Czego szukasz

Tysiąc znaków ze spacjami…

Agnieszka Nietresta-Zatoń pracuje na cztery połówki etatu. Jest mamą, copywriterką i panią od polskiego, która właśnie debiutuje jako autorka książki „Pustostan”. Z wielką przyjemnością przedstawiamy Wam Agnieszkę jako bohaterkę historii sukcesu. Tym większa rozpiera nas duma, że z Agnieszką znamy się od 3 lat, a Wy dobrze znacie jej teksty. Tadam!

  • Redakcja portalu Mamo Pracuj - 04/09/2015

Spotykamy się 1 września, po rozpoczęciu roku szkolnego. Agnieszka, która na co dzień między innymi jest panią od polskiego, właśnie wróciła ze szkoły.

No więc zostałaś pisarką… 15 września nakładem Wydawnictwa Prószyński ukaże się Twoja powieść  pt. „Pustostan” (wszystko o książce można przeczytać tutaj).

To bardzo duże słowo „pisarka”. Wydaję właśnie pierwszą książkę beletrystyczną, jestem więc tylko debiutantem.

No dobrze, oprócz bycia pisarką jesteś…

Od 12 lat mamą (szóstoklasistki Gabrysi i przedszkolaka Kajtka), od 3 lat copywriterką, od dawna panią od polskiego. Mogłabym być jeszcze ghostwriterem – takim jak w filmie Polańskiego (obejrzycjcie sobie!). To musi być fascynujące zajęcie 😉

Jak powstała Twoja książka?

Ja od dziecka wiedziałam, że chcę napisać książkę i to był cel wszystkich moich działań. Pisanie książki jest dla mnie jak wejście na Mount Everest.

Byłam na urlopie wychowawczym z Kajtkiem. Pisałam ją przez mniej więcej rok, między zupką, kupką a copywritingiem. Kiedy już skończyłam i nabrałam przekonania, że jest wystarczająco dobra – bo, dodajmy, to jest druga książka, jaką popełniłam – pierwsza nie ujrzała światła dziennego ale za to pisząc „Pustostan” mogłam  wyeliminować wszystkie błędy – wysłałam tekst do kilkunastu wydawnictw. I… cisza. Po około 8 miesiącach zadzwonili z Prószyńskiego, że biorą. No i tak się zaczęło rok temu to, co teraz będzie miało swój finał na półkach w księgarni.

Trochę mnie to przeraża, że trzeba przeskoczyć z pułapu „siedzę przy kompie i stukam w klawisze” na inny poziom. Muszę wyjść z sieci, przestać być mamą, która turla się między kuchnią i łazienką.  Muszę wyjść z domu w sukience, muszę przypomnieć sobie, że mam imię i nazwisko – że nie mam na imię „mamooo” i że oprócz ziemniaków do obrania mam także poglądy. I to jest dla mnie trudne. Jak człowiek kwitnie w domu tyle czasu, to mu sie wydaje ze znika. Jest dres i kuchenny blat.

I w pierwszym odruchu mnie to przeraża, ale przecież nie jestem sama, są ze mną ludzie z Wydawnictwa, którzy przy książce pracowali. Gdybym była sama, to bym chyba zdezerterowała. Nie znam rynku książki, nie jestem wydawcą, ja umiem tylko pisać.

Dzięki Twojemu urlopowi wychowawczemu z Kajtkiem w ogóle się poznałyśmy. Opowiedz naszym Czytelniczkom jak to było, bo to ciekawa historia…

Pewnie, że ciekawa! Był taki czas, dobrze wszystkim mamom znany, że siedziałam w czarnej dziurze i myślałam, że zwariuję. (Zobacz mój pierwszy tekst opublikowany na Mamo Pracuj: Bo ja jestem proszę Pań Szanownych na zakręcie). Śmigając po fejsie znalazłam jakiś konkurs organizowany przez Was, wygrałam drobną nagrodę i umówiłyśmy się z Agnieszką (Agnieszka Czmyr-Kaczanowska) na odbiór osobisty… Włożyłam więc białą koszulę i przyzwoite buty i wyruszyłam na spotkanie z bizneswoman, która robi portal. Wchodzę do kamienicy na Lea, wdrapuję się po schodach, naciskam klamkę, a tam… za stołem siedzi dziewczyna piękna jak obrazka, i mówi: proszę siadać, a mogę ci mówić na ty? I ja wtedy zrozumiałam, że życie z sieci istnieje naprawdę, że są też inne kobiety, które ryją zębami o posadzkę, trzeba tylko wyjść z domu.

Potem odpowiedziałam na ofertę pracy jako copywriter, zamieszczoną na Mamo Pracuj no i tak od 3 lat jestem copywriterem… I tak się zaczęło kręcić – zamiast płakać w mankiet zaczęłam pisać i zaczęli mi za to płacić.

Co zmieniła w Twoim życiu ta praca?

Copywriting to specyficzna działalność, trzeba powiedzieć o jednej rzeczy na sto sposobów, niby to samo, ale innymi słowami. Zdałam sobie sprawę, że mogę inaczej pisać, z wyżyn naukowego języka  zeszłam na poziom „dla ludzi”. Mój mądry doktorat z literaturoznawstwa pomógł mi w pracy nad formą powieści ale z językiem musiałam uporać się sama. I tu pomocny okazał się właśnie copywriting.

Najciekawsze zlecenie w copywritingu?

Każde, w którym pojawiają się nietypowe frazy albo duża ilość niemal jednakowych przedmiotów do opisania. Kiedyś miałam przygotować opisy ponad 100 sukienek dla sklepu internetowego. Dla mnie wszystkie były podobne (sama w sukienkach nie chadzam…), ale o każdej musiałam napisać inaczej, musiały się czymś różnić. Na początku wydawało mi się to niemożliwe, siadam i klnę nad takim zleceniem, bo nie zdążę, ale potem przestaje kląć, bo trzyma mnie w ryzach to pisanie. Muszę, jak to w tekście marketingowym, sprzedać… emocje związane z sukienką, mając do dyspozycji tysiąc znaków ze spacjami.

Wyzwaniem były też opisy bielizny dla sex shopu, teksty samochodowe i o ubezpieczeniach. Kompletnie się na tym wcześniej nie znałam, ale musiałam się dokształcić. Jak się napisze 50 tekstów o ubezpieczeniach, to nabywa się wiedzę, która potem przydaje się w życiu. Przynajmniej już wiem jak czytać umowy ubezpieczeniowe (śmiech).

Teraz pracujesz na cztery połówki etatu…

Tak, pół etatu w szkole, pół wyrabiam na pisaniu tekstów, pół to następna książka, na którą już podpisałam umowę z Wydawnictwem no i jeszcze pół etatu to rodzina. Trochę tego za dużo.

Prowadziłam jeszcze dwa blogi: parentingowy z pazurem czyli Doktor Maltertor i Siostra Ostra oraz literacki: Co autor chciał przez to powiedzieć. Na razie świadomie je zostawiłam, bo to byłoby piąte pół etatu. Leżą i czekają, może kiedyś coś z nimi jeszcze zrobię, bo już kiełkują mi pewne pomysły. Tak swoją drogą blog o Moich Dzieciach po kilku miesiącach swego istnienia dostał wyróżnienie w konkursie Literacki Blog Roku! Nagrody się już chyba nie przyznaje ale to wyróżnienie było dla mnie baaardzo motywujące. To też dało mi do myślenia, że mogę zacząć pisać dla zwykłych ludzi – nie tylko dla śmiertelnie poważnych filologów.

Chciałabym ogarniać tylko dwie rzeczy na raz  – pisanie książki i rodzinę. Na razie muszę robić 50 rzeczy jednocześnie aby wyjść na swoje. Ciekawe ile kobiet żyje tak jak ja i nie robi z tego wielkiego halo…

Chyba wszystkie żyjemy trochę jak w matriksie…

Wiesz, mój dzień wygląda… fatalnie. Znaczy: klasycznie – wstaję pierwsza, żongluję dziećmi, obowiązkami zawodowymi, domowymi, które muszę zmieścić w ciągu doby. Nie zatrudniam pani do sprzątania. Zakupy robię między dowozami dzieci do placówek, obiady między zakupami… Ze szkoły pędzę do domu, żeby się „odpisać”, po drodze zawsze coś jest do załatwienia. Jedną ręką sprawdzam wypracowania, drugą motam arcydzieło (śmiech).

Dziękuję Ci za rozmowę i wiesz, trzymamy kciuki! Następnym razem porozmawiamy o tym, „co autor chciał przez to powiedzieć” czyli o czym jest Twoja książka.

P.S. Agnieszka odbiera telefon od męża, okazuje się, że do swojej układanki musi dodać jeszcze wizytę w serwisie samochodowym… Dzisiaj jedzie do Warszawy na spotkanie z mediami, musi jeszcze pomóc córce przygotować imprezę urodzinową… A w poniedziałek ma na ósmą do budy. Ktoś chętny, żeby napisać jej zwolnienie ?

Przeczytaj wszystkie teksty Agnieszki opublikowane u nas.

Rozmawiała Joanna Gotfryd

Zdjęcie: Anna Cichoń

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redakcja portalu Mamo Pracuj
Podyskutuj

Powiedziałam w pracy, że jestem w ciąży – historie prawdziwe

Niepewność i obawy towarzyszą mamom, które stoją przed zadaniem poinformowania pracodawcy o ciąży. Czasem spotykają się z gratulacjami i specjalnym traktowaniem przez współpracowników, a czasem usłyszą kilka niemiłych słów, które na długo zostają w pamięci. Zapytałyśmy kiedyś na naszym profilu na Facebooku, jak było w przypadku naszych czytelniczek. Oto ich odpowiedzi.
  • Ewa Moskalik - Pieper - 13/01/2020
dwie kobiety w biurze

Szefie jestem w ciąży – miła reakcja pracodawcy

  • Mój przełożony pogratulował, przytulił, kazał o siebie dbać. Zdecydowałam się pracować dopóki siły pozwolą. Później kupił dla mnie kawę bezkofeinową, przynosił rarytasy od babci z ogródka i garnka, jak miałam spadek energii, to pozwalał kimnąć się na zapleczu. Gdy przychodził klient, o którym wiadomo było, że jest „trudny”, to brał go na siebie, żebym nie musiała się stresować. (Marta)
  • Bardzo pozytywnie, pogratulował mi i powiedział, że teraz to najlepiej bliźniaki…. 😉 I kurczę, dwa tygodnie później przychodzę i mówię: Szefie: wykrakałeś!!! Po macierzyńskim wróciłam do pracy i jest mi w mojej firmie naprawdę spoko. Nigdy nie miałam problemu by wyjść kiedy trzeba, by brać urlop na szczepienia dzieci, czy coś. (Ola)
  • Przy pierwszej ciąży było fatalnie. Przy drugiej ciąży, już w innej firmie, bałam się potwornie… Zadzwoniłam do szefa (pracujemy w różnych miastach), na jednym wdechu powiedziałam co i jak i że na żadne zwolnienie się nie wybieram… Usłyszałam gratulacje!!! Potem przeszliśmy do konkretów – kiedy potrzebuję mogę pracować z domu, zwolnienie na 3 trymestr, roczny macierzyński. Teraz na macierzyńskim wspieram zespół, powrót ma być dostosowany do mnie… A jak leżałam na porodówce to szef namawiał mnie żebym dała dziecku na drugie jego imię. (Ewelina)
  • Wszyscy dbali o mnie. (Inga)
  • Przy obu ciążach u dwóch różnych pracodawców reakcja była normalna, tzn. gratulacje i ustalenie, do kiedy planuję pracować. Nie pracowałabym w miejscu, w którym bałabym się powiedzieć o ciąży. (Anastazja)
  • Szef zatrudnił mnie na stałe, bo byłam na próbnym. (Kinga)
  • Zostałam wyściskana przez wszystkich, to było bardzo miłe! (Amelia)
  • Kazał mi o siebie dbać. (Mirka)
  • Mój szef bardziej się cieszył ode mnie. (Iza)
  • Ja usłyszałam, że to super, dzieci są potrzebne. Oczywiście też gratulacje. (Monika)
  • Pozytywnie i trochę zabawnie – powiedział „jak pracujesz z kobietami, to nie zadajesz sobie pytania „czy?” tylko „kiedy?””. Docenił też moje zaangażowanie i pracę w zaawansowanej ciąży (mimo, że nie bezproblemowej) umową na czas nieokreślony. (Wiola)
  • Ja dostałam awans będąc na urlopie macierzyńskim. (Ewa)

Jak i kiedy powiedzieć pracodawcy o ciąży?

Szefie jestem w ciąży – reakcja, którą wolałabym zapomnieć

  • Powiedziano mi: ja ci daję pracę, a ty w ciążę zachodzisz? Nie licz na przedłużenie umowy po porodzie. Tak więc po porodzie zostałam bez pracy, ale nie żałuję. (Dominika)
  • Kontrolę z ZUS, kolejne kontrole, zero okresu ochronnego po macierzyńskim, zero zaległego urlopu do odebrania, nie miałam też do czego wracać. (Kalina)
  • Zostałam zwolniona. (Sara)
  • Zapytał czy nie da się jeszcze usunąć… Moja reakcja: rzucenie L4 do porodu i nigdy więcej nie chciałam go widzieć na oczy. (Wioletta)
  • Obcięciem premii. (Jagoda)
  • Druga ciąża i drugi raz tak samo. Rozwiązanie umowy z dniem porodu. Polska to nie kraj dla kobiet, które chcą mieć i pracę i rodzinę. (Weronika)
  • Była rozmowa z kierownikiem regionalnym, że po urlopie rodzicielskim zatrudni mnie z powrotem (w trakcie trwania tego urlopu kończyła mi się umowa). Zatrudniona nie zostałam…. Może to i dobrze… (Maria)
  • Mimo że zaznaczyłam, że będę pracować tyle ile będę miała siły, to dyrektor uważam zagrał niefajnie. Jestem nauczycielem i pracowałam w przedszkolu na umowie na zastępstwo. W momencie kiedy dowiedział się o ciąży zmienił mi umowę dając do podpisania aneks. Była tam zaznaczona data kiedy kończy mi się umowa (mimo że tamta osoba nie wracała). Prosiłam by chociaż dał mi do końca ciąży, bo inaczej nie dostanę zasiłku. Powiedział „ciesz się, że tak długo tu pracowałaś. Nie potrzebujemy, żeby kadra aż tak się zmieniała”. Było mi strasznie przykro, zostałam w ciąży bez pracy, na o połowę mniejszym zasiłku… (Justyna)
  • Akurat kończyła mi się umowa, więc wręczono mi zwolnienie. (Patrycja)
  • Powiedział, ile tysięcy złotych ciąża pracownicy kosztuje pracodawcę. Zignorowałam to, ale chyba się spodziewał, że powiem „przepraszam” albo w inny sposób wyrażę „skruchę”. (Ela)
  • Ja dowiedziałam się, że puszczę firmę z torbami. (Patrycja)

Jak chcesz pracować w miejscu przyjaznym mamom, to poznaj pracodawców z naszej bazy!

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.

Mama to świetny pracownik! Dlaczego?

Bywa, że ktoś powie “ale, że mamo pracuj?” - bez sensu! A my mówimy: “i tu się mylisz!!” Bo kobiety, które każdego dnia organizują życie domowe, planują i realizują tysiące zadań, są także świetnymi pracownikami! To czego potrzebują to: zrozumienie i elastyczność, aby rozwinąć skrzydła i być rewelacyjnym pracownikiem! O tym dlaczego mama to świetny pracownik rozmawiamy z Lidią Okruta z Early Stage, sieci szkół językowych, gdzie pracuje wiele mam!
  • Agnieszka Kaczanowska - 06/01/2020

Jakiś czas temu przyglądałam się cechom idealnego pracownika w tekstach, postach – po prostu w sieci i odkryłam, że de facto, te cechy pokrywają się z zaletami pracujących mam! Zaangażowana, efektywna, odpowiedzialna, potrafiąca działać pod presją i potrafiąca współpracować z zespołem. Można długo wymieniać. A jakie są Twoje obserwacje?

Bardzo mocno pokrywające się z Twoimi – tak naprawdę. Mamy, z którymi miałam okazję współpracować do tej pory były niesamowicie zaangażowane, odpowiedzialne i przede wszystkim świetnie zorganizowane. Często obserwowałam, że dziewczyny po urlopach macierzyńskich czy wychowawczych wracały z super energią do działania, z nowymi pomysłami. Przekładało się to na ich kontakt z dzieciakami i pracę w klasie.

Muszę przyznać, że początkowo zastanawiałam się nad tym, czy rola mamy nie będzie zbyt mocno wpływać na jakość naszej współpracy i okazało się, że rzeczywiście wpływa, ale na plus! Dlatego bardzo lubię pracować z mamami.

Jak doszliście do tego, że właśnie mamy będą dla Was bardzo ciekawą grupą docelową?

Grupa mam była dla nas bardzo naturalnym i oczywistym wyborem. Nasza szkoła to rodzinna i bardzo kobieca firma – stworzona przez matkę i rozwijana przez córkę, i tak już zostało – większość naszych szkół prowadzą kobiety, wśród nich sporo mam.

Wiele z naszych obecnych „mam-lektorek” rozpoczęło z nami współpracę zaraz po studiach, w międzyczasie zaszły w ciąże, i wróciły do nas po urlopach macierzyńskich, bądź wychowawczych i świetnie nam się z nimi współpracuje.

Ale są też takie dziewczyny, które miały już 2-3 dzieci, kiedy zaczynały z nami działać i i udaje im się łączyć obowiązki domowe z pracą w Early Stage. Ważny jest tutaj odpowiedni dobór ilości grup i grafiku. Możemy bardzo elastycznie go ułożyć, więc wszystko udaje się pogodzić.

Jakie cechy najbardziej cenicie właśnie wśród swoich lektorów?

Jesteśmy szkołą dla dzieci, więc to co najbardziej cenimy, (oczywiście zaraz po poziomie językowym), to odpowiednie podejście do uczniów – pełne empatii, wsparcia i zrozumienia.

Bardzo ważne są dla nas dobre relacje zarówno między lektorem i uczniami, jak i te, które budujemy między sobą – w naszych zespołach. Oczywiście ważnymi cechami są dla nas także samodzielność w pracy, dobra organizacja, kreatywność i chęć rozwoju.

Early Stage to szkoła, która mocno się rozwija i inwestuje również w poszerzanie kompetencji swoich współpracowników, tak więc otwartość na nowe jest również bardzo ważna.

A jak wygląda praca u Was? Nie jest to standardowa metoda, prawda?

Rzeczywiście, to jak prowadzimy zajęcia różni się od tego, co znamy ze szkolnej ławki. Jest dużo ruchu, śmiechu i zróżnicowanych aktywności – wszystko to, co kochają dzieci i dzięki czemu efektywnie się uczą. Oczywiście ten model pracy wymaga od naszych lektorów sporo energii, poczucia humoru, wspomnianej już kreatywności i dobrej organizacji pracy – ale wiemy, że mamy są w tym świetne. 🙂

Myślę, że to co jest jeszcze ważne w kontekście pracy u nas, to możliwość dopasowania grafiku do dyspozycyjności każdego lektora. Jest opcja pracy na pełen etat, czyli prowadzenia kilkunastu zajęć w tygodniu, albo zawężenia go do mniejszej ilości grup i pracy np. tylko wieczorami lub w wybrane dni tygodnia. Wszystko zależy oczywiście od możliwości danej filii i indywidualnych ustaleń, ale zazwyczaj już podczas rekrutacji można umówić się na konkretny wymiar i warunki współpracy.

Współpracując z pracodawcami od lat, za każdym razem upewniamy się, że relacja pracodawca – pracownik musi opierać się na zaufaniu. Bez tego nie będzie „tzw. chemii” – trochę jak w związku… Zgodzisz się z tym?

Zdecydowanie tak. W naszej szkole mocno stawiamy na partnerskie relacje. Staramy się dbać o atmosferę wsparcia, zaufania i o regularny feedback. Mówiąc o feedbacku, mam na myśli informacje zwrotną w obu kierunkach – rozmawiamy z naszymi lektorami zarówno o ich warsztacie i o tym, jak im współpracuje się z nami. Dzieje się to na bieżąco i w różnej formie – spotykamy się i rozmawiamy zawsze kiedy któraś ze stron tego potrzebuje, ale mamy także planowane spotkania lektorów z metodykami oraz spotkania semestralne, podczas których rozmawiamy o ścieżce dalszego rozwoju.

Brzmi świetnie, ale muszę też poruszyć temat nieco trudniejszy. Bo zatrudnianie mam, to także wyzwania. Choćby chorujące dzieci – to jest prawie pewne. Jak sobie radzicie w takich sytuacjach?

To prawda, zdajemy sobie sprawę z tych wyzwań. W sytuacji, o której wspomniałaś organizujemy po prostu zastępstwo lub, gdy nie jest to możliwe, przekładamy zajęcia na inny termin. Oczywiście pod względem organizacyjnym bywa to czasami dla dyrektora trudne – mamy konkretny grafik zajęć, dokładną realizację materiału i pracujemy z dziećmi, które czekają na swoje zajęcia. Staramy się więc, aby ilość zastępstw czy przekładanych zajęć była jak najmniejsza i rozmawiamy o tym z naszymi lektorami. Mamy jednak świadomość, że każdy ma prawo wziąć dzień wolny, bez względu na to czy ma dzieci, czy nie.

Nazwa naszego portalu mamopracuj.pl nie jest łatwa. W końcu mamą się jest dla swoich dzieci, a nie dla pracodawcy 😉 ale wiesz dlaczego właśnie w tym kierunku poszłyśmy? Bo wierzymy, że bycie mamą to nie jest coś, co warto ukrywać. Chcemy, aby nasze czytelniczki były dumne z faktu bycia mamą i szukały takiej pracy, takich rozwiązań, które umożliwiają połączenie roli mamy i pracownika. Wiem, że Wy to doskonale rozumiecie.

Bardzo bliskie są nam te wartości. Jak mówiłam wcześniej –

Early Stage to babska firma. Rozwijamy się dynamicznie w całej Polsce dzięki sile kobiet, ich naturalnym predyspozycjom do łączenia różnych ról – czerpania satysfakcji zarówno z pracy, jak i z posiadania rodziny.

Dlatego tym bardziej cieszy mnie, że Early Stage jest postrzegane jako firma przyjazna mamom – bardzo staramy się w swoich działaniach tacy właśnie być – stąd np. możliwość ułożenia grafiku pod indywidualne potrzeby.

Jest też trochę mniej oczywisty, ale równie ważny benefit pracy u nas – dzieci naszych lektorek mają super rozśpiewane mamy które, zawsze mają pod ręką kolorowe stempelki, krepinę i brokat. 😉

I pozostaje mi tylko zaprosić wszystkie czytelniczki i czytelników do profilu Early Stage w bazie pracodawców, aby Was lepiej poznać, i może zacząć z Wami współpracę!

Ja również zapraszam, dziękuję za rozmowę 🙂

Dziękuję!

Rozmawiała: Agnieszka Kaczanowska

Chcesz przeczytać inne wywiady z kobietami pracującymi w Early Stage?

Zdjęcia: prywatne archiwum oraz Early Stage

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów. 
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail