Czego szukasz

Gdy zamiast biznesu pojawia się… sens życia. Prywatny żłobek

Umówić się z nią prawie nie sposób, choć mieszka nieopodal. Drobna, krucha, o posturze nastolatki i energii wszystkich „swoich dzieci” razem wziętych, przemieszcza się z prędkością światła. Tak, oczywiście, chętnie ze mną porozmawia; jasne, jasne, nie ma sprawy. Byle nie dzisiaj, bo kontrola i nie jutro, bo…, ale jeśli zadzwonię w poniedziałek, to na pewno się umówimy. Ale w poniedziałek znów ktoś, coś, gdzieś… 

Wreszcie się udaje: Agata Madej, pomysłodawczyni i założycielka pierwszego w Krakowie niepublicznego żłobka „Misie – Pysie” znajduje dla mnie czas. W ostatniej chwili odrywam się od komputera: ups…pewnie się spóźnię, ale… jestem pierwsza. Agata pędzi, zaraz będzie…

Gdybym wiedziała na co się porywam…

Fakt, że chcę pisać o żłobku  kategoriach „pomysłu na biznes” kwituje uśmiechem, by nie rzec wprost: śmiechem – to nie jest trafiona koncepcja. O wszystkim mogę pisać, ale nie o biznesie. Żłobek jest wprawdzie spełnieniem marzeń; jest wielką pasją – inwestycją życia Agaty Madej, ale gdyby nie fakt, że pracują z mężem oboje (on w zupełnie innej branży), nie byliby w stanie z tego „biznesu” utrzymać rodziny.

Pomysł na żłobek pojawił się w momencie, kiedy Agata Madej po urodzeniu pierwszej córki  dość miała poszukiwania idealnej, wreszcie: dobrej i na koniec: możliwej do zaakceptowania niani. Nie udało się; trzeba było zostać w domu i na chwilę zapomnieć o zawodowej samorealizacji. Poszukiwania powiodły się dopiero przy drugiej córce, ale wtedy w głowie kiełkował już pomysł… A, że wykształcenie ma Agata Madej pedagogiczne oraz serce i rękę do dzieci, uległa własnym marzeniom i namowom znajomych. Kiedy pytam, czy dziś zrobiłaby to samo, odpowiada niemal natychmiast: nie. Ale nie dlatego, że czegokolwiek żałuje – przeciwnie, „Mysie – Pysie”, to całe jej życie, spełnione marzenie, które przerosło najśmielsze oczekiwania, ale z bardzo prostego powodu: wtedy nie wiedziała na co się porywa, a porywanie się z motyką na słońce to przenośnia raczej lekkiego kalibru, w porównaniu z tym, co na nią czekało.

Kiedy pierwszego września 2011 roku Sanepid „odbierał” żłobek przy ulicy Raciborskiej w Krakowie, pracownicy sanepidu nie mogli się nadziwić: to był pierwszy od dwudziestu lat niepubliczny żłobek, z którym mieli do czynienia! Wprawdzie placówka przy ulicy Janowskiego działa dłużej, bo od roku 2008, ale najpierw była to tylko Akademia Maluszka – klubik dziecięcy, w którym maluchy korzystały z systemu karnetowego, czyli spędzały czas  przez kilka godzin dziennie, w zależności od potrzeb rodziców. Dziś to Żłobek Niepubliczny „Misie – Pysie” nr 2. Jest jeszcze „trójka” – „Misie – Pysie” przy ulicy Kadłubka oraz placówka na krakowskim Złocieniu, którą Agata Madej prowadzi w partnerstwie z Miastem Kraków.

Ufff… Sporo jak na jedną kobietę.

Jedną…Agata Madej jest wprawdzie Panią Dyrektor, ale jak podkreśla, nieustannie kibicuje jej mąż. No i przede wszystkim ma rewelacyjnych pracowników. W tym zawodzie nie ma osób przypadkowych: praca z najmłodszymi dziećmi jest bardzo specyficzna i po prostu trzeba tę robotę kochać. Ciocie z „Misiów – Pysiów” kochają tak bardzo, że maluchy przechodzą adaptację niemal bezboleśnie, a potem wsiąkają w … ciocie – te najmniejsze, albo w grupę rówieśniczą – te starsze i konia z rzędem temu z rodziców, któremu uda się malucha namówić na wyjście ze żłobka bez protestów!

Dlaczego więc jest tak źle skoro jest tak dobrze?

Wszystkiemu winna słynna ustawa żłobkowa, czyli Ustawa z dnia 4 lutego 2011 r. o opiece nad dziećmi w wieku do lat 3 (Dz. U. z dnia 3 marca 2011 r.), w której zasady finansowania niepublicznego żłobka zapisano w sposób następujący:

Art. 60. 1.Podmioty, o których mowa w art. 8 ust. 1, prowadzące żłobek lub klub dziecięcy mogą otrzymać na każde dziecko objęte opieką w żłobku lub klubie dziecięcym dotację celową z budżetu gminy.

2.Wysokość i zasady ustalania dotacji celowej, o której mowa w ust. 1, określa rada gminy w drodze uchwały.

(Rozdział 8: Finansowanie i zlecanie zadań z zakresu opieki)

Widzicie haczyk?

Jest tutaj: żłobek  m o ż e otrzymać dotację. Może – nie oznacza, że otrzyma. Nawet, jeśli spełni  w s z y s t k i e wymagane przepisami warunki. O ile w przypadku zakładania niepublicznego przedszkola, podmiot prowadzący ma gwarancję, że owe warunki spełniwszy – dotację otrzyma, o tyle w przypadku żłobka pewności nie ma.

Agata Madej mogłaby długo opowiadać o rozmowach z krakowskimi radnymi i urzędnikami, od decyzji których zależy bezpieczeństwo finansowe jej „biznesu” i złego słowa nie powie: są kompetentni, życzliwi, chętnie podejmują rozmowę, nie dążą do konfrontacji. Ale wobec przepisów często i oni są bezradni. Gdyby dotacje dla żłobków kierowane były z budżetu centralnego, sprawa wyglądałaby inaczej. Może kiedyś…

Pani dyrektor tańczy

W ciągu dnia Agata Madej ma swoje święte pół godziny. Wyprowadza wtedy psa. W piątkowe wieczory oraz weekendy dokonuje objazdu swoich „włości” i sprawdza, czy wszystko spełnia wymogi bezpieczeństwa, dokonuje niezbędnych napraw i poprawek.

Tak, sypia. Tak, jada. Tak twierdzi…

Na maile odpowiada wieczorami, kiedy już położy spać swoje osobiste dzieci.

Od poniedziałku do piątku jest w pracy do osiemnastej; później – podobno tylko myślami.

Chociaż, kto kiedykolwiek miał do czynienia z pracą pedagoga, nauczyciela, wychowawcy wie, że z takiej pracy się nie wychodzi nigdy.

Dlatego Agata Madej tak ceni swoje pracowniczki: dawno nie słyszałam pracodawcy, który miałby tyle ciepłych słów dla swoich podwładnych. Nie wiem zresztą, czy słowo „podwładny”  jest tu na miejscu – relacje łączące Dyrektorkę, Kierowniczki oddziałów oraz wszystkie Ciocie muszą być oparte nie tylko na biznesowej lojalności, ale przede wszystkim na dwustuprocentowym zaufaniu: w grę wchodzi życie i zdrowie najmłodszych dzieci.

Kiedy, w oczekiwaniu na rozmowę, przyglądam się ilości dyplomów i certyfikatów wiszących na ścianach żłobka, zdaję sobie sprawę, jak wielu umiejętności i zdolności potrzeba, żeby zapewnić dzieciom bezpieczeństwo i optymalne warunki rozwoju pod nieobecność rodziców.

Ustawa stanowi:

Art. 10.Do zadań żłobka i klubu dziecięcego należy w szczególności:

1) zapewnienie dziecku opieki w warunkach bytowych zbliżonych do warunków domowych;

2) zagwarantowanie dziecku właściwej opieki pielęgnacyjnej oraz edukacyjnej, przez prowadzenie zajęć zabawowych z elementami edukacji, z uwzględnieniem indywidualnych potrzeb dziecka;

3) prowadzenie zajęć opiekuńczo-wychowawczych i edukacyjnych, uwzględniających rozwój psychomotoryczny dziecka, właściwych do wieku dziecka.

Art. 15. 1.Skład personelu zatrudnionego w żłobku lub klubie dziecięcym jest dostosowany do liczby dzieci uczęszczających do żłobka lub klubu dziecięcego.

2.Jeden opiekun może sprawować opiekę:

1) w żłobku – nad maksymalnie ośmiorgiem dzieci, a w przypadku gdy w grupie znajduje się dziecko niepełnosprawne, dziecko wymagające szczególnej opieki lub dziecko, które nie ukończyło pierwszego roku życia maksymalnie nad pięciorgiem dzieci;

2) w klubie dziecięcym – nad maksymalnie ośmiorgiem dzieci, a w przypadku gdy w grupie znajduje się dziecko niepełnosprawne lub dziecko wymagające szczególnej opieki maksymalnie nad pięciorgiem dzieci.

3.W żłobku, do którego uczęszcza więcej niż dwadzieścioro dzieci, zatrudnia się przynajmniej jedną pielęgniarkę lub położną.

Wszystkie „Misie – Pysie” wpisane są do  Rejestru Żłobków Miasta Krakowa i są pod kontrolą Wydziału Zdrowia Urzędu Miasta.

Wszystkie Ciocie realizują autorskie programy …hmmm… nauczania;) i wszystkie ukończyły pediatryczne kursy pierwszej pomocy przedmedycznej. W żłobkach prowadzonych przez Agatę Madej dyżurują logopeda, pielęgniarka, położna i psycholog. I oczywiście – sama Pani Dyrektor, którą często można spotkać wczesnym rankiem, kiedy, oczekując na rodziców, odziana w strój poważnej bizneswoman tańczy … boso ze „swoimi maluchami” na kolorowym dywanie.

Po ostatnich aferach z dzikimi placówkami, które określały się mianem żłobków, sposób funkcjonowania  p r a w d z i w e g o żłobka poraża swą precyzją. To naprawdę poważny biznes!

Życie na kredycie

Agata Madej wybrała „życie na kredycie”, ale nie żałuje swojej decyzji. Robi to, co kocha. Jest typem dyrektora, któremu w Ustawie poświęcono punkt pierwszy w rozdziale drugim w artykule osiemnastym: daje rękojmię należytego sprawowania opieki nad dziećmi. Kiedy opowiada o swojej pracy, żywo gestykulując i z takim błyskiem w oku, jakby właśnie wygrała milion dolarów, ma się pewność, że są rzeczy ważniejsze, niż pieniądze.

Cena pobytu dziecka w „Misiach – Pysiach” na pewno nie przekracza kwoty, jaką bierze całodzienna niania. Tegoroczna dotacja jeszcze obniżyła koszty pobytu maluszka u „Misiów”. Jeśli ustawa żłobkowa zostanie zmieniona, będzie to z korzyścią dla wszystkich mam – dla tych, którym marzy się żłobkowy biznes i tych, którym…już nie marzy się miejsce w żłobku samorządowym, bo ich pociecha jest na 186 miejscu na liście rezerwowej.

Nie da się ukryć – funkcjonowanie matek na polskim rynku pracy (czy to polska specyfika – nie wiem, może są wśród naszych Czytelniczek emigracyjne mamy, które podzielą się swoim doświadczeniem…) przypomina nieco kota kręcącego się w celu złapania własnego ogona. Żeby zabrać się za szukanie pracy, trzeba znaleźć opiekę dla dziecka i za nią zapłacić – miejsc w publicznych żłobkach jest wciąż za mało, a żeby znaleźć opiekę dla dziecka trzeba za nią zapłacić, należałoby więc mieć pracę i względnie ustabilizowane dochody.

Poza wszystkim: są dzieci, które najszczęśliwsze czują się pod opieką jednej osoby: niani czy babci. Są i takie, które uwielbiają towarzystwo równolatków i życie stadne wyraźnie im służy, jeśli chodzi o rozwój emocji i kompetencji społecznych.

W debacie o prorodzinnych rozwiązaniach prawnych chodzi w gruncie rzeczy o jedno: o danie rodzicom wyboru; o ustanowienie takich relacji między rodzicami, pracodawcami oraz wszystkimi podmiotami podejmującymi się opieki nad dziećmi, aby mama i tata nie czuli się jak w pułapce.

Na naszych oczach zachodzą zmiany w przepisach dotyczących urlopów macierzyńskich i wychowawczych. Czy Ustawodawca wróci do „ustawy żłobkowej”?

Agata Madej, jako że pomysły wciąż jej się w głowie najrozmaitsze lęgną, ma nadzieję, że tak.

Wszystkie informacje o „Misiach-Pysiach” znajdziecie tu:  http://www.misie-pysie.pl/

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Nałogowa czytelniczka, która kocha pisać i pisarka, która nie umie żyć bez czytania. Autorka powieści "Oaza spokoju" i "Pustostan". Copywriterka, webwriterka, blogerka. Matka, żona i kociara z tytułem naukowym.
Podyskutuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie