Czego szukasz

Chustowa mama

Bohaterką pierwszej historii jest Joanna Bogdan, szczęśliwa mama trójki dzieci i bizneswoman, właścicielka firmy LennyLamb, produkującej chusty, nosidła oraz odzież do noszenia dzieci. Skąd wziął się pomysł na firmę szyjącą chusty? I jak pogodzić macierzyństwo z prowadzeniem firmy?

  • Joanna Gotfryd - 13/02/2019
Joanna Bogdan z LennyLamb

Powiedz jak to się zaczęło, dlaczego zdecydowałaś się na taką karierę zawodową, przecież jesteś farmaceutką z wykształcenia?

Rzeczywiście, jestem farmaceutką, to mój zawód wyuczony i pasja. Studia kosztowały mnie sporo wysiłku i zaangażowania i niejedna osoba zadaje mi pytanie o zmianę zawodu… Tak w ogóle to planuję wkrótce wrócić do pracy w zawodzie, na kilka godzin – nie wiem jak to będzie możliwe, bo nie mam czasu na nic – po to, aby zachować prawo do wykonywania zawodu, żeby nie stracić tego, na co parę lat pracowałam.

Ale wracając do tematu firmy…

Trzeba zacząć od tego, że macierzyństwo bardzo mnie zmieniło. Ta zmiana była dość drastyczna, gdyż pierwsze dziecko straciliśmy zaraz na początku ciąży. Był to  dla mnie duży cios i to zupełnie przewartościowało mój sposób myślenia.

Oczywiście obwiniałam się o to, że za dużo pracowałam, że się za dużo stresowałam. Myślę że wiele czynników się na to złożyło, ale ja widziałam główny problem w pracy. Zastanawiałam się jak to będzie kiedy na świat przyjdzie dziecko, a ja będę musiała czy chciała pracować. Bo inna sprawa jest taka, że ja sobie zupełnie nie wyobrażałam nic nie robić.

Dużą wartością dla mnie jest to, że jestem z dziećmi w domu i nie wyobrażałam sobie powrotu do takiej standardowej pracy w godzinach 8-16.

Natomiast tez nie czułam się dobrze z tym, że nie spełniam się intelektualnie, więc jakby to jest jeden z powodów, że chciałam coś robić, a z drugiej strony nie chciałam zostawiać dziecka i wtedy też narodziła się taka myśl, że to jest wyjście – mieć własną firmę, żeby sobie samemu ustalać ile chce pracować, jak chce to robić i to był właśnie ten początek.

A skąd wziął się pomysł na chusty i nosidła?

Nie miałam jeszcze gotowego pomysłu na firmę, szukałam pomysłów ze swojego podwórka, a pomysł na tę firmę przyszedł zupełnie niespodziewanie. Jakby mi ktoś 5 lat temu powiedział, że będę producentem jakichś szmat, to myślę, że bym go wyśmiała, bo ja nawet szyć nie umiem tak naprawdę. Zaczęłam nosić Franka w chuście i wydawało mi się to tak niesamowite i tak cudowne, mało tego, to były początki ruchu chustowego w Polsce, ja znam wszystkie dziewczyny, które zaczynały promocję chust w Polsce, jestem wśród takiego starego trzonu chustowego, który zakładał jakieś stowarzyszenia i organizował pierwsze spotkania.

Natomiast zupełnie przypadkiem okazało się, że osoby, które zajmowały się sprowadzaniem z zagranicy chust do Polski robiły to dość nieudolnie, nagle nie można było kupić jakiegoś zwykłego nosidła, którego uszycie nie było trudną sprawą. Akurat tak się złożyło, że ja szukałam tego nosidła, nie mogłam go dostać i pomyślałam, kurcze, przecież można by było coś takiego szyć.

Próbowałam to kupić u jakiejś dziewczyny, kolejka była na 3 miesiące, pomyślałam, że to jakaś paranoja, żeby 3 miesiące czekać na kawałek szmaty. Zaczęłam rozmawiać z mężem, z siostrą, akurat w tym samym czasie mój szwagier kończył włókiennictwo na Politechnice Łódzkiej, czyli był dość dobrze poinformowany co, gdzie, jak, na pewno wiedział więcej niż ja (śmiech). Natomiast samej produkcji chust uczyliśmy się od początku.

Michał, mój mąż zajął się sprawami informatycznymi, zrobił nam sklep. Mój pomysł zaczął się od nosidła. Ale wiedziałam, że nie ma na rynku firmy, która ma wszystko, nosidła, chusty tkane, chusty elastyczne, odzież do noszenia, tego nie było. Pomyślałam sobie, że fajnie by było coś takiego mieć. Od pomysłu do realizacji i się udało… rozgadałam się, a nie odpowiadam na pytania.

To nie była świadoma decyzja, że wybieram taką karierę zawodową, ale chciałam robić coś będąc z dzieckiem w domu i pojawił się pomysł, podjęliśmy się realizacji. Dużo radości dawała mi praca nad tym projektem i na początku każda sprzedana rzecz była sukcesem.

Opowiedz o swoich dzieciach, kto się nimi opiekuje kiedy pracujesz?

Mam troje dzieci, Franek ma 4,5 roku i jest wesołym i żywym przedszkolakiem, a bliźniaczki Ewa i Hania mają 2 lata. Główną osobą opiekującą się dziećmi jestem ja, pomaga mi niania, kiedy np. muszę wyjść, ale coraz rzadziej pracuje w domu z dziećmi. Dziewczyny mają bardzo fajną opiekunkę, mam do niej zaufanie i mogę na nią liczyć w każdej sytuacji.

Kiedy pracuję to teraz najczęściej nie ma ich ze mną, ale początki były zupełnie inne. Dlatego założyłam sobie, że będę pracować w domu, a opiekunka będzie osobą, która mnie wspomaga. Pracowałam w jednym pokoju, a w drugim opiekunka bawiła się z dzieckiem. To był fajny czas, bo poczułam sens własnej firmy. Jak Franek zaczynał płakać i musiał się przytulić do mnie to przybiegał, przytulał się i już nie było problemu. Mógł do mnie przyjść zawsze kiedy chciał.

Potem zaszłam w ciążę z bliźniaczkami, niania musiała wyjechać i Franek poszedł do przedszkola, miał wtedy 2,5 roku. Na początku chodził tylko na kilka godzin. To był dobry pomysł, chociaż ja bałam się przedszkola, ale ta decyzja dawała nam spojrzenie w przyszłość, wiedziałam, że jak dziewczynki się urodzą i będę miała jeszcze mniej czasu dla Franka, to on będzie miał swoje przedszkole z paniami, zabawkami, i to się sprawdziło. Myślę, że bardzo by to przeżywał, że w domu nie mogę poświęcić mu czasu.

Teraz z 3 dzieci to jest nierealne aby pracować przy dzieciach. Robię to tylko wtedy kiedy absolutnie muszę. Nigdy nie ma na to dobrego czasu, bo nie mogę się skupić, ale też dzieciaki nie tolerują tego dobrze, od razu chcą mi pomagać 😉 i staram się to ograniczać. Dlatego kiedy mam już swoje biuro, do którego mogę pójść, to jest bardzo dobre rozwiązanie i pracuję efektywniej niż w domu. Myślę, że dzieci też inaczej funkcjonują, wiedzą, że gdy wracam do domu jestem cała dla nich.

Kto pomaga Ci w prowadzeniu firmy?

LennyLamb to projekt rodzinny. Pomysł jest całkowicie mój, ja zebrałam ludzi i przekonałam ich, że to jest fajna inicjatywa, i że to będzie coś dobrego, natomiast wykonanie już nie jest tylko moje. Każdy produkt zaczynał się w mojej głowie, ale teraz moi wspólnicy – siostra i jej mąż Piotr – są odpowiedzialni za produkcję.

Mocno zaangażowany jest też Michał – każdy z nas ma swoje talenty, które mógłby wykorzystać w firmie. Michał ma talent informatyczny i nie tylko. On ma niesamowite wyczucie marketingowe, co warto robić, w co warto inwestować i to w nim bardzo cenię.

A poza tym teraz mam też pracowników, takie dobrze duszki, którym mogę zaufać, mogę im zostawić firmę i wiem, że będzie dobrze. To są pracownicy i też przyjaciele. Wszystko opiera się na wzajemnym zaufaniu i dobrych relacjach. Bo owszem mam pracownika, ale to moja przyjaciółka z liceum, która akurat była bez pracy, a ja potrzebowałam bardzo pomocy. Wszystkie te osoby są bardzo związane z LennyLamb od początku.

Czy miałaś wsparcie od najbliższych przy zakładaniu firmy?

Tak oczywiście, nawet rodzice nigdy nie negowali tego, a moja mama, która zareagowała tak jak wszyscy kiedy zobaczyła chustę – co ty robisz temu dziecku i dlaczego je tak wyginasz, takie fajne nosidełka mają w sklepach – ale to była pierwsza reakcja, teraz jest też zachwycona tym jak to funkcjonuje. Natomiast najsilniejsze wsparcie to oczywiście mam od mojego męża, który mocno wierzył we mnie, który oprócz tego, że dawał mi wsparcie psychiczne, to bardzo szybko realizował moje pomysły i nadawał moim wizjom wymiar realny – robił stronę, sklep internetowy, itp.

Ile czasu minęło od pomysłu na biznes do jego realizacji?

Hmmmm… na początku była w ogóle idea, że chcę mieć coś swojego. Pomysł na chusty narodził się w styczniu 2008 r., a firmę zarejestrowałam w czerwcu. Chyba całkiem szybko mi poszło.

Co motywowało Cię do działania?

Myślę, że chęć realizacji siebie, chęć tworzenia. To jest fajna sprawa kiedy masz pomysł i okazuje się nagle, że to się da wykonać, mimo tego, że ja mam totalnie blade pojęcie, czy to się da uszyć i jak to zrobić. Spotykaliśmy się z ludźmi i ja się od nich uczyłam wszystkiego od początku. To były te momenty, które mnie motywowały.

Teraz tak myślę, że spotykałam odpowiednie osoby, które nigdy nie powiedziały mi „nie”, mówiły, że to może nie jest łatwe, ale mówiły się może uda. Bo te wszystkie rzeczy, które robimy są bardzo nietypowe. Kurtki do noszenia – o jejku przecież to jest taka dziwna konstrukcja. Trzeba mieć taką kieszeń z przodu, trzeba to zaprojektować i uszyć. Gdy dostawałam projekty do ręki, to było to niesamowite, że masz tę chustę, że ona jest zapakowana, że się udało zrobić instrukcję obsługi, że jest ulotka, że jest taki produkt w końcu.

Myślę, że to jest najfajniejsze. I to, że pomysł chwycił. Dzięki zaufaniu jakim obdarzyli nas rodzice, którzy kupują nasze produkty mogliśmy się rozwijać i dojść do miejsca, w którym jesteśmy – i to jest główny motor działania.

Czy zdarzają się chwile zwątpienia?

Owszem mam chwile zwątpienia, kiedy jestem mocno przemęczona i myślę sobie, że chciałabym nic nie robić 😉 i wreszcie sobie odpocząć. I nie myśleć, nie martwić się, bo oczywiście prowadzenie firmy jest fajne, ale jest masa problemów, które trzeba rozwiązywać. Ale w takich chwilach zwątpienia Michał dawał mi duże wsparcie, umiał spokojnie ocenić – popatrz Aśka jest kryzys, firmy padają, a nam się udało stworzyć firmę, która nie jest może milionowym biznesem, ale funkcjonuje i rozwija się.

Jaką sumę musiałaś na początku zainwestować, czy korzystałaś z dotacji unijnych?

Tak, skorzystałam z dotacji na otworzenie swojej pierwszej działalności, i przyznam, że to było dość ważne dla mnie. Nie chodzi tylko o kwestię finansową, ponieważ te pieniądze niewiele zmieniły niestety, bo nie mogłam ich tak zainwestować jak potrzebowałam najbardziej. Tylko 3 tysiące mogłam przeznaczyć na produkcję, a to jest bardzo niewiele, a za resztę musiałam wyposażyć sobie miejsc pracy.

To dodało mi skrzydeł i zmotywowało, ale gdybym mogłam, to inaczej wydałabym te pieniądze. Ale przez to, że musiałam stworzyć biznes plan, musiałam sobie wszystko przemyśleć, jak to ma wyglądać i czy to się uda. Wiem, że projekt był dobrze oceniony, bo był skrupulatny, to dodało mi energii, dostałam pieniądze, nie muszę zaczynać od zera. Powiedziałam sobie, że jak dostanę tę dotację to ruszamy z kopyta, a jak nie, to trzeba wszystko jeszcze raz przemyśleć. No i się udało.

A resztę musieliśmy zainwestować ze swoich oszczędności, które na szczęście mieliśmy. Produkcja pochłonęła dużą kwotę. Zaczynaliśmy od kupna jednego koloru materiału, musieliśmy kupić 1000 m tkaniny w 1 kolorze, a my chcieliśmy mieć kilka kolorów.

Dla nas to było ryzyko, to były całe nasze oszczędności i ja już sobie wyobrażałam, że będę miała cały dom wytapetowany i będę miała narzuty i tkaniny z tego materiału jeśli nie uda nam się sprzedać. Ale jakoś to się udawało, ta rotacja materiału była, jak się sprzedała pierwsza partia, dokupywaliśmy kolejne materiały i kolejne, te pieniądze są cały czas inwestowane w nową produkcję i to cieszy, że one się pomnażają.

Czy to, że jesteś mamą w jakiś sposób wpływa na prowadzenie biznesu?

Tak, bo tego biznesu by nie było gdybym nie była mamą, jestem tego pewna. Mam takie szczęście, że to jest biznes mamowo-dzieciowy, ciągle spotykam kobiety z dziećmi, potrafię dobrze wczuć się w sytuację każdej mamy, którą spotykam. Jestem autentyczna przez to, że wszystko co proponuję rodzicom jest częścią też mojego życia.

Czy dzieci inspirują Cię do pracy czy Ci ją utrudniają?

Na pewno inspirują i utrudniają oczywiście też ;-). Ja na pewno jestem na takim etapie myślenia, że to praca utrudnia mi pełnienie obowiązków dobrego rodzica i na dzień dzisiejszy mogę sobie na to pozwolić, żeby czasem robić sobie dzień bez pracy i być tylko dla dzieci.

Te wakacje były cudowne i wspaniałe, 3 miesiące nie byliśmy w domu, byliśmy ze sobą. A firma sobie jakoś poradziła. Oczywiście pracowałam wieczorami, czasem też w dzień, ale nie przeszkadzało to, żebyśmy byli daleko od domu, korzystali z ładnej pogody, obecności dziadków.

Co daje Ci praca zawodowa?

Jest to oderwanie od szarej rzeczywistości, problemów przyziemnych, czy wszystkie dzieci mają czyste ubrania na dzisiaj, czy mamy co jeść i czy wszystko zrobiłam w domu, czy uda nam się przetrwać kolejny dzień razem.

Pracuję, bo chcę pracować, to jest mój wybór, ale poczucie własnej wartości jest dość istotne. Dzięki pracy realizuję własne pomysły i rozwijam się intelektualnie.

Co chciałabyś powiedzieć innym mamom, które szukają swojej drogi zawodowej?

Hmmm myślę, że tutaj nie będę specjalnie oryginalna. Myślę, że trzeba słuchać siebie i tego co czujemy, ale też czasem trzeba iść na ustępstwa, trzeba realnie patrzeć na swoje życie, co mogę robić, co chcę robić i co lubię, ale też co jestem w stanie zrobić, jakie mam możliwości finansowe i czasowe.

Mamy są bardzo kreatywne, wiedzą czego chcą w życiu. Samo macierzyństwo jest bardzo wymagające, te wszystkie obowiązki są częścią naszego życia, przez to stajemy się lepiej zorganizowane.

Bardzo wiele mam odnajduje swoją drogę życiową przez macierzyństwo, odnajdują swoją pasję czy zawód, który ma sens. Mamy nie mają nadmiarowego czasu, musimy wiedzieć co chcemy, skoro musimy wykroić ten czas. Myślę, żeby mamy się nie bały zaryzykować, ale też, żeby realnie patrzyły na swoje pomysły, żeby poradziły się kogoś kto się na tym zna, jeśli same tego nie umieją.

W ogóle trochę mnie to pytanie zaskoczyło, myślę, że mamy mają tendencję do dołowania się, ja sobie nie radzę, a inne mamy sobie świetnie radzą. Myślę, że dziewczyny powinny przestać to robić, niech zobaczą jakie są wspaniałe, ich dzieci są ubrane, najedzone i to jest najważniejsze. Czasem zapominamy spojrzeć w najprostszy sposób – przetrwałyśmy ten dzień z masą obowiązków. Trzeba szukać pozytywów w macierzyństwie, ono mnie mobilizuje. Przez to, że nie mam czasu trzeba szukać drogi realizowania siebie, żeby nie zwariować. Dbając o siebie dbam o swoje dzieci.

Dziękuję za możliwość przeanalizowania ostatnich 3 lat mojego życia i trzymam kciuki za Wasz projekt, pomysł bardzo mi się podoba.

Dziękuję za rozmowę i życzę dużo sukcesów rodzinnych i zawodowych.

Joanna Bogdan – mama Ewy, Hani i Franka oraz właścicielka firmy LennyLamb (www.pl.lennylamb.com) produkującej ekologiczne artykuły dla dzieci.

A tu możesz przeczytać wywiad z Asią z 2018 roku, z okazji 10-lecia firmy.

LennyLamb jest też w naszej Bazie Pracodawców Przyjaznych Mamie  >> zobacz, może to własnie pracodawca dla Ciebie?

Rozmawiała: Joanna Gotfryd

Zdjęcie: archiwum Joanny

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Joanna Gotfryd
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.
Podyskutuj

Jak tworzyć skuteczne teksty seo?

Samo pisanie tekstów seo nie wystarczy do uzyskania pożądanych efektów. Kluczem do sukcesu jest to, aby pisać skuteczne teksty seo, a to jest już znacznie większe wyzwanie, któremu nie każdy jest w stanie sprostać.
  • Dominika Kamińska - 09/07/2019

Wiele osób błędnie myśli, że najważniejsze jest pisanie pod kątem Google, nie zważając na użytkowników. Nie tędy jednak droga. Bardzo ważne jest oczywiście pamiętanie o słowach kluczowych, ich nasyceniu i najróżniejszych parametrach technicznych, ale konieczne jest także uwzględnienie potrzeb i oczekiwań czytelników. Teksty seo nie mogą być dla nich bezwartościowe.

Jak tworzyć skuteczne teksty seo?

Kluczową kwestią przy pisaniu tekstów seo jest to, aby odpowiadały one na zapytania Internautów wpisywane przez nich w Google. Już same tytuły artykułów powinny odpowiadać na zapytania użytkowników wyszukiwarek, natomiast ich treść będzie zawierała odpowiedź na nurtujące ich pytanie. Tak więc teksty seo powinny być przyjazne zarówno dla wyszukiwarek, jak i dla czytelników.

Umieszczanie słów/fraz kluczowych jest ważne, ale nie należy przesadzać z ich ilością. Można wówczas uzyskać efekt odwrotny od zamierzonego i zrazić do siebie czytelników. Co więcej, strona przeładowana powtarzającymi się frazami może zostać uznana za wyszukiwarki za spam i całkowicie zignorowana. Znaczenie ma także sposób dobierania słów i fraz kluczowych. Dobrym posunięciem będzie ujmowanie nazw miejscowości we frazie kluczowej w celu zawężenia wyników.

Konieczne jest zastanowienie się, jak myślą i działają potencjalni klienci firmy. Pisanie przede wszystkim dla ludzi, a potem dla wyszukiwarek powinno zakodować się w głowie każdej osoby tworzącej teksty seo. To przecież człowiek jest głównym odbiorcom zamieszczanych treści. Muszą one być zoptymalizowane zarówno pod kątem wyszukiwarek, jak i czytelnika. Nie obędzie się bez tworzenia wysokiej jakości tekstów, które są wartościowe dla Internautów – czytelne i zwięzłe oraz napisane w sposób przejrzysty prostym językiem. Nie należy sięgać po fachową terminologię i żargon zawodowy. Dążenie do zachowania balansu, czyli odpowiednich proporcji między pisaniem dla wyszukiwarek i dla ludzi, jest kluczem do sukcesu.

O czym jeszcze należy pamiętać?

Podczas tworzenia tekstów seo należy pamiętać o dywersyfikacji słów kluczowych. Zamiast ciągłego powtarzania tych samych słów kluczowych, należy stosować słowa zamienne, bliskoznaczne i odmienione. Trzeba jednak unikać trudnych fraz kluczowych, gdyż trudniej będzie wówczas uzyskać wysokie pozycje w Google.

Niezwykle istotne jest to, aby treści były autorskie. Nie ma też sensu używanie słów kluczowych niezwiązanych z tematyką witryny. Nie wolno kopiować cudzych tekstów, co grozi nie tylko utratą zaufania czytelników, ale także zbanowaniem strony przez Google. Jest to nieuczciwe dla obu stron, a Internauci szybko zorientują się, że tekst widniejący na stronie jest plagiatem.

Dobrze zoptymalizowany tekst, to taki który zawiera tytuł, nagłówek H1, description, lead, treść właściwą i grafikę. Zaleca się przygotowywać opisy wyświetlane w wynikach wyszukiwania pod linkiem do strony, stosować wyróżnienia, pamiętać o podziale na akapity i właściwym sformatowaniu tekstu.

Źródło: Intellect.pl

Materiał powstał we współpracy z partnerem portalu.

Zdjęcie: partnera portalu.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Dominika Kamińska

Allegretto – chciałam zarażać ludzi pasją do muzyki

Jestem Muzykiem. Zawsze nim byłam. Jestem też Mamą. Od ośmiu lat! Tak się potoczyło, że od 3 lat jestem Mamą Samotną. A od 6 lat jestem też Przedsiębiorcą. Założyłam Autorską Szkołę Muzyki Allegretto we Wrocławiu. I właśnie o byciu Przedsiębiorczą Mamą Muzykiem, chcę Wam opowiedzieć - napisała do nas w swoim liście Urszula Polak z prośbą o pomoc, o wsparcie nie dla siebie, ale dla miejsca, które stworzyła, z wielką pasją i zaangażowaniem. Miejsca, w którym dzieci spotykają się z muzyką. Zobacz jak możesz wesprzeć Urszulę!
  • Listy do Redakcji - 09/07/2019
 dzieci na zajęciach w szkole muzycznej allegretto

Pasja do muzyki

Zakładając Allegretto przyświecał mi konkretny cel: chciałam zarażać ludzi pasją do muzyki, najlepiej już od samych narodzin. Bazowałam na nowatorskiej metodzie opartej o koncepcję Edwina Eliasa Gordona. Udało się wynająć małą salkę w prywatnym punkcie przedszkolnym, zorganizować ulotki, plakaty oraz reklamę na jednym z portali społecznościowych i tak się zaczęło.

Ruszyłam z 4 grupami dla dzieci od urodzenia do 3 roku życia, jedną grupą przedszkolną oraz 4 uczennicami gry na pianinie. Na tym etapie wszystkiego brakowało: uczniów, miejsca, a przede wszystkim finansowania. Mimo to, dawałam radę! Miałam ogromny zapał! Zaczęli pojawiać się uczniowie z polecenia, poczta pantoflowa zaczęła działać. Z czasem małych słuchaczy przybywało, zatrudniłam pierwszego pracownika, przeszkoliłam – śpiewaliśmy razem. Następnie zaczęłam organizować mini koncerty dla dzieci od 0 do 3 lat. Szło naprawdę nieźle.

Kiedy idzie nieźle, to czas na zmiany

Jest kilka rzeczy, których się nauczyłam, będąc Przedsiębiorcą. Oto jedna z nich. Kiedy idzie nieźle, znaczy, że czas na zmiany. Niektóre z nich jesteśmy w stanie przewidzieć, a inne totalnie nas zaskakują. Te drugie są zazwyczaj bardzo kosztowne pod każdym względem.

Więcej uczniów oznacza potrzebę większej sali, większej ilości wyspecjalizowanej kadry, a to wszystko oznacza większe nakłady finansowe. Jednocześnie, chcąc zapewnić synowi nowoczesną, alternatywną edukację, zdecydowałam się na otworzenie wraz z koleżanką wolnościowej szkoły podstawowej – Horyzonty Wyobraźni.

W tym celu wynajęłyśmy trzy duże sale. Dość szybko okazało się, że ta współpraca nie układa się i nasze drogi się rozeszły (Horyzonty nadal funkcjonują), a ja nie mogłam utrzymać tak dużych przestrzeni.

Nieszczęścia chodzą parami

W tym samym czasie kiedy Allegretto straciło lokal, moje małżeństwo legło w gruzach. Myślę, że dla każdej z Was byłoby to ciosem, trudnym do udźwignięcia. Ja – Przedsiębiorcza Mama Muzyk stanęłam na skraju rozpaczy. Za wszelką cenę chciałam ratować Allegretto, jakby nie patrzeć – moje drugie dziecko. Wydawałoby się, że znalezienie nowego lokalu w tak dużym i serdecznym miejscu, jakim jest Wrocław, nie stanowi najmniejszego problemu.

Szansa na rozwój

Oto kolejna rzecz, jaką nauczyło mnie prowadzenie własnego biznesu. W nieoczekiwanych zwrotach akcji, szukaj szansy na rozwój. Ostatecznie udało się wygrać wyścig z czasem i Allegretto otworzyło się zgodnie z moimi obietnicami sprzed ówczesnych wakacji. Wynajęłam starą willę na Karłowicach. Prawda jest taka, że nigdzie indziej nie chciano mieć szkoły muzycznej za sąsiada lub lokatora. Jak na tamte potrzeby, willa była w sam raz, ale wynajem drogi. Układ budynku, jego niezależność, pozwoliło znacznie rozszerzyć ofertę. To jednak wymagało sporych inwestycji, a zatem kredytów, a więc (jak część z Was już wie) stresów.

Ostatecznie odświeżyłam i przygotowałam do użytku trzy sale do nauki, dwie łazienki, sekretariat, kuchnię oraz przedpokój. Zakupiłam instrumenty, podręczniki i inne pomoce naukowe. Zatrudniłam pracowników i przeszkoliłam z koncepcji E.E. Gordona oraz z NVC (Nonviolent Communication). Wszystkie te działania z jednej strony kosztowały mnie olbrzymią ilość pracy i mocno nadszarpnęły moje zszargane nerwy. Z drugiej strony pozwoliły mi poradzić sobie z tym złym stanem psychicznym i uwierzyć we własne siły. Jako Przedsiębiorcy, jako Muzykowi, jako Matki.

Druga szansa

Obecnie odbieram kolejną lekcję. Dawanie drugiej szansy. Allegretto pod nowym adresem rozwinęło skrzydła! Mamy (nie sposób pisać dalej w liczbie pojedynczej :)) 250 dzieci pod opieką; prowadzimy zajęcia dla dzieci od urodzenia; uczymy grać na pianinie, wiolonczeli, skrzypcach i gitarze; stworzyliśmy dwa chóry dla dzieci przedszkolnych i starszych (które zdobywają nagrody!); uczymy dzieci o różnych schorzeniach, które nie mogłyby skorzystać z tradycyjnej edukacji muzycznej; przygotowujemy koncerty naszych wychowanków oraz koncerty dla maluszków co pół roku; w wakacje wyjeżdżamy na muzyczne kolonie; w weekendy szkolimy kadrę nauczycielską… Brzmi fantastycznie! I jest fantastyczne! I jestem dumna z każdego mojego wychowanka! Moja Szkoła napawa mnie dumą! Dla takich efektów wart był cały ten trud i stres!

Jednocześnie każdego dnia spotykają mnie (tu niestety wraca liczba pojedyncza) niby malutkie problemy: niezrozumienie zasady ciszy opiekuna podczas zajęć, wchodzenie w butach na teren szkoły, zatkane toalety i inne usterki, pretensje sąsiadów o źle zaparkowane auta, roszczenia rodziców na temat odrabiania zajęć niezgodnie z umową, nieopłacone zajęcia, rozstrojone instrumenty, choroby kadry, zmęczeni lub sfrustrowani uczniowie… Kamyczek do kamyczka, a nagle czuję się, jakbym dźwigała ciężki wór gruzu! Która kobieta tego nie zna? Mimo to, staram się zrozumieć każdą sytuację i zastanowić się zanim coś powiem. Zawsze szukam pojednania, zawsze daję drugą szansę, choć czasem nie jest łatwo! Dziś ja szukam drugiej szansy.

Proszę o Wasze zrozumienie i wsparcie:

https://zrzutka.pl/pkvdaj

Cała droga, którą pokonałam wraz z Allegretto, spowodowała zaciągnięcie olbrzymich długów. Czy można było postąpić inaczej, aby znaleźć się tu, gdzie jestem? Może. Może gdybym była Przedsiębiorczą Matką Ekonomistką, albo gdybym nie była Samotną Matką, albo gdybym nie była Matką?

Fakty są takie, że miesięczne raty zobowiązań sięgają 7 tysięcy złotych. Sami nie wydostaniemy się ze spirali kredytów, które umożliwiły mi stworzenie tego wyjątkowego miejsca. Bez tych rat, szkoła jest rentowna. Z nimi zatonie, a wraz z nią ja – Przedsiębiorcza Mama Muzyk.

Zdjęcie: archiwum Urszuli Polak

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Listy do Redakcji

Poglądy wyrażone w listach są wyłącznie poglądami ich autorów i nie mogą być uznane za poglądy Redakcji Mamo Pracuj.

Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail