Czego szukasz

Chustowa mama

Bohaterką pierwszej historii jest Joanna Bogdan, szczęśliwa mama trójki dzieci i bizneswoman, właścicielka firmy LennyLamb, produkującej chusty, nosidła oraz odzież do noszenia dzieci. Skąd wziął się pomysł na firmę szyjącą chusty? I jak pogodzić macierzyństwo z prowadzeniem firmy?

Joanna Bogdan z LennyLamb

Powiedz jak to się zaczęło, dlaczego zdecydowałaś się na taką karierę zawodową, przecież jesteś farmaceutką z wykształcenia?

Rzeczywiście, jestem farmaceutką, to mój zawód wyuczony i pasja. Studia kosztowały mnie sporo wysiłku i zaangażowania i niejedna osoba zadaje mi pytanie o zmianę zawodu… Tak w ogóle to planuję wkrótce wrócić do pracy w zawodzie, na kilka godzin – nie wiem jak to będzie możliwe, bo nie mam czasu na nic – po to, aby zachować prawo do wykonywania zawodu, żeby nie stracić tego, na co parę lat pracowałam.

Ale wracając do tematu firmy…

Trzeba zacząć od tego, że macierzyństwo bardzo mnie zmieniło. Ta zmiana była dość drastyczna, gdyż pierwsze dziecko straciliśmy zaraz na początku ciąży. Był to  dla mnie duży cios i to zupełnie przewartościowało mój sposób myślenia.

Oczywiście obwiniałam się o to, że za dużo pracowałam, że się za dużo stresowałam. Myślę że wiele czynników się na to złożyło, ale ja widziałam główny problem w pracy. Zastanawiałam się jak to będzie kiedy na świat przyjdzie dziecko, a ja będę musiała czy chciała pracować. Bo inna sprawa jest taka, że ja sobie zupełnie nie wyobrażałam nic nie robić.

Dużą wartością dla mnie jest to, że jestem z dziećmi w domu i nie wyobrażałam sobie powrotu do takiej standardowej pracy w godzinach 8-16.

Natomiast tez nie czułam się dobrze z tym, że nie spełniam się intelektualnie, więc jakby to jest jeden z powodów, że chciałam coś robić, a z drugiej strony nie chciałam zostawiać dziecka i wtedy też narodziła się taka myśl, że to jest wyjście – mieć własną firmę, żeby sobie samemu ustalać ile chce pracować, jak chce to robić i to był właśnie ten początek.

A skąd wziął się pomysł na chusty i nosidła?

Nie miałam jeszcze gotowego pomysłu na firmę, szukałam pomysłów ze swojego podwórka, a pomysł na tę firmę przyszedł zupełnie niespodziewanie. Jakby mi ktoś 5 lat temu powiedział, że będę producentem jakichś szmat, to myślę, że bym go wyśmiała, bo ja nawet szyć nie umiem tak naprawdę. Zaczęłam nosić Franka w chuście i wydawało mi się to tak niesamowite i tak cudowne, mało tego, to były początki ruchu chustowego w Polsce, ja znam wszystkie dziewczyny, które zaczynały promocję chust w Polsce, jestem wśród takiego starego trzonu chustowego, który zakładał jakieś stowarzyszenia i organizował pierwsze spotkania.

Natomiast zupełnie przypadkiem okazało się, że osoby, które zajmowały się sprowadzaniem z zagranicy chust do Polski robiły to dość nieudolnie, nagle nie można było kupić jakiegoś zwykłego nosidła, którego uszycie nie było trudną sprawą. Akurat tak się złożyło, że ja szukałam tego nosidła, nie mogłam go dostać i pomyślałam, kurcze, przecież można by było coś takiego szyć.

Próbowałam to kupić u jakiejś dziewczyny, kolejka była na 3 miesiące, pomyślałam, że to jakaś paranoja, żeby 3 miesiące czekać na kawałek szmaty. Zaczęłam rozmawiać z mężem, z siostrą, akurat w tym samym czasie mój szwagier kończył włókiennictwo na Politechnice Łódzkiej, czyli był dość dobrze poinformowany co, gdzie, jak, na pewno wiedział więcej niż ja (śmiech). Natomiast samej produkcji chust uczyliśmy się od początku.

Michał, mój mąż zajął się sprawami informatycznymi, zrobił nam sklep. Mój pomysł zaczął się od nosidła. Ale wiedziałam, że nie ma na rynku firmy, która ma wszystko, nosidła, chusty tkane, chusty elastyczne, odzież do noszenia, tego nie było. Pomyślałam sobie, że fajnie by było coś takiego mieć. Od pomysłu do realizacji i się udało… rozgadałam się, a nie odpowiadam na pytania.

To nie była świadoma decyzja, że wybieram taką karierę zawodową, ale chciałam robić coś będąc z dzieckiem w domu i pojawił się pomysł, podjęliśmy się realizacji. Dużo radości dawała mi praca nad tym projektem i na początku każda sprzedana rzecz była sukcesem.

Opowiedz o swoich dzieciach, kto się nimi opiekuje kiedy pracujesz?

Mam troje dzieci, Franek ma 4,5 roku i jest wesołym i żywym przedszkolakiem, a bliźniaczki Ewa i Hania mają 2 lata. Główną osobą opiekującą się dziećmi jestem ja, pomaga mi niania, kiedy np. muszę wyjść, ale coraz rzadziej pracuje w domu z dziećmi. Dziewczyny mają bardzo fajną opiekunkę, mam do niej zaufanie i mogę na nią liczyć w każdej sytuacji.

Kiedy pracuję to teraz najczęściej nie ma ich ze mną, ale początki były zupełnie inne. Dlatego założyłam sobie, że będę pracować w domu, a opiekunka będzie osobą, która mnie wspomaga. Pracowałam w jednym pokoju, a w drugim opiekunka bawiła się z dzieckiem. To był fajny czas, bo poczułam sens własnej firmy. Jak Franek zaczynał płakać i musiał się przytulić do mnie to przybiegał, przytulał się i już nie było problemu. Mógł do mnie przyjść zawsze kiedy chciał.

Potem zaszłam w ciążę z bliźniaczkami, niania musiała wyjechać i Franek poszedł do przedszkola, miał wtedy 2,5 roku. Na początku chodził tylko na kilka godzin. To był dobry pomysł, chociaż ja bałam się przedszkola, ale ta decyzja dawała nam spojrzenie w przyszłość, wiedziałam, że jak dziewczynki się urodzą i będę miała jeszcze mniej czasu dla Franka, to on będzie miał swoje przedszkole z paniami, zabawkami, i to się sprawdziło. Myślę, że bardzo by to przeżywał, że w domu nie mogę poświęcić mu czasu.

Teraz z 3 dzieci to jest nierealne aby pracować przy dzieciach. Robię to tylko wtedy kiedy absolutnie muszę. Nigdy nie ma na to dobrego czasu, bo nie mogę się skupić, ale też dzieciaki nie tolerują tego dobrze, od razu chcą mi pomagać 😉 i staram się to ograniczać. Dlatego kiedy mam już swoje biuro, do którego mogę pójść, to jest bardzo dobre rozwiązanie i pracuję efektywniej niż w domu. Myślę, że dzieci też inaczej funkcjonują, wiedzą, że gdy wracam do domu jestem cała dla nich.

Kto pomaga Ci w prowadzeniu firmy?

LennyLamb to projekt rodzinny. Pomysł jest całkowicie mój, ja zebrałam ludzi i przekonałam ich, że to jest fajna inicjatywa, i że to będzie coś dobrego, natomiast wykonanie już nie jest tylko moje. Każdy produkt zaczynał się w mojej głowie, ale teraz moi wspólnicy – siostra i jej mąż Piotr – są odpowiedzialni za produkcję.

Mocno zaangażowany jest też Michał – każdy z nas ma swoje talenty, które mógłby wykorzystać w firmie. Michał ma talent informatyczny i nie tylko. On ma niesamowite wyczucie marketingowe, co warto robić, w co warto inwestować i to w nim bardzo cenię.

A poza tym teraz mam też pracowników, takie dobrze duszki, którym mogę zaufać, mogę im zostawić firmę i wiem, że będzie dobrze. To są pracownicy i też przyjaciele. Wszystko opiera się na wzajemnym zaufaniu i dobrych relacjach. Bo owszem mam pracownika, ale to moja przyjaciółka z liceum, która akurat była bez pracy, a ja potrzebowałam bardzo pomocy. Wszystkie te osoby są bardzo związane z LennyLamb od początku.

Czy miałaś wsparcie od najbliższych przy zakładaniu firmy?

Tak oczywiście, nawet rodzice nigdy nie negowali tego, a moja mama, która zareagowała tak jak wszyscy kiedy zobaczyła chustę – co ty robisz temu dziecku i dlaczego je tak wyginasz, takie fajne nosidełka mają w sklepach – ale to była pierwsza reakcja, teraz jest też zachwycona tym jak to funkcjonuje. Natomiast najsilniejsze wsparcie to oczywiście mam od mojego męża, który mocno wierzył we mnie, który oprócz tego, że dawał mi wsparcie psychiczne, to bardzo szybko realizował moje pomysły i nadawał moim wizjom wymiar realny – robił stronę, sklep internetowy, itp.

Ile czasu minęło od pomysłu na biznes do jego realizacji?

Hmmmm… na początku była w ogóle idea, że chcę mieć coś swojego. Pomysł na chusty narodził się w styczniu 2008 r., a firmę zarejestrowałam w czerwcu. Chyba całkiem szybko mi poszło.

Co motywowało Cię do działania?

Myślę, że chęć realizacji siebie, chęć tworzenia. To jest fajna sprawa kiedy masz pomysł i okazuje się nagle, że to się da wykonać, mimo tego, że ja mam totalnie blade pojęcie, czy to się da uszyć i jak to zrobić. Spotykaliśmy się z ludźmi i ja się od nich uczyłam wszystkiego od początku. To były te momenty, które mnie motywowały.

Teraz tak myślę, że spotykałam odpowiednie osoby, które nigdy nie powiedziały mi „nie”, mówiły, że to może nie jest łatwe, ale mówiły się może uda. Bo te wszystkie rzeczy, które robimy są bardzo nietypowe. Kurtki do noszenia – o jejku przecież to jest taka dziwna konstrukcja. Trzeba mieć taką kieszeń z przodu, trzeba to zaprojektować i uszyć. Gdy dostawałam projekty do ręki, to było to niesamowite, że masz tę chustę, że ona jest zapakowana, że się udało zrobić instrukcję obsługi, że jest ulotka, że jest taki produkt w końcu.

Myślę, że to jest najfajniejsze. I to, że pomysł chwycił. Dzięki zaufaniu jakim obdarzyli nas rodzice, którzy kupują nasze produkty mogliśmy się rozwijać i dojść do miejsca, w którym jesteśmy – i to jest główny motor działania.

Czy zdarzają się chwile zwątpienia?

Owszem mam chwile zwątpienia, kiedy jestem mocno przemęczona i myślę sobie, że chciałabym nic nie robić 😉 i wreszcie sobie odpocząć. I nie myśleć, nie martwić się, bo oczywiście prowadzenie firmy jest fajne, ale jest masa problemów, które trzeba rozwiązywać. Ale w takich chwilach zwątpienia Michał dawał mi duże wsparcie, umiał spokojnie ocenić – popatrz Aśka jest kryzys, firmy padają, a nam się udało stworzyć firmę, która nie jest może milionowym biznesem, ale funkcjonuje i rozwija się.

Jaką sumę musiałaś na początku zainwestować, czy korzystałaś z dotacji unijnych?

Tak, skorzystałam z dotacji na otworzenie swojej pierwszej działalności, i przyznam, że to było dość ważne dla mnie. Nie chodzi tylko o kwestię finansową, ponieważ te pieniądze niewiele zmieniły niestety, bo nie mogłam ich tak zainwestować jak potrzebowałam najbardziej. Tylko 3 tysiące mogłam przeznaczyć na produkcję, a to jest bardzo niewiele, a za resztę musiałam wyposażyć sobie miejsc pracy.

To dodało mi skrzydeł i zmotywowało, ale gdybym mogłam, to inaczej wydałabym te pieniądze. Ale przez to, że musiałam stworzyć biznes plan, musiałam sobie wszystko przemyśleć, jak to ma wyglądać i czy to się uda. Wiem, że projekt był dobrze oceniony, bo był skrupulatny, to dodało mi energii, dostałam pieniądze, nie muszę zaczynać od zera. Powiedziałam sobie, że jak dostanę tę dotację to ruszamy z kopyta, a jak nie, to trzeba wszystko jeszcze raz przemyśleć. No i się udało.

A resztę musieliśmy zainwestować ze swoich oszczędności, które na szczęście mieliśmy. Produkcja pochłonęła dużą kwotę. Zaczynaliśmy od kupna jednego koloru materiału, musieliśmy kupić 1000 m tkaniny w 1 kolorze, a my chcieliśmy mieć kilka kolorów.

Dla nas to było ryzyko, to były całe nasze oszczędności i ja już sobie wyobrażałam, że będę miała cały dom wytapetowany i będę miała narzuty i tkaniny z tego materiału jeśli nie uda nam się sprzedać. Ale jakoś to się udawało, ta rotacja materiału była, jak się sprzedała pierwsza partia, dokupywaliśmy kolejne materiały i kolejne, te pieniądze są cały czas inwestowane w nową produkcję i to cieszy, że one się pomnażają.

Czy to, że jesteś mamą w jakiś sposób wpływa na prowadzenie biznesu?

Tak, bo tego biznesu by nie było gdybym nie była mamą, jestem tego pewna. Mam takie szczęście, że to jest biznes mamowo-dzieciowy, ciągle spotykam kobiety z dziećmi, potrafię dobrze wczuć się w sytuację każdej mamy, którą spotykam. Jestem autentyczna przez to, że wszystko co proponuję rodzicom jest częścią też mojego życia.

Czy dzieci inspirują Cię do pracy czy Ci ją utrudniają?

Na pewno inspirują i utrudniają oczywiście też ;-). Ja na pewno jestem na takim etapie myślenia, że to praca utrudnia mi pełnienie obowiązków dobrego rodzica i na dzień dzisiejszy mogę sobie na to pozwolić, żeby czasem robić sobie dzień bez pracy i być tylko dla dzieci.

Te wakacje były cudowne i wspaniałe, 3 miesiące nie byliśmy w domu, byliśmy ze sobą. A firma sobie jakoś poradziła. Oczywiście pracowałam wieczorami, czasem też w dzień, ale nie przeszkadzało to, żebyśmy byli daleko od domu, korzystali z ładnej pogody, obecności dziadków.

Co daje Ci praca zawodowa?

Jest to oderwanie od szarej rzeczywistości, problemów przyziemnych, czy wszystkie dzieci mają czyste ubrania na dzisiaj, czy mamy co jeść i czy wszystko zrobiłam w domu, czy uda nam się przetrwać kolejny dzień razem.

Pracuję, bo chcę pracować, to jest mój wybór, ale poczucie własnej wartości jest dość istotne. Dzięki pracy realizuję własne pomysły i rozwijam się intelektualnie.

Co chciałabyś powiedzieć innym mamom, które szukają swojej drogi zawodowej?

Hmmm myślę, że tutaj nie będę specjalnie oryginalna. Myślę, że trzeba słuchać siebie i tego co czujemy, ale też czasem trzeba iść na ustępstwa, trzeba realnie patrzeć na swoje życie, co mogę robić, co chcę robić i co lubię, ale też co jestem w stanie zrobić, jakie mam możliwości finansowe i czasowe.

Mamy są bardzo kreatywne, wiedzą czego chcą w życiu. Samo macierzyństwo jest bardzo wymagające, te wszystkie obowiązki są częścią naszego życia, przez to stajemy się lepiej zorganizowane.

Bardzo wiele mam odnajduje swoją drogę życiową przez macierzyństwo, odnajdują swoją pasję czy zawód, który ma sens. Mamy nie mają nadmiarowego czasu, musimy wiedzieć co chcemy, skoro musimy wykroić ten czas. Myślę, żeby mamy się nie bały zaryzykować, ale też, żeby realnie patrzyły na swoje pomysły, żeby poradziły się kogoś kto się na tym zna, jeśli same tego nie umieją.

W ogóle trochę mnie to pytanie zaskoczyło, myślę, że mamy mają tendencję do dołowania się, ja sobie nie radzę, a inne mamy sobie świetnie radzą. Myślę, że dziewczyny powinny przestać to robić, niech zobaczą jakie są wspaniałe, ich dzieci są ubrane, najedzone i to jest najważniejsze. Czasem zapominamy spojrzeć w najprostszy sposób – przetrwałyśmy ten dzień z masą obowiązków. Trzeba szukać pozytywów w macierzyństwie, ono mnie mobilizuje. Przez to, że nie mam czasu trzeba szukać drogi realizowania siebie, żeby nie zwariować. Dbając o siebie dbam o swoje dzieci.

Dziękuję za możliwość przeanalizowania ostatnich 3 lat mojego życia i trzymam kciuki za Wasz projekt, pomysł bardzo mi się podoba.

Dziękuję za rozmowę i życzę dużo sukcesów rodzinnych i zawodowych.

Joanna Bogdan – mama Ewy, Hani i Franka oraz właścicielka firmy LennyLamb (www.pl.lennylamb.com) produkującej ekologiczne artykuły dla dzieci.

A tu możesz przeczytać wywiad z Asią z 2018 roku, z okazji 10-lecia firmy.

LennyLamb jest też w naszej Bazie Pracodawców Przyjaznych Mamie  >> zobacz, może to własnie pracodawca dla Ciebie?

Rozmawiała: Joanna Gotfryd

Zdjęcie: archiwum Joanny

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.
Podyskutuj

Jak zacząć zarabiać na tym, co się kocha? Strategia 5 kroków

Wierzę w to, że nie warto marnować życia na pracę, której się nie kocha. Mieć talenty i skąpić ich światu, pracując w miejscu, które nie jest dla nas stworzone. Wierzę, że każda z nas ma pewne uzdolnienia, które pozwalają jej dawać coś, czego inni potrzebują. Dawać coś w szczególny sposób. Nie musisz od razu stać się kimś wielkim. Nie musisz mieć rozgłosu, ale musisz zacząć słuchać swojego głosu. I za nim podążyć.

Wierzę w to, że skupienie się na tym, co nas pociąga i w czym w naturalny sposób jesteśmy dobre, tysiąc razy zwiększa nasze szanse na sukces, w tym sukces finansowy. Problem polega na tym, że nikt nas nie uczył tak myśleć o pracy. Nikt nas nie uczył uważnie przyglądać się swoim mocnym stronom. Kierujemy się lękiem częściej niż pasją, stresujemy się rozmowami kwalifikacyjnymi, boimy się założenia własnej firmy, boimy się porażek, strat, zwolnień i bezrobocia. Lęk to naturalna reakcja na kontakt z tym, co nieznane.

Jak zacząć?

1. Hamulce

Po pierwsze musisz przyznać, że najprawdopodobniej masz pewne założenia, które mogą działać jak sprawne hamulce Mercedesa klasy A i powstrzymać Cię przed wejściem na ścieżkę pracy, która jest pasją. Gdybyś ich nie miała, być może nie czytałabyś tego artykułu, ponieważ dawno zajmowałabyś się tym, co kochasz. Niektórzy to mają we krwi.

Moja babcia w wieku lat 12 wiedziała, że chce być księgową, dziś ma 82 lata i wciąż pracuje. Raz w tygodniu przyjeżdża po nią kierowca i zawozi do biura, gdzie robi audyt. Jest tak dobra w tym co robi, bo robi to co kocha. Być może nie myślałaś, że można kochać księgowość. Można. Pasja nie musi być górnolotna. Miles Davis też wiedział od dziecka, że chce być jazzmanem. Większość z nas jednak nie wie. Większość z nas musi poszukać swojej ścieżki.

Hamulce. Musisz je rozbroić, rozkręcić na części i odłożyć na bok. Hamulce to myśli, które każdy twórczy przebłysk zamieniają w matową, martwą, bezużyteczną mrzonkę. Zaczynają się od „Ale przecież…” Ale ja nie potrafię, nie umiem, nie da się, to niemożliwe i tak dalej. I co najważniejsze – każdy z hamulców wydaje się być stuprocentową prawdą, z którą nie ma co dyskutować. Tak działa ten mechanizm, którego napędową energią jest lęk. Ale skoro Ty już wiesz, możesz zapobiec tej hamującej sile.

2. Dzieciństwo

Wróć pamięcią do swoich dziecięcych i nastoletnich fantazji. Kim chciałaś być? Zapisz wszystko, co Ci przychodzi do głowy. Następnie pora na odrobinę alchemii. Poszukaj esencji dziecięcego marzenia. Nie daj się zwieść formie.

Nie chodzi o to, aby dokładnie realizować nastoletnie fantazje. Jeżeli chciałaś być aktorką, to esencją tego marzenia może być ekspozycja, sława, silne emocje. Jeżeli chciałaś być lekarzem, być może esencją jest pomaganie innym, ratowanie tego, co cenne. Te esencje mogą być realizowane w różny sposób. Niektórzy z nas mają z nimi kontakt od dziecka, inni nie. Dlatego sama musisz zobaczyć, na ile ten drugi krok będzie dla Ciebie istotny i pomocny.

Przeczytaj także: Każda kobieta ma w sobie talenty, za które ktoś inny jest w stanie zapłacić

3. Kochanie = dawanie

Weź kartkę. Wypisz wszystko to, co kochasz robić. Możesz zrobić to na zasadzie automatycznego pisania, prawie nie odrywając długopisu od kartki. Możesz zapełnić ją powoli, z namysłem. Nie cenzuruj się. Pozwól na swobodny przepływ myśli. Wypisuj rzeczy nie mające związku z pracą, bo mogą Cię naprowadzić na nowy trop. Bądź precyzyjna i wnikliwa. Dociekaj. Zastanów się głębiej. Co kochasz? Co Cię pociąga? Jakie jest drugie dno? Wszystko co napiszesz, może być punktem wyjścia do głębszej refleksji. Odwróć kartkę. Na drugiej stronie wypisz to, co chciałabyś dawać, to co Ty szczególnie możesz dać innym. To, w czym jesteś szczególnie dobra. To, co potrafisz. Albo, to co Cię pociąga.

4. Aplikacje

Ponieważ nie chodzi tu o to, aby zacząć „robić to, co się kocha”, lecz „zarabiać na tym, co się kocha”, w kolejnym kroku musisz porzucić świat ego, jego słodkich upodobań i pomyśleć o tym, czego potrzebują inni. Praca marzeń jest na przecięciu Twoich najmocniejszych stron i potrzeb innych ludzi.

Ludzie nie potrzebują tylko spraw wielkich. Są gotowi płacić za zaspokojenie drugorzędnych potrzeb. Potrzebują kogoś kto zrobi im świetne zdjęcia z wesela, kto doradzi jak zainwestować pieniądze, kto urządzi urodziny dla dziecka. Potrzebują porad, niekonwencjonalnej rozrywki, produktów i usług, które sprawiają że życie jest prostsze i piękniejsze. Popatrz na swoją kartkę. Weź każdy z zapisków pod lupę i dopisz do niego wszystkie aplikacje, czyli możliwości zastosowania, które zaspokoją potrzeby innych. Oddal perspektywę, że to Ty miałabyś się tym zająć. Potraktuj to jak ćwiczenie na wyobraźnię.

Wypisuj wszystko co Ci przychodzi do głowy, jak nie jesteś dobra w burzach mózgu i zacinasz się po pierwszym najbardziej oczywistym przykładzie, to nie rób sobie wyrzutów, tylko podsuń to zadanie komuś innemu. A co.

Przykład: „kocham gotować”.

Aplikacje: kucharz, blogger piszący o gotowaniu, osoba, która robi warsztaty kulinarne (na przykład dla dzieci, albo dla obcokrajowców, albo dla mężczyzn, których matki nie nauczyły nic oprócz robienia herbaty). Osoba, która gotuje w domu dla garstki osób, osoba która prowadzi catering albo gotuje zdrowe jedzenie dla przedszkola…

I tak z całą listą. Jak już skończysz, to zakreśl te pomysły, które najbardziej Cię pociągają.

Przeczytaj także: Jak mądrze porównywać się z innymi? Poznaj nasze podpowiedzi!

5. Test

Pomysły są niematerialne. Cała zabawa zaczyna się w łączeniu eteru z materią. Rzeczywistość ma sporo ograniczeń i cała sztuka w tym, aby sprytnie wpasować się między nie ze swoim pomysłem. Jeżeli masz pomysł i wiesz, kto może być nim zainteresowany, pora na test. Chcesz założyć szkołę językową dla bardzo małych dzieci? Twoimi klientami są ich matki. Zadzwoń do trzech matek małych dzieci i wypytaj je co sądzą o szkole językowej dla maluchów. Podoba im się taki pomysł? Czy są gotowe zapłacić za takie zajęcia? Dlaczego tak? Dlaczego nie? Co ważnego mają Ci do powiedzenia? Każdy pomysł można i należy przetestować na potencjalnych odbiorcach.

Powodzenia!

Grafika: Canva

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Założycielka Latającej Szkoły dla Kobiet www.latajacaszkola.pl, doświadczona trenerka z sześcioletnią praktyką, specjalistka od kreatywnych biznesów – redaktorka i pomysłodawczyni przewodnika „Kraków kobiet” (ha!art).
Podyskutuj

Radzisz sobie jako mama,dasz radę wrócić do pracy. Historia Natalii – projekt Mommypreneurs

"Boisz się nowych wyzwań? A nie bałaś się wejść w rolę mamy? Pamiętaj, radzisz sobie jako mama, dasz radę wrócić do pracy" - tak Natalia Boćkowska, uczestniczka projektu Mommypreneurs, zagrzewa Cię do walki. O siebie i swoje marzenia. I ma rację, bo czasem wystarczy sięgnąć po wsparcie, po wiedzę, pójść na szkolenie. Tak zrobiła Natalia. Przeczytaj co zyskała!
Natalia Boćkowska

Natalia, skorzystałaś z projektu Mommypreneurs – Przedsiębiorcza Mama. Co Cię do tego skłoniło? Skąd ten impuls: „O, chcę wziąć w tym udział, to coś dla mnie?

Do skorzystania z projektu Mommypreneurs skłoniły mnie, chęć przebranżowienia się i uzyskania nowych doświadczeń.

Czym zajmowałaś się przed projektem i przed ciążą?

Przed ciążą pracowałam na wyspie McCafe w Manufakturze. Nie był to szczyt moich marzeń, ale pracowałam tam podczas studiów, więc miałam doświadczenie.

Czy projekt pokrywał się z Twoimi wyobrażeniami? Co sprawiało Ci największą trudność, a co było zaskakująco łatwe?

Projekt bardzo mnie zaskoczył, oczywiście w pozytywnym sensie. Na początku myślałam, że będą to jakieś podstawowe informacje na temat projektowania stron internetowych. Zostałam mile zaskoczona, bo okazało się, że kurs był od podstaw, czyli od HTML do WordPress’a.

Jeśli chodzi o trudności, to muszę wspomnieć, że brałam udział w drugiej edycji programu. Dostałam się do niego podczas pandemii. Zajęcia trwały już jakiś czas, więc największą trudnością było doścignięcie dziewczyn, które już poznały wszystkie podstawy.

Jestem po liceum plastycznym, więc zdobytą tutaj wiedzę mogłam wykorzystać do projektowania stron internetowych, co sprawiło mi olbrzymią satysfakcję.

Poznaj również historię Zuzanny!

Natalia Boćkowska

W pewnym momencie projekt został zakończony, trzeba było zacząć działać na własną rękę. Jak wspominasz te początki? Czy dzięki projektowi rzeczywiście było łatwiej?

Pandemia niestety nie sprzyja w znalezieniu nowej pracy. Niemniej odnalezienie się w nowej sytuacji i zdobycie doświadczenia pokazało mi, co chcę w życiu robić. Już wiem, że chcę zajmować się projektowaniem stron internetowych i pracować w e-marketingu. Postanowiłam wyjść naprzeciw i sama zacząć budować swoją markę, która będzie widnieć pod moim imieniem i nazwiskiem. Zapraszam do odwiedzenia moich stron na Facebooku i Instagramie. Chcę, by moja firma, dzięki wiedzy zdobytej w e-marketingu oraz grafice, pomagała w rozkręcaniu młodych biznesów.

Które korzyści ze szkolenia wydają Ci się najbardziej znaczące?

To jest trudne pytanie, bo wszystko było znaczące w szkoleniu. Przede wszystkim zdobyłam wiedzę i doświadczenie, nabrałam pewności siebie. Uwierzyłam, że mogę robić rzeczy, które lubię i które dają mi satysfakcję, motywując do dalszego działania.

Młodym mamom trudno czasem uwierzyć, że poradzą sobie z czymś nowym. Boją się wyjść z inicjatywą, zostawić dzieci pod czyjąś opieką, zadbać – dla odmiany – o siebie. Masz jakieś rady dla takich mam?

Boisz się nowych wyzwań? A nie bałaś się wejść w rolę mamy?

Pamiętaj, radzisz sobie jako mama, dasz radę wrócić do pracy.

Przeczytaj też historię Eweliny!

Tak jak Ty, tak i Twoje dziecko potrzebuje spotkań z innymi ludźmi. Pamiętaj również, jeśli Ty będziesz się dobrze czuć, to Twoja rodzina również!

Dziękuję za rozmowę.

Artykuł powstał w ramach projektu Mommypreneurs – przedsiębiorcza mama.

Zdjęcie: prywatne archiwum Natalii.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Mama, żona, psycholog i redaktor. Spełniona zawodowo dzięki miłości do pisania, szczęśliwa prywatnie dzięki mężowi i dwóm cudownym synom. W krótkim czasie "tylko dla siebie” czyta, szyje… albo znowu pisze.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×