Czego szukasz

Znaki towarowe, czyli pułapka na przedsiębiorczych

Zainspirowała nas Czytelniczka zadając ciekawe pytanie o rejestrację znaków towarowych. Dodałyśmy kilka swoich pytań i poprosiłyśmy o odpowiedź Mikołaja Lecha, prawnika specjalizującego się m.in. w prawie własności przemysłowej, a także autora bloga www.znakitowarowe-blog.pl. Jego odpowiedzi i mocne argumenty mogą się nie spodobać małym, kreatywnym biznesom… Dlaczego?

  • Redakcja portalu Mamo Pracuj - 04/05/2016
logo Mercedesa

Pytanie Czytelniczki: „Założyłam swoją firmę, rozwijam ją, ale na razie nie przynosi mi ona regularnego dochodu, ale inwestuję w nią dużo swojego czasu i pieniędzy. Za kilka miesięcy kończy mi się „mały ZUS”, ale nie zamierzam zamykać firmy. Czy dużo ryzykuję nie rejestrując znaku towarowego? Do czego mi to potrzebne?”

Na początku może podstawowa sprawa. Nie ma obowiązku rejestrowania znaku towarowego. Są firmy, które działają na rynku bez takiej ochrony i jakoś sobie radzą. Zastrzeżenie firmowej nazwy lub logo w Urzędzie Patentowym porównałbym do ubezpieczenia. Kiedy nie spotka nas żadne nieszczęście mamy wrażenie wyrzuconych pieniędzy w błoto. Jedyny widzialny skutek rejestracji znaku towarowego to możliwość umieszczania R-ki w kółeczku przy firmowym logo. Taka rejestracja daje nam jednak szereg korzyści o czym wiele osób nie wie.

Osobiście uważam, że na początku kiedy rozpoczynamy działalność gospodarczą nie musimy rejestrować znaku towarowego. To okres kiedy testujemy rynek i nasz pomysł na biznes. Większość firm upada zresztą w pierwszych latach działalności. Dopiero kiedy poczujemy, że nasz pomysł na biznes „chwycił” powinniśmy pomyśleć o ochronie marki. Zanim jednak wybierzemy nazwę pod którą zaczniemy działalność powinniśmy sprawdzić czy przypadkiem nie naruszamy cudzych praw. Więcej pisałem o tym na moim blogu w artykule pt. Badanie zdolności rejestrowej znaku towarowego.

Większość przedsiębiorców ogranicza się jedynie do szybkiego poszukiwania w wyszukiwarce „Google”. To jednak za mało. Trzeba sprawdzić czy nie występują znaki towarowe identyczne do naszego lub podobne. A przecież Polskę obejmują od 2004 r. również unijne znaki towarowe. Efekt tego zaniedbania może doprowadzić do tego, że po 2-3 latach nagle dostaniemy pismo z kancelarii prawnej z żądaniem zaprzestania naruszania prawo. Wyznaczony zostanie nam termin 14 dni na zmianę nazwy. A to oznacza, że z dnia na dzień znikamy z pola widzenia klientów, o których walczyliśmy latami.

Jak długo mogę zaczekać z rejestracją?

Jeżeli wiemy już, że chcemy nasz biznes kontynuować działanie bez rejestracji znaku towarowego jest nierozsądne. Pamiętajmy, że jeżeli odniesiemy sukces wiele firm będzie się do nas przybliżać. Poza kopiowaniem samego modelu biznesowego pojawią się kreatywni przedsiębiorcy, którzy zaczną używać nazw niebezpiecznie podobnych do naszych. Różnice mogą być ledwie w jednej literce.

Co więcej. Zdarzają się nawet próby kradzieży marki. Polega to na tym, że były wspólnik, pracownik, czy po prostu konkurent rejestruje nasz znak towarowy na siebie. W takiej sytuacji możemy próbować znak unieważnić, ale nie jest to ani tanie ani proste. Poza tym, jak to w sporach bywa, nigdy nie można mieć 100% pewności, że wygramy. 90% sporów które prowadzę nie miałoby miejsca, gdyby przedsiębiorcy o rejestracji znaku pomyśleli zanim wpadli w kłopoty. Mało kto myśli o profilaktyce. Idziemy do lekarza dopiero jak nas już coś boli.

Tak jak więc mówiłem na początku, można prowadzić firmę bez zarejestrowanego znaku towarowego, ale jest to ryzykowne.

Nie myślałam o tym w ten sposób… No to, jeśli chciałabym zarejestrować znak to czy nazwę, a może logo a może coś jeszcze innego np. domenę? Albo jedno i drugie?

Nie ma tutaj prostej odpowiedzi. Najłatwiej byłoby mi odesłać do mojego artykułu na ten temat tutaj. Wszystko zależy od konkretnej sytuacji. Zarówno rejestracja znaku słownego (nazwy) jak i słowno-graficznego (logo) ma swoje plusy i minusy. Znak słowny chroni naszą markę bez względu na szatę graficzną. Świetnie sprawdza się również do ochrony domeny internetowej. Nie musimy od razu wykupywać 10 czy 20 podobnych domen. Mając zarejestrowany znak słowny nikt nie może używać identycznej ani podobnej nazwy do oznaczania podobnych towarów lub usług. Znak słowno-graficzny chroni szatę graficzną i w niektórych sytuacjach słowo. Oznacza to, że jeżeli ktoś użyje naszej szaty graficznej ale do innego słowa – znak słowny nic nam nie pomoże. Z kolei znak słowno-graficzny już tak. Będziemy mogli powołując się na niego zakazać konkurentowi naruszania prawa.

Osobiście uważam, że kiedy tylko można warto rejestrować znak słowny. Jest dużo praktyczniejszy. Idealnie jednak gdyby przedsiębiorca chronił obie wersje. Nigdy bowiem nie wiadomo, od której strony uderzy naruszyciel. Niestety wiąże się to z koniecznością poniesienia osobnych opłat za każdy znak.

Jaki będzie koszt takiej rejestracji. Czy taka rejestracja jest na zawsze?

Panuje błędne przeświadczenie, zastrzegając nazwę firmy jako znak towarowy uzyskujemy monopol absolutny na nazwę. Ta ochrona ma jednak takie 3 ograniczenia:

1) W zgłoszeniu musimy wskazać do oznaczania jakich towarów lub usług ma służyć nasz znak towarowy. Jeżeli więc sprzedajemy maszyny rolnicze pod znakiem towarowym FENIX to nie możemy zakazać używania tej nazwy do oznaczania jogurtów. To dwie różne branże i nie ma niebezpieczeństwa, że rolnik chcący kupić nasz ciągnik przez pomyłkę kupi jogurt 🙂

2) Ochrona ograniczona jest do danego terytorium. Mamy do dyspozycji ochronę krajową (Polska), regionalną (Unia Europejska) lub międzynarodową (wybrana wiązka krajów). Przykładowo – jeżeli chronimy nasz znak towarowy FENIX w Polsce, nie ma przeszkód aby nasz konkurent identycznej nazwy (nie logo) używał w Niemczech.

3) Ochrona jest ograniczona w czasie. Wygasa po 10 latach, chyba że prawo ochronne przedłużymy. Tym samym teoretycznie taka ochrona może trwać wiecznie. To odróżnia ten typ ochrony od np. patentów na wynalazki, które trwają maksymalnie 20 lat. Problem w tym, że część przedsiębiorców po prostu zapomina o przedłużeniu. Warto temu przeciwdziałać zlecając pilnowanie terminu ochrony rzecznikowi patentowemu. Jest on specjalistą z zakresu prawnej ochrony marki i może nam pomóc również przy rejestracji znaku towarowego.

Zobacz także krótki film, w którym Mikołaj Lech wyjaśnia jak to jest z tym okresem ochrony 😉

Od kiedy taka rejestracja obowiązuje? Czy od chwili złożenia wniosku?

Sytuacja nie jest taka prosta jak się wydaje. Wiele osób mylnie twierdzi, że po dokonaniu zgłoszenia objęta jest „ochroną tymczasową”. Rejestracja znaku towarowego nie jest zwykłą formalnością i w określonych sytuacjach Urząd Patentowy RP może nam odmówić przyznania praw ochronnego. Sama procedura też nie należy do krótkich. W latach 90-tych na decyzję o przyznaniu ochrony czekało się około 5-ciu lat. Obecnie jest to około 12 miesięcy. Co ciekawe 15 kwietnia weszły nowe przepisy, które mają sprawić, że ten okres skróci się do 6-ciu miesięcy. Jeżeli formalnie uda nam się przejść całą procedurę to 10 letni termin ochrony liczony jest od daty złożenia dokumentów do Urzędu Patentowego RP.

A jeśli chciałabym sprzedawać/udostępniać jakiś znak szczególny, coś jak „zatwierdzone przez babcię” czy „dobre bo polskie”, to czy taki znak powinien być zarejestrowany?

To jest dobre pytanie. Czy można sprzedać markę firmy i jak się to robi?

Mając zarejestrowany znak towarowy otrzymujemy świadectwo rejestracji. Znajduje się tam numer naszego prawa wyłącznego. Tym prawem możemy dysponować podobnie jak prawem własności samochodu. Możemy znak towarowy sprzedać, udzielić licencji na jego używanie. Jeżeli firma zostanie postawiona w stan upadłości, to takie prawo ochronne może zostać zajęte przez komornika. W artykule pt. Bankructwo – kiedy znak towarowy może okazać się dla ciebie ratunkiem pisałem, że w takiej sytuacji znak towarowy będzie wyceniony i sprzedany. Nasze długi mogą się więc wyraźnie pomniejszyć.

Sprzedając znak towarowy przenosimy przysługujące nam prawo ochronne. Następnie musimy dokonać zmian w rejestrach Urzędu Patentowego RP. Jeżeli nie zarejestrowaliśmy naszej nazwy firmy to ciężko w takiej umowie wskazać co właściwie jest jej przedmiotem. W takim przypadku nabywca nie ma gwarancji, że po kilku latach nie zwróci się do niego jakaś kancelaria z żądaniem zaprzestania naruszania prawa do cudzego znaku towarowego. Jeden z moich klientów miał sytuację gdzie wydał na kupno marki (która nie była zarejestrowana w Urzędzie Patentowym RP) ponad 100 tys. zł. Kiedy chcieliśmy dokonać rejestracji okazało się, że w Unii Europejskiej jest już zarejestrowany podobny znak i zgłoszenie nie ma sensu. Z kolei klient używając nowo kupionego znaku będzie naruszał prawo.

Wyczytałam w jednym z Pana tekstów, o ile dobrze zrozumiałam, że mogę sobie dodać do swojej marki znak TM. Ale to de facto nic nie znaczy, czy tak? Dopiero rejestracja ma znaczenie?

Istnieje wiele mitów na temat tego co znaczy skrót TM czy R w kółku przy firmowym logo. Te i inne symbole opisałem w tym artykule. Charakterystyczna R-ka w kółku to skrót od słowa „registered” oznacza, że oznaczony nią znak towarowy został zarejestrowany. To informacja dla konkurentów aby nie próbowali się w żaden sposób przybliżać do tego znaku bo jest objęty ochroną prawną. Często błędnie ludzie tłumaczą ten symbol jako „oryginalny” lub, że dotyczy praw autorskich. Symbol ten jest chroniony prawem i używanie go w sytuacji kiedy znaku się nie zarejestrowało grozi grzywną.

Ciekawa sytuacja jest w przypadku symbolu TM. Jest to skrót od słowa „trademark” czyli znak towarowy. Jest to więc niejako truizm. Bo każde firmowe logo jest znakiem towarowym. Te które nie zostały zgłoszone do ochrony są po prostu znakami niezarejestrowanymi. Nie ma ograniczeń w korzystaniu z tego symbolu (w przeciwieństwie do R-ki w kółeczku). W szczególności symbol ten nie oznacza, że ktoś dokonał zgłoszenia albo nosi się z takim zamiarem.

I ostatnie pytanie, czy można zarejestrować znak na dwie firmy równocześnie czy tylko jedną?

Znak towarowy można zarejestrować na jedną firmę lub na kilka firm jednocześnie. Powstanie wtedy tzw. wspólne prawo ochronne. Konieczne będzie stworzenie regulaminu korzystania ze znaku towarowego. Można również znak towarowy zarejestrować na jedną lub kilka osób fizycznych. Może to być korzystne w przypadku np. bankructwa spółki. Jeżeli spółka płaciła osobie fizycznej za korzystanie z jej znaku towarowego to w przypadku bankructwa znak towarowy jest bezpieczny bo nie należy do spółki.

Dziękuję za wyjaśnienia!

Z Mikołajem Lechem, prawnikiem specjalizującym się m.in. w prawie własności przemysłowej, a także autorem bloga www.znakitowarowe-blog.pl rozmawiała Agnieszka Czmyr-Kaczanowska

Zdjęcie:

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redakcja portalu Mamo Pracuj
Podyskutuj

Mama robi kurs wirtualnej asystentki – czyli o tym, jak pracować nie wychodząc z domu

Albo wychodząc i pracując tam gdzie chcesz :) Cieszy mnie myśl, że mogę jechać w ukochany Beskid zabierając laptopa i robić to co lubię, a potem pójść z dziećmi w góry - Czy możliwa jest praca zdalna jeśli nie jesteś grafikiem, programistą ani blogerką? Oczywiście!
  • Ewa Wczelik - 12/08/2019
kobieta pracuje z domu na laptopie

Dylematy mamy i taty

Końcówka urlopu macierzyńskiego plus Przedszkolak na pokładzie. Pojawiają się pierwsze pytania i dylematy. Wracać do pracy? Zostawić Mrówkę z… tylko z kim? Niania? Żłobek?!

Żłobek odpada na starcie – nie jestem przekonana do tego typu opieki. Szukam “cioci” na etat. Robię research, trzeba sprawdzić jakie obecnie panują stawki. Szybka kalkulacja i niemały szok – braknie pensji! Nawet na waciki nie zostanie… Co teraz? Wieczorna rozmowa z mężem. Biała kartka: zaczynamy wypisywać plusy i minusy. Wreszcie jest decyzja! Mama idzie na wychowawczy.

Kamień z serca. Najgorszy jest brak decyzji, a tu jeden wieczór i już jest. Uff… Ale i tysiące myśli bombardują mi głowę. Czy aby na pewno finansowo damy radę? Czy pojedziemy na wakacje w przyszłym roku? Czy będę musiała przerwać treningi? A jeśli nam braknie na podstawowe rzeczy?

Może udałoby się znaleźć pracę, którą mogę wykonywać z domu? Taką, gdzie sama ustalę co będę robić i ile godzin na to poświęcę. Dzięki której nie będzie problemem zająć się chorym Przedszkolakiem gdy będzie taka potrzeba. Po naszym pierwszym sezonie przedszkolnym wiem, że tamtejsze prezenty to nie tylko laurki, ale i glut po kostki. Katar potrafi przerodzić się w istną walkę pod hasłem “oby tylko nie opadło na oskrzela” itd.

Kurs na szerokie wody – czyli jak znalazłam kurs wirtualnej asystentki

Pierwsza myśl: chyba nie ma takiej pracy, którą mogłabym wykonywać tylko zdalnie. Nie jestem grafikiem, programistą, blogerką itp. Zaczynam ponownie przeszukiwać internet i trafiam na informację: kurs wirtualnej asystentki na mamopracuj.pl. Czytam z wypiekami na twarzy. Nie muszę być programistą, ani grafikiem. Uff. Trochę rzeczy już potrafię. Rozmową z drugą połówką – wchodzimy w to. Idę na kurs – nie wychodząc! 🙂

Pierwsza lekcja z mentorką daje dużo nadziei. Dziewczyny współkursantki – fantastyczne. Jest moc! Lekcje odbywają się dwa razy w tygodniu wieczorami. Nawet kiedy moja Mrówka Z. się obudzi i w te pędy biegnę, by ją ululać, to nasze wirtualne spotkania są nagrywane i mogę do nich wrócić, kiedy tylko mam taką możliwość. Oprócz lekcji codziennie komunikujemy się na ​slacku​. Wymieniamy się wrażeniami, dzielimy naszymi pracami oczekując nie tylko konstruktywnej krytyki, ale i wsparcia czy pochwały. Czuję, że nabieram wiatru w żagle. Poznaję nowe rzeczy. Chłonę, ile tylko mój zmęczony i niewyspany mózg przyjmie 🙂 Idzie nowe!

Praca zdalna na końcu świata

Pisząc ten wpis jestem w “Chacie na końcu świata” w Beskidzie Niskim. Mrówka Z. drzemie w wózku, Przedszkolak ze swym najlepszym Tatą odkrywa dziką roślinność i robactwo wszelkiej maści, a ja? Ja siedzę w chacie na werandzie z kubkiem herbaty i laptopem na kolanach. Delektuję się zapachem lasu, trawy i kwiatów. Słucham jak świergolą ptaszki, odganiam upierdliwe muchy i podnosząc wzrok znad ekranu cieszę się widokiem gór. Spoglądam z ciekawością na krążącego po niebie myszołowa.

Można być realną mamą – zajmującą się dzieckiem i wirtualną asystentką, która rozwija się zawodowo.

Tak wyobrażam sobie moją przyszłą pracę: robię to co chcę i lubię, tam gdzie chcę – oczywiście jeśli tylko mam dostęp do internetu 🙂 Cieszy mnie myśl, że mogę jechać w ukochany Beskid zabierając laptopa i robić to, co lubię zawodowo, a potem pójść z dziećmi w góry. Cieszę się na myśl, że będę z Mrówką Z., że będę mogła lepiej zająć się Przedszkolakiem, jeśli zostanie w domu. Czuję po prostu wolność. Wcześniej drżałam na samą myśl, że jedno czy drugie dziecko choruje, a ja muszę powiedzieć szefowi, że znowu (!) mnie nie będzie przez dwa tygodnie… To już za mną, a kolejne wyzwania przede mną.

Ok, ale WA to nie cukiereczki, górki, ptaszki itd. To jest praca. Tak samo wartościowa jak etat, do której również trzeba się przygotowywać, doszkalać, pracować nad sobą i marką. Nawet więcej: jesteś sam sobie sterem, żeglarzem i okrętem. W którą stronę popłyniesz, taki cel osiągniesz. A zadbany okręt pomoże dobić do celu.

Chcesz poznać inne historie kobiet, które odmieniły swoje życie zawodowe? Przczytaj:

Powodzenia!

Zdjęcie: Pixabay.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Wczelik
Zawodowo wirtualna asystentka w twojaprawareka.pl. Swoją pracą pomaga przedsiębiorcom odzyskać ważny dla nich czas, aby mogli skupić się na swoim sukcesie. Prywatnie żona przewodnika beskidzkiego, mama dwojga małych odkrywców pragnąca pokazać im świat. Choć w biegu, łapie wolne chwile zaczytując się w literaturze z okresu II wojny światowej, smakuje w kuchni indyjskiej, a bywa że i coś "zaszyje" na maszynie do szycia. Najbardziej odpoczywa w Beskidzie Niskim.

Pomóż stanąć na własnych nogach – zdecyduj kto wygra 30 tysięcy na rozwój biznesu!

Kto wygra 30 tysięcy na rozwój swojego produktu i biznesu? Zdecyduj i zagłosuj. Konkurs Stań na własnych nogach, właśnie wszedł w 2 etap - głosowania na jeden z wybranych 50 zgłoszeń. Zobacz wybrane produkty i oddaj swój głos! Głosowanie trwa do 5 września, a każda klubowiczka Rossmann może oddać tylko 1 głos!
  • Joanna Gotfryd - 01/08/2019
sofa, nogi kobiety i laptop na kolanach - plakat zapowiadający akcję Rossmanna

Stań na własnych nogach – prawie 500 zgłoszeń!

Konkurs Stań na własnych nogach, to akcja, którą organizujemy wspólnie z firmą Rossmann. Od 15 czerwca do 20 lipca można było zgłosić do konkursu swój produkt, tworzony z pasją, który ma szanse stać się biznesem i dać niezależność finansową jego twórczyni.

Do konkursu zgłoszono prawie 500 prac konkursowych! Komisja konkursowa złożona z przedstawicieli Rossmann i Fundacji Mamo Pracuj miała bardzo trudne zadanie – wybranie 50 prac, które przejdą do 2 etapu konkursu.

Wśród zgłoszonych prac było dużo zabawek – lalek, szydełkowanych misiów oraz książeczek. Sporo zgłoszeń dotyczyło akcesoriów dla dzieci – kocyków, wielorazowych pieluszek, personalizowanych przedmiotów czy produktów idealnych na prezent, np. z okazji urodzenia dziecka.

Przedsiębiorcze i twórcze kobiety do konkursu zgłosiły także ręcznie robione kosmetyki – szampony, mydła i kremy – bez konserwantów, na bazie naturalnych składników.

Nie zabrakło także artykułów dla domu – ozdobnych bibelotów, naturalnych świec i dekoracyjnych przedmiotów.

Wśród zgłoszonych prac była też odzież i akcesoria modowe, a także akcesoria wpisujące się w trend zero waste – wielorazowe artykuły higieniczne i zamienniki jednorazowych foliówek na zakupy.

Zobacz jakie produkty znalazły się w 2 etapie konkursu! >>

Głosowanie na najlepszy produkt

Teraz klubowicze Rossmann mogą zagłosować na najlepszy – ich zdaniem – produkt.

Głosowanie potrwa od 1 sierpnia do 5 września. Każdy klubowicz Rossmann może zagłosować tylko jeden raz, dlatego warto starannie przejrzeć wybrane do 2 etapu prace.

Zwycięzców, którzy otrzymają nagrody – pierwszą – 30 tysięcy złotych, oraz drugą i trzecią – odpowiednio – 20 i 10 tysięcy – poznamy już 10 września.

Zagłosuj, pomóż stanąć na własnych nogach! >>>

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Joanna Gotfryd
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail