Czego szukasz

Gdy zamiast biznesu pojawia się… sens życia. Prywatny żłobek

Umówić się z nią prawie nie sposób, choć mieszka nieopodal. Drobna, krucha, o posturze nastolatki i energii wszystkich „swoich dzieci” razem wziętych, przemieszcza się z prędkością światła. Tak, oczywiście, chętnie ze mną porozmawia; jasne, jasne, nie ma sprawy. Byle nie dzisiaj, bo kontrola i nie jutro, bo…, ale jeśli zadzwonię w poniedziałek, to na pewno się umówimy. Ale w poniedziałek znów ktoś, coś, gdzieś… 

  • Agnieszka Nietresta-Zatoń - 30/11/2012

Wreszcie się udaje: Agata Madej, pomysłodawczyni i założycielka pierwszego w Krakowie niepublicznego żłobka „Misie – Pysie” znajduje dla mnie czas. W ostatniej chwili odrywam się od komputera: ups…pewnie się spóźnię, ale… jestem pierwsza. Agata pędzi, zaraz będzie…

Gdybym wiedziała na co się porywam…

Fakt, że chcę pisać o żłobku  kategoriach „pomysłu na biznes” kwituje uśmiechem, by nie rzec wprost: śmiechem – to nie jest trafiona koncepcja. O wszystkim mogę pisać, ale nie o biznesie. Żłobek jest wprawdzie spełnieniem marzeń; jest wielką pasją – inwestycją życia Agaty Madej, ale gdyby nie fakt, że pracują z mężem oboje (on w zupełnie innej branży), nie byliby w stanie z tego „biznesu” utrzymać rodziny.

Pomysł na żłobek pojawił się w momencie, kiedy Agata Madej po urodzeniu pierwszej córki  dość miała poszukiwania idealnej, wreszcie: dobrej i na koniec: możliwej do zaakceptowania niani. Nie udało się; trzeba było zostać w domu i na chwilę zapomnieć o zawodowej samorealizacji. Poszukiwania powiodły się dopiero przy drugiej córce, ale wtedy w głowie kiełkował już pomysł… A, że wykształcenie ma Agata Madej pedagogiczne oraz serce i rękę do dzieci, uległa własnym marzeniom i namowom znajomych. Kiedy pytam, czy dziś zrobiłaby to samo, odpowiada niemal natychmiast: nie. Ale nie dlatego, że czegokolwiek żałuje – przeciwnie, „Mysie – Pysie”, to całe jej życie, spełnione marzenie, które przerosło najśmielsze oczekiwania, ale z bardzo prostego powodu: wtedy nie wiedziała na co się porywa, a porywanie się z motyką na słońce to przenośnia raczej lekkiego kalibru, w porównaniu z tym, co na nią czekało.

Kiedy pierwszego września 2011 roku Sanepid „odbierał” żłobek przy ulicy Raciborskiej w Krakowie, pracownicy sanepidu nie mogli się nadziwić: to był pierwszy od dwudziestu lat niepubliczny żłobek, z którym mieli do czynienia! Wprawdzie placówka przy ulicy Janowskiego działa dłużej, bo od roku 2008, ale najpierw była to tylko Akademia Maluszka – klubik dziecięcy, w którym maluchy korzystały z systemu karnetowego, czyli spędzały czas  przez kilka godzin dziennie, w zależności od potrzeb rodziców. Dziś to Żłobek Niepubliczny „Misie – Pysie” nr 2. Jest jeszcze „trójka” – „Misie – Pysie” przy ulicy Kadłubka oraz placówka na krakowskim Złocieniu, którą Agata Madej prowadzi w partnerstwie z Miastem Kraków.

Ufff… Sporo jak na jedną kobietę.

Jedną…Agata Madej jest wprawdzie Panią Dyrektor, ale jak podkreśla, nieustannie kibicuje jej mąż. No i przede wszystkim ma rewelacyjnych pracowników. W tym zawodzie nie ma osób przypadkowych: praca z najmłodszymi dziećmi jest bardzo specyficzna i po prostu trzeba tę robotę kochać. Ciocie z „Misiów – Pysiów” kochają tak bardzo, że maluchy przechodzą adaptację niemal bezboleśnie, a potem wsiąkają w … ciocie – te najmniejsze, albo w grupę rówieśniczą – te starsze i konia z rzędem temu z rodziców, któremu uda się malucha namówić na wyjście ze żłobka bez protestów!

Dlaczego więc jest tak źle skoro jest tak dobrze?

Wszystkiemu winna słynna ustawa żłobkowa, czyli Ustawa z dnia 4 lutego 2011 r. o opiece nad dziećmi w wieku do lat 3 (Dz. U. z dnia 3 marca 2011 r.), w której zasady finansowania niepublicznego żłobka zapisano w sposób następujący:

Art. 60. 1.Podmioty, o których mowa w art. 8 ust. 1, prowadzące żłobek lub klub dziecięcy mogą otrzymać na każde dziecko objęte opieką w żłobku lub klubie dziecięcym dotację celową z budżetu gminy.

2.Wysokość i zasady ustalania dotacji celowej, o której mowa w ust. 1, określa rada gminy w drodze uchwały.

(Rozdział 8: Finansowanie i zlecanie zadań z zakresu opieki)

Widzicie haczyk?

Jest tutaj: żłobek  m o ż e otrzymać dotację. Może – nie oznacza, że otrzyma. Nawet, jeśli spełni  w s z y s t k i e wymagane przepisami warunki. O ile w przypadku zakładania niepublicznego przedszkola, podmiot prowadzący ma gwarancję, że owe warunki spełniwszy – dotację otrzyma, o tyle w przypadku żłobka pewności nie ma.

Agata Madej mogłaby długo opowiadać o rozmowach z krakowskimi radnymi i urzędnikami, od decyzji których zależy bezpieczeństwo finansowe jej „biznesu” i złego słowa nie powie: są kompetentni, życzliwi, chętnie podejmują rozmowę, nie dążą do konfrontacji. Ale wobec przepisów często i oni są bezradni. Gdyby dotacje dla żłobków kierowane były z budżetu centralnego, sprawa wyglądałaby inaczej. Może kiedyś…

Pani dyrektor tańczy

W ciągu dnia Agata Madej ma swoje święte pół godziny. Wyprowadza wtedy psa. W piątkowe wieczory oraz weekendy dokonuje objazdu swoich „włości” i sprawdza, czy wszystko spełnia wymogi bezpieczeństwa, dokonuje niezbędnych napraw i poprawek.

Tak, sypia. Tak, jada. Tak twierdzi…

Na maile odpowiada wieczorami, kiedy już położy spać swoje osobiste dzieci.

Od poniedziałku do piątku jest w pracy do osiemnastej; później – podobno tylko myślami.

Chociaż, kto kiedykolwiek miał do czynienia z pracą pedagoga, nauczyciela, wychowawcy wie, że z takiej pracy się nie wychodzi nigdy.

Dlatego Agata Madej tak ceni swoje pracowniczki: dawno nie słyszałam pracodawcy, który miałby tyle ciepłych słów dla swoich podwładnych. Nie wiem zresztą, czy słowo „podwładny”  jest tu na miejscu – relacje łączące Dyrektorkę, Kierowniczki oddziałów oraz wszystkie Ciocie muszą być oparte nie tylko na biznesowej lojalności, ale przede wszystkim na dwustuprocentowym zaufaniu: w grę wchodzi życie i zdrowie najmłodszych dzieci.

Kiedy, w oczekiwaniu na rozmowę, przyglądam się ilości dyplomów i certyfikatów wiszących na ścianach żłobka, zdaję sobie sprawę, jak wielu umiejętności i zdolności potrzeba, żeby zapewnić dzieciom bezpieczeństwo i optymalne warunki rozwoju pod nieobecność rodziców.

Ustawa stanowi:

Art. 10.Do zadań żłobka i klubu dziecięcego należy w szczególności:

1) zapewnienie dziecku opieki w warunkach bytowych zbliżonych do warunków domowych;

2) zagwarantowanie dziecku właściwej opieki pielęgnacyjnej oraz edukacyjnej, przez prowadzenie zajęć zabawowych z elementami edukacji, z uwzględnieniem indywidualnych potrzeb dziecka;

3) prowadzenie zajęć opiekuńczo-wychowawczych i edukacyjnych, uwzględniających rozwój psychomotoryczny dziecka, właściwych do wieku dziecka.

Art. 15. 1.Skład personelu zatrudnionego w żłobku lub klubie dziecięcym jest dostosowany do liczby dzieci uczęszczających do żłobka lub klubu dziecięcego.

2.Jeden opiekun może sprawować opiekę:

1) w żłobku – nad maksymalnie ośmiorgiem dzieci, a w przypadku gdy w grupie znajduje się dziecko niepełnosprawne, dziecko wymagające szczególnej opieki lub dziecko, które nie ukończyło pierwszego roku życia maksymalnie nad pięciorgiem dzieci;

2) w klubie dziecięcym – nad maksymalnie ośmiorgiem dzieci, a w przypadku gdy w grupie znajduje się dziecko niepełnosprawne lub dziecko wymagające szczególnej opieki maksymalnie nad pięciorgiem dzieci.

3.W żłobku, do którego uczęszcza więcej niż dwadzieścioro dzieci, zatrudnia się przynajmniej jedną pielęgniarkę lub położną.

Wszystkie „Misie – Pysie” wpisane są do  Rejestru Żłobków Miasta Krakowa i są pod kontrolą Wydziału Zdrowia Urzędu Miasta.

Wszystkie Ciocie realizują autorskie programy …hmmm… nauczania;) i wszystkie ukończyły pediatryczne kursy pierwszej pomocy przedmedycznej. W żłobkach prowadzonych przez Agatę Madej dyżurują logopeda, pielęgniarka, położna i psycholog. I oczywiście – sama Pani Dyrektor, którą często można spotkać wczesnym rankiem, kiedy, oczekując na rodziców, odziana w strój poważnej bizneswoman tańczy … boso ze „swoimi maluchami” na kolorowym dywanie.

Po ostatnich aferach z dzikimi placówkami, które określały się mianem żłobków, sposób funkcjonowania  p r a w d z i w e g o żłobka poraża swą precyzją. To naprawdę poważny biznes!

Życie na kredycie

Agata Madej wybrała „życie na kredycie”, ale nie żałuje swojej decyzji. Robi to, co kocha. Jest typem dyrektora, któremu w Ustawie poświęcono punkt pierwszy w rozdziale drugim w artykule osiemnastym: daje rękojmię należytego sprawowania opieki nad dziećmi. Kiedy opowiada o swojej pracy, żywo gestykulując i z takim błyskiem w oku, jakby właśnie wygrała milion dolarów, ma się pewność, że są rzeczy ważniejsze, niż pieniądze.

Cena pobytu dziecka w „Misiach – Pysiach” na pewno nie przekracza kwoty, jaką bierze całodzienna niania. Tegoroczna dotacja jeszcze obniżyła koszty pobytu maluszka u „Misiów”. Jeśli ustawa żłobkowa zostanie zmieniona, będzie to z korzyścią dla wszystkich mam – dla tych, którym marzy się żłobkowy biznes i tych, którym…już nie marzy się miejsce w żłobku samorządowym, bo ich pociecha jest na 186 miejscu na liście rezerwowej.

Nie da się ukryć – funkcjonowanie matek na polskim rynku pracy (czy to polska specyfika – nie wiem, może są wśród naszych Czytelniczek emigracyjne mamy, które podzielą się swoim doświadczeniem…) przypomina nieco kota kręcącego się w celu złapania własnego ogona. Żeby zabrać się za szukanie pracy, trzeba znaleźć opiekę dla dziecka i za nią zapłacić – miejsc w publicznych żłobkach jest wciąż za mało, a żeby znaleźć opiekę dla dziecka trzeba za nią zapłacić, należałoby więc mieć pracę i względnie ustabilizowane dochody.

Poza wszystkim: są dzieci, które najszczęśliwsze czują się pod opieką jednej osoby: niani czy babci. Są i takie, które uwielbiają towarzystwo równolatków i życie stadne wyraźnie im służy, jeśli chodzi o rozwój emocji i kompetencji społecznych.

W debacie o prorodzinnych rozwiązaniach prawnych chodzi w gruncie rzeczy o jedno: o danie rodzicom wyboru; o ustanowienie takich relacji między rodzicami, pracodawcami oraz wszystkimi podmiotami podejmującymi się opieki nad dziećmi, aby mama i tata nie czuli się jak w pułapce.

Na naszych oczach zachodzą zmiany w przepisach dotyczących urlopów macierzyńskich i wychowawczych. Czy Ustawodawca wróci do „ustawy żłobkowej”?

Agata Madej, jako że pomysły wciąż jej się w głowie najrozmaitsze lęgną, ma nadzieję, że tak.

Wszystkie informacje o „Misiach-Pysiach” znajdziecie tu:  http://www.misie-pysie.pl/

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Nietresta-Zatoń
Nałogowa czytelniczka, która kocha pisać i pisarka, która nie umie żyć bez czytania. Autorka powieści "Oaza spokoju" i "Pustostan". Copywriterka, webwriterka, blogerka. Matka, żona i kociara z tytułem naukowym.
Podyskutuj

Mój przepis na sukces – świetny produkt i wsparcie najbliższych – historia Beni

To jakość decyduje o sukcesie – mówi Benia, mama, która po wielu latach na etacie potrzebowała zmian i założyła własną firmę. Od ponad roku prowadzi własny ośrodek Akademii Twórczego Rozwoju Bystrzak w Sandomierzu. Dlaczego zdecydowała się na współpracę z Akademią Bystrzak? Jak wyglądał pierwszy rok jej pracy i z jakimi wyzwaniami spotyka się na co dzień? Poznajcie przedsiębiorczą mamę – Bernardę Kuśmierz.
  • Franczyzadlamamy.pl - 02/12/2019

Już dzisiaj otwórz Akademię Bystrzak w swoim mieście i prowadź rozwijające zajęcia dla dzieci. Poznaj szczegóły biznesu!

Kwestie organizacyjne związane z założeniem Akademii Bystrzak:
Michał Wójcik
tel.: 508 343 666
e-mail: [email protected]

Kontakt metodyczno- merytoryczny:
Agnieszka Gorzyńska
tel.: 888 735 594
e-mail: [email protected]

Beniu, jaka była Twoja droga od etatu do własnej firmy?

Przez wiele lat pracowałam w branży szkoleniowej, zmieniając miejsca zamieszkania i rozwijając się. Przeniosłam się do Lublina – tam wspólnie z moim przyszłym mężem podnieśliśmy oddział ze zgliszczy i tak mocno rozwinęliśmy, że wśród wszystkich oddziałów firmy był na 1 miejscu. Stało się tak tylko i wyłącznie dzięki wielkiemu poświęceniu i zaangażowaniu w pracę. Umocniło nas to i dało ogromną wiarę we własne możliwości. Wypracowaliśmy sobie jednocześnie model pracy, który stosuję aktualnie prowadząc własną firmę.

Pracowałam w branży szkoleniowej od wielu lat i poczułam, że nadszedł czas na zmiany.

Potrzebowałam tych zmian, ale nie miałam jeszcze pomysłu na nie, więc zajęłam się domem. Mam 11-letniego syna Jasia i po prostu chciałam spędzać z nim więcej czasu.

Pomysł na własny biznes przyszedł sam. Chciałam Jasia wysłać na rozwijające zajęcia dodatkowe, ale nie mogłam w okolicy znaleźć żadnego ciekawego kursu. Najbliższa placówka, która oferowała wartościowe zajęcia była oddalona od nas o 100 km!

Zajęcia w Akademii Bystrzak

Pomyślałam, że mogłabym takie kursy organizować dla dzieci z naszego miasta. Szukając w internecie informacji na ten temat, natknęłam się na Akademię Twórczego Rozwoju Bystrzak w Częstochowie. Pojechałam na spotkanie z właścicielami i już w trakcie rozmowy wiedziałam, że chcę być częścią tego projektu. To spotkanie utwierdziło mnie w decyzji o uruchomieniu takiej placówki na naszym terenie. Od pomysłu do realizacji nie minął nawet miesiąc.

Błyskawicznie wzięłaś się do pracy! Na czym dokładnie polega Twoja działalność?

Placówkę w Sandomierzu (tu mieszkam) uruchomiłam w 2018 roku – pierwsi klienci zawitali do niej we wrześniu. Aktualnie rozpoczęliśmy drugi rok szkolny – rok utwierdzający mnie w mojej decyzji, że był to dobry, a nawet bardzo dobry wybór.

Prowadzimy kursy rozwoju intelektu dla dzieci w wieku od 3 do 13 roku życia. Oczywiście w podziale na grupy wiekowe, tak aby rozwijać w dzieciach umiejętności adekwatne do wieku. Nasze kursy dają dzieciom „kufer” kompetencji niezbędnych w życiu zarówno aktualnym, jak i dorosłym.

Wdrażamy na zajęciach techniki i strategie edukacyjne znane na całym świecie. Dzieci oczywiście tego nie odczuwają, ponieważ my się z nimi bawimy. Nie wprowadzamy elementów szkolnych, pracujemy na kolorowych poduszkach w małych grupach – maksymalnie 12 osobowych. Wszystko w formie zabawy, czyli w formie najbardziej akceptowalnej przez dzieci.

Poznaj aktualną ofertę Akademii Bystrzak!

Zajęcia, które prowadzimy są potrzebne wszystkim dzieciom i powinny być bazą do innych kursów. Według mojej opinii Akademia Bystrzak jest jedyna w swoim rodzaju. Jest w niej miejsce dla każdego dziecka i każde znajdzie u nas coś dla siebie, z racji ogólnorozwojowego podejścia.

Zajęcia w Akademii Bystrzak

Dlaczego zdecydowałaś się na współpracę z Akademią Bystrzak? Co Cię przekonało?

Uważam, że ta właśnie współpraca była strzałem w dziesiątkę. Założenia dające możliwość rozwoju dzieci, sympatyczni i otwarci właściciele, bardzo dobre opinie w sieci oraz możliwe do udźwignięcia na początek warunki finansowe związane z opłatą franchisingową – czegóż można chcieć więcej. Polecam wszystkim, chcącym rozpocząć swój biznes.

Beniu, jak wyglądał Twój pierwszy rok prowadzenia własnej firmy?

Pierwszy rok był trudny. Każda nowa placówka edukacyjna musi zapracować na zaufanie klientów. To był mój główny cel. Przekonanie rodziców o konieczności rozwijania dziecięcych umysłów właśnie naszymi technikami okazało się w rezultacie możliwe.

Sama nie prowadzę zajęć, aby móc w 100% skupić się na zainteresowaniu kursami jak największej liczby dzieci, a do prowadzenia zajęć zatrudniam trenerów. Są to młode osoby, lubiące i chcące pracować z dziećmi.

Aktualnie mamy kilkanaście grup w różnych przedziałach wiekowych. Część realizujemy w przedszkolach i szkołach, a część w placówce stacjonarnej w Sandomierzu. Wciąż się rozwijamy i nieustannie podejmujemy próby tworzenia kolejnych grup. Teren działania mam bardzo obszerny (powiat sandomierski, stalowowolski i tarnobrzeski), więc na pewno nie braknie mi pracy przez najbliższe 10 – 15 lat.

Jak wspomniałaś już, mieszkasz w Sandomierzu. Jak się wyróżnić w biznesie w mniejszym mieście? Co zadecydowało, że Ty odniosłaś sukces?

Zaczęłam tradycyjnie, wieszając banery w mieście, zakładając fanpage na Facebooku, organizując dni otwarte w placówce stacjonarnej, pokazując się na piknikach rodzinnych, prowadząc lekcje pokazowe w szkołach i przedszkolach, itp.

Pierwszy kontakt ze szkołami i przedszkolami nigdy nie jest łatwy. Byłam jednak mocno zdeterminowana i konsekwentnie dążyłam do celu. Wierzyłam i wierzę nadal w to co robimy, planuję dalszy intensywny rozwój, zwiększanie liczby zatrudnionych i liczby grup.

Gdy pozyskałam już klientów bardzo dbałam i dbam nadal o ich utrzymanie. To proste, gdy świadczy się usługi na wysokim poziomie.

Według mnie właśnie JAKOŚĆ decyduje o sukcesie.

Mając do dyspozycji tak cudowną koncepcję rozwoju dzieci, wystarczyło trzymać się jej założeń, starając się oddać zamysł autorki przy udziale bardzo kompetentnych trenerów.

Kierunek jaki obrałam, tj. ciągła hospitacja trenerów, eliminowanie błędów, które na początku niestety występowały, inwestowanie w coraz to bardziej rzetelny zespół współpracowników, dość dynamiczne tempo działania, przyniosły zadowalające efekty – ponad 85% DZIECI z roku ubiegłego zostało z nami na kolejny rok.

Zajęcia w Akademii Bystrzak

Uważam, że pierwszy rok był najważniejszy, ponieważ na jego podstawie kreowana jest opinia o firmie. Nie daliśmy o sobie zapomnieć, a wręcz przeciwnie jest nas coraz więcej w mieście i okolicach. To bardzo cieszy i dodaje sił do jeszcze bardziej wytężonej pracy. Im więcej wkładamy w przedsięwzięcie tym więcej otrzymujemy.

Na pewno do sukcesu przyczyniło się również moje doświadczenie zawodowe i staż pracy, ale także sytuacja rodzinna jaką mam. Bardzo wyrozumiały mąż Maciej, z którym konsultowałam wątpliwe kwestie oraz cudowny 11-letni syn Jaś, od którego wszystko się zaczęło. Oczywiście to on był i jest najważniejszym klientem mojej placówki. Bez nich nie udałoby się nic. Dziękuję, że wytrzymaliście!!!

Nie wiem, czy w innym mieście byłoby trudniej czy łatwiej, ale na pewno inaczej. Natomiast w każdym warto próbować. Techniki, które stosujemy na zajęciach ułatwiają dzieciom zapamiętywanie, pozwalają szybciej czytać, łatwiej się uczyć, działać w twórczy i kreatywny sposób, dostosowywać się do zmieniających warunków na rynku pracy, szybko przekwalifikowywać się. To przecież cel sam w sobie.

Zapytam jeszcze o te początki – jak zdobyłaś pierwszych klientów, jakie działania prowadziłaś i prowadzisz, by ich zdobywać?

Pierwsi klienci mojej placówki to dzieci, które uczestniczyły w dniach otwartych zorganizowanych w placówce stacjonarnej w Sandomierzu. Kolejni to uczniowie szkół oraz przedszkoli. Następnie wszyscy, którzy słyszeli o nas ciepłe słowa lub dowiedzieli się o efektach naszej pracy z dziećmi.

Wypowiedź jednej z mam brzmiała mniej więcej tak: „moja córka przynosiła często jedynki ze szkoły, a odkąd chodzi na zajęcia do Bystrzaka uczy się na czwórkach”,

albo „posyłam syna do Waszej Akademii, bo koleżanki córka po roku lepiej radzi sobie w szkole”,

albo „po kilku spotkaniach w Bystrzaku mój syn sam z własnej nieprzymuszonej woli zaczął odrabiać lekcje” itp.

Trzeba rozwijać i nagłaśniać nasze usługi dla dobra dzieci właśnie.

Staram się dostosowywać do możliwości jakie mają szkoły i przedszkola. Jestem elastyczna i bardzo wdzięczna, że Dyrektorzy doceniają i rozumieją nasz zamysł. Często podczas wystąpień przed rodzicami osoby kierujące placówką podkreślają, jak ważne są metody, którymi pracujemy. Widać, że zależy im na rozwoju dzieci. To bardzo cieszy.

Beniu, a z jakimi wyzwaniami mierzysz się na co dzień? Co jest trudne w prowadzeniu biznesu?

Wydawać by się mogło, że w drugim roku powinno być już łatwiej. Nic bardziej mylnego. Nadal trzeba użyć wszystkich swoich umiejętności, aby przekonywać dzieci i ich rodziców do nas. Bardzo to jednak lubię i będę to robić mimo przeszkód, ponieważ chcę, aby wszystkie dzieci z mojego terenu miały szansę rozwoju. Obiecałam sobie, że dotrę do wszystkich nawet najmniejszych placówek edukacyjnych.

Poznaj inne mamy, które zdecydowały się na prowadzenie Akademii Bystrzak!

Uważam, że najważniejszym ogniwem w mojej placówce są trenerzy, dlatego bardzo skrupulatnie podchodzę do ich umiejętności. Nie ukrywam, że pozyskanie dobrego trenera to niełatwe zadanie. Jednak mój zespół to fantastyczni ludzie, którym serdecznie dziękuję za pomoc we współtworzeniu placówki.

Im więcej grup tym więcej pracy, więc postanowiłam zatrudnić także osobę do działu marketingu. Wspólnie dotrzemy zapewne do jeszcze większego grona dzieci i będzie mnie więcej dla rodziny. Pierwszy rok był najtrudniejszy. Aktualnie sytuacja stabilizuje się.

Zwykle na koniec pytamy bohaterki naszych wywiadów o jedną wskazówkę, jedno zdanie, jakie chciałyby przekazać innym mamom – co Ty powiedziałabyś mamom, które marzą o własnym biznesie?

Jeżeli marzysz o swoim biznesie w branży edukacyjnej – Akademia Twórczego Rozwoju Bystrzak jest dla Ciebie. Pamiętaj tylko, że potrzebna jest odwaga, „chłodna głowa”, odporność na krytykę i konsekwencja w dążeniu do celu. Jeżeli masz te cechy to pokochanie założeń Akademii jest tylko kwestią czasu. Poznaj je i przekonaj się o tym.

Nie bój się podjąć decyzji, ponieważ placówka centralna daje ogromne wsparcie dydaktyczne i marketingowe. Cudowne jest także to, że występuje rejonizacja. Nigdy na moim terenie nie powstanie placówka prowadzona przez kogoś innego. Założenia Akademii i strategie edukacyjne jakie proponuje bronią się same. Naprawdę warto!!!

Chciałabyś poprowadzić własny oddział Akademii Bystrzak w swoim mieście?

Zapoznaj się ze wsparciem jakie oferujemy i dołącz do nas już dzisiaj!

Kwestie organizacyjne związane z założeniem Akademii Bystrzak:
Michał Wójcik
tel.: 508 343 666
e-mail: [email protected]

Kontakt metodyczno- merytoryczny:
Agnieszka Gorzyńska
tel.: 888 735 594
e-mail: [email protected]

Dołącz do nas!

Dziękuję za rozmowę.

Zajęcia w Akademii Bystrzak

Rozmawiała: Joanna Gotfryd

Zdjęcia: własność Bernarda Kuśmierz, własność Akademia Bystrzak

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Franczyzadlamamy.pl
Franczyza dla Mamy to projekt portalu Mamo Pracuj prezentujący sprawdzone pomysły na biznes dla mam. Nie masz pomysłu na własny biznes? Skorzystaj z franczyzy! Portal Mamo Pracuj nie bierze odpowiedzialności za wyniki biznesowe prowadzenia działalności przez franczyzobiorców.

Tworzę autorską, malowaną porcelanę – historia Anety

- Z każdą następną nieudaną próbą znalezienia swojego miejsca na rynku pracy narastała we mnie tęsknota za czymś własnym - mówi Aneta, w której pomysł na malowanie porcelany dojrzewał przez rok. Obecnie ma za sobą dwuletnie doświadczenie w prowadzeniu działalności i właśnie stawia swoje pierwsze kroki w roli mamy. Przeczytaj historię Anety!
  • Ewa Moskalik - Pieper - 28/11/2019
Aneta Macko maluje swoją porcelanę

Konkurs „Stań na własnych nogach”

W czerwcu 2019 zaprosiliśmy przedsiębiorcze kobiety do konkursu „Stań na własnych nogach”, który organizowaliśmy wspólnie z Rossmann Polska. Pula nagród w tym konkursie wynosiła aż 60 tysięcy złotych!

W finale znalazło się 50 wspaniałych pomysłów. Dziś kolej na historię Anety, która wymarzoną pracę stworzyła dla siebie sama.

Jaki jest Twój pomysł na biznes i od czego wszystko się zaczęło?

Gdy ponad 10 lat temu spontanicznie namalowałam sobie na paznokciach mój pierwszy „listeczkowy wzorek”, miałam takie przeczucie, że kiedyś go wykorzystam do czegoś większego… 🙂

Przez kolejne lata listeczkowy manicure zostawiałam sobie na specjalne okazje, a w międzyczasie skończyłam studia i szukałam swojego miejsca na rynku pracy. Szczerze mówiąc, nigdzie nie zostałam dłużej i w każdym kolejnym miejscu czułam się…nie na miejscu 🙂

Z każdą następną nieudaną próbą narastała we mnie tęsknota za czymś WŁASNYM, jednocześnie miałam przeczucie, że to nie będzie „normalna” praca. Marzyłam o czymś twórczym, artystycznym i połączonym z pisaniem.

Kobieta na tle półki zapełnionej kolorowymi kubkami
Aneta i jej malowana porcelana

Pomysł na malowanie porcelany dojrzewał we mnie przez około rok, zanim założyłam własną działalność. Swoje nieśmiałe pierwsze kroki stawiałam najpierw pod skrzydłami Akademickich Inkubatorów Przedsiębiorczości, ale już po miesiącu złożyłam wniosek o dotację, zachęcona pierwszymi zamówieniami.

Te minione dwa lata wspominam z wdzięcznością i satysfakcją. Cudownie było wstawać, pracować w domowym zaciszu, w poczuciu wolności i radości, że wreszcie tworzę coś MOJEGO, co znajduje wciąż nowych odbiorców. Zwłaszcza mój „listeczkowy wzorek” cieszy się dużym zainteresowaniem – mam nadzieję, że to unikat na światową skalę! 😉 Ale kolorowe listeczki to nie wszystko – od początku zależało mi na tym, aby Ciepliki niosły pozytywne przesłanie w postaci optymistycznych haseł, np. „Oczekuj dobrego” albo „Cieszmy się sobą”.

A gdzie w tym wszystkim miejsce na wspomniane przeze mnie pisanie? Publikując moje prace w Internecie mogę dzielić się z innymi tym, co mi w duszy gra. Zachęcam do odwiedzenia facebook/Ciepliki.MalowanaPorcelana

Co dał Ci udział w konkursie „Stań na własnych nogach”? Co zmienił w Twoim życiu?

Dziś Ciepliki nabrały wiatru w żagle na tyle, by ruszyć z produkcją własnych kubków. Jednak nasze ceramiczne plany jeszcze długo miały pozostać tajemnicą. Gdy mąż namówił mnie na udział w Waszym konkursie, uznałam, że nadeszła pora opowiedzieć na Cieplikowym Facebooku o tym, nad czym od dawna pracujemy i poprosić o zagłosowanie na nas. Pozytywny odzew przekroczył moje oczekiwania! To utwierdziło mnie w przekonaniu, że nasza autorska ceramika znajdzie w przyszłości swoich entuzjastów!

Kobieta i mężczyzna trzymający dwa białe kubki
Aneta z mężem

Jestem pewna, że dzięki konkursowi wielu klubowiczów Rossmann dowiedziało się o naszym projekcie. I nawet jeśli ostatecznie nie trafiliśmy do pierwszej trójki laureatów, to i tak warto było spróbować.

Jak planujesz wykorzystać to doświadczenie w przyszłości? Jakie kolejne kroki zrobiłaś lub planujesz zrobić?

Moją myślą przewodnią (a jednocześnie jednym z moich ulubionych Cieplikowych haseł) na najbliższe miesiące jest: „bądź cierpliwa, nie ustawaj w działaniu, a marzenia spełnią się”. Dopracowaliśmy już kształt naszych autorskich kubków, teraz czas na testowanie rozmaitych szkliw, które będą zdobić Cieplikową ceramikę. Szykuje się niezła zabawa całym wachlarzem kolorów! 🙂

Białą filiżanka pomalowana w kolorowe fantazyjne wzory
Malowana porcelana Ciepliki

W dalszej perspektywie marzy mi się wprowadzenie szerszej gamy własnych produktów, np. filiżanek, imbryków i podgrzewaczy.

Co powiedziałabyś mamom, kobietom, które planują założyć własną firmę?

Prowadzę działalność od ponad 2 lat, a w roli mamy stawiam dopiero swoje pierwsze kroki, ale z pierwszych tygodni po na narodzinach córki wyciągnęłam już kilka wniosków. Przede wszystkim nie „spinać się” za bardzo i cieszyć każdą chwilą z tym nowym człowieczkiem, który wywrócił wszystko do góry nogami 🙂

Widok z góry na leżących na łóżku rodziców i niemowlę które jest pomiędzy nimi
Ciepliki – Aneta z rodziną

A gdzieś na marginesie tej nowej codzienności, stopniowo realizować swoje cele, bez przesadnego ciśnienia na wyrobienie „normy”. Choć Ciepliki były moim „pierwszym dzieckiem”, ich pierwszeństwo zupełnie straciło moc wraz z pojawieniem się Madzi. Teraz cała moja codzienność skupiona jest na niej, podczas gdy na pracę zostały zaledwie okruchy dnia…

Ale nie porzuciłam swoich marzeń i planów – powoli będę je realizować ramię w ramię z moim cudownym Mężem i mam nadzieję, że już wkrótce Ciepliki przekształcą się w mały, ale prężny rodzinny biznes 😉

Jeśli chcesz poznać inne historie finalistek konkursu „Stań na własnych nogach”, przeczytaj także:

Tablice manipulacyjne dla dzieci to nasz biznes – historia Ani i Oli

Kosmetyki naturalne bez ulepszania – pomysł na biznes Dominiki

Prowadzę firmę odzieżową – historia Natalii

Zdjęcia: własność Anety

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail