Czego szukasz

Życie jest krótkie, a zmiany są dobre – jak zostałam testerką

Pozbierałam ze stołu kredki, plastelinę, klocki, otworzyłam laptopa i zaczęłam szukać szkół i kursów, które byłyby dobre na start. Dzwoniłam, pisałam maile i wieczorem miałam już dobry wstępny plan. – tak Beata zaczęła swoją wielką przygodę z branżą IT. Jak po 7 latach „siedzenia w domu” można zacząć życie od nowa? Przeczytaj prawdziwą historię mamy takiej jak Ty!

Beata Barczak

Beato, poznańskie PyLadies poleciły nam Ciebie, jako świetny przykład osoby, która się przebranżowiła. Opowiedz nam czym zajmowałaś się zanim zostałaś testerką oprogramowania?

Cześć 🙂 Jestem Beata, mam 2 synów i zanim zostałam testerką, zajmowałam się właśnie nimi 🙂 Mam 34 lata, z wykształcenia jestem psychologiem, ale po urodzeniu pierwszego dziecka (8 lat temu) chciałam być pełnoetatową matką do czasu pójścia dzieci do przedszkola.

To nie była popularna decyzja (muszę przyznać, że zdziwiła nawet mnie), często słyszałam przez te lata, że wypadnę z rynku pracy, wciąż ktoś pytał, co ze mną będzie – i oczywiście ta osławiona „dziura w CV”. Ale jestem zwolenniczką życia w zgodzie ze sobą, poza tym bycie mamą nie jest w mojej ocenie „dziurą”, bo przecież bardzo wiele wtedy się dzieje, dużo się uczymy, więc generalnie byłam o siebie spokojna.

Z perspektywy lat bardzo się cieszę, że chciałam i mogłam być z chłopakami w domu. Chwilami miałam dość, ale mimo wszystko to był naprawdę świetny czas.

To co było impulsem do zmiany zawodu? Czy właśnie spotkania PyLadies?

Trudno mówić o impulsie, bo o IT myślałam już w liceum, w wolnym czasie robiłam strony internetowe, lubiłam to, ale ostatecznie nie złożyłam papierów na informatykę. Właściwie dzisiaj nie umiem powiedzieć, skąd się wzięłam na studiach psychologicznych, ale niczego nie żałuję. Wyciągnęłam z tego etapu tyle, ile się dało i ile chciałam, to jest bardzo przydatna wiedza, myślę, że także w IT, ale…

No właśnie, ale kiedy tylko wyczułam okazję, postanowiłam jednak zmienić branżę. A okazja nadarzyła się, gdy we wrześniu 2016 r. młodszy synek poszedł do przedszkola. Pomyślałam wtedy, że nie chcę być psychologiem i że to jest najlepszy czas na zmiany. Sama ta myśl była jak powiew świeżego powietrza, pamiętam ogromną ulgę, zresztą do dzisiaj czuję ulgę. A PyLadies pojawiły się później.

Podjęłaś decyzję, że zmieniasz branżę, zmieniasz wszystko. Jakie były kolejne kroki w Twoim przypadku?

Dzień, w którym ostatecznie podjęłam decyzję o zmianie, był dość zimny, to był taki szary październik. Dzieci były w szkole i przedszkolu, pozbierałam ze stołu kredki, plastelinę, klocki, otworzyłam laptopa i zaczęłam szukać szkół i kursów, które byłyby dobre na start. Dzwoniłam, pisałam maile i wieczorem miałam już dobry wstępny plan – 2-letnie zaoczne studium informatyki i 2-miesięczny kurs programowania online, żeby sprawdzić, czy dam radę.

Kilka dni później koleżanka powiedziała mi o cotygodniowych spotkaniach PyLadies. Oczywiście od razu poszłam, bo właśnie Pythona chciałam się nauczyć, a te warsztaty to był zresztą strzał w 10. Kiedy pojawiło się ryzyko, że stracimy aulę na politechnice, napisałam długi list do kanclerza, tak bardzo zależało mi na kontynuacji spotkań.

Ten kurs to była magia. Czasem czegoś nie rozumiałam (w końcu zaczynałam naukę jako zupełna nowicjuszka), więc notowałam w zeszycie rzeczy do sprawdzenia i potem w ciągu tygodnia ogarniałam trudniejsze tematy, żeby na kolejnych zajęciach stworzyć jeszcze dłuższą listę rzeczy do sprawdzenia, ale to mnie nie zniechęcało, bo mnie trudno zniechęcić, jeśli wiem, czego chcę.

Na szczęście wolontariusze i mentorzy byli bardzo pomocni i ja właściwie na większości zajęć zgłaszałam się i o tę pomoc prosiłam. Brat powiedział mi wtedy przy jakiejś okazji, że ludzie wybitni słynęli z tego, że nie bali się pytać, co mnie rozochociło i pytałam chyba jeszcze częściej 😉 Z czasem wszystko zaczęło mi się układać w głowie, czułam się coraz pewniej.

W międzyczasie zakwalifikowałam się na kolejny kurs programowania, zaczęłam bywać na spotkaniach lokalnej społeczności IT. Wynajdowałam sobie coraz więcej tego rodzaju aktywności, więc nauki przybywało i strasznie mi się to wszystko podobało, ale zmęczenie też dawało się we znaki.

Gdy los był łaskawy, rano zawoziłam Stasia i Franka do szkoły, przedszkola i po powrocie do domu miałam 3 godziny na naukę. Potem jechałam po dzieci. Ponieważ to był okres jesienno-zimowy, los łaskawy nie był i często chłopcy zostawali chorzy w domu, wtedy uczyłam się tylko wieczorem i w nocy, nie dosypiałam, kawa była coraz mocniejsza, ja coraz bledsza, ale nie żałuję ani dnia (ani nocy),

cała akcja „zmiana” to była jedna z lepszych decyzji w moim życiu.

Jakie trudności napotkałaś po drodze? Co Ci nie szło, z czym miałaś najwięcej problemów?

Najtrudniejsze było wspomniane przed chwilą uczenie się nocami, bo moje dzieci budzą się dość wcześnie, a ja lubię spać. Nie chciałam sobie zaszkodzić tą nauką, starałam się w tym wszystkim o siebie dbać, wyjść z koleżankami do kina, mieć kontakt z przyrodą – i oczywiście wciąż być blisko dzieci, które na szczęście przyjmowały wszelkie zmiany po prostu z zaciekawieniem.

Nauka mnie cieszy, więc nie były to żadne katusze, tylko ciało nie nadążało za pomysłami – takiej organizacji też musiałam się nauczyć, zwłaszcza, że priorytety mi się nie zmieniły. Nie chciałabym sukcesu zawodowego osiągnąć kosztem ważnych dla mnie ludzi albo złym nastrojem przez niewyspanie. Dobry nastrój to też jeden z moich priorytetów, jestem takim typem cieszącym się, więc wolę się wyspać.

Trudne jest też to, że rzadziej widuję przyjaciół i rodzinę, bo bardzo często w weekendy mam naukę, zjazdy, ale to okres przejściowy.

Plusem nowej organizacji życia rodzinnego jest to, że dzieci spędzają całe weekendy z tatą i chociaż zawsze był mocno zaangażowany w ich życie, to ten ich czas tylko we trzech wniósł nową jakość do ich relacji, przyjemnie się na to patrzy.

Od miesiąca pracujesz jako testerka w jednej z poznańskich firm – gratuluję! Jak znalazłaś tę pracę?

Dziękuję! Pierwotnie postanowiłam przeznaczyć na samą naukę co najmniej rok, bo oczywiście chciałam wymiatać, tym bardziej, że nie jestem inżynierem i wiadomo, matka dzieciom, „w CV dziura”. Jednak po pierwsze, po 4 miesiącach już nie mogłam wytrzymać i bardzo chciałam uczyć się na „żywym materiale”, a po drugie trafiłam na dwa intrygujące artykuły. Jeden mówił o tym, że kobiety, by zgłosić się do pracy, chcą – jak ja – spełniać wszystkie wymagania i najlepiej jeszcze czuć się ekspertką, a mężczyźni – nie, wysyłają CV i już. Pomyślałam, że to takie bez sensu i że może ja też po prostu znajdę ciekawą ofertę i na nią odpowiem.

Drugi artykuł mówił o syndromie oszusta, a właściwie oszustki, bo dotyczy on przede wszystkim kobiet –  stwierdziłam, że faktycznie blisko mi do umniejszania swoich kompetencji oraz umiejętności i że to też jest bez sensu, więc po prostu wysłałam to CV.

Nie spełniałam wszystkich wymagań ujętych w ogłoszeniach, śmiałam się, że spełniam połowę, głównie te typu „zaangażowanie, chęć rozwoju, komunikatywność” 🙂 A tak serio, doceniałam samą siebie za pracę, jaką wykonałam przez te 4 czy 5 miesięcy, umiałam dużo, dużo więcej, coraz płynniej poruszałam się po pewnych obszarach wiedzy i liczyłam na to, że dostanę się choćby na staż. Nie miałam doświadczenia, ale udało się – od miesiąca pracuję w dziale jakości oprogramowania.

Od roku już zachęcamy mamy do pokochania branży IT, robiąc projekt #MamoPracujwIT. Jaką myśl dorzucisz od siebie? Co powiesz mamom, które czują, że mogą pokochać branżę IT, ale wciąż się boją skoku na głęboką wodę?

Powiem szczerze, że gdyby chodziło tylko o „przeczucie”, że ta branża może mi się spodobać, to chyba nie ryzykowałabym od razu skoku na głęboką wodę, ale jest wiele świetnych opcji, żeby sprawdzić, czy to nam pasuje, można brać udział w spotkaniach lokalnych społeczności IT, zrobić kurs online, weekendowe warsztaty, jest w czym wybierać.

Ale gdy się to wie – że to jest to, że to lubię, tego chcę i mam ku temu predyspozycje – a w różnych obszarach IT potrzebne są różne predyspozycje – to skaczcie, dziewczyny, nie ma na co czekać, życie jest krótkie, zmiany są dobre.

Nie jest tak, że „wystarczy chcieć”, bo trzeba jednak włożyć w to wysiłek organizacyjny, poświęcić czas na naukę, ale jeśli tylko strach Was powstrzymuje, to przemyślcie to wszystko dobrze, bo może jeszcze straszniejsze byłoby zostać w tym punkcie, w którym jesteście. Tak przynajmniej było ze mną. Więc życzę więcej odwagi, śmiałości – i powodzenia na rozmowach!

Dziękuję Ci za rozmowę!

Rozmawiała: Joanna Gotfryd

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.
Podyskutuj

Daj sobie szansę! IT to nie tylko programowanie.

Czasami trudna sytuacja daje szansę na odkrycie czegoś nowego, dającego szerokie możliwości. Przekwalifikowanie się wcale nie jest proste, porzucenie marzeń o pracy w wyuczonym zawodzie – tym bardziej. Jak w takim razie znaleźć nową drogę rozwoju? Skąd wiedzieć, w którą stronę iść i czego się uczyć, żeby spełniać się zawodowo? Porozmawiamy o tym z Małgorzatą Jarosz – Software Developerka w Avanade, która opowie też, jak to jest zaczynać nową pracę na początku pandemii.
Małgorzata Jarosz Software Developer w Avanade

Gosiu, bardzo dziękuję, że zgodziłaś się na rozmowę i że znalazłaś na nią czas. Pracujesz w Avanade – firmie działającej w branży IT, ale z wykształcenia nie jesteś informatyczką a chemiczką. Czy to prawda, że to dzięki alergii działasz w branży IT?

Tak, to prawda. Była to dla mnie trudna i niespodziewana sytuacja. Nawet najdziwniejsze scenariusze, które mogłam wtedy wymyśleć, nie zakładały, że dostanę alergii po dziewięciu latach studiowania chemii. Ani podczas studiów magisterskich, ani potem na studiach doktoranckich, nie działo się nic trudnego czy zaskakującego, co wskazywałoby na to, że nie mogę pracować z odczynnikami chemicznymi.

Po dwuletniej przerwie, związanej z powiększeniem rodziny o dwie maleńkie osóbki, wróciłam do zawodu, zaczynając pracę w laboratorium badawczym. I nagle, bam! Każde wejście do laboratorium wiązało się z gwałtowną reakcją mojego organizmu. To skończyło się zakazem pracy w laboratorium. Lekarz medycyny pracy nie pozostawił złudzeń. Pamiętam, że chyba tydzień siedziałam i nie wiedziałam, co dalej. Co ja mam zrobić, skoro praca w zawodzie jest przede mną zamknięta?

I tak narodził się pomysł na IT. Pierwsze CV wysyłałam na chybił-trafił, mając małą wiedzę o tym, co jest czym w tym IT. 🙂 Na szczęście los się do mnie uśmiechnął. Patrząc z perspektywy czasu, trafiłam w bardzo dobre miejsce dla żółtodzioba.

Twój mąż kibicował Twojemu przebranżowieniu, prawda?

Tak. Do dziś pamiętam słowa mojego męża, który w chwili, kiedy nie wiedziałam, co mam zrobić, podsunął pomysł z branżą IT. Sam pracował tam już wtedy od blisko dwóch lat. Dzielnie sekundował, kiedy jeździłam na kolejne rozmowy. Bywało, że wracałam pełna zwątpienia, a w domu czekała na mnie ciepła herbatka i słowa wsparcia. To on też wspierał mnie, gdy podejmowałam ważne decyzje zawodowe.

A jak wyglądała Twoja droga związana z przekwalifikowaniem? Czy zawzięłaś się w sobie i pomyślałaś, że wszystkiego nauczysz się sama, czy może miałaś grupę wspierająco – uczącą?

Nie powiem, że przekwalifikowanie się to była bułka z masłem. 🙂 Tym bardziej, że oprócz męża, nie miałam grupy wsparcia. Szczęśliwie, moja pierwsza praca była raczej mniej techniczna, a bardziej związana z konfiguracją produktu zgodnie z wymaganiami klienta – zbieraniem tych wymagań, projektowaniem nowych ekranów do zbierania danych. Po kilku miesiącach poczułam, że czas ruszać dalej. Nigdy nie byłam wielkim fanem pracy, która nie angażuje mnie w 100%. Czułam, że mój mózg może więcej. I w sumie to kolega z zespołu podsunął mi pomysł, że może popatrzę na bazy danych. Usiadłam, wygrzebałam garść tutoriali z Internetu. Siedziałam przy komputerze po nocach, kiedy dzieci spały. Po kilku tygodniach poszłam do chłopaków od baz danych i powiedziałam, że chcę do nich przyjść.

Małgorzata Jarosz

Tak po prostu?

Można powiedzieć, że tak. Oni trochę zaskoczeni, trochę nie wiedzieli co zrobić, ale przepytali mnie i…wpuścili do całkiem nowego świata. Potem nastąpiło jeszcze kilka zmian na ścieżce zawodowej: nietrafiony biznes analityk, stanowisko doradzające klientowi w sprawie użycia technicznych możliwości jednego z produktów i dbanie o tę część techniczną, która była po stronie firmy.
Następnie zdecydowałam się przejść do testowania, a właściwie automatyzacji testów. I tu osiadłam na kilka lat, używając kilku różnych języków programowania, by ułatwić testowanie. W takiej roli zaczynałam także pracę w Avanade. Ale…po rewaluacji tego co mi w pracy sprawia największą radość, poprosiłam o możliwość zmiany stanowiska i w chwili obecnej jestem już programistką. 🙂

Przed Avanade pracowałaś w paru firmach z branży IT. A jak to się stało, że na Twojej drodze zawodowej pojawiła się właśnie firma Avanade? Czy był to świadomy wybór?

Avanade to wybór bardzo, bardzo świadomy. Rekomendacje co do firmy pozyskałam w domu. Mój mąż od wielu lat pracuje w Avanade. Decyzję o tym, żeby tu pracować należało więc przemyśleć pod wieloma aspektami. Przeważyły argumenty na tak. Potem udana rozmowa rekrutacyjna i dołączyłam do pracowników firmy.

Krótka piłka Gosiu. 🙂 Masz dwójkę szkolnych dzieci, pracę w Avanade zaczęłaś, można powiedzieć, wraz z pojawieniem się pandemii. Powiedz jak firma wspierała Cię na początku Twoich działań i w czasie przedłużającego się lockdownu?

Często żartuję, że byłam pierwszym zdalnie wdrażanym pracownikiem, ponieważ zaczęłam pracę na samym początku marca. Jeszcze byliśmy przed całkowitym lockdownem, ale ja już byłam wtedy zesłana na kwarantannę przez poprzedniego pracodawcę. Istniało duże prawdopodobieństwo, że miałam kontakt z potencjalnie chorą osobą.

W sumie nigdy nie byłam w biurze firmy, nie mam tam swojego biurka, natomiast nigdy też nie czułam się wyobcowana. Praktycznie od pierwszego dnia w pracy wszyscy sprawili, że może i było to niecodzienne doświadczenie (nadal jest 🙂 ), ale bardzo szybko się mną zaopiekowano, włączono w aktywności zespołu.

Zamknięcie szkół było trudnym doświadczeniem. Z dziećmi pracowało mi się trudniej, ale firma i wszyscy razem, cały czas się wspieraliśmy. Co bardzo ważne to, że zostało nam jasno zakomunikowane, iż nie jesteśmy sami, w razie jakichkolwiek problemów, możemy dawać znać i popracujemy nad możliwymi rozwiązaniami. Powstała nawet grupa dla rodziców, na której możemy się dzielić pomysłami na zabawy, wrzucić wydarzenie online, podsuwać pomocne linki. Wszyscy staramy się wspierać codziennie tak, jak najlepiej możemy.

Czy w firmie jest jakieś rozwiązanie, czy wsparcie, za które jesteś szczególnie wdzięczna?

Szczególnie cenię sobie, że w naszej firmie czas pracy jest bardzo elastyczny. Każdy z nas pracuje w swoim projekcie, a są one realizowane przez osoby mieszkające w różnych strefach czasowych. W związku z czym, godziny pracy potrafią się różnić między projektami. Wszystko po to, aby dobrze dopasować się do potrzeb klienta.

Co ważne my pracownicy, możemy godziny pracy dopasować do swoich potrzeb – oczywiście w ramach zespołowych ustaleń. Zdarza się, że ktoś zaczyna pracę późno, i że aktywnie działają ranne ptaszki. Zdarza się, że kogoś na przykład nie ma dłużej w ciągu dnia. U nas nie ma sztywnych godzin „od-do”. Jako mama bardzo to doceniam – dzieci wprowadzają jednak lekki element chaosu i niepewności co do planu dnia. 🙂

O tak, elastyczność pracodawcy dla pracujących rodziców jest bardzo ważna. Potwierdzam! A powiedz mi Gosiu, jeśli byś miała okazję porozmawiać z kimś, kto rozgląda się na rynku pracy i rozważa aplikowanie do Avanade, to czym byś go zachęciła do pracy w firmie? Interesującymi projektami, benefitami, atmosferą?

Co jest najważniejsze? Ludzie i atmosfera. Pracowałam w kilku różnych firmach i wiem, że największe znaczenie ma to, w jakiej atmosferze i z jakimi ludźmi się pracuje. Można mieć super benefity, a uciekać z firmy niemalże od razu.

W Avanade kocham atmosferę wspierania się. Wiem, że z każdym problemem mogę przyjść i zawsze jest ktoś, kto udzieli mi potrzebnych odpowiedzi. To daje niesamowity komfort psychiczny i poczucie bezpieczeństwa.

A tak na koniec naszej rozmowy zapytam o coś jeszcze. Jak wiesz – sporo osób, w szczególności mam, skupionych wokół społeczności #MamoPracujwIT chce teraz działać właśnie w tej branży technologicznej. Co byś powiedziała tym początkującym? Warto?

Warto. Przede wszystkim warto dać sobie szansę, bo IT to nie tylko programowanie. Trzeba pamiętać, że w IT pracuje całe spektrum specjalistów z różnych dziedzin. Ja umiem programować backend, ale niekoniecznie znam się na zarządzaniu ludźmi czy projektami. I to jest jak najbardziej w porządku.

Nie musimy od siebie wymagać perfekcji w każdej dziedzinie, możemy popełniać błędy. Możemy czegoś nie wiedzieć – to część bycia ludźmi, a nie cyborgami.

Ja zawsze w trudnych chwilach, kiedy mam podjąć jakąkolwiek decyzję, staram się popatrzeć na nią z innej perspektywy. A gdybym to nie ja musiała podejmować tą decyzję a na przykład moja najlepsza przyjaciółka? Co by było, gdyby to ona znalazła się dokładnie w takiej samej sytuacji? Czy pomyślałabym to samo, co myślę teraz w stosunku do siebie? Z doświadczenia wiem, że często my kobiety mamy zupełnie różne zestawy myśli i wsparcia dla siebie i dla naszych bliskich. Dlatego bądźmy dla siebie wyrozumiałe i pamiętajmy, że czasem warto zaryzykować i sięgnąć po zmianę. Daj sobie szansę, nawet jeżeli wskazówka w naszej głowie przechyla się choćby minimalnie w stronę tej zmiany 🙂

Dziękuję za rozmowę!

Zobacz kogo do swoich Zespołów szuka firma Avanade:

Front-End Developer with React Kraków i Wrocław

Full Stack .NET Developer Wrocław

Full Stack .NET Developer Kraków

QA Automation Test Engineer Kraków

QA Automation Test Engineer Wrocław

Zdjęcia: archiwum Małgosi

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Jestem mamą mądrej indywidualistki. Posiadam doświadczenie w koordynacji projektów, prowadzeniu szkoleń oraz doradztwa. Uwielbiam spędzać czas z rodziną, podróżować, czytać książki i celebrować picie kawy. W "wolnym" czasie wspieram osoby chore onkologicznie.

Zamień kwiaty na książkę, czyli 10 książek na Dzień Kobiet

Myślałaś kiedyś, żeby zrobić sobie prezent? Po prostu sprawić sobie przyjemność? Jeśli nie, to właśnie będzie ku temu świetna okazja — Dzień Kobiet. Poznaj naszą propozycję 10 książek, które możesz sobie sprawić zamiast kwiatów. :)

10 książek na Dzień Kobiet

Mamy dla Ciebie kilka propozycji książkowych, które wprawią Cię w dobry nastrój, poprawią Twoją motywację, pobudzą Twoje kubki smakowe, a nawet zadbają o Twój wygląd zewnętrzny.

1. „Me time. Zaopiekuj się sobą i zostań swoją najlepszą przyjaciółką” Sanders Jessica

Holistyczne podejście do zdrowia to temat, który na przełomie kilku ostatnich lat jest bardzo mocno propagowany. A mimo to, zdrowie najczęściej kojarzone jest tylko z aktywnością fizyczną i dobrze zbilansowaną dietą. Autorka książki zwraca szczególną uwagę na zagadnienia związane ze zdrowiem psychicznym, umiejętnością stawiania granic sobie i innym, dbaniem o swój wewnętrzny komfort i relacje z najbliższymi. Jest prawdziwą przedstawicielką holistycznej wizji zdrowia, a jej książka jest tego dowodem i świetnym przewodnikiem po sferze wewnętrznych uczuć.

2. „Włoszki” Gabriella Contestabile

Autorka odkrywa sekret piękna włoskich kobiet. Opowiada, skąd czerpią siłę i pewność siebie, jak dbają o swój styl i swoje ciało. Gabriella Contestable za pomocą słów zabiera czytelnika w magiczną podróż po przepięknych zakątkach słonecznej Italii. Sztuka, muzyka i przepyszne włoskie jedzenie przeplatają się tutaj z licznymi opisami cudownego włoskiego krajobrazu. Autorka w swojej książce udowadnia, jak ogromne znaczenie dla kobiety ma troska o piękno wewnętrzne i zewnętrzne, niezależnie od tego, w jakim jest wieku i jaką funkcję społeczną pełni.

Przeczytaj także: 10 książek, które wspierają rozwój osobisty

3. „A właśnie, że będę szczęśliwa! Sztuka tworzenia dobrego i pełnego radości życia”. Garnier Stephane

O szczęściu i dążeniu do niego napisano już chyba wszystko, a jednak wciąż powstają fenomenalne książki, które uczą, jak po nie sięgać. Autor książki „A właśnie, że będę szczęśliwa…” przekonuje swoich czytelników, że szczęście to kwestia wyboru, a nie zrządzenie losu. Pozornie zabawna treść, opatrzona licznymi cytatami mędrców, poetów, skłania odbiorcę do głębszej refleksji. Refleksji nad życiem, które można, a nawet trzeba celebrować. Potrzeba tylko zmiany myślenia i odwagi w działaniu, aby osiągać zamierzone cele. Czy dasz się zaprosić autorowi tej książki na lekcje do Szkoły Szczęścia?

4. „Fenomen poranka. Jak zmienić swoje życie” Hal Elrod

A gdyby tak uchronić się przed utratą szansy na wspaniałe życie oraz zacząć spełniać swoje marzenia i budować sukces krok po kroku? Brzmi obiecująco, a nawet dość idealistycznie. A jednak Hal Elrod uważa, że to wszystko jest do osiągnięcia, jeśli z poranków uczyni się prawdziwy miracle morning, przepełniony afirmacją, spokojem i innymi wartościowymi rytuałami.

5. „Biegnąca z wilkami” Estes Pinkola Clarissa

Autorka w swojej książce odpowiada na wiele pytań dotyczących natury kobiety. Poddaje analizie pierwotne kobiece instynkty oraz to, kim byłaby ona, gdyby świat nie starał się jej na siłę „ucywilizować”. Fenomenalnie opisuje kobiecą psychikę, dzięki czemu czytelniczka ma możliwość lepiej poznać samą siebie, zrozumieć swoje zachowania i otworzyć się na oczyszczające działanie lektury. Jest to świetna książka dla kobiet, które czują się wtłoczone w sztywne role społeczne i potrzebują porzucić konwenanse, w których tkwią.

6. „Bój się i działaj” Pryśko Monika

Kolejna fantastyczna książka dla kobiet, która pomaga im oswoić strach i wziąć życie w swoje ręce, pomimo lęku i braku wiary w siebie. Autorka nie zachęca do życia na krawędzi i porzucania swoich obaw. Wręcz przeciwnie, pokazuje, jak radzić sobie z lękiem, jak go okiełznać i wykorzystywać w pozytywny sposób. Motywuje kobiety do działania, podejmowania odważnych decyzji, które będą je przybliżać do realizacji marzeń i celów, nawet jeśli boją się zrobić przysłowiowy, pierwszy krok.

Przeczytaj także: 10 książek, które pomogą odbudować Twój związek

7. „Proste rzeczy” Dominique Loreau

Książka francuskiej pisarki jest odpowiedzią na styl współczesnego konsumpcyjnego społeczeństwa. Zafascynowana filozofią zen, zachęca do zmiany nawyków i podążania nową drogą opartą na minimalizmie i prostocie. Wychwala korzyści płynące ze skromnego życia pozbawionego niepotrzebnych rzeczy. Jej wskazówki dotyczące zupełnie nowego podejścia do pielęgnacji ciała, umysłu, diety, zakupów etc. mają nam pomóc docenić naszą codzienność i odkryć potencjał, który mamy w sobie.

8. „W Paryżu dzieci nie grymaszą” Pamela Druckerman

Nie jest to klasyczny, sztampowy przewodnik dla mam, czyta się tę książkę bardziej jak powieść. Autorka rzuca nowe spojrzenie na słynne wychowanie francuskie. Według Francuzów to dziecko ma przystosować się do stylu rodzica, a nie na odwrót. Niewątpliwie ta książka otwiera ciekawą dyskusję na temat kulturowych różnic w wychowaniu dzieci.

9. „Kolorowa rewolucja. Architektura. Wnętrza. Moda”. Dagny Thurmann – Moe

„Kolory mają ogromny wpływ na nasze samopoczucie. Bez kolorów jesteśmy jak emocjonalni ślepcy” – pisze autorka książki „Kolorowa rewolucja”. Może nadchodząca wiosna to świetna okazja, żeby wprowadzić w swoje życie więcej koloru i dowiedzieć się, jak poszczególne barwy wpływają na jakość naszego życia. Autorka przeprowadza czytelniczkę przez proces poszukiwania indywidualnego stylu i planowania garderoby na podstawie kolorów, licznych wskazówek, inspiracji oraz cudownych fotografii. Jeśli planujesz tej wiosny kolorową rewolucję w Twoim domu, szafie czy otoczeniu, to ta książka jest właśnie dla Ciebie.

10. „Kawa. Instrukcja obsługi najpopularniejszego napoju na świecie”. Ika Graboń

„Podobno w żyłach lekarzy płynie kawa…”, czytamy w książce Iki Graboń, a my śmiało za autorką dopisujemy, że żyłach mam, także. Jest to obowiązkowa pozycja na półce kawosza, ale nie tylko. Świetne kompendium wiedzy o kawie, liczne ciekawostki, propozycje alternatywnych sposobów parzenia kawy, a wszystko przepięknie wydane i opatrzone cudownymi zdjęciami.

Cudownego świętowania Dnia Kobiet z fascynującą lekturą w ręce.

Przeczytaj także: 10 książek, przy których odpoczniesz

Zdjęcie: Magdalena Głowala

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Absolwentka filologii polskiej oraz PR-owiec. Ukończyła liczne kursy i szkolenia z zakresu stylizacji. Zawodowo zajmuje się doradztwem wizerunkowym, stylizowaniem marek oraz tworzeniem treści do social mediów. Znajdziesz mnie na www.stylowa-marka.pl. Prywatnie żona oraz mama Filipa i Szymona. Fascynują ją inne kultury - szczególnie kultura Wschodu, choć od lat jest zakochana w słonecznej Italii. W „wolnych chwilach" uwielbia czytać książki psychologiczno-motywacyjne oraz uczyć się języków obcych.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×