Czego szukasz

Z moich zdjęć widać, że jestem dobrym człowiekiem – to wielki komplement

– Najtrudniej jest zrobić proste zdjęcie i mówić o sobie – jednak Katarzyna Michno opowiedziała nam dużo o swojej drodze do tego kim jest dzisiaj. A jest – jak sama siebie nazywa – portrecistką. Wiedzę i umiejętności zdobyła robiąc kursy fotografii na Akademii Fotografii Dziecięcej, ale pasję i zaangażowanie daje od siebie, czerpiąc z bagażu swoich wcześniejszych doświadczeń. Bo fotografia jest jej wielką miłością.

Katarzyna Michno

Kasiu jesteś fotografem. Fotografujesz, dzieci, dorosłych, przygotowujesz reportaże oraz sesje portretowe. Opowiedz o początkach fotografowania. Jak trafiłaś na kursy fotografii do Akademii Fotografii Dziecięcej?

To było prawie 5 lat temu. Bardzo dobrze pamiętam tę datę, gdyż właśnie zerwałam więzadło… w związku z tym nie mogłam wykonywać dłużej mojej obecnej pracy, byłam uziemiona na kilka miesięcy w domu, po drodze dwie operacje, dużo bólu, ćwiczeń i wolnego czasu….

Rehabilitowałam się w domu i właśnie w tym wolnym czasie serfując po sieci natknęłam się na piękne zdjęcia dzieci i zaproszenia na kurs do Akademii Fotografii Dziecięcej. Zdjęcia przyciągały piękną obróbką, jakością, kolorami i taką… naturalnością. Były po prostu piękne. Też chciałam takie robić…

Czy fotografia już wcześniej Cię fascynowała, czy odkryłaś swoją pasję w trakcie kursów?

No właśnie… ja od zawsze robiłam zdjęcia. Pamiętam z pierwszej wypłaty kupiłam sobie aparat, jakiś mądrzejszy kompakt jeszcze na klisze i robiłam nim zdjęcia, ile się da i komu się da.

Wszyscy znajomi wiedzieli, że jak się pojawiam, to zawsze z moim skromnym aparatem. To były wyjazdy, imprezy, potem uwieczniałam narodziny dzieci moich przyjaciółek etc. To trwało latami i tak z 6 lat temu zrobiłam pierwszy kurs fotografii od podstaw tutaj w Rzeszowie. Kupiłam lepszy aparat. Pierwszą lustrzankę crop.

I właśnie w takim okresie pojechałam na narty. Tam wysoko w górach miałam wypadek, podczas jazdy na nartach przewróciłam się i zerwałam więzadło.

Mówię, że w tym dniu „boleśnie”, ale skutecznie, los skręcił nie tyle moje kolano, co ścieżkę, po której szłam.

Czy dużo kursów AFD ukończyłaś? Jakie to były?

Zrobiłam chyba z 14 kursów w AFD. Szłam dokładnie tzw. ścieżką, którą proponuje Akademia. Były to oczywiście podstawy fotografii, obróbka w Lightroomie, obróbka w Photoshop, system RGB, eksponowanie treści, eksponowanie emocji, były 3 uniwersytety, a tam kolejne tematy.

Zapowiadałam się na reportażystkę. Zresztą, do dzisiaj reportaż lubię i często z niego korzystam. Jednak to na Uniwersytecie 3, na części poświęconej portretowi malarskiemu… przepadłam.

Przywiązałam się do tego stylu, uwielbiam robić zdjęcia w tym właśnie charakterze i pewnie na dłuższy czas tak zostanie. Fotografuję dzieci i kobiety. Mężczyzn trudniej namówić na takie zdjęcia, ale też się zdarzają. I teraz to jest głównie studio.

Każda sesja to długie przemyślenia, w co modelka będzie ubrana, jakie światło, jaka poza, jaki układ rąk, jaki makijaż (jeżeli kobieta), jakie włosy. To wszystko ma znaczenie. Każdy szczegół ma znaczenie. Chociaż ja w tych portretach staram się ukazać dużo emocji. Może od tego powinnam zacząć opisując moje prace.

Z wykształcenia jesteś ekonomistką, marketingowcem. Co robiłaś wcześniej? Gdzie pracowałaś?

Właśnie… Z perspektywy czasu, teraz to rozumiem, że wszystko co robisz w życiu, każde doświadczenie, wykonywana praca, powodzenia, a zwłaszcza niepowodzenia, wszystko to jest po coś. Jestem pewna, że to co się działo wcześniej w moim zawodowym życiu ukształtowało mnie z dzisiaj…

W ogóle moje marzenie co do wykonywanego zawodu, związane było z tańcem. Od dziecka tańczyłam w zespole folklorystycznym i chciałam zostać choreografem, tworzyć i kreować taniec, obrazy, historie…

Rodzice skutecznie wybili mi to z głowy i wybrałam inne studia, życiowe. Studiowałam marketing i zarządzanie. W międzyczasie miałam epizod związany z nauczeniem języka angielskiego. Przez rok miałam etat w szkole podstawowej.

Po studiach dostałam świetną pracę, pracowałam najpierw w dziale eksportu, a potem w dziale marketingu, w dużym zakładzie produkcyjnym. Tam nauczyłam się ciężkiej pracy, dyscypliny, kontaktu z klientem, podróży, organizacji. Po 12 latach pracy zmieniłam ją i zatrudniłam się jako pośrednik. Sprzedawałam mieszkania, domy, działki. Jeździłam po różnych pięknych miejscach, poznałam wiele lokalizacji.

Wracając do nart i mojego nieszczęśliwego wypadku, a może szczęśliwego, bo zupełnie odmienił on moje życie…. Zapisałam się na pierwszy kurs do Akademii Fotografii Dziecięcej, a potem na drugi, trzeci i dziesiąty. Dzisiaj wykonuję zawód fotografa, a siebie nazywam portrecistką.

Oczywiście nie zaprzestałam kursów i warsztatów. Wciąż uczę się na kursach u najlepszych fotografów z kraju i ze świata. Są kursy pogłębiające mój warsztat obróbczy, ale są i kursy z pozowania, stylistyki w fotografii, a nawet marketingu fotograficznego, czy psychologii i samorozwoju.

Od roku prowadzisz własne studio fotograficzne Adelto? Jak się czujesz będąc sama sobie szefem?

W każdej pracy jaką wykonywałam dawałam z siebie nie 100 procent, a dużo, dużo więcej. Podobnie jest i teraz. Może jest jeszcze większa motywacja, bo pracuję na swoją markę. To ciężka sprawa być dla siebie szefem, a jestem bezwzględna, wymagająca i bardzo krytyczna. Tak czy siak korzystam z mojego bagażu doświadczeń.

Warsztaty, kursy często odbywam w języku angielskim, bo go na tyle znam. Prowadzę sama marketing i PR mojego studia. Staram się docierać do moich potencjalnych klientów głównie przez media społecznościowe oraz przez tzw. marketing szeptany. Bywam też na spotkaniach networkingowych.

Klienci przychodzą z polecenia, ale znają moje prace właśnie z sieci. Co do klientów staram się dać najlepszy serwis jaki mogę. Korzystam z wiedzy jaką nabyłam podczas pracy z klientami w moich dwóch wcześniejszych pracach. Każdy klient to piękna kolejna historia w moim życiu, za którą wdzięczna jestem losowi

Jakie są blaski i cienie prowadzenia własnej działalności? Za co cenisz sobie posiadanie własnej firmy?

Niczego nowego nie odkryję, jeśli powiem, że praca dla siebie i na siebie to najlepsze co może się zdarzyć. Tak jak mówiłam, jesteś sobie sterem. Sama rządzisz godzinami pracy (a jest ich dużo więcej niż na etacie), rozwojem, inwestycjami. Oczywiście sama sobie firmę prowadzisz, ale też sama na nią zarabiasz, pracujesz, płacisz. To niby cień, ale coś za coś.

Jak ktoś ma wolną duszę to najlepsza droga.

Moje studio znajduje się w Rzeszowie przy ul. Piłsudskiego 13. Dzielę je na pół ze wspaniałą wizażystką i kosmetyczką Alicją Gąsior z Krainy Czarów. Często mamy wspólne klientki, wspieramy się i pomagamy sobie.

Czy jakaś sesja szczególnie zapadła Ci pamięć?

Każda sesja jest szczególna. Nie ma sesji gorszej czy lepszej. Z każdej wyciągam coś co zadowala moich klientów i zadowala mnie. Uwielbiam zdjęcia, przygotowania,  obróbkę, chociaż to chyba najmniej, bo to największa i najcięższa część pracy. Sesja trwa kilka godzin. Zdarzyły się już i 8 godzinne. Tylko potem etap wyboru, to raz i etap obróbki zdjęć …to trwa godzinami i się ciągnie i ciągnie. Ale efekty cieszą i to jest najważniejsze.

Co daje Ci fotografowanie? Za co najbardziej cenisz sobie tę pracę?

Ja czasami się zastanawiam jak to się stało, że właśnie rozwinęłam w sobie tę fotografię. Wciąż mam potrzebę robienia zdjęć, to jest jak narkotyk. U mnie wyzwala to endorfiny. Uwielbiam ten stan.

Fotografując spotykam niesamowitych ludzi. Dzieci, kobiety, małżeństwa, rodziny. Ja lubię ludzi, lubię z nimi rozmawiać, lubię ich słuchać, lubię ich obserwować.
Teraz rozpoczęłam nowy projekt Portret Środowiskowy i portretuję ludzi w ich naturalnym środowisku, to jest w ich domach, mieszkaniach.

Jedno zdjęcie, którym chcę opowiedzieć o człowieku, o tym gdzie mieszka, jak żyje, jak wygląda, jak jest ubrany. Mam nadzieję, że kiedyś te zdjęcia będą cenną wiedzą socjologiczną, wiem że i dzisiaj się podobają, bo te portrety udaje mi się publikować w Vogue, a docelowo będą materiałem do przyszłej wystawy.

Mój obecny Mentor powiedział mi, że z moich zdjęć widać, że jestem dobrym człowiekiem. To wielki komplement od niego i dar, będę dbać o to aby nigdy to się nie zmieniło…

Dziękuję za rozmowę. Najtrudniej jest zrobić proste zdjęcie i mówić o sobie.

Ja również dziękuję Ci za rozmowę.

Rozmawiała: Ewa Moskalik Pieper

Zdjęcia: Katarzyna Michno adelto.pl

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.

Bo z własną firmą jest jak z dzieckiem…

Moja firma przeszła etap obowiązkowych szczepień. Dzięki temu jej odporność jest większa. Oczywiście nie uniknie infekcji, ale ma zapewniony podstawowy płaszcz ochronny.

Świeżo upieczona właścicielka firmy

Można powiedzieć, że jestem świeżo upieczoną właścicielką firmy. Moja działalność gospodarcza ma pół roku. Gaworzy i śmiało wyciąga ręce do ludzi. Zaczyna raczkować. Coraz częściej, ktoś nawiązuje z nią dialog.

Zanim pojawiła się na świecie, przeczytałam kilka wartościowych książek na temat dobrych praktyk biznesowych. Rozmawiałam z ludźmi, którzy zdecydowali się na rezygnację z etatu i podążanie drogą przedsiębiorczości. Korzystałam z profesjonalnego wsparcia Entrepreneur Impet. Po drodze łapałam różne okazje: kursy, spotkania, dyskusje panelowe.

Przeczytaj też: Mamo, tato, porozmawiajmy szczerze o rodzicielstwie

Nieprzespane noce

Zdobyta wiedza i wchłonięte doświadczenia innych, nie ochroniły mnie przed błędami. Pozostałam z refleksją, że w biznesie, podobnie jak w macierzyństwie -wcale nie jest tak różowo. Pojawiły się rzeczy, które właściwie nie powinny mieć miejsca. Nieprzespane noce. Zaniedbywanie siebie, rodziny i przyjaciół. Karuzela obowiązków wokół idei rozwijania firmy.

Jeżeli prowadzisz własną działalność to z pewnością wiesz, o czym mówię.

Po paru miesiącach intensywnej pracy, dzięki migrenie, która odesłała mnie na oddział neurologiczny jednego z wrocławskich szpitali, poszłam po rozum do głowy i zrobiłam krok w tył. Zatrzymałam się i postanowiłam cierpliwie rozwijać swój biznes! Spokojnie i świadomie, żeby nie zwariować od nadmiaru obowiązków oraz zawrotnego tempa, które determinuje rytm dnia.

Przeczytaj też: Niepełny etat – pełna równowaga. Z perspektywy mamy czterech córek

Mówiąc po ludzku- wyhamowałam i zmieniłam styl pracy

Wbrew logice, wycofałam się z paru planów. Zrobiłam rachunek sumienia i odpowiedziałam sobie na pytanie- dlaczego założyłam własną firmę i na czym mi tak naprawdę zależy? Mówiąc zupełnie po ludzku-wyhamowałam i zmieniłam styl pracy.

Od dwóch miesięcy funkcjonuję na innych zasadach. Pomimo tego, że pracuję zdalnie, wyznaczyłam sobie stałe godziny pracy. Przywracam do swojej codzienności systematyczne spotkania z przyjaciółmi. Wychodzę, wyjeżdżam i chociaż nadal mam mało czasu dla siebie, to już nie biegnę, nie pędzę, nie czuję, że gonią mnie terminy!

Przeczytaj jeszcze: House manager w domu pełnym kosmitów

Uważnie obserwuję poziom mojej życiowej energii. Dbam o to, żebym nie była wydrylowana. Kieruję się intuicją i zdrowym rozsądkiem.

Moja firma przeszła etap obowiązkowych szczepień. Dzięki temu jej odporność jest większa. Oczywiście nie uniknie infekcji, ale ma zapewniony podstawowy płaszcz ochronny. O pakiecie obowiązkowych szczepień dla początkujących firm, chętnie opowiem w kolejnym tekście, a teraz namawiam Cię do cierpliwego rozwijania biznesu, tak aby ten miał skrzydła i nigdy nie był kulą u Twojej nogi.

Zdjęcie: Canva

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Jestem kobietą i mamą. Chcę zmieniać siebie i świat na lepsze ponieważ uważam, że łatwiej się żyje w otoczeniu, które jest przyjemne i ciekawe. Uwielbiam ilustrowane książki dla dzieci i czasem je recenzuję. Współpracuję z kwartalnikiem Ryms. W tzw. czasie wolnym pojawiam się na blogu i tam agituję, na rzecz życia z pasją :-) Jestem copywriterem - piszę i tworzę. Inspiruję firmy do kreatywnego podejścia i komunikowania swojej tożsamości. Zapraszam na betben.pl.
Podyskutuj

Pracuję z dziećmi, prowadzę biznes razem z siostrą – historia Sylwii, z Akademii Bystrzak w Płocku

Sylwia Barcińska po 6 latach pracy w korporacji zdecydowała się na założenie firmy – szukając kreatywnych zajęć dla córki, znalazła także pomysł na biznes dla siebie. W prowadzeniu firmy wspiera ją siostra Karolina, która zarządzała biznesem, gdy Sylwia była na macierzyńskim. Siostry prowadzą oddział Akademii Bystrzak w Płocku i najbardziej doceniają niezależność i elastyczność. A od września poszerzają ofertę o zajęcia z języka angielskiego, także od Bystrzaka. Przeczytaj i sprawdź czy prowadzenie własnej Akademii Bystrzak , spodoba się również Tobie!
Sylwia Barcińska bohaterka wywiadu

Już dzisiaj otwórz Akademię Bystrzak w swoim mieście i prowadź rozwijające zajęcia dla dzieci. Poznaj szczegóły biznesu!

Nowość! Od września 2021 możesz także prowadzić zajęcia z języka angielskiego Akademia Smart Kids oraz zajęcia sportowe – Dzieci w Ruchu – wszystko we współpracy z jedną firmą!

Kwestie organizacyjne związane z założeniem Akademii Bystrzak, Akademii Smart Kids i Dzieci w Ruchu:
Michał Wójcik
tel.: 508 343 666
e-mail: m.wó[email protected]

Sylwia, jak rozmawiałyśmy przez telefon i zapytałam Cię o początki z Bystrzakiem, to powiedziałaś, że „to historia jak wszystkie inne”. Jesteś zatem kolejnym dowodem na to, że w mamach drzemie ogromny potencjał. Ale przewrotnie zapytam, czy nie bałaś się porzucić pracy w korporacji, by zacząć nieznaną podróż z własną firmą – oddziałem Akademii Bystrzak?

Tak, historia jak wszystkie inne, bo mamy szukając tego, co najlepsze dla swoich dzieci, oprócz znalezienia im kreatywnych zajęć, znajdują również pomysł na siebie. Czy się nie bałam?

Pewnie, że się bałam, po kilku latach ciężko z dnia na dzień zmienić wszystko. Myślałam, że będę ostatnią osobą, która otworzy własną działalność gospodarczą… Ale Bystrzak to mój powrót „do korzeni”, skończyłam pedagogikę, zawsze chciałam pracować z dziećmi i teraz to robię.

Czasem codzienność firmowa (księgowość, podatki, ubezpieczenia itp.) przytłacza, ale na zajęciach uśmiechy dzieci, ich podekscytowanie czy przypadkiem usłyszane zdawanie relacji rodzicom po zajęciach, daje satysfakcję i wywołuje uśmiech na twarzy. Wiem wtedy, że to co robimy to właśnie TO.

Powiedziałaś mi, że szukałaś kreatywnych, rozwijających zajęć dla córki i w Płocku ich nie znalazłaś. Wtedy kuzynka wspomniała Ci o Bystrzaku, po czym powiedziała „weź otwórz w Płocku Bystrzaka”. Co było dalej?

Dalej zaczęło się przeglądanie internetu, oferty innych Bystrzaków, śledzenie ich profili w mediach społecznościowych. Z każdą stroną, opisem, zdjęciem byłam coraz bardziej pewna, że Bystrzak to świetne zajęcia dla dzieciaków. Nie wiedziałam tylko czy współpraca z Centralą będzie w moim zasięgu, jak wyglądają warunki itp. Nie było nad czym się zastanawiać, zadzwoniłam na numer podany na stronie i zostałam mile zaskoczona.

Akademia Bystrzak to elastyczna współpraca, z pełną pomocą merytoryczną i marketingową. Po kilku rozmowach telefonicznych, umówiliśmy się na spotkanie, aby omówić szczegóły. Już wtedy wiedziałam, że w Płocku będzie moja Akademia Bystrzak.

Co Cię najbardziej urzekło w zajęciach Akademii Bystrzak? Ciekawa jestem tej perspektywy mamy, która szukała zajęć dla córki.

W zajęciach Bystrzakowych najbardziej spodobała mi się różnorodność. Podczas każdego spotkania dzieci mają wiele aktywności. Poznają nowe zakątki świata, pobudzają swoją wyobraźnię zamieniając się w piratów, indian czy naukowców. Wykonują kreatywne prace plastyczne, poznają techniki pamięciowe, rysują mapy myśli. Wszystko odbywa się w atmosferze zabawy, dzieci nawet nie wiedzą kiedy przyswajają nową wiedzę.

Uczą się – bawiąc, co ułatwia im zapamiętywanie. Mamy naprawdę dużo elementów geografii, biologii, historii, fizyki i chemii. Na koniec zostawiłam najważniejsze – eksperymenty! Dzieci uwielbiają je robić i obserwować, na każdych zajęciach pytają jakie dziś wykonamy doświadczenie. Niektóre z nich pokazują później rodzinie w domu.

A co jest dla Ciebie największą wartością teraz, jako franczyzobiorcy we współpracy z Bystrzakiem? Za co dałabyś im medal? 🙂

Myślę, że elastyczność. Akademia Bystrzak pozwala nam na swobodną pracę, mamy przygotowane scenariusze zajęć, karty pracy, dodatkowe materiały, książeczki, ale możemy to wszystko dopasować do siebie, do potrzeb naszych dzieci. Jeśli chcemy rozszerzyć naszą działalność, tak jak w naszym przypadku o warsztaty w szkołach czy przedszkolach, ofertę animacyjną czy kreatywne urodziny, Bystrzak nam kibicuje i często, po różnego rodzaju aktywnościach wysyła gratulacje.

Fajnie wiedzieć, że jesteśmy partnerami i razem gramy do wspólnej bramki.

Jeśli mamy jakieś wątpliwości, zawsze możemy zwrócić się o wsparcie – merytoryczne czy marketingowe.

Twoja córka uczestniczy w zajęciach Bystrzaka. Za co Natasza je lubi?

Natasza kończy właśnie drugi rok zajęć w naszym Bystrzaku, jest również naszym testerem we wszystkich pomysłach na warsztaty i animacje. Przy okazji również chodzącą reklamą – wszędzie opowiada o zajęciach, mówi o warsztatach i aktywnościach jakie będziemy prowadzić. 🙂

Kiedy zapytałam ją za co lubi Bystrzaka, powiedziała, że za wszystko – bardzo polubiła się z dziećmi, z którymi poznała się w Akademii, cieszy się, że może poszaleć artystycznie na zajęciach, jest bardzo zainteresowana nowymi miejscami na mapie, które poznaje, w domu z globusem opowiada nam później różne ciekawostki oraz oczywiście eksperymentowaniem.

Poznaj również historię Alicji, która założyła i prowadzi oddział Akademii Bystrzak w Szczecinie.

Jesteś mamą 9 – cio latki i 9 – cio miesięcznego maluszka, a we wrześniu minie dwa lata od momentu założenia przez Ciebie oddziału Bystrzaka. Opowiadałaś mi, że to Twoja siostra Karolina była dużym wsparciem, gdy Ty miałaś przerwę po urodzeniu drugiego dziecka.

Dokładnie, w tym roku szkolnym, we wrześniu pierwsze grupy rozpoczęły zajęcia, a ja trzy dni później byłam już w szpitalu na porodówce. Bardzo dużo pomogła mi moja siostra – Karolina. Tak naprawdę, oprócz prowadzenia zajęć w swoich grupach spadła na nią cała organizacja, logistyka i marketing.

Był to akurat początek kursów, dużo pytań ze strony rodziców, zapisy nowych dzieci. Jestem pewna, że bez niej nie dałabym sobie rady. Stanęła na wysokości zadania, a ja byłam spokojna, że mam zaufaną osobę, na którą mogę liczyć. Pewnie przybyło jej po tym doświadczeniu kilka siwych włosów, a ja poza wielką czekoladą mam jeszcze spory dług do spłacenia. 🙂

Karolina nadal Cię wspiera i jest Twoją „prawą ręką”.

Tak! I oprócz tego, że jest moją „prawą ręką”, od początku prowadzi zajęcia jako Trener. Dzieci ją bardzo lubią, bo to jest taki typ człowieka, który bez zastanowienia szaleje z nimi na podłodze. Ja jestem spokojniejsza, organizuję wszystko, planuję, ona zakłada na głowę pióropusz i tańczy jak Indianie lub piracką przepaskę na oko i krzyczy: Ahoj kamraci! 🙂

Na ostatnich kreatywnych urodzinach robiła sobie razem z dziewczynkami koronę i bawiła się jak księżniczka. 🙂 Taki nastrój i mi się udziela, bawimy się w trakcie zajęć, warsztatów czy animacji równie dobrze jak nasze Bystrzaki.

Zresztą ta niekończąca się wyobraźnia i otwartość to cechy pożądane w tej pracy. Wszystkie Trenerki bez mrugnięcia okiem potrafią zamienić się we wróżki, piratów czy astronautów i wyruszyć rakietą w kosmos. 🙂

Karolina to moja młodsza siostra, każda z nas jest inna i może dlatego dobrze się dogadujemy w Bystrzaku. Widzimy rozwiązania i pomysły na różne sposoby i robiąc „burzę mózgów” wychodzi zawsze coś fajnego.
Swoją drogą mam jeszcze jedną siostrę – Kasię – od czasu do czasu też nam pomaga przy organizacji urodzin, zobaczymy może później też będzie chciała dołączyć do Bystrzakowej załogi. 🙂

To prawie brzmi jak rodzinny biznes. 🙂 A jak dzisiaj wyglądają Twoje dni? Czy prowadzenie własnej działalności spełniło Twoje oczekiwania?

Z dwójką dzieci i własną firmą nie można się nudzić. Każdy dzień jest jednak inny, własna działalność daje też sporą swobodę jeśli chodzi o organizację. Kiedy potrzebuję więcej popracować, z pomocą wkracza Babcia, jeśli mamy na horyzoncie choroby jestem więcej z dziećmi. Prowadzenie działalności jako takiej nigdy nie było moim priorytetem, ale

Akademia Bystrzak to w moim przypadku robienie tego, co lubię i co zawsze chciałam robić oraz satysfakcja z radości dzieci.

A od września planujesz ruszyć z drugą marką Akademii. Opowiedz o Smart Kids.

Tak i tutaj właśnie pojawia się kolejna zaleta Bystrzaka – możliwość rozwoju i poszerzenia swojej oferty. Smart Kids to kurs językowy dla dzieci. Doskonale wiemy, jak ważna jest nauka języków obcych już od najmłodszych lat. Od września dzieci w naszym Bystrzaku będą mogły wybrać się z jeżykiem Simonem w niezwykle ciekawą, językową podróż. Będą uczyć się języka angielskiego w sposób kreatywny, łącząc sprawdzone modele z Bystrzakowych kursów.

Na jakich zasadach odbywa się współpraca z dwiema markami? Czy otwarcie Smart Kids wymaga nowych nakładów finansowych? Czy może w jakiś inny sposób trzeba się przygotować?

Pełne wsparcie otrzymujemy od naszej Centrali. Do prowadzenia kursów otrzymujemy merytoryczne materiały, karty pracy. Trenerzy prowadzący zajęcia Smart Kids również kończą specjalne szkolenie. Wszystko odbywa się w ramach umowy franczyzowej, po szczegóły odsyłam do Centrali – są różne opcje, w zależności od tego na jaki pakiet zajęć, jako franczyzobiorca się zdecydujemy.

A powiedz mi jeszcze, czy pandemia bardzo dała Wam się we znaki? Czy dużo zmian musiałaś wprowadzić? Jak jest teraz?

Oczywiście na początku, kiedy jeszcze mało wiedzieliśmy na temat wirusa łatwo nie było. Zostały zamknięte szkoły i przedszkola, w związku z tym, my również dla bezpieczeństwa przede wszystkim dzieci, zamknęliśmy naszą placówkę. Przeszliśmy na tryb zajęć online, co wymagało sporej wyobraźni i kreatywności – pokazywanie dzieciom eksperymentów, technik pamięciowych czy wykonywanie kreatywnych prac plastycznych przed monitorem było dość trudne. Tu ogromne podziękowania dla rodziców, którzy starali się jak mogli, aby zapewnić dzieciom miejsce do pracy, stałe łącze i materiały potrzebne do zajęć.

Po powrocie do zajęć stacjonarnych wprowadziliśmy szereg procedur, które pozwoliły zapewnić większe bezpieczeństwo. Na przykład zmieniony został grafik, tak aby jak najmniej dzieci było jednocześnie w placówce, dezynfekujemy i wietrzymy sale po każdych zajęciach. Myślę, że każdy z nas przyzwyczaił się do tej nowej codzienności i teraz jest już łatwiej. Dzieciom bardzo brakowało kontaktów z rówieśnikami, wielokrotnie słyszałyśmy od rodziców, że cieszą się, że ich dzieci uczestniczą w zajęciach.

Poznaj jeszcze historię Eweliny – mamy 4 dzieci – Jak pogodzić macierzyństwo z pracą?

To na koniec proszę o kilka słów do mamy, która czyta tę rozmowę, które mogą być takim paliwem do działania w kierunku własnej działalności. Może powiesz co u Ciebie przeważyło szalę?

Ja już tak mam, że jak coś sobie wymyślę to działam… Kiedy usłyszałam słowa : „Na co czekasz? Otwórz Bystrzaka!” od razu zaczęłam przeglądać Internet, dzwonić, pytać. Już planowałam gdzie będzie nasz lokal. Myślę, że jeśli taka mama, która szuka pomysłu na siebie, czuje, że takie zajęcia to jest właśnie to, nie ma co się długo zastanawiać. Trzeba spróbować. Akademia Bystrzak to fajni ludzie, którzy chętnie odpowiedzą na pojawiające się pytania, pomogą ze wszystkim.

Jeśli chce stworzyć kreatywne miejsce, pełne radości i dziecięcego śmiechu, gdzie trenerzy na zajęciach bawią się równie dobrze jak dzieci, to nie pozostaje nic innego jak to zrobić.

Dziękuję za rozmowę.

Już dzisiaj otwórz Akademię Bystrzak w swoim mieście i prowadź rozwijające zajęcia dla dzieci. Poznaj szczegóły biznesu!

Nowość! Od września 2021 możesz także prowadzić zajęcia z języka angielskiego Akademia Smart Kids oraz zajęcia sportowe – Dzieci w Ruchu – wszystko we współpracy z jedną firmą!

Kwestie organizacyjne związane z założeniem Akademii Bystrzak, Akademii Smart Kids i Dzieci w Ruchu:
Michał Wójcik
tel.: 508 343 666
e-mail: [email protected]

Zdjęcia: prywatne archiwum Sylwii

Wywiad powstał w ramach akcji Franczyza dla Mamy.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie