Czego szukasz

5 urodziny Mamo Pracuj – blog i kilka nieznanych faktów w prezencie ;)

Latka lecą, jesteśmy w sieci już od 5 lat! 6 grudnia 2011 roku nikomu nieznany portal Mamo Pracuj pojawił się w Internecie. Dzisiaj jest dużym, dorosłym portalem, który wciąż jest naszą pasją i ma coraz większe grono odbiorców. Co w tym czasie się zmieniło? Co nas cieszy a co wkurza? Co wyszło, a co okazało się totalną klapą? I jaki prezent mamy dla Was?

Joanna Gotfryd, Agnieszka Kaczanowska, Marzena Gólska - Mamo Pracuj 5 urodziny

Dziękujemy!

Za to że jesteście z nami, że czytacie, korzystacie, komentujecie i krytykujecie. Że chcecie, żeby pisać jeszcze, publikować nowe oferty pracy, organizować, wdrażać w życie nowe pomysły, spotykać się i planować nowe akcje. Za wszystkie maile do nas i rozmowy na żywo, które utwierdzają nas w przekonaniu, że robimy dobrą robotę. 100 tysięcy użytkowników miesięcznie dodaje skrzydeł, ale nie ustajemy w poprawianiu tego wyniku!

agnieszka_asia_marzena_dzieci_tort_640

Poluzowane kagańce

Kiedy zakładałyśmy portal – miałyśmy bardzo ambitne plany – piszemy tylko o pracy, biznesie i samorozwoju – no bo jakże portal Mamo Pracuj mógłby pisać o czymś innym. Jedna bardzo bystra ekspertka od internetów powiedziała nam: dziewczyny poluzujcie kagańce. Najpierw strzeliłyśmy focha, że jak to, przecież same wiemy najlepiej co chcemy, ale na szczęście poszłyśmy po rozum do głowy i posłuchałyśmy tej rady. Dlatego teraz na Mamo Pracuj przeczytacie również o podróżach, poznacie przepisy na smaczne i szybkie dania, a także dowiecie się jak wyleczyć gorączkę u dziecka. Bo nie samą pracą żyje człowiek, a matka to już wcale, prawda?

dzieci_tort_mamo_pracuj_z_gory_640

Blog

Ruszamy też z blogiem, bo bliska jest nam idea: Bój się i rób. Uruchamiamy nową zakładkę, gdzie o pracy będzie mało, albo wcale 🙂 Dzieci będą tam honorowymi gośćmi, nie zabraknie mężów Tomków, a nawet pojawią się zwierzaki domowe. Rozgośćcie się 🙂 Pierwsze teksty już tam są! >>>

Nieznane fakty z historii

Znamy się prawie od początku studiów na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie. Kiedy nie uczyłyśmy się, ani nie imprezowały – wymyślałyśmy i realizowały szalone podróże – wakacje życia przeżyłyśmy w czasie włóczęgi po Skandynawii. Przepis na udane studenckie wakacje w czasach kiedy Polska nie była w Unii Europejskiej? Bilet Interrail, karty kredytowe (ale puste), żeby nas wpuścili do Szwecji  i 1000 koron w kieszeni. Nocleg w bankomacie w Bodo (za kołem podbiegunowym) do dzisiaj przywołuje najpiękniejsze wspomnienia.

tort_mamo_pracuj_rece_dziecka_640

Kilka ciekawostek

Najśmieszniejsza porażka? Kiedy pisząc pierwszy biznes plan założyłyśmy, że będziemy sprzedawać bannery reklamowe za 3500 zł miesięcznie! Ha, ha ha! Zupełnie nieznany portal, wtedy prawie żadna oglądalność i 3,5 koła za banner. Do dzisiaj płaczemy ze śmiechu na myśl o tej kalkulacji.

Co nas wkurza?

Jak nasze koleżanki pytają: i jak tam dziewczyny wasza STRONKA??? Znalazłoby się jeszcze kilka innych rzeczy, ale na razie o nich nie powiemy 😛

Ale już kilka razy chciałyśmy zamknąć ten biznes i uciec na ciepły etat do kogoś innego. Na razie jak widać wciąż się nie zdecydowałyśmy 🙂

agnieszka_asia_marzena_dzieci_balony_mniej_dzieci_640

Szalone plany

W tym roku rozkręcamy projekt #MamoPracujwIT, który tak bardzo Wam i nam się podoba, że już chyba całkiem zwariowałyśmy i chcemy zrobić z niego międzynarodowy program dla mam z całego świata. Czy się uda? – dowiemy się już w przyszłym tygodniu. Trzymajcie kciuki. Jak nas nie wybiorą (tutaj informacja co to za program i co my knujemy), to na pewno wymyślimy coś innego.

Świętujmy!

Z okazji urodzin zamówiłyśmy tort i urodzinową sesję zdjęciową. Do Krakowa na szalony weekend przyjechała Marzena Gólska, która na co dzień wspiera nasze działania z Pomorza.

Sto lat! I Bądźcie z nami przez kolejne lata!

Dziękujemy!

Asia i Agnieszka

balony_mamo_pracuj_5_lat_640

Zdjęcia: Natalia Szułdrzyńska nataliasz.pl

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Podyskutuj

Czy warto iść do szkoły rodzenia? Co trzeba wiedzieć?

Zdania na ten temat są podzielone i pewnie sama słyszałaś różne opinie. Jedni mówią, że szkoła rodzenia to punkt obowiązkowy w ciąży, a inni że szkoda na to czasu. Decyzji nie ułatwia fakt, że do wyboru mamy różne formy i długości zajęć: kilkutygodniowe, weekendowe lub całkowicie online ;) Zatem, czy warto iść do szkoły rodzenia? Opowiem Ci o moich doświadczeniach.
kobieta w ciąży

Temat szkoły rodzenia pojawił się naturalnie. I naturalnie pojawiły się pytania:

  • czy warto?
  • jeśli warto, to gdzie i jaką formę wybrać?
  • i na czym nam właściwie zależy? Czego my oczekujemy od szkoły rodzenia?

Kluczowe okazało się oczywiście ostatnie pytanie. Zwłaszcza, że mieliśmy z mężem trochę inne zdania. Ja potrzebowałam nabrać spokoju i przekonania co do miejsca, które wybraliśmy na poród. Mąż natomiast bardzo chciał dowiedzieć się jak mogę przygotować się fizycznie przed porodem i jak on może mi pomagać.

W związku z różnymi oczekiwaniami, nasze odczucia po, także były inne 😉 Ale o tym napiszę później.

Ostatecznie wybraliśmy wersję weekendową (dwa weekendy), prowadzoną przez personel szpitala, w którym będę rodziła.

Czy warto iść do szkoły rodzenia?

Według mnie… zależy 😉 Najważniejsze co odpowiesz sobie na ostatnie z pytań, które napisałam powyżej. Ja jestem zadowolona z podjętej decyzji i zaraz odpowiem dlaczego.

1. Poznajesz personel szpitala

Według mnie to największa zaleta szkoły rodzenia. Wiadomo, nie poznałam całego personelu, ale te kilka osób pozwoliło nabrać mi trochę wewnętrznego spokoju. Wykłady były prowadzone przez położne, fizjoterapeutów, lekarzy, do których można było później podejść i jeszcze chwilkę porozmawiać. W ich wypowiedziach dało się odczuć jakie zasady preferują, a ponieważ zgadzały się mniej więcej z moimi wyobrażeniami, to utwierdziłam się w wyborze tego konkretnego szpitala.

Podsumowanie: szkoła rodzenia pozwoliła mi zweryfikować wybór miejsca, w którym zamierzam powitać na świecie swoje maleństwo.

2. Dowiadujesz się jakie jest podejście szpitala do ważnych dla Ciebie kwestii

Podczas zajęć w szkole rodzenia poznałam odpowiedzi na kwestie, które interesują chyba każdą kobietę w ciąży:

  • znieczulenie – jakie, kiedy, jak się podaje, przeciwwskazania itd.
  • nacięcie krocza – też kiedy, w jaki sposób, jak później zadbać, żeby wszystko dobrze się zagoiło itd.
  • cesarka – wskazania, przebieg, możliwość kangurowania, postępowanie po itd.
  • karmienie – czy na miejscu są specjaliści do pomocy itd.

Oprócz tego dowiedziałam się m.in. ile jest położnych na dyżurze, ile jest sal porodowych, kto będzie się mną zajmował (pomagał/doradzał) podczas i po porodzie, kto może być ze mną w trakcie porodu itd.

Podsumowanie: szkoła rodzenia okazała się świetnym miejsce na zadawanie nurtujących mnie pytań (i uzyskiwania rzetelnych odpowiedzi od specjalistów w swoich dziedzinach).

3. Wiesz co będzie oczekiwane od Ciebie – przy przyjęciu, po porodzie…

… czyli trochę papierologii i nie tylko 😉

Bardzo dokładnie zapisywałam wszystko, co mówiła położna:

  • jakie dokumenty będą potrzebne przy przyjęciu do szpitala i co będę wypełniać na miejscu,
  • jak powinnam spakować się do porodu oraz co ze swojej strony zapewnia szpital.

Podsumowanie: myślę, że szkoła rodzenia zaoszczędzi mi sporo stresu przy przyjęciu do szpitala oraz zmniejszy rozmiary mojej torby do porodu.

4. Twój partner dostaje sporą dawkę wiedzy o tym, co będzie się działo

Poród, połóg, karmienie, huśtawka nastrojów, opieka nad noworodkiem…

Mój mąż bardzo interesuje się rozwojem i wychowaniem dziecka, a także fizjoterapią. Tutaj jest zdecydowanie większym specjalistą ode mnie. Są jednak tematy, które pomimo mojego ciągłego gadania o nich, odkrywał dopiero podczas szkoły rodzenia 😉

Na pewno dużo dało nam to, że mogliśmy razem słuchać o etapach porodu, o trudnościach związanych z połogiem czy o podstawowej opiece nad naszym maleństwem i wspólnie wczuwać się w rolę przyszłych rodziców.

Podsumowanie: wartość dodana szkoły rodzenia to to, że mogłam ją przeżywać razem z mężem.

5. Otrzymujesz podstawową wiedzę… wśród innych tak samo zagubionych par jak ty

Trafiłam na niezbyt aktywną grupę w szkole rodzenia. Wszyscy raczej słuchali i tylko od czasu do czasu zadawali pytania. Myślę, że w czołówce pytających był mój mąż, który próbował też rozluźnić trochę atmosferę 😛

Pomimo tego, dobrze było usłyszeć, że inne pary mają podobne problemy i obawy oraz zobaczyć, że podczas kilku warsztatów praktycznych tak samo „ostrożnie” obchodzą się z lalką, nie wiedzą jak ją ułożyć czy umyć w wanience.

Podsumowanie: mogłam poczuć więź z innymi początkującymi rodzicami i nie martwić się już tak bardzo, że sobie nie poradzę.

Czego nie oczekuj od szkoły rodzenia?

Tutaj będzie krótko. Szkoła rodzenia nie odpowie Ci na pytania:

1. Jak idealnie postępować z noworodkiem/niemowlakiem – to trochę tak jakby próbować odpowiedzieć na pytanie „Jak idealnie wychować dziecko?” – nie ma jednej odpowiedzi, wszystko i tak trzeba będzie dostosować pod potrzeby naszego maluszka.

2. Jak będzie wyglądał poród – ok, dużo przydatnych informacji się pojawi. Ja wyszłam z przekonaniem, że każdy poród jest inny i nie da się go ani zaplanować, ani przewidzieć, ani do niego tak do końca przygotować. Zwłaszcza, gdy rodzi się pierwszy raz i nawet wyobraźnia nie pomaga.

Teraz już sama musisz odpowiedzieć sobie na pytanie: czy warto iść do szkoły rodzenia?

Ja nie żałuję. Mąż raczej też, chociaż był rozczarowany, że tak mało czasu poświęcone było na jego udział/pomoc przy porodzie. Rzeczywiście część z porodu rodzinnego ograniczyła się do około godzinnych zajęć, podczas których każde ćwiczenie czy technika masażu były pokazane tylko raz. Jeśli więc chcielibyśmy się porządnie do tego przygotować, to musielibyśmy zapisać się na osobne zajęcia.

Ale… nabraliśmy z mężem przekonania (i spokoju), że nie skrzywdzimy naszego dziecka, bo nie istnieją idealne metody postępowania. Każdy ze specjalistów wypowiadał się ze swojego punktu widzenia, czasami wyrażając sprzeczne opinie, np. inaczej na kwestię chustonoszenia patrzyła położna i psycholog, a inaczej fizjoterapeutka.
A i tak najważniejsza jest miłość, którą otoczymy naszego maluszka 🙂

Powodzenia!

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Jestem osobą, która nie potrafi się nudzić. Lubię różnorodność, dlatego skończyłam studia łączące zajęcia humanistyczne, graficzne i informatyczne. Odpoczywam podczas długich spacerów, a znajomi wiedzą, że dobrej herbaty w miłym towarzystwie nigdy nie odmówię.

5 rytuałów tybetańskich – podpowiedzi, inspiracje i linki do ćwiczeń

Lecąc samolotem zawsze mnie wzrusza informacja o tym, że maseczkę z tlenem mam założyć najpierw sobie a nie dziecku. Przecież w tysiącu innych spraw sobą zajmuję się na końcu... Tak jest ze znajdowaniem czasu na ćwiczenia, wyjścia na pilates czy czytanie książek. Postanowiłam to zmienić zaraz po powrocie z Indii. A pomogła mi w tym pamiątka jaką sobie przywiozłam...
Mata do ćwiczeń 5 rytuałów tybetańskich

5 rytuałów tybetańskich – czyli zacznij ćwiczyć i zobacz co się stanie!

„Co mam do stracenia?”

Ja sobie tak właśnie pomyślałam, kiedy w Indiach, zaprzyjaźniony masażysta powiedział, że mam za słabe mięśnie i muszę je wzmocnić, a moje ciało młodsze nie będzie, więc nie mam na co czekać… polecił abym zaczęła ćwiczyć rytuały tybetańskie.

Powiedział tylko tyle, że zaczyna się od 3, potem 5, 7, 9 aż do 21 powtórzeń każdego z ćwiczeń – co kilka dni. I kiedy przerwę to muszę zacząć od początku. Trochę mało aby zacząć 😉

Ale poszperałam w internecie i tak zaczęła się moja przygoda z nauką systematyczności, regularności ćwiczeń fizycznych, moim czasem tylko dla mnie i wcześniejszym wstawaniem… A efekty czuję każdego dnia!

Poszperaj i Ty – może Ci się spodoba? A jak to nie Twoja bajka to ja zrozumiem 😉

„Fontanna młodości” „Źródło wiecznej młodości”

To inne określenia zestawu pięciu, dość prostych ćwiczeń, w oparciu o jogę. Nie chcę tutaj opisywać całej filozofii. Jeśli masz ochotę i Cię zaciekawiłam zaglądnij do poniższych linków podzielonych tematycznie. Jeśli nie, poszukaj swojego zestawu i zacznij ćwiczyć cokolwiek 😉

Ja wierzę, że w zdrowym ciele zdrowy duch!

O rytuałach (po polsku i po angielsku) jak działają:

Jak wykonywać ćwiczenia?

A co można usprawnić aby łatwiej się ćwiczyło?

Ćwiczę dopiero 3 miesiące.

Na razie nie opuściłam ani jednego dnia. Jeśli rano nie uda mi się poćwiczyć, to do 20:00 podobno można, choć to już późno. Ale czasem nadrabiam popołudniem 😉

Cieszy mnie moja systematyczność.

Prawie zrezygnowałam z kawy – bo ćwiczenia budzą mnie o wiele lepiej! Czuję także, że zaczęłam od siebie, a nie od śniadania dla dzieci, przy którym zapewne się pokłócą, a ja zdenerwuję…

Czy jestem spokojniejsza? Pełniejsza energii? Mam taką nadzieję! Pewnie jeszcze za wcześnie na werdykt!

Czy młodsza? To się okaże 😉

Może i Ty znajdziesz w ćwiczeniach przyjemność? Tych lub jakichkolwiek innych!

Powodzenia!

Zdjęcie: 123rf.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów. 
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×