Czego szukasz

Czy programowanie jest dla kobiet?

Otwartość na pracownika i jego pomysły, to coś, za co można kochać pracę w branży IT. Jeśli dodamy brak hierarchii, płaską strukturę oraz elastyczność, to czy trzeba Was jeszcze dodatkowo przekonywać, że warto pracować w branży IT? Rita Pater, z firmy u2i, mówi, że początkowo programowanie było typowo kobiecym zajęciem. Jakim cudem zatem dzisiaj branża IT jest zdominowana przez facetów? I czy projekt #MamoPracujwIT nie jest w takim razie potrzebny?

  • Joanna Gotfryd - 01/12/2016
Rita Pater w biurze u2i

Rito, podczas naszej rozmowy w Waszym biurze wspomniałaś, że branża IT na początku swojego istnienia była bardzo prokobieca i wręcz uważano ją za pracę dla kobiet. Niestety, robiąc projekt #MamoPracujwIT nie mamy wrażenia, że wyważamy otwarte drzwi… O branży IT krąży mnóstwo stereotypów i praca w IT to nie jest oczywisty wybór kobiet… dlaczego tak jest?

Wciąż szukam na to pytanie odpowiedzi. Myślę, że to przekonanie trochę tkwi w naszych głowach i to, co robi Mamo Pracuj to świetny krok w kierunku zmieniania tego podejścia wśród kobiet.

Kiedyś, w latach 50-tych, kiedy nikt nie myślał o programowaniu, podział ról w branży wyglądał tak, że mężczyźni zajmowali się budowaniem hardware’u, a kobiety zajmowały się pisaniem algorytmów, które pozwalały na jego działanie. Wtedy uznawało się, że pisanie kodu jest łatwiejsze od tworzenia hardware’u. Uważano, że kobiety mają w sobie naturalną dbałość o szczegóły, są dokładne, cierpliwe i mają zdolność obrazowania logicznych ciągów w postaci „kodu”.

Według artykułu opublikowanego przez Stanford University, kiedy mężczyźni odkryli, że software jest bardziej złożony i stawia więcej wyzwań, zaczęli obejmować pozycje w branży programowania i tym samym stała się ona bardziej prestiżowa. Postrzeganie branży IT zmieniło się i programowanie nie było widziane jako proste i podrzędne zadanie. Zaczęły tworzyć się profesjonalne stowarzyszenia i testy kwalifikujące, do których często byli dopuszczani jedynie członkowie męskich ugrupowań.

I tak właśnie faceci opanowali branżę IT…

Tak, kilka dziesięcioleci później, branża jest mocno zdominowana przez mężczyzn – zwłaszcza jeśli chodzi o prestiżowy zawód programisty – ale to na szczęście się zmienia. Przede wszystkim już dawno temu zmienił się dostęp do edukacji w tym kierunku. Nie ma żadnych restrykcji, ani faktycznych blokad, które nie pozwalałyby kobietom obejmować stanowisk w nowych technologiach. Oczywiście przez lata w świadomości ludzi wytworzyły się pewne stereotypy i uprzedzenia, ale jeśli trafiamy na dojrzałą firmę ze zdrowym, ludzkim podejściem, taką, która nie szuka różnic między kobietami programistkami, a mężczyznami programistami, tarć między tymi dwoma grupami po prostu nie ma. W tym przypadku najważniejszą rolę gra tu kultura organizacji, w której się znajdujemy. Mam szczęście być częścią firmy, która taką kulturę organizacji posiada.

Pracujesz dla firmy u2i, która niedawno gościła nasze warsztaty programowania i testowania. Czym zajmujesz się w firmie i jak Ci się podoba w branży IT?

Dołączyłam do u2i półtora roku temu jako PR&Brand manager. Przez ten czas zajmowałam się tworzeniem i realizowaniem kampanii wizerunkowych na lokalnym rynku (employer branding). W u2i nigdy jednak nie czułam, że zajmuję jedno, sztywne stanowisko i muszę się zajmować tymi samymi rzeczami. Mamy taką politykę w naszej organizacji, że jeśli ktoś chce angażować się w dodatkowe projekty, to ma do tego wolną rękę. Dzięki temu pracownicy ciągle się rozwijają i to jest najfajniejsze, bo przez to czują większą satysfakcję z wykonywanej pracy. Moje stanowisko przez czas mojej pracy w firmie zatem się zmieniało. W tym momencie jestem zaangażowana bardziej w business development, koordynowanie prac nad wewnętrznym produktem i w strategie marketingowe bezpośrednio wpływające na rozwój firmy.

u2i_biuro_zielone_640

PR&Brand manager wśród kilkudziesięciu programistów… hmmm… nie ma rady, przecież musisz się znać na tym, czym zajmują się Twoje koleżanki i koledzy z pracy… Czy tak jest? Gdzie zdobyłaś tę wiedzę?

Wyrosłam w branży eventowej – kilka lat temu organizowałam Blog Experts – wówczas drugą największą konferencję profesjonalizującą blogerów w Polsce. Siłą rzeczy, ze względu na lokalizację, zainteresowało mnie środowisko startupowe Krakowa, a więc branża nowych technologii. Właściwie od pierwszego startup weekendu, obserwuję trendy w tej branży, osiągnięcia polskich i światowych firm technologicznych, jednocześnie pracując jako strateg konsultujący ich wizerunkowe posunięcia. Dołączając do u2i miałam za sobą już dobrych kilka lat doświadczeń w marketingu dla firm branży IT, więc wiedziałam czego mogę się spodziewać.

Praca dla software house’u (który wśród klientów ma firmy technologiczne) była zatem dla mnie ciekawym wyzwaniem. W niektóre tematy musiałam się oczywiście wdrożyć, na szczęście w u2i naturalnym jest dzielenie się wiedzą, więc mogłam w tej kwestii liczyć na wsparcie kolegów i koleżanek z firmy.

Za co cenisz sobie pracę w branży IT? Co przekonało Ciebie (i przekonuje nowych kandydatów) do dołączenia do u2i?

To co najbardziej mnie ujęło, to wysoko rozwinięta kultura organizacji, dbałość o pracowników, zbiorowe poczucie odpowiedzialności za wszystko czym u2i się zajmuje i płaska struktura firmy, która ułatwia komunikację między wszystkimi pracownikami, a także zarządem firmy. Pamiętam taką sytuację, kiedy przyszłam do u2i, jeszcze nie znając tu praktycznie nikogo i po prostu zaczęłam rozmawiać z kimś, kto zapytał o to, co będę tutaj robić. Luźno porozmawialiśmy przez chwilę w kuchni i kilka dni później dowiedziałam się, że był to Tom Clarke – założyciel u2i, który akurat przebywał wtedy w Polsce na chwilę spotkać się z całym teamem. Nigdy osobiście nie odczułam, że w u2i mam szefa, co odczułam natomiast to to, że firma ta ma w swoich szeregach prawdziwych liderów.

Jeśli chodzi o potencjalnych kandydatów – w maju tego roku rozpoczęliśmy nabór na praktyki wakacyjne dla studentów. Byliśmy pod ogromnym wrażeniem, że zgłosiło się do nas aż 150 osób. Myślę, że to, co przyciąga ludzi do nas, to otwartość i wewnętrzna kultura organizacji, którą staramy się komunikować na różne sposoby. Jesteśmy obecni na konferencjach, wspieramy inicjatywy takie jak Wasza, udostępniamy przestrzeń warsztatową. Raz na kilka miesięcy organizujemy w naszej siedzibie spotkania cykliczne ‘Waffle Breakfast Party’, na których spotyka się społeczność, która działa na pograniczu nowych technologii, marketingu i PR-u. To wszystko, co prezentujemy na naszych kanałach komunikacji można złożyć w obraz firmy, która od ponad 10 lat funkcjonuje na polskim rynku IT.

u2i_biuro_640

Rito, u2i jest software house’m i zatrudnia przede wszystkim programistów. Ile osób w zespole to kobiety?

W u2i pracuje 9 kobiet, większość z nich to doświadczone programistki. Jest wśród nich między innymi Marysia, która w ciągu 4 lat przeszła z pozycji programistki na liderskie stanowisko w firmie, w której nie ma kierowników! Ze względu na płaską strukturę firmy, o której wspominałam wcześniej, nie operujemy w u2i podziałem na stanowiska. Nieraz od kolegów słyszałam też wiele dobrych słów o Laurze, która swoimi technicznymi umiejętnościami zawstydza mężczyzn!

Jedną z kobiet jest też Agnieszka, która awans dostała na 3 miesiące przed urodzeniem dziecka…

Tak, Agnieszka pracuje u nas od 8 lat. W lutym 2015 – jeszcze zanim dołączyłam do u2i – wróciła do pracy po roku urlopu macierzyńskiego. Ale jej powrót do pracy nie wyglądał jak standardowa historia kobiet, które znam. Kiedy synek Agnieszki skończył 3 miesiące, część urlopu wykorzystała do podniesienia swoich kwalifikacji, nauki nowych technologii i szlifowania umiejętności, które nabyła czasie pracy w u2i.

Pamiętam, że przez kilka pierwszych miesięcy po urlopie macierzyńskim Agnieszka pracowała kilka godzin z biura tak, aby przygotować dziecko do nieobecności obojga rodziców (syn Agnieszki zostawał pod opieką niani). Kilka godzin pracy zdalnej i parę godzin całkowitej nieobecności – taki system pozwolił chłopcu przyzwyczaić się, że jego mama jest zajęta, a on mógł spędzać ten czas z tata lub nianią. Elastyczny czas pracy pozwolił jej i jej rodzinie przystosować się do zmian w najmniej bolesny sposób. Sama Agnieszka jest pasjonatką programowania. Zapytana czy lubi swoją pracę powiedziała mi, że nie wyobraża sobie wykonywania innego zawodu niż ten (chociaż w dzieciństwie chciała być zawodowym żołnierzem!).

Od kiedy zaczęłam interesować się nowymi technologiami, moje podejście bardzo się zmieniło, bo widzę, że nie ma w tym zawodzie miejsca na monotonię. Agnieszka powiedziała mi w tamtej rozmowie, że jest dumna, że robi coś, co rozwija ją każdego dnia i że codziennie musi stosować nowe podejścia do rozwiązania jakiegoś programistycznego problemu. To utwierdziło mnie w przekonaniu jak mało różni się nasze spojrzenie na rozwój zawodowy. Tak jak w zawodzie marketingowca, tak w zawodzie programisty, można spotykać nowe wyzwania i możliwości rozwoju. Sama nigdy nie byłam bardziej przekonana do tego, że nauka programowania, a także praca w branży nowych technologii jest miejscem tak samo dla kobiet jak i mężczyzn. I nie ma w niej niczego monotonnego.

Rozmawiała Joanna Gotfryd

Zdjęcie tytułowe: Piotr Mleczko

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Joanna Gotfryd
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.
Podyskutuj

Video: Wszystko co chcesz wiedzieć o roli Scrum Mastera

Na naszej grupie #Mamo pracuj w IT tylko dla członków grupy organizujemy różne akcje tematycznem, np. przeprowadzamy rozmowy z ekspertami najbardziej popularnych dziedzin IT. Ostatnio udostępniłyśmy Wam live na temat początków programowania, a już dziś możecie zobaczyć drugi - o zawodzie Scrum Mastera. Naszą rozmówczynią była Justyna Wykowska. Oglądnij film i dowiedz się jak zostać Scrum Masterem.
  • Agnieszka Wadecka - 23/07/2019
Dłoń trzymająca kartkę

Wszystko co chciałabyś wiedzieć o roli Scrum Mastera

W marcu 2019, na naszej grupie na FB #Mamo pracuj w IT prowadziłyśmy serię LIVE’ów o początkach w branży IT.

Drugi live w Tygodniu Kobiet w IT

Naszym gościem była Justyna Wykowska z ProCognita, która jest agile coachem i trenerką metody Scrum. W tym wywiadzie dowiesz się więcej na temat Justyny i jej pracy.

Live prowadziła Agnieszka Czmyr-Kaczanowska.

O czym rozmawiałyśmy?

Agnieszka z Justyną rozmawiały o pracy Scrum Mastera, odpowiedziały na pytania takie jak:

  • Czym praktycznie zajmuje się Scrum Master?
  • Jak się przebranżowić na Scrum Mastera?
  • Jakie kompetencje są przydatne w tej roli?
  • Jakie wyzwania stoją przed Scrum Masterem który zaczyna pracę?
  • Jak się można przygotować/nauczyć do roli Scrum Mastera?
  • Czy szkolenia, certyfikaty są niezbędne?
  • Jak szukać pierwszej pracy jako Scrum Master?

Zobacz nagranie z naszej rozmowy:

Inne tematy jakie podjęłyśmy to:

Więcej o projekcie #MamoPracujwIT przeczytasz tutaj >>>

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Wadecka
Szczęśliwa żona i mama czwórki dzieci. Macierzyństwo to jej największa pasja, motywująca do rozwoju i działania. Z przyjemnością oddaje się pisaniu. Kocha muzykę, kino i dobre jedzenie. Lubi śledzić trendy i wprowadzać je w życie. Zawodowo początkująca, ale z apetytem na sukces.

Od technika farmacji do front-end developera, czyli jak uzyskać finansowanie szkolenia z urzędu pracy?

Dziś rozmawiamy z Wiolettą Szłapak, która zdecydowała się całkowicie zmienić branżę i zacząć pracować w świecie IT. Wioletta opowiada o tym, jak udało jej się uzyskać całkowite finansowanie kursu, który otworzył przed nią możliwość realizacji jej marzeń. Dzieli się historią, która, choć miała wiele zawirowań, zakończyła się dla niej pomyślnie.
  • Karolina Łachmacka - 22/07/2019

Dlaczego zdecydowałaś się na przebranżowienie i jak wybrałaś kurs?

Dlatego, że do odważnych świat należy! A tak zupełnie serio to wybierając kierunek studiów (biologia) nie zastanawiałam się, co będzie potem. Po prostu interesowałam się biologią i żyłam bardziej „tu i teraz”. Na szczęście w trakcie trwania studiów (które w międzyczasie z dziennych przekształciły się w zaoczne) rodzice okiełznali nieco moją romantyczną naturę i trochę mną pokierowali. Ukończyłam więc kierunek technik farmacji i przez wiele lat pracowałam w aptece. Kochałam tę pracę, kontakt z ludźmi, możliwość niesienia pomocy, przygotowywanie leków, apteczny zapach. W tamtym momencie to było coś, co mnie satysfakcjonowało.

Gdy zaszłam w ciążę wiedziałam, że muszę jednak zmienić zawód. Nie chciałam wracać szybko do pracy, dlatego w 7. miesiącu ciąży zdałam egzamin na tłumacza technicznego i współpracowałam z biurem tłumaczeń mojego taty. Niestety tata zmarł, musiałam zamknąć biuro i zdecydować, co dalej. I tu szczęśliwe zrządzenie losu w postaci pomocy mojej koleżanki Asi dało możliwość wejścia do świata IT.

Asia poleciła mnie w firmie, w której pracowała, przeszłam pomyślnie rekrutację i tak zostałam konsultantem IT. Gdy wspominam tamten czas, to trudno mi w to wszystko uwierzyć. Musiałam szybko nauczyć się nowych rzeczy, z którymi wcześniej nie miałam żadnej styczności. To było trochę szalone, ale otwierało nowe możliwości, dawało ogromną możliwość rozwoju. Otworzył się przede mną nowy świat. Wspaniały świat. Po mniej więcej roku pracy zostałam zatrudniona w innej firmie jako wdrożeniowiec.

Chciałam mieć większy wpływ na tworzenie oprogramowania, ale mój plan jak to zrobić nie był do końca sprecyzowany. Po przeanalizowaniu moich mocnych i słabych stron i zainteresowań zaczął się formułować plan. Proces tworzenia oprogramowania chciałam poznać od strony front albo end-developera. Ostatecznie zdecydowałam się na kurs front-end od podstaw.

Jak dowiedziałaś się o tym, że możesz starać się o finansowanie szkolenia z urzędu pracy, że urzędy dostają środki na szkolenia indywidualne?

Zastanawiałam się jak pozyskać środki na takie szkolenie. I tu skorzystałam z rady bardzo miłych pań z urzędu pracy, z którymi miałam przyjemność rozmawiać na spotkaniu organizowanym przez Mamo Pracuj w bibliotece na Rajskiej w Krakowie. Zarejestrowałam się jako osoba bezrobotna i złożyłam wniosek o dofinasowanie do szkolenia indywidualnego.

Jakie były Twoje pierwsze kroki, kiedy dowiedziałaś się, że „Twój” urząd posiada takie środki?

Musiałam trochę poczekać na te środki. Zgłosiłam się do urzędu w drugiej połowie roku. Urząd już rozdysponował środki, które posiadał. Czekałam więc i regularnie dopytywałam, czy są już środki rezerwowe. Gdy się pojawiły, byłam już zdecydowana na konkretne szkolenie. Dlatego w dziale szkoleń złożyłam wniosek o dofinansowanie do szkolenia indywidualnego.

Tutaj moja rada: najlepiej składać wniosek na początku roku, pieniądze zwykle są już rozdysponowane w pierwszym kwartale, a nigdy nie ma pewności czy będą uruchomione środki rezerwowe.

Co musiałaś krok po kroku zrobić, aby otrzymać tę dotację?

Po pierwsze trzeba być zarejestrowaną osobą bezrobotną. Gdy się rejestrowałam, obowiązywało profilowanie (nie wiem, czy jeszcze obowiązuje), ale gdy podpisywałam się w ewidencji, musiałam napisać test. Jego wynikiem było przydzielenie do jednego z profilów: 1, 2 czy 3.

„Jedynki” nie dostawały możliwości dofinansowania do szkoleń indywidualnych. Jeśli takie profilowanie obowiązuje, i nadal „jedynki” nie dostają dofinansowania, to najlepiej, jeśli urzędnik, przy którym piszemy test, pomoże nam udzielić odpowiedzi, tak żeby wyszedł odpowiedni profil i żeby szansa na pieniądze nie przepadła.

Następnie u doradcy zawodowego powiedziałam jakie są moje umiejętności, jaki mam plan i czego potrzebuję od Urzędu do realizacji celu. Z takim gotowym planem w systemie Urzędu, mogłam skierować się do działu szkoleń. Niestety, dział szkoleń nie dysponował już środkami na szkolenia indywidualne. Musiałam więc poczekać na środki rezerwowe, gdy zostały uruchomione i wtedy złożyłam wniosek.

Jak wygląda proces kwalifikacji i czy jest skomplikowany? Czy otrzymujesz jakąś pomoc urzędników w trakcie?

Sam proces nie jest skomplikowany – przynajmniej w Krakowie (o szczegóły trzeba się dopytać w swoim urzędzie, bo nie ma pewności, że wszędzie wszystko wygląda tak samo). Złożyłam wniosek, z rzetelnym i rozsądnym umotywowaniem prośby, i czekałam na decyzję. Dostałam decyzję pozytywną, wyrażono również zgodę na wybraną przeze mnie jednostkę szkoleniową, poszłam na szkolenie i do drugiego dnia szkolenia wszystko szło płynnie.

Później sprawy się skomplikowały.

Na czym polega opracowanie planu przebranżowienia? Co musiałaś wypełnić i zrobić w związku z tym?

W związku z tym, że między zakończeniem mojej ostatniej pracy, a zarejestrowaniem się jako osoba bezrobotna miałam trochę czasu na zastanowienie się co chciałabym robić, byłam już zdecydowana, że do świata programowania chcę wejść jako front-end developer, co powiedziałam doradcy zawodowemu w urzędzie. Doradca zanotował, co potrafię, czego potrzebuję od urzędu i to był ten plan. Ma on swój termin ważności (ale to nie jest krótki termin ważności), więc trzeba pilnować, żeby był ważny w momencie składania wniosku. Jeśli się „przeterminuje”, to trzeba go odświeżyć.

Ile kosztowało Twoje szkolenie (jeśli to nie tajemnica) i czy udało Ci się pozyskać całość potrzebnej kwoty?

Pierwsze szkolenie, na które wyrażono zgodę kosztowało około 9 tysięcy złotych (to szkolenie, na którym byłam 2 dni, dopóki nie dowiedziałam się, że jednak nie mogę brać udziału w tym szkoleniu), drugie na które wyrażono zgodę i które przeszłam w pełnym wymiarze godzin, kosztowało blisko 4,5 tysiąca. Urząd sfinansował je w 100%.

Jak Twoim zdaniem należy uzasadnić swój wniosek? Jakie wskazówki byś dała innym osobom, które chcą ubiegać się o takie finansowanie szkolenia z urzędu pracy?

Szczerze, ale rozsądnie. Pisałam o tym, jak ważny jest dla mnie rozwój osobisty, jaki jest mój plan na przebranżowienie, czego brakuje mi do osiągnięcia celu i o jakie wsparcie proszę Urząd. Opisałam szkolenie, którym się interesuję i co ono mi da. Miałam na uwadze to, ile kosztują takie szkolenia i że pula posiadanych środków przez Urząd jest ograniczona, a chętnych sporo. Chciałam, żeby ten wniosek jasno wyraził to, jak bardzo mi zależy na uzyskaniu konkretnych kompetencji.

Podanie pisałam z wszystkimi zwrotami grzecznościowymi: szanowni Państwo, zwracam się z uprzejmą prośbą… Nie wiem, czy to zaważyło na decyzji pozytywnej, ale oprócz zwykłej kultury osobistej chciałam też skrócić dystans między mną, a osobą, która czyta wniosek, żeby to nie było takie „suche”.

Trzeba pamiętać też o tym, że urząd raczej nie zgodzi się na szkolenie, które trwa 560 h (maksymalnie szkolenie może trwać 6 miesięcy, w uzasadnionych wypadkach urząd może wyrazić zgodę na czas szkolenia do 12 lub 24 miesięcy). Dlatego jeśli wybieramy jakieś konkretne szkolenie z tych kilkutygodniowych, to raczej wersję podstawową.

Jeśli wskazujemy we wniosku konkretną jednostkę szkoleniową, to musi być ona w Rejestrze Instytucji Szkoleniowych. Szkolenie musi trwać nie mniej niż 25 godzin zegarowych tygodniowo. Urząd może przyznać nam środki, ale nie zgodzić się na wybraną przez nas instytucję szkoleniową.

Zalecałabym też umiarkowanie częste wizyty w dziale szkoleń, tak żeby urzędnicy kojarzyli twarz z nazwiskiem, oraz odpytywanie telefoniczne – żeby mieć kontrolę nad kolejnym krokiem procesu oraz pokazać zaangażowanie. Nim złożymy wniosek, pytać można o to, czy są dostępne środki. Jeśli nie ma, to kiedy będą. Jak już będzie termin, to pytać czy już są, jak jeszcze nie ma, to kiedy pytać ponownie…

Jak już złożymy wniosek, to urząd ma miesiąc na jego rozpatrzenie. Pod koniec tego okresu można zadzwonić i zapytać, na jakim etapie jest wniosek, kiedy można spodziewać się decyzji. Trzeba okazać zaangażowanie.

Co wzbudziło Twoje największe obawy w trakcie ubiegania się o pomoc? Jak je rozwiałaś?

Na początku nie miałam żadnych obaw. Nie zastanawiałam się, czy urząd sfinansuje moje szkolenie. Obawy o to pojawiły się po tym, jak pierwszy raz cofnięto mi dofinasowanie. Te obawy rozwiałam zaangażowaniem w proces. Zrozumieniem, dopytaniem o to jakie proces ma kroki. Odpytywaniem, sprawdzaniem.

Kolejny raz obawy pojawiły się, gdy straciłam środki po raz drugi. Popadłam w krótką melancholię: czyżby wszechświat wysyłał mi sygnał, że nie tędy droga? Te obawy rozwiał mój mąż, który powiedział, że jedyny przekaz, jaki mi wysyła wszechświat, to taki, że mam walczyć o swoje, a także Joanna Gotfryd z Mamo Pracuj, wspierająca mnie w chwili, gdy ja sama traciłam nadzieję.

Żałuję, że urząd nie komunikuje jaśniej procesu. Można taki proces bardzo dobrze rozrysować, zaznaczyć, w którym momencie się znajdujemy, co będzie działo się dalej. Można zrobić prostą wizualizację procesu dla petentów.

Jakie miałaś problemy na swojej drodze?

Moje problemy związane były z tym, że nie znałam całego procesu przyznawania środków. Ponadto uważam, że urząd niechcący wprowadził mnie w błąd. Myślałam, że jeśli urząd przysłał mi list z decyzją pozytywną i oprócz przyznanych środków zgadzają się na wybraną przeze mnie instytucję szkoleniową oraz szkolenie, to już jest „z górki”. Idę na szkolenie. Okazało się, że proces jest bardziej złożony, o czym nie było ani słowa w korespondencji.

Po decyzji pozytywnej uruchamiane są zamówienia publiczne. Czyli na stronie urzędu i w biuletynie zostaje opublikowane ogłoszenie. Urząd w okresie 2 tygodni od opublikowania ogłoszenia czeka na zgłoszenia instytucji szkoleniowych, które wyrażają chęć przeprowadzenia szkolenia. Jeśli nie zgłosi się wybrana przez nas jednostka, a inne zechcą przeprowadzić szkolenie, to urząd wybiera bardziej konkurencyjną ofertę z tych złożonych. Jeżeli nie zgłosi się żadna instytucja, Urząd informuje nas listownie, że straciliśmy środki.

Oczywiście możemy się odwołać, musimy jednak przestrzegać terminów. List z informacją o tym, że straciłam fundusze na szkolenie, dotarł do mnie 5 dni po tym, jak odebrałam telefon z urzędu, że moje fundusze już nie są moje – zostały rozdysponowane, ponieważ jednostka szkoleniowa, z którą byłam w kontakcie, nie złożyła oferty na moje szkolenie. Pomylili mnie z inną kursantką i nie złożyli oferty na mój wniosek tylko na jej.

Ponieważ fundusze rezerwowe na dany rok zostały rozdysponowane, musiałam czekać na nowy rok kalendarzowy i nowe środki.

Jak pokonałaś te problemy?

Gdy środki pojawiły się, ponownie złożyłam wniosek. Ponownie przyznano mi środki, ale nie wyrażono zgody na wybraną przeze mnie instytucję szkoleniową. W zamian urząd zaproponował inną. Ustaliliśmy wymiar godzin szkolenia, zakres, mogłam zadać pytania dotyczące szkolenia przedstawicielowi firmy poprzez urzędnika. Uzyskałam odpowiedzi i odniosłam wrażenie, że sprawa jest dogadana, skoro złożyłam podpis na planie szkolenia, który złożyłam na dzienniku podawczym.

Ruszyły zamówienia publiczne, które uważałam już za czystą formalność, ale tknięta przeczuciem postanowiłam zadzwonić do urzędu. Okazało się, że instytucja szkoleniowa nie złożyła wniosku w terminie. Ponownie straciłam środki. Odwołam się – tym razem udało mi się dotrzymać terminów.

Fundusze przyznano mi ponownie. Jednostka nie złożyła wniosku w terminie, ponieważ nie wiedziała, że jest już ogłoszenie na stronie urzędu. Przedstawiciel firmy powiedział mi, że są przyzwyczajeni jednak do tego, że jest jakaś informacja ze strony urzędu o tym, że wniosek jest w zamówieniach publicznych, ponieważ oni nie mają czasu na to, żeby przeglądać biuletyny urzędów pracy. Urząd z kolei twierdzi, że nigdy nie dawał znać żadnej jednostce szkoleniowej, bo to jest sprzeczne z zasadą zamówień publicznych…

W każdym razie ta przydługa historia ma swój szczęśliwy finał. Szkolenie zostało zrealizowane. Teraz muszę działać, pisać codziennie kod, uczyć się.

Mam plan na kolejne szkolenia i tu na pewno będę też korzystać ze wsparcia w finansowaniu, ale to już będzie współfinansowanie.

Czy polecasz innym chętnym sięganie po takie możliwości? Przed czym byś ich przestrzegła?

Oczywiście – polecam! Jest to sposób na uzyskanie 100% środków na finansowanie szkolenia.

Przestrzegam natomiast przed zostawianiem spraw samych sobie. Sama decyzja pozytywna nie zamyka procesu. Trzeba dzwonić, dopytywać się.

Dziękuję za rozmowę!

Zdjęcia:

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Karolina Łachmacka
Tłumacz pisemny, copywriter, wirtualna asystentka, a także filmowiec. Z pasją opowiada historie na różne tematy, szczególnie te, które budzą ludzi do empatii. Miłośniczka starego kina od końca ery filmu niemego po końcówkę lat 60. XX wieku.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail