Logo Mamo Pracuj
Open menu
Pracuj

Znajdź wymarzoną pracę i pracodawcę.

Rozwijaj się

Pozwól się wesprzeć w rozwoju.

Inspiruj się

Sprawdź nasze propozycje dla Ciebie.

ZAINSPIRUJ SIĘ

Jak powiedzieć dzieciom, że tata nie żyje?

  • Anna Łabno-Kucharska
  • 15 grudnia 2025
  • 17 MIN. CZYTANIA
Strata męża
W głowie jeszcze wspomnienia z wakacji, tu i teraz śmierć męża. Asia zostaje sama z czwórką dzieci, domem, formalnościami. A za chwilę z koniecznością powrotu do pracy. W szczerej rozmowie opowiada, co naprawdę pomogło jej w pierwszych tygodniach żałoby, jak powiedziała dzieciom, że tata nie żyje, jak poradziła sobie z urzędami i bankami oraz jakiego wsparcia doświadczyła od pracodawcy. To historia o sile, która nie wygląda jak „dzielność z obrazka”, tylko jak codzienne, małe kroki do przodu.

O żałobie, pracy i codzienności po stracie męża. Rozmowa z Joanną Kocot.

Śmierć bliskiej osoby zawsze przychodzi za wcześnie. Czasem uderza w sam środek zwyczajnego życia,  tuż po wspólnych wakacjach, po planach na kolejny rok szkolny, między pakowaniem plecaków a posiłkiem. 

Tak było u Joanny Kocot. Jak sama mówi w jednej chwili świat „my” zamienił się w „ja i czwórka dzieci”. W tym wywiadzie opowiada, jak przetrwała pierwsze dni po stracie męża, dlaczego nie chciała już słyszeć, że jest „dzielna”, jak krok po kroku ogarniała formalności, dom i pracę będąc też pracowniczką i mamą w żałobie. Podzieliła się również tym, czego najbardziej potrzebowała od swojego otoczenia i pracodawcy.

Asiu, dziękuję Ci za to, że zgodziłaś się opowiedzieć o trudnym doświadczeniu. Śmierć Twojego męża była nagła. Powiedz proszę, jak wyglądały te pierwsze dni i tygodnie po stracie? Co pomogło Ci wtedy najbardziej?

W pierwszych tygodniach pomagała mi świadomość, że są osoby gotowe do pomocy doraźnej, zdalnej, a także nazwijmy to „systemowej”. Przed pogrzebem ogromnym wsparciem byli przyjaciele, którzy znali nie tylko mnie i moją rodzinę, ale także okolicę i lokalny rynek. Rodzina mieszka w innych częściach kraju, część za granicą, więc rzeczywistość Mazowsza była im nieznana.

Po pogrzebie miałaś sporo rzeczy do poukładania na nowo.

Po pogrzebie męża najbardziej pomogła mi obecność teściowej, która zadbała o dom i dzieci. To pozwoliło mi właściwie od razu podjąć działania związane ze sprawami, którymi zajmował się mąż, a które nagle spadły na mnie. Dyspozycyjna część rodziny zadeklarowała dyżury pobytowe po wyjeździe teściowej. Szwagier i męska część przyjaciół zadbali o techniczne zabezpieczenie domu, czyli drobne naprawy przed nadchodzącą zimą.

Przyjaciele męża prowadzili mnie „za rękę” w obszarach, które były im zawodowo bliższe: ZUS, US, prawo spadkowe, ubezpieczenia domu, dzieci, majątku, samochodu. Mąż zajmował się bieżącymi opłatami za gaz, prąd, wodę, media, więc oprócz przepisania wszystkich umów, sąsiedzi uczyli i pokazywali, jak spisywać liczniki, jak nalewać płyn do spryskiwaczy, jak otwierać maskę samochodu.

Miałaś sporo osób, które otoczyły Cię opieką.

Tak, to prawda. Dodatkowo przyjaciółka przygotowała dla mnie tabelę spraw do załatwienia z podziałem na pilne i na te, które mogą poczekać, ale o których nie mogę zapomnieć. 

Przez pierwsze trzy miesiące było to dla mnie ogromnym ułatwieniem, ponieważ zorientowanie się we wszystkich obszarach, które przejmowałam, powodowało ataki paniki i strachu, że coś mi umknie, a to będzie wiązało się z konsekwencjami, np. finansowymi.

Podsumowując, pomogło mi wsparcie w domu: opieka nad dziećmi, gotowe posiłki, za które odpowiedzialni byli dyżurujący członkowie rodziny oraz pomoc w działaniu krok po kroku. Proste komunikaty, co i gdzie załatwić. Czytanie poradników „jak załatwić sprawę” było wtedy ponad moje możliwości.

Co było najbardziej trudne?

Na tamten moment trudne było dla mnie: bycie dzielną. Nie cierpiałam tego określenia. Ta dzielność była wymuszona i równoznaczna ze stratą męża. Miałam też poczucie, że w społeczeństwie funkcjonuje niepisana formuła bycia w żałobie, jakieś ramy, do których należałoby się „wpasować”. Wszystko po to, żeby wpisać się w  wizerunek wdowy. 

Dzięki rozmowom z psycholog zrozumiałam, że każda żałoba jest inna, indywidualna i niekoniecznie musi się wiązać z wizerunkiem zapłakanej, nieskończenie smutnej osoby w depresji, szczególnie gdy wchodzą w grę dzieci i ich emocje.

Jak rozmawiałaś z dziećmi o śmierci taty? Co było dla nich i dla Ciebie najtrudniejsze?

Śmierć męża była dla nas zaskoczeniem. Wróciliśmy z pięknych, rodzinnych wakacji, podczas których przejechaliśmy rowerami trasę od Piasków (granica z obwodem kaliningradzkim) do Gdyni. Łącznie ponad 150 km. Krótko mówiąc to były wakacje życia. Cała nasza czwórka dzieci, wtedy w wieku 4, 7, 10 i 12 lat, samodzielnie pokonała tę trasę. Jako rodzice byliśmy z nich niesamowicie dumni.

Oboje wiedzieliśmy, że wraz z początkiem roku szkolnego Męża czeka kolejna chemioterapia. Wspólnie zdecydowaliśmy, że wakacje poświęcamy na budowanie rodzinnych wspomnień i aktywny odpoczynek. Wróciliśmy zmęczeni, ale pełni radości, satysfakcji, dumy i nadziei, że wrzesień oraz wyzwania, jakie niesie, będzie dla nas łaskawy.

Nic nie zapowiadało, że śmierć przyjdzie tak szybko.

Tak. Mąż zmarł w domu. Była piękna, słoneczna niedziela. Wróciłam z dziećmi z popołudniowego spaceru. Było zwyczajnie: wspólna kolacja, przygotowania do kolejnego dnia szkoły, przedszkola. I nagle wszystko runęło.

W pierwszej chwili z pomocą przybiegli sąsiedzi, zaopiekowali się dziećmi. W międzyczasie zadzwoniłam do przyjaciół, relacjonując działania ratowników medycznych. Zjawili się w ciągu 15 minut. Mąż przyjaciółki umawiał przyjazd pracowników domu pogrzebowego, a potem zabrał dzieci na noc do ich domu. My z przyjaciółką czekałyśmy na przyjazd pracowników, próbując zrozumieć wydarzenia ostatnich chwil.

Dzieci z nocowanki pojechały prosto do szkoły i przedszkola. Potrzebowałam tych kilku godzin, by z samego rana udać się do Urzędu Miasta po akt zgonu, czyli  „przepustkę” do wszelkich kolejnych działań i przygotować się na rozmowę z dziećmi.

W tym przypadku też mogłaś liczyć na pomoc.

Nieocenioną radą posłużyła mi psycholog z Instytutu Onkologii w Gliwicach. Powiedziała, że informację należy przekazać dzieciom osobiście, jak najszybciej, w przyjaznej i bezpiecznej dla nich przestrzeni.

Zasugerowała też, by zadbać o obecność drugiego dorosłego, zaufanego i stabilnego emocjonalnie. Reakcje dzieci mogą być nieprzewidziane i zarówno one, jak i ja możemy potrzebować wsparcia. Ważne, żeby nie być samemu w tym trudnym momencie.

Tego dnia zabrałam dzieci ze szkoły i przedszkola w samo południe, pojechaliśmy do domu, był z nami przyjaciel. Powiedziałam im otwarcie, że tata zmarł.

Zdaję sobie sprawę, że to było jedno z najtrudniejszych doświadczeń dla Ciebie. Mówiłaś wcześniej o różnych formalnościach, które musiałaś załatwić w związku z pogrzebem. Na co warto zwrócić uwagę, żeby niczego nie przeoczyć?

Stanęłam przed wieloma pytaniami, o których istnieniu nie zdawałam sobie sprawy: kremacja czy pochówek tradycyjny, urna czy trumna, ostatnie pożegnanie w kaplicy samodzielnie czy z dziećmi? Nagrobek ze zdjęciem czy bez? Standardowej wielkości czy mniejszy? Każdy pochówek to bardzo indywidualna sprawa. Najważniejsze jest, by podejmować decyzje w zgodzie ze sobą i osobą zmarłą. Starałam się myśleć, co wybrałby mąż, jak on by to widział. Firma pogrzebowa zadbała o wiele szczegółów i przejęła część formalności, np. w sprawie zasiłku pogrzebowego. 

Przy decyzji o wyglądzie nagrobka kierowałam się dobrem dzieci oraz swoim, ponieważ to my regularnie odwiedzamy męża. Zdecydowałam, że nagrobek będzie mały, w jasnym kolorze płyty, ze zdjęciem. Presja na dodanie mądrych słów i cytatów na nagrobku ustąpiła miejsca grafice, która nawiązuje do naszych pięknych, rodzinnych chwil.

Wszystkie decyzje budziły emocje, czasem kontrowersje. Zaakceptowałam to, że nie dogodzę gustom, przekonaniom, wizjom innych. Najważniejsze, by nie stracić z oczu tej najbliższej osoby.

Z jakimi trudnościami organizacyjnymi (bank, spadek, umowy) się zetknęłaś? Czy jest coś na co w szczególności chcesz zwrócić uwagę?

Mąż wyznawał zasadę, że porządek w papierach musi być. Założyłam więc teczkę ze wszystkimi dokumentami: aktem zgonu, poświadczeniem dziedziczenia, kserami dowodów, numerami PESEL, wszystkim, co na bieżąco gromadziłam. Teczkę zabierałam do każdej instytucji.

Prowadziłam zeszyt, w którym zapisywałam zadania, stopień ich realizacji oraz kolejne kroki, które trzeba podjąć, by zbliżyć się do finału. Ustaliłam listę zadań z podziałem na sprawy wymagające osobistego działania i takie, które można oddelegować lub poprosić o pomoc.

Zachowywałaś się zadaniowo.

Dokładnie tak. A dodatkowo optymistycznie założyłam, że uporam się ze wszystkimi sprawami w ciągu miesiąca przed powrotem do pracy. Chciałam odzyskać choć minimalne poczucie kontroli nad rzeczywistością. Szybko zrozumiałam, że to niemożliwe. Sprawy spadkowe wymagają czasu i dużej odporności psychicznej, która w pierwszych miesiącach po stracie bliskiej osoby na pewno nie jest i nie była moją mocną stroną.

Pamiętam dzień, w którym na liście zadań miałam wizyty w czterech placówkach bankowych. Wybrałam centrum handlowe, gdzie były wszystkie interesujące mnie oddziały. Po drugiej wizycie zrozumiałam, że to jest dla mnie psychicznie nie do zniesienia. W każdym miejscu trzeba okazać akt zgonu i opowiedzieć, w jakiej sprawie się przyszło. Każdy formularz wymaga wypełnienia rubryki „stan cywilny”. Konfrontacja ze statusem „wdowa” była dla mnie bardzo trudna.

Zrozumiałam też, że spraw spadkowych nie załatwia się „od ręki”. Każda instytucja weryfikuje dokumenty, podstawy prawne, liczba spadkobierców przekłada się na czas realizacji. Procedury, standardy, formalności nie obejmują empatii i zrozumienia osobistej tragedii.

W jaki sposób sobie z tym poradziłaś?

Po tamtym doświadczeniu zdecydowałam, że będę planować jedno zadanie na jeden dzień oraz że będę przeplatać: raz sprawy trudniejsze, następnie prostsze. To pomogło mi zachować umiarkowany balans i konsekwencję w działaniu. Dzień po dniu, krok po kroku.

Dużym pozytywnym zaskoczeniem była dla mnie życzliwość i pomoc pracowników oddziałów ZUS czy US. Swoją empatią i realną pomocą przy wypełnianiu dokumentów odczarowali widmo „bezdusznych instytucji”.

Wspominałaś też o wsparciu psychoonkolożki. Uważam, że to może być ogromna pomoc – i to nie tylko dlatego, że sama jestem psychoonkolożką. A czy korzystałaś ze wsparcia instytucji, fundacji lub grup wsparcia? Gdzie według Ciebie warto szukać pomocy?

W pierwszych dniach po śmierci męża, koleżanki z Fundacji Bank Mleka Kobiecego, z którymi wcześniej pracowałam, zorganizowały zbiórkę pieniężną. Skala dobroci i zaangażowania wielu osób, a także zebrane środki pozwoliły mi skorzystać z pomocy prawnej oraz doraźnej pomocy psychologicznej dla dzieci. Bezpieczeństwo  finansowe było dla mnie bardzo ważne.

Dotarłam też do poradni psychologicznej dla dzieci, która na tamten moment nie miała miejsc, ale obiecała, że gdy tylko się pojawią poinformuje mnie. I faktycznie, w grudniu ubiegłego roku każde z dzieci skorzystało z nieodpłatnej konsultacji. Starsi zdecydowali, że nie potrzebują kontynuacji, średnia córka kontynuuje spotkania w ramach TUS (Trening umiejętności społecznych).

Gdzie jeszcze według Ciebie warto szukać pomocy?

Tam, gdzie jest najbliżej. Szkoła zaoferowała pomoc pedagogów i wsparcie nauczycieli. Dzieci wróciły do obowiązków szkolnych dość szybko, z własnej woli. Skorzystałam też z jednorazowego zasiłku szkolnego, który przysługuje uczniom w przejściowo trudnej sytuacji z powodu zdarzenia losowego.

W mojej ówczesnej pracy również zorganizowano zbiórkę pieniędzy. Dzięki temu bieżące koszty, m.in. związane z pogrzebem, mogłam regulować bez nadmiernego obciążania budżetu domowego.

W obszarze wsparcia psychologicznego dzieci największym darem okazała się Fundacja Nagle Sami. Spotkania rodzinne, podczas których wybrzmiewają skrywane emocje, myśli, uczucia, a które są monitorowane przez psychologa, były i są dla mnie drogowskazem na kolejne miesiące. 

Lepiej rozumiem dzieci, a one widzą we mnie nie tylko „mamę zarządzającą”, ale też mamę, której bywa smutno, która przeżywa trudności. Na tych spotkaniach możemy w bezpieczny sposób zdjąć maski, które towarzyszą nam na co dzień.

W pierwszych miesiącach korzystałam też ze spotkań rodzinnych oraz indywidualnych online, które dotyczyły dzieci. Obecnie spotykamy się w Fundacji raz na kwartał. Zwykle towarzyszy temu narzekanie dzieci: „A po co?”, „Znowu?”, „Przecież dopiero co byliśmy”. Nie zrażam się tym, bo widzę, jak inna przestrzeń do rozmowy i dedykowany temu czas wpływają na nasze relacje, dają mi wiedzę i narzędzia do radzenia sobie z ich emocjami. Zawsze po spotkaniu idziemy na pizzę. Ten dzień robię sobie i im wolnym od szkoły i pracy.

A Ty? Z czego korzystałaś sama dla siebie?

Ja osobiście byłam pod opieką psychoonkologa w Centrum Psychoonkologii NIO w Warszawie. Byłam pozytywnie zaskoczona, że są obszary, w których NFZ działa sprawnie. Wiedząc, że mąż będzie kontynuował leczenie i mając doświadczenie poprzedniej terapii, czułam, że profesjonalne wsparcie pomoże nam przejść ten czas jak najlepiej.

Jeszcze przed rodzinnymi wakacjami udałam się do lekarza POZ po skierowanie do poradni zdrowia psychicznego. Skontaktowałam się z Centrum Psychoonkologii NIO, zależało mi właśnie na ich opiece, bo pracują zarówno z pacjentami, jak i z rodzinami. Miałam pewność, że psychoonkolog będzie wiedział, jak ja mogę wspierać męża, a jednocześnie zarządzać relacjami w rodzinie, w której trwa proces leczenia.

Jak to wyglądało?

Pierwsza wizyta przypadła już po śmierci męża, więc nasze spotkania miały inny charakter. Sesje trwały od września 2024 do września 2025 roku. Z perspektywy czasu wiem, że były fundamentem odzyskiwania równowagi, budowania pewności siebie, samodzielności i uczenia się siebie na nowo. Pozwalały mi uzewnętrzniać myśli i emocje w bezpiecznym środowisku. Wiedziałam, że żadne słowo nie odwróci się przeciwko mnie. Miałam też przestrzeń i czas, żeby płakać i odłożyć na bok to bycie dzielną.

Cieszę się, że od razu zdecydowałam się na profesjonalną pomoc psychologiczną. Uniknęłam błądzenia i tracenia czasu na sprawdzanie co zadziała. Dostawałam konkretne propozycje i wskazówki dotyczące wsparcia dzieci, które szczególnie w pierwszych miesiącach były dla mnie kluczowe.

Wiem, że stosunkowo szybko wróciłaś do pracy. Czy doświadczyłaś wsparcia ze strony pracodawcy?

Wróciłam do pracy w Ministerstwie Rodziny i Polityki Społecznej półtora miesiąca po śmierci męża. Dyrekcja, kierownik, zespół byli dla mnie ogromnym wsparciem. Dostałam możliwość pracy zdalnej trzy razy w tygodniu, a gdy sprawy prywatne wymagały mojego zaangażowania, wiedziałam, że moja nieobecność spotka się ze zrozumieniem.

Na początku zakres zadań i odpowiedzialność były dopasowane do mojej kondycji i mozliwości. Miałam poczucie, że robię coś pożytecznego, mogłam oderwać się myślami od trudnej rzeczywistości, a jednocześnie nie przytłaczał mnie nadmiar obowiązków. Zrezygnowano dla mnie z delegacji. Było to dla mnie ważne, ponieważ rok temu sama myśl o wyjeździe poza okolice Warszawy mnie przerażała. Bałam się zostawiać dzieci i dom. Otrzymałam od pracodawcy możliwość readaptacji zawodowej we własnym tempie.

Podsumowując, najbardziej pomocne były:

  • wyrozumiałość
  • jasny komunikat, że mogę wrócić, gdy będę gotowa,
  • możliwość pracy zdalnej 3 razy w tygodniu,
  • prostsze zadania na początek,
  • czas na ułożenie na nowo rzeczywistości rodzinnej i zawodowej,
  • jednorazowe wsparcie finansowe z zakładowego funduszu świadczeń socjalnych.

Po śmierci męża cały Twój świat się zmienił. Ten zawodowy też. O tym też warto pamiętać. Jak Twoje doświadczenia wpłynęły na podejście do pracy i kariery zawodowej?

Decydując się na dużą rodzinę, wiedzieliśmy, że praca jest ważna ale rodzina najważniejsza. Strata męża wyraźnie pokazała mi, że moja główna strefa wpływu to dzieci i dom.

Praca jest dla mnie ważna, poszerza horyzonty, kontakty, odkrywa nasz potencjał. Praca daje mi poczucie balansu. Staram się być wystarczająco dobra w domu i w pracy. Trend work‑life balance jest mi bliski.

Na zakończenie rozmowy, proszę powiedz co okazało się dla Ciebie naprawdę ważne. Na co, według Ciebie koniecznie trzeba zwrócić uwagę w przypadku nagłej śmierci bliskiej osoby?

Strata męża spowodowała absolutne zachwianie się świata, który zbudowaliśmy razem. W jednej chwili zostałam „wobec nikogo”.

Mąż wyznawał zasadę „mniej gadać, więcej robić” oraz „po owocach mnie poznacie”. Nie miałam już wpływu na to, co się stało, choć oczywiście towarzyszyły mi myśli: co by było, gdyby…, mogłam inaczej, może trzeba było… itd. Zdecydowałam się więc przejść w tryb zadaniowy. Zadbać o siebie, dzieci, naszą rodzinę. Dokończyć lub kontynuować to, co było dla niego ważne.

Otworzył się absolutnie nowy rozdział, czas transformacji. Bycie wdową, utrata kontekstu „my”, początkowo mnie przerażały. Prócz bliskiej relacji małżeńskiej w codzienności dzieliliśmy się zadaniami, kompetencjami i odpowiedzialnością za rodzinę. Mogliśmy na sobie polegać, wspierać się, dzielić przeżyciami, być we wszystkim razem. Brak tego „my” najbardziej boli.

Przykro mi, że doświadczyłaś takiej straty. Wiem też, że rozmawiam z niesamowicie silną kobietą, która nie bała się i nie boi prosić o pomoc.

Cieszę się, że znajdowałam i – tak jak mówisz – nadal znajduję w sobie siłę, by szukać wsparcia i prosić o nie. Jestem ogromnie wdzięczna mojej psychoonkolog za towarzyszenie mi w tej przemianie, odkrywaniu siebie na nowo i budowaniu nowego kontekstu. Moim zdaniem to praca, którą trzeba wykonać dla siebie i dla bliskich.

Czasem nawet trzeba narzucić sobie rytm działania, mimo że najchętniej siedziałoby się pod kocem i płakało. Przewartościować życie i cieszyć się każdym dniem, zachowując w sercu pamięć o tych, którzy są już z nami inaczej.

Asiu, bardzo dziękuję Ci za rozmowę.


Na koniec – kilka poleceń i rad od Asi:

Pomocne książki dla dzieci:

  • „Co to jest ten rak”
  • „Puste miejsce po zajączku”
  • „Wszędzie i we wszystkim”
  • „Żaba Mała opowieść o żałobie”
  • „Mała książka o śmierci”

Więcej książek wspierających dzieci znajdziesz tutaj.

Pluszak/zabawka: każde z dzieci i ja dostaliśmy od niemieckich przyjaciół “pożeracza smutków” (niem. Sorgenfresser). W pierwszym okresie dzieci pisały liściki ze swoimi smutkami i “oddawały” pluszowym przyjaciołom. było to pomocne.

Rekomendacje Asi dotyczące książek:

  • Marta Nowak-Kulpa: Opowieści z innej bajki czyli niepamiętnik psychoterapeutki
  • Ewa Woydyłło: Żal po stracie
  • Olga Morawska: Góry na opak, czyli rozmowy o czekaniu
  • Bridget Jones: Szalejąc za facetem

Dwie rady z cyklu, co warto zweryfikować:

  • Sprawy finansowe. Jeśli małżonkowie mają oddzielne konta, po śmierci jednego z nich, dostęp do pieniędzy może być bardzo trudny, ponieważ formalnie nie ma się do niego dostępu. Potrzebne są zmiany, które trzeba uzgodnić z bankiem np. dostęp do konta nie tylko dla jego właściciela.
  • Ubezpieczenie grupowe / polisa na życie. Posiadanie takiego zabezpieczenia jest bardzo ważne, tym bardziej, że np. miesięczne składki mogą być niewielkie. W razie sytuacji kryzysowej, takie wsparcie finansowe jest bardzo potrzebne.

Zobacz więcej

+3 tys. mam w newsletterze

© Mamopracuj 2024

Przejdź do treści