Czego szukasz

Życie jest krótkie, a zmiany są dobre – jak zostałam testerką

Pozbierałam ze stołu kredki, plastelinę, klocki, otworzyłam laptopa i zaczęłam szukać szkół i kursów, które byłyby dobre na start. Dzwoniłam, pisałam maile i wieczorem miałam już dobry wstępny plan. – tak Beata zaczęła swoją wielką przygodę z branżą IT. Jak po 7 latach „siedzenia w domu” można zacząć życie od nowa? Przeczytaj prawdziwą historię mamy takiej jak Ty!

  • Joanna Gotfryd - 19/07/2017
Beata Barczak

Beato, poznańskie PyLadies poleciły nam Ciebie, jako świetny przykład osoby, która się przebranżowiła. Opowiedz nam czym zajmowałaś się zanim zostałaś testerką oprogramowania?

Cześć 🙂 Jestem Beata, mam 2 synów i zanim zostałam testerką, zajmowałam się właśnie nimi 🙂 Mam 34 lata, z wykształcenia jestem psychologiem, ale po urodzeniu pierwszego dziecka (8 lat temu) chciałam być pełnoetatową matką do czasu pójścia dzieci do przedszkola.

To nie była popularna decyzja (muszę przyznać, że zdziwiła nawet mnie), często słyszałam przez te lata, że wypadnę z rynku pracy, wciąż ktoś pytał, co ze mną będzie – i oczywiście ta osławiona „dziura w CV”. Ale jestem zwolenniczką życia w zgodzie ze sobą, poza tym bycie mamą nie jest w mojej ocenie „dziurą”, bo przecież bardzo wiele wtedy się dzieje, dużo się uczymy, więc generalnie byłam o siebie spokojna.

Z perspektywy lat bardzo się cieszę, że chciałam i mogłam być z chłopakami w domu. Chwilami miałam dość, ale mimo wszystko to był naprawdę świetny czas.

To co było impulsem do zmiany zawodu? Czy właśnie spotkania PyLadies?

Trudno mówić o impulsie, bo o IT myślałam już w liceum, w wolnym czasie robiłam strony internetowe, lubiłam to, ale ostatecznie nie złożyłam papierów na informatykę. Właściwie dzisiaj nie umiem powiedzieć, skąd się wzięłam na studiach psychologicznych, ale niczego nie żałuję. Wyciągnęłam z tego etapu tyle, ile się dało i ile chciałam, to jest bardzo przydatna wiedza, myślę, że także w IT, ale…

No właśnie, ale kiedy tylko wyczułam okazję, postanowiłam jednak zmienić branżę. A okazja nadarzyła się, gdy we wrześniu 2016 r. młodszy synek poszedł do przedszkola. Pomyślałam wtedy, że nie chcę być psychologiem i że to jest najlepszy czas na zmiany. Sama ta myśl była jak powiew świeżego powietrza, pamiętam ogromną ulgę, zresztą do dzisiaj czuję ulgę. A PyLadies pojawiły się później.

Podjęłaś decyzję, że zmieniasz branżę, zmieniasz wszystko. Jakie były kolejne kroki w Twoim przypadku?

Dzień, w którym ostatecznie podjęłam decyzję o zmianie, był dość zimny, to był taki szary październik. Dzieci były w szkole i przedszkolu, pozbierałam ze stołu kredki, plastelinę, klocki, otworzyłam laptopa i zaczęłam szukać szkół i kursów, które byłyby dobre na start. Dzwoniłam, pisałam maile i wieczorem miałam już dobry wstępny plan – 2-letnie zaoczne studium informatyki i 2-miesięczny kurs programowania online, żeby sprawdzić, czy dam radę.

Kilka dni później koleżanka powiedziała mi o cotygodniowych spotkaniach PyLadies. Oczywiście od razu poszłam, bo właśnie Pythona chciałam się nauczyć, a te warsztaty to był zresztą strzał w 10. Kiedy pojawiło się ryzyko, że stracimy aulę na politechnice, napisałam długi list do kanclerza, tak bardzo zależało mi na kontynuacji spotkań.

Ten kurs to była magia. Czasem czegoś nie rozumiałam (w końcu zaczynałam naukę jako zupełna nowicjuszka), więc notowałam w zeszycie rzeczy do sprawdzenia i potem w ciągu tygodnia ogarniałam trudniejsze tematy, żeby na kolejnych zajęciach stworzyć jeszcze dłuższą listę rzeczy do sprawdzenia, ale to mnie nie zniechęcało, bo mnie trudno zniechęcić, jeśli wiem, czego chcę.

Na szczęście wolontariusze i mentorzy byli bardzo pomocni i ja właściwie na większości zajęć zgłaszałam się i o tę pomoc prosiłam. Brat powiedział mi wtedy przy jakiejś okazji, że ludzie wybitni słynęli z tego, że nie bali się pytać, co mnie rozochociło i pytałam chyba jeszcze częściej 😉 Z czasem wszystko zaczęło mi się układać w głowie, czułam się coraz pewniej.

W międzyczasie zakwalifikowałam się na kolejny kurs programowania, zaczęłam bywać na spotkaniach lokalnej społeczności IT. Wynajdowałam sobie coraz więcej tego rodzaju aktywności, więc nauki przybywało i strasznie mi się to wszystko podobało, ale zmęczenie też dawało się we znaki.

Gdy los był łaskawy, rano zawoziłam Stasia i Franka do szkoły, przedszkola i po powrocie do domu miałam 3 godziny na naukę. Potem jechałam po dzieci. Ponieważ to był okres jesienno-zimowy, los łaskawy nie był i często chłopcy zostawali chorzy w domu, wtedy uczyłam się tylko wieczorem i w nocy, nie dosypiałam, kawa była coraz mocniejsza, ja coraz bledsza, ale nie żałuję ani dnia (ani nocy),

cała akcja „zmiana” to była jedna z lepszych decyzji w moim życiu.

Jakie trudności napotkałaś po drodze? Co Ci nie szło, z czym miałaś najwięcej problemów?

Najtrudniejsze było wspomniane przed chwilą uczenie się nocami, bo moje dzieci budzą się dość wcześnie, a ja lubię spać. Nie chciałam sobie zaszkodzić tą nauką, starałam się w tym wszystkim o siebie dbać, wyjść z koleżankami do kina, mieć kontakt z przyrodą – i oczywiście wciąż być blisko dzieci, które na szczęście przyjmowały wszelkie zmiany po prostu z zaciekawieniem.

Nauka mnie cieszy, więc nie były to żadne katusze, tylko ciało nie nadążało za pomysłami – takiej organizacji też musiałam się nauczyć, zwłaszcza, że priorytety mi się nie zmieniły. Nie chciałabym sukcesu zawodowego osiągnąć kosztem ważnych dla mnie ludzi albo złym nastrojem przez niewyspanie. Dobry nastrój to też jeden z moich priorytetów, jestem takim typem cieszącym się, więc wolę się wyspać.

Trudne jest też to, że rzadziej widuję przyjaciół i rodzinę, bo bardzo często w weekendy mam naukę, zjazdy, ale to okres przejściowy.

Plusem nowej organizacji życia rodzinnego jest to, że dzieci spędzają całe weekendy z tatą i chociaż zawsze był mocno zaangażowany w ich życie, to ten ich czas tylko we trzech wniósł nową jakość do ich relacji, przyjemnie się na to patrzy.

Od miesiąca pracujesz jako testerka w jednej z poznańskich firm – gratuluję! Jak znalazłaś tę pracę?

Dziękuję! Pierwotnie postanowiłam przeznaczyć na samą naukę co najmniej rok, bo oczywiście chciałam wymiatać, tym bardziej, że nie jestem inżynierem i wiadomo, matka dzieciom, „w CV dziura”. Jednak po pierwsze, po 4 miesiącach już nie mogłam wytrzymać i bardzo chciałam uczyć się na „żywym materiale”, a po drugie trafiłam na dwa intrygujące artykuły. Jeden mówił o tym, że kobiety, by zgłosić się do pracy, chcą – jak ja – spełniać wszystkie wymagania i najlepiej jeszcze czuć się ekspertką, a mężczyźni – nie, wysyłają CV i już. Pomyślałam, że to takie bez sensu i że może ja też po prostu znajdę ciekawą ofertę i na nią odpowiem.

Drugi artykuł mówił o syndromie oszusta, a właściwie oszustki, bo dotyczy on przede wszystkim kobiet –  stwierdziłam, że faktycznie blisko mi do umniejszania swoich kompetencji oraz umiejętności i że to też jest bez sensu, więc po prostu wysłałam to CV.

Nie spełniałam wszystkich wymagań ujętych w ogłoszeniach, śmiałam się, że spełniam połowę, głównie te typu „zaangażowanie, chęć rozwoju, komunikatywność” 🙂 A tak serio, doceniałam samą siebie za pracę, jaką wykonałam przez te 4 czy 5 miesięcy, umiałam dużo, dużo więcej, coraz płynniej poruszałam się po pewnych obszarach wiedzy i liczyłam na to, że dostanę się choćby na staż. Nie miałam doświadczenia, ale udało się – od miesiąca pracuję w dziale jakości oprogramowania.

Od roku już zachęcamy mamy do pokochania branży IT, robiąc projekt #MamoPracujwIT. Jaką myśl dorzucisz od siebie? Co powiesz mamom, które czują, że mogą pokochać branżę IT, ale wciąż się boją skoku na głęboką wodę?

Powiem szczerze, że gdyby chodziło tylko o „przeczucie”, że ta branża może mi się spodobać, to chyba nie ryzykowałabym od razu skoku na głęboką wodę, ale jest wiele świetnych opcji, żeby sprawdzić, czy to nam pasuje, można brać udział w spotkaniach lokalnych społeczności IT, zrobić kurs online, weekendowe warsztaty, jest w czym wybierać.

Ale gdy się to wie – że to jest to, że to lubię, tego chcę i mam ku temu predyspozycje – a w różnych obszarach IT potrzebne są różne predyspozycje – to skaczcie, dziewczyny, nie ma na co czekać, życie jest krótkie, zmiany są dobre.

Nie jest tak, że „wystarczy chcieć”, bo trzeba jednak włożyć w to wysiłek organizacyjny, poświęcić czas na naukę, ale jeśli tylko strach Was powstrzymuje, to przemyślcie to wszystko dobrze, bo może jeszcze straszniejsze byłoby zostać w tym punkcie, w którym jesteście. Tak przynajmniej było ze mną. Więc życzę więcej odwagi, śmiałości – i powodzenia na rozmowach!

Dziękuję Ci za rozmowę!

Rozmawiała: Joanna Gotfryd

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Joanna Gotfryd
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.
Podyskutuj

Jak zostać analitykiem biznesowym IT? 5 wskazówek od mamy, która się przebranżowiła

Pola Figacz jest mamą dwójki dzieci i od kilku lat pracuje jako analityk biznesowy IT. Choć najpierw ukończyła studia humanistyczne, świetnie odnalazła się w branży IT. Jaka była jej droga do analityka biznesowego? Jakie działania, książki i blogi poleca, żeby zmienić swój zawód i zacząć swoją drogę zawodową od początku?
  • Joanna Gotfryd - 01/07/2018
Ręce kobiety na laptopie

Pola w rozmowie z nami opowiedziała dokładnie jak wyglądała jej droga od studiów humanistycznych do pracy jako analityk biznesowy. Dlaczego zdecydowała się na własną firmę i co zyskała dzięki elastyczności.

Poznaj rekomendacje Poli i dowiedz się jak przebranżowić się krok po kroku.

Zanim Pola została analitykiem biznesowym IT, zaczęła pracę w firmie, która zajmuje się tworzeniem oprogramowania. Na początku zajmowała się tworzeniem dokumentacji dla użytkownika końcowego systemów, które tworzyła firma. Z czasem miała coraz więcej różnorodnych zadań i obowiązków. Zajmowała się testowaniem manualnym, poznawała technologie, obsługę baz danych, zasady modelowania procesów biznesowych, pracy z klientem itp.

Potem nadeszła pora na zmiany.

Czym zajmuje się analityk biznesowy w IT?

Analityk biznesowy to taka osoba w zespole projektowym, która pełni trochę rolę tłumacza – przede wszystkim pomiędzy klientami, a programistami, lub bardziej ogólnie między biznesem, a technologią.

1. Znajdź firmę, w której możesz się uczyć i w której znajdziesz mentorów

W firmie, w której w zasadzie zaczynałam pracę jako analityk zdobyłam ogromną wiedzę codziennie ucząc się od bardziej doświadczonych ode mnie i uważam, że jest to najlepszy sposób na zdobywanie wiedzy. Miałam seniora analityka, do którego mogłam się zwrócić w razie pytań i wątpliwości, mogłam też pracować w zespole i uczyć się warsztatu pracy – od prowadzenia rozmów z klientem po organizację dokumentów, jakie analityk musi przygotować.
Jak się zaczyna przygodę z analizą, dobrze jest znać zagadnienia np. z zakresu inżynierii wymagań, jeśli ktoś wie w czym chce się specjalizować, to też dobrze jest taką wiedzę zgłębiać – ja np. bardzo dużo czytałam i szkoliłam się z zakresu portali internetowych, ich użyteczności, sposobu powstawania stron www, zarządzania nimi itd.

2. Kursy, konferencje i spotkania branżowe.

Kursy mogą też pomóc w zdobywaniu wiedzy z konkretnych zagadnień związanych z zawodem analityka, np. modelowaniem procesów biznesowych, tworzeniem przypadków użycia czy diagramów klas.

Dobrze jest na bieżąco śledzić co się dzieje w branży jako takiej i oczywiście co dzieje się w obszarze analizy – są konferencje i różne spotkania branżowe.

3. Blogi i książki

Polecam też blogi osób, które od lat zajmują się analizą biznesową w Polsce i są kopalnią wiedzy na ten temat. Ja z czystym sumieniem rekomenduję blogi Michała Wolskiego, Hanny Tomaszewskiej i Jarka Żelińskiego.
Jeśli chodzi o książki – to są już bardzo dobre po polsku z obszaru analityki biznesowej – odnośnie zbierania wymagań, modelowania w BPMN, ale dobrze jest się opierać na anglojęzycznej literaturze.

Analitycy mają też swoją „biblię” BABOK – to jest taki ustandaryzowany przewodnik wiedzy analitycznej stworzony przez organizację International Institute of Business Analysis.

4. Rozwijaj kompetencje miękkie i ciągle się ucz

Od samego początku staram się rozwijać swoje kompetencje dotyczące prowadzenia rozmów, zbierania wymagań, organizacji swojego czasu, zarządzania zespołami – dzięki temu jest mi zdecydowanie łatwiej pracować.
Oczywiście mając dzieci, męża, psa, obowiązki zawodowe i domowe oraz hobby czasem mam mało tego czasu, ale mam zasadę, że chociaż 5 minut dziennie poświęcam na to, żeby się czegoś nauczyć.

5. Nieważne z jakiego miejsca zaczynasz, pamiętaj, że czeka Cię dużo pracy!

Uważam, że nie trzeba mieć studiów technicznych, żeby rozpocząć pracę jako analityk, trzeba mieć ciekawość, pasję i szczęście do ludzi, którzy chcą się wiedzą podzielić. Trzeba tylko zakładać, że droga do zdobycia wymarzonego zawodu może potrwać dłużej i może wiązać na początku z wyrzeczeniami, które trzeba wziąć pod uwagę jak się planuje zmianę zawodu.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Joanna Gotfryd
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.
Podyskutuj

Analityk biznesowy w IT – co robi, jak nim zostać i dlaczego warto – historia Poli

Nie trzeba mieć studiów technicznych, żeby rozpocząć pracę jako analityk biznesowy w IT. Trzeba za to mieć ciekawość, pasję i szczęście do ludzi, którzy chcą się podzielić wiedzą. I warto pamiętać, że droga do zdobycia wymarzonego zawodu może potrwać dłużej i może wiązać na początku z wyrzeczeniami, które trzeba wziąć pod uwagę” – mówi Pola Figacz, mama 2 chłopców i analityk biznesowy w IT. Jaką ścieżkę do nauki zawodu proponuje i czym zajmuje się na co dzień? Przeczytaj jej historię!
  • Joanna Gotfryd - 10/06/2018
Pola Figacz (analityk biznesowy w IT) z synem przy komputerze

Polu, jesteś pierwszą mamą – analitykiem biznesowym, z którą robimy wywiad na portalu Mamo Pracuj. Proszę powiedz czym zajmujesz się na co dzień w pracy i za co odpowiadasz?

Analityk biznesowy to taka osoba w zespole projektowym, która pełni trochę rolę tłumacza – przede wszystkim pomiędzy klientami, a programistami lub bardziej ogólnie, między biznesem, a technologią.

Analityk spotyka się z klientem, który ma określone potrzeby w zakresie stworzenia lub rozbudowania jakiegoś systemu, np. do rezerwacji lotów, ma być sklepem internetowym lub być oprogramowaniem do zarządzania klientami jakiejś firmy usługowej itd.

Analityk zbiera wymagania, dokładnie określa co i jak ma robić system. Jeśli ma to być system dla jakiejś organizacji to zapoznaje się z firmą, dla której rozwiązanie ma być przygotowane, jak ta firma funkcjonuje, jakie procesy biznesowe się w niej odbywają, jakie czynności, które w firmie odbywają się obecnie „ręcznie”, mają zostać zautomatyzowane oraz jak wygląda struktura organizacyjna firmy.

Jeśli system jest dedykowany dla użytkowników z zewnątrz, czyli np. osób, które mają rezerwować sobie przez internet loty, to trzeba się dowiedzieć kim jest taki użytkownik, jakie ma potrzeby, jaki cel ma osiągnąć korzystając z systemu itd.

Czyli analityk trochę projektuje taki system, nadaje mu kształt?

Tak, dokładnie. Analityk biznesowy po przeanalizowaniu tych wszystkich informacji, po przedyskutowaniu wymagań z architektem systemowych lub programistą, tworzy koncepcję jak ma wyglądać system, który ma powstać. Jak ma działać, z jakich elementów i funkcji będzie się składał, jak będzie wyglądał.

Na tym etapie analityk współpracuje z grafikiem i UX Designerem – w zakresie wyglądu zewnętrznego i funkcjonalności rozwiązania. Analityk ściśle współpracuje z zespołem programistów, bo wspólnie określają jak teraz wymagania „przerobić” na działanie systemu.

Analityk nadzoruje proces tworzenia systemu od strony merytorycznej, weryfikuje czy system spełnia zdefiniowane funkcje. Oczywiście współpracuje też z zespołem testerów, wspiera przy tworzeniu scenariuszy testowych i samych testach.

Analityk jest też do pewnego stopnia odpowiedzialny za zarządzanie zmianami, za określanie ryzyka w projekcie. Zakres zadań analityka bardzo mocno zależy od wielkości firmy w jakiej się pracuje i od metodyki w jakiej projekt jest zarządzany.

Uff, sporo tych zadań i wydają się bardzo ciekawe! Jak Ty znalazłaś się w branży IT, bo wiem, że ukończyłaś studia na wydziale filologii?

Moja pierwsza poważna praca po skończeniu studiów to udział w projekcie tworzenia Dolnośląskiej Biblioteki Cyfrowej na Politechnice Wrocławskiej. Idealne połączenie dla absolwentki Informacji Naukowej na Wydziale Filologicznym z ciągotami w kierunku IT.

Tworzenie wymagań dla biblioteki cyfrowej, współtworzenie strony www, zgłębianie technologii związanych z digitalizacją zbiorów i ich użytecznym prezentowaniem użytkownikom tak mnie wciągnęło, że postanowiłam rozpocząć uzupełniające studia magisterskie na Wydziale Informatyki i Zarządzania na Politechnice tym bardziej, że były w akceptowalnym dla mnie stopniu techniczne. Wtedy jeszcze nie było tak dużego jak obecnie wyboru studiów podyplomowych dedykowanych analitykom biznesowym.

Ukończyłaś studia informatyczne magisterskie i zaczęłaś szukać pracy?

Tak, zaczęłam szukać pracy w firmie, która zajmuje się tworzeniem oprogramowania. Pracę znalazłam i na początku zajmowałam się przygotowywaniem dokumentacji dla użytkownika końcowego systemów, które tworzyła firma. Po zdobyciu doświadczenia dopuszczano mnie do coraz większej ilości zadań i obowiązków.

Zajmowałam się w tej firmie testowaniem manualnym, poznawałam technologie, obsługę baz danych, zasady modelowania procesów biznesowych, pracy z klientem w obszarze utrzymania tworzonych systemów itd.

Czyli wdrażałaś się do branży IT, przechodząc przez wiele stanowisk?

Właśnie tak ☺ W międzyczasie jeszcze zaszłam w ciążę, obroniłam magistra w 9 miesiącu ciąży i zajęłam się wychowywaniem synka. A kiedy mój syn miał 9 miesięcy wróciłam do pracy, ale już do filii w Warszawie, gdzie wynegocjowałam, że będę 2-3 razy w tygodniu pracować zdalnie.

I już jako pracująca mama doszłaś do wniosku, że pora na zmianę pracy… ☺

No właśnie, dość szybko stwierdziłam, że obecna praca to nie jest to, co chciałabym robić docelowo, więc zaczęłam szukać pracy jako junior analityk biznesowy. Trafiłam do mniejszej firmy, z bardzo fajnym zespołem analityków. Przez kilka lat zdobywałam wiedzę i doświadczenie jako analityk biznesowy. Potem zmieniłam firmę na dużą korporację, bo chciałam zobaczyć jak to jest pracować w takiej organizacji.

Trzy lata temu ponownie zaszłam w ciążę i ponownie zrobiłam sobie przerwę, tym razem zdecydowanie dłuższą, dzięki czemu miałam więcej czasu dla rodziny. Po urlopie macierzyńskiem nie wróciłam do korporacji, ponieważ zupełnie nie znalazłam zrozumienia dla moich potrzeb jako mamy, która chce zachować zdrową równowagę między pracą, a rodziną.

W związku z tym urlop macierzyński przedłużyłam o roczny urlop wychowawczy. Dodatkowo okazało się, że mój młodszy syn ma dość poważne problemy zdrowotne, co ostatecznie zaważyło na tym, że założyłam własną firmę i obecnie pracuję jako analityk biznesowy na zlecenie.

I tak dochodzimy do momentu, w którym jesteś teraz. Prowadząc własną działalność robisz to samo co robiłaś w korporacji, tylko masz więcej elastyczności i czasu dla swoich synów?

Jestem mamą 2,5 letniego Tymona i 7-letniego Mikołaja. Bardzo zależało mi na pracy zdalnej, bo dzięki temu mieszkając pod Warszawą nie tracę czasu na dojazdy i jestem bardziej dostępna dla mojej rodziny.

Do Warszawy jeżdżę tylko jak mam spotkania z klientem i czasem, żeby bezpośrednio spotkać się z zespołem, z którym akurat współpracuję. Oczywiście jeśli ten zespół jest w Warszawie, bo najczęściej programiści lub testerzy są rozsiani po całej Polsce lub nawet świecie.

Praca zdalna wymaga ogromnej samodyscypliny i dobrej organizacji. Ja już wiedziałam, że mam wypracowany system działania i zdrowe podejście do tematu – czyli to, że pracuję w domu nie oznacza, że w tym czasie robię pranie i gotuję obiad.

Założyłam też firmę, żeby pracować w zgodzie ze sobą – mam swój system wartości, który przekłada się na projekty jakie robię. Obecnie mogę pracować z ludźmi lub firmami na partnerskich zasadach, co bardzo mi odpowiada. A poza tym cenię sobie spokój i ciszę, jaką mam pracując w domu, czego nigdy nie miałam pracując w wieloosobowych pokojach w firmach.

Praca analityka to oprócz rozmawiania, praca „sam na sam”, w skupieniu. Cenię sobie to, że jak potrzebuję kogoś spytać o coś, to po prostu dzwonię, robię wideokonferencję, piszę maila i mam konkretne odpowiedzi – nie marnuję czasu, który jest dla mnie wartością, bo chcę go spędzać produktywnie, a potem mieć czas dla rodziny lub po prostu dla siebie.

Twoje podpowiedzi jak zostać analitykiem biznesowym IT możemy znaleźć w artykule: Jak zostać analitykiem biznesowym IT? 5 wskazówek od mamy, która się przebranżowiła>>>

Tak, to konkretne wskazówki dla wszystkich, którzy chcą się przebranżowić.

To, co chciałam jeszcze raz podkreślić, to, że nie trzeba mieć studiów technicznych, żeby rozpocząć pracę jako analityk, trzeba mieć ciekawość, pasję i szczęście do ludzi, którzy chcą się swoją wiedzą podzielić. Trzeba tylko zakładać, że droga do zdobycia wymarzonego zawodu może potrwać dłużej i może wiązać na początku z wyrzeczeniami, które trzeba wziąć pod uwagę gdy się planuje zmianę zawodu.

Polu, mówiłaś, że nie jesteś osobą „techniczną”, nie programujesz. Jakie kompetencje, umiejętności, cechy charakteru są najważniejsze w zawodzie analityka biznesowego?

Po pierwsze analityk musi lubić rozmawiać, ale jeszcze ważniejsze jest to, żeby umiał rozmawiać. Analityk non stop z kimś rozmawia – z klientem, programistą, architektem, testerem, project manegerem i każdy mówi inaczej, a on każdego musi zrozumieć i jeszcze musi postarać się o to, żeby wszyscy inni też zrozumieli przekaz.

Podstawa to otwartość, pozytywne nastawienie, pewność siebie, asertywność, elastyczność w myśleniu. W tej pracy dobrze jest być dociekliwym i generalnie ciekawym świata, gotowym na poszerzanie wiedzy.

Bardzo często trzeba dość szybko poznać jakąś nową dziedzinę wiedzy, bo np. będzie się tworzyło system dedykowany dla firmy logistycznej, więc po prostu trzeba ten obszar poznać.

Mnie w pracy bardzo pomaga moje pesymistyczno-realistyczne podejście do życia, bo jak tworzę nowe rozwiązanie to momentalnie włącza mi się myślenie „a co będzie, gdy…” i tu umieszczam dowolny mniejszy lub większy problem. Takie podejście powoduje, że na etapie projektowania „wyłapuję” problemy, jakie mogą się potencjalnie wydarzyć w systemie.

Dobrze jest umieć „analitycznie” myśleć – rozkładać zagadnienia na czynniki pierwsze, widzieć powiązania między elementami. Warto jest znać języki obce – analityk, który zna angielski lub inny język obcy jest bardzo mile widziany.

Znam bardzo wielu filologów, którzy właśnie z tego powodu wykonują ten zawód. Natomiast umiejętność programowania nie była mi nigdy potrzebna, oczywiście podstawy trzeba mieć, żeby łatwiej rozmawiać z programistą czy architektem, ale nigdy nie wgłębiam się w szczegóły techniczne, bo to nie jest moja rola.

Podpytam Cię jeszcze o work-life balance i dzielenie się obowiązkami w Twoim domu. Jak to wygląda u Ciebie?

W mojej rodzinie podstawą jest to, że oboje z mężem wspieramy się w łączeniu pracy i obowiązków rodzinnych. Mój mąż również pracuje w domu z dokładnie takich samych powodów jak ja. W naszym związku oczywiste jest i było to, że wspólnie zajmujemy się dziećmi i domem.

Czasem mój mąż zajmuje się tymi tematami w większym stopniu, czasem to ja biorę na siebie więcej – jest to omawiane, planowane i działamy. Nie wyobrażam sobie mieć innego niż wspierającego układu w związku.

Polu, a jak Ty odpowiesz mamom, które dopiero myślą o zmianie zawodu i wejście do branży IT – czy warto, dlaczego warto i jak się nie bać zmiany zawodu?

Jeśli ktoś czuje, że chce coś zmienić, że chce spróbować w branży IT, to oczywiście warto podjąć takie wyzwanie. Najważniejsze jest, żeby po prostu lubić to co się robi, bo to daje wewnętrzną motywację. Jeśli kogoś interesują technologie, czuje, że go ciągnie w tym kierunku, to jestem jak najbardziej za tym, żeby podejmować wyzwania.

Ja uwielbiam to co robię, choć moja praca bywa bardzo stresująca i absorbująca. Jednocześnie jako doświadczony analityk mam możliwość zapewnienia rodzinie dobrego poziomu materialnego.

Zawód analityka może dać bardzo dużo satysfakcji i radości, że stworzyło się jakiś pomocny ludziom system. Ja zawsze myślę o ludziach, którzy korzystają z „moich” systemów, które projektuję i to mnie bardzo pozytywnie nakręca.

Fajnie jest mieć poczucie dobrze spełnionego obowiązku, że dzięki mojej pracy, np. jakaś mama może w prosty i szybki sposób umówić przez internet wizytę do lekarza dla swojego chorego dziecka.

Dziękuję Ci bardzo za rozmowę!

Rozmawiała: Joanna Gotfryd

Zdjęcia: archiwum Poli Figacz

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Joanna Gotfryd
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.
Podyskutuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Może Cię zainteresować także:
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail