Czego szukasz

Jadłosfera – przepis na zdrowy biznes

Pomysł na butik internetowy z lokalną i naturalną żywnością zrodził się z potrzeby i miłości do zdrowego jedzenia. Bo „trzeba jeść dobrze” – tak o swoim pomyśle na biznes mówią Agnieszka Szynal – Majewska i Dorota Szostek – Rustecka, które stworzyły najzdrowszy sklep internetowy – Jadłosfera. Skąd pomysł na biznes i jak dziewczyny poszukują produktów do swojego sklepu opowiadają w wywiadzie dla nas. A czy już wiesz jak zachęcać dzieci do jedzenia zdrowych rzeczy?

  • Ewa Moskalik - Pieper - 26/02/2017

Jadłosfera to sklep internetowy z ekologicznymi, lokalnymi produktami. Czym różni się Wasz sklep od innych oferujących podobne produkty?

Agnieszka: Są dwie rzeczy, które nas wyróżniają. Pierwsza – jesteśmy butikiem. To oznacza, że sprzedajemy tylko starannie wyselekcjonowane produkty od wybranych dostawców. Takie, które przetestowałyśmy na sobie i naszych rodzinach. Druga rzecz, i ta chyba jest najważniejsza, to kwestia, która narodziła się z naszych doświadczeń. Obie interesujemy się zdrowym żywieniem. I choć sporo czytamy na ten temat, dużo rozmawiamy, to zdarza się, że trafiamy na produkty, których w pierwszym momencie nie umiemy wykorzystać. Nasi znajomi często opowiadają nam podobne historie. Wiadomo, że chia jest super, ale co z niej zrobić? Dlatego w Jadłosferze przy każdym produkcie znaleźć można poradę – „jak to ugryźć”. Piszemy jak wykorzystać dany produkt, podajemy nasze sprawdzone przepisy.

Dorota: A nasze przepisy to najczęściej bardzo proste recepty na zdrowie. To porady dla zabieganych ludzi. Nie tych, którzy mają czas, by kupić w sezonie truskawki i przez kilka dni oddawać się radości gotowania powideł, ale raczej dla tych, którzy gdzieś pomiędzy pracą, szkołą, przedszkolem dzieci – dbają o siebie i swoich bliskich. To zwykłe przepisy. Zwykłe, ale zdrowe!

Obecnie pojawia się coraz więcej nowych producentów ekologicznych produktów. W jaki sposób dobieracie wytwórców, których produkty potem oferujecie w swoim butiku? Czym się kierujecie?

Agnieszka: Przede wszystkim testujemy wszystko na sobie. Sprzedajemy rzeczy, które same uznałyśmy za warte wprowadzenia do swojej kuchni. Staramy się też bazować na małych, lokalnych wytwórcach, dla których przygotowywanie jedzenia pozostaje pasją.

Dorota: Uważnie też czytamy etykiety produktów. Na rynku pojawia się coraz więcej eko-produktów, a sam przedrostek “eko” nieco się zdewaluował. W eko sklepach coraz częściej znaleźć można produkty, które choć są np. roślinne albo bezglutenowe to przy okazji naszpikowane też solidnie chemią. Zrobiłyśmy chociażby test jeśli chodzi o mleka roślinne. I okazało się, że w większości dostępnych, wprost roi się od chemicznych dodatków. Długo mogłybyśmy też opowiadać o dżemach czy konfiturach, które wybierałyśmy do Jadłosfery.

Bardzo podoba mi się pomysł w jaki sposób zachęcacie potencjalnego klienta do zakupu produktów z Waszego eko butiku. Nie sięgacie po jakieś utarte hasła reklamowe, tylko na swoim blogu, opisujecie wszystko co przemawia “za” produktem posiłkując się własną wiedzą i doświadczeniem? Skąd czerpiecie tę wiedzę?

Agnieszka: Nie jesteśmy ekspertkami. Jesteśmy zwykłymi, zabieganymi dziewczynami, którym włos się zjeżył na głowie, gdy uświadomiłyśmy sobie, co tak naprawdę przyszło im jeść na co dzień. Od lat dużo czytamy na ten temat. Eksperymentujemy, rozmawiamy z mądrymi ludźmi, wytwórcami. Jesteśmy więc praktykami dobrego jedzenia przy użyciu jak najmniejszego wysiłku☺ I to jest coś, czym chcemy się dzielić.

Świetnym pomysłem jest również podpowiedź w formie przepisu. Jak wykorzystać dany produkt. Z czym połączyć. To bardzo cenne, bo nie zawsze wiadomo co z czym się je. Czy to są zawsze sprawdzone przez Was przepisy?

Agnieszka: Wyłącznie te przepisy, które same przetestowałyśmy. Takie jest nasze założenie. To nie piękne opowieści, ale realne historie kulinarne. Na razie mamy jeszcze sporą bazę swoich pomysłów, ale zaczynamy też rozglądać się wśród znajomych w poszukiwaniu nowych patentów, które mogłybyśmy wypróbować i puścić dalej w świat. Oczywiście jeśli się sprawdzą…

Skąd taka inicjatywa otwarcia butiku ekologicznego? Z jakiej potrzeby zrodził się ten pomysł? Czy początki były trudne?

Agnieszka: Pomysł zrodził się w mojej głowie. Po kilkunastu latach pracy w branży reklamowej zamarzyło mi się coś z zupełnie innej bajki. No i już od dłuższego czasu bardzo chciałam zostać sama sobie sterem, żeglarzem, okrętem, czyli być na swoim. Między innymi dlatego, że daje to elastyczność czasową, która jest potrzebna każdej pracującej mamie.

Pomysł na butik internetowy z lokalną i naturalną żywnością zrodził się z moich zainteresowań. Z jednej strony od kilku lat w mojej działalności zawodowej skupiałam się na branży internetowej. Z drugiej strony ze względu na różne prywatne doświadczenia, coraz mocniej interesowałam się, tym, co jem ja i moja rodzina.

Początki, jak to początki, nie były usłane różami. O ile faza koncepcyjna była czystą przyjemnością, o tyle wdrożenie i realizacja wiązały się ze żmudną, wydającą się nie mieć końca pracą.

Czy macie już swoich stałych klientów? W jaki sposób i w jakim kierunku chcecie rozwijać swoją ofertę?

Agnieszka: Działamy niecałe trzy miesiące, ale mamy już klientów, którzy do nas wielokrotnie wracają. Mamy naprawdę pyszne produkty, na tyle specyficzne, że wiele z nich nie tak łatwo znaleźć gdzie indziej. Jak ktoś je pokocha, wraca po więcej☺

Czytając Wasz blog pozazdrościłam faktu np. jedzenia przez dziecko hummusu. Sama mam problem z nakłonieniem swoich pociech do zjedzenia czegoś co np. zielone i zdrowe. Czy macie jakiś patent na takich ekologicznych niejadków?

Agnieszka: Mój pięciolatek je humus z przyjemnością. Trzylatek nawet spojrzeć na niego nie chce… Generalnie jest oporny wobec nowego, zwłaszcza zdrowego, najchętniej jadłby bułę (białą oczywiście!). To co działa u mnie w tym trudnym przypadku to nie zmuszanie do niczego, ale stawianie na stole dużej ilości zdrowych rzeczy do wyboru. Stale i konsekwentnie. I jedzenie ich przez całą rodzinę. Okazuje się wtedy, że humusu wprawdzie nie tknie, ale wybrał sobie sporo zdrowych rzeczy, które mu smakują.

Dorota: Moim patentem pozostaje miód – to opakowanie dla wielu nowych potraw. Dobry sos pomidorowy – to kolejna rzecz, w której jestem w stanie wiele ukryć… no i prosta zasada – jeśli nie ma niezdrowych rzeczy w szafce, to jemy to co jest:)

Co Was najbardziej cieszy z prowadzenia Jadłosfery i o czym jeszcze marzycie?

Agnieszka: Najbardziej nas cieszy, że możemy kupować wszystkie pyszności, które tak trudno było nam czasem zdobyć u siebie☺ A tak poważniej – nakręcają nas dobre opinie naszych klientów. To daje kopa! Daje paliwo do tego, by potem móc zaskakiwać nowymi pomysłami.

Trzymamy mocno kciuki i zapraszamy do Was na zakupy!

Z Agnieszką Szynal – Majewską i Dorotą Szostek – Rustecką rozmawiała Ewa Moskalik-Pieper, mamopracuj.pl.

Zdjęcia: archiwum własne Agnieszki i Doroty

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Podyskutuj

Kiedy za karierą męża stoi kobieta, czyli o pani Einstein i innych osobistościach

Jest takie powiedzenie, że za każdym mężczyzną, który odniósł sukces, stoi kobieta. Historia i biografie znanych osobistości zdają się to potwierdzać – jak choćby książka „Pani Einstein”. Spójrzmy dzisiaj z bliska na wspaniałych mężczyzn, którzy odnieśli wielkie sukcesy oraz na ich jeszcze wspanialsze, choć niebędące na pierwszym planie, partnerki i żony.
  • Karolina Wojtaś - 13/11/2019
kobieta i mężczyzna razem siedzą na sofie i przeglądają coś na laptopie

Mileva Marić, czyli „pani Einstein”

Postać Alberta Einsteina rozświetla tak wielki blask, że niewiele osób zawraca sobie głowę szukaniem informacji o jego pierwszej żonie, Milevie Maric. Tymczasem, jak podają źródła i jak możemy dowiedzieć się w niezwykłej książce, debiutanckiej powieści Marie Benedict „Pani Einstein”, to właśnie Mileva Marić w dużej mierze stała za sukcesem swojego małżonka. I to do tego stopnia, że do dzisiaj wielu uczonych spiera się nad wkładem „pani Einstein” w szczególną teorię względności.

Mileva Marić urodziła się w ówczesnych Austro-Węgrzech. Jej wyjątkowy umysł objawił się już w gimnazjum, w którym osiągnęła najlepsze z całej klasy wyniki z matematyki i fizyki. Była jedną z pierwszych kobiet, które zaczęły studiować te przedmioty i to właśnie na studiach poznała swojego przyszłego męża. Niestety, nie zdała egzaminów końcowych – wkrótce po oblanej poprawce zaszła w ciążę z najwybitniejszym fizykiem wszechczasów.

Kiedy Albert Einstein otrzymał nagrodę Nobla, nikt już nie myślał o jego byłej żonie. Tymczasem korespondencja między małżonkami wskazuje, że szczególna teoria względności mogła być ich wspólnym dziełem. Dla przykładu, w 1905 roku fizyk pisał do małżonki: „Jakże szczęśliwy i dumny będę, gdy doprowadzimy naszą wspólną pracę nad ruchem względnym do zwycięskiej konkluzji”. Dlaczego więc prace były podpisane tylko jednym nazwiskiem? Według ekspertów wynikało to z obyczajowości – oficjalna współpraca z kobietą miała umniejszać znaczenie i powagę pracy fizyka.

Czy rzeczywiście tak było? Tego nie dowiemy się już nigdy. Wiadomo jednak, że małżonkowie pracowali wspólnie przez 15 lat i oboje byli wybitnymi fizykami.

Nancy Reagan, czyli pani Reagan

Kiedy 6 marca 2016 roku Nancy Reagan zmarła, ówczesny prezydent Barack Obama kazał opuścić flagi do połowy masztu. Żona Ronalda Reagana uznawana była za najbardziej wpływową pierwszą damę w historii Stanów Zjednoczonych. Spekulowano, że miała ogromny wpływ na decyzje polityczne męża, a nawet sugerowano, że to właściwie ona rządzi krajem. Trudno odnieść się do tych informacji, wiadomo natomiast, że Nancy Reagan była kobietą niezwykle silną, pewną siebie i decyzyjną.

Rozpoczęła programy walki z narkomanią i alkoholizmem, zorganizowała konferencję pierwszych dam z różnych krajów, i z całą pewnością miała poważny wpływ na decyzje kadrowe.

Przede wszystkim jednak wiele wskazuje na to, że była ogromną podporą swojego męża i obiektem jego wielkiej miłości. Ronald Reagan przez 40 lat pisał do swojej żony listy – później zostały one opublikowane w jej pamiętnikach pod tytułem: „I Love You, Ronnie”. Kiedy miał 71 lat, pisał do niej:
„Kocham cię to mało, nie jestem w pełni sobą bez ciebie. Jesteś moim życiem. Kiedy cię przy mnie nie ma, czekam na twój powrót, żeby zacząć życie na nowo”, w innym liście z kolei zawarł słowa: „Nie ma słów, którymi mógłbym opisać szczęście, jakie mi dałaś. Nie jest tajemnicą, że byłbym totalnie zagubiony i przygnębiony bez Ciebie”.

Ostatnimi okolicznościami, w których Nancy Reagan pojawiła się publicznie, był pogrzeb jej męża. Wówczas położyła flagę na trumnie męża, rozpłakała i szeptem powiedziała: „I love you”.

Anna, „pani Religa”

W jednym z wywiadów udzielonych jakiś czas po śmierci męża Anna Religa mówi tak:
– Dla mnie było ważne zapewnienie mu maksimum komfortu. Począwszy od czystej koszuli, skończywszy na tym, że jak przyjedzie, to może iść do swojego pokoju i nikt mu nie będzie przeszkadzał. To nie było dlatego, że on był dobrem narodowym – był ważnym dla mnie człowiekiem.

Z kolei w programie telewizyjnym, zapytana o podobieństwo sytuacji z prawdziwego do tych z filmu o życiu Zbigniewa Religi („Bogowie”) odpowiada:
– Wigilię odkładało się na trochę później, jeżeli była szansa, że mąż wróci. Kiedyś zaczęła się po pierwszej w nocy.

Żona najsłynniejszego polskiego kardiochirurga – pierwszego, który przeprowadził operację przeszczepienia serca w Polsce, sama jest lekarzem i pochodzi z „lekarskiej” rodziny. To były zapewne te czynniki, które pozwalały jej wspierać męża w codziennych wyzwaniach i rozwijaniu kariery. Choć, sądząc ze słów rzuconych przez jej syna w jednym z wywiadów („Ojciec był gościem w domu, wychodził rano, wracał wieczorem”) musiało być jej trudno pogodzić własną karierę z wychowaniem dwójki dzieci, z jej ust nigdy nie padło z jej strony słowo narzekania. Para była ze sobą ponad 50 lat, aż do śmierci Zbigniewa Religi.

Melinda, czyli pani „Gates”

Melinda Gates, żona jednego z najbogatszych ludzi na świecie – założyciela Microsoftu, mogłaby właściwie nie robić nic oprócz wrzucania kolejnych zdjęć na Instagram. Tymczasem kobieta ta nie tylko chroni swoje życie prywatne, ale też jest niezwykle aktywna. Mówi się, że to właśnie ona stoi za sukcesem swojego męża, ponieważ otworzyła mu oczy nie tylko na to, co zarobkowe, ale też na to, co najważniejsze.

Niedawno, bo w 2019 roku, wydana została autobiografia żony Billa Gatesa. Kobieta pisze w niej o tym, jak naprawiła atmosferę w firmie męża, tworząc w Microsofcie kobiece sfery. Przytacza zabawną anegdotkę o tym, jak to przed wielu laty Bill Gates zapraszał ją na randkę „za dwa tygodnie”, na co ta odprawiła go z kwitkiem. Podkreśla, że kluczem do związku jest wielka cierpliwość, ale opisuje też sytuacje, w których najzwyczajniej w świecie dała mężowi popalić. W jednym z wywiadów szczerze mówi o swoim związku i wspieraniu męża:
– Musiałam wyjść poza swoją strefę komfortu.

Pewność siebie Melindy Gates bije z każdego jej ruchu. Pracuje na trzech etatach, walczy o prawa kobiet i wraz z mężem wydaje miliardy na pomoc dzieciom – Fundacja im. Billa i Melindy Gatesów uznawana jest za najpotężniejszą na całym świecie. Podobno Bill Gates regularnie radzi się jej w kluczowych sprawach – i trudno się mu dziwić.

„W cieniu męża” nie znaczy „bez znaczenia”

W sieci od lat krąży ciekawa anegdotka o Baracku Obamie i jego żonie Michelle. Mianowicie para miała udać się do restauracji. W pewnym momencie właściciel lokalu poprosił ją o rozmowę sam na sam. Gdy wróciła, mąż zapytał:

  • Kto to był?
  • Kolega ze szkoły. Kiedyś się we mnie kochał.
  • Widzisz, gdybyś wyszła za niego, teraz byłabyś właścicielką restauracji.
  • Nie, Barack. Gdybym za niego wyszła, on teraz byłby prezydentem.

Ta cudowna historia jest najlepszym podsumowaniem tego, jak wielką rolę w życiu mężczyzny odgrywa kobieta. Pewna siebie, stanowcza, odważna, a jednocześnie wspierająca i empatyczna, potrafi wnieść swojego partnera na wyżyny. Niewidoczne dla świata żony słynnych mężów nie dodają im skrzydeł – one po prostu nierzadko pożyczają swoje własne.

Zobacz jeszcze, jakie extra moce odkrywają w sobie kobiety, gdy zostają mamami!

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Karolina Wojtaś
Mama, żona, psycholog i redaktor. Spełniona zawodowo dzięki miłości do pisania, szczęśliwa prywatnie dzięki mężowi i dwóm cudownym synom. W krótkim czasie "tylko dla siebie” czyta, szyje… albo znowu pisze.

Masz w sobie moc! Sztuka szukania i odkrywania swoich mocnych stron

Jestem zwolenniczką, aby opierać swoją karierę o swoje mocne strony. Dlatego potrzebujesz podjąć konkretne działania w kierunku poznania siebie i odkrycia swoich mocnych stron. Jaka byłaby odpowiedź, gdybym zapytała Cię o określenie siebie?
  • Kamila Kozioł - 11/11/2019
młoda uśmiechnięta kobieta

Twoje mocne strony to Twój potencjał, który wpływa na Twoje myśli, emocje i działania. Określa kim jesteś i określa Twoją wyjątkowość. Jeśli jesteś świadoma tego, w czym jesteś dobra, masz większe szanse na podjęcie właściwych dla siebie decyzji.

Szukając swoich mocnych stron trudno jest zacząć. Dlatego zacznij od wypisania działań, jakie na co dzień wykonujesz. Aby zidentyfikować swoje mocne i słabe strony, pomyśl o działaniach, w których albo najczęściej uczestniczysz, albo czerpiesz dużo przyjemności. Poświęć około tygodnia na spisanie wszystkich czynności, które wykonujesz w ciągu dnia, oceniając je od jednego do pięciu, w zależności od tego, jak bardzo lubisz je wykonywać.

Ze swojej praktyki coachingowej, wiem, że trudno jest na początku dostrzec swoje mocne strony, dlatego warto zapytać innych, co uważają o nas. To pomoże Ci dowiedzieć się, co myślą o Tobie inni, aby pomóc Ci znaleźć swoje mocne strony.

Na początek pomyśl o ludziach w każdym aspekcie swojego życia. Uwzględnij osoby z pracy, dawnej pracy, nauczycieli, a także przyjaciół i rodzinę. Każdy z nich dostrzeże w Tobie coś innego. Ponieważ w każdym obszarze wykorzystujesz inne mocne strony. Oczywiście mogą się powielać lub łączyć, ale dzięki tak szerokiej perspektywie uzbierasz ich więcej i być może będziesz je mogła połączyć.

Dobrym odzwierciedleniem Twoich mocnych stron będzie analiza Twoich zachowań w różnych sytuacjach. Zastanów się, jak reagujesz w chwilach wymagających działania, przemyślenia i analizy. Zanim zrobisz coś bardziej konkretnego, spróbuj przeanalizować swoje spontaniczne reakcje na doświadczenia, które już miałaś w życiu.

Dlaczego trudno jest znaleźć mocne strony?

Mam wrażenie, że zakładamy zbyt mocne okulary przeciwsłoneczne i zasłaniamy sobie nas samych. Z mojej praktyki psychologicznej wiem, dlaczego tak się dzieje.

Nie widzisz siebie tak, jak postrzegają Cię inni

Inne osoby widzą tylko Twoje osiągnięcia, podczas gdy Ty widzisz kulisy tych działań, pełne emocji i troski. Widzisz też działania, które zaczęłaś, ale nie skończyłaś, ale inni o nich nie wiedzą. Dlatego inni ludzie mogą postrzegać Cię jako mistrzynię produktywności, podczas gdy Ty postrzegasz siebie jako osobę pozbawioną samodyscypliny i konsekwencji.

Wskazówka: jeśli jest coś, co postrzegasz jako słabość, podczas gdy inni widzą to jako jedną z Twoich mocnych stron, zastanów się, czy prawda nie leży gdzieś pośrodku.

Twoje atuty to często rzeczy, które uważasz za zbyt łatwe, aby się tym szczycić

Oto kolejna konsekwencja tego, że postrzegamy sytuacje z naszego własnego punktu widzenia: jeśli coś jest dla Ciebie łatwe, możesz założyć, że jest to łatwe dla wszystkich, a zatem nie jest to szczególnie ważna ani wyjątkowo mocna strona.
Kiedy jest coś, co naturalnie i z łatwością Ci przychodzi, wtedy ledwo zauważasz, że jest to mocna strona, zanim zauważy to ktoś. Być może nie jesteś w stanie wyobrazić sobie robienia czegoś w inny sposób.

Myślisz zbyt wąsko na temat mocnych stron

Często słowa „talent” lub „mocna strona” powodują paraliż i spowolnienie myślenia u Ciebie. Albo natychmiastową blokadę i wypowiedziane słowa „nie, ja nie mam żadnych talentów!” A tak naprawdę mocna strona, to predyspozycja, która przychodzi Ci z łatwością, którą możesz wykorzystać i zmonetyzować.

Porównujesz się do innych

Jednym z powodów, dla których trudno zaakceptować posiadanie siły jest to, że zawsze znajdzie się wielu innych ludzi, którzy są lepsi od Ciebie. Istnieje szansa, że gdy spotykasz na drodze osobę, która powie Ci komplement: „doskonale rodzisz sobie w projektach, szybko dostosowujesz się do zmian”, Twój umysł natychmiast widzi lepszą osobę, którą Ty znasz i jest dla Ciebie mentorem lub jest lepiej wykwalifikowaną w tej dziedzinie osobą.

Skoro znasz swoje słabe strony, dostrzegasz obszary do zmiany, poprawy lub rozwoju powinnaś tak samo znać swoje mocne strony.

Jest to część krzywej uczenia się życia i bezpośrednio przyczynia się do samorozwoju i poprawy. Dzięki dostępnym nam dzisiaj możliwościom rozwoju swojej kariery naturalne jest przytłoczenie i zbłądzenie. Silne zrozumienie mocnych i słabych stron może przynieść pożądaną zmianę we właściwym czasie i doprowadzić nas tam, gdzie chcesz.

Twój potencjał jest nieograniczony, a znajomość mocnych stron otworzy przed Tobą szeroko drzwi do kariery, w której się spełnisz i zrealizujesz.

Zdjęcie: 123 rf


Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Kamila Kozioł
Kobieta, która pragnie zrozumieć ludzką psychikę. Rozumie emocje i wie, jak wzmacniać moc i wewnętrzną siłę. Ukończyła studia z psychologii oraz akredytacyjne i certyfikujące kursy coachingowe. W zawodzie psychologa i coacha od 9 lat. Współautorka „Dziennika coachingowego. 365 pytań od Twojego coacha”, napisanego wspólnie z Kamilą Rowińską oraz współautorka książki „W poczuciu własnej wartości. Zbuduj swoją wewnętrzną siłę”.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail