Czego szukasz

Zostań lektorką w szkole Early Stage – dołącz do firmy z pasją!

Early Stage, to nie tylko największa sieć szkół angielskiego w Polsce, to rodzinna i bardzo kobieca firma, stworzona przez matkę a rozwijana wraz z córkami. Jakie były początki szkoły? Jak to się dzieje, że firma tak szybko rośnie i coraz więcej osób chce w niej pracować? Co decyduje o tym, że klasy szybko zapełniają się uczniami? Na te wszystkie pytania odpowiada Tonia Bochińska, współwłaścicielka Early Stage. A jeśli znasz język angielski i chcesz pracować z dziećmi, dołącz do zespołu Early Stage! Wybierz najbliższą Ci lokalizację i zgłoś się!

  • Agnieszka Kaczanowska - 10/10/2018
Joanna Zarańska i Tonia Bochińska, współwłaścicielki Early Stage

Toniu, kiedy słuchałam webinaru, na którym opowiadałaś o początkach szkoły Early Stage, miałam nieodparte wrażenie, że to biznes i praca, ale też Twoje życie, a właściwie życie całej Twojej rodziny… I bardzo kobieca firma…

Tak, Early Stage jest na stałe i bardzo mocno związane z moim (naszym) życiem. Ja i moja siostra dorastałyśmy w czasie gdy mama tworzyła szkołę, więc mam wrażenie, że ES jest z nami od zawsze.

Na początku mama uczyła w domu, więc mam wiele wspomnień z dzieciństwa związanych z powstawaniem Early Stage. Przez dom przewijało się mnóstwo dzieci z osiedla. Mama od zawsze była przekonana, że dzieci powinny uczyć się w grupie i powinny to robić w sposób bardzo energiczny, pełen muzyki i ruchu. Nie wiem jak nasi sąsiedzi to przeżyli (śmiech).

Gdy sama weszłam do klasy, a byłam wtedy bardzo młoda, okazało się, że mam talent do uczenia, że jest to dla mnie czymś naturalnym. Z jednej strony śmiałam się z tego, że wiedzę na temat nauczania musiałam wyssać z mlekiem matki, ale tak naprawdę to po prostu chyba dzięki temu, że od wczesnego dzieciństwa obserwowałam mamę w akcji i sama byłam też jej uczennicą, to w sposób naturalny poznałam metodykę nauczania. Podobnie miała moja siostra, która też przez lata uczyła w Early Stage i również cieszyła się ogromnym uznaniem rodziców swoich uczniów.

Gdy zaczęłyśmy z siostrą uczyć i szkoła powiększyła się, zaprosiłyśmy do współpracy nasze bliskie znajome, anglistki. W ten sposób zaczęła powoli powstawać bardzo kobieca firma, pełna energicznych i pełnych pasji do pracy kobiet. Atmosfera w szkole była dzięki temu zawsze bardzo rodzinna i przyjazna. Pomimo tego, że szkoła się tak bardzo rozrosła, ten klimat wciąż nam towarzyszy.

Mamy wrażenie, że każda z filii nadal ma “takiego babskiego, pozytywnego ducha”. Nie oznacza to jednak, że nie ma u nas w ogóle mężczyzn. Zresztą od kilku lat w prowadzeniu szkoły bardzo wspiera mnie mój mąż. Oprócz tego, że uczestniczy w zarządzaniu szkołą, to też oczywiście daje mi dużo wsparcia psychicznego, pomaga nabrać dystansu do różnych spraw.

Wasze szkoły prowadzą zajęcia autorską metodą opracowaną przez Twoją mamę Joannę Zarańską. Jakie były początki szkoły?

Jak już wspomniałam, szkoła powstała w naszym 40 metrowym mieszkaniu na Mokotowie. Do mamy zaczęły przychodzić grupy dzieci z osiedla. Po południu drzwi do dużego pokoju się zamykały i zaczynały dochodzić zza nich przeróżne szalone odgłosy, śpiewanie, klaskanie, tupanie, piski i inne odgłosy podekscytowanych dzieci.

Mam takie wspomnienia z dzieciństwa, jak stałam pod drzwiami i podsłuchiwałam z wypiekami na twarzy, co tam się dzieje po tej drugiej stronie. Potem gdy dzieci przestały się mieścić w naszym salonie, mama wynajęła salkę w domu kultury. Do dzisiaj jest tam nasza szkoła! To nasza pierwsza, najstarsza filia. Jest tam od 25 lat!!! Do tej placówki absolwenci Early Stage prowadzą już swoje dzieci na kurs. To jest niesamowite i wzruszające!

Gratulacje! Pierwsza była sala w domu kultury, ale w tej chwili macie prawie 400 placówek w całej Polsce, własne podręczniki, materiały, platformę i wspaniały zespół. Czy kiedykolwiek wyobrażałyście sobie, że taka będzie Wasza droga?

Absolutnie nie. Nie wpadło nam to do głowy, że tak może się potoczyć nasza historia. Jakby ktoś kiedyś powiedział nam, że Early Stage będzie największą polską szkołą języka angielskiego dla dzieci, to pewnie byśmy się głośno roześmiały i powiedziały, że to niemożliwe.

Gdy szkoła była w jednym miejscu, wielu uczniów było dowożonych do mamy na zajęcia z różnych dzielnic Warszawy. Coraz częściej rodzice prosili ją, aby zorganizowała zajęcia w rejonie, w którym mieszkają te dzieci. Mama przez długi czas się bardzo opierała, kwitując prośby rodziców tym, że ona nie jest businesswoman i prawdziwym przedsiębiorcą. Ona tylko uczy i niech dadzą jej święty spokój. :-). Jak widać życie lubi zaskakiwać.

A w którym momencie Ty i Twoja siostra włączyłyście się w rodzinny biznes?

Najpierw zaczęła uczyć moja siostra Agnieszka. Potem dołączyłam ja. Agnieszka prowadziła również swoją filię na warszawskiej Ochocie. Nasza rola w szkole z czasem zmieniła się. Agnieszka w międzyczasie stała się wokalistką jazzową (Aga Zaryan), dużo koncertuje i nagrywa albumy. Cały czas jest związana ze szkołą. Śpiewa na wszystkich naszych płytach. Dzięki temu, że mieszkaliśmy w Anglii i Agnieszka tam chodziła do szkoły, jest dwujęzyczna i umożliwia jej to aktywne uczestniczenie w tworzeniu materiałów audio dla szkoły. Ja uczyłam kilkanaście lat.

Od 10 lat zajmuję się przede wszystkim zarządzaniem szkołą i rozwijaniem jej. Co jakiś czas wracam do klasy, aby nie stracić kontaktu z tym, co jest najważniejsze.

Poza tym uwielbiam uczyć dzieci! Dzieciaki są niezwykłe. Z jednej strony praca z nimi jest bardzo męcząca, a z drugiej one dają nauczycielowi tyle energii i radości! Lubię nie tylko kontakt z dziećmi, ale również z rodzicami uczniów. Zawsze miałam z nimi bliskie relacje.

Powiedziałaś, że „uwielbiasz budować zespół, zarażać ideą szkół”, a ja chciałam Cię zapytać, jak to jest budować zespół w tak dużym biznesie? Czy nadal można czuć rodzinną atmosferę?

Ja czuję tę atmosferę cały czas, ale to już się odbywa na nieco innych zasadach. To taka sieciowa rodzina (śmiech). Nasza rodzinność, atmosfera zaufania i wiary we wspólną misję, te same wartości, przenoszą się do innych filii. Dlatego tak bardzo jest dla nas ważny dobór naszych współpracowników – franczyzobiorców. Musimy poczuć “to coś” podczas rozmowy z nimi. Jeśli mamy wątpliwości, nie nawiązujemy współpracy. Często z mamą powtarzamy, że mamy niesamowite szczęście do ludzi. Osoby, które pukają do drzwi Early Stage to najczęściej wyjątkowi ludzie, którzy myślą podobnie do nas.

Pytasz o to, jak to jest budować zespół w tak dużym biznesie.

Ja cały czas bardzo stawiam na budowanie relacji. Inaczej nie umiem i nie chcę.

Oczywiście płacę za to czasami sporą cenę, ale też cały czas się w tym rozwijam. Mam swojego mentora od tych spraw, który bardzo mnie wspiera w tym, jak dobrze budować zespół i spowodować, aby ludzie czuli się tutaj komfortowo i na swoim miejscu. To teraz temat dla mnie bardzo aktualny. Mogłabym dużo o tym mówić, ale może porozmawiamy przy innej okazji 😊

Z wielką przyjemnością! Na webinarze bardzo ujęła mnie opowieść o lektorkach, które współpracują z Wami, a później zakładają swoje szkoły i nadal współpracujecie, że to jest możliwe. Dla tych Pań to rozwój, i dla Was też. Ktoś inny mógłby się obrazić na takie pracownice…

Dla nas to nie powód do obrazy. Wręcz przeciwnie. To dla nas zaszczyt i ogromna radość, że nasze wspaniałe nauczycielki, nasze superbohaterki, tak bardzo wierzą w nasz pomysł na nauczanie, że chcą zakładać nasze/swoje szkoły Early Stage. To dowód zaufania.

Czasami organizacje sieciowe kojarzą się negatywnie z masówką, z czymś, co jest poza kontrolą, co dzieje się kosztem jakości. Mam poczucie, że u nas jest zupełnie na odwrót. Z każdym rokiem, gdy do szkoły dołączają dziesiątki wyjątkowych nauczycieli – właścicieli nowych filii, szkoła zyskuje na sile, bo misja Early Stage rozprzestrzenia się w nowych miejscach, środowiskach.

To, co mnie wyjątkowo porusza to to, że coraz więcej naszych nauczycielek wyjeżdża z Warszawy, w swoje strony rodzinne, aby tam otworzyć filię naszej szkoły. To jest naprawdę świetne, i dla nich i dla nas. One mogą realizować swoje ambicje zawodowe, przy okazji osiągając też satysfakcję finansową z pracy, oraz będąc blisko swoich rodzin, rodziców, babć, czasami narzeczonych, tam mogą zakładać rodziny. Mam wrażenie, że nasze lektorki, dzięki powrotowi w swoje rodzinne strony, mogą się w pełni realizować prywatnie i zawodowo oraz czuć się przy okazji bezpiecznie.

My za to cieszymy się, że Early Stage idzie w świat. W Warszawie już nie ma specjalnie przestrzeni na nowe filie. W Polsce są jednak nadal takie miejsca, gdzie nasza szkoła jest jeszcze rodzicom nieznana.

Chciałabym Cię zapytać o lektorki. Zatrudniacie bardzo dużo lektorów do swoich szkół. Jak dużo osób z Wami współpracuje?

W tej chwili współpracuje z nami 560 lektorów. Staramy się dopasowywać do potrzeb nauczycieli. Wielu z nich ceni elastyczny czas pracy i prowadzi własną działalność lub pracuje na zlecenie. Od tego roku większość filii zdecydowała się również na podpisywanie z zainteresowanymi lektorami umów o pracę. Podwyższamy też znacząco stawki – zaczęliśmy od dużych podwyżek w Warszawie. Chcemy, żeby nasi nauczyciele, oprócz możliwości rozwoju i podnoszenia swoich kompetencji, mieli również poczucie stabilizacji.

Cały czas rekrutujecie, prawda? Ruszyliście z akcją „Mama w klasie”, aby zachęcić mamy mówiące po angielsku i chcące pracować z dziećmi do zgłoszenia się do Was.

Tak, rekrutacja trwa na bieżąco, ale najwięcej ofert pracy pojawia się właśnie w kwietniu, kiedy ruszamy z kampanią na nowy rok szkolny.

Bardzo zależy nam na współpracy z mamami, które wracają po urlopach macierzyńskich lub wychowawczych. Współpracują z nami lektorki, które mają nawet trójkę dzieci i udaje im się godzić obowiązki domowe z pracą w Early Stage.

Z doświadczenia wiemy, że mamy są super zorganizowane i bardzo zaangażowane w proces nauczania. Mają też wiele świetnych pomysłów na aktywizację grupy i bardzo dobry kontakt z dziećmi.

Jakich kandydatek szukacie?

Przede wszystkich zaangażowanych, chętnych do dynamicznej pracy, zainteresowanych naszą metodą nauczania. W naszej szkole stawiamy m.in. na rytm, muzykę, emocje, relacje i humor. O naszych supermocach 😉 można przeczytać na stronie Early Stage.

Co ważne, wszystkim kandydatom zapewniamy wdrożenie i stałą opiekę metodyczną. Oferujemy również szereg szkoleń, takich jak „Gry i zabawy”, „Miming”, „Storytelling”, „Classroom language”, „Singing class” i wiele innych. Dla naszych lektorów są one bezpłatne. Część z nich jest dostępna również (w formie bezpłatnych webinariów i płatnych szkoleń stacjonarnych) dla osób z zewnątrz.

Bardzo ważna jest również znajomość języka angielskiego. Poziom języka weryfikujemy podczas rekrutacji. Jeśli okaże się, że kandydatka ma zbyt słabą znajomość języka angielskiego, pod naszymi skrzydłami może doskonalić swój język i dołączyć do nas w kolejnych latach.

A dlaczego akurat mamy? Czy praca lektora jest elastyczna? Można pracować w mniejszym wymiarze godzin?

Praca u nas jest idealna dla mamy, która musi pogodzić obowiązki domowe z wyzwaniami w pracy. Oferujemy elastyczne formy zatrudnienia, w tym umowę o pracę. Możemy zatrudniać na cały etat, bądź na jego część. Lektorka może prowadzić dwie grupy, ale też osiem – w zależności od swoich możliwości. Mamy u nas mamę trójki dzieci, która prowadzi aż osiem grup i świetnie sobie radzi, bo grafik dostosowała do możliwości domowych. Wiele pań jednak obejmuje tyle grup, by dać sobie radę z obowiązkami macierzyńskimi.

To, co może być wyzwaniem dla nas, jako pracodawców, to nieobecności z powodu chorób dzieci. Lekcje z naszymi uczniami muszą się odbywać regularnie i nie mamy w zwyczaju ich odwoływać. Staramy się zorganizować zastępstwo, jeśli to możliwe, ale bardzo doceniamy, kiedy nasze mamy mają plan B odnośnie opieki nad dziećmi w przypadku choroby dziecka. Z doświadczenia wiemy jednak, że mamy naprawdę genialnie się organizują – szczególnie w sytuacjach awaryjnych.

Czy konieczne są uprawnienia do nauki języków obcych, albo prowadzenia zajęć z dziećmi? A może uczycie jak uczyć?

Najważniejsza jest znajomość języka angielskiego, pasja i zaangażowanie. W innych tematach wspieramy lektorów na bieżąco. Wspominałam już o szkoleniach, proponujemy również stałe wsparcie dyrektora filii i metodyka, jak również metodyków centralnych. Każdy lektor ma dostęp do platformy on-line, gdzie znajdzie wszystkie materiały, gotowe do wydrukowania i cały metodyczny know-how.

Mamy bardzo konkretną ścieżkę rozwoju – program Talent Booster. Może zgłosić się do nas student, który jest w trakcie nauki, ale po otrzymaniu dyplomu ukończenia studiów czy otrzymaniu certyfikatu językowego przechodzi on na kolejny szczebel kariery i otrzymuje wyższą stawkę. Dyrektorzy filii przeprowadzają półroczne rozmowy z lektorami, podczas których diagnozują i rozwiązują ewentualne problemy oraz proponują konkretne formy rozwoju i kształtowania swoich kompetencji.

Early Stage to taka szkoła w szkole. U nas nauczyciele się niezwykle rozwijają. Całą wiedzę na temat metodyki można zdobyć u nas – w trakcie szkoleń oraz podczas praktyki w klasie.

Czyli jeśli właśnie czyta nas mama, która świetnie mówi po angielsku i chciałaby uczyć dzieci, może się do Was zgłosić? Czy do centrali czy w regionach?

Tak, zapraszamy. Mamy ponad 350 szkół w całej Polsce, więc można wybrać filię w zależności od miejsca zamieszkania. Aktualne oferty pracy znajdują się na naszej stronie, ale także na mamopracuj.pl.

Toniu, teraz to już trochę pół żartem pół serio, ale co Wy zrobicie, jeśli coraz więcej lektorek będzie chciało otwierać kolejne szkoły? 😉

Prowadzenie szkoły nie jest dla każdego. To jest bardzo duże wyzwanie, ogromna odpowiedzialność. Gdy zakładasz własną firmę Twoje życie się zmienia. To tak jak z pojawieniem się pierwszego dziecka w rodzinie. Życie już nigdy nie będzie jak przedtem.

O tym wszystkim opowiadamy na spotkaniach z osobami zainteresowanymi franczyzą. Mamy taką część spotkania, podczas którego opowiadamy jak bardzo trudne jest prowadzenie szkoły. Oprócz ogromnej satysfakcji, którą daje prowadzenie własnej firmy, jest też druga strona medalu. To jest ciężka praca. Czasami odbywa się kosztem rodziny, prawie zawsze nas samych.

Gdy mamy rodziny, dzieci i prowadzimy własne szkoły, naprawdę trudno o czas dla siebie. Ja ciągle żyję myślą, że już niedługo będzie mi lżej (Staś ma 4 lata, Stefcia – dwa), ale to chyba tak nie działa (śmiech). Mimo to jestem szczęśliwa, mam cudowne dzieciaki i wspaniałą firmę. Gdy patrzę na nasze franczyzobiorczynie i lektorki – matki – to jestem z nich niesamowicie dumna. Tak dużo pracują, totalnie kochają te swoje dzieciaki i tak wspaniale o nie dbają, ciągle rozwijając swoje kompetencje rodzicielskie.

To są wszystko mamy na czasie. Ciągle chodzą na różne warsztaty dla rodziców, czytają ciekawe książki o wychowaniu.

Jednym słowem w Early Stage mamy ogromną grupę SUPER MAM, SUPER KOBIET – SUPERBOHATEREK!

A ja zapraszam do aplikowania do nas – sprawdźcie aktualne rekrutacje w swoim regionie, wybierzcie najlepszą dla Was i zgłaszajcie się!

Bardzo dziękuję za wywiad i zapraszam też na Wasz kanał na YouTube gdzie można znaleźć więcej niesamowitych historii lektorów, ale też filmy edukacyjne wspierające rodziców!

Zdjęcia: własność Early Stage

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów.  
Podyskutuj

Jestem dobrym przykładem, że jak się chce, to się da – Ewelina Wiercioch

Ewelina Wiercioch w 2013 r. złożyła papiery na kandydatkę na ratowniczkę TOPR i jest pierwszą po 30 latach przyjętą w szeregi elity kobietą - ratowniczką Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Czy było łatwo? - Przerażała mnie bardziej presja tego, że jestem sama jako kobieta i że nie do końca wszyscy są zadowoleni że jestem. To było bardzo trudne. Ale pokonałam to. Wiedziałam czego chcę - opowiada Ewelina, dziś również przewodniczka tatrzańska i międzynarodowa UIMLA, instruktorka narciarstwa zjazdowego, narciarstwa wysokogórskiego (ski-tourowego) oraz wspinaczki sportowej. Wybrała góry, bo tam odkryła siebie.
  • Ewa Moskalik - Pieper - 12/06/2019
Ewelina Wiercioch

Ewelina jesteś pierwszą od ponad trzydziestu lat kobietą – ratowniczką TOPR. Znałaś tę organizację od środka, pracowałaś w administracji TOPR-u, Twój mąż był ratownikiem TOPR-u, jesteś córką prezesa TOPR-u i wiedziałaś, że pokutuje opinia, iż ratownictwo górskie to męskie zajęcie. A jednak zdecydowałaś się złożyć papiery. Co Tobą kierowało?

To było już dobrych kilka lat temu i moje emocje z tym związane są dzisiaj zupełnie inne. W tamtym czasie miałam bardzo trudny okres, byłam w trakcie rozwodu, przeżywałam rewolucję w życiu. Potrzebowałam bodźców, żeby się trzymać i jakoś przetrwać. Podchodzę do życia zadaniowo i tak też podeszłam do tego wyzwania.

Pracowałam w administracji kilka lat, obserwowałam pracę ratowników. Ja również nieustannie byłam w górach, w tamtym czasie startowałam w zawodach zarówno w narciarstwie wysokogórskim, jak i wspinaczkowym. Byłam aktywna. Pewnego dnia, będąc tradycyjnie po pracy na treningu na nartach skiturowych stwierdziłam… czemu nie spróbować. Naczelnik TOPR także delikatnie mnie namawiał. I stało się. Złożyłam papiery na staż kandydacki do TOPR.

Jak zostało to przyjęte w środowisku?

Oj działo się. To była dla mnie stresująca sytuacja. Zrobiłam pewnego rodzaju rewolucję w TOPR, bo po tylu latach nikt się nie spodziewał, że nagle w TOPRze pojawi się kobieta. Był to gorący okres. Nie wszyscy byli zadowoleni. Zrobiło się wokół tego wydarzenia bardzo głośno, zarówno w Zakopanem, jak i w mediach. Dałam z siebie wszystko i udało się. Dzisiaj mogę powiedzieć, że jestem z siebie dumna. Nie zraziłam się, tylko konsekwentnie realizowałam to, co sobie założyłam.

Samo przyjęcie do elity Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratowniczego to jeszcze nie koniec. Jak wygląda droga do zostania ratownikiem?

Droga aby zostać ratownikiem jest dość długa. Początek tej drogi bierze się od naszej pasji chodzenia po górach. Oczywiście to nie tylko chodzenie po szlakach, ale także poza szlakami, wspinanie, czy bardzo dobra umiejętność jazdy na nartach. Nasze doświadczenie górskie, wykaz działalności to takie nasze CV.

Dodatkowo należy zdać egzaminy wstępne na staż kandydacki: medyczny, test kondycyjny na Kasprowy Wierch, wspinanie, jazdę na nartach po trasach i poza trasami, czy z topografii Tatr. Musimy mieć dwóch wprowadzających (opiekunów), którzy za nas ręczą, i którzy się nami „opiekują” podczas stażu kandydackiego.

Staż kandydacki trwa dwa lata. W tym czasie mamy cały szereg szkoleń z technik ratowniczych zarówno w lecie, jak i w zimie. Każde szkolenie zakończone jest egzaminem. Musimy także dyżurować i brać udział w wyprawach ratunkowych. Cały staż zakończony jest egzaminem. Po dwóch latach i po pomyślnym zaliczeniu wszystkiego zostajemy ratownikami ochotnikami TOPR 🙂

Podczas uroczystości Dnia Ratownika składamy Naczelnikowi TOPR przysięgę ratowniczą. To jest bardzo ważne wydarzenie. Zostaje w głowie chyba do końca życia. Ja moją przysięgę składałam w dolinie 5 Stawów Polskich.

Nie przerażały Cię te wszystkie testy, szkolenia, wyprawy? Miałaś chwilę zwątpienia?

Nie przerażały mnie szkolenia, dyżury czy wyprawy. Tym byłam podekscytowana, bo podnosiłam swoje umiejętności. To był super czas, ale miałam krótkie chwile zwątpienia. Tak jak wspomniałam, to był dla mnie ciężki okres i dużo się wówczas nałożyło.

Przerażała mnie bardziej presja tego, że jestem sama jako kobieta i że nie do końca wszyscy są zadowoleni że jestem. To było bardzo trudne. Ale pokonałam to. Wiedziałam czego chcę. Poza tym mój tata i moja rodzina bardzo mnie wspierali.

Jak wygląda praca ratownika?

W TOPR jest grupa ratowników zawodowych, którzy pracują na „etacie” i grupa ratowników ochotników. Ja jestem ratownikiem ochotnikiem. Praca ratownika zawodowego od ochotnika różni się tym, że Ci pierwsi pracują w systemie 12 godzinnym przez 7 dni, a następnie mają 7 dni wolnego. Ratownik ochotnik ma konieczność być na dyżurach społecznych co najmniej 120 godzin w ciągu roku.

Dyżurować możemy zarówno w Centrali TOPR, która znajduje się w Zakopanem, jak i w schroniskach. Jeśli jest wyprawa, a nas nie ma na Centrali to dostajemy informacje sms. Jeżeli mamy możliwość, to bierzemy udział w wyprawie.

Jesteś też przewodniczką tatrzańską, instruktorką narciarstwa zjazdowego, wysokogórskiego oraz wspinaczki sportowej. Wspólnie z ojcem, siostrą i mężem prowadzicie rodzinną firmę TAMiTU Tatry. Z Grzegorzem, Twoim mężem poznaliście się jeszcze w TOPR.

Tak, jestem w górach non stop. Albo prywatnie albo w pracy albo społecznie, jako ratownik albo na wakacjach – też w górach. Jak ja to wytrzymuje? 🙂 Na szczęście mam farta, bo cała moja rodzina chodzi po górach, dzięki temu się rozumiemy. To prawda, prowadzimy małą rodzinna firmę TAMiTU Tatry, która zajmuje się organizowaniem wypraw w góry. Jestem szczęśliwa, że pracuje z moim mężem. Rozumiemy się doskonale. Dodatkowo on jest także Ratownikiem TOPR, więc wspólnie chodzimy na dyżury.

Grzesia znam od dawna, ale nasze drogi zeszły się dopiero kilka lat temu. Przyznam, że wcześniej nie za bardzo się lubiliśmy 🙂 On był także przeciwnikiem kobiety w TOPR, brrr… do dzisiaj za to przeprasza 🙂 🙂 Nie znał mnie. Teraz już wie, że sobie dobrze radzę. Ale to wszystko nas połączyło. Cieszę się, że nasza pasja to także nasza praca, choć ma to także ciemne strony.

A jakie są ciemne strony tej pracy?

Każda praca ma swoje plusy i minusy. W mojej plusem jest to, że łączę pasję z pracą, że jestem w ciągłym ruchu, poznaję sporo świetnych ludzi, z niektórymi zawiązały się przyjaźnie. Niestety bywam bardzo zmęczona fizycznie i psychicznie. Moje życie nie kończy się po przyjściu z gór do domu, gdzie przeważnie każdy już odpoczywa. Po powrocie dopiero zaczynam życie, mam rodzinę i sporo różnych obowiązków. W górach opowiadam za ludzi, za ich bezpieczeństwo, a w domu za moją rodzinę.

Muszę też bardzo o siebie dbać. Moja działalność obarczona jest ryzykiem kontuzji, nie mogę sobie pozwolić na żadne problemy zdrowotne. No i… moja praca związana jest z czynnikiem, na który zupełnie nie mam wpływu – pogodą. A w Tatrach bywa bardzo kapryśnie 🙂

Staram się utrzymać balans pomiędzy pasją a pracą. Niestety oddając się przewodnictwu mam bardzo mało czasu, żeby być w górach wyłącznie dla siebie, z mężem czy z córką. Oczywiście znalazłam sposób żeby to w pewien sposób łączyć. Często pracuje z Grzesiem, a córkę biorę ze sobą jak idę z zaprzyjaźnionymi Klientami lub na łatwe szlaki. Mimo pewnych trudności cieszę się, jak obserwuje ludzi, którzy się rozwijają, zaczynają o siebie dbać, a niektórzy przewartościowują swoje życie.

Co jest takiego w górach, że pod ich wpływem ludzie zmieniają swoje życie?

To jest pasja. To nie muszą być góry, to może być cokolwiek co wciąga człowieka bez reszty, coś co jest tylko jego i nikt, ale to nikt mu tego nie zabierze. Pasja trzyma przy sobie podczas różnych zakrętów, trudności. Ja wybrałam góry. To prawda, zmieniły moje życie, bo znalazłam w nich coś wartościowego, odkryłam siebie.

Dzięki nim pokonuje różne bariery, jestem silna, twarda i konsekwentna, dążę w nich zawsze do celu. A żeby go osiągnąć – muszę się zmęczyć, czasami mocno zawalczyć. Nic nie przychodzi od tak i tego w nich uczę moją córkę. To także miejsce, w którym odpoczywam, w którym mam spokój. W górach nie muszę się spieszyć, myśleć o problemach „na ziemi”. W nich liczą się zupełnie inne rzeczy.

To ile czasu w ciągu roku spędzasz w górach? Da się to zliczyć?

🙂 Nie da, myślę, że co najmniej 6 dni w tygodniu. Czasami mam dość, ale zazwyczaj po dniu odpoczynku już mnie ciągnie. Nie mogę wysiedzieć w domu, nie lubię się nudzić. Fajnie jest coś robić. To nie zawsze są wysokogórskie wycieczki, wystarczy, że pójdę pobiegać i już jest dobrze 🙂

Jeszcze nie wspomniałyśmy o jednej ważnej roli w Twoim życiu – jesteś mamą nastoletniej już Oli. Czy Ola podziela Twoją pasję do gór?

Tak, moja córka ma już prawie 15 lat, kiedy to zleciało…? Ola podziela moją pasję do gór, choć nie w takim stopniu jak ja 🙂 Najbardziej lubimy się wspinać, a w zimie chodzić na skiturach. Moja córka jest przede wszystkim artystką. Dostała się do świetnego liceum plastycznego w Zakopanem. Moim zadaniem jest ją wspierać i pokazywać na własnym przykładzie, że wszystko jest możliwe i że fajnie jest fajnie żyć, z pasją.

W górach uczę ją przełamywania własnych barier, które potem wykorzystuje we własnym rozwoju. Ja też dużo zyskuję, bo „zmusza” mnie, żebym z nią jeździła po wszystkich muzeach sztuki nowoczesnej. Jak tylko pojawia się nowa wystawa to jedziemy. Raz w roku zabieram ją też do wybranej stolicy europejskiej, żeby mogła zobaczyć dzieła największych artystów. Przyznam, że te podróże są dla nas wszystkich fajne, to idealna odskocznia od gór.

Ewelina wspomniałaś mi wcześniej, że chcesz się angażować we wszelkie akcje pomagające kobietom. Czy nadal realizujesz projekt „Kobiety na szczytach”? – który ma na celu zachęcanie kobiet do chodzenia po Tatrach.

Tak, w tym roku kładę duży nacisk na kobiety. W wakacje będę organizowała wyjścia tylko dla kobiet o różnym stopniu trudności. Chcę pokazać, że góry są dostępne. Oczywiście wszystko musi odbywać się z głową. Ponadto chciałabym aktywować kobiety i przez góry pokazywać, że można i że warto mieć coś tylko dla siebie. Chciałabym żeby przestały się bać.

W tym roku kończę 40 lat, to jakiś mały przełom w moim życiu. Niektóre kobiety: młodsze, starsze które spotykam, z którymi chodzę po górach opisują się jako stare, wszystkie grube 🙂 „zablokowane”, przeważnie źle o sobie mówią. Zupełnie nie wiem skąd się to bierze? Myślę, że jestem dobrym przykładem na to, że jak się chce, to się da. Nie można szukać wymówek, tylko działać.

Kobiety w górach są także często postrzegane troszkę z przymrużeniem oka. Przyznam, że dzisiaj na szlakach spotykam w większości kobiety. Zachęcam Was dziewczyny do działania!

Nasuwa mi się taki analogiczny wniosek, że skoro dzisiaj kobiety coraz częściej wybierają na swoje wędrówki górskie szczyty, wysokie szczeble kariery też są dla nich do osiągnięcia. Jak myślisz?

Oczywiście, że są! Dla każdej z nas. Niestety kobiety wciąż są dyskryminowane, w górach także, ale to nie oznacza, że mamy przestać próbować! Żyję w rejonie, w którym jest ogromny patriarchat. Nie godzę się na to, ale przyznam, że życie wbrew zasadom, przyzwyczajeniom, pewnym zwyczajom akceptowalnym społecznie wcale nie jest łatwe. To nieustająca walka. Nie sądzę jednak, żeby to był powód rezygnowania z samej siebie i z własnego podejścia do życia, swoich ambicji! Musimy się wspierać drogie dziewczyny.

Bardzo Ci dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Ewa Moskalik Pieper

Zdjęcia: archiwum Eweliny

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.

Powrót taty? Polskie ojcostwo: pełny etat czy praca dorywcza?

Czy pojawienie się dziecka w równym stopniu zaważa na życiu obojga rodziców? Czy bycie tatą to praca dorywcza czy na pełen etat? Jak współczesne ojcostwo wpływa na życie zawodowe mężczyźni i jak to jest zostać tatą w dzisiejszych czasach? Prezentujemy wyniki raportu Nationale-Nederlanden - pracodawcy, który od kilku lat współpracuje z naszą Fundacją i wspiera pracujących rodziców!
  • Redakcja portalu Mamo Pracuj - 12/06/2019
ojciec z przytulonym dzieckiem na rękach

Jakie jest współczesne polskie ojcostwo?

Według raportu przygotowanego przez firmą Nationale-Nederlanden – ponad 60 proc. ojców deklaruje, że spędza z dzieckiem średnio 3-8 godzin dziennie.

Nieco krytyczniej, niż mężczyźni, oceniają to zaangażowanie w opiekę nad potomstwem kobiety. Natomiast ponad 80 proc. ojców chciałoby poświęcać swoim dzieciom więcej czasu.

Co jest najtrudniejsze w byciu ojcem

Co jest najtrudniejsze w byciu tatą?

Wielu mężczyzn deklaruje, że ojcostwo to jedno z większych w ich życiu wyzwań. A prawie 1/3 panów uważa, że najtrudniejsza w byciu tatą jest umiejętność wspierania dziecka na każdym etapie jego rozwoju oraz bycia dla niego autorytetem.

O bycie autorytetem i wsparciem dla swojego dziecka, częściej martwią się też panowie przebywający w związkach partnerskich niż w małżeństwach.

Z raportu Nationale-Nederlanden wynika również, że co czwarty mężczyzna chce przygotować się do roli ojca i robi to m.in. poprzez:

  • wymianę doświadczeń z innymi ojcami (25 %),
  • czytanie literatury na temat wychowania dziecka (17 %) – potwierdza to tylko co dziesiąta kobieta,
  • sięganie po wiedzę w internecie (16 %),
  • uczęszczanie do szkoły rodzenia (15 %).

Co dziesiąty tata przyznaje, że brakuje mu pomysłów na spędzanie czasu z dzieckiem. Natomiast co piąta kobieta twierdzi, że jej partner ma takie problemy. Tymczasem 64 proc. mężczyzn uważa, że zawsze umie zaplanować takie aktywności

Narodziny dziecka a kariera zawodowa taty

Wyniki badania pokazują, że mężczyźni, którym urodziło się dziecko mniej czasu poświęcają na swoją karierę. Prawie 40% Polaków twierdzi, że odkąd w ich życiu pojawiło się dziecko, poświęcają mniej czasu na pracę. Natomiast co czwarty świeżo upieczony tata nie widzi różnicy.

39 proc. ojców natomiast przyznaje, że to partnerka zajmuje się większością obowiązków domowych, a zaledwie 7 proc. kobiet dostrzega, że partner przejął większą odpowiedzialność w tym zakresie.

Połowa mężczyzn twierdzi również, że dzielą się obowiązkami domowymi po równo. Potwierdza to tylko 29 % kobiet 🙂

Największe nierówności w opiece nad dziećmi występują wśród rolników, a najmniejsze wśród pracowników umysłowych.

Godzenie życia zawodowego z rodzinnym

Wychowanie i wykształcenie dziecka

Aż 89 % mężczyzn twierdzi, że pozwala dziecku na swobodne rozwijanie swoich talentów. Natomiast 73 % panów przyznaje się, że buduje zainteresowania dziecka z myślą o jego przyszłym zawodzie.

Mężczyźni też w zdecydowanej większości chętniej pozwalają dzieciom uczyć się na własnych błędach oraz dają dzieciom poczucie niezależności i swobody. Również w ramach poczucia swoich obowiązków rodzicielskich panowie często angażują się w rozwiązywanie problemów dziecka z rówieśnikami.

Dyscyplina

W ramach korygowania zachowania dzieci, panowie najchętniej stosują upomnienia i rozmowy dyscyplinujące oraz ograniczanie czasu spędzonego przed komputerem lub smartfonem. Takie formy kary najczęściej stosują w sytuacjach gdy dziecko niewłaściwie się zachowa, skłamie lub nadużyje zaufania rodziców.

W jakich sytuacjach stosuje się kary wobec dzieci

Finanse

Panowie aż w 80 % przyznają, że chętnie wspierają swoje dzieci finansowo poprzez dawanie im kieszonkowego. Podobny procent mężczyzn przyznaje również się do fundowania dzieciom wakacji oraz szkoleń. A 77 % respondentów przed 30 – stką przyznaje się do spełniania zachcianek swoich pociech.

Ograniczenie własnych wydatków

Dziecko zmienia wiele płaszczyzn życia obojga rodziców. Okazuje się również, że blisko 3/4 mężczyzn ogranicza wydatki na siebie po pojawieniu się na świecie dziecka. Z taką postawą częściej można się spotkać wśród mieszkańców wsi, niż dużych miast.

Odkąd mam dziecko mniej czasu poświęcam na pracę zawodową

Oszczędzanie na przyszłość

Panowie aż w 56 % deklarują posiadanie oszczędności przeznaczonych na tzw. „lepsze jutro” swoich dzieci. Do takich oszczędzanych pieniędzy najczęściej przyznają się mieszkańcy średnich miast (61 %). 1/4 rodziców wskazała moment narodzin dziecka jako ten, w którym zaczęli myśleć o zabezpieczeniu finansowym dziecka. Natomiast 47 % badanych przyznaje, że nie odkłada żadnych pieniędzy dla swojego dziecka.

Pełny raport dostępny w biurze prasowym Nationale-Nederlander >>>

A jeśli chcesz dowiedzieć się jak Nationale-Nederlanden wspiera pracujących rodziców przejdź do nasze Bazy Pracodawców Przyjaznych Mamie >>> 

Źródło: materiał Nationale-Nederlanden

Zdjęcie i grafiki: raport Nationale-Nederlanden

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redakcja portalu Mamo Pracuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Może Cię zainteresować także:
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail