Czego szukasz

Zadbaj o swoją niezależność – rozmowa z Kamilą Rowińską

Jak skutecznie osiągać swoje cele w życiu i nie zniechęcać się przy pierwszym niepowodzeniu? Dlaczego powinnyśmy doceniać siebie i nagradzać? I wreszcie dlaczego koniecznie powinnyśmy zadbać o swoją niezależność – rozmawiam z Kamilą Rowińską, jedną z najpopularniejszych trenerek rozwoju osobistego w Polsce, coachem i autorką kilku książek.

na zdjęciu Kamila Rowińska

Kamilo dlaczego tak bardzo leży Ci na sercu niezależność kobiet?

Gdyby to mężczyźni mieli problem z niezależnością finansową, to leżałaby mi na sercu niezależność mężczyzn. Leży mi na sercu niezależność kobiet, ponieważ to głównie one w Polsce są ofiarami przemocy ekonomicznej. To wciąż kobiety – kiedy okazuje się, że nie mają już męża, bo się rozwiedli, czy dlatego, że mężczyzna umarł – pozostają bez środków do życia. To wciąż kobiety w przypadku rozwodu zostają z dziećmi. To kobiety mają wtedy mniejszą możliwość zarabiania pieniędzy, muszą liczyć na alimenty.

W Polsce ściągalność alimentów jest na dramatycznym poziomie, a ich wysokość jest tak śmieszna, że to jest zwyczajnie nieprzyzwoite. Dlatego tak bardzo ważne jest dla mnie to, aby zarówno mężczyźni, ale oni już akurat niezależni finansowo są, jak również kobiety, byli po prostu ludźmi, którzy stanowią sami o sobie, którzy są samodzielni.

Nie chodzi mi o to, że kobieta nie potrzebuje mężczyzny do życia, a mężczyzna nie potrzebuje kobiety i tak dalej. Chodzi mi o to, żeby po prostu każde z nich mogło być samodzielne finansowo.

Tak samo, jak mężczyzna, który nie jest ubezwłasnowolniony, może gdzieś pojechać samochodem i nie musi czekać, aż kobieta go podwiezie. Może sobie sam wyprać ubrania albo zatrudnić kogoś, kto mu je wypierze czy przygotuje posiłek i nie jest uzależniony od kaprysu żony, tak samo kobieta nie powinna w takiej ważnej sytuacji, jaką są finanse, ani też w żadnej innej, być uzależniona od kogoś. Zarówno kobieta, jak i mężczyzna powinni być współzależni, powinni współzależeć między sobą, jeżeli żyją razem, ale nie powinni być zależni od siebie.

Jak przekonałabyś kobiety, mamy czytające dzisiaj naszą rozmowę, szukające siebie i stojące przed życiowymi wyborami do zawalczenia o swoją niezależność?

Chciałabym, żeby takie kobiety wyobraziły sobie sytuację, że ich mężczyzna, który dzisiaj płaci kredyt za dom, za samochód, opłaca czynsz, mieszkanie, przynosi pieniądze do domu, nagle znika. I co wtedy?

Dla mnie to jest skrajnie nieodpowiedzialna postawa, kiedy myślimy sobie, że wszystko będzie dobrze, a nie mamy żadnego powodu, żeby tak było. Ja jestem osobą, która myśli optymistycznie, ale naprawdę trzeba być szalonym, żeby nie dbać o swoją niezależność finansową.

Użyłaś określenia „zawalczenia o swoją niezależność”, ja tego tak nawet nie postrzegam. Nie uważam, że to jest coś, o co trzeba walczyć. To jest coś, co jest naturalne. Kobieta chodzi do pracy, dba o swoją sytuację finansową lub prowadzi swój biznes, mężczyzna też pracuje czy prowadzi swoją firmę. Każde z nich dba o swoją sytuację finansową.

Czy Polki łatwo namówić i przekonać do zmian? Czy jesteśmy elastyczne?

Jesteśmy coraz bardziej elastyczne, Polkom coraz łatwiej przychodzi samodzielne myślenie. Dotychczas bardzo mocno opierały się na konwenansach, na kulturze, na tym co zostało już ustalone, powiedziane, na tym, co sąsiedzi powiedzą, rodzina, teściowa. Tak naprawdę, nawet jeżeli nie realizowały własnego planu, to nie dawały sobie, przynajmniej niektóre z nich, prawa, żeby zacząć go realizować, bo wtedy czułyby się oceniane.

Polki mają bardzo duże poczucie winy względem siebie i ogromne wymagania. Chcą być najpiękniejsze, a jak nie są, to już czują się brzydkie. Jeśli nie są przynajmniej takie, jak jakaś tam miss świata, to już się czują nieatrakcyjne. Porównują się do pań z reklam bielizny, które w ogóle nie istnieją w takiej formie, w jakiej są na obrazku. Chcą być idealnymi gospodyniami domowymi, fantastycznymi jak na filmie kochankami, mamami takimi, jak w reklamie jakiegoś mleka albo proszku do prania.

Chciałabym, żeby polskie kobiety mniej wymagały od siebie, a częściej dbały o siebie, o siebie jako o kobietę i dały sobie trochę więcej luzu.

W rozmowach z Tobą przejawia się motyw nagradzania siebie. Okazuje się to być bardzo ważne, żeby być dobrą dla siebie i samą siebie nagradzać w procesie zmian.

Tak, to prawda. To chyba też kolejna lekcja do odrobienia, bo kobiety często wobec siebie są bardzo krytyczne i wymagające. Niestety nie zawsze idzie to w parze z rozwojem, raczej z podcinaniem sobie skrzydeł. Skąd to się w nas bierze? Wychowaliśmy się w takiej kulturze, która jest bardzo wymagająca, która jest skąpa w pochwały. W to, żeby docenić kogoś. W to, żeby zobaczyć, że ktoś robi coś dobrego albo jest w czymś świetny.

Kiedy jeden Amerykanin spotka drugiego, zawsze sobie powiedzą coś miłego, Polacy raczej powiedzą: „Co słychać?”, a ten drugi powie: „Stara bieda”. Na pewno jest to uwarunkowanie kulturowe, ale można nad tym po prostu pracować. I tak! Uważam, że bardzo często trzeba nagradzać siebie, właściwie codziennie.

Nasze życie powinno być naszą jedną wielką nagrodą. Właściwie to nią jest.

Od czego zacząć, jeśli nie wiemy, jakich zmian powinniśmy dokonać w życiu? W jakim kierunku iść, kiedy czujemy wielki dyskomfort i potrzebę odmienienia swojego życia?

Myślę, że tak naprawdę każdy z nas wie, jakich zmian powinien dokonać w swoim życiu, bo gdyby nie wiedział, to by w ogóle nie czuł dyskomfortu. A jeżeli ten dyskomfort odczuwamy, to znaczy, że on wynika z czegoś. Najczęściej odczuwamy dyskomfort, bo ktoś na przykład jest skrajnie wyczerpany, a jest skrajnie wyczerpany dlatego, że bardzo dużo pracuje albo źle się odżywia, albo brakuje mu ruchu fizycznego. Albo czuje dyskomfort, bo z zeszłorocznych ubrań pasuje tylko szalik na zimę. Taka osoba doskonale wie, jakiej zmiany powinna dokonać. Sęk w tym, żeby jej dokonywać po prostu etapami, dojrzeć do tej zmiany i zacząć ją stopniowo wdrażać.

Co jest najtrudniejsze w zmianach, postanowieniach? Co powinno nami kierować, gdy chcemy dokonać w naszym życiu jakiegoś przełomu i chcemy wytrwać w naszym postanowieniu?

W postanowieniach dla każdego coś innego jest trudne. Najczęściej ludzie boją się porzucić taki status quo, czyli sytuację, która jest dla nich znana, jasna i komfortowa. Każda zmiana postanowień generuje pewnego rodzaju, zwłaszcza na początku, dyskomfort. Kiedy chcemy dokonać jakiegoś przełomu – co powinno nami kierować?

Przede wszystkim troska o nasze wartości, wytyczenie naszych wartości, troska o ich realizację, przynajmniej mną to zawsze kieruje. Jeżeli chcemy wytrwać w naszym postanowieniu, to na pewno trzeba rozpocząć od tego, żeby to nasze postanowienie rozpisać jako cel. Ja zawsze to rozpisuję poprzez podstawowy model coachingowy, który proponuję i udostępniam bezpłatnie w formie zeszytu ćwiczeń, można go pobrać na mojej stronie. 

Jeżeli rozpiszemy swój cel, rozważymy do jakiego miejsca zmierzamy, jak chcemy tam dotrzeć, jakich kompetencji potrzebujemy, kto nas może wspierać oraz jakie mogą nastąpić trudności (większość osób zakłada, że nie będzie żadnych trudności i potem są zdziwieni i zniechęceni) i jak możemy tym trudnościom sprostać, wtedy, odrabiając takie zadanie domowe, będzie nam na pewno prościej wytrwać w postanowieniu.

Jak budować poczucie własnej wartości i wiary we własne możliwości?

Można ją budować, oczywiście. Jednak każdy z nas w chwili obecnej ma jakieś zbudowane. Najczęściej ono się buduje w dzieciństwie. Natomiast jeżeli mamy świadomość, że jest ono u nas na bardzo, bardzo, bardzo niskim poziomie i przeszkadza nam w sprawnym funkcjonowaniu, to na pewno taka osoba, która ma np. traumy z przeszłości albo coś się wydarzyło w jej życiu takiego trudnego, że trzeba nad tym popracować, to powinna pójść i skorzystać z terapii.

Później, jeżeli ktoś już jest człowiekiem, mocnym i zdrowym psychicznie, może pracować nad tym przy użyciu coachingu, opierania się o swoje mocne strony, badaniu swoich mocnych stron i talentów, pielęgnowaniu ich i dobieraniu sobie zajęć, celów i nawet biznesów, takich, które będą spójne z naszymi mocnymi stronami. To będzie jeszcze bardzo je umacniało.

Większość osób, które dopiero zaczynają taką drogę, chciałoby mieć poczucie wiary we własne możliwości, ale chciałoby mieć je w każdej sytuacji, jaka tylko zaistnieje i mylą  to z byciem perfekcyjnym we wszystkim. Wiedzą, że mają jakieś mocne strony, ale nie pracują nad tym, żeby je pielęgnować, tylko koncentrują się nad tym, żeby swoje słabsze obszary podnieść tak, aby być idealnym. To jest niemożliwe. Każdy z nas ma jakieś atuty i jakieś rezerwy. Możemy mieć wiarę we własne możliwości, gdy opieramy się głównie na naszych atutach, a nie koncentrujemy się tylko i wyłącznie na rezerwach.

Jaki masz sposób na wytrwanie w swoim postanowieniu? Co Cię najbardziej determinuje, motywuje?

Szczerze mówiąc, nie mam za bardzo problemów z wytrwaniem w moich postanowieniach, bo ja ogólnie żyję tak, jak chcę i nie wymyślam postanowień, które do mnie nie pasują. Próbuję nowych rzeczy, żeby sprawdzić, czy to jest dla mnie i jeżeli okazuje się, że mi to nie sprawia radości, nie czuję potrzeby robienia tego, to po prostu daję sobie do tego prawo. Nawet teraz jako dorosła osoba, bo to nie jest coś, co jest tylko i wyłącznie zarezerwowane dla dzieci, że mogą spróbować, czy chcą chodzić na judo, a jak nie poczują weny, to mogą zrezygnować. To też przywilej osób dorosłych.

Natomiast jak już dobiorę sobie postanowienie, które będzie spójne z moimi wartościami, czyli np. jeżeli moją wartością jest zdrowie i wybiorę uprawianie sportu, to wybiorę taką formę uprawiania sportu, będę tak długo szukać, aż znajdę taką, która mi odpowiada i sprawia radość. Są ludzie, którzy nie mogą wytrwać w postanowieniu, bo wymyślili sobie, że np. będą chodzić na zumbę, bo koleżanka chodzi. Potem się okazuje, że zumba nie jest dla nich, rezygnują i wyrzucają sobie, że nie wytrwali w postanowieniu. A tak naprawdę to było głupie postanowienie, do momentu, kiedy nie okaże się, że polubią na przykład uprawianie sportu. Wtedy powinni poszukać czegoś innego np. spróbować biegania, jogi, czegokolwiek innego, żeby różnymi sposobami, ale jednak ten swój cel osiągać.

Ludzie bardzo często są tacy zerojedynkowi. Postanawiają sobie, że będą biegać, bieganie im się nie spodoba, odrzucają je i później nie szukają już  innej drogi. Ja wytyczam sobie ogólny kierunek, w którym chcę zmierzać, a potem szukam drogi, która będzie mi odpowiadała i która będzie spójna ze mną.

Mam taki przykład: język angielski. Wciąż się tego języka uczę, żeby władać nim tak naprawdę idealnie. Bardzo często, kiedy podejmowałam lekcje, to szukałam sposobu na siebie. Na początku, kiedy chodziłam na lekcje grupowe, okazywało się, że to nie jest dla mnie i przestawałam chodzić. Niektórzy ludzie pomyśleliby: a, to znaczy, że nie wytrwała w swoim postanowieniu. Tyle, że moim postanowieniem nie było chodzić na angielski, tylko się jego nauczyć. A jak to zrobię, w jaki sposób dojdę do celu, to sprawa drugorzędna. Próbowałam konsultacji z native’m, z kimś jeszcze, i z kimś jeszcze. W końcu znalazłam takiego nauczyciela, który mi odpowiada, a właściwie paru nauczycieli, którzy mi odpowiadają. Jeden mnie uczy jednej części angielskiego, drugi mnie uczy drugiej i to jest dopiero ten moment, w którym jestem w stanie realizować swoje postanowienie.

Czy zawsze udaje Ci się osiągnąć swój założony cel? Co, jeśli się zdarzy, że coś jednak nie wypali? Jak radzisz sobie z porażką, czy jest ona motywacją do dalszego rozwoju?

W moim zawodzie zawsze powodziło mi się lepiej niż planowałam. Nie wiem, czy ja jestem mało ambitna czy świat mnie za bardzo docenia, ale generalnie zawsze te cele swoje osiągam. Czasami są one tylko i wyłącznie przesunięte po prostu w czasie, co jest zupełnie naturalne i nie można się sztywno tego trzymać. Trzeba robić wszystko, żeby móc zrobić to w czasie, który jest nam dany, ale jeżeli przychodzą sytuacje, które są niezależne od nas, no to trzeba się im poddać.

Największą porażką, doświadczeniem, kiedy nie osiągnęłam celu w czasie, w którym chciałam, był moment, kiedy miałam dwadzieścia sześć lat i zmarła moja mama. Realizowałam swój bardzo duży biznesowy plan. Nie miałam siły go po prostu dokończyć. Przez mniej więcej rok byłam, że tak powiem, do niczego, jeżeli chodzi o swoją pracę. Wykonywałam tylko i wyłącznie te czynności albo te rzeczy, które trzeba. Nie mogłam się po tym wszystkim tak szybko podnieść, jak chciałam, więc mój cel został osiągnięty później niż planowałam. Przesunął się o dwa lata. Później jeszcze przyszła w moim życiu inna trudna sytuacja, śmierć ojczyma, moja choroba.

Tak się potoczyło, że zamiast osiągnąć pewien cel w wieku dwudziestu ośmiu lat, osiągnęłam go w wieku trzydziestu lat, ale to też było w porządku. Oczywiście w tamtym czasie było mi smutno, było mi przykro, ale kiedy tak się dzieje, mam dużą pokorę do życia. Nawet, jeżeli na początku się wkurzam, denerwuję, to akceptuję to, że życie jest takie, jakie jest i jeżeli czuję, że ja dałam z siebie wszystko, co mogłam, to nie mam dużych wyrzutów sama do siebie.

Gdy zdarzy się, że coś nie wypali, to po prostu przesuwam to na najbliższy możliwy termin. Wielokrotnie chciałam, żeby np. książka mojego autorstwa ukazała się w takim, a nie innym terminie. Żeby w takim, a nie innym terminie wróciła z redakcji i tak dalej. Jednak nie wróciła, więc to, co robiłam, to po prostu cisnęłam wszystkich wokół, że mają to zrobić jak najszybciej, byłam jak by to powiedzieć, nieustępliwa.

Dziękuję bardzo za rozmowę i do zobaczenia na szkoleniu „Kobieta Niezależna” w Krakowie.

Dziękuję i do zobaczenia!

Jeśli rozmowa z Kamilą Rowińską zainspirowała Was do działania – zacznijcie od bezpłatnego e-booka „7 kroków do osiągania ambitnych celów”.

A jeśli chcecie dowiedzieć się jak naprawdę być niezależną kobietą – do zobaczenia na szkoleniu Kobieta Niezależna

12 sierpnia w Krakowie

i 26 listopada w Warszawie

Rozmawiała: Ewa Moskalik -Pieper

Zdjęcia: własność Kamila Rowińska

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Podyskutuj

To Ty decydujesz o swoim rozwoju – zmień branżę z Akamai Technical Academy!

Chcesz zmienić branżę i myślisz o IT? Zależy Ci na rozwoju oraz stabilności? Nie boisz się nowych wyzwań oraz intensywnej pracy? To ten projekt jest dla Ciebie! O programie, który kompleksowo przygotowuje do pracy w branży IT rozmawiamy z Igą Pokorą, Technical Project Manager oraz Dominiką Bajan, Technical Consultant w Akamai Technologies, absolwentkami ATA.
grupa ludzi pracujących w Akamai Technical Academy

Program Akamai Technical Academy realizowany w Krakowie i obu Amerykach zawsze cieszy się dużym zainteresowaniem. W zeszłym roku wybrano 13 uczestników z Małopolski spośród 650 zgłoszeń.

Czy rzeczywiście znalezienie się w grupie szczęśliwców to cud, czy może decydują konkretne predyspozycje? Jak wygląda rekrutacja i z czym należy się liczyć aplikując do programu? O tym wszystkim opowiedzą bohaterki dzisiejszego wywiadu.

Igo, Dominiko bardzo dziękuję za to, że zgodziłyście się porozmawiać o Akamai Technnical Academy (ATA) i nie tylko. Może zaczniemy od tego, że w Waszym przypadku branża IT nie była oczywistym wyborem – przynajmniej na początku. Igo – Ty pracowałaś jako nauczycielka, potem odnalazłaś się w korporacji; Dominiko, a Ty przez wiele lat byłaś księgową, potem graficzką. Kiedy zrozumiałyście, że IT jest dla Was?

Iga: Długo zastanawiałam się co mogłabym robić, skoro już dłużej nie widzę się w szkolnictwie. Edukacja to była (i nadal do pewnego stopnia jest) moja pasja i misja, ale musiałam wziąć pod uwagę inne czynniki. Trudno w dzisiejszych czasach być Siłaczką, na pewnym etapie zrozumiałam, że czas pomyśleć o sobie.

Tak się złożyło, że w gronie moich znajomych pojawiło się kilku programistów. Zachęcona rozmowami z nimi o tym, jak wygląda ich praca, ale również kultura firm, w których pracują, postanowiłam, że spróbuję nauczyć się programowania.

Wiedziałam, że mam to, co w IT niezbędne, czyli bardzo dobry angielski. Dałam sobie szansę, na takiej zasadzie, że próbuję nowej rzeczy i zobaczę, czy mi się to spodoba czy nie. I tak nie miałam wówczas lepszego pomysłu na siebie, a dzięki pracy w korporacji, mogłam po pracy zająć się czymś innym niż sprawdzaniem kartkówek.

Było ciężko, bo czasem byłam zmęczona, ale miałam też masę frajdy i satysfakcji, gdy udawało mi się opanować kolejne partie materiału, albo gdy mój kod po prostu działał.

Dominika: U mnie z jednej strony to była duża potrzeba zmiany – w księgowości znalazłam się poniekąd przypadkiem. A z drugiej, IT to dalszy krok w kierunku tego, co mnie pasjonuje. Po urodzeniu pierwszej córki, żeby zrobić „coś dla siebie” poszłam do szkoły grafiki komputerowej, ponieważ od dłuższego czasu o tym myślałam i założyłam też własną firmę.

Macierzyństwo nauczyło mnie przede wszystkim organizacji, odwagi i wychodzenia ze strefy komfortu.

Kiedy urodziłam drugą córkę, wieczorami w ramach rozrywki zaczęłam uczyć się programowania. Słyszałam opinie, że IT to nie jest miejsce dla kobiet, że nie da się wejść do branży bez odpowiedniego wykształcenia.

Patrząc jednak na kobiety, których droga zawodowa była zaprzeczeniem tych słów, pomyślałam, że nic nie stracę próbując. Zapisałam się na Facebooku do kilku grup dla kobiet i mam w IT i na spotkaniu dotyczącym branży technologicznej usłyszałam bardzo istotne zdanie, że

IT to nie tylko programowanie, potrzebni są ludzie o różnych umiejętnościach.

Tam też dowiedziałam się o istnieniu programu Akamai Technical Academy.

Aplikuj do Akamai Technical Academy!

Czyli uczestnictwo w ATA to z jednej strony konsekwencja pewnej obranej ścieżki, a z drugiej strony można powiedzieć, że przypadek?

Iga: U mnie było tak, że o programie dowiedziałam się z reklamy na Facabooku i wysłałam zgłoszenie. Wiedziałam już, że nie będzie łatwo dostać się do IT. Traktowałam więc Akamai jako szansę wejścia do branży, ale szczerze mówiąc, po wcześniejszych porażkach nie obiecywałam sobie zbyt wiele. Pamiętam, że myślałam wtedy, że jeśli tu mi się nie uda, to chyba już sobie daruję całą sprawę z IT czy programowaniem.

Wiem, że rekrutacja do programu jest kilku stopniowa. Wysłanie zgłoszenia przez Internet to dopiero początek. Opowiecie, jak z Waszej perspektywy wyglądał ten proces?

Iga: Wysłałam CV i ku mojemu zaskoczeniu przeszło ono wstępną rekrutację. Kolejnym etapem były testy z angielskiego i logicznego myślenia. Naprawdę nie sądziłam, że się dostanę, ponieważ poziom testów jest wysoki. Dlatego kiedy okazało się, że mój wynik kwalifikuje mnie do dalszego etapu, to pamiętam, że pomyślałam nawet, że widocznie nie mają zbyt wielu chętnych i biorą wszystkich. Dopiero później dowiedziałam się, że zgłoszeń było kilkaset, a ostatecznie wyłoniono tylko trzynaście osób. Zaczynało zależeć mi coraz bardziej, ale wciąż musiałam przejść etap rozmów kwalifikacyjnych i pokazać, jaka jestem w relacjach z innymi, jak pracuję w grupie.

Gdy i to przeszłam pomyślnie, byłam bardzo podekscytowana, ale też dumna z siebie. Wiedziałam, że nie tylko nauczę się podstaw informatyki, ale także, że firma praktycznie gwarantuje mi miejsce pracy. Nie wiedziałam, jakie to będzie stanowisko, ale ja po prostu byłam otwarta na wszystkie opcje.

Podobało mi się programowanie, ale wówczas brałam już pod uwagę, że możliwości jest o wiele więcej, i że będę chciała robić coś, co najlepiej pasuje do mnie, do moich umiejętności i osobowości.

Dominika: Pamiętam, że musiałam napisać pierwsze w życiu CV. 😉 Do tej pory jakoś zawsze to praca szukała mnie. Rekrutacja składała się z dwóch etapów, testów online i rozmów kwalifikacyjnych. Na etapie testów miałam podobne wątpliwości, związane z tym czy sobie poradzę. Kiedy zakwalifikowałam się do rozmów rekrutacyjnych, coraz bardziej czułam, że jestem na właściwym miejscu. Jestem przekonana, że o tym, iż znalazłam się w tej szczęśliwej trzynastce decydowało też moje zbieranie doświadczeń.

Moja mama, jedna z pierwszych programistek w Krakowie, w czasach, kiedy wielkie komputery wypluwały jeszcze podziurkowaną taśmę, też nie miała wykształcenia w tym kierunku. Zawsze jednak powtarzała, że każda nowa umiejętność może się przydać w przyszłości. A ja bardzo lubiłam uczyć się nowych rzeczy. Od dziecka uczyłam się języków obcych – zaczynałam od angielskiego, skończyłam na chińskim.

Przydało mi się hobbystyczne tworzenie szablonów na blogi, bo dzięki temu zainteresowałam się grafiką, potem programowaniem i w rezultacie tym, jak buduje się strony internetowe i co zrobić, żeby jak najlepiej działały. Czyli dokładnie to, czym dzisiaj się zajmuję. Myślę, że tutaj kluczowe było zainteresowanie nowymi technologiami, chęć rozwoju, gotowość do nauki, otwartość i komunikatywność w języku angielskim.

A samo uczestnictwo w ATA? Jak wyglądało Wasze życie w przeciągu tych kilku miesięcy? Dominiko jesteś mamą dwóch wspaniałych dziewczynek, zatem czy da się pogodzić udział w programie, własny rozwój z życiem rodzinnym?

Dominika: Da się! W mojej sytuacji najtrudniejszy element to odbieranie córek z przedszkola, ponieważ wiązało się to z długim czasem dojazdu. Tu byłam zmuszona poszukać wsparcia. Etap szkolenia technicznego jest bardzo intensywny, jest w nim przewidziany też czas na samodzielną naukę, więc „po godzinach” program nie kolidował z moim życiem rodzinnym. Poza tym, przez cały okres szkolenia wiedziałam, że to, że jestem mamą jest brane pod uwagę i czułam wsparcie w tej kwestii.

Nie czekaj dowiedz się więcej o zapisach i wyślij swoje zgłoszenie!

Igo a co dla Ciebie było wyzwaniem?

Iga: Dla mnie największym wyzwaniem był powrót do trybu nauki i to nawet nie takiej, jak na studiach, że uczymy się głównie w trakcie sesji. Tutaj nauka była non stop – moduły trwają tydzień lub dwa. Trzeba codziennie coś powtarzać, a potem zaliczać testy i robić mini-projekty.

Jeśli chodzi o samą treść, to dla mnie najbardziej wymagający był materiał dotyczący sieci, czyli tzw. networking, ponieważ jest to dość abstrakcyjne. Niemniej jednak, przy wsparciu trenera oraz kolegów i koleżanek z grupy nie miałam trudności nawet z tym.

ATA to zdecydowanie intensywny czas, ale ja wręcz zachęcam innych do udziału. Wszystkich tych, którzy jakkolwiek interesują się branżą i myślą o przekwalifikowaniu zachęcam, żeby chociaż spróbowali. Program dał mi szeroką wiedzę, ale jest przede wszystkim fantastyczną przygodą. Można poznać świetnych ludzi i nawiązać serdeczne relacje. Natomiast co ważne, ATA daje przede wszystkim szansę. Na życiowe zmiany, na rozwój, na lepsze warunki finansowe, czy balans pomiędzy pracą zawodową a życiem prywatnym. Daje szansę na zmianę kariery, dla tych którzy chcą i są wystarczająco odważni, by spróbować.

Dominika: To ja jeszcze coś dodam. Myślę, że do uczestnictwa w ATA potrzeba przede wszystkim odwagi. I tak naprawdę nie ma przyjemniejszego i bezpieczniejszego sposobu, żeby zmienić dotychczasową branżę na IT.

W trakcie nauki otrzymuje się wynagrodzenie, a podczas szkolenia technicznego poznajemy podstawy wiedzy w różnych dziedzinach, m.in. podstaw funkcjonowania Internetu, cybersecurity, konfigurowania sieci komputerowych, programowania. Dzięki temu, można poznać różne dziedziny i sprawdzić, w którym z zespołów najlepiej wykorzystamy swoje umiejętności.

Z Waszej grupy wszystkie osoby zdecydowały się na to, żeby zostać w Akamai Technologies. A Wy dziewczyny zajmujecie się teraz obszarami, które najbardziej odpowiadają Waszym zainteresowaniom, czy tak?

Iga: Tak. Ja ostatecznie trafiłam do działu security i powoli kończę proces wdrażania. ATA dała mi przede wszystkim zrozumienie kultury firmy oraz podstawy wiedzy z branży. Rozumiem to, o czym mówią do mnie koledzy i koleżanki z zespołu, nadal jednak muszę bardzo dużo się uczyć, choć teraz już znacznie konkretniej. Skupiam się na jednej dziedzinie i dodatkowo, uczę się zarządzania projektem. Wykorzystuję nie tylko wiedzę zdobytą podczas ATA, choć ta jest bardzo istotna, ale też moje doświadczenie i umiejętności zdobyte w pracy w szkole. Okazuje się, że na przykład umiejętność prezentowania materiału przy tablicy, czyli robienia tzw. whiteboardów, jest bardzo przydatna, kiedy wyjaśniamy klientom, jak działają nasze produkty.

ATA przygotowuje właśnie też w taki sposób. Nie wprost. Bo dobiera ludzi do stanowisk, ze względu na umiejętności miękkie i cechy osobowości, które są potrzebne przy wykonywaniu danej pracy. Wiedza techniczna jest bardzo ważna, ale Akamai wie, że tę pogłębimy z czasem.

Dominika: Ja, jak już wcześniej wspominałam, zajmuję się analizą stron internetowych dla różnych klientów, na przykład pod kątem poprawności kodu, optymalizacji oraz bezpieczeństwa. W skrócie, sprawdzam strony i daję rekomendacje, co zrobić żeby działały szybciej oraz, aby były odporne na ataki z zewnątrz. W czasie pandemii dodatkowo łączę pracę z opieką nad dziećmi. Wszystko da się zorganizować. Przerwy na podanie obiadu nie są problemem.

Tak! Zdecydowałam i aplikuję do nowej edycji ATA!

Dziewczyny, a tak na koniec naszej rozmowy, powiedzcie proszę z czego jesteście najbardziej dumne i co cenicie w swojej pracy?

Iga: Trudno wskazać mi jedną rzecz, z której jestem najbardziej dumna, bo chyba cały program od rekrutacji, przez ATA, jak i staż sprawiają, że jestem bardzo wdzięczna i dumna z osiąganych po drodze celów.

Niemniej, ostatnio udało mi się zaliczyć najważniejszego, tzw. master whiteboarda, a to dla mnie spore osiągnięcie, ponieważ robienie takich prezentacji, gdy jeszcze jestem w procesie nauki to wychodzenie bardzo daleko poza moją strefę komfortu. A także sam fakt, że spróbowałam, że się odważyłam – to mnie cieszy.

A co najbardziej lubię? Atmosferę w firmie. Wszyscy tu są mile widziani i to naprawdę czuć. Mój zespół jest bardzo pomocny, a jednocześnie wiedza, jaką posiadają moi koledzy i koleżanki jest imponująca.

Dodatkowo, Akamai jest fajnym miejscem dla młodych ludzi, odpowiada na potrzeby i faktycznie dba o swoich pracowników. Nie robimy rzeczy, bo taka jest moda w korporacjach, ale dlatego, że ktoś na górze widzi w tym sens.

Dlatego na przykład ostatnio mieliśmy możliwość skorzystać z jednego, z Wellness Days, czyli płatnego wolnego dnia – to dodatkowy dzień nie wliczający się w roczną pulę urlopów, na odpoczynek, który w czasach intensywnej pracy z domu i z powodu pandemii jest potrzebny nam wszystkim.

Dominika: Cenię to, że przede wszystkim rozwijam się w kierunku, który mnie interesuje. Pracuję w świetnym zespole i jednocześnie w branży, która w obecnych czasach jest jedną z bezpieczniejszych. Mam elastyczne godziny pracy, co w przypadku posiadania dzieci jest nie do przecenienia. Myślę, że mamy są mistrzyniami organizacji i dbając o work-life balance spokojnie można sobie to wszystko – i rozwój, i życie rodzinne – poukładać.

Dziękuję Wam raz jeszcze i gratuluję Wam sukcesów!

Zdjęcia: Akamai

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Jestem mamą mądrej indywidualistki. Posiadam doświadczenie w koordynacji projektów, prowadzeniu szkoleń oraz doradztwa. Uwielbiam spędzać czas z rodziną, podróżować, czytać książki i celebrować picie kawy. W "wolnym" czasie wspieram osoby chore onkologicznie.

Profil na LinkedIn. 4 najważniejsze kroki na początek

Masz profil na LinkedIn, ale rzadko tam zaglądasz? A może jeszcze nie? Zapewne słyszałaś, że dzisiaj pracy szuka się właśnie na LinkedIn, i że warto mieć tam profil… tylko nie masz czasu na jego dopracowanie? Zacznij od tych czterech kroków - na początek!
kobieta z tabletem

Masz profil? Przejdź do kolejnego punktu. Jeśli nie, załóż teraz!

Profil na LinkedIn jest bezpłatny, więc nic Cię to nie kosztuje, a możesz wiele zyskać. Na końcu artykułu podaję Ci linki do innych super ciekawych tekstów o LinkedIn 😉

Załóż konto!

A teraz zacznij działać. Nie od razu zbudujesz idealny profil, to wymaga czasu, ale od czegoś trzeba zacząć! Zatem zaczynamy:

1. Profil publiczny i adres url

Dwie ważne kwestie, do załatwienia za jednym zamachem. Po pierwsze upewnij się, że Twój profil jest publiczny. Jeśli pozostanie prywatny, to żaden z rekruterów nie będzie mógł przeglądać Twojego profilu. Możesz to zmienić w ustawieniach → wyświetlasz swój profil i po prawej stronie u góry znajdziesz napis: „Edytuj profil publiczny i adres url” → klikasz i ustawiasz profil publiczny.

profil na LinkedIN

Po drugie, w tym samym miejscu zmieniasz także adres url swojego profilu. Chodzi o to, aby adres Twojego profilu nie miał szeregu przypadkowych cyfr, nadanych losowo przez system, tylko Twoje dane. Ja mam: agnieszka-czmyr-kaczanowska, a pełny link to:

https://www.linkedin.com/in/agnieszka-czmyr-kaczanowska/

profil na LinkedIN

Pełny link, albo tylko skrót: „in/agnieszka-czmyr-kaczanowska” możesz podawać jako adres swojego profilu na LinkedIn, np. w CV, stopce maila, na wizytówkach.

W ten sposób także łatwiej Cię odnaleźć, ten adres jest unikalny. Nie ma drugiej osoby o takim adresie. Jeśli masz popularne imię i nazwisko, może okazać się, że coś będziesz musiała pokombinować.

Ale pamiętaj: nie używaj tutaj pseudonimów, zabawnych imion czy zdrobnień. Ma być profesjonalnie.

2. Nagłówek i #ONO

Jednym z najważniejszych miejsc Twojego profilu na LinkedIn, które powinno być wypełnione przez Ciebie to „nagłówek”. Gdzie go znaleźć? Dokładnie pod Twoim imieniem i nazwiskiem. Jeśli tego nie wypełnisz, automatycznie pojawi się Twoje ostatnie stanowisko pracy, a to może nie być korzystne. O wiele lepiej będzie, i co ważne skuteczniej, jeśli tam pojawią się Twoje obszary zainteresowań zawodowych, albo branża w której chcesz pracować/gdzie pracujesz/gdzie szukasz pracy.

profil na LinkedIN

Dlaczego? To dzięki tym słowom kluczowym, które zamieszczane są w nagłówkach, można przeszukiwać profile LinkedIn z czego rekruterzy skwapliwie korzystają. Jeśli więc chcesz, aby rekruterzy z branży finansowej znaleźli Twój profil, to wpisz sobie: finanse, księgowość czy audyt. Użyj słów, które opisują Twoje zainteresowania, ale też pamiętaj, aby były na tyle proste i intuicyjne, aby rekruter miał szansę Cię znaleźć.

Możesz je oddzielić kreskami, jak u mnie (ja też to gdzieś podpatrzyłam), mogą być przecinki lub inne znaki.

Nagłówek to także miejsce gdzie możesz wpisać: #ONO = „open for new opportunities” lub po polsku #PNW = „poszukuję nowych wyzwań”, aby dać sygnał, że szukasz pracy. Te hasztagi służą właśnie do pokazania, że szukasz pracy. Sięgnij po więcej wyjaśnień w artykule Bartka Ziemiańskiego!

Możesz także zaznaczyć to w swoim profilu, poprzez odklikanie check boxa w ustawieniach. Szczegółowo o tym, jak działa ten check box tłumaczę w naszym kursie!

Przeczytaj także: Video: Wartościowy profil na LinkedIn Twoim pierwszym krokiem do znalezienia wymarzonej pracy

3. Podsumowanie w profilu LinkedIn

To idealne miejsce, aby pokazać siebie i to czym się zajmujesz, co Cię interesuje i jaką jesteś osobą. Taki rodzaj „elevator speach”. Możesz opisać krótko swoje doświadczenia, ale tak bardziej opisowo i ciekawie. Jeśli jesteś sprzedawcą, to jest to idealne miejsce, aby opisać jakie miałaś osiągnięcia, jeśli szkoleniowcem, to ile godzin szkoleń prowadziłaś etc. Każda z Was znajdzie coś swojego. Masz do wykorzystania 2000 znaków (ze spacjami) i wielkie pole do popisu.

profil na LinkedIN

Zachęcam Cię do zaglądania na profile innych, którzy mają to bardzo dobrze opisane. Ja polecam zawsze profile:

4. Dobre zdjęcie i cover foto

Ostatnie z czterech punktów, ale bardzo ważny. Profile, posiadające zdjęcia na LinkedIn, otrzymują do 14 razy więcej wyświetleń niż profile bez zdjęcia.

Równie ważne jest także, aby było to zdjęcie dobrej jakości, na którym wyglądasz ładnie i taka się czujesz. Nie powinno być prywatnym zdjęciem z wakacji (chyba, że kadr tego „nie zdradza”), ani zdjęciem z kimś. Musi być Twoje. Jeśli nie masz takiego, które się nadaje, to zadbaj o to. Coraz więcej firm świadczy usługi profesjonalnych zdjęć na LinkedIn, a na pewno masz znajomą koleżankę, która ma dobry aparat i robi świetne zdjęcia. Poproś ją o pomoc!

W swoim profilu na LinkedIn możesz także dodać tzw. „cover foto”, czyli zdjęcie w tle. Jego wymiary to: 1584 na 396 px (musi być dobrej jakości, ale nie większe niż 8MB). Można je wykorzystać, aby pokazać co Cię interesuje, pokazać coś ładnego, np. góry czy kwiaty, aby miło było patrzeć na Twój profil. Zobacz, co publikują inni i znajdź swój pomysł.

Kiedy te cztery elementy masz już ustawione, pora zająć się opisem doświadczenia, rekomendacjami i umiejętnościami. I tutaj też jest spore pole do popisu!

Z naszego kursu dowiesz się jeszcze więcej!

A jeśli chciałabyś pochwalić się swoim profilem, napisz do mnie na LinkedIn i zaproś do swoich kontaktów, pamiętając aby napisać mi kilka słów 😉 adres już znasz!

Zdjęcie tytułowe: Magda Trebert

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów. 
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×