Czego szukasz

Gdy owijam w bawełnę, żyję ;)

Bohaterka historii – Ania Tomaszewska-Cichowlas, jest współczesną kobietą renesansu. Wychowuje 2 córeczki, pracuje jako architekt, szyje pluszowe zabawki, robi filcowe dekoracje i prowadzi bloga Owijalnia.

Projektujesz prawdziwe domy i wymyślasz stroje dla lalek, piszesz wnioski do urzędów i przepisy na ciasteczka. Masz dwie córki – 4-letnią Mysię i 3-miesięczną Brysię. Na swoim blogu piszesz o sobie: mama, żona, architekt i hendmejdownik…. Kim jesteś najbardziej?

Najbardziej, to jestem mamą i żoną. Nie wyobrażam sobie, że ktoś mógłby odpowiedzieć inaczej. Uczucia są ponad wszystko.

Skąd pomysł na bloga i na takie szalone rzeczy, które robisz razem ze starszą córeczką? Mnie najbardziej spodobał się butik dla księżniczek.

Blog to jest wynikowa kilku rzeczy. Chyba każda skomputeryzowana mama, przebywająca z dziećmi w domu, zna ten rytuał: dziecko śpi, kawa (element stały), Internet (element opcjonalny) – taka minichwila ciszy i czasu wyłącznie dla siebie w ciągu całodziennej lataniny.
W pracy nigdy nie było czasu na oglądanie stron innych niż zawodowe. A po pracy, która polega głównie na rysowaniu rysunków technicznych w komputerze właśnie i pisaniu różnych pism i wniosków, miałam komputera serdecznie dość.
Dopiero, kiedy byłam w domu z dzieckiem, odkryłam, że Internet  to miejsce szalenie inspirujące. Blogi osób, które coś tworzą, zrobiły na mnie ogromne wrażenie. I zapałałam chęcią posiadania własnego. Na początku nawet nie po to, żeby ktoś go czytał – tylko właśnie po to, żeby po prostu go mieć. A ponieważ od zawsze szyłam, haftowałam, szydełkowałam, wyklejałam i uprawiałam wszelkie inne możliwe formy tworzenia, blog nie mógł być o niczym innym.
A jeśli chodzi o szalone zajęcia, to jest tak: Mysia uwielbia się bawić figurkami. Nie jest to z kolei moja ulubiona forma zabawy. Staram się więc wymyślać aktywności, które nas obie usatysfakcjonują – i dlatego tak sobie razem tworzymy.

Czy blog to odskocznia od zupek, kupek i ząbkowania?

Nie – odskocznią od rutyny jest to, co rzeczywiście robię – szycie, rysowanie itp. Na blogu pojawiają się już efekty tych działań, więc jest to tylko rodzaj pamiętnika, a nie odskocznia sama w sobie.

Jesteś architektem i pracujesz w firmie męża. Mając dwie małe córki, pracujesz wtedy, kiedy możesz – super, że trafiłaś na pracodawcę przyjaznego młodym mamom 😉 (śmiech) idealne rozwiązanie!

O tak! To w dodatku najprzystojniejszy pracodawca, jakiego znam (śmiech). I kocha moje dzieci!
Ale tak na serio to rzeczywiście jest wielki komfort, móc pracować w najdogodniejszym dla siebie momencie, mając takie wsparcie. Ale też ten zawód daje taką możliwość. To jest zajęcie, które w dużej mierze „dzieje” się w głowie. Wiele razy zdarzyło mi się spacerować z Myszą w wózku, a w głowie poruszać się po czyimś projektowanym domu czy budynku biurowym i wymyślać jakieś rozwiązania, które potem przelewałam na papier. Potem rzeczywiście przychodzi czas wielogodzinnego, żmudnego siedzenia przed komputerem – rysunki techniczne, wizualizacje, pisma do urzędów… Jednak można to robić etapami, po dwie trzy godziny dziennie. W ten sposób udawało mi się z powodzeniem kończyć całkiem duże projekty.

Pracujesz w domu, czy wychodzisz do biura? Kiedy pracujesz? Kto wtedy zajmuje się dziećmi?

Pracowałam i w domu (praca nad rysunkami do projektów budowlanych i wykonawczych), i w biurze (rysowanie, spotkania z inwestorami, drukowanie projektów), i „w terenie” (inwentaryzacje – nierzadko wymagające karkołomnych wspinaczek w celach eksploracji starych strychów i odwiedzin w ciemnych piwnicach, wizje lokalne).
Młodsza córeczka – Brysia – ma dopiero trzy miesiące, więc na razie jestem tylko dla niej. Wcześniej najczęściej pracowałam wtedy, kiedy Mysza spała. Dwa dni w tygodniu wnusią zajmowały się babcie. Potem, kiedy Mysz była już większa, chodziła do takiego przedprzedszkola – też dwa dni w tygodniu po 4 godziny. I tak metodą kombinowaną wszystko się udawało.

Skąd pomysły na te cuda, które zamieszczasz na blogu?

Wyobraźnia moja i córki jest nieograniczona (śmiech). Poza tym nieoceniona jest inspiracja, jaką znajduję na blogach innych mam – oglądam, a potem transformuję na własny użytek.

Podoba mi się taki rozrzut tematyczny: szyjesz, pieczesz, robisz dekoracje na ścianę i zabawki dla córki. Kobieta renesansu!

Ojejku, no bardzo dziękuję! Ale myślę, że każda z nas to robi w mniejszym lub większym stopniu, tylko nie każda pokazuje to na blogu.

Jak wygląda Twój dzień, kiedy znajdujesz czas na pracę, bloga, bycie mamą?

Rano jest absolutna zawierucha. Wstajemy, ubieramy siebie i dzieci, ogarniamy najbardziej wymagające ogarnięcia przestrzenie mieszkaniowe – na szczęście małe, usiłujemy coś zjeść. Mąż, w drodze do pracy, odwozi Myszę do przedszkola. Ja już usypiam Brysię, która jeszcze długo bez spania nie wytrzymuje. Kiedy śpi to ja mam czas na kawę – jakieś 20-30 min. Oczywiście z tą kawą zawsze coś robię – prasuję, „internetuję” albo ugniatam ciacho ;). A potem znów w biegu: sprzątanie, obiad, spacer, wraca Mysza, bawimy się, wraca tato-mąż, jemy obiad, mycie Brysi, mycie Marysi, usypianie. Uffff J. O 21.30-22 dom się uspokaja. Czas na pracę, ewentualnie bloga, szycie, rozmowy.

A czas dla siebie? Co wtedy robisz i czy często się zdarza (czas dla siebie)?

Na razie czasu dla siebie brak – tzn. myślę o czasie samotnych wyjść, poza dom, na dłuższy spacer, samotne zakupy, jakąś aktywność fizyczną itp. Brysia je na żądanie, więc nie oddalam się dalej niż do osiedlowego sklepu. Ale wiosną będzie lepiej. Na razie jakoś mi tego bardzo nie brakuje – może dlatego, że mam mnóstwo fajnych planów i tylko szukam luk czasowych na ich realizację.

Twoja grupa wsparcia to …

Przede wszystkim mąż! Najlepszy na świecie. Obie babcie i siostra męża, a moja koleżanka ze studiów, też podwójna mama. Oraz fajna sąsiadka posiadająca oseska dwa miesiące młodszego od Brysi.

Skąd czerpiesz siły do tego wszystkiego?

Ja jestem jak akumulator, im więcej robię, tym bardziej się ładuję. Ciągle mi jakieś pomysły chodzą po głowie. Bezruch i brak zajęć mnie dołują i wpędzają w chandrę. Nie lubię bezczynności. No i mam kogo kochać, a co za tym idzie komu dawać i od kogo brać.

Twoje plany na najbliższy rok i na 5 lat to…?

Plan numer jeden to internetowy sklep z rękodziełem moim, mojej mamy i mojej teściowej. Strasznie fajne kobiety, które w dodatku wyśmienicie szyją i są otwarte na wszelkie rękodzielnicze pomysły, które im podsuwam.
Plan drugi to powrót do pracy architekta i dwie szczęśliwe dziewczynki mające mamę, która tylko czasem „wybywa”. Fajny, ciepły dom, gdzie każdy ma swoje miejsce i gdzie dobrze czują się i dzieci, i dorośli.

Proszę Cię o słowo inspiracji/zachęty dla mam, które szukają pracy, i „siedzą w domu”, co byś im poradziła, jak zachęciła do działania?

Ja nie do końca zgadzam się z teorią, że najważniejsza jest nie ilość czasu spędzanego z dzieckiem, tylko jego jakość. Dla mnie osobiście godzina superhulanek dziennie, bez zwykłego „domu z obiadem”, gdzie jest czas na przeżywanie i dobrych, i złych emocji, i nudy, i ekscytacji – to za mało. Więc jeśli tylko mamy taką możliwość, to bądźmy dla dzieci jak najdłużej, bo to jest najważniejsza praca świata. Jeśli umiemy być cierpliwe i zdajemy sobie sprawę, że frustracja związana z ciągłym byciem w domu jest tylko chwilowa i prędzej czy później będziemy miały coraz więcej czasu na pracę, łatwiej ją znieść.
Najważniejsze jest robienie z dziećmi tego, co lubimy razem, a nie tylko tego, co one lubią. Wtedy nie tylko dajemy, ale też bierzemy od nich i czujemy się spełnione.
A jeśli chodzi o pracę, to miło jest, jeśli przynajmniej nas interesuje, a idealnie, jeśli naprawdę lubimy ją wykonywać i jest naszą pasją – wtedy można próbować osiągnąć stan równowagi, kiedy dzieci są odskocznią od pracy, a praca od dzieci. I obie rzeczy są równie przyjemne.

Dziękuję za rozmowę, życzę Ci wielu sukcesów, fajnych pomysłów na rękodzieło, które umieścisz na swoim blogu.

Blog Ani nazywa się Owijalnia, czyli Owijam w bawełnę i znajdziecie go tutaj: http://owijalnia.blogspot.com/

Rozmawiała Joanna Gotfryd

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Podyskutuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie