Czego szukasz

Gdy zamiast biznesu pojawia się… sens życia. Prywatny żłobek

Umówić się z nią prawie nie sposób, choć mieszka nieopodal. Drobna, krucha, o posturze nastolatki i energii wszystkich „swoich dzieci” razem wziętych, przemieszcza się z prędkością światła. Tak, oczywiście, chętnie ze mną porozmawia; jasne, jasne, nie ma sprawy. Byle nie dzisiaj, bo kontrola i nie jutro, bo…, ale jeśli zadzwonię w poniedziałek, to na pewno się umówimy. Ale w poniedziałek znów ktoś, coś, gdzieś… 

  • Agnieszka Nietresta-Zatoń - 30/11/2012

Wreszcie się udaje: Agata Madej, pomysłodawczyni i założycielka pierwszego w Krakowie niepublicznego żłobka „Misie – Pysie” znajduje dla mnie czas. W ostatniej chwili odrywam się od komputera: ups…pewnie się spóźnię, ale… jestem pierwsza. Agata pędzi, zaraz będzie…

Gdybym wiedziała na co się porywam…

Fakt, że chcę pisać o żłobku  kategoriach „pomysłu na biznes” kwituje uśmiechem, by nie rzec wprost: śmiechem – to nie jest trafiona koncepcja. O wszystkim mogę pisać, ale nie o biznesie. Żłobek jest wprawdzie spełnieniem marzeń; jest wielką pasją – inwestycją życia Agaty Madej, ale gdyby nie fakt, że pracują z mężem oboje (on w zupełnie innej branży), nie byliby w stanie z tego „biznesu” utrzymać rodziny.

Pomysł na żłobek pojawił się w momencie, kiedy Agata Madej po urodzeniu pierwszej córki  dość miała poszukiwania idealnej, wreszcie: dobrej i na koniec: możliwej do zaakceptowania niani. Nie udało się; trzeba było zostać w domu i na chwilę zapomnieć o zawodowej samorealizacji. Poszukiwania powiodły się dopiero przy drugiej córce, ale wtedy w głowie kiełkował już pomysł… A, że wykształcenie ma Agata Madej pedagogiczne oraz serce i rękę do dzieci, uległa własnym marzeniom i namowom znajomych. Kiedy pytam, czy dziś zrobiłaby to samo, odpowiada niemal natychmiast: nie. Ale nie dlatego, że czegokolwiek żałuje – przeciwnie, „Mysie – Pysie”, to całe jej życie, spełnione marzenie, które przerosło najśmielsze oczekiwania, ale z bardzo prostego powodu: wtedy nie wiedziała na co się porywa, a porywanie się z motyką na słońce to przenośnia raczej lekkiego kalibru, w porównaniu z tym, co na nią czekało.

Kiedy pierwszego września 2011 roku Sanepid „odbierał” żłobek przy ulicy Raciborskiej w Krakowie, pracownicy sanepidu nie mogli się nadziwić: to był pierwszy od dwudziestu lat niepubliczny żłobek, z którym mieli do czynienia! Wprawdzie placówka przy ulicy Janowskiego działa dłużej, bo od roku 2008, ale najpierw była to tylko Akademia Maluszka – klubik dziecięcy, w którym maluchy korzystały z systemu karnetowego, czyli spędzały czas  przez kilka godzin dziennie, w zależności od potrzeb rodziców. Dziś to Żłobek Niepubliczny „Misie – Pysie” nr 2. Jest jeszcze „trójka” – „Misie – Pysie” przy ulicy Kadłubka oraz placówka na krakowskim Złocieniu, którą Agata Madej prowadzi w partnerstwie z Miastem Kraków.

Ufff… Sporo jak na jedną kobietę.

Jedną…Agata Madej jest wprawdzie Panią Dyrektor, ale jak podkreśla, nieustannie kibicuje jej mąż. No i przede wszystkim ma rewelacyjnych pracowników. W tym zawodzie nie ma osób przypadkowych: praca z najmłodszymi dziećmi jest bardzo specyficzna i po prostu trzeba tę robotę kochać. Ciocie z „Misiów – Pysiów” kochają tak bardzo, że maluchy przechodzą adaptację niemal bezboleśnie, a potem wsiąkają w … ciocie – te najmniejsze, albo w grupę rówieśniczą – te starsze i konia z rzędem temu z rodziców, któremu uda się malucha namówić na wyjście ze żłobka bez protestów!

Dlaczego więc jest tak źle skoro jest tak dobrze?

Wszystkiemu winna słynna ustawa żłobkowa, czyli Ustawa z dnia 4 lutego 2011 r. o opiece nad dziećmi w wieku do lat 3 (Dz. U. z dnia 3 marca 2011 r.), w której zasady finansowania niepublicznego żłobka zapisano w sposób następujący:

Art. 60. 1.Podmioty, o których mowa w art. 8 ust. 1, prowadzące żłobek lub klub dziecięcy mogą otrzymać na każde dziecko objęte opieką w żłobku lub klubie dziecięcym dotację celową z budżetu gminy.

2.Wysokość i zasady ustalania dotacji celowej, o której mowa w ust. 1, określa rada gminy w drodze uchwały.

(Rozdział 8: Finansowanie i zlecanie zadań z zakresu opieki)

Widzicie haczyk?

Jest tutaj: żłobek  m o ż e otrzymać dotację. Może – nie oznacza, że otrzyma. Nawet, jeśli spełni  w s z y s t k i e wymagane przepisami warunki. O ile w przypadku zakładania niepublicznego przedszkola, podmiot prowadzący ma gwarancję, że owe warunki spełniwszy – dotację otrzyma, o tyle w przypadku żłobka pewności nie ma.

Agata Madej mogłaby długo opowiadać o rozmowach z krakowskimi radnymi i urzędnikami, od decyzji których zależy bezpieczeństwo finansowe jej „biznesu” i złego słowa nie powie: są kompetentni, życzliwi, chętnie podejmują rozmowę, nie dążą do konfrontacji. Ale wobec przepisów często i oni są bezradni. Gdyby dotacje dla żłobków kierowane były z budżetu centralnego, sprawa wyglądałaby inaczej. Może kiedyś…

Pani dyrektor tańczy

W ciągu dnia Agata Madej ma swoje święte pół godziny. Wyprowadza wtedy psa. W piątkowe wieczory oraz weekendy dokonuje objazdu swoich „włości” i sprawdza, czy wszystko spełnia wymogi bezpieczeństwa, dokonuje niezbędnych napraw i poprawek.

Tak, sypia. Tak, jada. Tak twierdzi…

Na maile odpowiada wieczorami, kiedy już położy spać swoje osobiste dzieci.

Od poniedziałku do piątku jest w pracy do osiemnastej; później – podobno tylko myślami.

Chociaż, kto kiedykolwiek miał do czynienia z pracą pedagoga, nauczyciela, wychowawcy wie, że z takiej pracy się nie wychodzi nigdy.

Dlatego Agata Madej tak ceni swoje pracowniczki: dawno nie słyszałam pracodawcy, który miałby tyle ciepłych słów dla swoich podwładnych. Nie wiem zresztą, czy słowo „podwładny”  jest tu na miejscu – relacje łączące Dyrektorkę, Kierowniczki oddziałów oraz wszystkie Ciocie muszą być oparte nie tylko na biznesowej lojalności, ale przede wszystkim na dwustuprocentowym zaufaniu: w grę wchodzi życie i zdrowie najmłodszych dzieci.

Kiedy, w oczekiwaniu na rozmowę, przyglądam się ilości dyplomów i certyfikatów wiszących na ścianach żłobka, zdaję sobie sprawę, jak wielu umiejętności i zdolności potrzeba, żeby zapewnić dzieciom bezpieczeństwo i optymalne warunki rozwoju pod nieobecność rodziców.

Ustawa stanowi:

Art. 10.Do zadań żłobka i klubu dziecięcego należy w szczególności:

1) zapewnienie dziecku opieki w warunkach bytowych zbliżonych do warunków domowych;

2) zagwarantowanie dziecku właściwej opieki pielęgnacyjnej oraz edukacyjnej, przez prowadzenie zajęć zabawowych z elementami edukacji, z uwzględnieniem indywidualnych potrzeb dziecka;

3) prowadzenie zajęć opiekuńczo-wychowawczych i edukacyjnych, uwzględniających rozwój psychomotoryczny dziecka, właściwych do wieku dziecka.

Art. 15. 1.Skład personelu zatrudnionego w żłobku lub klubie dziecięcym jest dostosowany do liczby dzieci uczęszczających do żłobka lub klubu dziecięcego.

2.Jeden opiekun może sprawować opiekę:

1) w żłobku – nad maksymalnie ośmiorgiem dzieci, a w przypadku gdy w grupie znajduje się dziecko niepełnosprawne, dziecko wymagające szczególnej opieki lub dziecko, które nie ukończyło pierwszego roku życia maksymalnie nad pięciorgiem dzieci;

2) w klubie dziecięcym – nad maksymalnie ośmiorgiem dzieci, a w przypadku gdy w grupie znajduje się dziecko niepełnosprawne lub dziecko wymagające szczególnej opieki maksymalnie nad pięciorgiem dzieci.

3.W żłobku, do którego uczęszcza więcej niż dwadzieścioro dzieci, zatrudnia się przynajmniej jedną pielęgniarkę lub położną.

Wszystkie „Misie – Pysie” wpisane są do  Rejestru Żłobków Miasta Krakowa i są pod kontrolą Wydziału Zdrowia Urzędu Miasta.

Wszystkie Ciocie realizują autorskie programy …hmmm… nauczania;) i wszystkie ukończyły pediatryczne kursy pierwszej pomocy przedmedycznej. W żłobkach prowadzonych przez Agatę Madej dyżurują logopeda, pielęgniarka, położna i psycholog. I oczywiście – sama Pani Dyrektor, którą często można spotkać wczesnym rankiem, kiedy, oczekując na rodziców, odziana w strój poważnej bizneswoman tańczy … boso ze „swoimi maluchami” na kolorowym dywanie.

Po ostatnich aferach z dzikimi placówkami, które określały się mianem żłobków, sposób funkcjonowania  p r a w d z i w e g o żłobka poraża swą precyzją. To naprawdę poważny biznes!

Życie na kredycie

Agata Madej wybrała „życie na kredycie”, ale nie żałuje swojej decyzji. Robi to, co kocha. Jest typem dyrektora, któremu w Ustawie poświęcono punkt pierwszy w rozdziale drugim w artykule osiemnastym: daje rękojmię należytego sprawowania opieki nad dziećmi. Kiedy opowiada o swojej pracy, żywo gestykulując i z takim błyskiem w oku, jakby właśnie wygrała milion dolarów, ma się pewność, że są rzeczy ważniejsze, niż pieniądze.

Cena pobytu dziecka w „Misiach – Pysiach” na pewno nie przekracza kwoty, jaką bierze całodzienna niania. Tegoroczna dotacja jeszcze obniżyła koszty pobytu maluszka u „Misiów”. Jeśli ustawa żłobkowa zostanie zmieniona, będzie to z korzyścią dla wszystkich mam – dla tych, którym marzy się żłobkowy biznes i tych, którym…już nie marzy się miejsce w żłobku samorządowym, bo ich pociecha jest na 186 miejscu na liście rezerwowej.

Nie da się ukryć – funkcjonowanie matek na polskim rynku pracy (czy to polska specyfika – nie wiem, może są wśród naszych Czytelniczek emigracyjne mamy, które podzielą się swoim doświadczeniem…) przypomina nieco kota kręcącego się w celu złapania własnego ogona. Żeby zabrać się za szukanie pracy, trzeba znaleźć opiekę dla dziecka i za nią zapłacić – miejsc w publicznych żłobkach jest wciąż za mało, a żeby znaleźć opiekę dla dziecka trzeba za nią zapłacić, należałoby więc mieć pracę i względnie ustabilizowane dochody.

Poza wszystkim: są dzieci, które najszczęśliwsze czują się pod opieką jednej osoby: niani czy babci. Są i takie, które uwielbiają towarzystwo równolatków i życie stadne wyraźnie im służy, jeśli chodzi o rozwój emocji i kompetencji społecznych.

W debacie o prorodzinnych rozwiązaniach prawnych chodzi w gruncie rzeczy o jedno: o danie rodzicom wyboru; o ustanowienie takich relacji między rodzicami, pracodawcami oraz wszystkimi podmiotami podejmującymi się opieki nad dziećmi, aby mama i tata nie czuli się jak w pułapce.

Na naszych oczach zachodzą zmiany w przepisach dotyczących urlopów macierzyńskich i wychowawczych. Czy Ustawodawca wróci do „ustawy żłobkowej”?

Agata Madej, jako że pomysły wciąż jej się w głowie najrozmaitsze lęgną, ma nadzieję, że tak.

Wszystkie informacje o „Misiach-Pysiach” znajdziecie tu:  http://www.misie-pysie.pl/

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Nietresta-Zatoń
Nałogowa czytelniczka, która kocha pisać i pisarka, która nie umie żyć bez czytania. Autorka powieści "Oaza spokoju" i "Pustostan". Copywriterka, webwriterka, blogerka. Matka, żona i kociara z tytułem naukowym.
Podyskutuj

Pomóż stanąć na własnych nogach – zdecyduj kto wygra 30 tysięcy na rozwój biznesu!

Kto wygra 30 tysięcy na rozwój swojego produktu i biznesu? Zdecyduj i zagłosuj. Konkurs Stań na własnych nogach, właśnie wszedł w 2 etap - głosowania na jeden z wybranych 50 zgłoszeń. Zobacz wybrane produkty i oddaj swój głos! Głosowanie trwa do 5 września, a każda klubowiczka Rossmann może oddać tylko 1 głos!
  • Joanna Gotfryd - 01/08/2019
sofa, nogi kobiety i laptop na kolanach - plakat zapowiadający akcję Rossmanna

Stań na własnych nogach – prawie 500 zgłoszeń!

Konkurs Stań na własnych nogach, to akcja, którą organizujemy wspólnie z firmą Rossmann. Od 15 czerwca do 20 lipca można było zgłosić do konkursu swój produkt, tworzony z pasją, który ma szanse stać się biznesem i dać niezależność finansową jego twórczyni.

Do konkursu zgłoszono prawie 500 prac konkursowych! Komisja konkursowa złożona z przedstawicieli Rossmann i Fundacji Mamo Pracuj miała bardzo trudne zadanie – wybranie 50 prac, które przejdą do 2 etapu konkursu.

Wśród zgłoszonych prac było dużo zabawek – lalek, szydełkowanych misiów oraz książeczek. Sporo zgłoszeń dotyczyło akcesoriów dla dzieci – kocyków, wielorazowych pieluszek, personalizowanych przedmiotów czy produktów idealnych na prezent, np. z okazji urodzenia dziecka.

Przedsiębiorcze i twórcze kobiety do konkursu zgłosiły także ręcznie robione kosmetyki – szampony, mydła i kremy – bez konserwantów, na bazie naturalnych składników.

Nie zabrakło także artykułów dla domu – ozdobnych bibelotów, naturalnych świec i dekoracyjnych przedmiotów.

Wśród zgłoszonych prac była też odzież i akcesoria modowe, a także akcesoria wpisujące się w trend zero waste – wielorazowe artykuły higieniczne i zamienniki jednorazowych foliówek na zakupy.

Zobacz jakie produkty znalazły się w 2 etapie konkursu! >>

Głosowanie na najlepszy produkt

Teraz klubowicze Rossmann mogą zagłosować na najlepszy – ich zdaniem – produkt.

Głosowanie potrwa od 1 sierpnia do 5 września. Każdy klubowicz Rossmann może zagłosować tylko jeden raz, dlatego warto starannie przejrzeć wybrane do 2 etapu prace.

Zwycięzców, którzy otrzymają nagrody – pierwszą – 30 tysięcy złotych, oraz drugą i trzecią – odpowiednio – 20 i 10 tysięcy – poznamy już 10 września.

Zagłosuj, pomóż stanąć na własnych nogach! >>>

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Joanna Gotfryd
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.

Moda mi w duszy gra – historia Justyny, właścicielki marki Just.Slow

"Moje ubrania mają nie być modne, bo moda jest chwilowa i ulotna. Chcę, żeby ubrania just.slow były uniwersalne i ponadczasowe. Żeby można je było włożyć zawsze i na wiele okazji (...)". O pasji, modzie i tworzeniu własnej marki odzieżowej będąc mamą malutkich dziewczynek, rozmawiamy z Justyną Dziatkowską, projektantką, twórczynią proekologicznej odzieżowej marki Just.Slow.
  • Agnieszka Kałużna - 29/07/2019
Justyna Dziatkowska, justslow.eu

Kiedy tak naprawdę narodziło się marzenie o własnej marce?

Kiedy zrodziło się marzenie… Tak naprawdę, odkąd pamiętam miałam smykałkę do kreowania i tworzenia czegoś własnego. Mam spore zdolności manualne. Jako nastolatka kupowałam odzież w second hand’ach i przerabiałam je po swojemu lub szyłam z niej zupełnie nowe rzeczy. Ze starych dżinsów potrafiłam uszyć ręcznie plisowaną spódnicę i to bez użycia maszyny do szycia, torebkę dodawaną do gazety jako forma reklamy obszywałam materiałem, by mieć coś oryginalnego. Czyli od zawsze byłam związana z modą i projektowaniem.

Chęć stworzenia własnej linii odzieży zrodziła się tak naprawdę wraz z pojawieniem się na świecie moich dzieci. Pierwotnie pomysł na biznes był nieco inny, związany z inną dziedziną, niemniej jednak cały czas był związany z branżą modową. Z czasem ewoluował, by finalnie zatrzymać się na projektowaniu i szyciu ubrań dla kobiet.

A skąd czerpiesz inspirację?

Jeżeli chodzi o kroje ubrań, to pomysł na pierwszą kolekcję i jej formę wynikał z moich własnych potrzeb. Pierwszą córkę bardzo długo karmiłam piersią i brakowało mi ubrań, w których mogłabym wygodnie i bez skrępowania nakarmić dziecko. Te dostępne na rynku, dedykowane mamom karmiącym, kompletnie do mnie nie przemawiały i daleko odbiegały od mojego gustu i bliskiej mi estetyki. Poza tym wyszłam z założenia, że karmienie piersią, choć to piękny czas, jest tylko przejściowym okresem w moim życiu i tak samo byłoby z ubraniami. Dbam o małą zawartość szafy, lubię minimalizm i prostotę, a także rozsądnie kupuję, więc zbędne wydatki na ubrania „na chwilę” nie wchodzą w grę.

Kiedy miała pojawić się na świecie moja druga córka, postanowiłam przełożyć rodzące się w mojej głowie pomysły na papier. Zaprojektowałam sukienkę i bluzkę dla mnie idealną. Miały spełniać funkcję zasadniczą, czyli dawać możliwość karmienia piersią, ale przede wszystkim miały pięknie wyglądać i być wygodne.

Oczywiście nie odkryłam przysłowiowej Ameryki i inspirację zaczerpnęłam z historii mody. Kopertowa sukienka czy bluzka, która pojawia się w mojej pierwszej kolekcji już od stuleci była noszona w formie kimona. W latach 30. pojawiła się w kolekcjach Elsy Schiaparelli, by stać się masowym modelem w okresie Wielkiego Kryzysu. W latach 70. amerykańska designerka i guru kobiecej mody, Diane Von Furstenberg, zafascynowana kulturą Dalekiego Wschodu zaczęła eksperymentować z małymi kopertowymi topami i materiałami. Jej pomysły szybko ewoluowały i powstała sukienka kopertowa, którą w 1975 roku sprzedała w około pięciu milionach egzemplarzy!

To bardzo ciekawe. Nie miałam o tym pojęcia! A powiedz, z myślą o kim projektujesz swoje ubrania? O mamach karmiących?

Moje ubrania tworzone są z myślą o kobietach. Wiem, że to może banalne stwierdzenie, ale tak rzeczywiście jest. Jestem zwykłą kobietą i mamą. Nie jestem ideałem, nie mam wyglądu i aparycji wybiegowej modelki. Dlatego ważne jest dla mnie, by moje ubrania leżały dobrze na takich kobietach jak ja. Zwyczajnych, nieidealnych, pełnych niedoskonałości.

Dla naszych Czytelniczek Justyna przygotowała specjalny 10% rabat na zakupy hasło: mamopracuj, ważny do końca 31.08.2019 r.

Każda z nas jest inna i każda zasługuje na to, żeby wyglądać pięknie i czuć się komfortowo. Taka idea przyświeca mi w projektach. Stąd też wybór pierwszego kroju. Sukienka kopertowa to strój, który pasuje do każdego typu sylwetki. Dzięki wiązaniu sama decydujesz o głębokości dekoltu czy wysokości talii. To krój dla kobiet, które chcą się czuć kobietami. Nie wymaga wysiłku i nadaje się na każdą okazję. Pasuje do każdego miejsca na świecie i odpowiada potrzebom współczesnych kobiet.

Zależy mi na tym, żeby moje ubrania były nowoczesne, więc dużą inspiracją jest też dla mnie miasto. Lubię miejskie życie, więc inspiruje mnie architektura, kolory miasta, ulice, ludzie…. Połączenie nowoczesnych krojów z naturalnych materiałów, w których każda z nas może pokazać się w dowolnym miejscu miejskiej dżungli to dla mnie priorytet.

Jak docierasz do grupy odbiorców?

Na chwilę obecną pracuję nad zbudowaniem fajnej społeczności w social mediach. Prowadzę fanpage na Facebooku i oczywiście konto na Instagramie – zapraszam do odwiedzenia 😉. Ważne jest dla mnie, żeby dotrzeć nie tylko do osób zainteresowanych modą, ale także do mam karmiących piersią, bo stąd wywodzi się pomysł na odzież i do osób zainteresowanych ekologicznymi i przyjaznymi środowisku wyborami.

Na pewno moje kolejne działania będą opierały się na rozsądnej i ciekawej reklamie. Mam też nadzieję, że w jesiennej edycji targów branżowych np. krakowski Kiermash czy targi dla mamy i dziecka uda mi się pokazać swoje produkty. Wszystko jest jednak zależne od najmłodszej w rodzinie (śmiech).

Masz dwoje malutkich dzieci. Jak udaje ci się łączyć te dwie przestrzenie: zawodową i rodzinną?

Oczywiście nie jest lekko. Dziewczynki są na tyle małe, że wymagają ciągłej opieki i uwagi. Trudno wymagać od nich samodzielności, skoro jedna dopiero co przestała być noworodkiem… Myślę, że to kwestia motywacji i dobrej organizacji. Oczywiście nic na siłę, wbrew sobie czy ze szkodą dla dzieci lub rodziny. We wszystkim trzeba mieć umiar i trochę luzu.

Wierzę, żę trzeba dać sobie taką ewentualność, że nie wszystko zawsze idzie zgodnie z planem. Czasem tak po prostu bywa. Dla mnie to nie jest powód do stresu czy załamania, a motywacja do pracy i szukania sposobów na rozwiązanie danej trudności.

Mam jasno wytyczone cele i do nich dążę. Jasne jest, że nie jestem samowystarczalna i nieocenionym wsparciem jest dla mnie mój partner. To bardzo ważne, żeby mieć przy sobie kogoś, kto wesprze, zmotywuje, odciąży w jakichś obowiązkach lub czasem wykona coś za ciebie. Bez niego wiele rzeczy nie byłoby możliwych.

To prawda. A teraz jeszcze z tej „zawodowej beczki”: slow fashion czyli świadome podejście do mody to ostatnio prężnie rozwijający się trend. Co wyróżnia markę Just Slow na tym tle?

Moje ubrania mają nie być modne, bo moda jest chwilowa i ulotna. Chcę, żeby ubrania just.slow były uniwersalne i ponadczasowe. Żeby można je było włożyć zawsze i na wiele okazji, a także, żeby pasowały do innych rzeczy, które już się w szafie znajdują. Stąd wybór bardzo stonowanych i jednolitych kolorów.

Moje ubrania mają być stylowe i kobiece. Podkreślać nasze atuty i ukrywać to, co aktualnie chcemy ukryć (o ile chcemy, śmiech). Dlatego tak ważny jest dla mnie krój. Oczywiście ogromne znaczenie ma to, z czego są wykonane i dlatego do pierwszej kolekcji został użyty dość unikatowy materiał, jakim jest bambus. Wybór nie jest przypadkowy i został poprzedzony wnikliwym rozeznaniem na rynku odzieżowym i tekstylnym.

Wiem, że ważne jest dla ciebie działanie w zgodzie z troską o naszą planetę. Jak to przekłada się na twoją pracę?

W codziennym, domowym życiu staram się myśleć, co wybieram. Ograniczam zużycie środków chemicznych, zastępuję je naturalnymi. To samo tyczy się kosmetyków. Sięgam po te ekologiczne, na bazie naturalnych składników. Staram się wybierać to, co jest w szkle lub zupełnie bez opakowania, a jeżeli już w plastiku, to takim, który nadaje się do recyklingu.

Podobnie w pracy. Wykroje układane są w szwalni tak, aby zminimalizować ilość odpadków, ubrania pakowane są bez użycia folii czy plastikowych elementów. Kartoniki czy papier, w którym wysyłam ubrania pochodzą z recyklingu. Uprawy bambusa, z którego uszyte są ubrania są ekologiczne, bo bambus rośnie szybko i nie wymaga kompletnie używania pestycydów. A sama tkanina jest niezwykle wytrzymała, dzięki czemu będzie długo służyła. To są małe, ale myślę, że dobre wybory, którymi mogę się przysłużyć naszej planecie.

Jasne, kropla drąży skałę! A powiedz, gdyby ktoś chciał coś przymierzyć, zobaczyć, dotknąć… można was spotkać stacjonarnie?

Marzę o swoim butiku i wierzę, że kiedyś będę mogła do niego zapraszać, ale na razie moje ubrania można jednak już teraz zobaczyć stacjonarnie w concept store FREEDOM w Krakowie, przy ulicy Parkowej 1. Serdecznie zapraszam wszystkich z Krakowa i nie tylko do odwiedzenia tego zaczarowanego miejsca. Na pewno będę szukała kolejnych miejsc, w innych miastach, które pozwolą na stacjonarną sprzedaż.

W jakim kierunku chciałabyś rozwijać markę?

Chciałabym zachować autentyczność i spójność marki. To, co tworzę jest w 100% zgodne ze mną i moim gustem. Zależy mi, żeby tak pozostało. Na pewno chciałabym mieć większą liczbę modeli, poszerzyć asortyment o dzianiny, np. swetry czy kardigany z bambusowej przędzy, a także w przyszłości o dodatki, które mogłyby być świetnym uzupełnieniem czy dopełnieniem tak prostych ubrań.

Niemniej jednak dalszy rozwój marki pod kątem kreacji, dalej widzę w takim minimalistycznym wydaniu, bo to mi w duszy gra. Interesują mnie też ekologiczne i nietypowe materiały, np. te tkane z przędzy konopnej czy pokrzywy. Jak już wcześniej wspomniałam na liście marzeń jest też własne miejsce, własny butik z ubraniami, ale do tego jeszcze daleka droga…

Co czujesz, gdy spotykasz na ulicy dziewczynę w sukience od Just Slow?

To wspaniałe uczucie, zobaczyć kogoś w ubraniu swojego projektu. Odbieram to jako nagrodę za moją pracę i potwierdzenie, że nie poszła na marne. Czuję się dowartościowana i mam apetyt na więcej.

Moja ostania klientka wybrała sukienkę w kolorze ecru na swój ślub cywilny… nie ukrywam, że wspaniale było „towarzyszyć” jej w tak wyjątkowym dniu.

Gdzie widzisz się za dwa-trzy lata?

Chciałabym robić nadal to, co kocham, co mnie interesuje, czyli tworzyć swoją markę odzieżową i być związana z branżą mody. Chciałabym się rozwijać w tym kierunku i poszerzać swoją wiedzę z zakresu konstrukcji odzieży, materiałoznawstwa, a także psychologii i marketingu mody. Chciałabym poszerzać swoją ofertę o kolejne, ekologiczne i nietypowe materiały. Krokiem rozwoju dla firmy z pewnością będą zagraniczne rynki sprzedaży i to też jest cel na mojej liście. Niemniej jednak, najważniejsza jest rodzina i za dwa-trzy lata, chciałabym nadal mieć dla niej czas i to jest mój priorytet.

Czym jest dla ciebie sukces?

Sukces nie ma dla mnie wymiaru materialnego. Sukces jest dla mnie uczuciem spełnienia i radości. Spokojem ducha i satysfakcją, że każdego dnia można się realizować i robić to, co się lubi, tak jak się lubi. To uczucie stabilizacji i komfortu psychicznego dzięki pracy, którą dobrze wykonałam i która znalazła grupę odbiorczą.

Co powiedziałabyś młodej mamie, które ma marzenie, ale nie bardzo wie, jak zacząć?

Żeby się nie bała. Żeby marzyła i realizowała marzenia. Żeby szukała wsparcia i pomocy w dążeniu do celu, bo znajdzie je zawsze. Mamy teraz naprawdę duże możliwości zarówno zmiany ścieżki zawodowej, jak i próbowania sił we własnym biznesie. Jest wiele miejsc, w których możemy się dokształcić, wyszkolić czy przebranżowić. Podobnie z możliwościami pozyskania środków na biznes.

Nie należy się obawiać, że się nie uda, że się nie da rady… bo kto jak nie my? Kobiety-mamy 🙂 Myślę też, że najlepszym wsparciem i motywacją jesteśmy same dla siebie, dlatego warto szukać i gromadzić wokół siebie takie kobiety, które próbują. Które się nie poddają i realizują swoje marzenia. One są dla nas najlepszym przykładem i pokazują, którędy można iść.

Dziękuję za rozmowę i życzę ci powodzenia w realizacji marzeń!

Dziękuję!

Zapraszamy na zakupy ze specjalnym 10% rabatem! Hasło: mamopracuj, ważny do końca 31.08.2019 r.

Zdjęcie główne i rodzinne: archiwum prywatne Justyny; zdjęcia z sesji: Anna Bąk Kolory Studio Fotografii

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kałużna
Spełniająca się żona, mama urwisa i urwiski, przedsiębiorca, redaktorka, muzyk. Z wykształcenia rosjoznawczyni i wokalistka. Ostatnio odkryłam, że artystyczną pasję można realizować... piekąc torty! Kocham słowo pisane, dobrą kuchnię, podróże w nieznane i letnie burze. I mocno wierzę w to, że samorealizacja ma wiele odsłon, często równolegle występujących.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail