Czego szukasz

Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle!

Tym razem posłał dwie baby – Zosię i Ewelinę. I wiedział, co robi. Kobieta potrafi być mistrzynią kierownicy nawet … z zamkniętymi oczami! Zosia Gardeła, współwłaścicielka krakowskiego OSK Lejdis jest tego bardziej niż pewna.

  • Agnieszka Nietresta-Zatoń - 15/11/2012

Ma podstawy tak myśleć, ma też żywy dowód w postaci piszącej te słowa. Właściwie należałoby użyć teraz, magicznej na poły, formuły: chcieć, to móc.

Chciałam – mogę! Po dwudziestu latach motoryzacyjnego analfabetyzmu (wtórnego wszak…), postanowiłam wrócić za kółko. I udało się! Wielka w tym zasługa Lejdis – kobiet, które na mój pełen determinacji głos w słuchawce zareagowały, jak mi się wtedy wydawało – beztrosko: da się; nie jest pani ani pierwsza, ani wyjątkowa. Często dzwonią do nas panie, które chcą przeprosić się z kierownicą, ale wysłuchiwać komentarzy i niewybrednych uwag instruktorów – mężczyzn nie mają ochoty, a nie wiedzą, że

kobiety uczą inaczej.

I zaczęło się: w majowy weekend wsiadłam do czerwonego Yarisa wraz z Zosią i … pojechałam w miasto. Nie wiem, jak to możliwe – dało się! To były najprzyjemniejsze dwie godziny jazdy w moim życiu: bez stresu, bez kąśliwych uwag, za to z mnóstwem cennych uwag, podpowiedzi, sugestii. Jeździłyśmy i gadałyśmy, jakby to wcale nie była lekcja jazdy po wielkim, było nie było, mieście. Kiedy podjechałam czerwonym autkiem pod dom – nasza jazda była tego dnia ostatnia i Zosia była tak miła, że pozwoliła mi zakończyć lekcję pod samymi wrotami – poczułam, że … już z samochodu nie wysiądę. Wspaniałe uczucie! Umówiłyśmy się na kolejną lekcję, ale Zosia nie mogła przyjść i przysłała zmienniczkę – Kasię Kunę. Kasia wyglądała jak … moja córka i bez zbędnych ceregieli kazała mi jechać na zatłoczony osiedlowy parking i potrenować sobie wpychanie się między stojące na nim samochody. Nigdy wcześniej nie widziałam tak wąskich przesmyków między autami: to TU da się wjechać??? Dało się. Wyjechać także. I znów wjechać. I znów…

Planowałam, że sobie tak miesiąc pojeździmy, dwa… Tymczasem Kasia wypaliła z grubej rury: szkoda czasu, psze pani. Możemy sobie tak jeździć towarzysko i plotkować, ale po co? Pani kupi samochód, pani wsiądzie, pani jedzie! Szerokiej drogi. Posłuchałam młodej Lejdi. Jeżdżę! Jak to możliwe, że kiedyś bałam się wsiąść do samochodu? Jak ja dawałam sobie radę bez niego?? Dlaczego tak długo zwlekałam z decyzją, która na dobre odmieniła moje życie???

Ladies and gentlemen…

Zosia i Ewelina w najśmielszych oczekiwaniach nie przypuszczały, że szkoła jazdy, to będzie idealny pomysł na biznes. Po dwóch latach od założenia Ośrodka Szkolenia Kierowców nakłady zwróciły się, a firma stała się jedynym źródłem ich utrzymania. Obie panie mają uprawnienia do egzaminowania kierowców i mogłyby pracować choćby w ośrodku egzaminacyjnym przy ulicy Koszykarskiej, ale musiałyby porzucić swoją szkołę – wiadomo: sprzeczność interesów – swoje, jak mówią: ukochane dziecko (mamami jeszcze nie są) i stać się osobami, których się hmmm… nie lubi. No, bo kto lubi egzaminatora ulewającego go trzeci raz na tym samym… A Zosia i Ewelina kochają swoją robotę. Bo kochają jazdę samochodem i kochają zarażać to miłością innych – zwłaszcza panie starsze, takie jak ja, którym wydaje się, że samochód, to nie dla nich.
 

Foto: Zosia Gardela podczas konkursy na Małopolskiego Instruktora Roku; źródło: FB.


Zosia Gardeła
, marketingowiec ze specjalnością reklama, mówi, że najlepszą reklamą firmy są zadowoleni uczniowie, którzy polecają Lejdis pocztą pantoflową innym zainteresowanym. Oczywiście swego czasu było o Lejdis głośno: w zamierzchłych czasach, w których kobieta za kierownicą wzbudzała jeśli nie sensację, to na pewno mieszane uczucia. Jedna z krakowskich gazet zrobiła nawet wtedy dziewczynom sesję zdjęciową pod tytułem „Szkoła jazdy na szpilkach” eksponując głównie ich wdzięki i fakt, że kobiety instruktorki równa się kultura na drodze.

Ewelina Ogonek, absolwentka pedagogiki resocjalizacyjnej, równie chętnie jak jeździ, uczy przepisów. W dniu naszego spotkania ma na sobie niebotyczne obcasy, bo akurat same wykłady dzisiaj i można sobie było pozwolić, i nie ukrywa, że to nauczanie drogowego know how to jedyna umiejętność pedagogiczna, która jej została. I nie żałuje. To wielka frajda robić w życiu to, co się naprawdę lubi i jeszcze na tym zarabiać. W ubiegłym roku Ewelina zdobyła zaszczytny tytuł Najlepszej Instruktorki Małopolski idąc w ślady…Zosi, która tytuł ów zdobyła rok wcześniej.

I teraz uczą: panów i panie po równo. Nikt nie zgłasza sprzeciwu, że baby. Baby górą!

Same baby

Jest więc szkoła Lejdis babskim interesem – babskim biznesem, który trzeba było założyć od zera, przedzierając się przez wszystkie formalności. Czy się bały? Trochę tak, ale były pewne, że chcą robić to i nic innego, zatem przebrnęły. Kiedy patrzą na swoje działania z perspektywy czasu, myślą, że ważne było to, iż … nie pochodzą z Krakowa: nie czuły żadnej presji, nie obawiały się urzędów i urzędników, jakichś bliżej niesprecyzowanych układów międzyludzkich, które często wydają się nie do przeskoczenia. Od pomysłu do przemysłu szybko poszło.

Dziś chętnie zatrudniłyby jakąś kobietę, ale brakuje pań z uprawnieniami instruktora. A przecież nie tak trudno zostać instruktorem – wystarczy mieć prawo jazdy od co najmniej trzech lat i zrobić specjalny kurs.

Szukacie pracy  – zajrzyjcie do Lejdis.

Planujecie założyć własny biznes – bierzcie przykład z Lejdis.

Chcecie „tylko” nauczyć się prowadzić samochód, żeby rozwieźć dzieci do szkół i przedszkoli, a potem … szukać pracy i zakładać własny biznes – zapraszamy do Lejdis.

Na fejsbukowym fanpejdżu Lejdis jakoś tak cicho…

Ale nic dziwnego: całe dnie Zosi i Eweliny wypełnia praca za kółkiem i na sali wykładowej. Szczęściary.

W informacjach motto:

<< Misja: chcemy wyszkolić jak najwięcej kobiet – kierowców aby obalić mit „baba za kierownicą”>>.

To był kiedyś taki mit…?

Zdjęcia: Facebook oraz Siostra Ostra 😉  

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Nietresta-Zatoń
Nałogowa czytelniczka, która kocha pisać i pisarka, która nie umie żyć bez czytania. Autorka powieści "Oaza spokoju" i "Pustostan". Copywriterka, webwriterka, blogerka. Matka, żona i kociara z tytułem naukowym.
Podyskutuj

Mama robi kurs wirtualnej asystentki – czyli o tym, jak pracować nie wychodząc z domu

Albo wychodząc i pracując tam gdzie chcesz :) Cieszy mnie myśl, że mogę jechać w ukochany Beskid zabierając laptopa i robić to co lubię, a potem pójść z dziećmi w góry - Czy możliwa jest praca zdalna jeśli nie jesteś grafikiem, programistą ani blogerką? Oczywiście!
  • Ewa Wczelik - 12/08/2019
kobieta pracuje z domu na laptopie

Dylematy mamy i taty

Końcówka urlopu macierzyńskiego plus Przedszkolak na pokładzie. Pojawiają się pierwsze pytania i dylematy. Wracać do pracy? Zostawić Mrówkę z… tylko z kim? Niania? Żłobek?!

Żłobek odpada na starcie – nie jestem przekonana do tego typu opieki. Szukam “cioci” na etat. Robię research, trzeba sprawdzić jakie obecnie panują stawki. Szybka kalkulacja i niemały szok – braknie pensji! Nawet na waciki nie zostanie… Co teraz? Wieczorna rozmowa z mężem. Biała kartka: zaczynamy wypisywać plusy i minusy. Wreszcie jest decyzja! Mama idzie na wychowawczy.

Kamień z serca. Najgorszy jest brak decyzji, a tu jeden wieczór i już jest. Uff… Ale i tysiące myśli bombardują mi głowę. Czy aby na pewno finansowo damy radę? Czy pojedziemy na wakacje w przyszłym roku? Czy będę musiała przerwać treningi? A jeśli nam braknie na podstawowe rzeczy?

Może udałoby się znaleźć pracę, którą mogę wykonywać z domu? Taką, gdzie sama ustalę co będę robić i ile godzin na to poświęcę. Dzięki której nie będzie problemem zająć się chorym Przedszkolakiem gdy będzie taka potrzeba. Po naszym pierwszym sezonie przedszkolnym wiem, że tamtejsze prezenty to nie tylko laurki, ale i glut po kostki. Katar potrafi przerodzić się w istną walkę pod hasłem “oby tylko nie opadło na oskrzela” itd.

Kurs na szerokie wody – czyli jak znalazłam kurs wirtualnej asystentki

Pierwsza myśl: chyba nie ma takiej pracy, którą mogłabym wykonywać tylko zdalnie. Nie jestem grafikiem, programistą, blogerką itp. Zaczynam ponownie przeszukiwać internet i trafiam na informację: kurs wirtualnej asystentki na mamopracuj.pl. Czytam z wypiekami na twarzy. Nie muszę być programistą, ani grafikiem. Uff. Trochę rzeczy już potrafię. Rozmową z drugą połówką – wchodzimy w to. Idę na kurs – nie wychodząc! 🙂

Pierwsza lekcja z mentorką daje dużo nadziei. Dziewczyny współkursantki – fantastyczne. Jest moc! Lekcje odbywają się dwa razy w tygodniu wieczorami. Nawet kiedy moja Mrówka Z. się obudzi i w te pędy biegnę, by ją ululać, to nasze wirtualne spotkania są nagrywane i mogę do nich wrócić, kiedy tylko mam taką możliwość. Oprócz lekcji codziennie komunikujemy się na ​slacku​. Wymieniamy się wrażeniami, dzielimy naszymi pracami oczekując nie tylko konstruktywnej krytyki, ale i wsparcia czy pochwały. Czuję, że nabieram wiatru w żagle. Poznaję nowe rzeczy. Chłonę, ile tylko mój zmęczony i niewyspany mózg przyjmie 🙂 Idzie nowe!

Praca zdalna na końcu świata

Pisząc ten wpis jestem w “Chacie na końcu świata” w Beskidzie Niskim. Mrówka Z. drzemie w wózku, Przedszkolak ze swym najlepszym Tatą odkrywa dziką roślinność i robactwo wszelkiej maści, a ja? Ja siedzę w chacie na werandzie z kubkiem herbaty i laptopem na kolanach. Delektuję się zapachem lasu, trawy i kwiatów. Słucham jak świergolą ptaszki, odganiam upierdliwe muchy i podnosząc wzrok znad ekranu cieszę się widokiem gór. Spoglądam z ciekawością na krążącego po niebie myszołowa.

Można być realną mamą – zajmującą się dzieckiem i wirtualną asystentką, która rozwija się zawodowo.

Tak wyobrażam sobie moją przyszłą pracę: robię to co chcę i lubię, tam gdzie chcę – oczywiście jeśli tylko mam dostęp do internetu 🙂 Cieszy mnie myśl, że mogę jechać w ukochany Beskid zabierając laptopa i robić to, co lubię zawodowo, a potem pójść z dziećmi w góry. Cieszę się na myśl, że będę z Mrówką Z., że będę mogła lepiej zająć się Przedszkolakiem, jeśli zostanie w domu. Czuję po prostu wolność. Wcześniej drżałam na samą myśl, że jedno czy drugie dziecko choruje, a ja muszę powiedzieć szefowi, że znowu (!) mnie nie będzie przez dwa tygodnie… To już za mną, a kolejne wyzwania przede mną.

Ok, ale WA to nie cukiereczki, górki, ptaszki itd. To jest praca. Tak samo wartościowa jak etat, do której również trzeba się przygotowywać, doszkalać, pracować nad sobą i marką. Nawet więcej: jesteś sam sobie sterem, żeglarzem i okrętem. W którą stronę popłyniesz, taki cel osiągniesz. A zadbany okręt pomoże dobić do celu.

Chcesz poznać inne historie kobiet, które odmieniły swoje życie zawodowe? Przczytaj:

Powodzenia!

Zdjęcie: Pixabay.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Wczelik
Zawodowo wirtualna asystentka w twojaprawareka.pl. Swoją pracą pomaga przedsiębiorcom odzyskać ważny dla nich czas, aby mogli skupić się na swoim sukcesie. Prywatnie żona przewodnika beskidzkiego, mama dwojga małych odkrywców pragnąca pokazać im świat. Choć w biegu, łapie wolne chwile zaczytując się w literaturze z okresu II wojny światowej, smakuje w kuchni indyjskiej, a bywa że i coś "zaszyje" na maszynie do szycia. Najbardziej odpoczywa w Beskidzie Niskim.

Pomóż stanąć na własnych nogach – zdecyduj kto wygra 30 tysięcy na rozwój biznesu!

Kto wygra 30 tysięcy na rozwój swojego produktu i biznesu? Zdecyduj i zagłosuj. Konkurs Stań na własnych nogach, właśnie wszedł w 2 etap - głosowania na jeden z wybranych 50 zgłoszeń. Zobacz wybrane produkty i oddaj swój głos! Głosowanie trwa do 5 września, a każda klubowiczka Rossmann może oddać tylko 1 głos!
  • Joanna Gotfryd - 01/08/2019
sofa, nogi kobiety i laptop na kolanach - plakat zapowiadający akcję Rossmanna

Stań na własnych nogach – prawie 500 zgłoszeń!

Konkurs Stań na własnych nogach, to akcja, którą organizujemy wspólnie z firmą Rossmann. Od 15 czerwca do 20 lipca można było zgłosić do konkursu swój produkt, tworzony z pasją, który ma szanse stać się biznesem i dać niezależność finansową jego twórczyni.

Do konkursu zgłoszono prawie 500 prac konkursowych! Komisja konkursowa złożona z przedstawicieli Rossmann i Fundacji Mamo Pracuj miała bardzo trudne zadanie – wybranie 50 prac, które przejdą do 2 etapu konkursu.

Wśród zgłoszonych prac było dużo zabawek – lalek, szydełkowanych misiów oraz książeczek. Sporo zgłoszeń dotyczyło akcesoriów dla dzieci – kocyków, wielorazowych pieluszek, personalizowanych przedmiotów czy produktów idealnych na prezent, np. z okazji urodzenia dziecka.

Przedsiębiorcze i twórcze kobiety do konkursu zgłosiły także ręcznie robione kosmetyki – szampony, mydła i kremy – bez konserwantów, na bazie naturalnych składników.

Nie zabrakło także artykułów dla domu – ozdobnych bibelotów, naturalnych świec i dekoracyjnych przedmiotów.

Wśród zgłoszonych prac była też odzież i akcesoria modowe, a także akcesoria wpisujące się w trend zero waste – wielorazowe artykuły higieniczne i zamienniki jednorazowych foliówek na zakupy.

Zobacz jakie produkty znalazły się w 2 etapie konkursu! >>

Głosowanie na najlepszy produkt

Teraz klubowicze Rossmann mogą zagłosować na najlepszy – ich zdaniem – produkt.

Głosowanie potrwa od 1 sierpnia do 5 września. Każdy klubowicz Rossmann może zagłosować tylko jeden raz, dlatego warto starannie przejrzeć wybrane do 2 etapu prace.

Zwycięzców, którzy otrzymają nagrody – pierwszą – 30 tysięcy złotych, oraz drugą i trzecią – odpowiednio – 20 i 10 tysięcy – poznamy już 10 września.

Zagłosuj, pomóż stanąć na własnych nogach! >>>

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Joanna Gotfryd
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail