Czego szukasz

Dzięki noszeniu dzieci, oferujemy im coś bezcennego – historia LennyLamb oczami Kasi

– Mocno wierzę w to, że dzięki noszeniu dzieci oferujemy im coś bezcennego, czego w żaden sposób świat nie jest w stanie im dać innymi sposobami – mówi Katarzyna Sikorska, mama 3 dzieci i współwłaścicielka firmy. Czy Księżna Kate nosi swoje dzieci w chustach od LennyLamb? Jakie wzory chust najbardziej podobają się rodzicom tuż przed świętami i jakie były początki powstania firmy, w której dzisiaj pracują aż 54 mamy? Poznajcie tę historię.

  • Joanna Gotfryd - 15/12/2018
Katarzyna Sikorska LennyLamb

Kasiu, wspólnie ze swoją siostrą Asią Bogdan i Waszymi mężami założyliście 10 lat temu LennyLamb – firmę produkującą chusty i akcesoria do noszenia dzieci.

Rozmawiałam już z Asią (przeczytaj historię Asi i powstania LennyLamb tutaj >>>), która opowiedziała mi o początkach powstania firmy, z jej perspektywy.

A jakie są Twoje wspomnienia związane z początkami LennyLamb? Co było wyzwaniem, co dawało Wam radość już na starcie?

Witam serdecznie. Moja odczucia związane z powstaniem LennyLamb są na pewno zupełnie inne niż mojej siostry Asi. Byłam wtedy na zupełnie innym etapie swojego życia, zarówno prywatnego jak i zawodowego.

Mieszkaliśmy z Piotrem (wówczas moim narzeczonym) w Łodzi i właśnie kończyliśmy studia. Ja wykonywałam zawód, który dawał mi dużo satysfakcji – pracowałam w wyuczonym fachu, jako technik dentystyczny.

Piotr właśnie obronił dyplom na wydziale włókienniczym, a pracował jako doradca finansowy. Wydawało nam się wtedy, że nasza kariera zawodowa już obrała swój kierunek, a my wyruszamy na podbój świata (śmiech).

Wszystko się zmieniło pewnego wieczoru w moim rodzinnym domu, kiedy przy kolacji Asia i Michał usiedli naprzeciwko i opowiedzieli o swoim pomyśle na chusty do noszenia dzieci. Zapytali czy chcielibyśmy zająć się stroną produkcyjną tego projektu.

Jak zareagowaliście?

Od razu powiedzieliśmy, że tak. Było to dla nas nowe wyzwanie. Oczywiście nie mieliśmy wówczas pojęcia, że za kilka lat ten projekt zawładnie całym naszym życiem! Kiedy po naprawdę długiej drodze, której spora część polegała na pukaniu w różne drzwi, trzymaliśmy w rękach pierwszy gotowy produkt, czuliśmy ogromną radość i szaloną satysfakcję. Udało się!

Czym Ty zajmujesz się na co dzień w firmie?

Od samego początku, kiedy jeszcze nie miałam dzieci, pozowałam do zdjęć produktowych. Potem kiedy pojawiały się kolejne pociechy, robiłam to z jeszcze większą przyjemnością.

Bardzo mocno z Piotrusiem byliśmy zaangażowani w tworzenie linii produkcyjnej, chcieliśmy przenieść do siebie elementy produkcji, które początkowo musieliśmy zlecać firmom zewnętrznym. Kiedy Piotr zajmował się budową i kupowaniem nowych maszyn, krojeniem i rozwiązywaniem problemów na szwalni, ja w tym czasie zajmowałam się kadrami, dokumentacją i wszystkim, na co Piotruś już nie miał czasu.

Dzisiaj zajmuję się wprowadzeniem nowego produktu, trzymam pieczę nad zakupami oraz HR. Cały czas mocno jestem związana z produkcją od strony dokumentów, odpowiadam za kontrole i audyty.

Kasiu, jesteś mamą 3 dzieci: Marysi, Jasia i Ignasia. Jak organizujesz sobie czas pracy, jak dzielicie się z mężem obowiązkami? Pracujecie i mieszkacie w jednym miejscu – czy to jest ułatwienie, czy przeszkadza?

Jak urodził się nam pierwszy syn, to pracowałam jeszcze na etacie. Kiedy miał 3,5 miesiąca, musiałam wrócić do pracy, żeby nie stracić stanowiska. Dzięki temu Piotruś mógł cały swój czas poświęcić LennyLamb. W tym czasie bardzo pomocne były babcie, które na zmianę opiekowały się Jasiem. Kiedy zaszłam w ciążę z Marysią, odeszłam z pracy na etacie i od tamtej pory dzielę czas na wychowanie dzieci i pracę w firmie, a pomoc moich rodziców jest nieoceniona.

Obecnie Jasio ma 8 lat i chodzi do 2 klasy. Marysia ma 5 lat, a Ignaś 3 i uczęszczają do przedszkola. Dzięki temu, że mieszkamy z Asią i Michałem blisko siebie i bardzo się wspieramy, jest nam łatwiej – na zmianę odwozimy dzieci do szkoły i odbieramy.

Piotruś zawsze wozi dzieci na zajęcia dodatkowe: basen, taniec i dzielimy się opieką. Kiedy jesteśmy na urlopie czy weekendowych wyjazdach, bardzo lubimy spędzać czas z dziećmi poza domem i myślę, że to mocno związane jest z mieszkaniem blisko pracy. Żeby czuć, że odpoczywamy, musimy wyjechać. Mimo to, bardzo sobie to cenię, że mieszkam niemalże w miejscu pracy, bo dzięki temu nawet kiedy pracuję, jestem blisko dzieci, kiedy mnie potrzebują.

Czy macie jakieś fajne przygody związane z chustami? – może księżna Kate nosi dzieci w nosidłach od LennyLamb? (śmiech)

Bardzo byłabym szczęśliwa, gdyby księżna Kate zechciała używać nosideł, nawet gdyby to nie było nasze nosidło, dlatego że mocno wierzę w to, że dzięki noszeniu dzieci oferujemy im coś bezcennego, czego w żaden sposób świat nie jest w stanie im dać innymi sposobami.

Natomiast chcę mocno podkreślić, że naszym zdaniem każdej mamie należy się dokładnie taka sama jakość jak księżnej i zapewnić, że produkujemy produkty spełniające wszystkie wymagania dotyczące jakości i bezpieczeństwa w takim stopniu, że gdybyśmy zostali poproszeni o dostarczenie chusty czy nosidła dla księżnej Kate, to jedyny parametr, który byśmy proponowali dopasować personalnie to byłby wzór tkaniny.

Co do pozostałych parametrów, nic byśmy nie dodali ponad to, co dostają wszystkie pozostałe mamy, bo najlepszy produkt jaki możemy zaoferować mamy na półce. Jesteśmy pewni swoich produktów zarówno wtedy, kiedy realizujemy zamówienia specjalne, jak i wtedy, kiedy wysyłamy standardowo kilkadziesiąt nosideł do kontrahenta.

Ostatnio publicznie pokazała się w naszej chuście Anna Lewandowska, zachęcając do ćwiczeń mamy noszące dzieci w chustach. To dla nas wielka radość i satysfakcja, że osoby, które podziwiamy za osobiste dokonania, promują ideę rodzicielstwa bliskości. Bardzo się cieszę, że osoby aktywne zawodowo łączą karierę z wychowywaniem dziecka w bliskości.

Równie ekscytujące jest to, że dzięki noszeniu w chuście wszyscy rodzice, zarówno znani z pierwszych stron gazet jak i ci, których nie znamy, są aktywni i realizują swoje różne pasje.

Zbliżają się święta – czy w ofercie macie specjalne, świąteczne wzory? Może nowości na święta? A może jest jakiś bestseller, który mamy sobie specjalnie upodobały i co roku kupują przed świętami?

Oczywiście posiadamy wzory świąteczne, najbardziej znanym jest “Królowa Śniegu”.

Wychodzi w świat na przełomie listopada i grudnia, a klienci zawsze pytają o nią dużo wcześniej. Każdego roku w okresie zimowym staramy się też zaprezentować nowe odmiany ulubionych wzorów, o które klienci szczególnie dopytują.

W tym roku w okresie zimowym są to “Sople” i zimowa edycja jednego z naszych najbardziej popularnych wzorów – “Symfonia”, tym razem w wersji “Zorza Polarna”.

Zawsze zimą organizujemy też wspólną sesję zdjęciową – Asia i ja z mężami i dziećmi. W ten sposób pokazujemy, jak zmienia się na przestrzeni lat nasza firmowa rodzina.

LennyLamb jest marką bardzo znaną za granicą. Jak to się stało, że firma tak dużo eksportuje?

Nasza firma w pierwszych latach swojej działalności głównie eksportowała produkty. Wiele czynników wpłynęło na naszą popularność za granicą, przede wszystkim sam produkt był bezpieczny, nasz system wypustów również miał i ma znaczenie – sprzedajemy ok. 120 nowych wzorów rocznie. Nasi klienci nierzadko zostają naszymi kontrahentami, bo podczas użytkowania produktu mają okazję się przekonać o wysokiej jakości i, co napawa nas dumą, zarazić się naszą pasją do rodzicielstwa bliskości.

Gdzie najczęściej trafiają Wasze produkty?

LennyLamb wysyła produkty do 56 krajów, a partnerów handlowych mamy około pięciuset, z czego bardzo się cieszę. Co do sprzedaży w poszczególnych miejscach, to na przełomie dziesięciu lat płynnie się to zmieniało. Są kraje, które kiedyś generowały nam duże obroty, a obecnie są one mniejsze, ale pojawiliśmy się na nowych rynkach, dzięki czemu firma cały czas działa bardzo stabilnie. Takim przykładem na przykład jest rynek polski. Były lata, w których sprzedaż na tym obszarze wynosiła 5% naszego obrotu, a obecnie stanowi około 20%.

Kasiu czy wyobrażałaś sobie kiedyś, kilka lat temu, że firma tak się rozrośnie? Czy to było Twoim marzeniem?

Nawet przez myśl mi nie przeszło, jak przyjmowaliśmy propozycję Asi i Michała, aby stworzyć firmę, że ona nabierze takiego rozmachu. Każdy rok był dla nas zaskoczeniem. W 2013 nie podejrzewałam, że za rok otworzymy tkalnię, a tak się stało. W 2012 nie myślałam, że wrócimy do rodziców i wszystkie budynki zbudowane przez naszego tatę przerobimy na budynki produkcyjne, a tak też się stało. Wiele takich przykładów mogłabym wymieniać. Ten rok jest dla nas wszystkich wyjątkowy, bo to rok podsumowań, ale dla mnie też początek nowego i z niecierpliwością czekam na to, co dobrego może się firmie LennyLamb zdarzyć.

Kasiu ponieważ Ty w firmie odpowiadasz za rekrutację, powiedz kogo szukacie do współpracy w LennyLamb i jakie umiejętności i cechy są szczególnie dla Was cenne?

W związku z tym, że firma się rozwija i rozrasta, cały czas poszukujemy do pracy szwaczek, których obecnie na rynku pracy jest zdecydowanie za mało. Niestety efekty zlikwidowania wielu szkół zawodowych są odczuwalne również w naszej branży. Tkalnia czy krojownia to również działy, do których szukamy nowych osób, wynika to z rozwoju tych działów – doposażamy tkalnię w nowe krosna i potrzeba nam rąk do pracy.

Ja uwielbiam pracować z ludźmi zaangażowanymi i oddanymi. Wówczas małe niedociągnięcia czy brak pełnych kwalifikacji zdecydowanie łatwiej uzupełnić już u nas, w trakcie okresu próbnego.

W tym miejscu chciałabym podkreślić to, co jest naszą największą dumą: jesteśmy jedyną w Polsce firmą babywearingową, w której wszystkie etapy tworzenia chust i nosideł do noszenia dzieci, od wzornictwa poprzez kolejne etapy produkcji (łącznie z tkaniem materiałów) po dystrybucję mają miejsce w jednym miejscu w Polsce.

Mamy własne studio zdjęciowe i pracujemy na własnym autorskim systemie informatycznym wymyślonym i stworzonym przez męża Asi, Michała!

Kiedy ktoś myśli o firmie LennyLamb, widzi gotowy produkt, a droga do niego prowadzi od przędzy przez snowalnię, tkalnię, krojownię, szwalnię, kontrolę jakości i na tym się nie kończy – musi jeszcze powstać sesja zdjęciowa, która trafia do działu marketingu, a kontakt z klientem prowadzi dział sprzedaży. Każdy, kto ma okazję zobaczyć naszą firmę od wewnątrz – a ostatnio umożliwiliśmy to naszym kontrahentom podczas imprezy “Międzynarodowe Forum Chustonoszenie i Biznes” – jest poruszony.

Samowystarczalność firmy takiej jak nasza jest unikalna i jest powodem naszej największej satysfakcji.

LennyLamb jest pracodawcą wyróżnionym w Bazie Pracodawców Przyjaznych Mamie – z czego Ty jesteś szczególnie dumna, jako współzałożycielka firmy i mama 3 dzieci?

Jestem bardzo dumna z faktu, że pracują u nas w firmie aż 54 mamy. Na 116 pracowników zdecydowana większość z mojej rodzinnej okolicy. Kadra kierownicza głównie zasilana jest przez kobiety, co też jest nietypowe dla średniej wielkości przedsiębiorstwa takiego jak nasze. W ten sposób produkty, które powstają dla mam, są tworzone przez mamy. Uważam, że jest to piękne.

Czego mam życzyć, Tobie i LennyLamb na kolejne 10 lat?

Zdrowia dla mnie i mojej rodziny. A dla LennyLamb ciągłego rozwoju, który zaowocuje coraz większą ilością pracowników, jak i kontrahentów, co przełoży się na więcej rodziców noszących swoje dzieci.

Dziękuję Ci za rozmowę i niech te życzenia się spełnią!

Chciałabyś dołączyć do fantastycznego zespołu LennyLamb?

Działaj, wyślij swoje zgłoszenie >>>

Rozmawiała: Joanna Gotfryd

Zdjęcia Paweł Nawrocki, własność LennyLamb

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Joanna Gotfryd
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.

Zabezpieczony: Nowe zawody – krótkie historie o naszych rozmowach z dziećmi o pracy

Brak zajawki, ponieważ wpis jest zabezpieczony hasłem.
  • Redakcja portalu Mamo Pracuj - 21/01/2019
Pracownicy Franklin Templeton Investments

No właśnie.

Jak rozmawiać z dziećmi, żeby rozumiały, na czym polega nasza praca i po co ją wykonujemy – tak, by było to coś więcej niż „pracuję przed komputerem” czy „jestem na spotkaniach”? W jaki sposób możemy pomóc dzieciakom w zrozumieniu naszej profesji?

Zapytałyśmy pracowników firmy Franklin Templeton Investments o to, jak rozmawiają z dziećmi o swojej pracy. Oto cztery historie.

Agnieszka – Health & Safety Specialist. Prywatnie mama dwóch chłopców.

Jemy sobotni obiad. Rozmawiamy z naszą dwójką chłopaków o poważnych sprawach: jak wyobrażają sobie przyszłość. Pięcioletni Krzysiek snuje opowieści o tym, jak jego koleżanka z przedszkola zamieszka w naszym domu, urodzi dzieci, a on zostanie szefem policji. Sześcioletni Adam skupia się na opowieściach o pościgach policyjnych, w których będzie brał udział.

— Bardzo pożyteczny zawód sobie wybraliście — mówię. — Pamiętam, jak kiedyś mówiliście, że chcielibyście pracować tak jak wasz tata albo tak jak ja.
Na co Krzyś odpowiada:
— Jak czasem pójdę do mamy pracy (do Franciszka – tak kojarzą nazwę) i posłucham, to już mam dosyć. Oni tam tylko o „pieniędzach” rozmawiają. Oni potem muszą długo język szorować i podniebienie też. Od tych dziwnych słów. Wszystko przez te bankomaty.

Innym razem starszy syn spytał:
— Mama Mateusza (kolegi z przedszkola) produkuje ketchup, a co u ciebie w pracy produkujesz?
Jak pięcio- i sześciolatkowi wytłumaczyć, co znaczy pracować na stanowisku „Health and Safety Specialist” w firmie, w której większość pracowników jest finansistami? Świetną okazją do przybliżenia określenia „muszę iść do pracy” były rodzinne warsztaty zorganizowane w naszym biurze, w których dzieci pracowników mogły dowiedzieć się, jak zachowywać się w niebezpiecznej sytuacji i jak udzielać pierwszej pomocy oraz zobaczyć, gdzie mama lub tata pracuje.

Chłopcy mogli wówczas nie tylko zobaczyć biuro, ale również pomagali mi w przygotowywaniu całego wydarzenia. Przynosili fantomy, bandaże oraz defibrylator AED. Widzieli jak powstaje prezentacja o zasadach bezpieczeństwa na drodze do przedszkola, zasadach bezpieczeństwa podczas pożaru itp. Te warsztaty zdecydowanie pomogły mi pokazać synom, czym zajmuję się, kiedy mówię „idę do pracy”. Mogli zrozumieć, co kryje się pod pojęciami „prezentacja”, „szkolenie”, „ewakuacja” i „defibrylator” (trudne słowo ☺).

Myślę, że wycieczka po biurze, podczas której koleżanka opowiadała o naszej pracy, przyniosła skojarzenie bankomatów z branżą, w której pracuję. A starszemu wytłumaczyłam, że w pewnym sensie u mnie w pracy produkuje się pieniądze – gdy ktoś posiada oszczędności (pewien kapitał), to można sprawić, aby pieniądze dawały nam kolejne pieniądze.

Kuba – Manager PMO (Project Management Office). Tata dziesięcioletnich Zosi i Marysi.

Z czasów swojego dzieciństwa pamiętam, że zawody rodziców nie były czymś skomplikowanym. Moi rodzice byli wówczas nauczycielką i marynarzem, a wśród kolegów i koleżanek były dzieci strażaków, żołnierzy czy lekarzy. Dziś wydaje się to dużo trudniejsze.

Moja historia wytłumaczenia córkom, czym się zajmuję była dość przypadkowa i stało się to jeszcze kiedy byłem Project Managerem. Razem z dziewczynkami często oglądaliśmy ich ulubioną wówczas kreskówkę, „My Little Pony”. Pewnego dnia, kiedy miały jeszcze jakieś pięć czy sześć lat, oglądaliśmy odcinek „Pożegnanie zimy” (sezon 1, odcinek 11).

W tym odcinku kucyki przygotowują swoją wioskę do przyjścia wiosny, budzą zwierzątka, przeganiają chmury czy usuwają lód z jeziora. Niestety w wyniku różnych zdarzeń mają opóźnienie i mogą nie być gotowe na czas. Wtedy z pomocą przychodzi główna bohaterka, Twilight Sparkle, która jest świetna w koordynacji. Rozdziela zadania pomiędzy kucykami i kontrolując na swojej liście ich wykonanie, pomaga zdążyć ze wszystkim przed przyjściem wiosny.

Wtedy mnie olśniło:
— Dziewczyny, ja właśnie zajmuję się w pracy tym, co tu robi Twilight. Pomagam innym w zrobieniu ich zadań, które mają wspólnie jakiś większy cel. To właśnie robi Project Manager.
Jakiś czas później awansowałem i zostałem Kierownikiem PMO, Biura Zarządzania Projektami. Nawiązując do wcześniejszej historii, wytłumaczyłem córkom, że teraz jestem szefem takich Twilight Sparkle. Dziewczynki od razu zrozumiały i były ze mnie bardzo dumne, ponieważ ich tata właśnie został Księżniczką Celestią.

Monika – Talent Acquisition Lead. Mama siedmioletniej Hani.

Na co dzień zajmuję się rekrutacją pracowników i wszystkim, co się z nią wiąże – od dotarcia do odpowiednich kandydatów, przez rozmowy rekrutacyjne, wsparcie liderów z różnych krajów w procesie rekrutacyjnym, po przygotowanie oferty dla kandydata. Ta część jest dosyć prosta do wytłumaczenia i rozmawiając o mojej pracy mówię prosto: szukam kandydatów, którzy chcieliby u nas pracować, spotykam się z nimi, sprawdzam czy pasujemy do siebie, jestem częścią zespołu, ktoś nami zarządza itp.

Po jej zabawie z koleżankami mogę wnioskować, że tę część o zarządzaniu zespołem córka rozumie bardzo dobrze, a po pytaniach, jakie zadaje mi po pracy, mam poczucie, że mniej więcej wie, co to rekrutacja i po co się ją robi. Na pewno w zrozumieniu, czym się zajmuję w pracy pomogła wizyta córki w biurze czy na stoisku „u mamy” na targach pracy. Łatwiej jest wytłumaczyć, co robimy na co dzień, kiedy dziecko zna otoczenie i ma szansę uczestniczyć w jakiejś sytuacji zawodowej chociaż przez chwilę.

Drugim obszarem, za który jestem odpowiedzialna jest koordynacja projektów Employer Brandingowych. I tutaj robi się już trochę trudniej…
W ubiegłym roku przygotowywaliśmy po raz pierwszy kampanię outdorową promującą nas jako pracodawcę. Duży billboard na Śródce (kto z Poznania, ten wie). Więc zbliżając się do punktu, opowiadam, że mamy taką kampanię, że promujemy firmę, żeby kandydaci chcieli u nas pracować. Widzę lekką ekscytację. Wjeżdżamy na rondo i mina rzednie.

— Nie podoba Ci się? — pytam.
— …Ughh. Nie… Bo ja myślałam, że ty tam będziesz tak stała i machała ręką: chodźcie, chodźcie do nas!
Cudownie prosta parafraza tego, co robię na co dzień ☺.

Łukasz – GPAS Supervisor. Tata siedmioletniego Gustawa i pięcioletniej Heleny.

Zanim dołączyłem do Franklina, przez wiele lat pracowałem jako radca prawny. Dzieci już w wieku przedszkolnym mają ogólne pojęcie na temat tego, czym jest prawo i z dużym zainteresowaniem słuchają, gdy oznajmi im się, że mają jakieś prawa. Dużo mniej interesuje je, gdy chwilę później dostają komunikat, że mają też i obowiązki, ale to już inna historia.

W każdym razie mają jakieś wyobrażenie – sądy i sędziowie pojawiają się w bajkach. Wiedzą też, czym jest umowa, więzienie itp., więc w rozmowie jest do czego nawiązać. Znacznie trudniej jest wytłumaczyć, czym zajmuję się taraz, pracując w globalnej firmie, w której stanowiska są wąsko wyspecjalizowane i zazwyczaj pokrywają wycinek czegoś bardzo charakterystycznego dla sektora finansowego.

— Tato, jak to jest, że się siedzi przed komputerem i z tego są pieniądze? — zapytał kiedyś mój syn.
Otworzył tym sposobem puszkę Pandory z napisem „komputer jako narzędzie pracy”. Temat rozległy, bo przecież nie tylko ja „siedzę przed komputerem”, ale też mama, architekt, który projektuje domy i nawet pani nauczycielka, która zaznacza obecność w dzienniku elektronicznym.

Problem z tymi dyskusjami jest taki, że jedno pytanie rodzi kolejne i bardzo łatwo jest dziecko zarzucić informacjami. Dlatego staram się (nie zawsze skutecznie) formułować wypowiedzi krótkie, zwięzłe i zawierające pojęcia dla dziecka zrozumiałe.

Łatwiej to napisać, niż zastosować w praktyce, dlatego gdy kończą mi się porównania do zabawek, zwierzątek i innych rzeczy, które są dziecku znane, zaczynam do niego mówić jak do dorosłego. Tak, jakbym mówił do kolegi czy koleżanki. I ta metoda bywa zaskakująco skuteczna, bo zazwyczaj sami nie doceniamy własnych dzieci.
Moja mama kiedyś tłumaczyła mojemu synowi, że pracuję u „pana Franklina”. Myślę, że w jego głowie wyglądało to mniej więcej tak:

Sprawdź najnowsze oferty Franklin Templeton Investments i dołącz do zespołu! >>>

Śledź profil firmy na LinkedIn

www.franklintempletoncareers.com

Zdjęcia: własność Franklin Templeton Investment a okładka „Franklin się rządzi” pochodzi ze strony Wydawnictwa Debit

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redakcja portalu Mamo Pracuj

12 sposobów skąd zdobyć pieniądze na naukę i kursy

Jak skorzystać z bogatej oferty kursów, szkoleń i innych form nauki, kiedy barierą są wysokie koszty nauki? Nie czekaj z założonymi rękami, nie narzekaj, tylko weź odpowiedzialność za swoje życie. Sprawdź jak zdobyć pieniądze na naukę i kursy. Niektóre pomysły być może Cię zaskoczą!
  • Agnieszka Wadecka - 18/01/2019
Mama przegląda smartfon, obok bawi się dziecko

1. Projekt OPEN

Pieniądze na kształcenie z Funduszu Open to nieoprocentowana pożyczka dla dorosłych na różne formy kształcenia, również on-line. Możesz się przebranżowić i zacząć od nowa albo możesz wybrać podniesienie obecnych kwalifikacji. Nie musisz być osobą bezrobotną. Możesz dostać nawet do 100 000 złotych, masz do 5 lat na spłatę, a część spłaty (do 25%) możesz umorzyć.

Szczegółowy opis i warunki znajdziesz w artykule Projekt Open – zdobądź pieniądze na swój rozwój, a wniosek możesz złożyć na oficjalnej stronie projektu.

2. Bony szkoleniowe

Może to nie jest bezpośrednia droga do zmiany zawodu, za to bardzo dobry sposób na podniesienie kwalifikacji pracowników. Właściciele firm mogą skorzystać z zapomogi finansowej w postaci bonów szkoleniowych. Oznacza to, że korzystając z bonów mają możliwość otrzymać 80% dofinansowania na szkolenie, które zapewni sobie i swoim pracownikom. Na stronie internetowej można sprawdzić jakie kryteria musi spełniać przedsiębiorstwo by skorzystać z bonów.

3. Dofinansowanie z Urzędu Pracy

Urząd Pracy oferuje całkowicie bezzwrotne dofinansowanie szkoleń, które pozwolą Ci podnieść kwalifikacje, zmienić zawód albo znaleźć pracę.

Choć takie historie jak Ani  pokazują, że czasem próba załatwienia czegoś w Urzędzie Pracy jest jak walka z wiatrakami, to mimo wszystko warto wejść na stronę Zielonej Linii i poznać szczegóły dotyczące dofinansowań.

4. Pożyczka na kształcenie od Ministerstwa Rozwoju

Ministerstwo Rozwoju w ramach Programu Operacyjnego Wiedza Edukacja Rozwój od czerwca 2017 prowadzi nabór wniosków o pożyczkę na kształcenie. Nabory są kilka razy w roku.

Warunki otrzymania zapomogi są niemal takie same, jak w Projekcie OPEN. Możesz je poznać wchodząc na stronę programu.

5. Krajowy Fundusz Szkoleniowy

O dofinansowanie z Krajowego Funduszu Szkoleniowego mogą się ubiegać właściciele firm, którzy chcą zapewnić swoim pracownikom (a także sobie samym) taką formę nauki, która podniesie ich kwalifikacje i da umiejętności niezbędne do wykonywania pracy. Małe przedsiębiorstwa mogą skorzystać ze 100% pokrycia kosztów szkoleń, a większym wystarczy 20% wkładu własnego.

Szczegółowy opis znajdziecie w tym artykule Jak dostać dofinansowanie na naukę – Krajowy Fundusz Szkoleniowy, lub na stronie KFS.

6. Szkolenia finansowane z Funduszy Unijnych

Na Portalu Funduszy Europejskich  można szukać informacji o kursach i szkoleniach współfinansowanych ze środków unijnych. Czasem zdarzają się oferty całkiem darmowych kilkumiesięcznych szkoleń zakończonych praktykami (sama brałam w takich udział), a czasem bywają kursy, które są tylko częściowo dofinansowane. Na pewno warto sprawdzać czy pojawiają się nowe ciekawe propozycje.

7. Programuj z POWER-em

To dość nowy projekt, który gwarantuje nawet 100% dofinansowania na kursy programowania. Jednym z warunków jest to, że osoba zgłaszająca wniosek chce się przebranżowić i nigdy wcześniej nie była związana z IT.

Przeczytaj artykuł Programuj z POWEREM, w którym opisane są szczegóły projektu.

8 – 12. Samodzielnie lub z pomocą

Jeśli wszystkie powyższe sposoby podjęcia dofinansowanej formy nauki zawiodą, musisz pomyśleć nad alternatywnymi rozwiązaniami. Możesz:

  • Przeznaczyć na naukę środki jakie otrzymujesz na przykład z zasiłku macierzyńskiego
  • Odkładać co miesiąc pewną kwotę na swój rozwój i wydać ją z premedytacją na siebie – na naukę
  • Poprosić bliskich o zrzutkę, np w ramach prezentu urodzinowego czy świątecznego
  • Spróbować swoich sił w crowfundingu – jeśli umiesz przekonać świat do swojego pomysłu – nawet nie wiesz jak szybko to może się udać!
  • Po prostu wziąć pożyczkę w banku – pomyśl sobie, że inwestując w swój rozwój znajdziesz lepiej płatną pracę i spokojnie taką pożyczkę spłacisz.

Zaciśnij zęby i rób swoje – powiedziała nam w jednym z najnowszych wywiadów Ula, mama 3 dziewczynek, która przebranżowiła się i zaczynała od nowa. Z Twoją determinacją i pracą – na pewno zrobisz to!

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Wadecka
Szczęśliwa żona i mama trójki dzieci. Macierzyństwo to jej największa pasja, motywująca do rozwoju i działania. Z przyjemnością oddaje się pisaniu. Kocha muzykę, kino i dobre jedzenie. Lubi śledzić trendy i wprowadzać je w życie. Zawodowo początkująca, ale z apetytem na sukces.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Może Cię zainteresować także:
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail