, oprócz zadań służbowych ma mnóstwo obowiązków domowych. Taka forma współpracy może być dobrym początkiem na współpracę, daje szansę na poznanie się obu stronom.

Wrócę teraz to pytań bardziej osobistych. Kto Cię wspierał w powrocie do pracy i jak całą zmianę przyjęły dzieci?

W codziennych obowiązkach niezmiennie wspiera mnie mąż i mój tata. Odkąd postanowiłam wrócić do pracy, moje życie nie ograniczało się już do codziennych powtarzalnych czynności domowych, tylko stało się ciekawsze, a co najważniejsze, posłanie szybciej dzieci do przedszkola również okazało się dla nich bardzo fajną przygodą. Widziałam jak każdego dnia uczą się nowych rzeczy, jak szybko się rozwijają (myślałam, że ja będąc z nimi w domu najlepiej i najszybciej ich wszystkiego nauczę – jednak dużo lepiej rozwijali się wśród rówieśników).

Wielkie gratulacje! Sama wiem, że wsparcie i zrozumienie to jest klucz do tego, aby łączyć pracę z macierzyństwem! Asiu, chciałabyś coś jeszcze dodać?

Chyba tylko tyle, że ja wierzę mocno, że „szczęśliwa mama to szczęśliwe dzieci”!

Dlatego, Drogie Mamy, nie bójcie się stawiać przed sobą nowych wyzwań i spełniać się nie tylko w roli Kochających Mam, ale również rozwijać się zawodowo. To naprawdę jest możliwe do pogodzenia.  Serdecznie zapraszam do pracy w Contact Center PZU, która da Wam takie możliwości. Wszystkiego dobrego … wielu sukcesów zawodowych!

joanna_bawoli_pzu_400_3

Dziękuję za ciekawą rozmowę! I jeszcze raz gratuluję Ci z całego serca! Będziesz obecna na planowanym Dniu Otwartym dla Mam w Contact Center PZU?

Na pewno! I ja także dziękuję!

Chcesz dowiedzieć się więcej o pracy w Contact Center PZU? Zapraszamy już 16 kwietnia na specjalne Dni Otwarte w Contact Center PZU dla Mam. Zapisz sobie w kalendarzu! Zapraszamy z dziećmi, dla nich przygotowaliśmy sporo atrakcji 😉 Szczegóły już wkrótce!

A jeśli chcesz dołączyć do naszego zespołu zapraszamy do aplikowania. Dowiedz się więcej >>>

LogoPZU_300

logo_contact_center_300

Rozmawiała: Agnieszka Czmyr-Kaczanowska

Zdjęcia: własność PZU

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redakcja portalu Mamo Pracuj
Podyskutuj

Szczera do bólu, prawdziwa, piękna i zatroskana – Dagmara Hicks, mama trojaczków, żona i blogerka calareszta.pl

"Chcę dla swoich dzieci fajnego świata" - mówi Dagmara Hicks, mama trojaczków, żona i blogerka. A ja się pod tym podpisuję! Zapraszam Was do rozmowy z niezwykle ciekawą, odważną i mądrą kobietą, która nie boi się marzyć i spełniać swoje marzenia, przyznawać do błędów i słabości, która jest do bólu autentyczna, i można ją albo pokochać albo... Przekonaj się sama!
  • Agnieszka Kaczanowska - 10/04/2019
Dagmara Hicks blogerka całareszta.pl z rodziną

Szczera do bólu, prawdziwa, piękna i zatroskana – Dagmara Hicks, mama trojaczków, żona i blogerka calareszta.pl – kim jest? O czym marzy a czego się boi? I skąd czerpie siłę?

Dagmaro, Ty nie ściemniasz, prawda? Kawę na ławę. Piszesz o trudnych momentach macierzyństwa, czasem o takich emocjach, które wiele z nas ukrywa… Skąd czerpiesz siłę i odwagę?

Boję się bardzo wielu rzeczy, ale niestety na te, których boję się najbardziej, mam niewielki wpływ. Jeśli zaś chodzi o słowo, którym się na co dzień posługuję – wierzę w wolność wypowiedzi. Nie boję się powiedzieć tego, co większość myśli. Czego miałabym się bać? Już dawno przestałam się przejmować jednostkowymi krytycznymi opiniami.

Mam nadzieję, że społeczność, którą zbudowałam, to osoby podobne do mnie – mogę poznać każdy światopogląd, przyjaźnię się z osobami o skrajnie różnych poglądach, innych niż moje własne, potrafię to rozdzielić. Nudno by było, gdybyśmy wszyscy myśleli identycznie. Poznawanie innych opinii czy sądów często skłania do myślenia i mam nadzieję, że tak jest w przypadku mojego bloga, który wychodzi poza ramy parentingu, zahacza o publicystykę, bywa dziennikiem.

Ludzie, którzy czytają mnie regularnie, znają moje poglądy na temat Kościoła, homoseksualizmu, aborcji, małżeństw jednopłciowych, polityki. Wydaje mi się to naturalne, że poruszam takie tematy. Pisanie o kocykach i smoczkach mnie nie interesuje. Wraz z urodzeniem dzieci nie pozbawiłam się umysłu, wręcz odwrotnie – chcę dla swoich dzieci fajnego świata. Te mamy, do których piszę, tworzą ten świat w głowach swoich dzieci, w domu, w swoim środowisku.

Zmiany trzeba zacząć od tych najmniejszych. Jeśli moje słowo skłoni kogoś do przemyśleń – cudownie.

A kim jest Dagmara Hicks? Pytam trochę przewrotnie, bo ja mogę napisać, że mamą trojaczków, żoną i mieszkasz w Australii ale jak sama o sobie napiszesz to będzie bardziej ciekawe! 😉

Jestem kobietą, obywatelką świata, dumną mamą, Polką, biegaczką, miłośniczką kina i jedzenia. Jak to powiedziała Madeleine Albright – jestem optymistką, ale zatroskaną. Noszę w sobie sprzeczności. Potrafię w jednym zdaniu wypowiedzieć dwie wykluczające się tezy i uznać je za słuszne. Bywa to męczące, podobnie jak mój charakter, który każe mi się nie zatrzymywać, przeć do przodu, jak to typowy Strzelec.

Zawsze byłaś taka odważna i bezpośrednia?

Bezpośrednia chyba tak.

Bardzo rzadko zapala mi się czerwona lampka, nie aplikuję filtra, nie bywam dyplomatką, nie znoszę fałszu, udawania, podstępów. Niektórzy to we mnie kochają, inni nienawidzą.

Nie mogę nadal uwierzyć w to, że ludzie w 2019 roku wolą piękne kłamstwo od prawdy.

Sama ponad wszystko cenię sobie szczerość. Wolę konfrontację i oczyszczenie atmosfery niż kiszenie się w żalach i frustracjach. Uwielbiam jasne sytuacje. Wydaje mi się, że gdybyśmy nauczyli się szczerości, świat stałby się dużo prostszy.

Nie uważam się za osobę odważną. Boję się rekinów, pająków, węży. To dlatego mieszkam w Australii. Hahahaha. A tak na serio – nie boję się żyć po swojemu, ale z tego, co widzę, przychodzi to chyba z wiekiem i doświadczeniem, więc pewnie nie jest to nic szczególnie w moim przypadku wyjątkowego.

Ja wiem, że moje dzieci dodały mi odwagi, takiej pewności, waleczności i gotowości do…. wszystkiego. A skąd Australia?

Mój mąż jest Australijczykiem. Mieszkał 10 lat w Polsce, teraz czas na mnie, żeby się tu trochę „pomęczyć”. Chcieliśmy, aby dzieci nauczyły się angielskiego i pomieszkały w swoim drugim domu, w Polsce akurat sytuacja polityczna nieciekawa, w moim ukochanym Krakowie smog, więc mieszkamy chwilowo blisko Oceanu, w kraju wiecznego słońca.

Ja uwielbiam Twojego bloga, i czasem wystarczą mi Twoje leady 😉 aby wiedzieć „kurcze, ale ma rację kobieta!” – gratuluję! Teraz blog to Twoja praca, prawda? Lubisz? Zamieniłabyś na inną?

Bardzo lubię, bo kocham pisać, ale chętnie „wyszłabym z domu” i coraz częściej szukam takiej opcji. A jednocześnie za każdym razem, kiedy o tym myślę, lista plusów, które ma w sobie ten rodzaj pracy jest oszałamiająca i ciężko z tego zrezygnować. Niemniej jednak chciałabym czasami wyjść z domu, do biura, do znajomych z pracy.

Niestety aktualnie wymagałoby to ogromnych poświęceń całej naszej rodziny, więc robię to, co lubię i co nam pasuje najbardziej. Nie mogę myśleć już tylko o sobie. Gdybym wróciła na etat, pisanie musiałabym odłożyć, a mam wrażenie, że nie postawiłam jeszcze ostatniej kropki.

A jak to jest z hejtem, dostajesz czasem? Jak sobie z nim radzisz?

Bardzo rzadko, właściwie wcale. Kasuję komentarz (często całego nawet nie czytam), blokuję użytkownika i tyle się tym przejmuję. Osoby, które uprawiają hejt, marzą o słownej potyczce, nie daję im tej satysfakcji. Zablokowałam też osoby, które szukały dziury w całym, ciągle się czepiały, ironizowały na granicy bezczelności.

Szkoda mi na takich ludzi czasu i energii. Niech sobie idą gdzie indziej psuć klimat. Hejt mnie nie dotyka, bo do absolutnie wszystkiego można się przyczepić. Trzeba być twardym i wiedzieć swoje, a nie przejmować się innymi. Przecież nawet w rodzinie musimy wykazać się asertywnością.

Pracowałaś w korporacji, prawda? Przed erą dzieci, czy po? No i opowiedz proszę jaka była Twoja droga do bloga – ale rym… o matko! Kiedy z bloga dla siebie stworzyłaś swoje miejsce pracy? Po jakim czasie? A może od razu plan był – bloguję bo chcę mieć z tego swoje pieniądze?

Pracowałam w korpo i przed i po dzieciach. Na dłuższą metę nie dałam rady pogodzić pracy na pełny etat z byciem mamą. Oboje z mężem byliśmy na kierowniczych stanowiskach w wielkich firmach, które wymagają od pracownika elastyczności, czytaj: ciągłych nadgodzin i dyspozycyjności 24/7. Byłam jedyną osobą na 100 osób w naszym biurze, która miała dzieci, mimo najszczerszych chęci, nikt nie rozumiał moich problemów.

Niektórzy ludzie są pracoholikami i nie wiedzą co to równowaga pomiędzy pracą a życiem. Ja wiem. Niestety uważam, że to prawda, że od kobiet oczekuje się, aby pracowały tak, jakby nie miały dzieci, a wychowywały dzieci tak, jakby nie pracowały. Kobiety nadal są dyskryminowane.

W przedszkolu oczekuje się, że mama będzie siedziała w pierwszym rzędzie na przedstawieniu, które organizuje się o godzinie 13 we wtorek. Jednocześnie w tym samym czasie ma w pracy prowadzić konferencję z pracownikami w 4 różnych krajach. To były moje realia.

Nawalałam na obu frontach, a z mężem mijałam się w drzwiach. Poza tym dzieci mi chorowały, nie mogliśmy znaleźć niani dla trojaczków w podkrakowskiej wsi z kiepskim dostępem do publicznego transportu, czułam się zmęczona wiecznym rozkrokiem – nigdzie nie byłam na 100%.

Bloga pisałam już wcześniej, bardziej jako pamiętnik, na pamiątkę i dla znajomych, żeby wiedzieli, co u nas słychać, ale jak zaczęłam myśleć o rezygnacji z pracy, rozwinęłam go. Właściwie nie miałam wtedy pojęcia co z tego wyjdzie, nie miałam planów na uczynienie go pracą. Stało się to jakby samo z siebie, naturalnie i w miarę szybko. Nadal nie mam biznes planu, bo ten blog to dla mnie wielka, życiowa pasja, nie maszynka do robienia pieniędzy.

Nie brakuje Ci czasem zespołu, osób „z pracy”? A może masz kogoś z kima stale współpracujesz?

Bardzo mi tego brakuje! Szczególnie od czasu, kiedy przeprowadziłam się na drugi koniec świata i nie bywam na spotkaniach z fanami, konferencjach, branżowych eventach itp. No ale przecież nie można mieć wszystkiego. Nie mam na przykład głupiego szefa, czy to nie plus? 😊

No ba! I To jaki! 😉 Zawsze chciałam o to zapytać: jak wygląda dzień znanej blogerki? 😉 Ile czasu zajmuje Ci praca nad blogiem? Masz jakieś „złote rady” dla innych mam, początkujących blogerek?

Praca nad blogiem nigdy się nie kończy. Zawsze szukam pomysłów, zapisuję różne inspiracje. Bywa, że pracuję 10h dziennie kilka dni pod rząd, bywa, że nie pracuję w ogóle przez 3 dni, choć takiego czasu już nie pamiętam. Blog nigdy nie śpi, nie robię sobie urlopów, bo to właśnie na wakacjach materiał jakby sam się robi, bez wysiłku.

Konkurencja jest ogromna, a fani chimeryczni. Trzeba publikować, pisać, codziennie o sobie przypominać i co krok szukać sposobów na przybicie się w masie blogów. Blog to codzienna praca, a jego powodzenie uzależnione od tylu czynników, że to temat na odrębną rozmowę. Wiele osób sądzi, że tu się komuś coś udaje, ma szczęście, farta, czy zna odpowiednie osoby. No nie.

To praca, czasami żmudna i niewdzięczna, piszesz tekst kilka dni, a on potem nikomu się nie podoba. Zamiast się obrażać, trzeba na następny dzień znowu pisać, może inaczej, może na inny temat?

Kiedy nie jesteś z dziećmi, nie pracujesz nad blogiem, to co robisz? Jak się relaksujesz?

Ćwiczę. Uwielbiam sport, dużo biegam, chodzę codziennie na siłownię. Moją miłością jest kino. Lubię też gotować, choć ostatnio trochę zaniedbałam tą pasję, co zauważyli nawet czytelnicy – upominają się o przepisy. Tęsknię za górami, ale tutaj niestety nie mam tej przyjemności.

Myślisz, że mamy a Australii są bardziej wyluzowane niż w Polsce?

Myślę, że na pewno dorosły już do zawieszenia broni i raczej się wspierają, zamiast oceniać i wszystkim ciągle udowadniać, że w macierzyństwo na pewno umieją lepiej. To jest głęboko zakorzenione tutaj w osobowości, wypijane z mlekiem matki – Australijczycy są po prostu pewni siebie, znają swoją wartość, nie muszą jej więc zdobywać dokopując innym. Matki mają jednak i tutaj swoje bolączki. Macierzyństwo, według mnie, stawia przed kobietami na całym świecie bardzo podobne dylematy.

A jakie masz plany? O czym marzysz?

Chciałabym wejść na Mont Blanc, napisać książkę, przebiec maraton w Nowym Jorku, wybudować dom, kupić psa, zrobić sobie kolejny tatuaż, pojechać na narty do Francji, mieć dom w górach, posłuchać Dawida Podsiadło na żywo, zobaczyć kwitnąca wiśnię i Japonię śladami Murakamiego.

Marzę o tym, aby mój blog niósł nadzieję i głębsze przesłanie. Nie jesteśmy w tym same. Jest nas więcej, wszystkie mamy tak samo, możemy, mimo trudności, żyć tak, jak nam pasuje, nawet wtedy, jeśli wybieramy życie dla innych trudne do zaakceptowania, jest nasze, jedyne, najlepsze jakie będziemy miały. Chcę, żeby moje dzieci były ze mnie dumne, a mąż kochał do końca. Marzę o tym, aby mieć już taką pewność, o którą wszystkim nam chodzi…

Dziękuję za rozmowę! No i spełnienia marzeń!

Zdjęcia: wszystkie zdjęcia własność Dagmary Hicks, autorki bloga calareszta.pl, niektóre pochodzą z Facebook’a, inne z Instagrama.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów.  

10 mitów pracy z domu, z którymi się zmierzysz

Na temat pracy w domu istnieje mnóstwo wyobrażeń, dla wielu ludzi to tylko dodatkowe zajęcie. Jeśli przedstawi się im, że to główne źródło dochodu, to zakładają swoje dziwne i błędne teorie na ten temat. Choć zapewne każdy, kto rozpoczynał pracę zdalną sam miał wyobrażenia zupełnie odbiegające od rzeczywistości.
  • Agnieszka Wadecka - 10/04/2019
młoda kobieta siedzi pracuje na laptopie w swojej kuchni

10 mitów na temat pracy w domu

1. Praca w domu jest łatwa

Wszystkim się wydaje, że praca w domu to taka prosta, niewymagająca zaangażowania sprawa. Jasne, wszystko zależy od wykonywanego zajęcia, jeśli jest to coś, co lubimy, to jest lżej, ale mimo wszystko, to nadal praca i nie ma większego znaczenia czy wykonujemy ją w biurze czy w domu. Praca w domu wymaga ogromnej samodyscypliny i świetnej organizacji oraz odporności na różne pokusy typu: a tylko wstawię pranie, zajmie mi to sekundę, albo wstawię tę zupę przecież ona sama się będzie gotować. Nie da się tak pracować. To wszystko odciąga nas od naszych zadań i wybija z rytmu, do którego często trudno jest wrócić.

2. Masz mnóstwo czasu na wszystko

Masz czas na sprzątanie, gotowanie, zakupy, no na wszystko, bo przecież… pracujesz w domu. Takich pokus może być wiele, ale pracując w domu należy sobie wyznaczyć czas, w którym tylko pracujemy i mocno się tego trzymać inaczej nie zrobisz nic i będzie nadrabiać po nocach.

3. To takie wspaniałe, że nie masz nad sobą szefa

Cisza, spokój i brak konieczności wyjścia poza próg mieszkania są pewnym luksusem, którego doświadczamy pracując z domu, ale uwierzcie, są minusy. Czasem musimy zapytać przełożonego, jak wykonać konkretne zadanie, a internet nie pozawala na idealną komunikację. Są też takie dni, że zwyczajnie potrzebujemy towarzystwa i oddałybyśmy wiele za dzień w biurze.

4. Nie masz problemu, gdy zachoruje Ci dziecko

Nie musisz brać zwolnienia, bo przecież pracujesz w domu, a i do lekarza możesz iść w każdej chwili, bo nie musisz siedzieć w pracy – powiedział człowiek, który nigdy nie pracował przy chorym maluchu. To wcale nie jest tak, że idziemy do lekarza kiedy chcemy. Jeśli wyjdziemy w czasie, przeznaczonym na pracę, to później to odrabiamy, często późnym wieczorem, albo nocą i często kosztem zadań domowych.

5. Masz lepiej, niż ludzie, którzy muszą dojeżdżać do pracy

Fakt, nie musimy stać w korkach, zbierać się rano w popłochu i w zasadzie nawet nie musimy robić makijażu i wyskakiwać z dresu, co niewątpliwie jest ogromną zaletą. Jednak łączy się to z tym, że tak naprawdę w miejscu pracy jesteśmy całą dobę. Po dniu pracy nie zamykamy drzwi biura, nie wychodzimy do normalnego świata, a przez skype’a czy maila jesteśmy dostępne tak długo, jak długo mamy włączony laptop czy internet w telefonie.

6. Możesz się legalnie obijać

Możesz iść na zakupy, do kosmetyczki, albo spotkać się z koleżanką na kawę, przecież pracujesz w domu, czyli zapewne nie masz określonych godzin pracy. Jasne… My odpoczywamy, a praca sama się zrobi.

7. Masz wygodę, bo możesz pracować przy małym dziecku

Wyobraź sobie, że siedzisz nad ważnym projektem, albo właśnie masz wenę do napisania artykułu, gdy nagle z twórczego zamyślenia wyrywa Cię płacz dziecka. Mały, słodki szkrab, który właśnie potrzebuje jeść, pić albo trzeba mu zmienić pieluchę. Niby jest super, bo pracujesz, masz dziecko przy sobie, nie płacisz za żłobek, ale jest mnóstwo rzeczy, które Cię rozpraszają i odrywają od pracy nieraz w najważniejszym momencie.

8. Nie da się pracować z dzieckiem w domu

Sama wpadłam w pułapkę tego mitu. Wydawało mi się, że nie będę w stanie pracować w domu z dzieckiem. Co więcej, byłam pewna, że nikt nie zatrudnia takich mam. Na szczęście okazało się, że jest zupełnie inaczej. Pomimo, że praca przy dziecku, a zwłaszcza przy chorym dziecku jest trudna i wymaga bardzo dobrej organizacji i samodyscypliny, to jest możliwa. Do tego daje ogromną satysfakcję.

9. Praca w domu trwa krótko

Wszystkim się wydaje, że praca w domu nie trwa długo, kilka godzin, odbębnienie obowiązków na szybko i po wszystkim. Praca lżejsza od snu, można powiedzieć. Sprawy mają się zupełnie inaczej. Jest określony czas na wykonanie zadań, średnio 6-8 godzin dziennie, ale często zaangażowanie w różne projekty czy Webinary wymaga pracy po godzinach albo nawet na urlopie.

10. Praca zdalna nie może być odpowiedzialna i wysoko zarobkowa

Jeszcze można spotkać się ze stereotypem, że praca w domu polega na skręcaniu długopisów, a praca przez internet to tylko wypełnianie ankiet i klikanie w reklamy. Do tego nie da się na tym nic zarobić. To błędne myślenie. Praca zdalna staje się coraz bardziej popularna i obejmuje wiele dziedzin, również tych bardzo poważnych, odpowiedzialnych i wysoko zarobkowych.

Jak widać praca z domu, to praca wykonywana na takich samych zasadach co praca w biurze, z tą tylko różnicą, że nie trzeba wychodzić z mieszkania. Tu również masz deadliny i zadania do wykonania, z których musisz się rozliczyć, o które ktoś się kiedyś upomni. Jeśli to nie szef, który jest nad Tobą, to bank, w którym spłacasz kredyt, bo nawet jeśli jesteś freelancerem, czy blogerką to rachunki musisz płacić, a na to trzeba zarobić pieniądze. Warto obalać mity, które jej dotyczą i pokazywać ludziom, że tak da się zarabiać.

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Wadecka
Szczęśliwa żona i mama trójki dzieci. Macierzyństwo to jej największa pasja, motywująca do rozwoju i działania. Z przyjemnością oddaje się pisaniu. Kocha muzykę, kino i dobre jedzenie. Lubi śledzić trendy i wprowadzać je w życie. Zawodowo początkująca, ale z apetytem na sukces.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Może Cię zainteresować także:
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail