Czego szukasz

Życie jest krótkie, a zmiany są dobre – jak zostałam testerką

Pozbierałam ze stołu kredki, plastelinę, klocki, otworzyłam laptopa i zaczęłam szukać szkół i kursów, które byłyby dobre na start. Dzwoniłam, pisałam maile i wieczorem miałam już dobry wstępny plan. – tak Beata zaczęła swoją wielką przygodę z branżą IT. Jak po 7 latach „siedzenia w domu” można zacząć życie od nowa? Przeczytaj prawdziwą historię mamy takiej jak Ty!

  • Joanna Gotfryd - 19/07/2017
Beata Barczak

Beato, poznańskie PyLadies poleciły nam Ciebie, jako świetny przykład osoby, która się przebranżowiła. Opowiedz nam czym zajmowałaś się zanim zostałaś testerką oprogramowania?

Cześć 🙂 Jestem Beata, mam 2 synów i zanim zostałam testerką, zajmowałam się właśnie nimi 🙂 Mam 34 lata, z wykształcenia jestem psychologiem, ale po urodzeniu pierwszego dziecka (8 lat temu) chciałam być pełnoetatową matką do czasu pójścia dzieci do przedszkola.

To nie była popularna decyzja (muszę przyznać, że zdziwiła nawet mnie), często słyszałam przez te lata, że wypadnę z rynku pracy, wciąż ktoś pytał, co ze mną będzie – i oczywiście ta osławiona „dziura w CV”. Ale jestem zwolenniczką życia w zgodzie ze sobą, poza tym bycie mamą nie jest w mojej ocenie „dziurą”, bo przecież bardzo wiele wtedy się dzieje, dużo się uczymy, więc generalnie byłam o siebie spokojna.

Z perspektywy lat bardzo się cieszę, że chciałam i mogłam być z chłopakami w domu. Chwilami miałam dość, ale mimo wszystko to był naprawdę świetny czas.

To co było impulsem do zmiany zawodu? Czy właśnie spotkania PyLadies?

Trudno mówić o impulsie, bo o IT myślałam już w liceum, w wolnym czasie robiłam strony internetowe, lubiłam to, ale ostatecznie nie złożyłam papierów na informatykę. Właściwie dzisiaj nie umiem powiedzieć, skąd się wzięłam na studiach psychologicznych, ale niczego nie żałuję. Wyciągnęłam z tego etapu tyle, ile się dało i ile chciałam, to jest bardzo przydatna wiedza, myślę, że także w IT, ale…

No właśnie, ale kiedy tylko wyczułam okazję, postanowiłam jednak zmienić branżę. A okazja nadarzyła się, gdy we wrześniu 2016 r. młodszy synek poszedł do przedszkola. Pomyślałam wtedy, że nie chcę być psychologiem i że to jest najlepszy czas na zmiany. Sama ta myśl była jak powiew świeżego powietrza, pamiętam ogromną ulgę, zresztą do dzisiaj czuję ulgę. A PyLadies pojawiły się później.

Podjęłaś decyzję, że zmieniasz branżę, zmieniasz wszystko. Jakie były kolejne kroki w Twoim przypadku?

Dzień, w którym ostatecznie podjęłam decyzję o zmianie, był dość zimny, to był taki szary październik. Dzieci były w szkole i przedszkolu, pozbierałam ze stołu kredki, plastelinę, klocki, otworzyłam laptopa i zaczęłam szukać szkół i kursów, które byłyby dobre na start. Dzwoniłam, pisałam maile i wieczorem miałam już dobry wstępny plan – 2-letnie zaoczne studium informatyki i 2-miesięczny kurs programowania online, żeby sprawdzić, czy dam radę.

Kilka dni później koleżanka powiedziała mi o cotygodniowych spotkaniach PyLadies. Oczywiście od razu poszłam, bo właśnie Pythona chciałam się nauczyć, a te warsztaty to był zresztą strzał w 10. Kiedy pojawiło się ryzyko, że stracimy aulę na politechnice, napisałam długi list do kanclerza, tak bardzo zależało mi na kontynuacji spotkań.

Ten kurs to była magia. Czasem czegoś nie rozumiałam (w końcu zaczynałam naukę jako zupełna nowicjuszka), więc notowałam w zeszycie rzeczy do sprawdzenia i potem w ciągu tygodnia ogarniałam trudniejsze tematy, żeby na kolejnych zajęciach stworzyć jeszcze dłuższą listę rzeczy do sprawdzenia, ale to mnie nie zniechęcało, bo mnie trudno zniechęcić, jeśli wiem, czego chcę.

Na szczęście wolontariusze i mentorzy byli bardzo pomocni i ja właściwie na większości zajęć zgłaszałam się i o tę pomoc prosiłam. Brat powiedział mi wtedy przy jakiejś okazji, że ludzie wybitni słynęli z tego, że nie bali się pytać, co mnie rozochociło i pytałam chyba jeszcze częściej 😉 Z czasem wszystko zaczęło mi się układać w głowie, czułam się coraz pewniej.

W międzyczasie zakwalifikowałam się na kolejny kurs programowania, zaczęłam bywać na spotkaniach lokalnej społeczności IT. Wynajdowałam sobie coraz więcej tego rodzaju aktywności, więc nauki przybywało i strasznie mi się to wszystko podobało, ale zmęczenie też dawało się we znaki.

Gdy los był łaskawy, rano zawoziłam Stasia i Franka do szkoły, przedszkola i po powrocie do domu miałam 3 godziny na naukę. Potem jechałam po dzieci. Ponieważ to był okres jesienno-zimowy, los łaskawy nie był i często chłopcy zostawali chorzy w domu, wtedy uczyłam się tylko wieczorem i w nocy, nie dosypiałam, kawa była coraz mocniejsza, ja coraz bledsza, ale nie żałuję ani dnia (ani nocy),

cała akcja „zmiana” to była jedna z lepszych decyzji w moim życiu.

Jakie trudności napotkałaś po drodze? Co Ci nie szło, z czym miałaś najwięcej problemów?

Najtrudniejsze było wspomniane przed chwilą uczenie się nocami, bo moje dzieci budzą się dość wcześnie, a ja lubię spać. Nie chciałam sobie zaszkodzić tą nauką, starałam się w tym wszystkim o siebie dbać, wyjść z koleżankami do kina, mieć kontakt z przyrodą – i oczywiście wciąż być blisko dzieci, które na szczęście przyjmowały wszelkie zmiany po prostu z zaciekawieniem.

Nauka mnie cieszy, więc nie były to żadne katusze, tylko ciało nie nadążało za pomysłami – takiej organizacji też musiałam się nauczyć, zwłaszcza, że priorytety mi się nie zmieniły. Nie chciałabym sukcesu zawodowego osiągnąć kosztem ważnych dla mnie ludzi albo złym nastrojem przez niewyspanie. Dobry nastrój to też jeden z moich priorytetów, jestem takim typem cieszącym się, więc wolę się wyspać.

Trudne jest też to, że rzadziej widuję przyjaciół i rodzinę, bo bardzo często w weekendy mam naukę, zjazdy, ale to okres przejściowy.

Plusem nowej organizacji życia rodzinnego jest to, że dzieci spędzają całe weekendy z tatą i chociaż zawsze był mocno zaangażowany w ich życie, to ten ich czas tylko we trzech wniósł nową jakość do ich relacji, przyjemnie się na to patrzy.

Od miesiąca pracujesz jako testerka w jednej z poznańskich firm – gratuluję! Jak znalazłaś tę pracę?

Dziękuję! Pierwotnie postanowiłam przeznaczyć na samą naukę co najmniej rok, bo oczywiście chciałam wymiatać, tym bardziej, że nie jestem inżynierem i wiadomo, matka dzieciom, „w CV dziura”. Jednak po pierwsze, po 4 miesiącach już nie mogłam wytrzymać i bardzo chciałam uczyć się na „żywym materiale”, a po drugie trafiłam na dwa intrygujące artykuły. Jeden mówił o tym, że kobiety, by zgłosić się do pracy, chcą – jak ja – spełniać wszystkie wymagania i najlepiej jeszcze czuć się ekspertką, a mężczyźni – nie, wysyłają CV i już. Pomyślałam, że to takie bez sensu i że może ja też po prostu znajdę ciekawą ofertę i na nią odpowiem.

Drugi artykuł mówił o syndromie oszusta, a właściwie oszustki, bo dotyczy on przede wszystkim kobiet –  stwierdziłam, że faktycznie blisko mi do umniejszania swoich kompetencji oraz umiejętności i że to też jest bez sensu, więc po prostu wysłałam to CV.

Nie spełniałam wszystkich wymagań ujętych w ogłoszeniach, śmiałam się, że spełniam połowę, głównie te typu „zaangażowanie, chęć rozwoju, komunikatywność” 🙂 A tak serio, doceniałam samą siebie za pracę, jaką wykonałam przez te 4 czy 5 miesięcy, umiałam dużo, dużo więcej, coraz płynniej poruszałam się po pewnych obszarach wiedzy i liczyłam na to, że dostanę się choćby na staż. Nie miałam doświadczenia, ale udało się – od miesiąca pracuję w dziale jakości oprogramowania.

Od roku już zachęcamy mamy do pokochania branży IT, robiąc projekt #MamoPracujwIT. Jaką myśl dorzucisz od siebie? Co powiesz mamom, które czują, że mogą pokochać branżę IT, ale wciąż się boją skoku na głęboką wodę?

Powiem szczerze, że gdyby chodziło tylko o „przeczucie”, że ta branża może mi się spodobać, to chyba nie ryzykowałabym od razu skoku na głęboką wodę, ale jest wiele świetnych opcji, żeby sprawdzić, czy to nam pasuje, można brać udział w spotkaniach lokalnych społeczności IT, zrobić kurs online, weekendowe warsztaty, jest w czym wybierać.

Ale gdy się to wie – że to jest to, że to lubię, tego chcę i mam ku temu predyspozycje – a w różnych obszarach IT potrzebne są różne predyspozycje – to skaczcie, dziewczyny, nie ma na co czekać, życie jest krótkie, zmiany są dobre.

Nie jest tak, że „wystarczy chcieć”, bo trzeba jednak włożyć w to wysiłek organizacyjny, poświęcić czas na naukę, ale jeśli tylko strach Was powstrzymuje, to przemyślcie to wszystko dobrze, bo może jeszcze straszniejsze byłoby zostać w tym punkcie, w którym jesteście. Tak przynajmniej było ze mną. Więc życzę więcej odwagi, śmiałości – i powodzenia na rozmowach!

Dziękuję Ci za rozmowę!

Rozmawiała: Joanna Gotfryd

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Joanna Gotfryd
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.
Podyskutuj
  • Karolina Trzcińska

    Fantastyczna kobieta! Odważna i romantyczna 😉

    • Ewa Moskalik Pieper

      Myślę, że ucieszy się z tych słów! Dziękujemy w imieniu Beaty 🙂

Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Może Cię zainteresować także:
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail