Czego szukasz

Jakie są wady i zalety franczyzy?

Każdy biznes opiera się przede wszystkim na różnego rodzaju relacjach i zależnościach. Franczyza jest to wypracowany system powiązań pomiędzy franczyzodawcą a franczyzobiorcami, którzy działają według ściśle ustalonych zasad. Nie ma systemów idealnych, ale można znaleźć i dopasować do siebie partnerów biznesowych, którzy będą gotowi na współpracę, a ich cele, potrzeby i wizje prowadzenia biznesu tożsame. Dzięki temu osiągną wspólny sukces.

  • Agnieszka Słowik - 29/05/2019

Aby było to możliwe decyzje biznesowe powinny być podejmowane w sposób świadomy. Dlatego właśnie chciałabym przyjrzeć  się bliżej cechom charakterystycznym dla systemów franczyzowych oraz wskazać ich zalety i wady.

Zalety franczyzy

1. Dzięki sprawdzonemu modelowi biznesowemu ryzyko niepowodzenia przedsięwzięcia franczyzowego jest bardzo niskie.

2. Różnorodność ofert franczyzowych otwiera drzwi do prowadzenia własnego biznesu zarówno dla osób z wykształceniem zawodowym, średnim jak i wyższym.

3. Szeroki katalog sieci franczyzowych umożliwia inwestycje zarówno dla inwestorów z małym i większym kapitałem inwestycyjnym.

4. Franczyzodawca udziela wsparcia franczyzobiorcy (szkolenia, badania marketingowe, kampanie promocyjne).

5. Franczyzobiorca działa na rynku jako niezależny przedsiębiorca, ale przynależy do większej sieci, w związku z tym ma mocniejszą pozycję na rynku lokalnym.

6. Ekonomia skali – czyli duży może więcej! W ramach sieci można uzyskać na przykład bardziej konkurencyjne ceny zakupu towarów.

7. Dynamika rozwoju sieci franczyzowych zarówno na rynku krajowym, jak i międzynarodowym umożliwia i wspomaga rozwój działalności na rynku europejskim, a nawet światowym.

8. Banki często chętniej udzielają kredytów franczyzobiorcom ze względu na sprawdzoną markę franczyzodawcy.

Wady franczyzy

1. Jeżeli jesteś osobą kreatywną i lubiącą zmiany, zastanów się czy franczyza jest dla Ciebie. Musisz prowadzić firmę zgodnie ze wskazaniami franczyzodawcy. Jeżeli w przyszłości będziesz miała własne pomysły na wprowadzenie zmian, mogą one nie zostać zaakceptowane przez franczyzodawcę i nie będziesz miała prawa ich realizować.

2. Franczyzodawca ma prawo na wprowadzania zmian dotyczących sposobu prowadzenia biznesu, a nawet zakończenia działalności danej sieci franczyzowej.

3. Należy pamiętać o tym, że franczyza to sieć. Mimo że jesteś niezależnym przedsiębiorcą, będziesz częścią zespołu wszystkich franczyzobiorców. Czy jesteś otwarta na taką współpracę?

4. Mniejsze ryzyko zazwyczaj wiąże się z niższym zyskiem. W przypadku franczyzy wynika to z dodatkowej opłaty franczyzowej, którą franczyzobiorca uiszcza na rzecz franczyzodawcy.

Przed podjęciem każdej decyzji biznesowej, warto poświęcić czas na analizę własnych celów, potrzeb i marzeń. Biorąc pod uwagę nie tylko nasze priorytety, ale również cechy naszej osobowości i charakteru, należy zastanowić się, czy franczyza jest dla nas najlepszym rozwiązaniem. Jeżeli odpowiedź jest pozytywna, to kolejnym krokiem będzie analiza rynku i wybór najlepszej oferty franczyzowej.

Sprawdź jakie pomysły na franczyzę przygotowaliśmy dla Ciebie.

Pomysły przedstawione są w kolejności alfabetycznej:

        

      Edukido

          Logo MathRiders          

          

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Słowik
Ekonomista, pasjonuje ją aktywny rozwój biznesu, szczególnie franczyza, dlatego kilka miesięcy temu założyła portal biznesowy www.RynekFranczyzy.pl i została pierwszym w Polsce brokerem franczyzowym. Asertywna idealistka, która lubi łamać stereotypy i zachęcać do działania innych. Z jej inicjatywy powstał także serwis dla mam www.MamaSprzeda.pl. Szczęśliwa mama 6-letniej Hani.
Podyskutuj

Moim szczęściem jest to, że mam szczęście do ludzi! – rozmowa z Pauliną Sommerrey

“Ludzie, których mam szczęście spotykać na swojej drodze, sprawiają, że nieważne co się dzieje, idę do przodu”- mówi Paulina Sommerrey, właścicielka Kancelarii Sommerrey & Partners. Osobiste, trudne doświadczenia oraz wsparcie, które otrzymała sprawiły, że przewartościowała swoje życie. Zapraszam do rozmowy o poczuciu spełnienia, sile do walki i ogromnej wdzięczności, dającej moc do dzielenia się dobrem z innymi!
  • Agnieszka Kaczanowska - 30/09/2020
Paulina Sommerrey właścicielka Kancelarii Sommerrey & Partners

Paulino, zaraz porozmawiamy o wspaniałych i ciekawych rzeczach, które robisz, ale też o tych trudnych momentach. Na początek jednak powiedz, jak się macie wszyscy po rozpoczęciu roku? Dajcie radę? W końcu masz dwóch synów w szkole, prawda?

Rozpoczęcie roku przyjęliśmy wszyscy z wielką radością, zarówno moi synowie, jak i ja. Po tylu miesiącach życia w domu, nauki zdalnej z dala od kolegów i znajomych z przyjemnością wróciliśmy do tzw. „normalności”. Nie tylko chłopcy potrzebowali znanej im codzienności. Dla mnie ich powrót do szkoły jest równoznaczny z poczuciem, że życie wraca do normy, może nieco innej, ale jednak normy.

Dziękuję. Mam do Ciebie tyle pytań, że nie wiem od czego zacząć! Kiedy przygotowywałyśmy się do tego wywiadu, powiedziałaś takie zdanie: „Moim szczęściem jest to, że mam szczęście do ludzi!”. I to pewnie będzie motyw przewodni naszego wywiadu.

Ja naprawdę mam „szczęście do ludzi” – choć może brzmi to dziwacznie. W moim życiu, jak u każdego zdarzają się różne etapy, raz lepsze raz gorsze. Jednak ludzie, których mam szczęście spotykać na swojej drodze, sprawiają, że nieważne co się dzieje, idę do przodu. Niektórzy inspirują, motywują swoją postawą, inni niosą realną, namacalną wręcz pomoc, jeszcze inni są pewnego rodzaju nauką czy drogowskazem. Zdecydowanie podtrzymuję to co Ci powiedziałam – „moim szczęściem, jest szczęście do ludzi”.

Przeczytaj także: Obniżka zasiłku chorobowego w ciąży w związku z Covid 19

Jesteś z wykształcenia prawniczką? Wspólnie z mężem prowadzicie kancelarię w Poznaniu. Co było pierwsze? Miłość czy wspólny biznes? 😉

Tak, ukończyłam studia na wydziale prawa, a następnie aplikację. Od wielu lat wraz z mężem prowadzimy wspólnie kancelarię w Poznaniu. To takie nasze trzecie dziecko. 🙂 Nie potrafię powiedzieć co było pierwsze, praca czy miłość. Poznaliśmy się 15 lat temu. Trochę jak w filmie – przyszłam na rozmowę o pracę do poznańskiej kancelarii, a Hubert prowadził moją rekrutację. Można by pomyśleć, że to była miłość od pierwszego wejrzenia – nic bardziej mylnego!

Przez pierwsze miesiące unikałam Huberta, irytowała mnie myśl o wspólnej pracy nad poszczególnymi zleceniami. Nie miałam pojęcia dlaczego tak się dzieje – ja zawsze taka otwarta na ludzi, pewna siebie. A tu takie zaskoczenie – onieśmielał mnie. Wówczas moja mama zasugerowała mi, że ewidentnie między nami iskrzy. Ależ byłam wściekła, gdy to powiedziała, przecież to niemożliwe. I cóż… minęło 15 lat, a my jesteśmy małżeństwem z 14-letni stażem, z dwójką dzieci, kotem i psem. Chyba jednak mama miała rację…

Paulina Sommerrey

Zdecydowanie! Nie mogę nie zadać tego pytania: jak to jest pracować z mężem? Czy wspólny biznes rzutuje na Wasz czas już po pracy? Udaje się to poukładać?

Oczywiście, że udaje się to poukładać – jesteśmy przykładem pary, która łączy pracę zawodową z życiem rodzinnym. Oczywiście bywa to problematyczne, choć rzadko. My od zawsze razem pracujemy. Nie potrafię sobie nawet wyobrazić jakby to było, gdyby te sfery – rodzinna i zawodowa – nie przenikały się. To dla nas całkowicie naturalne. Co może jednak dziwić, nie spędzamy ze sobą dużo czasu. Pomimo pracy w jednym miejscu i życiu pod jednym dachem, każde z nas ma inne obowiązki. Są takie dni, gdy nawet się nie widzimy – każde z nas biegnie na swoje spotkanie, rozprawę, pochłonięte swoimi zadaniami. Spotykamy się dopiero wieczorem, na kanapie. I dopiero wówczas rozmawiamy, z czym każde z nas się zmierzyło danego dnia. Albo nic nie mówimy, tak sobie tylko siedzimy i odpoczywamy.

A te ostatnie miesiące pandemii? Jak one zmieniły Waszą pracę?

Początkowo był stres. Nagła zmiana na każdym polu. Dzieciaki w domu, zdalne nauczanie, cała kancelaria w trybie Home Office, zatrzymane prace w sądach, spotkania z klientami tylko on-line. I pytanie – co będzie dalej. Obawy o to, jak ta pandemia odbije się na naszej pracy zawodowej, czy „nowe”, które ze sobą przyniesie, będzie dla nas łaskawe, czy wręcz przeciwnie.

Mój mąż jest zadaniowcem, problemy go motywują i napędzają do działania. On od razu widział nowe możliwości, nowe rozwiązania. Ja początkowo byłam wystraszona, jak pogodzę pracę na Home Office ze zdalnym nauczaniem. Szybko jednak się okazało, że da się to połączyć, choć nie zawsze jest łatwo. A jak coś się da, to trzeba zacisnąć zęby i działać! Tak też zrobiliśmy!

Od pierwszych dni pandemii regularnie publikowaliście treści, rozwiązywaliście prawne wątpliwości związane z pandemią i wytycznymi rządowymi. Opowiedz proszę jak zareagowaliście, jako organizacja, na całą sytuację?

To co się nagle stało, było dla nas tak samo zaskakujące, jak dla wszystkich innych. Tak jak każdy człowiek potrzebowaliśmy chwili, aby odnaleźć się w nowej sytuacji. To co dla nas było zagrożeniem, było tym samym zagrożeniem dla innych ludzi. Uznaliśmy, że musimy wyjść naprzeciw pytaniom naszych klientów i pomóc im jak najszybciej „oswoić” to zagrożenie. Stworzyliśmy dział „covidowy” – grupę osób, która na bieżąco analizowała nowe przepisy i wytyczne. Staraliśmy się dzielić zdobytą wiedzą z innymi. Publikowaliśmy artykuły na naszym blogu, na Facebooku, prowadziliśmy bezpłatne webinary i szkolenia. Zależało nam, aby odpowiedzi na dręczące wiele osób pytania trafiały do jak największej ilości osób. Jestem przekonana, że szybka reakcja pomogła „ugasić wiele pożarów” i zminimalizować szkody, jakie niósł ze sobą lock-down.

Przeczytaj także: Czy mogę nie zgodzić się na obniżkę pensji i wymiaru czasu pracy?

Wrócę teraz do szczęścia, czyli motta naszej rozmowy. 9 lat temu, malutki Olek zmienił wszystko w Twoim życiu, prawda? Opowiedz proszę, o ile możesz, w kilku zdaniach o tym co się wydarzyło.

Oj tak, nasz Oluś przyszedł na świat z dużym hukiem. 🙂 Teraz to wspominamy z przymrużeniem oka, ale 9 lat temu nie było nam do śmiechu. Olek urodził się w 6 miesiącu ciąży, w moje urodziny. Do dziś powtarza mi, że urodził się wtedy, aby dać mi prezent, jakiego nikt nigdy mi nie da. I trudno się z tym nie zgodzić. 🙂 Najbardziej niespodziewany prezent ever! Wówczas jednak, była to dla nas sytuacja bardzo trudna.

Nagle rodzi się maluch, za wcześnie, nieprzygotowany do przyjścia na świat. Prognozy były bardzo złe. Nasz świat się zatrzymał, trzeba było nagle wszystko zmienić. Całe moje dotychczasowe życie przewartościowało się w jednej chwili. Mówiono nam, że jeżeli w ogóle przeżyje, to będzie silnie niepełnosprawny. Jednak Olek to prawdziwy Aleksander Wielki – typ wojownika, który miał ewidentnie inny plan na siebie i postanowił pokazać wszystkim, że da radę i sobie poradzi.

Walczyliśmy o jego zdrowie każdego dnia, przez kilka pierwszych lat. Tygodniami mieszkaliśmy w szpitalach, co rusz to na innym oddziale. W domu codziennie rehabilitacja. Teraz uważam, że największą robotę zrobił starszy brat Olka – Maks. Wówczas 3-letni chłopiec, nie przyjmował do wiadomości, że braciszek potrzebuje spokoju. Co chwila przychodził do niego z inną zabawką, grał mu do ucha na bębenku, czy innym ustrojstwie… pokazywał zabawki, zachęcał do aktywności. Maks był chodzącym „bodźcem”, śpiewająco-grającą atrakcją, która motywowała i inspirowała Olka do działania. Dziś mam dwóch chłopaków, którzy żyć bez siebie nie mogą (choć kłócą się czasem niemiłosiernie).

Paulina Sommerrey

Powiedziałaś coś, co bardzo mnie poruszyło, że to był także największy moment przewartościowania całego Twojego świata. Z, jak sama powiedziałaś „hej do przodu” kobiety, która ma plan i go realizuje, stałaś się osobą, której całym światem była walka o życie i zdrowie tego maleńkiego człowieka. Trudny moment. Możesz opowiedzieć o tym czasie?

To wydarzenie faktycznie zmieniło wszystko. Trzeba było nagle się zatrzymać, opracować „nowy plan”. Ten, który działał do tej pory, stał się nieaktualny. Trudno mi było odnaleźć się w nowej sytuacji, byłam przerażona. Nie wiedziałam co mam robić. Ilość powikłań, z jakimi Olek się urodził powaliła mnie na łopatki. Trzeba było działać, nie zapominając w tym wszystkim o Maksiu, że on też jest ważny, o niego też trzeba dbać i troszczyć się na równi z młodszym bratem. I tu znowu pojawiają się Ci niezwykli ludzie, o których mówiłam wcześniej. Cudowni przyjaciele, rodzina, lekarze, ludzie całkowicie mi obcy, którzy pomogli i pokazali co robić dalej, jak żyć.

Przeczytaj także: Czy to kolejny sposób na dyskryminację kobiet na rynku pracy?

I przyszedł taki moment, kiedy poczułaś, że synek jest już bezpieczny i zawalczyłaś także o siebie. Zmieniłaś też prawnicze zainteresowania. Skąd taka potrzeba? Jakim obszarem się teraz zajmujesz?

Moja mama zawsze mi powtarzała, że kobieta musi być silna i niezależna. Pomimo tego, że mam wspaniałego męża przy swoim boku, wiedziałam, że muszę zawalczyć także o siebie. Olek stawał się silniejszy, a ja walczyłam wraz z nim, aby każdego dnia iść naprzód. Ciężko pracowałam, aby zdać wszystkie egzaminy zawodowe i zdobyć tytuł radcy prawnego. Wróciłam do pracy w kancelarii. Zawsze interesowałam się prawem handlowym, gospodarczym. Ukończyłam także studia podyplomowe z podatków. Jednak doświadczenia z Olkiem uzmysłowiły mi, jak ważną dziedziną jest prawo rodzinne. Jak ta sfera życia oddziałuje na wszystko inne.

Zaczęłam specjalizować się w sprawach rodzinnych. Ukończyłam kurs mediatora sądowego i od kilku lat jestem wpisana na listę mediatorów sądowych przy Sądzie Okręgowym w Poznaniu. Prowadzę sprawy sądowe, jak również mediacje. Głęboko wierzę bowiem, że dopóki istnieje szansa na porozumienie, na wypracowanie nowego planu (często całkowicie odmiennego niż ten, do którego moi klienci przywykli), warto próbować się porozumieć. Dzięki temu można uniknąć wielomiesięcznych bojów na sali sądowej. Jeżeli nie ma jednak przestrzeni na porozumienie, wówczas trzeba walczyć o siebie!

Kancelaria Sommerrey&Partners zdecydowała się objąć swoją pomocą naszą Fundację, ale wiem, że nie jesteśmy jedyną organizacją, którą macie pod swoją opieką. Opowiedz proszę o Waszych działaniach społecznych.

Wraz z mężem uważamy, że trzeba dzielić się z innymi tym, co dobre. Jeżeli można komuś pomóc, to trzeba to robić. My walkę o zdrowie i życie Olka wygraliśmy. Chcemy dzielić się z innymi dobrem, które nas spotkało. Współpracujemy z różnymi fundacjami, stowarzyszeniami, z ludźmi prywatnymi, którzy mają ochotę zrobić coś dla innych.

Wspólnie ze Stowarzyszeniem 100 Kobiet Pomaga, zorganizowaliśmy już trzy Wieczory Charytatywne. Podczas tych wspólnych spotkań, przepełnionych muzyką, tańcem i różnymi formami doznań artystycznych, licytowane są przedmioty ofiarowane przez znane osobistości (obrazy, fotografie, spotkania z artystami, koszulki i piłki sportowe z autografami itp.). Zebrane środki są przeznaczane na zakup potrzebnych rzeczy dla różnych organizacji. Raz zakupiony został samochód dla Centrum Wspierania Rodziny „SWOBODA”, które prowadzi dom małego dziecka w Poznaniu, innym razem został zakupiony samochód dla Hospicjum Palium w Poznaniu, a ostatnio uzbierana kwota przeznaczona została na wybudowanie groty solnej dla dzieci głęboko upośledzonych przy Ośrodku Rehabilitacyjno-Edukacyjno-Wychowawczym EMEDEA w Poznaniu.

To są duże akcje, w których mamy możliwość brać udział nie tylko jako kancelaria, ale również jako Fundacja „Parasolka”, którą prowadzimy. Na co dzień jednak, pamiętamy o tych drobnych gestach i drobnej pomocy, którą staramy się dzielić lokalnie.

Współpracujemy też ze Stowarzyszeniem „Motopomocni”. Hubert, jako zapalony motocyklista, działa także na rzecz organizacji motocyklowych. Oj, dużo jest tego. Nawet nie zdawałam sobie chyba sprawy …

Przeczytaj także: Zwolnienia i redukcje etatów – czy dotyczą mam na urlopie macierzyńskim i wychowawczym?

I jeszcze z Fundacją Mamo Pracuj – dziękujemy!

To teraz najtrudniejsze pytanie: work-life balance czy work-life blending? Jak sobie radzisz z taką mamową codziennością, aby połączyć te różne sfery? Masz jakieś swoje tajemne sposoby na przetrwanie najtrudniejszych chwil?

Zdecydowanie work-life blending, ale taki zakręcony blending. Mamowo-zawodowa codzienność to moja „normalność”. Nie wyobrażam sobie życia bez pracy zawodowej. Pomimo tego, że moja praca jest mocno absorbująca i stresująca, to bardzo ją lubię. Nie wyobrażam sobie, abym mogła robić coś innego. Czasami, gdy jestem zmęczona, marzę o tym, aby poświęcić się tylko jednej sferze swojego życia, ale po chwili dochodzę do wniosku, że nie potrafię żyć inaczej.

Dzieci to sens mojego życia, kocham je totalnie. Z kolei praca daje mi poczucie spełnienia. Czuję, że to co robię ma bezpośredni wpływ na życie innych osób. Wieczorami, gdy zmęczona kładę się spać, dochodzę do wniosku, że to był dobry dzień. Może nie łatwy, ale dobry. Tajemne sposoby na przetrwanie? Takie „ładowanie baterii”, tak? Ładują się same, w domu, gdy spędzam czas z bliskimi. Odpowiedź może i oklepana, ale cóż mogę zrobić, tak właśnie jest.

Serdecznie dziękuję za rozmowę!

Redakcja: Klaudia Urban

Zdjęcia: archiwum prywatne Pauliny Sommerrey

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów. 

5 biznesów, które nie powstałyby, gdyby nie choroba dziecka

Te 5 pomysłów na rozwój zawodowy i biznes powstało z wielkiej potrzeby. Z troski o zdrowie własnego dziecka, z chęci podzielenia się ze światem swoim problemem, a również własnym doświadczeniem i wiedzą, jak można podnieść się w sytuacji, gdy na swojej drodze spotykasz się z poważną chorobą dziecka.
  • Ewa Moskalik - Pieper - 30/09/2020
na pomoście siedzi mały chłopczyk, a naprzeciw pluszowy miś

5 biznesów, które nie powstałyby gdyby nie choroba dziecka

Zdarzają się życiu sytuacje, kiedy czujemy się postawieni pod ścianą. Kiedy wydaje nam się, że już nic nas nie czeka, kiedy tracimy nadzieję na szczęście i radość w życiu. Szczerze mówiąc, nie wydaje mi się żebym była w stanie oddać słowem stan uczuć i emocji, które targają rodzicem, gdy dowiaduje się, że jego dziecko jest poważnie chore.

Każda sytuacja jest odmienna, każdy na swój sposób przeżywa chorobę dziecka. Jednak, aby Was zasmucać, raczej dodać otuchy i przytoczyć przykłady, kiedy to właśnie choroba dziecka wyzwoliła tak niesamowitą energię w kobiecie/mamie, że stała się przyczyną rewolucji w życiu zawodowym. Historie prawdziwe i budujące, bo niosące pozytywny przekaz dla innych.

Powstały biznesy, które wspierają mamy będące w podobnych sytuacjach. Dające bogatą wiedzę, bo ich zapleczem jest wypracowane na własnym podwórku doświadczenie dotyczące konkretnej choroby.

Przeczytaj także: Chcesz przenieść biznes do online? Sprawdź jak to zrobiły nasze Czytelniczki!

1. Od diety do książki

Książki autorstwa Julity Bator “Zamień chemię na jedzenie”, “Święta bez chemii” powstały pod wpływem ciągłego zmagania się autorki z chorobami swoich dzieci. W kółko powtarzające się infekcje wirusowe i bakteryjne, nie pozostawiające też suchej nitki na rodzicach, sprawiły, że Julita Bator zaczęła szukać przyczyny tych chorób m.in. w diecie. Badania niczego nie wykazywały, eliminowanie niektórych pokarmów też nie dawało efektów.

Dopiero wakacyjny wyjazd na Kretę, gdzie żywność jest mniej przetworzona, i gdzie podczas pobytu rodzina pozwoliła sobie na zupełną swobodę w jedzeniu, dał do zrozumienia, że problem może właśnie dotyczyć przetwarzania żywności i dodawanych do niej substancji polepszających np. smak czy trwałość produktu.

Autorka postawiła wszystko na jedną kartę i rozpoczęła badania na własną rękę. Okazało się, że jej dzieci wykazują silną alergię na wszelkie “polepszacze” smaku i konserwanty, tak nagminnie dodawane dziś do jedzenia.

Efektem tych badań i poszukiwań są książki – bestsellery. Można powiedzieć, że są one kompendium wiedzy na temat żywności przetworzonej i tego, czego należy unikać w trakcie zakupów w sklepie. Jak czytać etykiety i czego absolutnie nie należy jeść. Jednocześnie autorka przekonuje, że warto powrócić do tradycyjnej polskiej kuchni i pokazuje jak przemycać w potrawach wartościowe produkty.

2. Obudzić dziecko

Wszystkim znana z teatru oraz z małego i dużego ekranu – Ewa Błaszczyk – aktorka i pieśniarka. Jej historię pewnie każda z Was zna.

Po tym jak jej – wówczas 6 – cio letnia córeczka Ola –  zachłysnęła się popijając tabletkę wodą, która dostała się do płuc i dziewczynka zapadła w śpiączkę, Ewa Błaszczyk nie poddała się. Założyła fundację “Akogo?”, która działa na rzecz rehabilitacji dzieci po ciężkich urazach neurologicznych.

Od początku celem fundacji było założenie Kliniki Neurorehabilitacji “Budzik” przy Centrum Zdrowia Dziecka. Jest to pierwsza w Polsce klinika dla dzieci po ciężkich urazach mózgu. Pomimo, że córka Ewy Błaszczyk nadal nie wybudziła się ze śpiączki, pojawia się, dzięki różnym kontaktom kliniki, również nadzieja dla Oli.

Budujące jest również to, że co jakiś czas słyszymy w mediach o tym, że w klinice “Budzik” dziecko wybudziło się ze śpiączki.

Może ktoś powiedzieć, że Ewa Błaszczyk miała łatwo, bo to osoba znana, bo aktorka. Może jest w tym jakieś ziarno prawdy, ale tak naprawdę nie ma to żadnego znaczenia, bo w obliczu choroby dziecka, każdy z nas jest sam ze swoimi myślami, uczuciami i emocjami. W obliczu choroby dziecka podźwignąć się i stworzyć coś nowego, chcieć się dzielić tym z innymi, znaleźć w sobie taką siłę, dla każdego będzie ogromnym wysiłkiem.

3. Lokalna żywność

Córka Sylwii Modic cierpi na autyzm i wymaga stosowania szczególnej diety, m.in. z powodu silnej reakcji alergicznej na konserwanty. Poszukiwanie zdrowych produktów w sklepach i na bazarach niestety skończyło się fiaskiem. Okazało się, że do większości tzw. “zdrowej żywności”, dodawana jest cała masa substancji, które absolutnie nie powinny się w niej znaleźć.

Sylwia Modic wraz z mężem postanowili się nie poddawać i wzięli sprawę w swoje ręce. Potrzeba znalezienia prawdziwie ekologicznej i nieszkodzącej zdrowiu swojego dziecka żywności, wzbudziła w małżeństwie ogromną determinację, której efektem jest powstanie platformy Lokalny Rolnik. Okazało się, że pewność co do jakości produktu można mieć tylko wtedy, gdy kupujemy go bezpośrednio od wytwórcy. A przecież nie każdy może poświęcić czas na jeżdżenie po targach, bazarach.

Lokalny Rolnik to wirtualne targowisko, na którym rolnicy/wytwórcy mając do dyspozycji własne firmowe podstrony, reklamują swoje produkty, ustalają ceny oraz uzyskują informację i opinię klientów. To internetowa wersja społeczności kupująca wspólnie produkty od rolników.

Lokalny Rolnik to bardzo intensywnie rozwijająca się platforma będąca miejscem spotkań wytwórców i konsumentów zdrowej żywności, ale również idea wspierania i tworzenia lokalnej społeczności.

Przeczytaj także: Otworzyłam kwiaciarnię w dniu ogłoszenia kwarantanny – Mamy kupują u Mam

4. Pomysł na aplikację

“Mówi się, że najlepsze projekty rodzą się z autentycznej i silnej życiowej potrzeby. Tak właśnie jest z aplikacją Hospi Care. To nowoczesne narzędzie, którego koncepcja zrodziła się w domu małej, chorej dziewczynki Alicji, która od kilku lat jest pod opieką dziecięcego hospicjum domowego” –  cytat ze strony Hospi Care.

Jest to aplikacja, dzięki której wszystkie informacje na temat leczenia danej osoby znajdują się w jednym miejscu. Może mieć do niej dostęp każdy, czy to lekarz, czy np. opiekun/rodzic, zajmujący się chorym.

Często dokumentacja dotycząca leczenia osób przebywających np. w domowych hospicjach jest w wielu różnych miejscach, utrudnia to do niej dostęp, trzeba robić notatki, wykonywać setki telefonów. Aplikacja zawiera wszystkie dane o wynikach badań, aktualnym leczeniu. Oszczędza cenny czas i ogranicza i tak już duży stres.

Mama Alicji – Eliza Kugler szukała sposobu, aby usprawnić działania zespołu medycznego opiekującego się jej chorą córeczką i tak zrodził się pomysł na powstanie aplikacji HospiCare. Aplikacja dostępna jest on – line przez komputer, tablet, telefon. Aplikacja usprawnia komunikację między rodziną, czy opiekunami, a lekarzami, rehabilitantami, pielęgniarkami.

To nie jest projekt komercyjny. Hospicja dostaną tę aplikację za darmo. To projekt, który ma nie tylko leczyć, ale również zachęcać ludzi do realizacji takich społecznych projektów.

5. Historia jak z filmu

“Kiedy choruje Twoje dziecko, żyjesz chorobą dziecka 24 godziny na dobę. Inne życie nie istnieje. Blogi okazały się być fantastycznym nośnikiem wiedzy o życiu codziennym, o ludziach, którzy, jak ja są więźniem choroby we własnym domu. Mój pierwszy wpis blogowy powstał pod wpływem impulsu, nie umiałam sobie poradzić z wydarzeniami, w których brał udział mój syn. Od razu wylała się na mnie fala hejtu, co paradoksalnie utwierdziło mnie w pisaniu. Chyba z poczucia skrywanej misji, że trzeba mówić, pisać o trudnych sprawach. Niech ludzie wiedzą, że problem jest złożony, niejednoznaczny, wielowątkowy. Pojawiły się zapisy moich rozmów z synem. Ocenę tych wpisów zostawiam czytelnikom. Blog piął się w górę rankingach popularnych blogów. Pojawiały się propozycje publikacji fragmentów w gazetach, w pracach doktorskich, magisterskich, wystąpień w TV, mam swój udział w powstaniu książki” – opowiada Małgorzata Skolankiewicz, mama Emila, którego codzienne zmagania z chorobą stały się inspiracją do powstania bloga.

Na podstawie bloga powstał również scenariusz filmowy “Magnetyczny Henio”, który zdobył nagrodę Script Pro 2016 podczas konkursu scenariuszowego na festiwalu Netia Off Camera w Krakowie. Istnieje duża szansa, że powstanie fajny film, z bohaterem jakiego jeszcze w polskim kinie nie było.

“Co daje mi pisanie bloga? Znajomości internetowe przeniosły się do życia realnego, poczucie trwania w chorobie, dystans do ludzi, świata oraz niebywałą przyjemność. A przyjemności są w życiu najważniejsze” – mówi Małgorzata.

Może chcesz podzielić się z nami swoją historią? Może też prowadzisz blog lub stronę, na której dzielisz się z innymi swoim doświadczeniem, a może wyszłaś z „cienia” choroby dziecka i prowadzisz jakiś rodzaj działalności, dla niego, dla siebie. Możesz do nas napisać!

Przeczytaj także: Te przekonania hamują rozwój Twojego biznesu!

Zdjęcie: Pixabay

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Podyskutuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail