Czego szukasz

Chcę, żeby w XXI wieku kobietom dobrze się rodziło – historia Natalii – douli i właścicielki marki Pupinek

Pamiętam jak leżałam z synem w ramionach, szczęśliwa, rozkochana, wdzięczna za to, że trafiłam na tą, a nie inną położną, ale jednak z ogromnym poczuciem naruszenia. Nie mogłam uwierzyć w to, że natura tak to wymyśliła. Czułam w sobie ogromną niezgodę na to co (a właściwie jak) się wydarzyło. I to był ten zapalnik – postanowiłam, że JA już nigdy więcej nie będę tak rodzić. A zaraz za tym poszła myśl: „inne kobiety też nie będą tak rodzić” – opowiada Natalia Sarosiak, mama uroczej dwójki, Doula i właścicielka marki Pupinek.

  • Ewa Moskalik - Pieper - 18/08/2020
Natalia Sarosiak - właścicielka marki Pupinek z synkiem

Wygraj kurs online Naturalnie, że rodzę! lub inne produkty ze sklepu Pupinek, założonego przez Natalię!

Do wygrania jedna z 3 nagród: bezpłatny udział w kursie online Naturalnie, że rodzę!, Zestaw na Dobry Poród lub poduszkę do karmienia zapinaną na ramię.
Szczegóły naszej zabawy znajdziesz na Facebooku i Instagramie 19.08 wieczorem.

Natalia, kiedy pojawił się pomysł na Twój własny biznes i dlaczego wybrałaś właśnie taki? Opowiedz jak wyglądały początki?

Można powiedzieć, że początkiem tego wszystkiego był tak naprawdę mój pierwszy poród, ale wtedy absolutnie nie myślałam, że kiedykolwiek powstanie z tego jakikolwiek „biznes”. Do tej pory trochę ciężko mi to tak nazywać.

Ten poród był dla mnie bardzo trudny, zupełnie inny od wyobrażeń i oczekiwań mimo, że wydawało mi się, iż jestem do niego dobrze przygotowana. Zrozumiałam wtedy jak wiele mi zabrakło. Przede wszystkim przygotowania psychiki na różne scenariusze. Pamiętam, że pierwsza moja myśl „po” to ” Nigdy więcej”, a zaraz za nią ” Nie no, kobiety nie mogą tak rodzić!”. I to popchnęło mnie do poszukiwań, edukacji, pokierowało mną tak, że trafiłam na kurs dla Doul i już wiedziałam, że chcę pomagać kobietom w tym szczególnym okresie.

Pupinek banner szkoły rodzenia online i sklepu dla przyszłych mam

Myślałam, że to będzie raczej dodatek do pracy. Na pewno nie spodziewałam się, że wyjdzie z tego to, co wyszło. Miałam już co prawda bloga na WordPresie i kilka wpisów, ale to była raczej zabawa, przyjemność, bo zawsze lubiłam pisać.

Pandemia przyspieszyła Twoje decyzje i działania. I sklep i platforma Pupinek, powstały stosunkowo niedawno. Najważniejsze momenty dla Twojego biznesu, to?

To właśnie wybuch pandemii. Niedawno wzięliśmy kredyt, stworzyliśmy swoje małe miejsce na ziemi, a tu nagle niespodziewanie mój mąż miał stracić pracę w związku z Covidem. Nie wiedzieliśmy ile czasu zajmie mu znalezienie nowej. Gdybyśmy zostali tylko z moim macierzyńskim, to z pewnością byśmy nie przetrwali.

Niepewność z powodu pandemii Covid

Plan był oczywiście taki, że oboje pójdziemy do jakiejkolwiek pracy, jak najszybciej, ale co wtedy z dziećmi? Przedszkole i żłobek, albo opiekunka, czyli dla mnie – najgorsze scenariusze. Szczerze mówiąc nie wiem co było dla mnie gorsze – myśl o niestabilności finansowej, czy myśl o pozostawieniu dzieci.

Ja jestem z tych kobiet, które jak najdłużej się da, chcą po prostu być z dziećmi. Pracować z dziećmi, studiować z dziećmi, ale nie zostawiać ich na 8 czy nawet 10 godzin dziennie. To jeszcze maluchy. 🙂

Zestaw porodowy

Zaczęłam od odświeżenia strony internetowej

Na początku chciałam tylko odświeżyć stronę. Nie do końca miałam na to wszystko pomysł. Dałam sobie czas do końca macierzyńskiego, czyli jeszcze kilka miesięcy. Chciałam nadać jej jakąś fajną nazwę, ale wtedy okazało się, że sporo osób już kojarzy mnie jako Pupinka. To też był impuls do działania, takie zaskoczenie: „Ale jak to? To ja nie piszę sama do siebie? Ktoś mnie zna?”

Pierwsza myśl o kursie online

Zaczęłam myśleć nieśmiało o kursie online, bo moim wielkim marzeniem było za jakiś czas otworzenie idealnej (w moim mniemaniu) szkoły rodzenia stacjonarnie. Ula, która pomagała mi z nową stroną trochę pociągnęła za sznurki zadając mi odpowiednie pytania. Kiedy sama sobie na nie odpowiedziałam, to powoli zaczął powstawać w mojej głowie jakiś plan.

W końcu zdecydowałam się na kurs. Nie wierzyłam, że to się uda. Po prostu bez żadnej wiedzy o tworzeniu kursów online, o nagrywaniu, o platformach szkoleniowych – usiadłam i rozpisałam jego program. Potem to wszystko nagrałam. I jest!

Pora na e-sklep

Ula zaproponowała mi też podpięcie sklepu internetowego, bo „przy okazji” można to szybko zrobić. No i niby super, tylko ja na początku pomyślałam „Okej, no, ale co ja będę tam sprzedawać?”. Zupełnie nie miałam na to pomysłu. No i oczywiście pierwszym produktem był kurs, a reszta pojawiała się sukcesywnie.

Teraz co chwilę mam nowe pomysły, nowe projekty, w planach mam już wielorazowe wkładki laktacyjne, podkłady poporodowe, maty do przewijania. Prace trochę zwolniły, bo Magda, która szyje dla mnie te cuda właśnie urodziła synka. 🙂

Oprócz tego we wzorcowni szyją się trzy modele moich koszul do porodu, które zaprojektowałam na swój własny, domowy poród, ale teraz, po wprowadzeniu poprawek mam nadzieję, że pojawią się w sklepie pod koniec roku.

Poduszka do karmienia na rękę

Czyli jak to często jest w życiu, obieramy jakiś kierunek, np. studiów – Ty jesteś z wykształcenia zootechnikiem, ukończyłaś też pedagogikę – a potem idziemy inną drogą. Ty wybrałaś drogę wspierania kobiet w okresie okołoporodowym. Zostałaś Doulą. 🙂

Jakbyś przyszła do mnie tuż przed moim pierwszym porodem i powiedziała, że będę Doulą, to bym Cię zapytała kim jest Doula?!

Pamiętam jak leżałam z synem w ramionach, szczęśliwa, rozkochana, wdzięczna za to, że trafiłam na tą, a nie inną położną, ale jednak z ogromnym poczuciem naruszenia. Leżałam ja, pacjentka X, z dzieckiem Y w ramionach, odarta z godności, prywatności, poczucia kobiecości. Nie czas teraz na opowiadanie o tym porodzie, ale pamiętam, że nie mogłam uwierzyć w to, że natura tak to wymyśliła. Czułam w sobie ogromną niezgodę na to co (a właściwie jak) się wydarzyło.

I to był ten zapalnik – postanowiłam, że JA już nigdy więcej nie będę tak rodzić. A zaraz za tym poszła myśl: „inne kobiety też nie będą tak rodzić”.

Oczywiście to bardzo górnolotna myśl, bo absolutnie nie uważam się za kogoś, kto mógłby zrobić ogromną rewolucję w tej dziedzinie, ale jeśli pomogę choć jednej kobiecie lepiej przygotować się do porodu, to uważam to za mój ogromny sukces.

Pedagogika, choć skończona w zupełnie innym celu nauczyła mnie sporo o tym jak mówić, jak uczyć, jak podawać wiedzę, aby była zrozumiała. Moim stosunkowo nowym marzeniem jest założenie kiedyś przedszkola leśnego (uśmiechną się teraz na pewno mamy, które nie mogą znaleźć idealnego miejsca dla swoich dzieci – tak, to ja!), ale wiedzę zdobytą na studiach wykorzystuję naprawdę często pracując z kobietami w ciąży.

A zootechnika… Poszłam na te studia z miłości do zwierząt. Okazały się totalną klapą jeśli chodzi program czy sposób nauczania, ale nie wykluczam, że jeszcze kiedyś te trzy dziedziny połączę w jeden ogromny projekt. Właściwie – ja to wiem. Muszę jeszcze tylko przekonać do tego pomysłu męża, to ta najtrudniejsza część. 🙂

Natalia z mężem i synkiem

Stworzyłaś kurs online „Naturalnie, że rodzę!„. Co zyska przyszła mama wybierając go?

Przede wszystkim ogrom wiedzy podanej na talerzu. Stworzyłam ten kurs myśląc o tym czego mi brakowało. Będąc w ciążach czytałam różne książki, oglądałam filmy, webinary, czytałam blogi, artykuły…. samodzielnie weryfikowałam informacje.

Chciałam stworzyć jedno miejsce, w którym będą te wszystkie rzeczy. Jest kilka cudownych szkół rodzenia, ale zazwyczaj znajdują się one w dużych miastach. Mój kurs może zrobić każda mama bez względu na to czy mieszka w Warszawie, Nowym Jorku, czy Janówku. Plusem jest też to, że kurs można realizować w dowolnym czasie, w dowolnych godzinach, odtwarzać lekcje dowolną ilość razy. Są też karty pracy, które mogą stanowić świetną pamiątkę z okresu ciąży. Do każdej kursantki wysyłam paczuszkę z małymi prezentami.

Myślę, że najważniejszą rzeczą jaką wynoszą kobiety z mojego kursu jest świadomość. Świadomość tego jak przebiega poród, jak zapewnić sobie dobre warunki do porodu, jak radzić sobie w różnych sytuacjach, jak przygotować się na zmianę planów. Chciałabym, żeby kobiety wiedziały jakie mają opcje, jaki mają wybór, co dokładnie stoi za tym wyborem oraz jakie są jego konsekwencje. Tylko wtedy możemy mówić o tym, że to była ich świadoma decyzja.

Bardzo chciałabym, żeby kobiety były w swoich porodach sprawcze, żeby to był ICH poród, dobra, przyjemna współpraca z położną.

A bezpłatny e-book? Co zawiera?

Bezpłatny e-book jest o porodzie domowym. Są tam odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania. Nie ma dnia, żebym nie dostała pytania o poród w domu. Postanowiłam więc zebrać to w całość. Dla niektórych będzie to po prostu ciekawa lektura, a dla kobiet, które rozważają poród domowy, to może się okazać bardzo pomocny mini-poradnik. Sama rodziłam swoje drugie dziecko w domu i trochę się tych informacji naszukałam, więc znów podaję wszystko na tacy. Wiem, że poród domowy to ogromne koszty, dlatego e-book jest bezpłatny. Moja cegiełka w kierunku tego, żeby się innym dobrze rodziło.

Natalia z córeczką

Jesteś mamą dwójki dzieci. Jak wygląda Twój dzień? Jak godzisz prowadzenie swojego biznesu i życie rodzinne, wychowanie dzieci?

Jest ciężko. Moje dzieci mają 2,5 roku i 9 miesięcy. Od niedawna opiekuję się jeszcze jednym maluszkiem, więc na co dzień w naszym domu jest trójka dzieci. Pracuję głównie w czasie ich krótkiej drzemki i wieczorami, jak padną spać. Moja praca to też niestety sporo używania telefonu, więc zdarza mi się, że sama siebie dyscyplinuję żeby odłożyć w końcu ten telefon i robić babki z piasku.

Plan dnia jest potrzebny

Jak mam swój plan dnia i od rana działam na pełnych obrotach, to wszystko idzie w miarę dobrze: sprzątanie, gotowanie, zabawa, spacery. Najgorzej jest jak plan się rozjedzie lub mam jakiś gorszy dzień. Albo kiedy w domu jest mój mąż – wtedy chcemy zwyczajnie spędzić czas razem, wtedy praca leży i narasta.

Paczki do wysyłki prawie zawsze pakuję późno w nocy, zaraz po tym jak odpowiem na maile. Najtrudniejszy był okres powstawania kursu. Siedziałam dzień w dzień do 2:00 albo 3:00 w nocy, ciągle coś szło nie tak, coś musiałam poprawić, zrobić od nowa. Robiłam to wszystko sama od zera, nie mając żadnego doświadczenia. Przy nagrywaniu musiała być cisza. To trudne z małymi dziećmi i w malutkim domku. Czasem nagrało się „Mamo, wstałem!”, dźwięk śmieciarki, dzwonek do bramy, raz włączył się alarm.

Nagrywanie kursu online i nieprzewidziane sytuacje

Jak już nie wyrabiałam, to w ciągu dnia mąż przejmował dzieci w domu, a jak zamykałam się w naszym samochodzie przed domem i nagrywałam tam. Tam była cisza. Ale też nieraz nagrało mi się szczekanie naszego psa. I to na przykład w 45 minucie…. i wszystko od początku.

Mam cały folder różnych nieudanych filmików powitalnych, jak je oglądam to pękam ze śmiechu. Na jednym wszystko było idealnie, nawet ładnie wyglądałam, światło było dobre, uśmiechałam się i już miałam kończyć, ale nagle rozległ się płacz, chciałam to jeszcze jakoś uratować, więc wzięłam córkę na ręce i mówiłam dalej, ale ona tak krzyczała, że nagrałam tylko swoje „zaraz oszaleje” i zapisałam w magicznym folderze pod nazwą „Nieudane1235678910”. Teraz też planuję poprawki, ulepszenia, zmiany w kursie, ale to wszystko wymaga nowych nagrań. Słabo mi na samą myśl. 🙂

Jakie masz plany i marzenia związane z prowadzeniem własnego biznesu?

To jest takie pytanie, na które ja bym mogła strasznie długo odpowiadać. Bo planów mam zawsze setki, a marzeń tysiące. Na pewno chciałabym z czasem jeszcze rozbudować kurs, ale też mam w planach kilka mniejszych kursów i e-booków, na przykład o niefarmakologicznych metodach łagodzenia bólu.

Chcę wydać swoje książki, zarówno kilka pozycji dla dzieci (o ciąży, porodzie, karmieniu, rodzeństwie), ale i dla dorosłych (książka o połogu jest już prawie skończona, a w głowie mam już kolejną, super tematykę, aż cała się trzęsę z ekscytacji jak o niej myślę, ale na razie nie będę zdradzać szczegółów).

Chciałabym też, tak zwyczajnie po ludzku móc nadal robić to co robię, i pracować tak jak do tej pory z domu, z dziećmi. Bo choć doby brakuje, jest ciężko i nie raz klnę jak szewc „co ja sobie zrobiłam”, to naprawdę sprawia mi to ogromną przyjemność i ponad wszystko cenię czas z moimi dziećmi i towarzyszenie im na co dzień w odkrywaniu świata.

A z takich dużych marzeń to jeszcze bardzo chciałabym, żeby w XXI wieku po prostu dobrze się rodziło.

Natalia Sarosiak z dziećmi

Jaką radę dałabyś innym mamom, które planują założenie własnej firmy?

Zamknąć oczy i choćby z krzykiem, ale zrobić pierwszy krok. Najwyżej to nie wyjdzie! Najtrudniej jest zacząć. Gdyby nie sytuacja z pracą mojego męża to pewnie nadal bym się zbierała, zastanawiała. Poddałabym się już tysiąc razy gdyby nie to, że szkoda mi pracy, którą już w to włożyłam. Godzin, nieprzesapanych nocy, wypitych kaw. Nie jest łatwo. Szczególnie jak się działa w internecie, do którego wszyscy mają dostęp. Ale warto.

Ja wiem, że jest trudno, że na początku to wszystko robi się za darmo, albo się do tego dokłada niemałe pieniądze, wiem to, jestem w tym miejscu! Ale bez tego nigdy się nie przekonacie czy Wasz pomysł ma szanse powodzenia.

Prowadziłam kiedyś hotel dla psów. Gdybym się uparła to na pewno dzisiaj byłby jednym z chętniej odwiedzanych miejsc. Miałam jedynie dobre opinie, zadowolonych klientów, dobre warunki lokalowe i serce do zwierząt. Ale kiedy pojawiło się pierwsze dziecko, to już wiedziałam, że nie pogodzę tego z moją wizją macierzyństwa. To się po prostu wykluczało.

Musiałabym iść na kompromisy, a ja nie chciałam. Czy żałuję tego, że mój pierwszy biznes nie wypalił? Absolutnie. Nauczyło mnie to mnóstwa rzeczy, a przede wszystkim też nakreśliło mi tory, jakimi powinnam się poruszać, żeby móc pracować i spełniać się jako mama. Czy coś straciłam? Owszem, pieniądze zainwestowane w tamto miejsce. Ale myślę, mam nadzieję, że mimo, że bardzo droga, to to była dobra lekcja.

Dziękuję Ci bardzo za rozmowę.

Wygraj kurs online Naturalnie, że rodzę! lub inne produkty ze sklepu Pupinek, założonego przez Natalię!

Do wygrania jedna z 3 nagród: bezpłatny udział w kursie online Naturalnie, że rodzę!, Zestaw na Dobry Poród lub poduszkę do karmienia zapinaną na ramię.
Szczegóły naszej zabawy znajdziesz na Facebooku i Instagramie

Rozmawiała: Ewa Moskalik Pieper

Zdjęcia: archiwum prywatne Natalii

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.

W którym tygodniu ciąży widać płeć dziecka?

Ciąża to jedna z najpiękniejszych chwil dla kobiet. Wyczekiwane przez 9 miesięcy dziecko to prawdziwy skarb dla rodziców. Wielu z nich nie może doczekać się poznania płci dziecka, dlatego też w czasie badań prenatalnych proszą o informację dotyczącą zbadania płci. W którym tygodniu ciąży widać płeć dziecka? Co warto wiedzieć o takich badaniach?
  • Dominika Kamińska - 26/02/2021

USG i poznanie płci dziecka

Dlaczego tak naprawdę rodzice decydują się na wcześniejsze poznanie płci? Otóż bardzo często jest to spowodowane chęcią rozpoczęcia przygotowań pokoju i wyprawki dla malucha. Gdy znana jest płeć dziecka, można bez problemu dopasować kolorystycznie ubranka i wystrój pokoju. Jednak istnieje wiele zwolenników niespodzianek, którzy czekają z tym do chwili porodu. Zapewne większość przyszłych rodziców zastanawia się, jak wyglądają badania, na których to można poznać płeć dziecka.

Jest to oczywiście badanie USG. Kiedy w takim razie widać płeć dziecka? Warto tutaj zaznaczyć, że na początku rozwoju płodu, genitalia rozwijają się w taki sam sposób, co oznacza, że niemożliwe jest rozpoznanie chłopca czy dziewczynki. Dopiero w 9 tygodniu ciąży rozpoczyna się rozwój penisa u chłopców, natomiast w przypadku dziewczynek- łechtaczki. Czy oznacza to, że płeć dziecka można poznać już w 9 tygodniu ciąży? Niestety nie.

Rodzice powinni bowiem zaczekać do 16 tygodnia. Ginekolodzy jednak twierdzą, że badania USG pozwalają w 100 procentach poznać płeć dziecka w 18 tygodniu ciąży. Te terminy są jednak dość umowne i nie sprawdzają się w przypadku kobiet, których ciąża przebiega w dość nietypowy sposób. Jednak czy płeć dziecka można poznać tylko za pomocą badania USG?

Badania prenatalne

USG umożliwia poznanie płci dziecka, jednak nie jest to jedyna możliwość. Badania prenatalne z krwi umożliwiają rozpoznanie płci dziecka już w 11 tygodniu ciąży. Co więcej, wyniki takich badań są w 100 procentach pewne. Taki rodzaj badań pozwala także wykryć schorzenia u dziecka czy inne wady wrodzone.

Warto jednak zaznaczyć, że jest kilka kwestii, które wpływają na termin poznania płci dziecka. Ogromny wpływ ma tutaj fakt, która z kolei jest to ciąża. Czasem zdarzają się przypadki, kiedy to kobiety będące w drugiej ciąży, szybciej poznają płeć dziecka. Ułożenie dziecka również może przyczynić się do tego terminu. Kobiety, które chcą poznać płeć malucha, powinny udać się do dobrego i polecanego lekarza, który wykona odpowiednie badania.

Zaplanowanie płci dziecka

W wielu gazetach czy na stronach internetowych można spotkać się z artykułami, które twierdzą, że płeć dziecka można zaplanować. Czy jest to zgodne z prawdą? Sposoby na zaplanowanie płci dziecka nie zostały w żaden sposób sprawdzone i potwierdzone. Podobno ma na to wpływ sposób penetracji. Jeśli małżeństwo pragnie mieć dziewczynkę, to penetracja powinna być płytka.

W przypadku chłopców wygląda to inaczej. Można spotkać się także ze stwierdzeniem, które mówi, że aby urodziła się dziewczynka, wskazane jest współżycie do 40 godzin przed nastąpieniem jajeczkowania. Oczywiście spotkać można jeszcze więcej naturalnych metod. Jednak pytanie, czy są one potrzebne. Liczy się przede wszystkim to, aby dziecko urodziło się zdrowe.

Rozwój medycyny sprawił, że rodzice mogą już w pierwszych tygodniach ciąży poznać płeć dziecka. Oczywiście wiele par woli żyć w nieświadomości aż do momentu porodu. Tym niecierpliwym rodzicom można zatem polecić wykonanie USG czy udanie się na badania prenatalne. Warto jednak mieć na uwadze przede wszystkim zdrowie dziecka i przyszłej mamy.

Więcej informacji na ten temat znajdziesz na stronie:
https://planetadziecka.pl/w-ktorym-tygodniu-widac-plec-dziecka/

Materiał powstał we współpracy z partnnerem portalu.

Zdjęcie: Pixabay

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Dominika Kamińska

Sprawdzenie umowy deweloperskiej – nie daj się oszukać!

Wszelkie zawierane umowy są dokumentami prawnymi, które zobowiązują obie strony do wywiązania się z warunków w niej zawartych. Do tego rodzaju dokumentów zalicza się umowa deweloperska, która dokładnie określa najistotniejsze kwestie oraz zobowiązania, jakie powstają pomiędzy nabywcą nieruchomości, a deweloperem, który tę nieruchomość sprzedaje.
  • Jagoda Jasińska - 25/02/2021
wnętrze mieszkania

Sprawdzenie umowy deweloperskiej – kancelaria

Zakup nieruchomości to bardzo duży wydatek, dlatego warto sprawdzić dokładnie, czy umowa podpisywana z deweloperem jest prawidłowa. Jak to zrobić?

Często dzieje się tak, że umowa deweloperska nie musi być sporządzana przez prawnika. Dostając ją jednak od dewelopera, inwestor może mieć wątpliwości, czy jest ona prawidłowa, dlatego warto skierować swoje kroki ku dużej kancelarii, która może mieć doświadczenie w tego rodzaju sprawach. W takiej sytuacji adwokat zaoferuje przejrzenie umowy, a w razie jakichkolwiek wątpliwości dotyczących zabezpieczenie inwestora, może wprowadzić zmiany w zapisach.

Jeśli kupno nieruchomości jest dla inwestora zbyt dużym obciążeniem psychicznym, a dodatkowy stres wywołuje nieznajomość prawa, konsultacja z prawnikiem lub dużą kancelarią to komfort, na który wręcz trzeba sobie pozwolić.

Umowa deweloperska – prawnik

Jeśli nie chcesz od razu kierować się ku dużej kancelarii, czasem może wystarczyć znajomy prawnik czy radca prawny, który może zająć się przejrzeniem sporządzonej przez dewelopera umowy.

Sprawdzenie umowy deweloperskiej to ogromna wygoda, ale również zabezpieczenie przed przekrętami oraz nieuczciwymi zapisami w umowie, która powinna zawierać wyłącznie zrozumiałe zapisy, bez ukrytych kwot do zapłaty. Wizyta u prawnika czy radcy prawnego zalecana jest również wtedy, gdy inwestor pragnie wyjaśnienia niektórych punktów w umowie.

Czy sprawdzenie umowy deweloperskiej jest konieczne?

Inwestorzy często zadają sobie pytanie, czy warto w ogóle inwestować w kancelarię, prawnika lub zwykłego radcę prawnego, by jedynie sprawdzić lub lekko zmodyfikować brzmienie umowy deweloperskiej. Odpowiedź zdecydowanie brzmi tak. Rynek nieruchomości nie jest w stu procentach przejrzysty, rządzi się swoimi prawami, z kolei firmy deweloperskie znane są z najróżniejszych modyfikacji wprowadzanych podczas budowy czy opóźnień, które działają na niekorzyść inwestora.

Sprawdzenie umowy deweloperskiej jest więc swego rodzaju zabezpieczeniem przez nieprzyjemnymi niespodziankami, które czyhają na tej niepewnej drodze do własnego lokum.

Materiał powstał we współpracy z parterem portalu.

Zdjęcie: partnera portalu.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Jagoda Jasińska
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×